Osiris napisał(a):Mustafa Mond napisał(a): Co do Mentzena, to interesujący jest jego Hejt Park ze Stanowskim. Stanowski długo wytykał mu różne głupoty, a Mentzen był coraz bardziej poirytowany. Stanowski chociażby nazwał niektóre jego teksty obrzydliwymi. Gdzieś od połowy nagrania Mentzen zaczął otwarcie tłumaczyć, że robi to, żeby zwabić do głosowania (niejako oszukując) głupszy elektorat. Stanowski trzymał stanowisko, że takie zachowanie jest i tak niedopuszczalne.Dla Konfederacji i Mentzena ten program był świetną reklamą - dwa miliony wyświetleń do tej pory. Incelowski elektorat Korwina pokrywa się w dużej mierze z widownią Kanału Sportowego. Bez znaczenia jest fakt, że Mentzen raz po raz ośmieszał siebie i swoją partię, skoro i tak większość komentujących pod filmem twierdzi, że zaorał Stanowskiego, który według nich niczego nie rozumie. W ogóle widać, że dla młodych, często samotnych mężczyzn nie ma żadnej alternatywy politycznej i wpadają w pułapkę zastawioną przez Korwina.
U widzów ogółem Stanowski ma duży autorytet. Uwypuklił on i tak w filmie różne głupoty Konfiarzy, których taki mało interesujący się polityką wyborca-student mógł nie znać.
W sumie pod filmikami z Piechocińskim, Gwiazdowskim i Żółtkiem też były w większości pozytywne posty wobec gości.
Z tymi samotnymi facetami to prawda. Zmiany społeczno-gospodarcze sprawiają, że kobiety później wychodzą za mąż i rodzą dzieci. No i dalej mimo wszystko preferują trochę starszych mężczyzn. Inne kobiety, bez presji społecznej, mogą wybierać choćby dalsze poszukiwania, karierę, czy inne cele, zamiast związku ("feminizmy"). Dla wielu młodszych facetów oznacza to frustracje, zwłaszcza gdy libido szaleje. Mogą chcieć oni jakby doprowadzenia kobiet "do porządku". No i jest tu też sprawa hierarchii społecznej. Faceci mniej pożądani na rynku matrymonialnym mogą chcieć ją wywrócić. Nieraz mają też "zalety", które więcej dawalyby im w dawnym świecie pod kątem hierarchii, jak agresję. Z moich obserwacji wynika, że młodzi faceci, co popierają Konfę, są albo singlami, albo facetami w związkach, gdzie zgrzyta dynamika wewnątrz związku. Ale jest wielka nadreprezentacja singli i związki raczej normują tych facetów. Potem jak się pojawią dzieci, to tym bardziej zaprzestają chęci do rewolucji społecznych (bo dziecko kruche), a wraz z pracowaniem doceniają coraz mocniej prawo pracy. Wraz z dziećmi i własnym starzeniem doceniają też chociażby służbę zdrowia. No i ogółem stają się coraz mądrzejsi.
Wśród młodych (nie za mądrych) facetów widzę politycznie małe zrozumienie świata (no bo są młodzi). Często lubią Trumpa i Korwina, bo jawią się im jako twardzi faceci, zdobywcy kobiet, którzy pewnie potrafiliby pokonywać innych polityków. No i marzą trochę o życiu jak Trump, czyli kobiety, kasa i robienie, co się chce. Dochodzą też tu inne głupoty, jak emocjonalna niechęć do męskiego homoseksualizmu, czy niechęć do lokdałnów, no bo są młodzi i muszą dorastać, imprezować, doświadczać i się wyżyć. I na koniec chęć własnej ekspresji, czyli możliwość żartowania z gejów, stu płci, czarnoskórych i Hitlera bez banowania, cancel culture i ataków od SJW.
Część tych wyborców nie lubi też akcji MeToo i podobnych klimatów, bo wyobrażają sobie, że sami mogliby być oskarżeni przez kobietę, która potem "zmieni zdanie" i wszyscy jej uwierzą. Akcje afirmacyjne straszą ich, że sami stracą pozycje w hierarchii społecznej kosztem mniejszości (choć to prędzej na Zachodzie). Imigracja powoduje lęk przed większą konkurencją na rynku matrymonialnym i rynku pracy (mniejsze płace, ryzyko gorszej pracy i bezrobocia). Gdzieś w tle przewijają się mity o dyskryminowaniu facetów w sądach rodzinnych i oczywiście także darwinizm społeczny, który nazywa się często "wolnym rynkiem". Nie cenią za bardzo praworządności, bo naruszenia prawa przez Trumpów i Putinów tego świata uznają za ich siłę w zdobywaniu, czego chcą i sami chcieliby mieć takiego polskiego Putina, co zajmie Grodno. Taka Unia Europejska jest też zła, bo zabiera nam siłę, którą moglibyśmy podbijać i dominować nad innymi.
Wraz z wiekiem bardziej uczą się świata i bardziej zaczynają wierzyć we współpracę międzynarodową zamiast w dominowanie i podbijanie. Znaczy uczą się ci socjalizowani i którym w życiu się udaje. Wieczni incele, zamknięci w małopolskich miasteczkach, bo kobiety pojechały studiować i pracować do Krakowa, prędzej pójdą na PiS (też przez presję otoczenia, bo maleje młodzieńcza buntowniczość).
Takie mam spostrzeżenia, bo latami (głównie w szkołach) obracam się wsród młodych facetów, gdzie jest sporo wyborców i fanów Konfederacji.
Najbliżsi do "dekonfederadyzacji" są fani Mentzena, co popierają jakieś prostoty przepisów i deregulacje.
I ciekawostka na koniec.
Kiedyś z ciekawości przeglądałem polityczne tematy na 4chanie. Zbierali się tam incele, neonaziole i inni wrogowie nowego świata, czyli ichni skrajni Konfederaci. W 2016 kochali Trumpa. Wierzyli w niego. W 2020 ich zapał ostygł (m.in. za "prożydowskie" zagrania Trumpa), ale najciekawsze było, że po części zaczęli popierać jednego demokratę - Andrew Yanga, który obiecywał 1000 dolców miesięcznie dla każdego dorosłego Amerykanina (YangGang, MATH). Podobało im się między innymi to, że kasę dostaliby tylko obywatele, czyli nic dla "Meksykanów". Kolejna przesłanka, że konserwatyzm obyczajowy coraz mocniej się koreluje z interwencjonizmo-socjalizmem gospodarczy. Powodem jest nieradzenie sobie w nowym świecie i wrażenie tracenia w nim pod kątem hierarchii społecznej.
"I sent you lilies now I want back those flowers"


