Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
ZwodnikPowszechny jest pismem ateistów
#41
Bapsite napisał(a):Rozwój duchowy to również szeroka i niejasna koncepcja i pytanie jakie ścieżki w ramach tego rozwoju mogą prowadzić do tego aby ludzie odkrywali prawdę w głównych prawdach wiary. Trochę przykro mi to mówić, ale jeszcze nie spotkałem się z żadnym, przekonywującym projektem odnowy ewangelizacyjnej, który nie byłby zbiorem ogólników ,tautologicznych wstawek i zataczaniem kółeczka, z którego może wyniknąć co najwyżej jakiś "ewangeliczny" lifestyle, a nie wiara

No przecież Tradycjonalisci to rozumieją. Głoszą jasno to co chcą powiedzieć. Nie mydlą oczu hasłami typu "bądź przyjemniaczkiem a religia nie ma znaczenia". I się to sprawdza. Środowiska typu TP nie rozumieją tego, u wrogów KK robią robotę pożytecznych idiotów. U osób obojętnych co najwyżej politowanie

Należy też dodać że TP nielegalnie używa tytułu katolicki gdyż nieposiada asystenta kościelnego
 haruka naru sora wa
 mune wo saku you ni 
wasure kaketa kioku wo samasu 
afureru wa namida
Odpowiedz
#42
InspektorGadżet napisał(a): No przecież Tradycjonalisci to rozumieją. Głoszą jasno to co chcą powiedzieć. Nie mydlą oczu hasłami typu "bądź przyjemniaczkiem a religia nie ma znaczenia". I się to sprawdza.
Ale sprawdza się w jakim sensie? Masz jakieś przecieki z góry na temat tego, jaki procent tradycjonalistów idzie do nieba, a jaki w przypadku modernistów?

Cytat:Należy też dodać że TP nielegalnie używa tytułu katolicki gdyż nieposiada asystenta kościelnego
Przyznam, że nie znam kodeksu kanonicznego, ale chyba zdajesz sobie sprawę, że większość tubylców nie zna - więc jeśli twierdzisz, że coś jest według katolickiego prawa nielegalne, to zacytuj to prawo.
Odpowiedz
#43
ZaKotem napisał(a): Przyznam, że nie znam kodeksu kanonicznego, ale chyba zdajesz sobie sprawę, że większość tubylców nie zna - więc jeśli twierdzisz, że coś jest według katolickiego prawa nielegalne, to zacytuj to prawo.
Tu masz wspomnienia ks. Bonieckiego o asytstencie kościelnym w TP, ks. Bardeckim (i którym on sam był po jego odejściu na emeryturę) Uśmiech
Cytat:Asystenta kościelnego w „Tygodniku” wymyślił kardynał Sapieha, bo dotychczas Kościół przydzielał asystentów organizacjom, a nie czasopismom. Ważny był jednak znak łączności z Kościołem i człowiek, który tę łączność będzie pielęgnował. Ksiądz Andrzej objął tę funkcję w 1951 roku jako następca ks. Jana Piwowarczyka, który postanowił się wycofać, wiedząc, że jego obecność sprowadzi na „Tygodnik” kłopoty. Sapieże, który szukał następcy, arcybiskup Baziak zaproponował księdza Bardeckiego. Kiedy w 1956 roku sytuacja się zmieniła i ks. Piwowarczyk mógł do redakcji wrócić, ks. Bardecki zgłosił gotowość odejścia. Jednak ks. Piwowarczyk wrócić nie chciał, wobec czego arcybiskup odnowił nominację księdza Andrzeja. Jak się okazało, na lat czterdzieści.
Długo był jedynym księdzem na Wiślnej. W tym gronie, w niczym nie przypominającym kółka ministrantów, stał się osobą ważną i szanowaną, ale nade wszystko przez wszystkich kochaną. Wydobywam z pamięci wspomnienia sprzed 35 lat, kiedy to po raz pierwszy przekroczyłem progi redakcji. Ksiądz Andrzej... szczupły, elegancki, w ciemnym ubraniu z koloratką, mówiący z lekkim lwowskim zaśpiewem. Jego odwaga i roztropność, poczucie humoru, ale i śmiertelna powaga, gdy chodziło o sprawy wiary na łamach „Tygodnika”. Pamiętam, jak czyścił moje teksty z ironicznych prześmiewek, bo – jak twierdził – ironią nikogo się nie przekona. Był łagodny, ale w ważnych kwestiach stanowczy i nieustraszony, nawet wobec wybuchów autorskiej wściekłości Tadzia Żychiewicza.
Ksiądz Andrzej w redakcji był szefem działu religijnego i księdzem od spraw ludzkich. Funkcję asystenta sprawował na ogół w rejonach dla naszych oczu mniej widzialnych, na styku „Tygodnik”–hierarchowie. Jako kierownik działu religijnego stworzył niezapomnianą instytucję, zwaną nieco na wyrost „kliką metafizyczną”. Co tydzień na Garncarskiej, w skromnym mieszkaniu księdza Andrzeja gromadziliśmy się: Ziuta Hennelowa, Marek Skwarnicki, Bronek Mamoń, Stefan Wilkanowicz, Tadeusz Żychiewicz, niżej podpisany oraz zaproszeni przez ks. Andrzeja mądrzy ludzie spoza redakcji: o. Jan Popiel czy o. Krzysztof Kasznica. Te spotkania nie przypominały roboczych odpraw. Popijając parzoną przez ks. Andrzeja kawę pobieloną mlekiem w proszku, pogryzając biszkopciki wymienialiśmy informacje, komentowaliśmy wydarzenia, planowaliśmy tematy nowych artykułów i omawialiśmy posiadane materiały. Myślę, że „klika” przyczyniła się do zachowania specyficznego klimatu redakcji na Wiślnej. Grupa ludzi, którzy stale, bezinteresownie rozmawiają ze sobą o sprawach ważnych, buduje wspólnotę. 
Ksiądz Andrzej zasłynął jako znawca Soboru Watykańskiego II. Dzięki niemu „Tygodnik” niemal wyprzedzał wydarzenia, a on sam zaskakiwał kolegów podejmując problematykę, która wkrótce pojawiała się na obradach Soboru. Wiele lat później zdradził tajemnicę: bawiąc tuż przed Soborem w Rzymie, dzięki zaufaniu i przyjaźni późniejszego kardynała ks. Władysława Rubina miał okazję zapoznać się z tajnym dokumentem, zawierającym szkic tematów soborowych. Oczywiście, był to zaledwie zarys, ale ksiądz Andrzej potrafił swoją wiedzę dobrze wykorzystać.
Zresztą ksiądz Andrzej żył Soborem. Znalazł w nim spełnienie swoich oczekiwań – chyba najbardziej w dziedzinie ekumenizmu. Kiedy go poznałem, był zaprzyjaźniony ze wszystkimi krakowskimi duchownymi innych wyznań. Jak do tego doszedł, pozostanie tajemnicą, były to jednak przyjaźnie głębokie i trwałe. Docenił to rządzący archidiecezją wikariusz kapitulny biskup Karol Wojtyła i jeszcze przed ogłoszeniem soborowego dekretu o ekumenizmie mianował ks. Andrzeja pierwszym w historii archidiecezji delegatem ds. ekumenicznych. Zbliżenie wyznawców różnych wyznań pozostało do końca pasją jego życia.
Ksiądz Andrzej co tydzień sam opracowywał „Kronikę religijną”. Przy ograniczeniu dostępu do zagranicznych informacji nie było to łatwe. Jakoś jednak materiały zdobywał, a jego „Kronika”, która wtedy wydawała nam się nieco ciężka, dziś stanowi nieoceniony materiał przy rekonstrukcji wydarzeń. Wiem, że redaktorzy watykańskiego rocznika informacyjnego „Annuario Pontificio”, którym zlecono uporządkowanie zawartych tam informacji o biskupach (zdarzało się, że zmarli figurowali jako żywi), za niezawodną podstawę weryfikacji uznali właśnie tygodnikową „Kronikę”.
Starał się raz w miesiącu napisać poważny artykuł. Jego dziennikarstwo było nade wszystko informacyjne. Pokazuje to „Kościół epoki dialogu”, książka wydana przez „Znak” w roku 1966, będąca zbiorem publikacji z „Tygodnika”. Słynny „mózg elektroniczny” księdza – wielki segregator z niezliczonymi szufladkami – zawierał starannie uporządkowane materiały na wszystkie możliwe tematy. Wolny od zapędów dydaktycznych, solidny, kierował się zasadą wpajaną nam przez Jerzego Turowicza: formacja przez informację. Nie stronił przy tym od publicystyki aktualnej i od tematów drażliwych.
Przykładem może być głośny w swoim czasie jego artykuł „Milczenie Piusa XII”, napisany w związku ze sztuką Rolfa Hochhutha „Namiestnik”. Bronił w nim papieża, ukazywał jego racje, ale wypowiadał się krytycznie o milczeniu wobec zbrodni nazizmu. Artykuł wywołał burzę, a ksiądz Andrzej do końca wspominał go jako ważny dziennikarski sukces.
