Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
[oddzielony] Antykoncepcja i inne obyczaje
#61
bert04 napisał(a): Ozyrysie, jeszcze nie słyszałem, żeby jakaś kobieta była (potencjalnie) płodna przez dłużej parę dni pod rząd. Nikomu nie jest potrzebna kilkuletnia abstynencja (choć i takie przypadki bywały), wystarczy wiedzieć, kiedy są te dni. No i wytrzymać, oczywiście, bo to czasem trudniejsze, niż samo wyliczenie. Myślałem, że to wiedza na poziomie szkolnym, ale albo te przedmioty nie były przerabiane, albo dziewczyny łykające pigułki i tak nie zwracają uwagę.
Niezupełnie. Plemniki żyją w drogach rodnych do pięciu dni, a komórka jajowa jakieś dwa dni. Więc czas potencjalnej płodności to mniej więcej jedna czwarta miesiąca. Do tego nie można na sto procent powiedzieć, kiedy dojdzie do owulacji, zanim do niej dojdzie, więc stosunkowo (nomen omen) bezpieczna jest tylko ostatnia faza cyklu. Ta, w której wielu kobietom nic się nie chce.
bert04 napisał(a): W czasach, jak na prezerwatywy wydawano 0,00 złotych, a innych środków antykoncepcyjnych nie było, bo ich jeszcze nie wymyślono, też rzadko która rodzina przebijała 10 potomstwa. Powodów może być wiele, ale jednym z nich jest, że "ludowy kalendarzyk" istniał już zawsze jako wiedza przekazywana z matki na córkę i po jakimś czasie córka już wiedziała, kiedy chłopa dopuścić, a kiedy mu urządzić awanturę i wałkiem potraktować. To też powód, dla którego wiele dzieci rodziło się przed menopauzą, wtedy kobiecy kalendarz się rozstraja i kobiece metody wypróbowane przez lata zawodzą.
Jesteś pewien? Z tego, co ja wiem, wiedziano, że brak miesiączki oznacza ciążę, ale wiedza na temat cyklu miesiączkowego upowszechniła się raczej dość niedawno. Do niektórych nie dotarła do dziś. Czytałam kiedyś w wywiadzie z ginem, że niektórzy mężczyźni uważają, że kobieta może sterować płodnością i decydować, czy danego dnia zajdzie w ciążę. A do tego dawniej nie znano pojęcia gwałtu małżeńskiego i była dużo mniejsza akceptacja dla odmawiania mężowi.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#62
Iselin napisał(a): Niezupełnie. Plemniki żyją w drogach rodnych do pięciu dni, a komórka jajowa jakieś dwa dni. Więc czas potencjalnej płodności to mniej więcej jedna czwarta miesiąca. Do tego nie można na sto procent powiedzieć, kiedy dojdzie do owulacji, zanim do niej dojdzie, więc stosunkowo (nomen omen) bezpieczna jest tylko ostatnia faza cyklu. Ta, w której wielu kobietom nic się nie chce.

Znam NPR z teorii i praktyki, więc te liczby też znam, bo sam je liczyłem. No i nie zapominajmy, że a) ewentualna nieregularność cyklu powoduje, że okresy "potencjalnie płodne" się rozrastają ponad te teoretyczne 7 dni oraz że b) przez część okresu kobieta ma "okres", a wtedy też, ten teges, nie za bardzo. Więc owszem, w praktyce to nie jest jedna czwarta kiedy nie wolno a trzy czwarte kiedy wolno. Ale raczej po połłowie, podzielone na fazę "przed" z dreszczykiem emocji i fazę "po", kiedy już można strzelać jak do płota.

Cytat:Czytałam kiedyś w wywiadzie z ginem, że niektórzy mężczyźni uważają,

Och borze, tu nie chodzi o ignorancję mężczyzn ale o wiedzę kobiet. I nie, nie mam pewności, że ta wiedza na 100% była przekazywana. Ale z różnych źródeł na temtat rodzin przedwojennych, może częściowio anegtdptycznych, wiem, że była grupa dzieci "po ślubnych", potem przerwa a potem jedno dziecko przed menopauzą. Wtedy, kiedy okres kobiecy się rozregulowuje. Nie jest to twardy dowód, ale silna poszlaka, że kobiety potrafiły wyliczyć, kiedy chłopa dopuścić można, a kiedy nie. I dopiero jak im się rachunki psuły, to jeszcze beniaminka na dodatek miały.

I nie, nie wiem, na ile to była jakaś stara wiedza przekazywana przez znachorki (nie te od Antka i Rozalki) a na ile wczesny rozwój medycyny. Mam informacje, że w XIX wieku metody kalendarzowe były coraz bardziej popularne. A konkretnie w 1853r. Kościół Katolicki zdecyował, że okresowe wstrzymywanie się od współżycia w celach nie-płodzenia jest wporzo. Jeżeli to było w tym roku to metody musiały być popularyzowane odpowiednio wcześniej. Nie wiem, czy dla Ciebie to "dawno" czy "niedawno", ale to będzie około 170 lat wstecz.

https://cmri.org/articles-on-the-traditi...-planning/
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#63
bert04 napisał(a): Ale z różnych źródeł na temtat rodzin przedwojennych, może częściowio anegtdptycznych, wiem, że była grupa dzieci "po ślubnych", potem przerwa a potem jedno dziecko przed menopauzą. Wtedy, kiedy okres kobiecy się rozregulowuje. Nie jest to twardy dowód, ale silna poszlaka, że kobiety potrafiły wyliczyć, kiedy chłopa dopuścić można, a kiedy nie. I dopiero jak im się rachunki psuły, to jeszcze beniaminka na dodatek miały.
Możliwe, chociaż dotychczas kontrolowanie liczby dzieci kojarzyło mi się raczej z latami powojennymi. Wtedy sporo ludzi z miasta ograniczało się do dwójki dzieci, ale to już był czas większej oferty antykoncepcji, a w latach 50 zalegalizowano aborcję.

bert04 napisał(a): I nie, nie wiem, na ile to była jakaś stara wiedza przekazywana przez znachorki (nie te od Antka i Rozalki) a na ile wczesny rozwój medycyny. Mam informacje, że w XIX wieku metody kalendarzowe były coraz bardziej popularne. A konkretnie w 1853r. Kościół Katolicki zdecyował, że okresowe wstrzymywanie się od współżycia w celach nie-płodzenia jest wporzo. Jeżeli to było w tym roku to metody musiały być popularyzowane odpowiednio wcześniej. Nie wiem, czy dla Ciebie to "dawno" czy "niedawno", ale to będzie około 170 lat wstecz.
Umiarkowanie dawno Oczko Może jakąś ogólną wiedzę przekazywały i znachorki. Może nawet niektóre kobiety żyjące bliżej natury potrafiły lepiej rozpoznawać, kiedy mają owulację. Ale bardziej szczegółowa wiedza o życiu plemników to raczej dzieło medycyny.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#64
Iselin napisał(a):
bert04 napisał(a):Ale z różnych źródeł na temtat rodzin przedwojennych, może częściowio anegtdptycznych, wiem, że była grupa dzieci "po ślubnych", potem przerwa a potem jedno dziecko przed menopauzą. Wtedy, kiedy okres kobiecy się rozregulowuje. Nie jest to twardy dowód, ale silna poszlaka, że kobiety potrafiły wyliczyć, kiedy chłopa dopuścić można, a kiedy nie. I dopiero jak im się rachunki psuły, to jeszcze beniaminka na dodatek miały.
Możliwe, chociaż dotychczas kontrolowanie liczby dzieci kojarzyło mi się raczej z latami powojennymi. Wtedy sporo ludzi z miasta ograniczało się do dwójki dzieci, ale to już był czas większej oferty antykoncepcji, a w latach 50 zalegalizowano aborcję.

bert04 napisał(a):I nie, nie wiem, na ile to była jakaś stara wiedza przekazywana przez znachorki (nie te od Antka i Rozalki) a na ile wczesny rozwój medycyny. Mam informacje, że w XIX wieku metody kalendarzowe były coraz bardziej popularne. A konkretnie w 1853r. Kościół Katolicki zdecyował, że okresowe wstrzymywanie się od współżycia w celach nie-płodzenia jest wporzo. Jeżeli to było w tym roku to metody musiały być popularyzowane odpowiednio wcześniej. Nie wiem, czy dla Ciebie to "dawno" czy "niedawno", ale to będzie około 170 lat wstecz.
Umiarkowanie dawno Oczko Może jakąś ogólną wiedzę przekazywały i znachorki. Może nawet niektóre kobiety żyjące bliżej natury potrafiły lepiej rozpoznawać, kiedy mają owulację. Ale bardziej szczegółowa wiedza o życiu plemników to raczej dzieło medycyny.


Co do prawodawstwa w PRL i jego realizacji to prawa jest bardziej złożona.

https://opinie.wp.pl/w-1956-roku-w-polsc...829356673a
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości