12.05.2024, 23:55
Kolektyw nie ma duszy. Tak samo jak duszy nie ma mrowisko. Tworząc społeczeństwo altruistyczne, nie traci się duszy. Skąd taka śmiertelna obawa?
Uczucia... Miłość to dla mnie perspektywa wszechorganiająca, czyli odbieranie świata nie poprzez "ja", tylko poprzez "my". Kochając, dba się o dobro kochanego jak o dobro swoje. To wcale nie jest kwestia ewolucji. Ewolucja pcha tylko do dbania o swój "samolubny gen" w ciele swym i w ciałach krewniaków. Ja osobiście mam wyrąbane na pokrewieństwo ciał. Dobro członka mej rodziny nie obchodzi mnie bardziej niż dobro kogoś spoza mej rodziny. I wiem, że moja rodzina mnie nie kocha, bo ich stosunek do mnie to kwestia pokrewieństwa ciał i przywiązania się. Gdyby moja dusza miała amnezję i inkarnowała się gdzieś w Chinach, to moi rodzice mieliby na mnie wyrąbane jak tylko mieć można. Wniosek: dbają o moje ciało, a nie o mnie. Tej ewolucyjnej, krewniackiej płycizny nie można nazywać "miłością", bo to upokarza miłość.
Uczucia... Miłość to dla mnie perspektywa wszechorganiająca, czyli odbieranie świata nie poprzez "ja", tylko poprzez "my". Kochając, dba się o dobro kochanego jak o dobro swoje. To wcale nie jest kwestia ewolucji. Ewolucja pcha tylko do dbania o swój "samolubny gen" w ciele swym i w ciałach krewniaków. Ja osobiście mam wyrąbane na pokrewieństwo ciał. Dobro członka mej rodziny nie obchodzi mnie bardziej niż dobro kogoś spoza mej rodziny. I wiem, że moja rodzina mnie nie kocha, bo ich stosunek do mnie to kwestia pokrewieństwa ciał i przywiązania się. Gdyby moja dusza miała amnezję i inkarnowała się gdzieś w Chinach, to moi rodzice mieliby na mnie wyrąbane jak tylko mieć można. Wniosek: dbają o moje ciało, a nie o mnie. Tej ewolucyjnej, krewniackiej płycizny nie można nazywać "miłością", bo to upokarza miłość.
