31.10.2022, 08:58
No cóż, w Twojej historii, Bóg faktycznie ma za mało do powiedzenia, a szatanowi nieźle się poprzekręcało. Rozumiem o czym piszesz bo z punktu widzenia psychologii doświadczyłam czegoś podobnego.
Też mam dużą empatię i jakiś czas temu dała znać o sobie gdy zafiksowalam się na dzieciach z patologicznych rodzin które cierpią od patologicznych rodziców. Rzeczywiście to cierpienie potrafi być ogromne i nie ma znikąd pomocy. Ja wczułam się w to cierpienie tak bardzo, że żyłam tylko tym, czytałam wiadomości jak rodzice zakatowali dziecko, oglądałam zdjęcia z kronik policyjnych i na ulicy odnajdywałam takie przypadki gdzie było prawdopodobne że te dzieci żyją w patologii. Trwało to parę lat, męczyłam się z tym strasznie. Czułam, że tylko ja jestem wrażliwa i empatyczna a reszta to jakieś cyborgi nie ludzie ani pracownicy socjalni ani nikt nie pomaga tym dzieciom, są same. Rodziła się we mnie nienawiść do takich rodziców, potem do reszty obojętnych ludzi aż wreszcie do Boga. Gdy widziałam sytuację na ulicy gdzie dzieci są brudne czy zaniedbane, a rodzice to patologia to chciałam natychmiast zareagować, tak samo gdy słyszałam o przypadkach że może być tam pedofilia. Żyłam w ciągłym napięciu. Myślałam że ten świat jest zły okrutny, a dzieci cierpią najbardziej. Myślałam dlaczego nie ma ustaw karających tych rodziców, dlaczego Bóg nie reaguje. Gdybym wtedy miała władzę to ja bym im dała popalić. I było jedno wyjście aby wmieszać się w taką sytuację gdy widziałam na ulicy i zrobić zadymę i najwyżej dostać w łeb ale to by potem nagłośnili w telewizji tylko że musiałam być ofiarą, ale na to się nie odważyłam. Czyli trafiłam na mur ze swoim cierpieniem i na bezsilność. Wtedy zaczęłam myśleć, że nic nie zrobię i żeby sobie odpuścić, oraz że tylko ja się martwię a reszta się nie przejmuje. Nawet te dzieci nie potrafią się bronić i jakoś uciekać z patologicznych sytuacji czyli nie jest im aż tak tragicznie może. Bo przecież gdyby uciekały lub coś robiły to można by im pomóc. Poza tym odkryłam, że te dzieci w przyszłości będą takie same w większości czyli patologiczne jak ich rodzice i może już teraz zawczasu karę ponoszą żeby nie były w życiu tylko katami. I tak mi przeszło powoli. Obecnie ani nie mam nienawiści do patologicznych rodziców ani nie daje się ponieść nadmiernej wrażliwości.
Też mam dużą empatię i jakiś czas temu dała znać o sobie gdy zafiksowalam się na dzieciach z patologicznych rodzin które cierpią od patologicznych rodziców. Rzeczywiście to cierpienie potrafi być ogromne i nie ma znikąd pomocy. Ja wczułam się w to cierpienie tak bardzo, że żyłam tylko tym, czytałam wiadomości jak rodzice zakatowali dziecko, oglądałam zdjęcia z kronik policyjnych i na ulicy odnajdywałam takie przypadki gdzie było prawdopodobne że te dzieci żyją w patologii. Trwało to parę lat, męczyłam się z tym strasznie. Czułam, że tylko ja jestem wrażliwa i empatyczna a reszta to jakieś cyborgi nie ludzie ani pracownicy socjalni ani nikt nie pomaga tym dzieciom, są same. Rodziła się we mnie nienawiść do takich rodziców, potem do reszty obojętnych ludzi aż wreszcie do Boga. Gdy widziałam sytuację na ulicy gdzie dzieci są brudne czy zaniedbane, a rodzice to patologia to chciałam natychmiast zareagować, tak samo gdy słyszałam o przypadkach że może być tam pedofilia. Żyłam w ciągłym napięciu. Myślałam że ten świat jest zły okrutny, a dzieci cierpią najbardziej. Myślałam dlaczego nie ma ustaw karających tych rodziców, dlaczego Bóg nie reaguje. Gdybym wtedy miała władzę to ja bym im dała popalić. I było jedno wyjście aby wmieszać się w taką sytuację gdy widziałam na ulicy i zrobić zadymę i najwyżej dostać w łeb ale to by potem nagłośnili w telewizji tylko że musiałam być ofiarą, ale na to się nie odważyłam. Czyli trafiłam na mur ze swoim cierpieniem i na bezsilność. Wtedy zaczęłam myśleć, że nic nie zrobię i żeby sobie odpuścić, oraz że tylko ja się martwię a reszta się nie przejmuje. Nawet te dzieci nie potrafią się bronić i jakoś uciekać z patologicznych sytuacji czyli nie jest im aż tak tragicznie może. Bo przecież gdyby uciekały lub coś robiły to można by im pomóc. Poza tym odkryłam, że te dzieci w przyszłości będą takie same w większości czyli patologiczne jak ich rodzice i może już teraz zawczasu karę ponoszą żeby nie były w życiu tylko katami. I tak mi przeszło powoli. Obecnie ani nie mam nienawiści do patologicznych rodziców ani nie daje się ponieść nadmiernej wrażliwości.

