(15.12.2021, 18:29)Mustafa Mond napisał(a): Ludzie będą uszczęśliwiani w wiecznej euforii, gdy przyjdzie na to czas - gdy już pokona się zbuntowane anioły i będzie bezpiecznie. Uszczęśliwianie jest celem Boga, bo według kalkulacji moralnych jest to najwyższy cel. Ludzie nie mają być szczęśliwi na Ziemi ani podczas walki ze zbuntowanymi aniołami. Ten okres to "szukanie rekruta" i pokananie armii Szatana. Potem będzie szczęście bez końca, a i tak okres Ziemi i czas Walki nie będą nawet procentem wobec tej ciągle rosnącej szczęśliwości, która zapewne nastanie.
No dobra, w Apokalipsie mamy motyw walki ze zbuntowanymi aniołami i ich poplecznikami z jednej strony, a Jezusem i jego "poplecznikami" z drugiej. Armageddon. A dopiero potem Sąd Ostateczny.
Cytat:Bóg też potrzebuje szczęścia - potrzebuje opieki, życzliwości, braku krzywd i zdrad, by już nigdy nikt go nie zniszczył.
Nawet w Twojej koncepcji Boga nie można "zniszczyć". Można go pokonać, można też sprawić, żeby się sam unicestwił, ale jest on jedyny, który może Boga, czyli siebie, zniszczyć.
Cytat:Nie wieczna walka, tylko walka aż do pokonania zbuntowanych aniołów. Potem w Niebie zostaną tylko istoty dobre, pełne miłości (ceniące szczęście każdej innej istoty, tak jak swoje), posłuszne Ojcu, o silnej wierze w dobro Ojca - będzie raj.
A co z resztą? Jedną z ważniejszych spornych kwestii w chrześcijaństwie jest to, czy piekło będzie wieczne, tak jak to jest w Piśmie, czy jednak będzie jakieś wielkie unicestwienie. Może to nie jest centralny punkt Twojej bajki, ale brakuje mi do kompletu.
Cytat:Bóg w Starym Testamencie jest straszliwie emocjonalny i chaotyczny. To wręcz stadium upadku psychicznego. Próbuje niczym dyktator wypalić żelazem zło. Nawet Potop jest historią o wielkim i brutalnym resecie, który ma sprawić, że nowa ludzkość będzie lepsza. Impulsywność, nieufność, brutalność i groteskowa żądza uwielbienia są w zasadzie skutkiem ciągle zagrożonego i targanego wnętrza oraz przekładania taktyk wojennych z Zamku na ludzkość. Bóg dostrzega jednak w końcu, że jest to droga donikąd, a udawanie niezniszczalnego, groźnego, surowego i silnego mocarza, którego "nic nie rusza", by podporządkować wszystkich, nie daje dobrych efektów. Ojciec wtedy zbiera się w sobie i ukazuje swoje prawdziwe wnętrze ludziom w desperackim akcie prośby o wybaczenie, miłość i współczucie.
No dobra, super, ale co z dniem dzisiejszym? Cytując wolno Biblię, czy Jezus znajdzie wiarę, jak powtórnie wróci? Czy starczy mu "rekruta"? Czy ta nowa taktyka Boga się opłaca?
Cytat:Analogia z filmami romantycznymi mi się podoba. Ja w ogóle lubię herezje.Sam w swoim życiu dostrzegłem raz, że byłem wobec jednego przyjaciela groteskowo wylewny, by sprawdzić, czy dalej będzie mnie szanował i o mnie dbał. A gdy okazało się, że po zrzuceniu praktycznie wszystkiego, on nie zmienił do mnie stosunku, to się ogromnie do niego przywiązałem i uwierzyłem bardziej, że nie jestem tak zły, jak o sobie myślałem.
Oj, testowanie przyjaźni to droga do utraty przyjaźni. Jezus Diabłowi powiedział, żeby nie wystawiał go na próbę. W tym przykładzie to Ty wystawiałeś na próbę przyjaciela. Ja, gdybym wiedział, że jakiś przyjaciel mnie testuje, raczej nie kontynuowałbym takiej relacji.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Koh 3:1-8 (edycje własne)
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!


Sam w swoim życiu dostrzegłem raz, że byłem wobec jednego przyjaciela groteskowo wylewny, by sprawdzić, czy dalej będzie mnie szanował i o mnie dbał. A gdy okazało się, że po zrzuceniu praktycznie wszystkiego, on nie zmienił do mnie stosunku, to się ogromnie do niego przywiązałem i uwierzyłem bardziej, że nie jestem tak zły, jak o sobie myślałem.