E.T. napisał(a):Mustafa Mond napisał(a): Sośnierz nigdy nie zachował się tak fatalnie, bym go trwale skreślił i naznaczył go w swym umyśle jako dno.
Dla mnie Sośnierz to dno, ale trwale skreślać nie zamierzam, bo od dna też się można odbić. Przykładem chociażby Terlikowski. (swoją drogą nowotestamentowa przypowieść o robotnikach w winnicy ma pewną wartość w kontekście takiej gotowości traktowania kogoś, kto późno dojrzał moralnie, jako zasługującego na równe traktowanie z tymi, którzy mieli szczęście wcześniej wyjść na ludzi)
Ta przypowieść o robotnikach przypomina też tę o Synie Marnotrawnych, a także zapewnienie ukrzyżownego Jezusa, że umierający złoczyńca pójdzie do Nieba, choć ten nawrócił się pod koniec (a przez 99% życia mógł być "głupim idiotą" czyniącym zło). Widocznie w religii Jezusa tylko stan z momentu śmierci się liczy. Przeszłość nie ma znaczenia (dochodzi tu kwestia wybaczania, czyli odpuszczania uraz wynikających z przeszłości) pod kątem użyteczności. Liczy się stan aktualny, z którego w jakimś deterministycznym stopniu można wnioskować o przyszłości (jak w Demonie Laplace'a), czyli tak jakby aktualne położenie wraz z kierunkiem dążności i siłą tej dążności. I moim zdaniem ma to sens praktyczny. To jak z rzeczami. Jakiś przedmiot mógł służyć do popełnienia przestępstwa, ale jeżeli go przejmę i będę używał do dobrych rzeczy, to taki przedmiot jest tyle samo wart co ten, którym nie "przestępczono".
Sośnierz przede wszystkim ma być użyteczny. Powinien pomóc w wyborach odsunąć polski Fidesz od władzy, a potem głosować razem z ojcem. A tak poza tym to może sobie nawet urządzać samogwałty w kiblach sejmowych. Wiadomo, że jego życie też jest ważne, ale ważniejszy jest los dziesiątek milionów Polaków. Co do jego życia, to widzę możliwość, by się zreflektował jakoś. Sam wiem po sobie, że kwestia uczuciowa w życiu to w dużej mierze pole, gdzie człowieka miotają nielogiczne prądy wewnętrzne.
E.T. napisał(a):Mustafa Mond napisał(a): Co do Dobromira, to dziwna rzecz jest z Dominiką Korwin-Mikke. Ta była żona Krula atakuje internetowo i nienawistnie Sośnierza nieważne co zrobi. Wstrzymał się przy lex TVN - atak. Odejście z partii Kurwina - atak. Mam wrażenie, że mieli oni jakiś niespełniony romans, po którym pozostały tylko wzajemne wyrzuty. Pokazuje to też popiełdoleństwo sekty Korwina. Korwin tak jakby... odstępował "już zbyt starą" partnerkę swojemu... "służalczemu fanowi"? Dziwaczny feudalizm.
A tak. Tego rodzaju dziwne historie, w rodzaju sprzedawania chorób weneryczny na lewo i prawo, już miały miejsce w tym środowsiku (zostawiam tę literówkę, bo jakaś taka wdzięczna mi się wydaje w tym kontekście). Sośnierz zresztą robi wrażenie takiego nieszczególnie zdrowo ustosunkowanego do płci przeciwnej ("przeciw feministkom, w obronie prawdziwych kobieg", cycki Ewy Sonnett (czy jak ona ma) na pulpicie laptopa, z którego puszczał prezentację na jakimś spotkaniu z sympatykami czy kij wie kim). A Kurwinowe relacje z kobietami to już jest w ogóle jakaś matrymonialna psychopatia. Nie zdziwiłbym się, gdyby Twoje domysły były trafione.
Zresztą ta pryncypialna religijność, której wyraz Sośnierz daje w linkowanej wymianie zdań z Hołownią, pasuje do całokształtu, z którego wyłania się nieszczególnie autorefleksyjna postać, prawdopodobnie nie zdająca sobie specjalnie sprawy z tego, jakie psychologiczne uwarunkowania ją napędzają.
Może go życie jeszcze czegoś nauczy, ale wielkich szans na to nie widzę.
Pardon. Pomyliłem się. To nie była żona Korwina, ale jego aktualna - Dominika.
Tyle ich, że łatwo się pomylić. Ale to w zasadzie łączy Korwina, Trumpa i Johnsona. Taka Czyngis-Chanowa chuć "podbijacza".W takim razie te ataki Dominiki Korwin-Mikke na Sośnierza wynikają pewnie z tego, że broni ona swego męża przed uzurpatorem chcącym zdekorwinizować partię KORWiN.
Te zarażanie kiłą, to chyba ta słynna "teoria przesiąkania" Korwina.

Co do Sośnierza, to zabawne było, jak macał Syrenkę Warszawską. W Sejmie raz za to śmieszkował sobie z Matysiak z Razem. Więc może może. Ponad podziałami zbliżenie.
Hmmm... Te cycki Sonnet to chyba były puszczane na jakiejś podpodpodkomisji sejmowej. XD A więc gruby "performens" wyszedł.
Co do braku autorefleksji, to ciężko oczekiwać od posłów jakiejś wielkiej głębi, bo są oni w dużej mierze maszynkami do głosowania. Sejm samych wolnomyślicielskich, niezależnych kolorowych ptaków byłby Sejmem ciągłych rozłamów i rzucania wyzwań władzom partii. Poza tym ciężko ufać "zmieniaczom poglądów" na listach. Choćby taka Pawłowska udaje, że poglądy zmieniła. Stąd dla interesu takiej Lewicy wpuszczanie do Sejmu samych ostrych, bezrefleksyjnych od dziesiątek lat "progresów" daje jako tako pewność, że ich klub się nie skurczy.
A co do zalinkowanego Sośnierza, Ru-ru-rurkowca (który kilka lat temu przeobraził się w libertarianina i teraz z marnym skutkiem nawołuje do niepłacenia podatków w ramach buntu) i Hołowni, to Dobromir zapomniał o tym, że Jezus kazał płacić podatki poprzez oddawanie Cezarowi tego, co cesarskie.

EDIT:
A no tak. No i Sośnierz dziko tańcował z córką w Hot Sixteen Challenge (jego córka wywijała jak striptizerka z GTA San Andreas).
On ze swoim rozseksualizowaniem w zasadzie powinien być liberalno-libertyńskim radykałem. No a siedzi z Bosakami, które myślą, że sperma po masturbacji karmi Belzebuby. Ale Sośnierz jakoś freudowsko ciągnie w rewiry progresu. Raz założył koszulkę z tęczą, co atakuje LGBT. No okej. Ale z tęczą. Do tego te krzyśki-śmiszki z Razemczynią. No i raz chyba sobie we włosy wplótł tęczową pasemkę. To taki hipis, który szukawszy charyzmatycznego guru, co mu uprości świat, trafił tylko na Korwina w meandrach początkującego Wykopu. No a późniejsze niepowodzonka życiowe go sfrustrowały, a Michalkiewicze mu szepnęły, że to masoni promują "race-mixing" i feminizmy, więc to stąd on ma gorzej. A nie skapował się, że kobiety go unikają dlatego, że wierzy "w masony", a nie dlatego, że "masony" grają przeciw jemu.
A no tak. I jeszcze Sośnierz z pewnością uznawał, że zwierzęta to maszyny z mięsa bez duszy, toteż można je na spokojnie krzywdzić (np. jebać je prądem). To jest po prostu... niemądre. W sytuacji niewiedzy (bo nie mamy pewności), czy zwierzęta mają dusze, to zawsze lepiej nie krzywdzić niż krzywdzić, bo:
- jeżeli nie mają duszy, to wszystkie zachowania wobec zwierząt są tak samo dobre/złe,
- ale jeżeli mają dusze, to krzywdzenie jest złe.
Poza tym traktowanie zwierząt pośrednio też wpływa na traktowanie ludzi. N.p. przyzwalając na torturowanie zwierząt, rozochocimy psycholi, by też zajęli się ludźmi.
A on wyskakuje z jakąś pewnością niewiadomo skąd. Zatem Sośnierz powinien, moim zdanien, intelektualnie spokornieć, zamiast walić wielkimi kwantyfikatorami między nasze oczęta. No ale ostatnie de facto przyznanie się do błędu (odejście od partii Krula) to dobry omen.
"I sent you lilies now I want back those flowers"