Czasem wdawał się w sprawy niebezpieczne z punktu widzenia taktycznego. Zdarzyło się, że jakiś czytelnik-ksiądz w liście do redakcji pytał, czy wolno do Mszy św. używać hostii z wyciśniętym na niej wizerunkiem Matki Boskiej Częstochowskiej. Hostie te, produkowane w Częstochowie, rozchodziły się po całej Polsce i co więcej, na zakończenie Soboru Prymas Polski obdarował nimi wszystkich soborowych ojców. Ksiądz Andrzej pytanie czytelnika skierował do watykańskiej Kongregacji Kultu Bożego i odpowiedź (używanie takich hostii jest niedopuszczalne) zamieścił w „Tygodniku”. Ksiądz Prymas zareagował listem do Kongregacji, która jednak nie zmieniła stanowiska, odrzucając przedstawione w piśmie Prymasa uzasadnienia. 
Jako asystent kościelny ks. Andrzej obrywał od władz kościelnych za nasze błędy. Chociaż z arcybiskupami Baziakiem, a jeszcze bardziej z Wojtyłą, łączyły go więzi przyjaźni, musiał wysłuchiwać zarzutów i wyrzutów z powodu popełnianych przez nas głupstw. Prowadził żywą korespondencję z wieloma biskupami, także z Prymasem. Niewątpliwie cieszył się ich szacunkiem i sympatią. Czasem uprzedzał ewentualne zarzuty, wyjaśniając motywy zamieszczenia kontrowersyjnej publikacji, odpowiadał na nagany, czasem zgłaszał postulaty.
Przykładem sporu, który zresztą dobrze się zakończył, może być polemika Prymasa z księdzem Bardeckim na temat wydrukowanego przez „Tygodnik” artykułu Borysa Polewoja o ocaleniu Jasnej Góry przez radzieckiego sapera, starszego sierżanta Korolkowa. Ksiądz Prymas widział w tej opowieści chwyt propagandowy; Związkowi Sowieckiemu mielibyśmy zawdzięczać wszystko, nawet Matkę Boską Częstochowską. Po dłuższych badaniach sprawy okazało się, że jednak starszy sierżant rzeczywiście ocalił Jasną Górę i rzecz cała zakończyła się pięknym gestem pojednania ze strony księdza Prymasa (opis incydentu można znaleźć w autobiograficznej książce księdza Andrzeja „Zawsze jest inaczej”, Znak 1995).
Ksiądz Andrzej umiał zachować dystans i właściwie niczego się nie bał. Może to, co przeżył w latach wojny – dobrowolny wyjazd do Niemiec w charakterze robotnika, by nieść opiekę duszpasterską wywiezionym wiernym, obóz w Buchenwaldzie, wielokrotne ocieranie się o śmierć – dało mu pewność, że wszystko jest w ręku Boga i stało się na resztę życia szkołą odwagi. O sławnym pobiciu w 1977 roku przez nieznanych sprawców” zwykł mówić z pewnym rozbawieniem, by nie powiedzieć – dumą. Wyraźnie cieszyło go, że kardynał Wojtyła – przyjaciel – powiedział mu wtedy: „ty dostałeś za mnie”.
Zwykle był cierpliwy i pełen życzliwości do bliźnich. Któż z nas nie pamięta, jak perswadował, zwracając się do rozmówcy wymawianym z lwowska „moj kochany” i rozpoczynając wyjaśnienia od obiektywnego nakreślenia tła: „jest taka sytuacja”. Gniewem wybuchał rzadko, ale z wielką siłą. Pamiętam, jak po niefrasobliwym nadużyciu przez tygodnik „Nie” osoby Papieża (chodziło o rzekome papieskie błogosławieństwo dla tego pisma) podniesionym głosem powtarzał, niemal krzyczał: obrazili mego przyjaciela, więc nie mogę milczeć. 
Odszedł na emeryturę w 1991 roku. Odwołanie księdza Bardeckiego przez Metropolitę krakowskiego dla redakcji było zaskoczeniem. Kardynał w swym piśmie odwoływał się do wieku ks. Andrzeja, jednak w post scriptum wyjaśnił, że na decyzję wpłynął fakt umieszczenia jego listu pasterskiego obok artykułu Waldemara Kuczyńskiego, krytykującego prezydenta Wałęsę.
Powołany na następcę ks. Andrzeja usiłowałem zeń wydobyć, co myśli o tym wszystkim. W wymienionej z tej okazji korespondencji i rozmowach nie padło z jego strony ani jedno słowo rozżalenia czy pretensji. Ucieszył się z mojego przyjścia i zapewniał, że zdejmuję wielki ciężar z jego ramion, że teraz, w przypadku jakichkolwiek ataków, będzie mógł odsyłać napastników: to nie ja, to kolega.
W ostatnich latach, poświęcił się jednej ze swych pasji – bioprądom. Był wyposażony w niezwykłe zdolności różdżkarskie. Był okres, że stracił niemal całkowicie wzrok, jednak operacja zaćmy wzrok mu przywróciła. Nosił teraz okulary z potężnymi soczewkami, bo – jak twierdził – jego organizm wszczepionej soczewki nie mógł przyjąć. Jego mieszkanie, zawsze ubogie (nie gromadził książek, lecz je oddawał) było jeszcze uboższe niż dawniej. W jednym z dwóch pokoików prowadził swoje doświadczenia. Wychodził na miasto, czasem uczestniczył w uroczystościach „Tygodnika”, utrzymywał kontakt z redakcją, pilnie śledząc wszystko, co się u nas dzieje.
Kiedy byliśmy zaabsorbowani wyborami i następstwami terrorystycznych ataków, księdza Andrzeja, nieprzytomnego, przewieziono do szpitala. Wylew. Kilka dni jeszcze pozostawał wśród żyjących i 28 września o dziesiątej wieczór bioprądy zatrzymały swój bieg. Pokorny kanonik (kardynał Wojtyła mianował go kanonikiem kapitulnym), kościelny asystent „Tygodnika Powszechnego” odszedł do domu Ojca, żeby tam być naszym niebieskim asystentem.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#44
ZaKotem napisał(a):Ale sprawdza się w jakim sensie?
W takim że się nawracają. Dzięki TP nikt się nie nawrócił (wręcz przeciwnie)
 haruka naru sora wa
 mune wo saku you ni 
wasure kaketa kioku wo samasu 
afureru wa namida
Odpowiedz
#45
Masz jakieś dane, czy piszesz z głowy?
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#46
przykładowo Krystian Kriatuk czytelnik TP i czytelnik Tradycyjnych pism. Mówi że TP niszczył jego wiare
 haruka naru sora wa
 mune wo saku you ni 
wasure kaketa kioku wo samasu 
afureru wa namida
Odpowiedz
#47
InspektorGadżet napisał(a): przykładowo Krystian Kriatuk czytelnik TP i czytelnik Tradycyjnych pism. Mówi że TP niszczył jego wiare
Aha – pisowski politruk twierdzi, że TP kiedyś niszczył, ale ostatecznie nie zniszczył jego wiary. I to jest dowód na to, że przez TP ludzie odchodzą od chrześcijaństwa. Zawsze jak się wydaje, że niczego bardziej absurdalnego 5 nie napisze…
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#48
InspektorGadżet napisał(a): przykładowo Krystian Kriatuk czytelnik TP i czytelnik Tradycyjnych pism. Mówi że TP niszczył jego wiare
To słaba musiała być.
Ale w sumie pozytywne info.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#49
Teraz jest tradycjonalistą. Więc nie wiem z czego się ty cieszysz XD

zefciu napisał(a):Aha – pisowski politruk twierdzi
Tak Pisowski że mówił iż Dudzie należy się ekskomunika. Ups, coś Ci nie wyszło
 haruka naru sora wa
 mune wo saku you ni 
wasure kaketa kioku wo samasu 
afureru wa namida
Odpowiedz
#50
InspektorGadżet napisał(a): Tak Pisowski że mówił iż Dudzie należy się ekskomunika.
Hahaha. Jak u Krasickiego „Jesteś winny, Boś zbyt dobry, zbyt łaskaw, zbytnie dobroczynny”. Kriatiuk krytykuje Dudę za to, że jest za mało pisowski. Toż i mnie dajcie takich „przeciwników”, którzy będą mnie „krytykować”, że Quinquego tylko opierdalam na forum, a powinienem mu chatę spalić.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#51
InspektorGadżet napisał(a): W takim że się nawracają. Dzięki TP nikt się nie nawrócił (wręcz przeciwnie)
Ja znam osobę, która dzięki TP nie odeszła z Kościoła.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#52
InspektorGadżet napisał(a): Środowiska typu TP nie rozumieją tego, u wrogów KK robią robotę pożytecznych idiotów. U osób obojętnych co najwyżej politowanie

No i z tym bym się zgodził. Jako osoba obojętna mam wyjebane, ale gdybym był teistą katolikiem, to pewnie skończyłbym jako jakiś lefebrysta o podobnym zdaniu o TP co Quinque.

Gawain napisał(a): Ależ jest. Jest katolem z grzechem śmiertelnym, dzięki któremu z automatu znajduje się po śmierci w piekle, ale jest.

Nie jest - tak samo jak ja nim nie jestem. Mam po prostu światopogląd inny niż katolicki. Miejscami zbieżny, ale na pewno inny.

No chyba, że dla ciebie ateiści, którzy nie dokonali apostazji są katolikami, którzy skończą w piekle obok ludzi, którym się zdaje że są katolikami, a którzy mają poglądy jak jacyś ateiści Uśmiech

Gawain napisał(a): Ja miałem rodzinę w najbardziej lajtowej denominacji protestanckiej - w polsko-katolickiej. I ona jakoś wśród narodu nie zrobiła furory.

Ciekawe czemu. Kiedyś połowa Polski była protestancka.

Sofeicz napisał(a): Lumber, masz rację. Niech sobie KK pozostanie skansenem dla niedomyślących.
W końcu co jest złego w skansenach?
Ładne są i wzruszające.

Kościół to instytucja propagująca obiektywny, niezmienny, dany przez Boga zbiór zasad. A wszyscy tu mają nadzieję, że zmieni się w duchu liberalnym obyczajowo. Paradne.

ZaKotem napisał(a): Religia to nie jest przestrzeganie tych czy innych rytuałów, tylko przynależność do grupy. Dlatego katolikiem jest nie ktoś, kto ma jakieś tam poglądy i żyje według jakichś zasad, tylko ten, kto 1) sam uważa się za katolika i 2) nie został z grupy katolików wyświncony.

Religia to wiara, wierzenia, pewne określone rytuały i zasady postępowania. W Polsce pewnie jakieś 80%-90% ludzi uważających się za katolików nie są nimi w gruncie rzeczy. Równie dobrze każdy z nich może się uważać za Napoleona i to ma tyle samo wspólnego z prawdą co ich katolicyzm.

ZaKotem napisał(a): Ale nie można twierdzić, że ktoś, kto nie przestrzega ideowych wytycznych jakiejś firmy, do niej nie należy

Chyba, że firma posiada wewnętrzne ideowe wytyczne, którymi się posługuje (lub powinna się posługiwać) aby określić kto podlega automatycznemu wydaleniu z firmy z powodu nie przestrzegania wytycznych.

I nawet jeśli sam nie należę do tej firmy, a znam jej wewnętrzne wytyczne określające kto do niej należy, a kto podlega np. anatemie, ekskomunice, to mogę jasno określić kto jest pseudo, a kto realnym członkiem firmy.

ZaKotem napisał(a): No właśnie trzeba, bo tylko muzułmanie decydują - swoim zachowaniem - jaki islam jest "prawdziwy". Tym bardziej, że z islamu nie da się nikogo wbrew jego woli wyświncić.

Oni nie decydują o islamie tylko o tym czy w ogóle, a jeśli tak to do jakiej wersji islamu należą (ważne kryteria to wiara, wierzenia, pewne określone rytuały i zasady postępowania).

zefciu napisał(a): Bo nie ma rzeczywiście ludzi, którzy by konwertowali na buddyzm, pentakostalizm, czy ortodoksję. Są ludzie, którzy nie mają świadomości, iż religia może im dać propozycje rozwoju duchowego. Ci odchodzą.

I tacy którzy nie potrzebują rozwoju duchowego w ogóle.

Wystarczy rozwój fizyczny (robienie masy: "klata - plecy - barki - od tego są ciężarki", kondycji i siły), intelektualny (nauka, książki, internet, zdobywanie wiedzy i mądrości, "scrollowanie" fejsbunia), kulturowy (oglądanie South Parku, Kapitana Bomby i Ekipy Blok i słuchanie wulgarnego rapu) i kulinarny (czyli "jak przyrządzić schabowego na 1001 sposobów"). Niby trochę pół żartem pół serio piszę, ale rzeczywiście jest tak, że w ramach laicyzacji wielu ludziom starcza wyżerka, gry komputerowe, fejsbuk i netflix. Trochę do tego styku z przyrodą i szlus.

Duchowy rozwój jest niemożliwością w świecie pełnym cierpienia niewinnych istot, które nikomu nic nie zrobiły, a umierają nie dostając nawet szansy na ów duchowy rozwój. Dzieci nie powinny umierać ani cierpieć katuszy.

zefciu napisał(a): Praktyki medytacyjne, dla pewnego odsetka – tak.

Praca jest medytacją. Bezbożna medytacja to zapierdol remontowy lub taki przy cięciu drzew. To medytacja odciągająca uwagę od chujowości tego świata.
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
#53
zefciu napisał(a):
InspektorGadżet napisał(a): Tak Pisowski że mówił iż Dudzie należy się ekskomunika.
Hahaha. Jak u Krasickiego „Jesteś winny, Boś zbyt dobry, zbyt łaskaw, zbytnie dobroczynny”. Kriatiuk krytykuje Dudę za to, że jest za mało pisowski. Toż i mnie dajcie takich „przeciwników”, którzy będą mnie „krytykować”, że Quinquego tylko opierdalam na forum, a powinienem mu chatę spalić.

Fajnie że o tym kto jest Pisowcem decytudejsz Ty. Ja nie będę brał udziału w tej błazenadzie 

Lumberjack napisał(a):Duchowy rozwój jest niemożliwością w świecie pełnym cierpienia niewinnych istot, które nikomu nic nie zrobiły, a umierają nie dostając nawet szansy na ów duchowy rozwój

Najbardziej zlaicyzowane kraje to te gdzie się żyje najwygodniej a dzieci chorych praktycznie się nie rodzi np. Szwecja, Islandia
 haruka naru sora wa
 mune wo saku you ni 
wasure kaketa kioku wo samasu 
afureru wa namida
Odpowiedz
#54
InspektorGadżet napisał(a): Najbardziej zlaicyzowane kraje to te gdzie się żyje najwygodniej a dzieci chorych praktycznie się nie rodzi np. Szwecja, Islandia

Temu nie przeczę. Ale nawet w takich krajach jest od zajebania dzieci chorych. Rodzą się zdrowe, a w wieku 2, 3, 4, 5 lat pojawiają się u nich takie choroby, że chciałoby się spuścić wpierdol komuś za to piekło na ziemi. Niby rzadkie choroby spotykają np. 1/100 000 ale jak się weźmie pod uwagę, że tych bardzo rzadkich chorób jest spektakularnie wiele, to człowieka nachodzą posępne myśli pełne wściekłości.
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
#55
Cytat:Kościół to instytucja propagująca obiektywny, niezmienny, dany przez Boga zbiór zasad. A wszyscy tu mają nadzieję, że zmieni się w duchu liberalnym obyczajowo. Paradne.
i to przekonanie chyba najbardIej szkodzi Kościołowi, który prędzej czy później ludzie postrzegają jako ślepy i głuchy beton przekonany o swojej wyższości. A o tym, czego bogowie sobie życzą, czarodzieje w sukienkach mają takie pojęcie jak Ty czy ja. I współcześnie bardzo ciężko ten fakt ukryć, tylko do Kościoła to jeszcze nie dotarło. Czasem bywam w kościele, żeby zrobić dziadkom dobrze i słyszę, że nie dotarło. "straciliśmy Boga", Lumber Duży uśmiech "przez hedonizm i przekonanie, że szczęście jest tu i teraz"
I hear the roar of big machine
Two worlds and in between
Hot metal and methedrine
I hear empire down


Odpowiedz
#56
lumberjack napisał(a): Temu nie przeczę. Ale nawet w takich krajach jest od zajebania dzieci chorych. Rodzą się zdrowe, a w wieku 2, 3, 4, 5 lat pojawiają się u nich takie choroby, że chciałoby się spuścić wpierdol komuś za to piekło na ziemi. Niby rzadkie choroby spotykają np. 1/100 000 ale jak się weźmie pod uwagę, że tych bardzo rzadkich chorób jest spektakularnie wiele, to człowieka nachodzą posępne myśli pełne wściekłości.
Ale te posępne myśli wynikają właśnie z tego, że te naturalne nieszczęścia są rzadkie. Jeszcze parę pokoleń temu śmierć dziecka traktowało się tak jak dziś śmierć psa - no, szkoda, że umarł, a teraz bierzmy się do roboty. Choroby i cierpienia, które dziś robią straszne wrażenie, były przez wieki po prostu normalną ludzką kondycją. Jeszcze w nieco powojennej Polsce z bólem zęba szło się do kowala. Paradoksalnie, im gorszy los, tym łatwiej ludzie dostrzegają w świecie Boży Plan i harmonie przedustawne.
Odpowiedz
#57
InspektorGadżet napisał(a): Fajnie że o tym kto jest Pisowcem decytudejsz Ty.
Nie. O tym, kto jest pisowcem poznaje się po tym, co ta osoba mówi. Jeśli to co mówi sprzyja pisowskiej narracji – jest to pisowiec. Jeśli nie sprzyja – nie jest to pisowiec. Jeśli ktoś „krytykuje” PiS za to, że PiS próbuje ze swoimi wrogami się układać, zamiast stosować wobec nich jeszcze większy zamordyzm, to taka propaganda jest PiS na rękę. Zatem jest to propaganda de facto pro-pisowska niezależnie, co wprost deklaruje mówiący. Myślałem, że zacytowaną bajkę Krasickiego rozumiesz.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#58
ZaKotem napisał(a): Ale te posępne myśli wynikają właśnie z tego, że te naturalne nieszczęścia są rzadkie. Jeszcze parę pokoleń temu śmierć dziecka traktowało się tak jak dziś śmierć psa - no, szkoda, że umarł, a teraz bierzmy się do roboty. Choroby i cierpienia, które dziś robią straszne wrażenie, były przez wieki po prostu normalną ludzką kondycją. Jeszcze w nieco powojennej Polsce z bólem zęba szło się do kowala. Paradoksalnie, im gorszy los, tym łatwiej ludzie dostrzegają w świecie Boży Plan i harmonie przedustawne.

Kiedyś ludzie nie wiedzieli, że może być inaczej. To co z naszej perspektywy jest obecnie jakąś skrajną patologią, z ich perspektywy było odwieczną normalnością. Dla mnie to i tak jest jeszcze w tym świecie od zajebania patologii, niesprawiedliwości, niesłusznego cierpienia. Pambuk głodnym Żydom kaszę z nieba dawał, morza rozstępował, Jezus chorych z różnymi przypadłościami uzdrawiał, od zarazy ratował etc., a teraz cicho sza. Milczy. Cicho. Ludzie go błagają o pomoc, a tu jak grochem o ścianę. Rzucił to wszystko i wyjechał do Sosnowca. I weź tu się ze świadomością tego wszystkiego rozwijaj duchowo.

Dragula napisał(a): i to przekonanie chyba najbardIej szkodzi Kościołowi, który prędzej czy później ludzie postrzegają jako ślepy i głuchy beton przekonany o swojej wyższości.

W krajach, w których dominuje protestantyzm, który potrafi się dostosować do potrzeb zlaicyzowanych ludzi ludzie i tak się laicyzują i tak odchodzą od wiary.

https://www.pewforum.org/2019/10/17/in-u...apid-pace/
https://www.pewresearch.org/fact-tank/20...e-secular/

To nie jest tak, ze jak kościół zacznie podążać za nowymi trendami obyczajowymi, to się uratuje. Coraz większa część ludzi po prostu nie potrzebuje do życia wiary czy mistyczno-duchowych uniesień. Mi wystarczy np. kotlet w gębie. W dodatku mam pewność co do tego czy kotlet istnieje.

Dragula napisał(a): A o tym, czego bogowie sobie życzą, czarodzieje w sukienkach mają takie pojęcie jak Ty czy ja.

Tak, ale nie o tym tu dyskutujemy czy Kościół ma rację czy nie, tylko o tym, czy sam powinien dostosowywać się do upodobań ludzi czy powinien dostosowywać ludzi do upodobań Boga...

