15.12.2021, 17:02
(15.12.2021, 16:31)bert04 napisał(a): Oryginalne jest to, że Bóg jest przez te zbuntowane anioły "kuszony" czy zwodzony.W sumie dobrze to widać przy kuszeniu Jezusa na pustyni.
(15.12.2021, 16:31)bert04 napisał(a): W ostatnim poście natomiast zaczynasz pisać o odsiewaniu plew od ziarna. O nie zmuszaniu ludzi do miłości. Pardon, ale takie teksty regularnie słyszałem na rekolekcjach bożonarodzeniowych / wielkanocnych. Tych dla studentów, nie tych dla dzieci czy dziadków. Niemniej to wszystko stare chrześcijańskie kotlety, nawet nie silisz się na wymyślanie jakiegoś odmiennego słownictwa. Jeszcze trochę, a zaczniesz cytować "żniwo wielkie ale robotników mało". Helau? Serio? Wprawdzie ostatnio puściłem tekstem, że niedaleko jesteś od Królestwa Bożego, no ale to już wygląda na jakieś cytaty z materiałów do seminarium duchownego.W zasadzie próbuję tłumaczyć słowa Jezusa, który porównywał ludzi do ziaren, które są badane pod kątem owoców. Te złe zostaną usunięte, a te dobre uchowane w Niebie. Wychodzi z tego, że Ojciec nie wie, co wyjdzie z danych ludzi. Zapewne po pobudce w świecie "Zamku" zastał glinę do tworzenia nowych istot, a ta glina ma jakiejś aprioryczne właściwości, które zbadać można tylko rzucając ożywioną glinę w świat będący crashtestem.
W tym co piszę pierwszego stworzonego anioła Ojciec nazwał Michał (co znaczy: podobny do Boga), bo zadziwił się podobieństwem do siebie. Michał pochodził jednak z "gorącej gardzieli" - gliny gorącej, wrażliwej, emocjonalnej. Po wielu zawodach i cierpieniach ze strony niestabilnego Ojca uznał Ojca za złą istotę, którą należy strącić, by opanować Zamek. Zmienił też swoje imię na Szatan, gdyż nienawidził swego imienia odwołującego się do jego podobieństwa do Ojca. Ojciec po zdradzie stworzył nowego anioła, którego nazwał Michałem.
(15.12.2021, 16:31)bert04 napisał(a): Zamiast więc kalkować myśli już tysiąc razy wymyślone, spróbuj wrócić do korzeni. PO CO Bóg miałby potrzebować ludzi. Czemu miałby preferować jednych nad drugich.Ojciec potrzebuje ludzi do:
- uszczęśliwiania ich (zapewniania jak największej sumy szczęścia),
- werbowania wojowników do walki ze zbuntowanymi aniołami o Zamek (stąd potrzebuje istoty zdyscyplinowane jak Abraham, silne, kochające (by stworzyć raj bez krzty egoizmu), do cna altruistyczne i wierzące, że Boga trzeba się słuchać),
- bycia kochanym, by polepszyć swój stan wewnętrzny (stąd mamy się modlić i sławić Boga).
(15.12.2021, 16:31)bert04 napisał(a): Jeżeli Bóg chce, żeby ludzie go kochali takim, jaki jest, to dlaczego jednocześnie utaja to, jakim jest?Ujawnił siebie poprzez Jezusa. Ujawnił przed ludźmi swe wnętrze, co było wielkim aktem odwagi, zważywszy na to, że wnętrze ma kruche, a ukazanie swych słabych punktów jest ryzykiem skutecznego ataku ze strony wroga. Ale na tyle wygrała w nim potrzeba pomocy ludziom i bycia kochanym, że się ujawnił na tyle, ile to zrobił. Zaingerował też na tyle w ten świat, by prawie każdy styknął się z historią Jezusa i zdecydował, czy kocha Jezusa. Ojciec w zasadzie nie chce być kochany za bycie potężnym stwórcą, tylko za... bycie "takim, jakim jest", bo tkwi w nim w pewnym zakresie złe przeświadczenie, że jest istotą skażoną, która nie powinna królować w Zamku. W Jezusie ukazał wszelkie swoje cechy: otwarcie płakał, współczuł, walczył, upadał. W zasadzie już za bardzo nie ma, co ujawniać. Śmierć Jezusa na krzyżu była bardzo... ekshibicjonistyczna. Nagi, podziurawiony (ukazanie wnętrza), z rozłożonymi rękoma jak u Człowieka Wirtuwiańskiego, długo na widoku publicznym. Motyw "ciała mojego" i "krwi mojej" też jest ekshibicjonistyczny. Tak jakby Bóg ukazywał ludziom wszystko - nawet swoje tkanki wewnętrzne.
No i śmierć na krzyżu jest też... dość żałosna. Tak jakby Bóg żebrał od nas współczucie i wyrzuty sumienia za to, jak my, ludzkość, go potraktowaliśmy. Widzę w tym wielkie wezwanie o pomoc istoty wyniszczonej i zdesperowanej. Bóg agonią krzyżową chciał pewnie ukazać ludziom swój stan wewnętrzny.
Imię "jestem, który jestem" ukazuje też, że Ojciec nie wie, jaki jest. Kim jestem? Jestem (milion sprzecznych i rwanych myśli).... sobą. To też wskazanie, że Ojciec jest zmienny w czasie, a chce, byśmy go kochali zawsze, nieważne, jaki będzie.
Ale dzięki za odpowiedź.
Pomyślę nad tym.
