08.05.2024, 19:20
Coś mnie naszło teraz. Spiszę, żeby mi nie uleciało.
Widzę po sobie i po niektórych ludziach wokół, że wzniosła dusza ma mocną potrzebę kochania i równie mocną potrzebę odczuwania miłości bijącej od innej duszy. Taką duszę aż wykręca z cierpienia, jeżeli miłości w życiu nie czuje. Bez tego jest słaba. To staje się obsesją. I teraz pytanie: dlaczego tak jest?
Mam tu pewien pomysł.
Cierpienie i słabość motywują, by, mimo wszystko, dalej próbować budować relacje z innymi, bo któż chce cierpieć i być słabym? Nikt. Zwłaszcza, jeżeli bez spełnienia tej potrzeby trudno się skupić na innych aktywnościach. A jeżeli wzniosła dusza potrzebuje dobrej relacji z inną wzniosłą duszą, to zmniejsza się prawdopodobieństwo, że ta samotna dusza: uzna, że należy odrzucić świat i że zechce być ona jedyną duszą na świecie. Coś mi świta, że ta potrzeba kochania i bycia kochaną jest kodowana w duszach, by minimalizować ryzyko pójścia "ścieżką Szatana" (chodzi mi o spisany w tym wątku przeze mnie rysopis Szatana).
Potencjalne społeczeństwo istot, które to istoty potrzebują najlepszych relacji z innymi, jest lepsze niż społeczeństwo istot autarkicznych, bo istota autarkiczna może uznać, że najbardziej właściwe i moralne byłoby bycie jedyną istotą na świecie, a to prowadzi do zagrożenia wojenną czystką. Klucz jest zatem w "zewnętrzności". Kochanie siebie samego i abstrakty wystarczać nie powinny. Potrzeba ciągłego i konkretnego odczuwania miłości z konkretnymi istotami, które nie są nami samymi. Nie mogą też wystarczyć wspomnienia kochania i bycia kochaną, bo po zdobyciu i utrwaleniu takich wspomnień istota stałaby się autarkiczna. Z tego samego powodu nie mogą też wystarczyć wyobrażenia i dzieła sztuki. Żaden eskapizm tu nie pomoże. Nie ma substytutów. Wszystko po to, by nikt już nigdy nie chciał być sam. Nigdy więcej samotności.
Do tego, rzecz jasna, przemożna potrzeba najlepszych relacji pcha ku temu, by najlepsze relacje budować, a oczywistością jest, że najlepsza możliwa społeczność to taka, w której każdy z każdym ma idealne relacje. Truizm, wiem. Ale rzuca to ciekawe światło na potencjalne zaświaty, które powinny być właśnie taką społecznością powstałą po ziemskim przesiewie. Skądś ta przemożna potrzeba najlepszych relacji we wzniosłych duszach przecież jest. I tu właśnie widać jej kolejny cel. To nie ewolucja ciał odpowiada za tę potrzebę, bo nie chodzi mi o interesowne odczucia, tylko o prawdziwe i najmocniejsze uczucia, przez które człowiek się bezinteresownie poświęca.
Widzę po sobie i po niektórych ludziach wokół, że wzniosła dusza ma mocną potrzebę kochania i równie mocną potrzebę odczuwania miłości bijącej od innej duszy. Taką duszę aż wykręca z cierpienia, jeżeli miłości w życiu nie czuje. Bez tego jest słaba. To staje się obsesją. I teraz pytanie: dlaczego tak jest?
Mam tu pewien pomysł.
Cierpienie i słabość motywują, by, mimo wszystko, dalej próbować budować relacje z innymi, bo któż chce cierpieć i być słabym? Nikt. Zwłaszcza, jeżeli bez spełnienia tej potrzeby trudno się skupić na innych aktywnościach. A jeżeli wzniosła dusza potrzebuje dobrej relacji z inną wzniosłą duszą, to zmniejsza się prawdopodobieństwo, że ta samotna dusza: uzna, że należy odrzucić świat i że zechce być ona jedyną duszą na świecie. Coś mi świta, że ta potrzeba kochania i bycia kochaną jest kodowana w duszach, by minimalizować ryzyko pójścia "ścieżką Szatana" (chodzi mi o spisany w tym wątku przeze mnie rysopis Szatana).
Potencjalne społeczeństwo istot, które to istoty potrzebują najlepszych relacji z innymi, jest lepsze niż społeczeństwo istot autarkicznych, bo istota autarkiczna może uznać, że najbardziej właściwe i moralne byłoby bycie jedyną istotą na świecie, a to prowadzi do zagrożenia wojenną czystką. Klucz jest zatem w "zewnętrzności". Kochanie siebie samego i abstrakty wystarczać nie powinny. Potrzeba ciągłego i konkretnego odczuwania miłości z konkretnymi istotami, które nie są nami samymi. Nie mogą też wystarczyć wspomnienia kochania i bycia kochaną, bo po zdobyciu i utrwaleniu takich wspomnień istota stałaby się autarkiczna. Z tego samego powodu nie mogą też wystarczyć wyobrażenia i dzieła sztuki. Żaden eskapizm tu nie pomoże. Nie ma substytutów. Wszystko po to, by nikt już nigdy nie chciał być sam. Nigdy więcej samotności.
Do tego, rzecz jasna, przemożna potrzeba najlepszych relacji pcha ku temu, by najlepsze relacje budować, a oczywistością jest, że najlepsza możliwa społeczność to taka, w której każdy z każdym ma idealne relacje. Truizm, wiem. Ale rzuca to ciekawe światło na potencjalne zaświaty, które powinny być właśnie taką społecznością powstałą po ziemskim przesiewie. Skądś ta przemożna potrzeba najlepszych relacji we wzniosłych duszach przecież jest. I tu właśnie widać jej kolejny cel. To nie ewolucja ciał odpowiada za tę potrzebę, bo nie chodzi mi o interesowne odczucia, tylko o prawdziwe i najmocniejsze uczucia, przez które człowiek się bezinteresownie poświęca.
