26.03.2022, 21:12
Wybaczcie, że dopiero teraz odpowiadam, ale jestem dziwnym człowiekiem i nabrałem jakiegoś anxiety do dyskutowania na ten temat, które teraz dopiero przełamuję. Nieraz bowiem boję się myśleć, a jest to strach niecodzienny, bo wynika z tego, że obawiam się moich przyszłych wniosków. Uważam też, że kiedyś, hen tam w przyszłości, będę mądrzejszy, więc odkładam wszystko na wieczne później. Czuję się też tak jakby niegodny takich tematów i nieraz mam wrażenie, że jestem idiotą. Poza tym uważam moje idee za na poły intymne i się nieraz zawstydzam. Rzecz jasna zrozumiem, gdyby przez to nie chciano kontynuować dyskusji. Postaram się jednak być teraz odważniejszy i pewniejszy siebie.
Tak. Myślę, że pobór rekruta dobrze opisuje historia o Abrahamie i ta o Hiobie. Od Abrahama oczekuje się przede wszystkim podporządkowania, czyli niekwestionowania boskich rozkazów na potrzeby przyszłej walki. Hiob jest z kolei testowany co do tego, jak wiernym jest rekrutem. Dostaje manto od losu, a dalej nie opuszcza Ojca. Dzięki temu Ojciec zaczyna ufać Hiobowi i bierze go do swojej armii. Potencjalny zdrajca w szeregach byłby bowiem skrajnie ryzykowny dla zdestabilizowanego i wyniszczonego Ojca. Z bliska można "podsłuchiwać" plany (i przekazywać je armii Szatana), a także wbić z zaskoczenia metaforyczny "nóż w odsłonięte wnętrze".
Także spotkanie z Kobietą Kananejską pasuje do poboru rekruta i sprawdzania stopnia wierności i sojuszniczej wytrzymałości. Ba! Sam Jezus był testowany jako najważniejszy rekrut przez Ojca na pustyni, gdy Ojciec dopuścił do Jezusa Szatana.
Ludzie, którzy są pożyteczni na etapie poboru rekruta, nie muszą być wcale najwłaściwsi, by ich unieśmiertelnić u boku Ojca. Dany człowiek może być uznany ze trochę niepewnego trwałego sojusznika, ale tak bardzo pożytecznego na etapie walki, że dopiero po walce zostanie wygaszony (czyli zabity). Po wygranej wojnie i trwałym spacyfikowaniu Szatana Ojciec pewnie będzie chciał absolutnie zminimalizować szanse, że będzie miał obok siebie potencjalnego zdrajcę. Poza tym po wojnie ważniejsza będzie na przykład mądrość człowieka, która będzie pożyteczna w rozwijaniu się, niż pożyteczność w wojnie. Zatem zbiór dobrych rekrutów nie jest tożsamy zbiorowi dobrych mieszkańców powojennego Nieba.
W czasie wojny może się też okazać, że część "rekrutów" nie spełnia wystarczająco oczekiwań, więc będzie potem stracona.
Jezus mówił, że "drzwi do Królestwa Niebieskiego" są wąskie, co jest sensowne. Najważniejsze jest bowiem, żeby stworzyć układ, który będzie stale i bez zagrożeń szybował ku coraz większej i większej ogólnej szczęśliwości. W tej sytuacji drugoplanowe jest to, ile istot (w tym ludzi) będzie szczęśliwych. Obrazowo rzecz ujmując lepiej uszczęśliwiać 100 ludzi mając przy tym 99% pewności, że szczęśliwość będzie wiecznie rosła niż uszczęśliwiać 10000 ludzi mając tylko 80% szans, że szczęśliwość będzie wiecznie rosła. Czas w Zamku jest uznawany bowiem za nieskończony. Nie ma tam "umierania ze starości". A poza tym w bezpiecznym środowisku powojennym Ojciec będzie mógł już staranniej i bez szatańskiego sabotażu tworzyć i selekcjonować nowych ludzi, którzy będą istotami niezwykle wiernymi, mądrymi i dobrymi, a przez to właściwymi do Nieba.
Coś chyba błędnie przedstawiłem, bo w mojej koncepcji Ojca da się zabić, tyle że przeszedłby on po śmierci reinkarnację (nikt jednak nie ma pewności, że ta reinkarnacja istnieje). Tylko że Ojciec w Zamku jest dobrze chroniony przez właściwości Zamku i wierne mu anioły, więc najłatwiejszą opcją na zniszczenie aktualnego ciała (Szatan myśli, że mogłoby to trwale zabić) Ojca jest dla Szatana i jego gwardii te pierwotne i niemożliwe do zerwania połączenie umysłowe, które ma Ojciec z każdym aniołem. W związku z tym zbuntowane anioły szepczą mu nonstop nienawistne słowa, które mają destabilizować Ojca i przekonywać go, że jest istotą złą i szaloną, która powinna się unicestwić. Dlatego też zbuntowani aniołowie torturują ludzi, którzy trafili do piekła i "puszczają" Ojcu krzyki cierpiących i nienawidzących go ludzi. W takiej sytuacji Ojciec potrzebuje komunikatów o miłości, które przysłonią te nienawistne. Ojciec po stworzeniu aniołów uznał, że już nie może ryzykować tym "pierwotnym i niemożliwym do zerwania połączeniem", więc stworzył ludzi, z którymi takiego połączenia nie ma. Dopiero po stworzeniu aniołów Ojciec zorientował się, że takie połączenie jest.
Myślę, że reszta istot zostanie po prostu wygaszona, czyli unicestwiona. Torturowanie ludzi dla samego torturowania jest bez sensu. Po pokonaniu Szatana istoty, które są zbyt dużym zagrożeniem dla ojcowskiego raju, zostaną skasowane. Same w sobie nie mają bowiem wartości. Można je łatwo zastąpić. No chyba, że glina, z której są stworzeni, ma jakieś cenne aprioryczne właściwości (np. jakąś wiedzę). Tyle że w sumie wartościową glinę można by pewnie użyć do budowy nowej istoty.
Piekło w mojej bajce istnieje (ale zniknie po wojnie), bo Szatan chce ludzkim cierpieniem łamać boską, wrażliwą psychikę, a także tworzyć z tych ludzi swoich rekrutów, którzy będą mieli "wypaloną psychikę" i będą przepełnieni szaloną nienawiścią do Ojca, bo będą oni przekonywani przez Szatana, że ich tortury są winą Ojca. Potem Szatan sfinguje przed nimi scenę, że ich niby uwalnia od "złego Ojca" i zakrzyknie, że teraz muszą iść razem walczyć przeciwko Ojcu. Obieca im zemstę, uleczenie psychiki i inne złote góry dla ich egoistycznych żądz. To będzie tym łatwiejsze dla Szatana dlatego, że ludzie, którzy trafią do niego, będą mieli nieraz jakąś awersję do Ojca biorącą się z właściwości gliny, z jakiej zostali ulepieni lub z ich ludzkich żywotów. Będą też często egoistyczni i w inne sposoby źli. To że Ojciec tych ludzi nie przyjął do siebie wynika przecież z tego, że ci ludzie byli dla niego zagrożeniem i "paliła" go ich awersja i nienawiść wobec niego.
Możliwe jest też, że część ludzi po śmierci nie może jeszcze zbliżyć się do Ojca, ale jest w nich potencjał poprawy i przejąć po śmierci ich zdołają aniołowie wierni Ojcu. Wtedy tacy ludzie powinni zostać jakoś polepszeni, co tłumaczyłoby istnienie czyśćca. Po oczyszczeniu w czyśćcu tacy ludzie mogliby dołączyć do ojcowskiej armii. Oczywiście w czyśćcu aniołowie mogą stosować wobec ludzi podobne taktyki jak Szatan do ludzi w piekle, czyli torturowanie z przekonywaniem, że tortury są winą wrogiej strony. Poza tym sam proces oczyszczania może być bardzo inwazyjny, a przez co bolesny.
Nieraz też Jezus w Nowym Testamencie straszy ogniem piekielnym, ale moim zdaniem to straszenie wynika z tego, że:
- Jezus pochodzi od Ojca (jest jak szczepka z rośliny ojcowskiej), a Ojciec przez tysiące lat był zdestabilizowanym furiatem, który właśnie w karach widział szansę na skorygowanie ludzkości, a Jezus po prostu odziedziczył trochę te nie do końca wyrugane z umysłu Ojca skłonności,
- Jezus nas straszy, by uwypuklić racjonalnie i w naszych emocjach, że warto iść za nim (skrajna kara versus skrajna nagroda),
- Jezus straszy nas byciem przejętym i torturowanym przez Szatana.
Jezus znajdzie wiarę, bo jest dość silny i wypełniony miłością. Tak, wystarczy mu rekruta. Szatan jest bowiem bezzasadnie przekonany o swojej sile i przelicytuje. Glina, z której Szatan został stworzony, ma właśnie właściwości samouwielbienia. Szatan, gdy był jeszcze wierny Ojcu, ciągle widział jego porażki i słabości, przez co mocno uwierzył, że to on byłby lepszym Panem Zamku.
Ta nowa taktyka Boga się opłaca, bo samo to, że się do niej zwrócił jest wynikiem jego stopniowego leczenia. Aniołowie go ukoili na tyle, że przestał z grubsza być szalonym despotą i był w stanie się trochę wystawić na ryzyko.
Szatan jest skazany na porażkę, bo Absolut tworząc świat stworzył też mechanizmy, które sprawiają, że świat na pewno będzie się zawsze stawał coraz lepszy. Szatan nie może zatem rządzić trwale, bo jest istotą złą, która rzuca wyzwania nawet Absolutowi (tak bardzo pożąda wiedzy i władzy, że szerzy cierpienia po to, by zmusić Absolut do ingerowania w świat, bo Szatan uważa, że wtedy rzuci wyzwanie ujawnionemu Absolutowi i go podbije). Poza tym Ojciec przeżyje, bo Absolut (Duch Święty) stworzył świat Zamku, by samemu czuć sens swych działań i dążyć do coraz większego dobra, więc żeby czuć sens Ojciec musi przede wszystkim żyć. Chociaż możliwe jest, że Szatan zdoła zabić Ojca, ale wtedy Ojciec przejdzie reinkarnację i dalej będzie istnieć w nowym ciele. Stawiam jednak, że nie trzeba będzie przechodzić reinkarnacji, bo zapewne Ojciec, jako istota najbardziej rozwinięta, ma w sobie najwięcej apriorycznej wiedzy. Zatem jeżeli pochodzący z Ojca Jezus wierzy, że Szatan będzie pokonany, a potem nadejdzie Sąd Ostateczny, to tak zapewne będzie.
Postaram się obronić moje podejście.
Oczywiście zgadzam się, że testowanie co do zasady jest złe. Jednakże tylko co do zasady. Myślę, że byłem w bardzo trudnej sytuacji. Byłem wręcz zdesperowany. Czułem awersję i wstyd do testowania, ale też czułem, że sprawa jest gardłowa i bez wyjątkowej pomocy nie dam rady, a ja chciałem dać radę nie tylko dla siebie, ale także i nawet głównie dla innych, by żyć, by pomagać, by siebie nie skasować, co zabolałoby moich bliskich. Zatem nie pieściłem się długim zapoznawaniem, tylko zrzucałem nieraz na innych moje bóle (poprzez rozpaczliwe zwierzania) i liczyłem na "pomoc anioła". Liczyłem na miłość co do mnie. Gdy się okazywało, że pomocy nie otrzymywałem, to desperacko szukałem w innych miejscach. I myślę, że miłosną pomoc wreszcie otrzymałem. Nawet od kilku osób. Teraz jest ze mną o wiele lepiej. Jest nawet ogółem okej. Jestem żywy i staram się innym pomagać.
Myślę, że powyższy mechanizm działa też w mojej bajce. Ojciec także jest zdesperowany. Sprawa dla niego wydaje się tak ważna, że musi testować, by znaleźć rzadkie i cenne dobro, które może mu pomóc. Ojciec bowiem nie wie, że świat zawsze na pewno będzie się stawał coraz lepszy. On może tylko gdybać. Nie wie też, że jest nieśmiertelny w tym sensie, że gdyby zabili mu ciało, to on się odrodzi w innym ciele. Może tylko gdybać, obstawiać. On pragnie stworzyć wieczne szczęście, a boi się, że po jego śmierci świat może niestety stać się trwale zły lub się definitywnie skończyć. Poczucie odpowiedzialności go miażdży.
Jezus powiedział Szatanowi, żeby nie wystawiał po go na próbę, bo Jezus głęboko wierzył, że nigdy nie zawiedzie pokładanych w nim przez Ojca nadziei. Dla Jezusa próbowanie jawiło się zatem jako niepotrzebne osłabianie jego osoby. Jednakże Ojciec nie był taki pewny Jezusa. Ojciec jest w końcu paranoiczny i w głowie ma także szatańskie podszepty. Wyszło, że Jezus miał rację, ale równie dobrze mogło być tak, że rację ma Ojciec, a test w porę odwiódłby go od pomysłu zaryzykowania Jezusem.
Ja właśnie mam swoją wersję Filoque. U mnie Ojciec pochodzi z Ducha Świętego (Absolutu), a Jezus od Ojca. Duch Święty ingeruje nieraz w świat, by ten na pewno trwale dążył ku dobru. Stąd też chociażby dodał siły Jezusowi po chrzcie. Szatan uznał, że gołębica nie była Duchem Świętym, tylko sztuczką Ojca, która miała przekonywać anioły, że Absolut stoi po stronie Ojca. Poza tym Szatan uważa także Ducha Świętego za istotę gorszą od siebie (choć nie ujawnia tego swoim poplecznikom) i chce go podbić, by samemu stanąć na szczycie hierarchii mocy. Oczywiście trud ten jest daremny. Szatanowi się nie uda. Mania wielkości ćmi mu umysł. Ale nie tylko narcyzm gra tu rolę. Szatan przeżył bowiem tak dużo cierpienia, że uważa, iż nikomu nie może ufać. Władza jest też dla niego zabezpieczeniem przed atakami.
Ojciec tworząc Michała nazwał go "taki jak Bóg", bo ujrzał w nim jakieś podobieństwo do siebie. Okazało się, że Michał ma zakodowaną wiarę w swoje panowanie jako ścieżkę najlepszą dla świata. Poza tym Michał jest przewrażliwiony jak Ojciec. Michał się jednak zbuntował i nazwał się Szatanem (oskarżycielem), bo gardził swoim insynuowanym podobieństwem do Ojca. Michał-Szatan bowiem oskarża Ojca o bycie istotą złą, która nie powinna panować. Ojciec w rozpaczy stworzył wtedy nowego anioła, którego nazwał Michałem i który miał zastąpić Michała-Szatana i którego celem ma być pokonanie Michała-Szatana (stworzył go pod kątem walki)(1).
Część humorystyczna:
Przypis:
1 - Wiem to od człowieka, który rozmawiał z człowiekiem, któremu się to przyśniło
https://knowyourmeme.com/photos/1796134-...n-reaction
(16.12.2021, 12:36)bert04 napisał(a):(15.12.2021, 18:29)Mustafa Mond napisał(a): Ludzie będą uszczęśliwiani w wiecznej euforii, gdy przyjdzie na to czas - gdy już pokona się zbuntowane anioły i będzie bezpiecznie. Uszczęśliwianie jest celem Boga, bo według kalkulacji moralnych jest to najwyższy cel. Ludzie nie mają być szczęśliwi na Ziemi ani podczas walki ze zbuntowanymi aniołami. Ten okres to "szukanie rekruta" i pokananie armii Szatana. Potem będzie szczęście bez końca, a i tak okres Ziemi i czas Walki nie będą nawet procentem wobec tej ciągle rosnącej szczęśliwości, która zapewne nastanie.
No dobra, w Apokalipsie mamy motyw walki ze zbuntowanymi aniołami i ich poplecznikami z jednej strony, a Jezusem i jego "poplecznikami" z drugiej. Armageddon. A dopiero potem Sąd Ostateczny.
Tak. Myślę, że pobór rekruta dobrze opisuje historia o Abrahamie i ta o Hiobie. Od Abrahama oczekuje się przede wszystkim podporządkowania, czyli niekwestionowania boskich rozkazów na potrzeby przyszłej walki. Hiob jest z kolei testowany co do tego, jak wiernym jest rekrutem. Dostaje manto od losu, a dalej nie opuszcza Ojca. Dzięki temu Ojciec zaczyna ufać Hiobowi i bierze go do swojej armii. Potencjalny zdrajca w szeregach byłby bowiem skrajnie ryzykowny dla zdestabilizowanego i wyniszczonego Ojca. Z bliska można "podsłuchiwać" plany (i przekazywać je armii Szatana), a także wbić z zaskoczenia metaforyczny "nóż w odsłonięte wnętrze".
Także spotkanie z Kobietą Kananejską pasuje do poboru rekruta i sprawdzania stopnia wierności i sojuszniczej wytrzymałości. Ba! Sam Jezus był testowany jako najważniejszy rekrut przez Ojca na pustyni, gdy Ojciec dopuścił do Jezusa Szatana.
Ludzie, którzy są pożyteczni na etapie poboru rekruta, nie muszą być wcale najwłaściwsi, by ich unieśmiertelnić u boku Ojca. Dany człowiek może być uznany ze trochę niepewnego trwałego sojusznika, ale tak bardzo pożytecznego na etapie walki, że dopiero po walce zostanie wygaszony (czyli zabity). Po wygranej wojnie i trwałym spacyfikowaniu Szatana Ojciec pewnie będzie chciał absolutnie zminimalizować szanse, że będzie miał obok siebie potencjalnego zdrajcę. Poza tym po wojnie ważniejsza będzie na przykład mądrość człowieka, która będzie pożyteczna w rozwijaniu się, niż pożyteczność w wojnie. Zatem zbiór dobrych rekrutów nie jest tożsamy zbiorowi dobrych mieszkańców powojennego Nieba.
W czasie wojny może się też okazać, że część "rekrutów" nie spełnia wystarczająco oczekiwań, więc będzie potem stracona.
Jezus mówił, że "drzwi do Królestwa Niebieskiego" są wąskie, co jest sensowne. Najważniejsze jest bowiem, żeby stworzyć układ, który będzie stale i bez zagrożeń szybował ku coraz większej i większej ogólnej szczęśliwości. W tej sytuacji drugoplanowe jest to, ile istot (w tym ludzi) będzie szczęśliwych. Obrazowo rzecz ujmując lepiej uszczęśliwiać 100 ludzi mając przy tym 99% pewności, że szczęśliwość będzie wiecznie rosła niż uszczęśliwiać 10000 ludzi mając tylko 80% szans, że szczęśliwość będzie wiecznie rosła. Czas w Zamku jest uznawany bowiem za nieskończony. Nie ma tam "umierania ze starości". A poza tym w bezpiecznym środowisku powojennym Ojciec będzie mógł już staranniej i bez szatańskiego sabotażu tworzyć i selekcjonować nowych ludzi, którzy będą istotami niezwykle wiernymi, mądrymi i dobrymi, a przez to właściwymi do Nieba.
(16.12.2021, 12:36)bert04 napisał(a):(15.12.2021, 18:29)Mustafa Mond napisał(a): Bóg też potrzebuje szczęścia - potrzebuje opieki, życzliwości, braku krzywd i zdrad, by już nigdy nikt go nie zniszczył.
Nawet w Twojej koncepcji Boga nie można "zniszczyć". Można go pokonać, można też sprawić, żeby się sam unicestwił, ale jest on jedyny, który może Boga, czyli siebie, zniszczyć.
Coś chyba błędnie przedstawiłem, bo w mojej koncepcji Ojca da się zabić, tyle że przeszedłby on po śmierci reinkarnację (nikt jednak nie ma pewności, że ta reinkarnacja istnieje). Tylko że Ojciec w Zamku jest dobrze chroniony przez właściwości Zamku i wierne mu anioły, więc najłatwiejszą opcją na zniszczenie aktualnego ciała (Szatan myśli, że mogłoby to trwale zabić) Ojca jest dla Szatana i jego gwardii te pierwotne i niemożliwe do zerwania połączenie umysłowe, które ma Ojciec z każdym aniołem. W związku z tym zbuntowane anioły szepczą mu nonstop nienawistne słowa, które mają destabilizować Ojca i przekonywać go, że jest istotą złą i szaloną, która powinna się unicestwić. Dlatego też zbuntowani aniołowie torturują ludzi, którzy trafili do piekła i "puszczają" Ojcu krzyki cierpiących i nienawidzących go ludzi. W takiej sytuacji Ojciec potrzebuje komunikatów o miłości, które przysłonią te nienawistne. Ojciec po stworzeniu aniołów uznał, że już nie może ryzykować tym "pierwotnym i niemożliwym do zerwania połączeniem", więc stworzył ludzi, z którymi takiego połączenia nie ma. Dopiero po stworzeniu aniołów Ojciec zorientował się, że takie połączenie jest.
(16.12.2021, 12:36)bert04 napisał(a):(15.12.2021, 18:29)Mustafa Mond napisał(a): Nie wieczna walka, tylko walka aż do pokonania zbuntowanych aniołów. Potem w Niebie zostaną tylko istoty dobre, pełne miłości (ceniące szczęście każdej innej istoty, tak jak swoje), posłuszne Ojcu, o silnej wierze w dobro Ojca - będzie raj.
A co z resztą? Jedną z ważniejszych spornych kwestii w chrześcijaństwie jest to, czy piekło będzie wieczne, tak jak to jest w Piśmie, czy jednak będzie jakieś wielkie unicestwienie. Może to nie jest centralny punkt Twojej bajki, ale brakuje mi do kompletu.
Myślę, że reszta istot zostanie po prostu wygaszona, czyli unicestwiona. Torturowanie ludzi dla samego torturowania jest bez sensu. Po pokonaniu Szatana istoty, które są zbyt dużym zagrożeniem dla ojcowskiego raju, zostaną skasowane. Same w sobie nie mają bowiem wartości. Można je łatwo zastąpić. No chyba, że glina, z której są stworzeni, ma jakieś cenne aprioryczne właściwości (np. jakąś wiedzę). Tyle że w sumie wartościową glinę można by pewnie użyć do budowy nowej istoty.
Piekło w mojej bajce istnieje (ale zniknie po wojnie), bo Szatan chce ludzkim cierpieniem łamać boską, wrażliwą psychikę, a także tworzyć z tych ludzi swoich rekrutów, którzy będą mieli "wypaloną psychikę" i będą przepełnieni szaloną nienawiścią do Ojca, bo będą oni przekonywani przez Szatana, że ich tortury są winą Ojca. Potem Szatan sfinguje przed nimi scenę, że ich niby uwalnia od "złego Ojca" i zakrzyknie, że teraz muszą iść razem walczyć przeciwko Ojcu. Obieca im zemstę, uleczenie psychiki i inne złote góry dla ich egoistycznych żądz. To będzie tym łatwiejsze dla Szatana dlatego, że ludzie, którzy trafią do niego, będą mieli nieraz jakąś awersję do Ojca biorącą się z właściwości gliny, z jakiej zostali ulepieni lub z ich ludzkich żywotów. Będą też często egoistyczni i w inne sposoby źli. To że Ojciec tych ludzi nie przyjął do siebie wynika przecież z tego, że ci ludzie byli dla niego zagrożeniem i "paliła" go ich awersja i nienawiść wobec niego.
Możliwe jest też, że część ludzi po śmierci nie może jeszcze zbliżyć się do Ojca, ale jest w nich potencjał poprawy i przejąć po śmierci ich zdołają aniołowie wierni Ojcu. Wtedy tacy ludzie powinni zostać jakoś polepszeni, co tłumaczyłoby istnienie czyśćca. Po oczyszczeniu w czyśćcu tacy ludzie mogliby dołączyć do ojcowskiej armii. Oczywiście w czyśćcu aniołowie mogą stosować wobec ludzi podobne taktyki jak Szatan do ludzi w piekle, czyli torturowanie z przekonywaniem, że tortury są winą wrogiej strony. Poza tym sam proces oczyszczania może być bardzo inwazyjny, a przez co bolesny.
Nieraz też Jezus w Nowym Testamencie straszy ogniem piekielnym, ale moim zdaniem to straszenie wynika z tego, że:
- Jezus pochodzi od Ojca (jest jak szczepka z rośliny ojcowskiej), a Ojciec przez tysiące lat był zdestabilizowanym furiatem, który właśnie w karach widział szansę na skorygowanie ludzkości, a Jezus po prostu odziedziczył trochę te nie do końca wyrugane z umysłu Ojca skłonności,
- Jezus nas straszy, by uwypuklić racjonalnie i w naszych emocjach, że warto iść za nim (skrajna kara versus skrajna nagroda),
- Jezus straszy nas byciem przejętym i torturowanym przez Szatana.
(16.12.2021, 12:36)bert04 napisał(a):(15.12.2021, 18:29)Mustafa Mond napisał(a): Bóg w Starym Testamencie jest straszliwie emocjonalny i chaotyczny. To wręcz stadium upadku psychicznego. Próbuje niczym dyktator wypalić żelazem zło. Nawet Potop jest historią o wielkim i brutalnym resecie, który ma sprawić, że nowa ludzkość będzie lepsza. Impulsywność, nieufność, brutalność i groteskowa żądza uwielbienia są w zasadzie skutkiem ciągle zagrożonego i targanego wnętrza oraz przekładania taktyk wojennych z Zamku na ludzkość. Bóg dostrzega jednak w końcu, że jest to droga donikąd, a udawanie niezniszczalnego, groźnego, surowego i silnego mocarza, którego "nic nie rusza", by podporządkować wszystkich, nie daje dobrych efektów. Ojciec wtedy zbiera się w sobie i ukazuje swoje prawdziwe wnętrze ludziom w desperackim akcie prośby o wybaczenie, miłość i współczucie.
No dobra, super, ale co z dniem dzisiejszym? Cytując wolno Biblię, czy Jezus znajdzie wiarę, jak powtórnie wróci? Czy starczy mu "rekruta"? Czy ta nowa taktyka Boga się opłaca?
Jezus znajdzie wiarę, bo jest dość silny i wypełniony miłością. Tak, wystarczy mu rekruta. Szatan jest bowiem bezzasadnie przekonany o swojej sile i przelicytuje. Glina, z której Szatan został stworzony, ma właśnie właściwości samouwielbienia. Szatan, gdy był jeszcze wierny Ojcu, ciągle widział jego porażki i słabości, przez co mocno uwierzył, że to on byłby lepszym Panem Zamku.
Ta nowa taktyka Boga się opłaca, bo samo to, że się do niej zwrócił jest wynikiem jego stopniowego leczenia. Aniołowie go ukoili na tyle, że przestał z grubsza być szalonym despotą i był w stanie się trochę wystawić na ryzyko.
Szatan jest skazany na porażkę, bo Absolut tworząc świat stworzył też mechanizmy, które sprawiają, że świat na pewno będzie się zawsze stawał coraz lepszy. Szatan nie może zatem rządzić trwale, bo jest istotą złą, która rzuca wyzwania nawet Absolutowi (tak bardzo pożąda wiedzy i władzy, że szerzy cierpienia po to, by zmusić Absolut do ingerowania w świat, bo Szatan uważa, że wtedy rzuci wyzwanie ujawnionemu Absolutowi i go podbije). Poza tym Ojciec przeżyje, bo Absolut (Duch Święty) stworzył świat Zamku, by samemu czuć sens swych działań i dążyć do coraz większego dobra, więc żeby czuć sens Ojciec musi przede wszystkim żyć. Chociaż możliwe jest, że Szatan zdoła zabić Ojca, ale wtedy Ojciec przejdzie reinkarnację i dalej będzie istnieć w nowym ciele. Stawiam jednak, że nie trzeba będzie przechodzić reinkarnacji, bo zapewne Ojciec, jako istota najbardziej rozwinięta, ma w sobie najwięcej apriorycznej wiedzy. Zatem jeżeli pochodzący z Ojca Jezus wierzy, że Szatan będzie pokonany, a potem nadejdzie Sąd Ostateczny, to tak zapewne będzie.
(16.12.2021, 12:36)bert04 napisał(a):(15.12.2021, 18:29)Mustafa Mond napisał(a): Analogia z filmami romantycznymi mi się podoba. Ja w ogóle lubię herezje.Sam w swoim życiu dostrzegłem raz, że byłem wobec jednego przyjaciela groteskowo wylewny, by sprawdzić, czy dalej będzie mnie szanował i o mnie dbał. A gdy okazało się, że po zrzuceniu praktycznie wszystkiego, on nie zmienił do mnie stosunku, to się ogromnie do niego przywiązałem i uwierzyłem bardziej, że nie jestem tak zły, jak o sobie myślałem.
Oj, testowanie przyjaźni to droga do utraty przyjaźni. Jezus Diabłowi powiedział, żeby nie wystawiał go na próbę. W tym przykładzie to Ty wystawiałeś na próbę przyjaciela. Ja, gdybym wiedział, że jakiś przyjaciel mnie testuje, raczej nie kontynuowałbym takiej relacji.
Postaram się obronić moje podejście.