Dragula napisał(a): I współcześnie bardzo ciężko ten fakt ukryć, tylko do Kościoła to jeszcze nie dotarło. Czasem bywam w kościele, żeby zrobić dziadkom dobrze i słyszę, że nie dotarło. "straciliśmy Boga", Lumber Duży uśmiech "przez hedonizm i przekonanie, że szczęście jest tu i teraz"

Ja tam nie przestałem wierzyć w Boga przez hedonizm i osiągnięcie jakiegoś mitycznego szczęścia "tu i teraz", tylko dlatego, że nie potrafię w swojej głowie pogodzić istnienia nieskończenie dobrego Boga z tym jak wygląda świat, który ponoć stworzył.
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
#59
lumberjack napisał(a): To nie jest tak, ze jak kościół zacznie podążać za nowymi trendami obyczajowymi, to się uratuje. Coraz większa część ludzi po prostu nie potrzebuje do życia wiary czy mistyczno-duchowych uniesień.
Polemizowałabym. Uważam, że bardzo mało ludzi naprawdę żyje bez żadnych duchowych uniesień. Większość tworzy sobie jakieś własne wersje religii, wierzy w różne przesądy albo praktykuje jakieś duchowe rzeczy w różnej formie.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#60
Iselin napisał(a):
lumberjack napisał(a): To nie jest tak, ze jak kościół zacznie podążać za nowymi trendami obyczajowymi, to się uratuje. Coraz większa część ludzi po prostu nie potrzebuje do życia wiary czy mistyczno-duchowych uniesień.
Polemizowałabym. Uważam, że bardzo mało ludzi naprawdę żyje bez żadnych duchowych uniesień. Większość tworzy sobie jakieś własne wersje religii, wierzy  w różne przesądy albo praktykuje jakieś duchowe rzeczy w różnej formie.

W pełni się zgadzam. Duchowość przenosi się z niwy religii na niwy ezoterii. Ludzie wierzą nagminnie w karmę, w wibracje, energie, oobe, spotkania z duchami, magię, spiski i ogólnie przyjęte foliarstwo. W tej chwili następuje epoka neomityzmu, coraz więcej mitów nowego rzutu powstaje. Dzieci porywają białe busy, szczepionki zawierają mistyczny komponent zamieniający ludzi w niewolników (takie wudu dla biedaków). Ogólnie to wracają sposoby wierzenia w różne rzeczy, które racjonalność ściągnęła jakiś czas temu na margines. W początkach lat 2000 było zdecydowanie mniej nośnych szurów i foliarzy a odchodzenie od religijności wskazywało na sekciarstwo. Dzisiaj sekciarstwo jest na topie.

Cytat:Kiedyś ludzie nie wiedzieli, że może być inaczej. To co z naszej perspektywy jest obecnie jakąś skrajną patologią, z ich perspektywy było odwieczną normalnością. Dla mnie to i tak jest jeszcze w tym świecie od zajebania patologii, niesprawiedliwości, niesłusznego cierpienia. Pambuk głodnym Żydom kaszę z nieba dawał, morza rozstępował, Jezus chorych z różnymi przypadłościami uzdrawiał, od zarazy ratował etc., a teraz cicho sza. Milczy. Cicho. Ludzie go błagają o pomoc, a tu jak grochem o ścianę. Rzucił to wszystko i wyjechał do Sosnowca. I weź tu się ze świadomością tego wszystkiego rozwijaj duchowo.

No nie bardzo, bym powiedział. Zmieniła się forma komunikacji. Kiedyś do komunikowania się ze światem ludzie potrzebowali spektakularnych metod, wysłanników, posłów z pieczęciami weryfikującymi, trąb jerychońskich i tym podobnych. W dobie telekomunikacji więź następuje personalnie a po drugiej stronie Skype'a jest wyłączony mikrofon i wizja, ale jednak w razie czego interwencja następuje. Tylko w sposób o wiele mniej spektakularny. Mnóstwo osób doświadcza uzdrowień, utrzymuje kondycję psychiczną i przezwycięża trudności dzięki wierze. Popatrz na skoczków narciarskich. Co jakiś czas, któryś się nawet publicznie przeżegna. Popatrz na aktorów na przykład na Miśka Koterskiego. Żyją w wierze, mimo, że nie potrzebują. Myślisz, że tak sami z siebie uwierzyli czy jednak jakoś tą więź z Bogiem odczuwają. Osobiście uważam, że wiara ostatnie się nawet wtedy gdy wszystkie choroby znikną a dobrobyt będzie powszechny.
Sebastian Flak
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości