09.11.2022, 20:50
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.11.2022, 21:17 przez qwertyuiop.)
Ciąg dalszy następuje.
Rysunek piękny nie jest, ale ma mi pomóc w tłumaczeniu mej idei.
![[Obrazek: c8d0b3e3fd896.png]](https://zapodaj.net/images/c8d0b3e3fd896.png)
W obrazku chodzi o to, że im bardziej na "południe", tym więcej potencjalnych światów jest możliwych. Gwiazdki symbolicznie pokazują możliwe światy. Oczywiście ich konkretna liczba na rysunku ważna nie jest. Liczy się zamysł, że ta liczba coraz bardziej gwałtownie rośnie, im dalej "idzie sie" w pola coraz większego skomplikowania.
Pierwsza sfera to światy najprostsze. "Planety Małego Księcia". Taka symboliczna nazwa. W utworze "Mały Książę" istnieją bowiem planety, które są niezwykle proste. Same w sobie sensu nie mają. Nabierają sensu dopiero jako część większego świata, bo służą jako lekcje dla Małego Księcia. W tej sferze światy są zbyt proste, by wytworzyć istoty na tyle skomplikowane, by czuły sens swych działań. Mogą tam żyć choćby krowy, które wiecznie jedzą i jedzą i jedzą bezmyślnie trawę. Muuu.
Druga strefa to "zona sensu". W tej strefie możliwe są narracje, które są na tyle rozumiane przez zamieszkujące je istoty, że istoty te wierzą w sens swych działań. W zonie sensu jest choćby świat wykreowany w dziełach Tolkiena. W nim bohaterowie w końcu czują sensowność swych działań. Ludzie walczący z Mordorem na polu bitwy wierzą, że ich ofiara jest dobra i właściwa, bo chcą np. żeby małe hobbity mogły się bawić w spokojnych lasach, zamiast być martwe w wykarczowanym świecie wszechmordoru. W zonie sensu jest także nasz świat i postulowany przeze mnie Świat Zamku (który nazywam też w głowie nieraz jako Wenus-Jeden).
Trzecia strefa to miejsce, gdzie światy są zbyt skomplikowane, przez co potencjalnie zamieszkujące je istoty nie czują sensu swych działań. Na obrazku nazwałem tę strefę "planetami manekinów Brunona Schulza". Odwołuję się tu do jego "Traktatu o Manekinach", gdzie przedstawił istoty, które są szczęśliwe w jakieś prostej pozie. Schulz uznał, że zbytnie skomplikowanie istoty grozi nieszczęściem (pewnie dlatego, że sma cierpiał przez swoje wrażliwe skomplikowanie), więc dobrze byłoby być zamkniętym w jakimś jednym ciągłym, szczęśliwym geście. Ja jego logikę nieco koryguję i uznaję, że manekiny są istotami szczęśliwymi, ale nierozumiejącymi świata wokół, więc nieczującymi sensu swych działań/póz, bo nie wierzą w żadną narrację/fabułę świata, która ich pozę czyniłaby z ich perspektywy właściwą.
Kluczem jest tu zatem fabuła/narracja. Żeby czuć sens swych działań trzeba w jakąś narrację o świecie wierzyć. Trzeba wierzyć, że własne działania w tej fabule są właściwe. A my sami na Ziemi jesteśmy dość skomplikowani, by narracje tworzyć, a jednocześnie nasz świat jest na tyle nieskomplikowany, że możemy go rozumieć na tyle, by kreślić w nim jakieś sensowne narracje. Jak bowiem wierzyć w narrację w świecie, który jest tak bardzo skomplikowany, że nie można przewidzieć, co się wydarzy za sekundę? Nie da się. Tam się tylko losowo dryfuje.
Zatem Absolut wybrał do utworzenia świat, który znajduje się w zonie sensu, a także się w tym świecie umieścił siebie w ograniczonej formie.
Ale jaki akurat świat konkretnie z tej strefy i dlaczego taki a nie inny wybrał Absolut?
Absolut ma nieograniczone zasoby i może wszystko, zatem z jego perspektywy nieważne jest, czy świat z zony sensu będzie mniej lub bardziej skomplikowany. On da radę opanować każdy świat. Cena jest nieważna. Ważne jedynie, żeby ten świat się mieścił w zonie sensu.
Jak konkretnie zatem Absolut wybrał świat do utworzenia z przedziału zony sensu, skoro nie obchodzi go, jaki ten świat stamtąd konkretnie miałby być?
Pewnie losował. Przypadek wybrał.
Tyle że tu pojawia się bardzo ciekawa kwestia. Skoro w zonie sensu najwięcej możliwych światów jest na "południu obrazka" (czyli w miejscu bardzo bliskim do strefy światów manekinów, bo im bardziej na południe, tym skokowo coraz więcej możliwych światów), to zapewne losowanie zadecydowało, że do utworzenia przez Absolut został wybrany świat dość skomplikowany, ale jeszcze ledwo mieszczący się w zonie sensu (świat przy granicy ze strefą "manekinów"). Na obrazku ten świat przedstawia symbolicznie fioletowa gwiazdka. Stąd też postulowany przeze mnie Świat Zamku jest aż tak mocno skomplikowany w swych prawach. Istoty tam, ledwo bo ledwo, ale jeszcze dają radę się rozeznać w prawidłach tego świata i tworzyć narracje, w które wierzą. Ojciec wierzy, że dla dobra ogółu musi wygrać wojnę z Szatanem, a Szatan wierzy, że dla dobra ogółu musi wygrać wojnę z Ojcem. Po pokonaniu Szatana Ojciec będzie wierzył, że tworzenie harmonijnej, dobrej, szczęśliwej, bezpiecznej społeczności będzie miało zawsze sens. Absolut ograniczony w osobę Ojca wierzy zatem w zasadność/moralność swych działań.
A co z naszym światem? Nasz świat jest zaskakująco prosty w swych prawach fizycznych. W końcu wzory fizyczne mogłyby być o wiele bardziej skomplikowane niż jakieś prościutkie F=m*a. Dlaczego tak jest? Nasz świat znajduje się w zonie sensu, ale bardzo blisko "planet Małego Księcia". Dlaczego tak jest? Ojciec, który nas stworzył, nie jest wszechpotężny. Nie ma nieograniczonych zasobów. W związku z tym, tworząc nasz świat, był ograniczony i musiał w jakiś sposób być oszczędny (by swoje zasoby pożytkować też na inne cele), a jednocześnie nie mógł stworzyć świata zbyt prostego, bo zbyt prosty świat nie spełniałby celów, które przyświecały stworzeniu naszego świata. Musimy w końcu wierzyć w jakąś narrację/fabułę świata, by nas oceniać pod kątem moralnym. Ojciec nie mógł też, rzecz jasna, stworzyć nam świata co najmniej tak skomplikowanego jak świat zamkowy, bo "nikt nie może przenieść na kogoś więcej praw (też fizycznych), niż sam posiada".
Stąd też miejsce skomplikowania naszego świata pokazuje na zapostowanym przeze mnie obrazku zielona gwiazdka.
Wiara w jakąś narrację o świecie, która sprawia, że czujemy sens naszych dążeń, była ciekawie wspomniana w utworze "Notatki z Podziemia" Dostojewskiego. Tam główny bohater (sabotujący samego siebie, sobie na złość, mężczyzna (pewnie skrajny ENFJ)) stwierdza, że nie chce być zamknięty w "kryształowym kurniku", by być jak worek do napełniania szczęściem. O co chodziło Dostojewskiemu? Czy Dostojewski jakoś genialnie nie przewidział tymi słowami wirtualnej rzeczywistości, która coraz bardziej nam następuje? Ciekawe. Jakby nie było, bohater Dostojewskiego nie chce bez żadnego poczucia sensu po prostu być szczęśliwcem "na wiecznym haju", Potrzeba narracji. Tak samo pisał Nozick na początku swojej książki "Anarchia, państwo, utopia", gdzie stwierdził, że nie chce po prostu bezsensownie być na wiecznym haju, więc jego marzenie o najlepszym państwie opiera się też na poczuciu sensu. My, ludzie, miewamy w sobie ten bunt przeciw pławieniu się w szczęściu bez narracji, dzięki której wierzymy, że nasze starania mają sens. Sens był też jednym z najważniejszych motywów filozofii Alberta Camusa.
PS
Odpowiem Ci, Ergo, później. Za dużo pisania na razie. Starość, nie radość.
Rysunek piękny nie jest, ale ma mi pomóc w tłumaczeniu mej idei.
![[Obrazek: c8d0b3e3fd896.png]](https://zapodaj.net/images/c8d0b3e3fd896.png)
W obrazku chodzi o to, że im bardziej na "południe", tym więcej potencjalnych światów jest możliwych. Gwiazdki symbolicznie pokazują możliwe światy. Oczywiście ich konkretna liczba na rysunku ważna nie jest. Liczy się zamysł, że ta liczba coraz bardziej gwałtownie rośnie, im dalej "idzie sie" w pola coraz większego skomplikowania.
Pierwsza sfera to światy najprostsze. "Planety Małego Księcia". Taka symboliczna nazwa. W utworze "Mały Książę" istnieją bowiem planety, które są niezwykle proste. Same w sobie sensu nie mają. Nabierają sensu dopiero jako część większego świata, bo służą jako lekcje dla Małego Księcia. W tej sferze światy są zbyt proste, by wytworzyć istoty na tyle skomplikowane, by czuły sens swych działań. Mogą tam żyć choćby krowy, które wiecznie jedzą i jedzą i jedzą bezmyślnie trawę. Muuu.
Druga strefa to "zona sensu". W tej strefie możliwe są narracje, które są na tyle rozumiane przez zamieszkujące je istoty, że istoty te wierzą w sens swych działań. W zonie sensu jest choćby świat wykreowany w dziełach Tolkiena. W nim bohaterowie w końcu czują sensowność swych działań. Ludzie walczący z Mordorem na polu bitwy wierzą, że ich ofiara jest dobra i właściwa, bo chcą np. żeby małe hobbity mogły się bawić w spokojnych lasach, zamiast być martwe w wykarczowanym świecie wszechmordoru. W zonie sensu jest także nasz świat i postulowany przeze mnie Świat Zamku (który nazywam też w głowie nieraz jako Wenus-Jeden).
Trzecia strefa to miejsce, gdzie światy są zbyt skomplikowane, przez co potencjalnie zamieszkujące je istoty nie czują sensu swych działań. Na obrazku nazwałem tę strefę "planetami manekinów Brunona Schulza". Odwołuję się tu do jego "Traktatu o Manekinach", gdzie przedstawił istoty, które są szczęśliwe w jakieś prostej pozie. Schulz uznał, że zbytnie skomplikowanie istoty grozi nieszczęściem (pewnie dlatego, że sma cierpiał przez swoje wrażliwe skomplikowanie), więc dobrze byłoby być zamkniętym w jakimś jednym ciągłym, szczęśliwym geście. Ja jego logikę nieco koryguję i uznaję, że manekiny są istotami szczęśliwymi, ale nierozumiejącymi świata wokół, więc nieczującymi sensu swych działań/póz, bo nie wierzą w żadną narrację/fabułę świata, która ich pozę czyniłaby z ich perspektywy właściwą.
Kluczem jest tu zatem fabuła/narracja. Żeby czuć sens swych działań trzeba w jakąś narrację o świecie wierzyć. Trzeba wierzyć, że własne działania w tej fabule są właściwe. A my sami na Ziemi jesteśmy dość skomplikowani, by narracje tworzyć, a jednocześnie nasz świat jest na tyle nieskomplikowany, że możemy go rozumieć na tyle, by kreślić w nim jakieś sensowne narracje. Jak bowiem wierzyć w narrację w świecie, który jest tak bardzo skomplikowany, że nie można przewidzieć, co się wydarzy za sekundę? Nie da się. Tam się tylko losowo dryfuje.
Zatem Absolut wybrał do utworzenia świat, który znajduje się w zonie sensu, a także się w tym świecie umieścił siebie w ograniczonej formie.
Ale jaki akurat świat konkretnie z tej strefy i dlaczego taki a nie inny wybrał Absolut?
Absolut ma nieograniczone zasoby i może wszystko, zatem z jego perspektywy nieważne jest, czy świat z zony sensu będzie mniej lub bardziej skomplikowany. On da radę opanować każdy świat. Cena jest nieważna. Ważne jedynie, żeby ten świat się mieścił w zonie sensu.
Jak konkretnie zatem Absolut wybrał świat do utworzenia z przedziału zony sensu, skoro nie obchodzi go, jaki ten świat stamtąd konkretnie miałby być?
Pewnie losował. Przypadek wybrał.
Tyle że tu pojawia się bardzo ciekawa kwestia. Skoro w zonie sensu najwięcej możliwych światów jest na "południu obrazka" (czyli w miejscu bardzo bliskim do strefy światów manekinów, bo im bardziej na południe, tym skokowo coraz więcej możliwych światów), to zapewne losowanie zadecydowało, że do utworzenia przez Absolut został wybrany świat dość skomplikowany, ale jeszcze ledwo mieszczący się w zonie sensu (świat przy granicy ze strefą "manekinów"). Na obrazku ten świat przedstawia symbolicznie fioletowa gwiazdka. Stąd też postulowany przeze mnie Świat Zamku jest aż tak mocno skomplikowany w swych prawach. Istoty tam, ledwo bo ledwo, ale jeszcze dają radę się rozeznać w prawidłach tego świata i tworzyć narracje, w które wierzą. Ojciec wierzy, że dla dobra ogółu musi wygrać wojnę z Szatanem, a Szatan wierzy, że dla dobra ogółu musi wygrać wojnę z Ojcem. Po pokonaniu Szatana Ojciec będzie wierzył, że tworzenie harmonijnej, dobrej, szczęśliwej, bezpiecznej społeczności będzie miało zawsze sens. Absolut ograniczony w osobę Ojca wierzy zatem w zasadność/moralność swych działań.
A co z naszym światem? Nasz świat jest zaskakująco prosty w swych prawach fizycznych. W końcu wzory fizyczne mogłyby być o wiele bardziej skomplikowane niż jakieś prościutkie F=m*a. Dlaczego tak jest? Nasz świat znajduje się w zonie sensu, ale bardzo blisko "planet Małego Księcia". Dlaczego tak jest? Ojciec, który nas stworzył, nie jest wszechpotężny. Nie ma nieograniczonych zasobów. W związku z tym, tworząc nasz świat, był ograniczony i musiał w jakiś sposób być oszczędny (by swoje zasoby pożytkować też na inne cele), a jednocześnie nie mógł stworzyć świata zbyt prostego, bo zbyt prosty świat nie spełniałby celów, które przyświecały stworzeniu naszego świata. Musimy w końcu wierzyć w jakąś narrację/fabułę świata, by nas oceniać pod kątem moralnym. Ojciec nie mógł też, rzecz jasna, stworzyć nam świata co najmniej tak skomplikowanego jak świat zamkowy, bo "nikt nie może przenieść na kogoś więcej praw (też fizycznych), niż sam posiada".
Stąd też miejsce skomplikowania naszego świata pokazuje na zapostowanym przeze mnie obrazku zielona gwiazdka.
Wiara w jakąś narrację o świecie, która sprawia, że czujemy sens naszych dążeń, była ciekawie wspomniana w utworze "Notatki z Podziemia" Dostojewskiego. Tam główny bohater (sabotujący samego siebie, sobie na złość, mężczyzna (pewnie skrajny ENFJ)) stwierdza, że nie chce być zamknięty w "kryształowym kurniku", by być jak worek do napełniania szczęściem. O co chodziło Dostojewskiemu? Czy Dostojewski jakoś genialnie nie przewidział tymi słowami wirtualnej rzeczywistości, która coraz bardziej nam następuje? Ciekawe. Jakby nie było, bohater Dostojewskiego nie chce bez żadnego poczucia sensu po prostu być szczęśliwcem "na wiecznym haju", Potrzeba narracji. Tak samo pisał Nozick na początku swojej książki "Anarchia, państwo, utopia", gdzie stwierdził, że nie chce po prostu bezsensownie być na wiecznym haju, więc jego marzenie o najlepszym państwie opiera się też na poczuciu sensu. My, ludzie, miewamy w sobie ten bunt przeciw pławieniu się w szczęściu bez narracji, dzięki której wierzymy, że nasze starania mają sens. Sens był też jednym z najważniejszych motywów filozofii Alberta Camusa.
PS
Odpowiem Ci, Ergo, później. Za dużo pisania na razie. Starość, nie radość.
