Gawain napisał(a): Problem polega na tym, że korwiniści to w dużej mierze ścisłości, więc poczucie dominowania intelektualnego wzbudza w nich już umiejętność poprawnego pisania i znajomość tabliczki mnożenia. Nie wiem jak to się dzieje, ale jednak większość metawyborców różnych widocznych w necie to jakieś makabryczne wybryki polskiego systemu nauczania. Widać to zwłaszcza po PiS i NL. O dziwo jakoś Tuskersi i Trzaskersi nie mają charakteru misjonarzy i co najwyżej lajkują posty jakichś hubów memowych. Więc nawet rozumiem skąd to poczucie. A trzeba pamiętać, że korwiniści żyją w swojej banieczek i raczej z niej nie wychodzą...
To że wyborcy widoczni w necie to jakieś wybryki może wynikać z tego, że najbardziej rozpolitykowani są zwykle ludzie skrajni. Zatem widzimy jakieś dziwaczne Maje Staśko (zaimki: onu/onuowi) i pisowskich fanatycznych bojowników o wiarę. Ludzie od Tuska, Trzaska, a także od PSL i Hołowni nie są chyba tak dziwaczni, bo nie operują w skrajnościach politycznych. Fanów Tuska/Trzaska nie jestem jednak pewien.
Poza tym masę czasu na sianie i wchłanianie polityki w necie mają głównie trole i inni bezrobotni, bez zajęć, albo właśnie skrajni ludzie "z misją".
A co do wrażenia własnej intelektualnej supremacji w komentarzach pod filmikami Korwina - pewnie ludzie ci wierzą, że w korwinistycznym państwie minimum to oni byliby potężnymi mafiozami/przedsiębiorcami, którzy nie musieliby być ciągnięci w dół i ograniczani przez podatki i inne prawo. Korwin ciągle przecież powtarza, że on sam jest genialny, jego fani (i potencjalny elektorat) są inteligentni, a reszta to debile i motłoch.
Brainless napisał(a): A jaka jest w ogóle Wasza definicja "korwinisty"? Bo dla mnie Korwin zawsze był mimo wszystko idolem (niektórych jego tekstów używam do dziś), tylko że ja mam świadomość tego, że w wielu przypadkach gada od rzeczy albo wygłasza mądrości nie do przyjęcia, ergo mógłbym z nim polemizować w wielu sprawach. Nie lubię tych, którzy wyciągają łapy po cudze pieniądze w imię wydumanych roszczeń. Nie jestem światopoglądową konserwą. Łapię się więc pod tę definicję?
Dobra uwaga z tymi definicjami. Trzeba je uściślać, by znane były desygnaty w rozmowie.

Ja używałem wyrażenia "korwinista" pod kątem elektoratów wyborczych. "Korwinistą" nazywam kogoś, kto aktualnie popiera Konfederację z powodu partii KORWiN. Elektorat Konfederacji to też narodowcy. W tej grupie wyodrębniłbym braunowców. Według mnie są to dwie dość niespójne grupy elektoratów. Inaczej jest z politykami, bo politycy z partii KORWiN są trochę ukrytymi narodowcami.
Jeżeli ktoś ma poglądy liberalne gospodarcze, lecz nie popiera Konfy, to dla mnie nie jest już korwinistą. W takim razie, według mojej definicji, nie jesteś korwinistą.
Sam praktycznie zawsze przy wyborach szukałem na listach KO/KE jakichś liberałów. W liceum popierałem Nowoczesną. Ostatnio jednak lekko skorygowałem poglądy i poszedłem w jakiś socjaliberalizm, czyli dużą wolność gospodarczą wraz z dofinansowaniem usług publicznych dla inwestycji.
Uznałem, że dla Polski wzorem do naśladowania powinna być Bawaria i Austria, czyli bogate kraje katolickie. A tam podatki wynoszą lekko ponad 40% PKB. W Polsce około 35% (tyle że za dużo wydajemy na socjale). Są bogate kraje o niższych podatkach niż w Polsce, ale one są albo protestanckie albo w specyficznej niszy (jak Irlandia będąca "bramą podatkową do UE"). Protestantyzm to trochę taki kult mieszczaństwa i radzenia sobie samemu.
Mentzen przeciwstawia się wzrostowi podatków też dlatego, że według niego Polacy przez zabory i komunę nie ufają państwu i usługom państwowym. Tyle że komuna powinna raczej zbudować też jakieś przywiązanie ludzi do państwa, a poza tym są narody, które są "pod butem zaborcy" od wieków, a chcą wyższe podatki (m.in Katalończycy i Szkoci). Poza tym najbogatszym krajem postkomunistycznym jest Słowenia, która ma wyższe podatki. Tylko nie jestem pewny, czy Słowenia nie zbudowała sobie bogactwa już w XX wieku. Ale droga bardziej stricte liberalna (a nie socjaliberalna niczym dzisiejsza Austria) też jest dobra. Estonia i Czechy się ładnie rozwijają wśród postkomunistów, a mają bardzo liberalne sceny polotyczne (też przez spory ateizm społeczny).
Co do Korwina, to leciutko rozważałem go w gimnazjum. Ale i wtedy skreślała go u mnie jego antyunijność.
Z Korwin-Mikkem jest o tyle dziwna sprawa, że gość ma myślenie rodem z XIX wieku. Dla niego jeżeli jakieś państwa ze sobą graniczą, to mają stan naturalnej wrogości o ziemię. Tak Korwin tłumaczy zły stosunek do Ukrainy i Niemiec. Ale to równie dobrze może być tylko alibi, by promować prorosyjski panslawizm...
"I sent you lilies now I want back those flowers"

