qwertyuiop
piszesz, że Absolut stworzył światy od najmniej skomplikowanych do bardzo skomplikowanych gdzie panuje chaos i nikt nie wie kim jest i do czego zmierza nawet Bóg. Tak przynajmniej zrozumiałam. Świat prosty, fajny przykład z tą krową, która musi jeść trawę by żyć i dawać mleko a jak jest głodna to ryczy. W innych światach potrzeba narracji a w tym fioletowym jest już zamęt bo są różne narracje i cele czy sensy. Zastanawiam się czy w takim chaosie ktoś będzie szczęśliwy i czy nie jest potrzebny sens sensów który to wszystko scali i będzie stabilny bo jednak dużo sensów które się kończą i zaczynają nowe może powodować i tak na koniec jeden wielki brak sensu. Zmiany zachodzą ale jaki jest ich cel?
W korporacji np. wyznacza się zawsze cel główny tj. strategię i potem wszystkie mniejsze cele są podporządkowane temu jednemu bo korporacja jest zakładana już w jakimś celu czyli cel jest pierwszy, np. żeby zarobić kasę albo jeszcze mieć władzę.
Wg religii katolickiej Bóg jako miłość miał cel obdarować nią innych. Gdyby się tak zastanowić co jest celem człowieka to każdy powie, że szczęście a co je zapewni to każdy powie że spełniona miłość. Do tego momentu wszyscy rozumują tak samo i odtąd zaczyna się inne rozumienie czym jest miłość.
Chociaż dla większości będzie to taka miłość jak z hymnu Pawła, która nie narzuca się, ale zawsze jest pod ręka i zapobiega cierpieniu bo sama się poświęca, czyli uprzedzająca i nie wymagająca wzajemności bynajmniej nie tak od razu.
Podstawowy problem to ten, że jest deficyt takiej miłości. Każdy by chciał być obiektem ale wystawiać się jako pierwszy z zaufaniem nikt się nie spieszy.
Niby dlaczego Jezus zrobił taką karierę na świecie bo dokładnie wpasował się w potrzebę ludzką bycia kochanym i bycia obiektem czyjegoś poświęcenia, a jak trzeba to i cierpienia.
Tak więc byłby ewentualnie jakiś sens i cel wyższy obejmujący wszystkie byty. Tylko zagłębianie się w szczegóły zaczyna wszystko psuć. Bo, a czy nam się to nie znudzi, a tak będzie przez wieki i co dalej, a trzeba odwzajemniać miłość i starać się zanosić nieustanne hymny do Boga w dowód wdzięczności czy nawet to o czym piszesz czyli bycie na nieustannym haju miłości czy to w ogóle możliwe i czy daje szczęście.
To tak jak z pięknymi historiami czy bajkami. Jest akcja piękna księżniczka i wieśniak pokonuje smoka i bierze za żonę królewską córkę. Jest wesele, wielka uczta, a potem żyli długo i szczęśliwie. Na tym należałoby zakończyć bez wnikania w szczegóły bo gdy zapytamy a jak dalej żyli, kto im gotował obiady co robili całe dnie i czy się nie kłócili i nie nudzili a co jak się zestarzeli. Jeśli zaczniemy wnikać w szczegóły czar pryśnie kończy się akcja zaczyna się codzienne rutynowe życie.
piszesz, że Absolut stworzył światy od najmniej skomplikowanych do bardzo skomplikowanych gdzie panuje chaos i nikt nie wie kim jest i do czego zmierza nawet Bóg. Tak przynajmniej zrozumiałam. Świat prosty, fajny przykład z tą krową, która musi jeść trawę by żyć i dawać mleko a jak jest głodna to ryczy. W innych światach potrzeba narracji a w tym fioletowym jest już zamęt bo są różne narracje i cele czy sensy. Zastanawiam się czy w takim chaosie ktoś będzie szczęśliwy i czy nie jest potrzebny sens sensów który to wszystko scali i będzie stabilny bo jednak dużo sensów które się kończą i zaczynają nowe może powodować i tak na koniec jeden wielki brak sensu. Zmiany zachodzą ale jaki jest ich cel?
W korporacji np. wyznacza się zawsze cel główny tj. strategię i potem wszystkie mniejsze cele są podporządkowane temu jednemu bo korporacja jest zakładana już w jakimś celu czyli cel jest pierwszy, np. żeby zarobić kasę albo jeszcze mieć władzę.
Wg religii katolickiej Bóg jako miłość miał cel obdarować nią innych. Gdyby się tak zastanowić co jest celem człowieka to każdy powie, że szczęście a co je zapewni to każdy powie że spełniona miłość. Do tego momentu wszyscy rozumują tak samo i odtąd zaczyna się inne rozumienie czym jest miłość.
Chociaż dla większości będzie to taka miłość jak z hymnu Pawła, która nie narzuca się, ale zawsze jest pod ręka i zapobiega cierpieniu bo sama się poświęca, czyli uprzedzająca i nie wymagająca wzajemności bynajmniej nie tak od razu.
Podstawowy problem to ten, że jest deficyt takiej miłości. Każdy by chciał być obiektem ale wystawiać się jako pierwszy z zaufaniem nikt się nie spieszy.
Niby dlaczego Jezus zrobił taką karierę na świecie bo dokładnie wpasował się w potrzebę ludzką bycia kochanym i bycia obiektem czyjegoś poświęcenia, a jak trzeba to i cierpienia.
Tak więc byłby ewentualnie jakiś sens i cel wyższy obejmujący wszystkie byty. Tylko zagłębianie się w szczegóły zaczyna wszystko psuć. Bo, a czy nam się to nie znudzi, a tak będzie przez wieki i co dalej, a trzeba odwzajemniać miłość i starać się zanosić nieustanne hymny do Boga w dowód wdzięczności czy nawet to o czym piszesz czyli bycie na nieustannym haju miłości czy to w ogóle możliwe i czy daje szczęście.
To tak jak z pięknymi historiami czy bajkami. Jest akcja piękna księżniczka i wieśniak pokonuje smoka i bierze za żonę królewską córkę. Jest wesele, wielka uczta, a potem żyli długo i szczęśliwie. Na tym należałoby zakończyć bez wnikania w szczegóły bo gdy zapytamy a jak dalej żyli, kto im gotował obiady co robili całe dnie i czy się nie kłócili i nie nudzili a co jak się zestarzeli. Jeśli zaczniemy wnikać w szczegóły czar pryśnie kończy się akcja zaczyna się codzienne rutynowe życie.

