W sumie to zawsze był dobry sposób, by skapować się, że Korwin tylko udaje wolnościowca, a tak naprawdę jest zamordystą w każdym (także gospodarczym) wymiarze. Chodzi o stosunek jego i jego zwolenników do praworządności. Tyle że ta kwestia była trudna do wychwycenia, przez co kiedyś sam się lekko nabrałem na te Mentzeny (lata temu miałem ogółem pozytywne zdanie o partii KORWiN), więc rozumiem, że ktoś inny też mógł się nabrać.
Otóż, dla polityków korwinistycznych prawo zawsze mało znaczyło. Przecież nawet Dziambor jeszcze do niedawna mówił o "tzw. praworządności" w kontekście prawa UE. A było tak, gdyż korwiniści (czyli Korwin i jego akolici, którzy przetrwali przy nim do dziś):
- uważają, że prawo jest niemądre (sami zrobiliby niby dużo lepsze - patrz: mentzenowska pogarda np. do prawa podatkowego), czyli pisane "przez debili dla debili", więc nie chcą się mu podporządkować,
- bycie podporządkowanym ogółem źle działa na ich wybujałe ego,
- w stylu nietzscheańskim (lub też Raskolnikowa) myślą, że są wywyższeni swoją siłą, a prawo rozumują jako próbę dokonywaną przez słabych ludzi, by stłamsić silnych ludzi (czyli także ich, korwinistów), żeby ci silni za bardzo tych słabych nie zdominowali (dominację silnych nad słabymi korwiniści uważają jednak jako naturalną i prorozwojową, a także pożądaną w dużo mocniejszym stopniu),
- uważają, że naruszanie prawa jest oznaką siły i przedsiębiorczej kreatywności (także stąd obstawiam, że Berkowicz zapewne kantował z subwencją budżetową ładując kasę publiczną do firmy informatycznej powiązanej z sobą),
- myślą, że nikt ich nie złapie (za naruszanie prawa), bo są genialni (samozwańczy masterminds of crime),
- są w dużej mierze narcystyczni, więc uważają, że niektóre rzeczy im się po prostu należą bez baczenia na prawo (jak Korwinowi krulestwo i władza poprzez zamach stanu),
- tkwią oni często dalej na XIX-wiecznym myśleniu honorowym (tak jak wtedy, gdy Korwin walnął Boniego, bo uważał, iż Kodeks Boziewicza mu pozwala).
A wolny rynek bez prawa to de facto coś w rodzaju dzisiejszej rosji, gdzie działa tylko rozbuchany aparat przymusu milicyjno-wojskowego, więc mamy rozregulowaną anarchię pod butem szczątkowego państwa mafijnego, który to system nie zapewnia nic prócz ściągania haraczu, wpierdolu i rozsądzaniu sporów przez miejscowych watażków, może podpitych kacyków. Stąd też Jacek Wilk tak zawsze podniecał się Białorusią (że niby wolnorynkowa i że Baćka z RiGCzem) i stąd Korwin Unię uznaje za socjalizm a rosję za wielki wolny rynek (tu wtóruje mu Wilk od lat nazywający Unię Związkiem Socjalistycznych Republik Europejskich). A Wilk to wielki i już nie tak tajny turysta krymski.
https://wiadomosci.radiozet.pl/amp/full/...zpiegostwo
Zatem wolnościowość zawsze była darwinizmem społecznym z mafijną i agresywną "arystokracją". Gdy nie ma prawa zwycięża bowiem tępa, nieczuła i agresywna siła. Często fizyczna. Nie bez powodu superdynamiczny Mejza tak ochoczo pakuje na siłowni. Nie bez powodu Konfederaci to w dużej większości dość młodzi mężczyźni (podobnie jest u ziobrystów), czyli osoby często czujące się "młodobogowato".
Znamienne, że w trakcie próby puczu trumpowego Biden dobitnie mówił, na poły już wyszedłwszy z konferencji, że "USA to kraj prawa". Zatem nie dziwmy się, że taka Austria jest ładnie rozwinięta. Tam ex-kanclerz Kurz, gdy nie podobał mu się wyrok wiedeńskiego TK, który nakazywał dopuszczenie małżeństw jednopłciowych, rzekł, iż akceptuje ten wyrok. Po prostu. A teraz Austriacy koszą rząd po jednej (1!) aferze, gdy polski rząd przetrwał już dziesiątki większych przewałów. Rządzący dymają nas, aż się dymi.
Wiadomo, że nie można zawsze przestrzegać formalnego prawa (no bo i naziści robili formalne prawo), ale opór wobec prawa powinien być jedynie wyjątkowy, a nie następować zawsze wtedy, gdy nam choć trochę wyrok nie pasuje (patrz: Ziobro).
Zatem kwestia praworządności zawsze pokazywała, że Konfa to żadna Szwajcaria czy Irlandia, tylko nasza wersja systemu zabużańskiego. Czy Konfederosja kiedykolwiek przeciwstawiała się pisowskim przewałom? Czy szanuje wyroki TSUE, ETPCz? Nie. Zamiast tego bryndzluje się do mafijnych antylegalistów tego świata jak Bolsonaro, Trump czy putler. A jaki wolny rynek robi Bolsonaro? Taki jaki zrobiłaby KonFederacja Rosyjska.
Otóż, dla polityków korwinistycznych prawo zawsze mało znaczyło. Przecież nawet Dziambor jeszcze do niedawna mówił o "tzw. praworządności" w kontekście prawa UE. A było tak, gdyż korwiniści (czyli Korwin i jego akolici, którzy przetrwali przy nim do dziś):
- uważają, że prawo jest niemądre (sami zrobiliby niby dużo lepsze - patrz: mentzenowska pogarda np. do prawa podatkowego), czyli pisane "przez debili dla debili", więc nie chcą się mu podporządkować,
- bycie podporządkowanym ogółem źle działa na ich wybujałe ego,
- w stylu nietzscheańskim (lub też Raskolnikowa) myślą, że są wywyższeni swoją siłą, a prawo rozumują jako próbę dokonywaną przez słabych ludzi, by stłamsić silnych ludzi (czyli także ich, korwinistów), żeby ci silni za bardzo tych słabych nie zdominowali (dominację silnych nad słabymi korwiniści uważają jednak jako naturalną i prorozwojową, a także pożądaną w dużo mocniejszym stopniu),
- uważają, że naruszanie prawa jest oznaką siły i przedsiębiorczej kreatywności (także stąd obstawiam, że Berkowicz zapewne kantował z subwencją budżetową ładując kasę publiczną do firmy informatycznej powiązanej z sobą),
- myślą, że nikt ich nie złapie (za naruszanie prawa), bo są genialni (samozwańczy masterminds of crime),
- są w dużej mierze narcystyczni, więc uważają, że niektóre rzeczy im się po prostu należą bez baczenia na prawo (jak Korwinowi krulestwo i władza poprzez zamach stanu),
- tkwią oni często dalej na XIX-wiecznym myśleniu honorowym (tak jak wtedy, gdy Korwin walnął Boniego, bo uważał, iż Kodeks Boziewicza mu pozwala).
A wolny rynek bez prawa to de facto coś w rodzaju dzisiejszej rosji, gdzie działa tylko rozbuchany aparat przymusu milicyjno-wojskowego, więc mamy rozregulowaną anarchię pod butem szczątkowego państwa mafijnego, który to system nie zapewnia nic prócz ściągania haraczu, wpierdolu i rozsądzaniu sporów przez miejscowych watażków, może podpitych kacyków. Stąd też Jacek Wilk tak zawsze podniecał się Białorusią (że niby wolnorynkowa i że Baćka z RiGCzem) i stąd Korwin Unię uznaje za socjalizm a rosję za wielki wolny rynek (tu wtóruje mu Wilk od lat nazywający Unię Związkiem Socjalistycznych Republik Europejskich). A Wilk to wielki i już nie tak tajny turysta krymski.
https://wiadomosci.radiozet.pl/amp/full/...zpiegostwo
Zatem wolnościowość zawsze była darwinizmem społecznym z mafijną i agresywną "arystokracją". Gdy nie ma prawa zwycięża bowiem tępa, nieczuła i agresywna siła. Często fizyczna. Nie bez powodu superdynamiczny Mejza tak ochoczo pakuje na siłowni. Nie bez powodu Konfederaci to w dużej większości dość młodzi mężczyźni (podobnie jest u ziobrystów), czyli osoby często czujące się "młodobogowato".
Znamienne, że w trakcie próby puczu trumpowego Biden dobitnie mówił, na poły już wyszedłwszy z konferencji, że "USA to kraj prawa". Zatem nie dziwmy się, że taka Austria jest ładnie rozwinięta. Tam ex-kanclerz Kurz, gdy nie podobał mu się wyrok wiedeńskiego TK, który nakazywał dopuszczenie małżeństw jednopłciowych, rzekł, iż akceptuje ten wyrok. Po prostu. A teraz Austriacy koszą rząd po jednej (1!) aferze, gdy polski rząd przetrwał już dziesiątki większych przewałów. Rządzący dymają nas, aż się dymi.
Wiadomo, że nie można zawsze przestrzegać formalnego prawa (no bo i naziści robili formalne prawo), ale opór wobec prawa powinien być jedynie wyjątkowy, a nie następować zawsze wtedy, gdy nam choć trochę wyrok nie pasuje (patrz: Ziobro).
Zatem kwestia praworządności zawsze pokazywała, że Konfa to żadna Szwajcaria czy Irlandia, tylko nasza wersja systemu zabużańskiego. Czy Konfederosja kiedykolwiek przeciwstawiała się pisowskim przewałom? Czy szanuje wyroki TSUE, ETPCz? Nie. Zamiast tego bryndzluje się do mafijnych antylegalistów tego świata jak Bolsonaro, Trump czy putler. A jaki wolny rynek robi Bolsonaro? Taki jaki zrobiłaby KonFederacja Rosyjska.
"I sent you lilies now I want back those flowers"

