09.11.2022, 18:52
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.11.2022, 19:18 przez qwertyuiop.)
@lubczyk
Co do istnienia piekła, to ja nie wierzę w istnienia miejsca wiecznych cierpień. Takie miejsce jest bez sensu. Czemu miałoby służyć? Można najwyżej istnieniem takiego miejsca straszyć, by wymuszać strachem posłuszeństwo, ale takie wymuszanie jest ryzykowne, gdyż grożący może uznać za istotą złą.
W sumie świat mógłby być dalej ogółem dobry, gdyby istniało piekło z wiecznym cierpieniem, tyle że ciągle wieczne szczęście musiałoby bez końca coraz mocniej przeważać w ogólnym rozrachunku nad piekielnym cierpieniem.
Z tymi skrajnymi cechami osobowości ciekawa jest choćby kwestia skrajnego ekstrawertyzmu, czyli, jak to rozumiem, skłonności do ekspansji, zamiast do obrony siebie. Zagrożenia w skrajnej ekspansywności widać między innymi w filozofii Nietzschego. Nietzsche był skrajnym ekstrawertykiem. W "Tako rzecze Zaratustra" głosił, że "słabi" i ci, co nie chcą żyć, powinni sczeznąć, by zrobić miejsce "silnym". Nietzsche uznawał, że taki darwinizm przyśpieszy rozwój, przez co szybciej powstanie "nadczłowiek". "Nadczłowiek", wedle Friedricha, miał być dużo mądrzejszy od dzisiejszych ludzi, więc "nadczłowiek" nie powinien się przejmować dawniej wymyśloną moralnością, tylko klecić swoje zasady. Taka postawa Nietzschego zawsze kojarzyła mi się z wiarą w transhumanizm.
Ale skrajne ekspansywne przyśpieszenie rozwoju jest też obecne w faszyzmie, a zwłaszcza w nazizmie. Jest to, rzecz jasna, najohydniejsza forma filozofii ekspansji. W końcu III Rzesza zabijała chorych i wszystkich innych, których uznawała za "bezwartościowe życie". Bez zahamować dokonywano też eksperymentów na ludziach. Adolf Hitler wierzył w istnienie Aryjczyków, którzy mieliby być istotami jakościowo lepszymi. Sztuka III Rzeszy (choćby grecko-rzymskie rzeźby przedstawiające kult silnego ciała i zahartowanego ducha) też szła w kierunku chorej ekspansji. Ekonomia też. W końcu gospodarkę pędzono szaleńczo zadłużeniem wewnętrznym. Nawet strategia wojenna Hitlera była narwana i on sam taki był. Co więcej, armia III Rzeszy była na amfetaminie, by brutalnie zwiększyć jej "osiągi". Narkotykami, hormonami, lekami i witaminami szprycował się też Hitler, zwłaszcza od 1941 roku, gdy wojna rozgorzała do cna Barbarossą. Wszystko dla szybszego rozwoju. Pędzenie naprzód.
Co to przypomina? Tolkienowski Mordor. W końcu orkowie byli zrodzeni z brutalnej woli ekspansji bez zahamowań. Sam Mordor niszczył choćby lasy, by wszystko przerabiać na machiny. Wnętrze Mordoru było rozgorączkowane, by ciągle szybciej, szybciej, szybciej działać. Co dość groteskowe, na polskiej scenie politycznej swoich wrogów za orków widzi Sławomir Mentzen, który sam reprezentuje nurt mordorowego darwinizmu ekspansjonistycznego (jak na polską politykę).
https://nczas.com/2019/03/16/mocne-wysta...kow-video/
Co jeszcze głupsze nawet, honorowym prezesem Mentzena jest Korwin, czyli największy darwinista polskiej polityki, który ponadto ma oblubieńczą obsesyjkę na punkcie... Hitlera (wszystko się łączy).
Sam niestety przez ekstrawertyzm pędziłem się nieraz w życiu. Nieraz karałem siebie za niepowodzenia. Kilka razy choćby np. gryzłem się w palce, by pobudzić się do dalszej pracy. To ostatnie przypomina niestety zachowanie filmowego Kylo Rena. Ren w VII części Gwiezdnych Wojen podczas walki z Rey na śnieżnym Starkillerze bije się w ranę na brzuchu, by się pobudzić do walki. Nie bez powodu w końcu Gwiezdne Wojny czerpią motywy od samurajów.
Poruszę jeszcze inną kwestię, bo na coś wpadłem.
Pisałem wcześniej, że wyższy świat może wyglądać jak "Wenus", czyli miejsce bardzo ciężkie do życia, gdzie wpierw przetrwać mogły tylko istoty o osobowości bardzo mocnego ENFJ. Możecie się jednak spytać: dlaczego akurat tak ma wyglądać ten świat? Dlaczego ma być tak w tak mocnym stopniu skomplikowany, jak go przedstawiłem? Dlaczego nie może być w nim tak prostych praw fizycznych jak w naszym świecie?
Odpowiedź o treści "tak mi się przyśniło/zdaje" nie jest wystarczająca, bo każdy ma sny jakieś. Mam jednak pewien inny pomysł tłumaczący taki a nie inny poziom skomplikowania postulowanego przeze "świata Zamku".
Żeby wyjaśnić całą sprawę wpierw cofnę się do pierwszego posta, którego napisałem jeszcze jako Mustafa Mond. Tam był taki fragment:
"Na początku świata jest stan prawdy, logiki, matematyki. Istnieje Absolut, który jest idealnie dobry, jest wszystkim. Absolut nie może nic do siebie dodać, nie może stać się lepszy. Każde działanie z jego perspektywy, w obrębie tego kim jest, jest w takim razie bezsensowne i nie będzie do tego dążył.
Absolut ma zatem 3 inne możliwości:
- marazm, nierobienie niczego,
- samounicestwienie,
- ograniczenie się - przeniesienie swej świadomości w ograniczone ciało - z tej perspektywy bowiem działanie, wybory, dążenia będą miały sens (uznane będą za właściwe).
Absolut wybiera ograniczenie i tworzy świat, który ogółem wiecznie dąży do dobra, ale w którym nie działają istoty wszystko mogące.
Absolut ogranicza się w ciało Boga-Ojca, a resztę swej świadomości "usypia"."
Czyli sam początek rzeczywistości w całej historii. Absolut. Jaki on świat utworzył wedle tej teorii? Są tylko dwa wymogi, które muszą być spełnione łącznie. Te wymogi to:
- świat, w którym wiecznie ogółem będzie rosło szczęście (Absolut jako istota dobra nie może stworzyć świata złego),
- świat, w którym dusza Absolutu ograniczona do dużo prostszej istoty (lub do prostszych istot) będzie czuła sens swoich działań.
Pierwszy warunek to szczęście. Ja szczęście rozumiem jako chęć przeżywania danego momentu.
Drugi warunek to sens. Ja rozumiem poczucie sensu jako wiarę, że własne podejmowane w danej chwili działania są właściwe.
Pierwszy warunek jest łatwy do spełnienia i może być spełniony w światach bardzo prostych i tych bardzo skomplikowanych. W końcu jakiś bardzo prosty organizm może czuć ekstatyczną przyjemność, ale także skomplikowany i króciutko istniejące mózgi Boltzmanna w jakimś horrendalnie skomplikowanym świecie mogą czuć przez sekundę szczęście, a potem znikać na zawsze.
Ale co z sensem?
Sens nie może istnieć w światach zbyt prostych i zbyt skomplikowanych, tylko w takich "pomiędzy". Dlaczego? Bardzo prosty organizm (np. żmija lub krowa) nie odczuwa swych działań jako moralnych i właściwych, lecz po prostu je robi. A przecież Absolut się ograniczył, by wreszcie nie być "depresyjnym osłem Burridana" (coś jak Kłapouchy?), tylko żeby wreszcie wierzyć, że jego działania mają sens.
Jednakże także światy zbyt skomplikowane nie dają poczucia sensu. Weźmy taki mózg Boltzmanna, który np. zostałby rzucony w świat cholernie skomplikowany, gdzie widziałby tylko kolorowe plamy przed swoimi oczami, których w ogóle nie rozumiałby. Mógłby czuć szczęście, bo mógłby np. wdychać jakieś "szczęśliwe opary", ale jak miałby czuć sens? Przecież nie rozumiałby w ogóle tego świata. Skąd miałby wierzyć, że czyni akurat właściwie? Nie czułby w ogóle sensu.
Zatem początkowy Absolut dla swego celu nie mógł stworzyć świata zbyt prostego i takiego zbyt skomplikowanego.
(ciąg dalszy nastąpi - muszę coś narysować, chwila)
Co do istnienia piekła, to ja nie wierzę w istnienia miejsca wiecznych cierpień. Takie miejsce jest bez sensu. Czemu miałoby służyć? Można najwyżej istnieniem takiego miejsca straszyć, by wymuszać strachem posłuszeństwo, ale takie wymuszanie jest ryzykowne, gdyż grożący może uznać za istotą złą.
W sumie świat mógłby być dalej ogółem dobry, gdyby istniało piekło z wiecznym cierpieniem, tyle że ciągle wieczne szczęście musiałoby bez końca coraz mocniej przeważać w ogólnym rozrachunku nad piekielnym cierpieniem.
Z tymi skrajnymi cechami osobowości ciekawa jest choćby kwestia skrajnego ekstrawertyzmu, czyli, jak to rozumiem, skłonności do ekspansji, zamiast do obrony siebie. Zagrożenia w skrajnej ekspansywności widać między innymi w filozofii Nietzschego. Nietzsche był skrajnym ekstrawertykiem. W "Tako rzecze Zaratustra" głosił, że "słabi" i ci, co nie chcą żyć, powinni sczeznąć, by zrobić miejsce "silnym". Nietzsche uznawał, że taki darwinizm przyśpieszy rozwój, przez co szybciej powstanie "nadczłowiek". "Nadczłowiek", wedle Friedricha, miał być dużo mądrzejszy od dzisiejszych ludzi, więc "nadczłowiek" nie powinien się przejmować dawniej wymyśloną moralnością, tylko klecić swoje zasady. Taka postawa Nietzschego zawsze kojarzyła mi się z wiarą w transhumanizm.
Ale skrajne ekspansywne przyśpieszenie rozwoju jest też obecne w faszyzmie, a zwłaszcza w nazizmie. Jest to, rzecz jasna, najohydniejsza forma filozofii ekspansji. W końcu III Rzesza zabijała chorych i wszystkich innych, których uznawała za "bezwartościowe życie". Bez zahamować dokonywano też eksperymentów na ludziach. Adolf Hitler wierzył w istnienie Aryjczyków, którzy mieliby być istotami jakościowo lepszymi. Sztuka III Rzeszy (choćby grecko-rzymskie rzeźby przedstawiające kult silnego ciała i zahartowanego ducha) też szła w kierunku chorej ekspansji. Ekonomia też. W końcu gospodarkę pędzono szaleńczo zadłużeniem wewnętrznym. Nawet strategia wojenna Hitlera była narwana i on sam taki był. Co więcej, armia III Rzeszy była na amfetaminie, by brutalnie zwiększyć jej "osiągi". Narkotykami, hormonami, lekami i witaminami szprycował się też Hitler, zwłaszcza od 1941 roku, gdy wojna rozgorzała do cna Barbarossą. Wszystko dla szybszego rozwoju. Pędzenie naprzód.
Co to przypomina? Tolkienowski Mordor. W końcu orkowie byli zrodzeni z brutalnej woli ekspansji bez zahamowań. Sam Mordor niszczył choćby lasy, by wszystko przerabiać na machiny. Wnętrze Mordoru było rozgorączkowane, by ciągle szybciej, szybciej, szybciej działać. Co dość groteskowe, na polskiej scenie politycznej swoich wrogów za orków widzi Sławomir Mentzen, który sam reprezentuje nurt mordorowego darwinizmu ekspansjonistycznego (jak na polską politykę).
https://nczas.com/2019/03/16/mocne-wysta...kow-video/
Co jeszcze głupsze nawet, honorowym prezesem Mentzena jest Korwin, czyli największy darwinista polskiej polityki, który ponadto ma oblubieńczą obsesyjkę na punkcie... Hitlera (wszystko się łączy).
Sam niestety przez ekstrawertyzm pędziłem się nieraz w życiu. Nieraz karałem siebie za niepowodzenia. Kilka razy choćby np. gryzłem się w palce, by pobudzić się do dalszej pracy. To ostatnie przypomina niestety zachowanie filmowego Kylo Rena. Ren w VII części Gwiezdnych Wojen podczas walki z Rey na śnieżnym Starkillerze bije się w ranę na brzuchu, by się pobudzić do walki. Nie bez powodu w końcu Gwiezdne Wojny czerpią motywy od samurajów.
Poruszę jeszcze inną kwestię, bo na coś wpadłem.
Pisałem wcześniej, że wyższy świat może wyglądać jak "Wenus", czyli miejsce bardzo ciężkie do życia, gdzie wpierw przetrwać mogły tylko istoty o osobowości bardzo mocnego ENFJ. Możecie się jednak spytać: dlaczego akurat tak ma wyglądać ten świat? Dlaczego ma być tak w tak mocnym stopniu skomplikowany, jak go przedstawiłem? Dlaczego nie może być w nim tak prostych praw fizycznych jak w naszym świecie?
Odpowiedź o treści "tak mi się przyśniło/zdaje" nie jest wystarczająca, bo każdy ma sny jakieś. Mam jednak pewien inny pomysł tłumaczący taki a nie inny poziom skomplikowania postulowanego przeze "świata Zamku".
Żeby wyjaśnić całą sprawę wpierw cofnę się do pierwszego posta, którego napisałem jeszcze jako Mustafa Mond. Tam był taki fragment:
"Na początku świata jest stan prawdy, logiki, matematyki. Istnieje Absolut, który jest idealnie dobry, jest wszystkim. Absolut nie może nic do siebie dodać, nie może stać się lepszy. Każde działanie z jego perspektywy, w obrębie tego kim jest, jest w takim razie bezsensowne i nie będzie do tego dążył.
Absolut ma zatem 3 inne możliwości:
- marazm, nierobienie niczego,
- samounicestwienie,
- ograniczenie się - przeniesienie swej świadomości w ograniczone ciało - z tej perspektywy bowiem działanie, wybory, dążenia będą miały sens (uznane będą za właściwe).
Absolut wybiera ograniczenie i tworzy świat, który ogółem wiecznie dąży do dobra, ale w którym nie działają istoty wszystko mogące.
Absolut ogranicza się w ciało Boga-Ojca, a resztę swej świadomości "usypia"."
Czyli sam początek rzeczywistości w całej historii. Absolut. Jaki on świat utworzył wedle tej teorii? Są tylko dwa wymogi, które muszą być spełnione łącznie. Te wymogi to:
- świat, w którym wiecznie ogółem będzie rosło szczęście (Absolut jako istota dobra nie może stworzyć świata złego),
- świat, w którym dusza Absolutu ograniczona do dużo prostszej istoty (lub do prostszych istot) będzie czuła sens swoich działań.
Pierwszy warunek to szczęście. Ja szczęście rozumiem jako chęć przeżywania danego momentu.
Drugi warunek to sens. Ja rozumiem poczucie sensu jako wiarę, że własne podejmowane w danej chwili działania są właściwe.
Pierwszy warunek jest łatwy do spełnienia i może być spełniony w światach bardzo prostych i tych bardzo skomplikowanych. W końcu jakiś bardzo prosty organizm może czuć ekstatyczną przyjemność, ale także skomplikowany i króciutko istniejące mózgi Boltzmanna w jakimś horrendalnie skomplikowanym świecie mogą czuć przez sekundę szczęście, a potem znikać na zawsze.
Ale co z sensem?
Sens nie może istnieć w światach zbyt prostych i zbyt skomplikowanych, tylko w takich "pomiędzy". Dlaczego? Bardzo prosty organizm (np. żmija lub krowa) nie odczuwa swych działań jako moralnych i właściwych, lecz po prostu je robi. A przecież Absolut się ograniczył, by wreszcie nie być "depresyjnym osłem Burridana" (coś jak Kłapouchy?), tylko żeby wreszcie wierzyć, że jego działania mają sens.
Jednakże także światy zbyt skomplikowane nie dają poczucia sensu. Weźmy taki mózg Boltzmanna, który np. zostałby rzucony w świat cholernie skomplikowany, gdzie widziałby tylko kolorowe plamy przed swoimi oczami, których w ogóle nie rozumiałby. Mógłby czuć szczęście, bo mógłby np. wdychać jakieś "szczęśliwe opary", ale jak miałby czuć sens? Przecież nie rozumiałby w ogóle tego świata. Skąd miałby wierzyć, że czyni akurat właściwie? Nie czułby w ogóle sensu.
Zatem początkowy Absolut dla swego celu nie mógł stworzyć świata zbyt prostego i takiego zbyt skomplikowanego.
(ciąg dalszy nastąpi - muszę coś narysować, chwila)
