kmat napisał(a): Tu realnie nie ma na czym tego konserwatyzmu budować. Po prostu nie ma za bardzo czego konserwować. UK ma monarchię, USA ojców założycieli, FR tradycje republikańskie, u nas nic. Moja babcia nieboszczka żyjąc lat około 80 zaliczyła centroprawicowy autorytaryzm, narodowy socjalizm, komunizm totalitarny, komunizm autorytarny, pseudokomunistyczną juntę wojskową i liberalną demokrację. 6 ustrojów w niecały wiek. Ja w nieco ponad 40 załapałem się na tylko 4: komunizm autorytarny, pseudokomunistyczną juntę wojskową, liberalną demokrację i demokrację w pizdu suwerenną. A wcześniej przecież nie było lepiej. Realne szanse na konserwatyzm skończyły się w tenkraju wraz z rozbiorami a może i traktatem trzech czarnych orłów. Ciągłość szlag trafił i termin konserwatyzm od dawna nie niesie w zasadzie żadnej głębszej treści politycznej. To co się dziś określa tym terminem to zasadniczo ledwie klerykalna reakcja na komunizm, która po 89 straciła rację bytu i zaczęła się szybko degenerować i radykalizować (II RP żadnej realnej siły konserwatywnej nie miała).
Wiem, że ciężko u nas o konserwatyzm instytucjonalny, ale ważniejszy dla ludzi jest pewien konserwatyzm społeczny. Jeżeli młody facet w małopolskiej wsi się wkurza na zmiany społeczne, bo rówieśniczki wyjechały do Krakowa, a on utożsamia się z "chłopakami do wzięcia" i jest samotny, to może chcieć pod tym kątem przyhamowania postępu, by było troszkę "jak dawniej", bo jego ojciec i dziadek takich problemów nie mieli, a znaleźli żony na potańcówkach. Przykłady mogę mnożyć. Dla ludzi ogółem konserwatyzm instytucjonalny wielce ważny nie jest. Bardziej się jarają społecznymi zmianami.
Inna sprawa.
https://nczas.com/2022/10/07/nowy-projek...sci-video/
Pomysł Konfederacji na nowy przepis z artykułu powyższego:
""Nie podlega karze, kto przekracza granice obrony koniecznej, odpierając zamach polegający na wdarciu się do mieszkania, lokalu, domu albo na przylegający do nich ogrodzony teren lub odpierając zamach poprzedzony wdarciem się do tych miejsc” – brzmi zapis w Kodeksie karnym proponowany przez Konfederację."
No dobra. Dajmy na to, że przepis wszedł w życie. Wyobraźmy sobie w związku z tym poniższą scenę z Polski rządzonej przez Konfę:
"Dziennik, dzień 874 ery Światłowida.
Głosy w głowie wróciły. Lekarz chce, żebym brał leki na schizofrenię. Ale ja wiem swoje. Schizofrenia nie istnieje. To spisek. Ja się łączą z wyższym światem. Ale lekarza już nie ma. Państwowych psychiatryków też nie. Nikt mi nie odbierze wolności. Obserwuję. Mam karabin maszynowy, który kupiłem na wolnym rynku. Konfederacja zliberalizowała dostęp do broni. Czekam na nadejście Antychrysta. Jest. Pojawił się w kilku awatarach. Grupa siedmioletnich dzieciaków zrywa owoce z mojej jabłonki przy drodze. Czy aby na pewno? Chcą, żebym tak myślał. Ale ja wiem, że są demonami w ludzkich skórach. Znam swoje prawa. Mogę ich odstrzelić.
Gotowe. Wyrzucę zwłoki do rzeki i kontynuuję polowanie na demony".
Kaman! Przecież to jest jakiś postulat jak z memów wyśmiewających libertarianizm z powodu NAP-u, który zezwala McDonaldowi na prywatne bomby atomowe. Równie dobrze na kradnących jabłka można by zrzucić według konfederacyjnego "przepisu" car bombę i nie będzie kary w sądzie karnym, a najwyżej odszkodowanie i zadośćuczynienie na drodze cywilnej. Jakie to niepoważne...
Łapcie memy po angielsku w tych rewirach:
https://imgur.io/a/4ns3R

No ale Konfa to w zasadzie darwinizm społeczny, wedle którego wszyscy powinni ze sobą walczyć maczetami na śmierć i życie, by przetrwały i dominowały kibol... znaczy, pardon, najsilniejsi w genach.
"I sent you lilies now I want back those flowers"