Oczywiście zgadzam się, że testowanie co do zasady jest złe. Jednakże tylko co do zasady. Myślę, że byłem w bardzo trudnej sytuacji. Byłem wręcz zdesperowany. Czułem awersję i wstyd do testowania, ale też czułem, że sprawa jest gardłowa i bez wyjątkowej pomocy nie dam rady, a ja chciałem dać radę nie tylko dla siebie, ale także i nawet głównie dla innych, by żyć, by pomagać, by siebie nie skasować, co zabolałoby moich bliskich. Zatem nie pieściłem się długim zapoznawaniem, tylko zrzucałem nieraz na innych moje bóle (poprzez rozpaczliwe zwierzania) i liczyłem na "pomoc anioła". Liczyłem na miłość co do mnie. Gdy się okazywało, że pomocy nie otrzymywałem, to desperacko szukałem w innych miejscach. I myślę, że miłosną pomoc wreszcie otrzymałem. Nawet od kilku osób. Teraz jest ze mną o wiele lepiej. Jest nawet ogółem okej. Jestem żywy i staram się innym pomagać.
Myślę, że powyższy mechanizm działa też w mojej bajce. Ojciec także jest zdesperowany. Sprawa dla niego wydaje się tak ważna, że musi testować, by znaleźć rzadkie i cenne dobro, które może mu pomóc. Ojciec bowiem nie wie, że świat zawsze na pewno będzie się stawał coraz lepszy. On może tylko gdybać. Nie wie też, że jest nieśmiertelny w tym sensie, że gdyby zabili mu ciało, to on się odrodzi w innym ciele. Może tylko gdybać, obstawiać. On pragnie stworzyć wieczne szczęście, a boi się, że po jego śmierci świat może niestety stać się trwale zły lub się definitywnie skończyć. Poczucie odpowiedzialności go miażdży.
Jezus powiedział Szatanowi, żeby nie wystawiał po go na próbę, bo Jezus głęboko wierzył, że nigdy nie zawiedzie pokładanych w nim przez Ojca nadziei. Dla Jezusa próbowanie jawiło się zatem jako niepotrzebne osłabianie jego osoby. Jednakże Ojciec nie był taki pewny Jezusa. Ojciec jest w końcu paranoiczny i w głowie ma także szatańskie podszepty. Wyszło, że Jezus miał rację, ale równie dobrze mogło być tak, że rację ma Ojciec, a test w porę odwiódłby go od pomysłu zaryzykowania Jezusem.
(16.12.2021, 15:45)Sofeicz napisał(a): Niniejszym przypomina się PT dyskutantom, że Bóg Ojciec i Syn jego Jezus, to tylko 2/3 z Trójcy.
A Duch Św. to ch... ?
Bez nie go nic się nie domyka teologicznie.
Ja właśnie mam swoją wersję Filoque. U mnie Ojciec pochodzi z Ducha Świętego (Absolutu), a Jezus od Ojca. Duch Święty ingeruje nieraz w świat, by ten na pewno trwale dążył ku dobru. Stąd też chociażby dodał siły Jezusowi po chrzcie. Szatan uznał, że gołębica nie była Duchem Świętym, tylko sztuczką Ojca, która miała przekonywać anioły, że Absolut stoi po stronie Ojca. Poza tym Szatan uważa także Ducha Świętego za istotę gorszą od siebie (choć nie ujawnia tego swoim poplecznikom) i chce go podbić, by samemu stanąć na szczycie hierarchii mocy. Oczywiście trud ten jest daremny. Szatanowi się nie uda. Mania wielkości ćmi mu umysł. Ale nie tylko narcyzm gra tu rolę. Szatan przeżył bowiem tak dużo cierpienia, że uważa, iż nikomu nie może ufać. Władza jest też dla niego zabezpieczeniem przed atakami.
Ojciec tworząc Michała nazwał go "taki jak Bóg", bo ujrzał w nim jakieś podobieństwo do siebie. Okazało się, że Michał ma zakodowaną wiarę w swoje panowanie jako ścieżkę najlepszą dla świata. Poza tym Michał jest przewrażliwiony jak Ojciec. Michał się jednak zbuntował i nazwał się Szatanem (oskarżycielem), bo gardził swoim insynuowanym podobieństwem do Ojca. Michał-Szatan bowiem oskarża Ojca o bycie istotą złą, która nie powinna panować. Ojciec w rozpaczy stworzył wtedy nowego anioła, którego nazwał Michałem i który miał zastąpić Michała-Szatana i którego celem ma być pokonanie Michała-Szatana (stworzył go pod kątem walki)(1).
Część humorystyczna:
Przypis:
1 - Wiem to od człowieka, który rozmawiał z człowiekiem, któremu się to przyśniło

https://knowyourmeme.com/photos/1796134-...n-reaction
