Pytanie tylko, czy windowanie na siłę IEF ma sens. Mała Irlandia z wysokim IEF bije kolejne rekordy zamożności. Brytyjczycy, też z dość wysokim IEF, dają ciała. Niemcy zdeklasowali ich pod względem zamożności, Francja idzie niemalże łeb w łeb. Tak - ta sama, zapyziała, socjal-etatystyczna Francja, na którą plują anglosaskie pismaki ekonomiczne. Szczególnie, porównywanie Zjednoczonego Królestwa i Francji ma sens, bo są to bardzo wyrównani i godni siebie przeciwnicy. Liczba ludności - z niewielkim wskazaniem na korzyść Francji, potęga militarna - podobnie, całkowity PKB - tu Brytania jest o włos lepsza. Rzecz w tym, że różnice w IEF pomiędzy tymi państwami, to nie jest jakiś mikroskopijny dystans, tylko dość spora przepaść, która w ostatnim ćwierćwieczu, w porywach wynosiła 20! Nawet w 2000 roku, Francja miała IEF niemalże na tym samym poziomie, co Chiny Ludowe.

