A to lepiej znać te teksty z Kelthuza. 
Jakby jeszcze wyłącznie ironiczne były te wszystkie hajlowania Korwina, Berkowicza i Sośnierza, a także nawiązania do Honoru, to problemu by nie było. No ale to wszystko nie jest do końca ironiczne, co widać np. w profilu Korwinwave na Facebooku, gdzie fashwave jest obecny. A i jeden mój kolega ze studiów podniecał się Rodezją, Konfederacją i Honorem.
Dużo jest niestety złych znaków. Jak się weźmie tekst rapu Korwina z hot16challenge, to słychać, że on tak głosi tezy o zabiciu "demokratów" i "socjalistów", czyli, według niego, prawie całego społeczeństwa, by została tylko "arystokracja"...
Niestety wśród fanów Korwina długo bywały osoby z dużym potencjałem, które marzyły o jakimś lepszym świecie, ale które to osoby zamiast drogi budowy czegoś lepszego wybrały drogę niszczącego buntu i pogardy (wobec "rurkowców", "motłochu", ludzi płytkich, przeciętnych, głupszych itd.) i pławili się razem z Korwinem w poczuciu arystokratycznej wyższości. Ale to nierzadkie w historii. Weźmy taką liderkę Braci Włochów Meloni, która zaczynała karierę jako mussolinistka, a która podobno jest wielką fanką Tolkiena (pewien znak, że marzy o innym, lepszym, bardziej wzniosłym świecie). Podobnie Mentzen powoływał się na uniwersum Tolkiena a partię nazwał, nawiązując do innego "świata równoległego". A i nawet... Hitler, wedle Augusta Kubitzka, młodość spędził na czytaniu sag nordyckich i na opowiadaniu całymi nocami o "płomieniach miłości" i wielkiej sztuce. Z kolei o Petersonie i jego drodze już pisałem (ostatnio Jordan Peterson dehumanizująco wyzywa ludzi od "szczurów" na Twitterze i się inaczej wścieka). Gdy ma się bunt wobec świata wokół, trzeba wybrać ufne budowanie enklaw lepszego świata, zamiast nieufnego, nienawistnego niszczenia.
Pamiętam, że mój jeden kolega (mocno pokrzywdzony przez los, ale zarazem bardzo wzniosły i mądry) rzekł mi, że kiedyś popierał Korwina tylko po to, żeby Korwin po prostu wszystko rozwalił. Dyktatura i brutalna rozwałka "zła". Korwin ze swoją agresywną wolą podboju (marzenia Korwina o dyktaturze, monarchii, mordowaniu wrogów i podbojach ziem innych krajów) dawał przez lata nadzieję na taką dogłębną rewolucję.
Co ciekawe, czasem ludzie czują w tych rewirach dalsze podobieństwo do... Hołowni, co dobrze koresponduje z moją tezą, że osobowość Hołowni to ENFJ o zdrowych emocjach (czyli ktoś jezusopodobny), a ENFJ o skrajnie schorowanych emocjach to taki Hitler. Tutaj choćby czyjś mem wiążący Hołownię z Death in June (taki bardziej "wzniosły" odpowiednik zespołu Honor - w końcu choćby w utworze "Runes and Men" od DiJ w tekście jest otwarcie wyrażona tęsknota za bardziej wzniosłym światem).
![[Obrazek: 7f787dd32ca13.jpg]](https://zapodaj.net/images/7f787dd32ca13.jpg)
Hołownia i Hitler to choćby ideowi wegetarianie, ale Hitler był zarazem skrajnym, nienawistnym mizantropem, a Hołownia wierzy w ludzkość.
https://historycollection.com/hitler-str...etarian/2/
Znamienne jak Hitler reagował na oglądanie cierpień zwierząt a jak ludzi. Takiego Speera zachęcał do ideowego wegetarianizmu, a nie miał problemu z mordowaniem i torturowaniem milionów ludzi, bo uznawał ich za złe bestie. Hitler to zatem była taka Sylwia Spurek po uznaniu, że prawie wszyscy ludzie to "bestie" (m.in. torturujące zwierzęta), więc trzeba ich usunąć.
Wracając do Hołowni, mam kolegę, który lubi jednocześnie Korwina, Brauna, trochę Jabłonowskiego i... Hołownię. A i miałem też kolegę, który zrobił stopniowy przeskok pomiędzy fascynacją Hitlerem a Jezusem. Tam zawsze wspólnym mianownikiem jest bunt wobec świata i wola rewolucji. Ale bunt może iść w dwie skrajnie różne w skutkach moralnych drogi.
Korwina i Hołownię łączy mocne E i J (wola mocy), więc obaj dają ludziom nadzieję na zorganizowaną i dogłębną rewolucję. Tyle że Korwin to ESTJ... Płytki człowiek, który przyciągał tylko wolą mocy i powtarzanymi, spamiętanymi bonmotami.
Jakby co to sory za te skróty MBTI. Wiem, że MBTI to bardzo mocne uproszczenie, ale porządkuje mi jakoś system myślowy takimi "skrótami".
EDIT
Dużo się nad tym dualizmem buntu zastanawiam, bo jest on ważnym motywem pisanego przeze mnie uniwersum. Choćby postać Szatana w dużej mierze opieram na Hitlerze, dzisiejszym Petersonie i podobnych osobach, więc badam temat. W skrócie mi idzie o to, że Hitler, Peterson i postulowany przeze mnie Szatan to istoty operujące w ogromnej mierze na inteligencji emocjonalnej. Ona ma dużo zalet, ale ma też wady, w tym jedną bardzo groźną, bowiem krajobraz emocjonalny może być głęboko i rozlegle zatruty cierpieniem bezpośrednio swoim i tym współodczuwanym empatią, tym bardziej, że takie osoby są mocno wrażliwe, bo wrażliwość sprzydaje się do sherlockowego zauważania relewantnych subtelności dla dedukcji. Wtedy emocje stają się pełne nieufności i nienawiści, a świat może się wydać strasznym miejscem pełnym "bestii". Inteligencja emocjonalna to operowanie na skojarzeniach, a po straumatyzowaniu wnętrza skojarzenia mogą co chwila skręcać do strasznych rzeczy. Np. słyszysz o wojnie i nagle przypominasz sobie poprzez skojarzenia o masie ludobójstw, gwałtów, tortur i już humor dołuje. Życie z takimi skojarzeniami sprawia, że istota żyje w piekle własnego umysłu. W skrajnych przypadkach ludzkość zaczyna się dogłębnie kojarzyć z samymi potwornościami, co widać teraz u Petersona, który wszędzie widzi "szczury", czyli szkodniki.
Ale odbiegam od tematu Konfy.

Jakby jeszcze wyłącznie ironiczne były te wszystkie hajlowania Korwina, Berkowicza i Sośnierza, a także nawiązania do Honoru, to problemu by nie było. No ale to wszystko nie jest do końca ironiczne, co widać np. w profilu Korwinwave na Facebooku, gdzie fashwave jest obecny. A i jeden mój kolega ze studiów podniecał się Rodezją, Konfederacją i Honorem.
Dużo jest niestety złych znaków. Jak się weźmie tekst rapu Korwina z hot16challenge, to słychać, że on tak głosi tezy o zabiciu "demokratów" i "socjalistów", czyli, według niego, prawie całego społeczeństwa, by została tylko "arystokracja"...
Niestety wśród fanów Korwina długo bywały osoby z dużym potencjałem, które marzyły o jakimś lepszym świecie, ale które to osoby zamiast drogi budowy czegoś lepszego wybrały drogę niszczącego buntu i pogardy (wobec "rurkowców", "motłochu", ludzi płytkich, przeciętnych, głupszych itd.) i pławili się razem z Korwinem w poczuciu arystokratycznej wyższości. Ale to nierzadkie w historii. Weźmy taką liderkę Braci Włochów Meloni, która zaczynała karierę jako mussolinistka, a która podobno jest wielką fanką Tolkiena (pewien znak, że marzy o innym, lepszym, bardziej wzniosłym świecie). Podobnie Mentzen powoływał się na uniwersum Tolkiena a partię nazwał, nawiązując do innego "świata równoległego". A i nawet... Hitler, wedle Augusta Kubitzka, młodość spędził na czytaniu sag nordyckich i na opowiadaniu całymi nocami o "płomieniach miłości" i wielkiej sztuce. Z kolei o Petersonie i jego drodze już pisałem (ostatnio Jordan Peterson dehumanizująco wyzywa ludzi od "szczurów" na Twitterze i się inaczej wścieka). Gdy ma się bunt wobec świata wokół, trzeba wybrać ufne budowanie enklaw lepszego świata, zamiast nieufnego, nienawistnego niszczenia.
Pamiętam, że mój jeden kolega (mocno pokrzywdzony przez los, ale zarazem bardzo wzniosły i mądry) rzekł mi, że kiedyś popierał Korwina tylko po to, żeby Korwin po prostu wszystko rozwalił. Dyktatura i brutalna rozwałka "zła". Korwin ze swoją agresywną wolą podboju (marzenia Korwina o dyktaturze, monarchii, mordowaniu wrogów i podbojach ziem innych krajów) dawał przez lata nadzieję na taką dogłębną rewolucję.
Co ciekawe, czasem ludzie czują w tych rewirach dalsze podobieństwo do... Hołowni, co dobrze koresponduje z moją tezą, że osobowość Hołowni to ENFJ o zdrowych emocjach (czyli ktoś jezusopodobny), a ENFJ o skrajnie schorowanych emocjach to taki Hitler. Tutaj choćby czyjś mem wiążący Hołownię z Death in June (taki bardziej "wzniosły" odpowiednik zespołu Honor - w końcu choćby w utworze "Runes and Men" od DiJ w tekście jest otwarcie wyrażona tęsknota za bardziej wzniosłym światem).
![[Obrazek: 7f787dd32ca13.jpg]](https://zapodaj.net/images/7f787dd32ca13.jpg)
Hołownia i Hitler to choćby ideowi wegetarianie, ale Hitler był zarazem skrajnym, nienawistnym mizantropem, a Hołownia wierzy w ludzkość.
https://historycollection.com/hitler-str...etarian/2/
Znamienne jak Hitler reagował na oglądanie cierpień zwierząt a jak ludzi. Takiego Speera zachęcał do ideowego wegetarianizmu, a nie miał problemu z mordowaniem i torturowaniem milionów ludzi, bo uznawał ich za złe bestie. Hitler to zatem była taka Sylwia Spurek po uznaniu, że prawie wszyscy ludzie to "bestie" (m.in. torturujące zwierzęta), więc trzeba ich usunąć.
Wracając do Hołowni, mam kolegę, który lubi jednocześnie Korwina, Brauna, trochę Jabłonowskiego i... Hołownię. A i miałem też kolegę, który zrobił stopniowy przeskok pomiędzy fascynacją Hitlerem a Jezusem. Tam zawsze wspólnym mianownikiem jest bunt wobec świata i wola rewolucji. Ale bunt może iść w dwie skrajnie różne w skutkach moralnych drogi.
Korwina i Hołownię łączy mocne E i J (wola mocy), więc obaj dają ludziom nadzieję na zorganizowaną i dogłębną rewolucję. Tyle że Korwin to ESTJ... Płytki człowiek, który przyciągał tylko wolą mocy i powtarzanymi, spamiętanymi bonmotami.
Jakby co to sory za te skróty MBTI. Wiem, że MBTI to bardzo mocne uproszczenie, ale porządkuje mi jakoś system myślowy takimi "skrótami".
EDIT
Dużo się nad tym dualizmem buntu zastanawiam, bo jest on ważnym motywem pisanego przeze mnie uniwersum. Choćby postać Szatana w dużej mierze opieram na Hitlerze, dzisiejszym Petersonie i podobnych osobach, więc badam temat. W skrócie mi idzie o to, że Hitler, Peterson i postulowany przeze mnie Szatan to istoty operujące w ogromnej mierze na inteligencji emocjonalnej. Ona ma dużo zalet, ale ma też wady, w tym jedną bardzo groźną, bowiem krajobraz emocjonalny może być głęboko i rozlegle zatruty cierpieniem bezpośrednio swoim i tym współodczuwanym empatią, tym bardziej, że takie osoby są mocno wrażliwe, bo wrażliwość sprzydaje się do sherlockowego zauważania relewantnych subtelności dla dedukcji. Wtedy emocje stają się pełne nieufności i nienawiści, a świat może się wydać strasznym miejscem pełnym "bestii". Inteligencja emocjonalna to operowanie na skojarzeniach, a po straumatyzowaniu wnętrza skojarzenia mogą co chwila skręcać do strasznych rzeczy. Np. słyszysz o wojnie i nagle przypominasz sobie poprzez skojarzenia o masie ludobójstw, gwałtów, tortur i już humor dołuje. Życie z takimi skojarzeniami sprawia, że istota żyje w piekle własnego umysłu. W skrajnych przypadkach ludzkość zaczyna się dogłębnie kojarzyć z samymi potwornościami, co widać teraz u Petersona, który wszędzie widzi "szczury", czyli szkodniki.
Ale odbiegam od tematu Konfy.
"I sent you lilies now I want back those flowers"


