Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 4
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ateizm a przemijanie
#21
Wyobrazajac sobie swoja smierc, ktora nie jest juz perspektywa tak odlegla jak kiedys ( nie mowiac o naglej i niespodziewanej smierci ktora moze zdarzyc sie codziennie z roznych powodow ) coraz bardziej przekonuje sie do pomyslu dobrowolnej eutanazji, o ktora wielu ludzi w sytuacji bez wyjscia w Kanadzie walczylo i w koncu wygralo. Dalej jest obwarowana wieloma ograniczeniami, ale wiem chociaz ze w razie draki nie bede musial meczyc sie miesiacami i jednoczesnie zameczac moich bliskich. Wydaje mi sie ze to dla mnie najlepsza opcja.
Jezeli draki nie bedzie to po prostu tkzw "living will" zabezpiecza mnie przed "ratowaniem" przez sluzbe zdrowia. Lezenie w lozku z kroplowka i cewnikiem, regularnie zmienianymi pieluchami bez albo z kiepskim kontaktem z rzeczywistoscia zupelnie do mnie nie przemawia.
Odpowiedz
#22
LJ napisał(a):Czyli twierdzisz, że jak trwoga to do Boga i w obliczu nadchodzącej śmierci każdy się obesra ze strachu na tyle, że będzie pragnął rozmowy z księdzem?

Przynajmniej jeden ksiądz powiedział że nie zna nikogo kto temat religii na łozu śmierci byłby obojętny. I nie mówię tu o jakimś tam księdze z Koziej Wulki tylko o profesorze co ateistów zna wielu

Ja tam zazdroszczę zmarłym, przynajmniej nie muszą juz żyć z tą chujową świadomością śmierci
 haruka naru sora wa
 mune wo saku you ni 
wasure kaketa kioku wo samasu 
afureru wa namida
Odpowiedz
#23
InspektorGadżet napisał(a): Przynajmniej jeden ksiądz powiedział że nie zna nikogo kto temat religii na łozu śmierci byłby obojętny.
To chyba jakiś teoretyk, co mało się udzielał przy zgonach.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#24
No tak wiadomo że jak coś się nie zgadza z poglądami to musi to być jakiś wałek
 haruka naru sora wa
 mune wo saku you ni 
wasure kaketa kioku wo samasu 
afureru wa namida
Odpowiedz
#25
Ja, w przeciwieństwie do szacownego pana profesora, miałem wątpliwą przyjemność uczestniczyć w wielu odchodzeniach i jakoś nie zauważyłem szczególnie wzmożonego zainteresowania metafizyką.
Raczej z wolą "żeby to k...stwo się w końcu skończyło".
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#26
Sofeicz napisał(a):Ja, w przeciwieństwie do szacownego pana profesora,

No i po co to chamstwo? Zaraz ja się przyczepie że ateiści nie odchodzą bo nie mają gdzie. Trzymajmy jakieś standardy. W każdym bądź razie winszuje tym osobom trzeba być twardym draniem jak Salvatore Rina jeżeli ktoś jest niewzruszony nawet gdy umiera
 haruka naru sora wa
 mune wo saku you ni 
wasure kaketa kioku wo samasu 
afureru wa namida
Odpowiedz
#27
InspektorGadżet napisał(a):
LJ napisał(a):Czyli twierdzisz, że jak trwoga to do Boga i w obliczu nadchodzącej śmierci każdy się obesra ze strachu na tyle, że będzie pragnął rozmowy z księdzem?

Przynajmniej jeden ksiądz powiedział że nie zna nikogo kto temat religii na łozu śmierci byłby obojętny. I nie mówię tu o jakimś tam księdze z Koziej Wulki tylko o profesorze co ateistów zna wielu

Ja tam zazdroszczę zmarłym, przynajmniej nie muszą juz żyć z tą chujową świadomością śmierci
Myślę, że jesteś młody Inspektorze. W Twoim wieku ten temat w ogóle dla mnie nie istniał.Dzisiaj już trochę eschatologia mnie wciąga. Tym bardziej, że mam ponad 80 letnią mamę (nie  jest ateistką). "Biorą" też już z mojej półki. Coraz częściej okazuje się, że moje koleżanki i koledzy są chorzy.
„Ateizm to aroganckie przekonanie o tym, że cały Wszechświat nie został stworzony dla ludzi” M.Nugent
Odpowiedz
#28
EusMadeus napisał(a): U mnie latka lecą i coraz bardziej myślę o tym, że się starzeje a mój organizm się zużywa. Prędzej czy później trzeba będzie odejść. Czas jest nieubłagany.
U człowieka religijnego to jest proste - umrę a potem będę aniołkiem czy tym co kto wierzy. Po prostu będę istniał.

A jak ateiści sobie radzą z problemem śmierci i przemijania?
Nie musimy. Nas nikt nie straszy, że będziemy dręczeni w ciemności przez wieczność. Co do twojej wiary, to ciekaw jestem skąd u ciebie ta pewność, że ciebie to nie spotka.
Odpowiedz
#29
InspektorGadżet napisał(a): W każdym bądź razie winszuje tym osobom trzeba być twardym draniem jak Salvatore Rina  jeżeli ktoś jest niewzruszony nawet gdy umiera

Co ty raczysz pierdolić. Teoretyzujesz, a potem się oburzasz na real.
Idź, jako wolontariusz, do jakiegoś hospicjum, obczaj temat, to pogadamy.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#30
InspektorGadżet napisał(a):
LJ napisał(a):Czyli twierdzisz, że jak trwoga to do Boga i w obliczu nadchodzącej śmierci każdy się obesra ze strachu na tyle, że będzie pragnął rozmowy z księdzem?

Przynajmniej jeden ksiądz powiedział że nie zna nikogo kto temat religii na łozu śmierci byłby obojętny. I nie mówię tu o jakimś tam księdze z Koziej Wulki tylko o profesorze co ateistów zna wielu

Dziwne, że ten twój ksiądz nie trafił na takie osoby jak te, którymi np. ja się zajmowałem. Tym bardziej dziwne, że osoby na łożu śmierci często są w takim stanie, że nie są w stanie rozmawiać o czymkolwiek. Ksiądz profesor widocznie poznał mało osób na łożu śmierci. Ten brak doświadczenia aż bije po oczach.

Więc albo kłamie albo mamy do czynienia z akwizytorem pragnącym zareklamować religię. Bo cóż innego może powiedzieć handlarz duchowością? Że ludzie nie kupują jego towaru? Jak to "nie kupują"? Kupują, Paaanie, wszyscy kupują, nawet wielu ateistów, mówię to ja, ksiądz profesor Oczko
Odpowiedz
#31
Ale on nie powiedział że się nawrocili. Powiedział tylko ze ta kwestia nie była im obojętna
 haruka naru sora wa
 mune wo saku you ni 
wasure kaketa kioku wo samasu 
afureru wa namida
Odpowiedz
#32
Spoko. I tak nadal nie chce mi się wierzyć, że jak ktoś półprzytomny ma wszędzie powsadzane rurki, nawet w dziurkę od chuja, i jest nafaszerowany morfiną i opioidami, to chce mu się o religii myśleć.
Odpowiedz
#33
Z przyczyn zawodowych mam doświadczenie z umierającymi. Otóż przy średniej długości życia powyżej 80-tki mało kto na łożu śmierci jest w pełni władz umysłowych. I co tu dużo gadać, nie aż tak wielu tę metafizykę jest w ogóle w stanie jakoś sensownie ogarnąć.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#34
kmat napisał(a):Z przyczyn zawodowych mam doświadczenie z umierającymi. Otóż przy średniej długości życia powyżej 80-tki mało kto na łożu śmierci jest w pełni władz umysłowych. I co tu dużo gadać, nie aż tak wielu tę metafizykę jest w ogóle w stanie jakoś sensownie ogarnąć.
Narzuca się więc pytanie na ile świadomie Ci ateiści nominalni przyjmują tego Boga w godzinach śmierci.
Na przykład Jaruzelski....
„Ateizm to aroganckie przekonanie o tym, że cały Wszechświat nie został stworzony dla ludzi” M.Nugent
Odpowiedz
#35
kmat napisał(a): Z przyczyn zawodowych mam doświadczenie z umierającymi. Otóż przy średniej długości życia powyżej 80-tki mało kto na łożu śmierci jest w pełni władz umysłowych. I co tu dużo gadać, nie aż tak wielu tę metafizykę jest w ogóle w stanie jakoś sensownie ogarnąć.
Ciekawe, że wciskanie chrześcijaństwa wychodzi najlepiej wtedy, gdy ludzie nie są w pełni władz umysłowcych. Czyli jak się chrzci niemowlaka i nawraca zamroczonego dziewięćdziesięciolatka Duży uśmiech
Odpowiedz
#36
coldy1988 napisał(a): Nie musimy. Nas nikt nie straszy, że będziemy dręczeni w ciemności przez wieczność. Co do twojej wiary, to ciekaw jestem skąd u ciebie ta pewność, że ciebie to nie spotka.

Ja jestem ateistą. Proszę wszystkich aby starali się czytać to co piszę ze zrozumieniem i nic sobie nie dopowiadać.

Adam M. napisał(a): Wyobrazajac sobie swoja smierc, ktora nie jest juz perspektywa tak odlegla jak kiedys ( nie mowiac o naglej i niespodziewanej smierci ktora moze zdarzyc sie codziennie z roznych powodow ) coraz bardziej przekonuje sie do pomyslu dobrowolnej eutanazji

Również jestem za eutanazją. Obecnie jest tak, że część osób w chorobie nowotworowej nie jest podatna nawet na najsilniejsze leki uśmierzające ból typu morfina. Taka osoba na 100% umrze, ale zanim to zrobi będzie konać w bólach, które przeciętnemu człowiekowi nawet się nie śniły. To jest chore.

Natomiast ja tak lubię życie, że jakoś trudno mi zaakceptować, że kiedyś ono się skończy. Brak świadomości, brak istnienia - już na zawsze. Było, minęło. Trudno jest się pogodzić z tym, że wszystko kiedyś na pewno się skończy. Wszyscy ludzie, których znamy i my.
Odpowiedz
#37
W mlodosci jest trudno, starzenie sie zdecydowania to ulatwia. Uśmiech
Tak sie zlozylo ze moja matka zyla b.dlugo jak i tesciowa, ktora sie obecnie opiekujemy jest juz stulatka i obie byly ostatnie ze swego kregu rodziny i znajomych. To tez nie jest sytuacja ktora chcialbym przezywac, ale jak bedzie zobaczymy. To prawda ze w tym wieku glownym problemem jest demencja, wiec nie dokladnie sie orientujesz jak jest twoja jakosc zycia i co jest rzeczywistoscia, a co nie.
Odpowiedz
#38
Natomiast ja tak lubię życie, że jakoś trudno mi zaakceptować, że kiedyś ono się skończy. Brak świadomości, brak istnienia - już na zawsze. Było, minęło. Trudno jest się pogodzić z tym, że wszystko kiedyś na pewno się skończy. Wszyscy ludzie, których znamy i my.



Życie się skończy, co nie oznacza, że Bycie również się skończy. Skąd pomysł, że śmierć ciała to kres wszystkiego, również świadomości ? Może model rzeczywistości czyli materia- umysł -świadomość jest modelem błędnym ?  A co jeżeli jest na odwrót czyli świadomość- umysł- materia  i dopiero z tego modelu jesteśmy w stanie uzyskać pewne odpowiedzi natury egzystencjalnej ?
Odpowiedz
#39
IAmBack napisał(a): Skąd pomysł, że śmierć ciała to kres wszystkiego, również świadomości ?

Bo jest zależna od ciała. Poczytaj o ludziach po lobotomii oraz o ludziach po kastracji. To kim jesteś i jakie są cechy twojego charakteru zależy od stanu twoich organów wewnętrznych oraz od tego ile i jakich hormonów wyprodukują.

I to mnie właśnie ciekawi - jak transhumanizm poradzi sobie przy przenoszeniu "świadomości" (cholera wi jak to dokładnie nazwać) na komputra/do internetu, w których to owa "świadomość" nie będzie już zależna od oksytocyny, dopaminy, estrogenu, testosteronu etc.
Odpowiedz
#40
lumberjack napisał(a): I to mnie właśnie ciekawi - jak transhumanizm poradzi sobie przy przenoszeniu "świadomości" (cholera wi jak to dokładnie nazwać)  na komputra/do internetu, w których to owa "świadomość" nie będzie już zależna od oksytocyny, dopaminy, estrogenu, testosteronu etc.
Jest taki fajny serial komediowy pt. "Upload", który właśnie tym tematem się zajmuje. I właśnie uświadomiłeś mi, że zachowanie głównego bohatera jest nierealistyczne, skoro jego hormony już nie istniejąUśmiech
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości