Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Status społeczny
#41
Co to są te suburubia?? Nieśmiały
„W okopach nie ma ateistów” – to nie jest argument przeciwko ateizmowi; to argument przeciwko okopom…...
Autor: James Morrow
Odpowiedz
#42
geranium napisał(a): Co to są te suburubia?? Nieśmiały
Google się zepsuło? To tam gdzie chłopcy ze sklepu zoologicznego z psami biegają — przedmieścia. Ech, teraz się ode mnie ta piosenka nie odczepi.
If a glyphward fails, you can blame it on the will of the Almighty. If your father fails, then it’s his fault.

— Brandon Sanderson
Odpowiedz
#43
zefciu napisał(a):
geranium napisał(a): Co to są te suburubia?? Nieśmiały
Google się zepsuło? To tam gdzie chłopcy ze sklepu zoologicznego z psami biegają — przedmieścia. Ech, teraz się ode mnie ta piosenka nie odczepi.
Wyluzuj - to jest forum publiczne, a nie teleturniej 1 z 10 w którym pada pytanie "co to jest ..." - i założę się, że niewielu uczestników odpowiedziałoby poprawnie.

P.S. -1

geranium napisał(a): Tak. W związku  z tym komunikacja publiczna padła i mamy tzw wykluczenie komunikacyjne.
I jestem tego ofiarą - już nie chodzi o to, że nie mam prawa jazdy i nie chcę mieć, tak samo jak nienawidzę telefonów komórkowych do których użycia zmusza mnie państwo i banki - po prostu kochałem i uwielbiałem jeździć autobusami międzymiastowymi o każdej porze roku, o każdej porze dnia...

A za wprowadzenie i dopuszczanie do transportu publicznego tzw. "busów", czyli "ciasnych puszek" do wożenia "zasobów ludzkich" powinna być kara więzienia, najlepiej dożywotniego.

Ale za to, że to upadło odpowiada sam naród, który zechciał sam się wozić, bo zyskał niby większy "status społeczny", a teraz się jeszcze domaga, by wszędzie pod każdy sklep, każdą szkołę, każdą instytucję podjechać swoim osobistym wozidłem pod same drzwi, wozidłem coraz większym, tym większym im większe ego... - i przez 99% czasu tym wielkim wozidłem wieźć powietrze...

Gdy jadąc po zakupy rowerem mijam ogromny korek osobówek wiozących jednego kierowcę i powietrze w którego środku stoi niemal pusty autobus komunikacji publicznej, to skręca mnie śmiech, szyderczy i niesamowicie smutny jednocześnie...
by Rowerex®
Odpowiedz
#44
Twój nick jest już odpowiedzią. Mój syn też jeździ tylko rowerem.

Można mieć bardzo drogi rower i wypasione ubranko??
„W okopach nie ma ateistów” – to nie jest argument przeciwko ateizmowi; to argument przeciwko okopom…...
Autor: James Morrow
Odpowiedz
#45
geranium napisał(a): Twój nick jest już  odpowiedzią. Mój  syn też  jeździ  tylko rowerem.
Mój nick i awatar są celowo sprzeczne - znak B9 (zakaz ruchu rowerów) staje się wizytówką polskich miejscowości, dla mnie głupota jakich mało, mająca opłakane skutki, ale dlaczego, to nie temat na ten wątek.

Cytat:Można  mieć bardzo drogi rower i  wypasione ubranko??
Trochę odjadę od tematu, ale wrócę - czyli: rower do celów sportowych oraz moje prywatne doświadczenia i spostrzeżenia, może tendencyjne trochę, może nie. Otóż z rowerami sportowymi jest tak samo jak w motoryzacji - do ok. 2002 roku warto było mieć drogi rower na wysokiej klasy komponentach, zwłaszcza najwyższe grupy komponentów były nie do zarżnięcia. Potem komponenty stawały się coraz tańsze, aby być bardziej dostępne "dla mas", tyle że z rosnącą zawartością materiałów w rodzaju "badziewium" i "gównolitu", a potem jeszcze doszła obowiązkowa "obróbka unieszachetniająca"...

Dlatego warto teraz kupić (zakładam rower szosowy lub tzw. grawelowy) na aliexpress chińską ramę z widelcem, chiński osprzęt do zmiany biegów (alternatywny wobec światowych producentów, ale już bardzo dopracowany), chiński napęd. Kierownicę już w Polsce, dowolną wybraną pod siebie, koła składane w Polsce na dostępnych w Polsce komponentach. Teraz "markowe rowery", to już przerost kosztów nad treścią, a ostatnio ceny rowerów poszybowały w niebiosa, do tego wchodząca powszechnie (a raczej wciskana na siłę) elektryfikacjo-elektronizacja zmian biegów zamiast zwykłej i prostej mechaniki...

A rower do celów komunikacyjnych i zakupowych? Najprostszy i najłatwiejszy do naprawy - biegów najwyżej 3 (chyba, że miejscowość słynie z pagórków), zmiana biegów w piaście (hmmm, tylko te cholerne manetki obrotowe, w zimie nie do przekręcenia zmarzniętą ręką), dynamo w piaście, oświetlenie w standardzie, bagażnik z przodu i z tyłu (zbytnie przeładowanie przodu zaburza stabilność, przeładowanie tyłu też, ale trochę mniej)...

Odzież sportowa? Spodenki z tzw. "pampersem", jeżeli ktoś takie używa, to nie żałować środków, ale nie na markowe, tylko na polskich producentów szyjących w Polsce, oferujących gratisowe przeróbki, poprawki, dopasowania do pojedynczego klienta w szerokim zakresie - niektórzy przyślą gratis spodenki testowe na spróbowanie tylko po to, by móc sprawdzić, czy będą OK i by coś dopasować, zwykle rozmiar i pozycję "pampersa", co by nie wylądował na plecach, zamiast na siodełku (to często przypadłość spodenek znanych producentów, bo szyją wg jednego szablonu, natomiast dopiero kolarzom zawodowym oferują przeróbki, a właściwie dopasowują z założenia odzież do każdego kolarza). Reszta odzieży najtańsza, byle praktyczna.

Jeżeli ktoś używa pedałów zatrzaskowych, to jednak dobrej klasy buty i pedały, bo buty tanie zaczną się zwyczajnie rozłazić po jednym roku, ale i drogie buty niektórych znanych marek też się rozłażą...

Żeby nie było totalne pozatemacie to zawracam - niektórzy podkreślają swój "wysoki status społeczny" drogim (w zasadzie wyczynowym) rowerem i drogimi ciuchami rowerowymi... Ja na początku przygody z amatorską sportowo-wytrzymałościową jazdą rowerem (ale żadnego ścigania się z innymi, tylko z sobą) ukułem sobie taką zasadę, że "klasa sportowa roweru powinna odzwierciedlać klasę sportową rowerzysty", a jeżeli jest rozjazd, bo klasa rowerzysty jest zbyt słaba, to niech się rowerzysta przynajmniej stara, niech przekuje to na inną zasadę, że "klasa sportowa mojego roweru odzwierciedla klasę moich starań, by przekraczać własne granice", więc to czego brakuje do klasy roweru w kondycji należy "skompensować" poziomem starań, bo ktoś może być słabszy, ale gdy męczy się, zamęcza, przesadza, czasem wręcz katuje, wraca do domu jak ja to nazywam "na bateriach słonecznych", na drugi dzień nie może chodzić, bo mięśnie i ścięgna bolą jak diabli, ale tego samego dnia marzy by to powtórzyć choćby za chwilę, to już owa "kompensacja" jest, nawet bardziej niż wystarczająca... Bo to nie jest jazda wyczynowymi rowerami na towarzyskie przejażdżki parę razy w roku bez kropli potu i tylko gdy jest ciepło, nie wieje, nie jest pod górkę, a tylko dla lansu i pokreślenia "poziomu statusu" ceną roweru i odzieży...
by Rowerex®
Odpowiedz
#46
Bardzo fajne i wygodne są batawusy. Nie wiem czy posiadanie takowego to szpan i podkreślanie statusu społecznego ale wiem że po prostu jeździ się tym bardzo komfortowo.
---
Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie. Większości ludzi taki śmiech sprawia ból.

Nietzsche
Odpowiedz
#47
Sofeicz napisał(a): No co ty porównujesz.
Żaden z tych krajów nie doznał takich Trzech Plag Egipskich, jak Polska.
No może Hiszpania i Grecja po jednej.
No i chuj z tego. Te kraje na serio odjechały nam nie zaraz po wojnie, kiedy plagi mogły grać roę, tylko gdzieś w latach 70-tych. Model nakazowo rozdzielczy.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
#48
Tu bardzo ciekawy materiał na temat gospodarki.
Pytanie jest natomiast takie:

Jak poziom gospodarki kraju przeklada się na status spoleczny konkretnego obywatela.


http://tradycjegospodarcze.pl/tekst/161



Nie ulega wątpliwości, że II Rzeczypospolita była krajem dość słabo rozwiniętym gospodarczo. Ludwik Landau zakwalifikował Polskę do kategorii państw „częściowo objętych gospodarką kapitalistyczną”, z dominacją rolnictwa. W tej samej grupie znalazła się większość państw Europy Środkowej i Wschodniej oraz takie kraje jak Hiszpania, Portugalia i Grecja. Oszacowana przez L. Landaua wartość produkcji rolniczej, górniczej i przemysłowej Polski w 1929 r. wynosiła 19 mld zł, co stanowiło 1,32% produkcji światowej. Gdyby uwzględnić wartość na jednego mieszkańca, to wynosiła ona 640 zł (w tym produkcja rolnicza stanowiła 68%). W przypadku Hiszpanii produkcja ogółem była szacowana na 17 mld zł, tj. 89% produkcji Polski, natomiast w ujęciu na mieszkańca 750 zł (produkcja rolnicza 55%), Portugalii zaś odpowiednio: 3 mld zł i 460 zł (produkcja rolnicza 52%), a krajów bałkańskich 12 mld zł i 450 zł (81%). W przypadku najlepiej rozwiniętych krajów europejskich wartość produkcji wynosiła: Niemcy 1760 zł, Francja 1830 zł, Anglia 1760 zł. O wiele mniejsze dysproporcje występowały w przypadku państw określonych przez L. Landaua jako „kraje o przejściowej strukturze”, takie jak Włochy czy Japonia, bowiem wartość ich produkcji na mieszkańca wynosiła odpowiednio: 880 zł i 550 zł[26].

Jeszcze korzystniejsze dla gospodarki polskiej szacunki przedstawił A. Maddison (tabela 4). Według nich w 1938 r., gdyby przyjąć PKB per capita Polski za 100, to Hiszpania osiągnęła poziom 82, Portugalia 80,1, Grecja 122,7 i Irlandia 139,9[27]. W tym też roku PKB Polski na głowę mieszkańca stanowiło 49,6% przeciętnej wielkości państw Europy Zachodniej. Paradoksalnie najkorzystniejsze relacje dla gospodarki polskiej odnotowujemy w 1950 r. (wynikało to głównie z przyłączenia po wojnie relatywnie uprzemysłowionych tzw. Ziem Odzyskanych
„W okopach nie ma ateistów” – to nie jest argument przeciwko ateizmowi; to argument przeciwko okopom…...
Autor: James Morrow
Odpowiedz
#49
lumberjack napisał(a): Bardzo fajne i wygodne są batawusy. Nie wiem czy posiadanie takowego to szpan i podkreślanie statusu społecznego ale wiem że po prostu jeździ się tym bardzo komfortowo.

----------Tea3k by Rowerex, czyli sztuka społeczna p.t. ŁAAAŁŁŁ!-------------

Miejscowość Gdzieś w powiecie Nigdzie - Młoda Kobieta (MK), raczej z nizin społecznych, wychodzi ze sklepu z zakupami i widzi Tłumek Ciekawskich (TC) otaczających jej miejski rower, który od lat używa - ot taki sobie zwykły rower kupiony w zwykłym sklepie z rowerami - z trudem przeciska się przez TC, ładuje zakupy do koszyka i słyszy takie głosy:

TC: No popatrz, to ty masz taki rowerek jak Gosia Rozenek! Fajowy, no super, ale czad... Też chcę taki mieć, ile to cudo kosztuje, I ten kolorek. Wygodny? Jak się tym jeździ? Kurcze, ale zazdroszczę!  ŁAAAŁŁŁ! (...)
MK: (w myślach, ale i uśmiechem) Eee, hmmm, ale o co im w ogóle chodzi?

Tymczasem status społeczny Młodej Kobiety po opuszczeniu galaktyki Drogi Mlecznej przyspieszając skierował się ku galaktyce Andromedy...

------------------------------- THE END -------------------------------

https://www.pomponik.pl/plotki/news-mlod...Id,5914569

Oczko
by Rowerex®
Odpowiedz
#50
geranium:

Cytat:Jak poziom gospodarki kraju przeklada się na status spoleczny konkretnego obywatela.
Ja wiem tyle, że za trzydzieści lat dogonimy Niemcy i będziemy w tym miejscu w którym oni są teraz.
Rozsadziło mi antenę.
Odpowiedz
#51
Nie dogonimy bo oni będą gdzie indziej niż obecnie Oczko
---
Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie. Większości ludzi taki śmiech sprawia ból.

Nietzsche
Odpowiedz
#52
lumberjack napisał(a):
Rodica napisał(a): Dla coraz młodszych pokoleń uczciwa praca staje się hańbą, sporo nastolatków marzy o łatwej  pracy w internecie i kasy płynącej strumieniami.

Tak. Większość nastolatków w różnych ankietach podaje, że najlepiej byłoby zostać youtuberem. Smutne to.

E tam smutne. Znak czasów. Każdy za dzieciaka chciał robić coś fajnego za fajny hajs, tyle, że za naszych czasów trzeba było więcej wysiłku w wybranych zawodach. Nic dziwnego, że marzyło się o byciu piłkarzem, aktorem, gwiazdą rocka czy coś. Teraz odpowiednikiem tychże jest tiktoker/jutuber. Większy hajs za mniejszy wysiłek.


Cytat:
Rodica napisał(a): Jak będzie wygladał świat, kiedy ludzie masowo zaczną przestawiać się na łatwe zawody?

Wiesz, to byłoby dobre dla trudnych zawodów. Stałyby się lepiej płatne. Gdyby było mniej glazurników to mógłbym więcej kasy wołać za łazienki.


E tam, w pewnym momencie ludzie rzucili by się na jakieś odpowiedniki glazury, żeby za ten sam hajs zrobić więcej. Ewentualnie jakiś system amatorskiego kładzenia ceramiki by się udało wprowadzić. Identycznie jak z parkietami czy panelami.

Cytat:Najłatwiej być synem/córką polityka, "pracować" w zarządzie spółki skarbu państwa. Można być też matką polityka. Matka Obajtka, zwykła szwaczka, nagle zaczęła operować kwotami rzędu 200k złotych.

To nie zawód tylko pokłosie korupcji.

Rowerex napisał(a):I jestem tego ofiarą - już nie chodzi o to, że nie mam prawa jazdy i nie chcę mieć, tak samo jak nienawidzę telefonów komórkowych do których użycia zmusza mnie państwo i banki - po prostu kochałem i uwielbiałem jeździć autobusami międzymiastowymi o każdej porze roku, o każdej porze dnia...

A za wprowadzenie i dopuszczanie do transportu publicznego tzw. "busów", czyli "ciasnych puszek" do wożenia "zasobów ludzkich" powinna być kara więzienia, najlepiej dożywotniego.

Ale za to, że to upadło odpowiada sam naród, który zechciał sam się wozić, bo zyskał niby większy "status społeczny", a teraz się jeszcze domaga, by wszędzie pod każdy sklep, każdą szkołę, każdą instytucję podjechać swoim osobistym wozidłem pod same drzwi, wozidłem coraz większym, tym większym im większe ego... - i przez 99% czasu tym wielkim wozidłem wieźć powietrze...

Gdy jadąc po zakupy rowerem mijam ogromny korek osobówek wiozących jednego kierowcę i powietrze w którego środku stoi niemal pusty autobus komunikacji publicznej, to skręca mnie śmiech, szyderczy i niesamowicie smutny jednocześnie...

Weźże nie piernicz. W moich okolicach Zamość stracił status miasta samorządowego, gdzie jeździło się załatwiać sprawy wszelakie i robić zakupy w związku z czym padła flota pks a busom się nie opłacało jeździć. Co się stało? Ano wszystkie wsie po drodze zostały zmarginalizowane. Durne rozkłady jazdy do miasta powiatowego sprawiły, że cały dzień się traci jeżdżąc busami za pierdołami, które załatwia się w kilkadziesiąt minut. Auto staje się koniecznością, bo nie ma sieci wygodnego punktowego i taniego dowozu z pkt A do B.


lumberjack napisał(a): Bardzo fajne i wygodne są batawusy. Nie wiem czy posiadanie takowego to szpan i podkreślanie statusu społecznego ale wiem że po prostu jeździ się tym bardzo komfortowo.

Dobre czy nie, zima i jesień oraz kondycja ludzi starszych oraz odległości z prowincji do miejsc załatwiania spraw wykluczają batawusy. Swoją drogą nasuwa się myśl, że takie powiaty to nikomu niepotrzebne gówna rozdrabniające samorządowość. Rozumiem, że to zabezpieczenie przed znaną z komuny "rękarękomyjnością" gdzie w jednym miejscu powstawał burdel dokumentacyjny, który dziwnym trafem dawał pole do popisu lokalnym kacykom uwłaszczającym się na wszystkim co się dało. Jednak gdyby istniała dwustopniowa skala zatwierdzeń tego co się ustala w gminach i ulokowana była na szczeblu wojewódzkim to i problem z dojazdem do powiatowych zadupi by się zmienił.

Inna sprawa, że nie widzę innych bodźców do rozwoju zadupi w Polsce niż przymuszanie do rotacji miejscowych populacji za papierami. W końcu u nas turystyka lokalna prawie nie istnieje, centra biznesowe są skupione w dużych ośrodkach, usługi przechodzą do netu a przemysł na uboczu nie ma przewag wobec przemysłu w centrach, może poza kosztami najmu.
Sebastian Flak
Odpowiedz
#53
Gawain napisał(a): Durne rozkłady
lajf is brutal

Cytat:Auto staje się koniecznością
Do zapisania w Konstytucji RP (obowiązek) + aplikacja e-Obywatel (też obowiązek) + smartfon i PESEL jako nr telefonu (z oczywistych względów obowiązek) + obroża z owym nr PESEL (chyba wiadomo, że obowiązek) zintegrowana z ciałem i sprzężona ze zdalnie sterowanym zaworem w aorcie (tak profilaktycznie)...

P.S. Taki humor, czarny, jak czarna dziura, poniekąd...
by Rowerex®
Odpowiedz
#54
Gawain napisał(a): Weźże nie piernicz. W moich okolicach Zamość stracił status miasta samorządowego, gdzie jeździło się załatwiać sprawy wszelakie i robić zakupy w związku z czym padła flota pks a busom się nie opłacało jeździć. Co się stało? Ano wszystkie wsie po drodze zostały zmarginalizowane. Durne rozkłady jazdy do miasta powiatowego sprawiły, że cały dzień się traci jeżdżąc busami za pierdołami, które załatwia się w kilkadziesiąt minut. Auto staje się koniecznością, bo nie ma sieci wygodnego punktowego i taniego dowozu z pkt A do B.
Właśnie tak. Kiedy byłam mała i jeździłam na wakacje do dziadków pod Zamościem, wycieczka autobusem do Zamościa była bardzo prostym przedsięwzięciem. Kilka lat temu byłam u cioci i pociąg przyjechał kilka minut po odjeździe autobusu. Następny za trzy godziny, oprócz taksówki niczym się nie dojedzie. Zresztą nawet w dobrze skomunikowanej Wielkopolsce sporo jest wsi, dla których najbliższa komunikacja to pociąg odjeżdżający ze stacji kilka lub kilkanaście kilometrów dalej.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
#55
Kościół kościołem. Niech sobie biskupi radzą. A kazdy ksiądz może stac sie lokalnym Jezusem.

Ocena statusow w moijej okolicy

https://www.eska.pl/olsztyn/najbiedniejs...-S7EN.html

A tu najlepsze gminy.

https://www.eska.pl/olsztyn/w-tych-gmina...-iUcC.html

Rodica napisał(a): geranium:

Cytat:Jak poziom gospodarki kraju przeklada się na status spoleczny konkretnego obywatela.
Ja wiem tyle, że za trzydzieści lat dogonimy Niemcy i będziemy w tym miejscu w którym oni są teraz.
Nie chodzi o doganianie. Chodzi o stworzenie  swojego modelu sukcesu.
„W okopach nie ma ateistów” – to nie jest argument przeciwko ateizmowi; to argument przeciwko okopom…...
Autor: James Morrow
Odpowiedz
#56
Iselin napisał(a): Właśnie tak. Kiedy byłam mała i jeździłam na wakacje do dziadków pod Zamościem, wycieczka autobusem do Zamościa była bardzo prostym przedsięwzięciem. Kilka lat temu byłam u cioci i pociąg przyjechał kilka minut po odjeździe autobusu. Następny za trzy godziny, oprócz taksówki niczym się nie dojedzie. Zresztą nawet w dobrze skomunikowanej Wielkopolsce sporo jest wsi, dla których najbliższa komunikacja to pociąg odjeżdżający ze stacji kilka lub kilkanaście kilometrów dalej.

Ludzie z większych miast nie zdają sobie sprawy ze skali wykluczenia komunikacyjnego mniejszych miejscowości. Strzelałbym, że ponad połowa powierzchni terytorialnej Polski jest w sytuacji takiej, że albo masz swoje auto albo nigdzie nie dojedziesz bo nie jeździ nic, ewentualnie masz jeden autobus rano a drugi wieczorem. Oczywiście jak ma się rodzinę, dzieci to jedno auto to za mało.

PIS chciał tu coś zrobić, przeznaczył nawet jakąś kasę na dofinansowanie transportu na zadupiach, ale kasa rozeszła się bez większego efektu po krewnych i znajomych królika.

Ogólnie tak przyszło mi do głowy, że dużo mówi się o problemach demograficznych a problem małych miejscowości, który jest równie istotny praktycznie nie istnieje. Można mieszkać 15 km od większego miasta a i tak być w tzw Polsce B. Nikt jakoś nie chce dostrzec, że model rozwoju oparty na teorii skapywania (większe miasta się rozwijają i bogactwo się rozlewa na te mniejsze ) nie działa. Zamiast tego mamy model wyssania - duże miejscowości wysysają kapitał, inwestycje i zasoby ludzkie z tych małych. Kiedyś był pomysł aby rozproszyć administrację centralną po całej Polsce - tak aby główne urzędy nie były tylko w największych miastach - miało to przenieść część w miarę dobrych miejsc pracy oraz "soft power" administracyjne do miejscowości, które powoli wymierają. Z oczywistych względów nic z tego nie wyszło. A problem narasta.
Sam mieszkam w 100 tysięcznym mieście niedaleko Krakowa, z dużym ( (w teorii) potencjałem rozwoju. Co rano odjeżdża kilka pociągów zapełnionych ludźmi, którzy pracują w oddalonym o 100 km Krakowie. Dobrze płatne miejsca pracy tu nie powstają bo nie ma zasobów ludzkich. A zasobów ludzkich nie ma bo wszyscy lepiej wykwalifikowani uciekają do Krakowa. Błędne koło.

A w jeszcze mniejszych miejscowościach jest totalna bryndza. Albo Januszexy albo Żabka i Biedronka. To wszystkie możliwości "kariery"

Opozycja nie ma pomysłu jak przelicytować socjalne rozdawnictwo PIS a klucz do wygranej na zadupiach ma leżący na stole. Nie każda siedziba główna Spółki Skarbu Państwa, czy też urząd centralny musi być w Warszawie. Warszawa sobie poradzi. Byłe miasta wojewódzkie - nie.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz
#57
DziadBorowy napisał(a): PIS chciał tu coś zrobić, przeznaczył nawet jakąś kasę na dofinansowanie transportu na zadupiach, ale kasa rozeszła się bez większego efektu po krewnych i znajomych królika.
Nie rozeszła się - program dofinansowania trwa dalej, wydać to można tylko na konkretny cel, więc nie może się rozejść na coś innego - ale można to zmarnować przez zrobienie wszystkiego dla czystej propagandy i na odwal się, czyli coś jeździ, ale nie wtedy co trzeba, więc jeździ puste, ale w folderach reklamowych aktualnie rządzącej w samorządzie ekipy jest - to jak z przechwalaniem się kilometrami tzw. "ścieżek rowerowych", nie bacząc na fakt, że takie pojęcie w prawie nie występuje i że to coś czym się samorząd chwali jest torem przeszkód prowadzącym donikąd...

Są miejsca, gdzie dofinansowanie do transportu publicznego wykorzystano właściwie, a raczej optymalnie, i tam coś się na lepsze zmieniło...

A z innej beczki, ciekawe co by było, gdyby litr paliwa kosztował 25zł.
by Rowerex®
Odpowiedz
#58
DziadBorowy napisał(a): Nikt jakoś nie chce dostrzec, że model rozwoju oparty na teorii skapywania (większe miasta się rozwijają i bogactwo się rozlewa na te mniejsze ) nie działa. Zamiast tego mamy model wyssania - duże miejscowości wysysają kapitał, inwestycje i zasoby ludzkie z tych małych.  Kiedyś był pomysł aby rozproszyć administrację centralną po całej Polsce - tak aby główne urzędy nie były tylko w największych miastach - miało to przenieść część w miarę dobrych miejsc pracy oraz "soft power" administracyjne do miejscowości, które powoli wymierają. Z oczywistych względów nic z tego nie wyszło. A problem narasta.
Sam mieszkam w 100 tysięcznym mieście niedaleko Krakowa, z dużym ( (w teorii)  potencjałem rozwoju. Co rano odjeżdża kilka pociągów zapełnionych ludźmi, którzy pracują w oddalonym o 100 km Krakowie.  Dobrze płatne miejsca pracy tu nie powstają bo nie ma zasobów ludzkich. A zasobów ludzkich nie ma bo wszyscy lepiej wykwalifikowani uciekają do Krakowa. Błędne koło.

No i co z tego?
Jaką masz inną, lepszą koncepcję?
Przecież aglutynizacja jest jak najbardziej naturalnym trendem społeczno-gospodarczym..
Chociaż pośrednio dzięki pandemii sporo osób zaczęło pracować zdalnie, co jest jakimś trendem przeciwnym i szansą dla mniejszych ośrodków.

Cytat:A w jeszcze mniejszych miejscowościach jest totalna bryndza. Albo Januszexy albo Żabka i Biedronka. To wszystkie możliwości "kariery"

Trudno, żeby w każdym przysiółku był uniwersytet i muzeum sztuki.
Tak mniej więcej wygląda prowincja na całym świecie.

[Obrazek: Ghost-Towns-in-California_featured_stock.jpg]
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#59
Iselin napisał(a):
Gawain napisał(a): Weźże nie piernicz. W moich okolicach Zamość stracił status miasta samorządowego, gdzie jeździło się załatwiać sprawy wszelakie i robić zakupy w związku z czym padła flota pks a busom się nie opłacało jeździć. Co się stało? Ano wszystkie wsie po drodze zostały zmarginalizowane. Durne rozkłady jazdy do miasta powiatowego sprawiły, że cały dzień się traci jeżdżąc busami za pierdołami, które załatwia się w kilkadziesiąt minut. Auto staje się koniecznością, bo nie ma sieci wygodnego punktowego i taniego dowozu z pkt A do B.
Właśnie tak. Kiedy byłam mała i jeździłam na wakacje do dziadków pod Zamościem, wycieczka autobusem do Zamościa była bardzo prostym przedsięwzięciem. Kilka lat temu byłam u cioci i pociąg przyjechał kilka minut po odjeździe autobusu. Następny za trzy godziny, oprócz taksówki niczym się nie dojedzie. Zresztą nawet w dobrze skomunikowanej Wielkopolsce sporo jest wsi, dla których najbliższa komunikacja to pociąg odjeżdżający ze stacji kilka lub kilkanaście kilometrów dalej.

Co powoduje w konsekwencji, że polskie wsie to skanseny motoryzacyjne. W końcu nikt nie kupi nowego auta w biednym regionie żeby jeździć po wertepach. I mamy błędne koło. Niedoinwestowane infrastrukturalnie regiony stają się jeszcze mniej atrakcyjne dla przewoźników grupowych, bo każdy ma transport. Czekam na uberyzację autonomicznego transportu tj. flotę taksówek bez kierowców.

DziadBorowy napisał(a):
Iselin napisał(a): Właśnie tak. Kiedy byłam mała i jeździłam na wakacje do dziadków pod Zamościem, wycieczka autobusem do Zamościa była bardzo prostym przedsięwzięciem. Kilka lat temu byłam u cioci i pociąg przyjechał kilka minut po odjeździe autobusu. Następny za trzy godziny, oprócz taksówki niczym się nie dojedzie. Zresztą nawet w dobrze skomunikowanej Wielkopolsce sporo jest wsi, dla których najbliższa komunikacja to pociąg odjeżdżający ze stacji kilka lub kilkanaście kilometrów dalej.

Ludzie z większych miast nie zdają sobie sprawy ze skali wykluczenia komunikacyjnego mniejszych miejscowości. Strzelałbym, że ponad połowa powierzchni terytorialnej Polski jest w sytuacji takiej, że albo masz swoje auto albo nigdzie nie dojedziesz  bo nie jeździ nic, ewentualnie  masz jeden autobus rano a drugi wieczorem. Oczywiście jak ma się rodzinę, dzieci to jedno auto to za mało.

PIS chciał tu coś zrobić, przeznaczył nawet jakąś kasę na dofinansowanie transportu na zadupiach, ale kasa rozeszła się bez większego efektu po krewnych i znajomych królika.

Powiem szczerze, że nawet nie o to chodzi. Po prostu w tej chwili jest już za późno na "zabusowywanie" tras, w których zostawieni sami sobie ludzie sobie poradzili i nakupili gruzów. Co z tego, że bus lata po zadupiach jak jeździ pusty, bo wszyscy mają auta. Dzieci nie ma, starsi ludzie i tak są wożeni przez rodziny i korzystają z busów jedynie ludzie w kryzysie.


Cytat:Ogólnie tak przyszło mi do głowy, że dużo mówi się  o problemach demograficznych a problem małych miejscowości, który jest równie istotny praktycznie nie istnieje. Można mieszkać 15 km od większego miasta a i tak być w tzw Polsce B. Nikt jakoś nie chce dostrzec, że model rozwoju oparty na teorii skapywania (większe miasta się rozwijają i bogactwo się rozlewa na te mniejsze ) nie działa.

A jak ma działać jak taki model de facto nie istnieje i został wyhodowany jako chochoł do bicia?

https://pl.wikipedia.org/wiki/Teoria_skapywania

Cytat:Teoria skapywania (ang. Trickle-down theory) lub ekonomia skapywania (ang. Trickle-down economics) – populistyczny termin na określenie polityki gospodarczej przychylnej najbogatszym lub uprzywilejowanym. Pojęcie to nie jest definiowane naukowo w ekonomii, używane jest przez krytyków gospodarki leseferystycznej, szczególnie postulatów ekonomii podaży, zgodnie z którymi redukcja rządowych regulacji finansowych, np. zmniejszenie stopy opodatkowania, prowadzi do powszechnego dobrobytu, gdyż dobra osób zamożnych są niejako redystrybuowane (skapują) w kierunku reszty społeczeństwa przez inwestycje i zwiększanie zatrudnienia.

Sformułowanie pojawiło się po raz pierwszy podczas kampanii prezydenckiej w 1932 roku[1].


Cytat: Zamiast tego mamy model wyssania - duże miejscowości wysysają kapitał, inwestycje i zasoby ludzkie z tych małych.  Kiedyś był pomysł aby rozproszyć administrację centralną po całej Polsce - tak aby główne urzędy nie były tylko w największych miastach - miało to przenieść część w miarę dobrych miejsc pracy oraz "soft power" administracyjne do miejscowości, które powoli wymierają. Z oczywistych względów nic z tego nie wyszło. A problem narasta.
Sam mieszkam w 100 tysięcznym mieście niedaleko Krakowa, z dużym ( (w teorii)  potencjałem rozwoju. Co rano odjeżdża kilka pociągów zapełnionych ludźmi, którzy pracują w oddalonym o 100 km Krakowie.  Dobrze płatne miejsca pracy tu nie powstają bo nie ma zasobów ludzkich. A zasobów ludzkich nie ma bo wszyscy lepiej wykwalifikowani uciekają do Krakowa. Błędne koło.

No a jak ma rywalizować gorszy rynek z lepszym? Tutaj trzeba by powstania jakiejś lokalnej sieci zależności i promocji lokalnych wyrobów. Inaczej zawsze będzie bryndza. Silne lokalne rynki dadzą powód miejscowym do zatrzymania się.

Cytat:A w jeszcze mniejszych miejscowościach jest totalna bryndza. Albo Januszexy albo Żabka i Biedronka. To wszystkie możliwości "kariery".

Nie tylko. Ludzie spieprzają z zadupi a emigranci nie wystarczają do uzupełniania luk. Więc płace są lepsze niż w miastach średnich, bo nie ma komu robić. Tam też potrzeba mechaników, doktorów, farmaceutów, księgowych i notariuszy.

Cytat:Opozycja nie ma pomysłu  jak przelicytować socjalne rozdawnictwo PIS a klucz do wygranej na zadupiach ma leżący na stole. Nie każda siedziba główna Spółki Skarbu Państwa, czy też urząd centralny musi być w Warszawie. Warszawa sobie poradzi. Byłe miasta wojewódzkie - nie.

Ano prawda, tyle tylko, że w dobie cyfryzacji to też niewiele pomoże. Ludzie w swoich regionach muszą mieć z czego żyć. I nie przychodzi mi do głowy nic poza rozwijaniem rynku wewnetrznego poprzez eksport jakich lokalnych wyrobów tak jak jest to we Francji, Włoszech czy Austrii. Już uwolnienie możliwości produkcji alkoholi czy jakichś modnych receptur zakonnych/staropolskich/ludowo-szamańskich sporej części ludzi z Polski B a i to nie tylko, pozwoliłoby na życie z tego co wytworzą i już nie musieliby emigrować za pracą. Jeżeli coś jest dobre to ma zbyt wszędzie, ot kwestia promocji.

Sofeicz napisał(a):
DziadBorowy napisał(a): Nikt jakoś nie chce dostrzec, że model rozwoju oparty na teorii skapywania (większe miasta się rozwijają i bogactwo się rozlewa na te mniejsze ) nie działa. Zamiast tego mamy model wyssania - duże miejscowości wysysają kapitał, inwestycje i zasoby ludzkie z tych małych.  Kiedyś był pomysł aby rozproszyć administrację centralną po całej Polsce - tak aby główne urzędy nie były tylko w największych miastach - miało to przenieść część w miarę dobrych miejsc pracy oraz "soft power" administracyjne do miejscowości, które powoli wymierają. Z oczywistych względów nic z tego nie wyszło. A problem narasta.
Sam mieszkam w 100 tysięcznym mieście niedaleko Krakowa, z dużym ( (w teorii)  potencjałem rozwoju. Co rano odjeżdża kilka pociągów zapełnionych ludźmi, którzy pracują w oddalonym o 100 km Krakowie.  Dobrze płatne miejsca pracy tu nie powstają bo nie ma zasobów ludzkich. A zasobów ludzkich nie ma bo wszyscy lepiej wykwalifikowani uciekają do Krakowa. Błędne koło.

No i co z tego?
Jaką masz inną, lepszą koncepcję?
Przecież aglutynizacja jest jak najbardziej naturalnym trendem społeczno-gospodarczym..
Chociaż pośrednio dzięki pandemii sporo osób zaczęło pracować zdalnie, co jest jakimś trendem przeciwnym i szansą dla mniejszych ośrodków.

To szansa głównie dla wsi nie będących sypialniami miast. Ale nie oszukujmy się dopóki nie powstaną tanie i w pełni autonomiczne domy to będzie tylko pewien trend dla najlepeij zarabiających.

Cytat:A w jeszcze mniejszych miejscowościach jest totalna bryndza. Albo Januszexy albo Żabka i Biedronka. To wszystkie możliwości "kariery"


Cytat:Trudno, żeby w każdym przysiółku był uniwersytet i muzeum sztuki.
Tak mniej więcej wygląda prowincja na całym świecie.

Ale nie o tym jest mowa. Nikt nie oczekuje centrów kultury w ośrodkach małych i mniejszych. Przecież wystarczy szlak turystyczny tropem lokalnej sztuki oraz miejsce dla Zielonej Szkoły czy kempingu. I już zadupie ma potencjał x razy wyższy przy niewielkim nakładzie własnym. Potrzeba systemowych rozwiązań dających masę wyjść z sytuacji.
Sebastian Flak
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości