To forum używa ciasteczek.
To forum używa ciasteczek do przechowywania informacji o Twoim zalogowaniu jeśli jesteś zarejestrowanym użytkownikiem, albo o ostatniej wizycie jeśli nie jesteś. Ciasteczka są małymi plikami tekstowymi przechowywanymi na Twoim komputerze; ciasteczka ustawiane przez to forum mogą być wykorzystywane wyłącznie przez nie i nie stanowią zagrożenia bezpieczeństwa. Ciasteczka na tym forum śledzą również przeczytane przez Ciebie tematy i kiedy ostatnio je odwiedzałeś/odwiedzałaś. Proszę, potwierdź czy chcesz pozwolić na przechowywanie ciasteczek.

Niezależnie od Twojego wyboru, na Twoim komputerze zostanie ustawione ciasteczko aby nie wyświetlać Ci ponownie tego pytania. Będziesz mógł/mogła zmienić swój wybór w dowolnym momencie używając linka w stopce strony.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Szacunek dla wiary
#1
Znalazłem taki tekst na internecie, który dobrze oddaje również mój pogląd na żądanie szacunku dla ich wierzeń. Autor Jeremy Brian Smith. Przepraszam za trochę tłumaczenie 
Jeśli krytykujesz religię, to od czasu do czasu ktoś powie ci z dezaprobatą, że możesz nie wierzyć w Boga, ale mógłbyś okazać nieco więcej szacunku tym ludziom, którzy wierzą. I może się okazać, że pomyślicie, że może mają rację. Nie zaszkodzi okazać trochę więcej szacunku. W końcu nikt nie lubi, gdy mówi się mu wprost, że jego religia jest stekiem urojonych bzdur i wielkim złem na świecie, że to, co nazywają wiarą, jest tylko strachem przebranym za cnotę, a ich przekonania są kaftanem bezpieczeństwa dla całej ludzkości. To z pewnością wytrąci z równowagi każdego. Więc tak, może mógłbym okazać trochę więcej szacunku.
Jedyną wadą tej sytuacji jest to, że właściwie nie czuję żadnego szacunku. Próbowałem. Naprawdę próbowałem i czuję się z tym po prostu okropnie, ale tego szacunku po prostu nie czuję. Przypuszczam, że mógłbym się okłamywać i udawać przez wzgląd na ludzkie uczucia, ponieważ wszyscy wiemy, jak delikatne i kruche potrafią być w dzisiejszych czasach. Tylko, że prawda jest taka, że tak naprawdę w ogóle nie dbam o religijne uczucia, nawet w najmniejszym stopniu. I oczywiście zdałem sobie sprawę, że powinno to ciążyć na moim sumieniu, ale na szczęście moje sumienie wie, kiedy jest zastraszane i manipulowane, więc nie obchodzi mnie to. Sumienie wie, że nie ma żadnego pieprzonego powodu, dla którego ktokolwiek na tej planecie miałby w jakikolwiek sposób szanować religię.
Rzeczywiście, opierając się wyłącznie na dowodach, których sama religia dostarcza w tak regularnej obfitości, istnieją wszelkie powody, aby aktywnie ją lekceważyć, aż do jawnej obrazy. I szczerze mówiąc, fakt, że religia jest tak mało obrażana w porównaniu z tym, na co naprawdę zasługuje, mogę przypisać tylko niewiarygodnej tolerancji, powściągliwości i zwykłym dobrym manierom ateistów i sekularystów na całym świecie.
 Jeśli więc jesteś osobą religijną i myślisz o żądaniu większego szacunku dla swoich przekonań, pamiętaj, że ty i twoja religia już teraz jesteście o wiele bardziej szanowani, niż kiedykolwiek na to zasługiwaliście.
 Wasza wiara to żart. Wasz Bóg to żart. On jest taki absurdalny. Jest kłopotliwy, nawet dla ludzi, którzy w niego nie wierzą. A on i ty wciąż macie to wszystko do udowodnienia. Jak dotąd nie przedstawiono żadnego dowodu i prawdopodobnie nie będzie, jak wszyscy dobrze wiemy. Obawiam się więc, że szacunek nie wchodzi w rachubę. Najlepsze, na co możesz liczyć, to rozbawione niedowierzanie, a to byłoby w dobry dzień.
 Ludzie mówią, cóż, możesz naprawdę zrozumieć wiarę tylko wtedy, gdy masz wiarę, co rozumiem jako sytuację, w której zawiesiłeś swoje zdolności krytyczne i zahipnotyzowałeś się, aby uwierzyć w masę faszystowskich bzdur o swojej wiecznej duszy. Wtedy zrozumiesz wiarę. Cóż, z pewnością mogę uwierzyć, że podstawa wiary jest jak stawianie się ponad wszelką wątpliwość, twierdząc, że ich wiara wykracza poza rozum. To właśnie to, co pociąga go do odpowiedzialności. Jakie to wygodne. Tak, wiara przewyższa rozum tak, jak przestępca przekracza prawo.
Słowo transcendentny jest bardzo popularne wśród religijnych naganiaczy, ponieważ nigdy nie muszą oni dokładnie wyjaśniać, co przez nie rozumieją, poza jakimś niejasnym, wyższym stanem zrozumienia. Głębsze niż zwykły rozum, który jest prymitywny i prostacki w porównaniu z subtelnościami i głębią wiary bez dowodów. Jeśli usłyszysz starszego duchownego, a usłyszysz, że używa słowa transcendentny, aby wyjaśnić nonsens, w który rzekomo wierzy, to wiesz dwie rzeczy. Po pierwsze nie wie o czym mówi. A po drugie, nie chce, żebyś wiedział, o czym mówi. Wiara w ogóle nie wykracza poza rozum. Wiara omija rozum. Ucieka od rozumu, ponieważ rozum zagraża jej przytulnej bańce złudzeń. Tak więc wiara dyskwalifikuje rozum w taki sam sposób, w jaki holenderski sąd karny dyskwalifikuje prawdę i świadków, i z tego samego powodu.
Jeśli jesteś wierzący, twoja wiara pozwala ci przyjąć zestaw przekonań, które nie mają absolutnie żadnego sensu, wiedząc, że nie będziesz mierzony tym, czy mają sens, ale poziomem pobożności, jaki okazujesz, wierząc. Innymi słowy, twoja gotowość do zaprzeczania rzeczywistości staje się miarą twojej cnoty.
Nic dziwnego, że religia jest tak popularna. Ale jaką cenę płacisz za tę cnotę. Zostałeś przekonany, że wiara w niemożliwe jest twoją jedyną nadzieją. Jak to się stało i że twoim celem jest oddawanie czci czemuś, co wykracza poza twoje zrozumienie, zdefiniowane i dostępne tylko przez samozwańczych pośredników? Twoje myśli, twoje słowa i twoja tożsamość nie są już wyłącznie twoją decyzją, ale podlegają aprobacie tych, którzy przejęli nad tobą władzę poprzez twoją wiarę. Ludzie, którzy powiedzieli ci, że urodziłeś się z czymś nie tak. Przyszedłeś w stanie grzechu. Nie mniej jest to stan, który może być wyleczony tylko przez całkowite poddanie się i posłuszeństwo tym ludziom - Niespodzianka, niespodzianka od momentu narodzin do chwili śmierci.
 A jeśli to wszystko nie do końca schlebia twojemu ego, to dlaczego miałoby tak być? Nie martw się, możemy nadać mu specjalną nazwę, aby poczuć się lepiej i przekonać Cię, że nadal masz trochę godności. Uznajmy wiarę za najwyższą, najszlachetniejszą i najgłębszą ze wszystkich cnót. I udawajmy, że to pochodzi z wnętrza, podczas gdy wszyscy wiemy, że nic w waszej religii nie może pochodzić z wnętrza, ponieważ to dałoby wam siłę i wolność.
Dwie rzeczy, których chce twoja religia, są tak daleko od ciebie, jak to tylko możliwe. Wiara jest uciskiem, jaki ma nad tobą duchowieństwo. To niewidzialna lina na szyi, która ciągnie cię wzdłuż drogi. Chcą, żebyś podróżował dla ich dobra, a nie dla swojego. To ślepy zaułek. To słowo, które pozwala ci wierzyć w to, w co kazano ci wierzyć, bez poczucia, że powiedziano ci, w co masz wierzyć. Ale masz i możesz przestać udawać, kiedy tylko chcesz. To nie jest cnota. To ostatnia rzecz, jaką jest. To abdykacja od rzeczywistości. To głupi akt autohipnozy. To policjant. To naiwność z aureolą, a chowanie się za nią jest jak udawanie inwalidy, więc tak naprawdę nie rozumiem dokładnie, co mam szanować. Wydaje mi się, że musiałbym być jakimś moralnym wygibasem, żeby szanować coś tak szkodliwego, coś, czego istnienie zależy od zamkniętego umysłu. I wyraźnie ciągnie ludzkość w złym kierunku, dając nam fałszywe wyobrażenia o nas samych i o naturze rzeczywistości. Czuję, że gdybym to uszanował, niepotrzebnie przyczyniłbym się do tej głupoty i ignorancji rasy ludzkiej. I to jest jedna rzecz, której nie chcę mieć na sumieniu: Bez urazy.
Jeremy Brian Smith
Odpowiedz
#2
Dziękuję za tłumaczenie. Wydaje mi się, że sprawa nie jest jednak aż tak prosta. Przede wszystkim dlatego, że wiara ludzi wierzących stanowi pewien kompleks idei. I ten kompleks idei zaczyna się od mitologii, wiedzie przez filozofię, idee społeczne, a kończy się na praktycznych, codziennych zasadach etycznych.

Okazywanie wrogości dla czyjejś wiary jest uderzeniem w cały ten kompleks. Tobie sie wydaje, że mówisz „hehehe, ale głupia ta idea z gadającym osłem”, a odbiorca słyszy „ktoś podważa podstawy mojej moralności i chce zniszczyć całą moją grupę”.

Dekonstrukcja wiary nie jest prostym działaniem, a bezpośrednie ataki na nią nie pomagają.
Tress byłaby doskonałą filozofką. W istocie, Tress odkryła już, że filozofia nie jest tak wartościowa, jak jej się wcześniej wydawało. Coś, co większości wielkich filozofów zajmuje przynajmniej trzy dekady.

— Brandon Sanderson
Odpowiedz
#3
Ja nie odbieram tego tekstu jako ataku na wierzących. Niemniej jednak zgadzam się z wieloma wyrażonymi tu poglądami. Jednym z nich jest ten, że wierzący i tak otrzymują więcej szacunku, niż na niego zasługują. Nie jest też oczywiście dobrze, jeśli zaprzeczenie rzeczywistości staje się miarą twojej cnoty.

A chyba najważniejszym – przynajmniej dla mnie – spostrzeżeniem tutaj jest to, że wierni poddają się bezkrytycznie ocenie pośredników, którzy decydują za nich, co jest dobre, a co złe.
Oczywiście chodzi tu o Kościół.

Dla mnie problem polega nie na wierze w Boga, tylko właśnie na Kościele. Bo Kościół, który w sposób dla mnie oczywisty nie jest przedstawicielem żadnego Boga (bo Bóg żadnego przedstawiciela nie potrzebuje), służy tylko niestety samemu sobie i swoim bardzo przyziemnym interesom.
Ten Kościół, wykorzystując tę wiarę, doprowadził w historii do wojen religijnych, palenia ludzi na stosach, hamowania postępu (dzisiaj nie byśmy nie rozmawiali tutaj, gdyby to zależało od Kościoła) i wszelkiego zła, które nie sposób w krótkim poście tutaj wymienić.

Gdyby jakakolwiek inna organizacja miała taką historię swoich "osiągnięć", już dawno byłaby zdelegalizowana, a jej działalność surowo zakazana. Niestety, ponieważ – jak trafnie zauważa przetłumaczony przeze mnie tekst – ludzie wyłączają swój rozum i krytyczne myślenie, a na dodatek zaczynają mierzyć cnotę w ten sposób, że jest tym wyższa, im bardziej zaprzecza zdrowemu rozsądkowi, logicznemu myśleniu i istniejącej rzeczywistości, to niestety Kościół nadal ma się bardzo dobrze i kwitnie.
Odpowiedz
#4
zefciu napisał(a): Dziękuję za tłumaczenie. Wydaje mi się, że sprawa nie jest jednak aż tak prosta. Przede wszystkim dlatego, że wiara ludzi wierzących stanowi pewien kompleks idei. I ten kompleks idei zaczyna się od mitologii, wiedzie przez filozofię, idee społeczne, a kończy się na praktycznych, codziennych zasadach etycznych.

Okazywanie wrogości dla czyjejś wiary jest uderzeniem w cały ten kompleks. Tobie sie wydaje, że mówisz „hehehe, ale głupia ta idea z gadającym osłem”, a odbiorca słyszy „ktoś podważa podstawy mojej moralności i chce zniszczyć całą moją grupę”.

Dekonstrukcja wiary nie jest prostym działaniem, a bezpośrednie ataki na nią nie pomagają.

To wszystko fajnie i dobrze, ale jako "dyżurny adwokat diabła" pozwolę sobie zwrócić uwagę na asymetrię dyskusji, jaki taka sytuacja wytwarza. Jeżeli założymy obligatoryjny szacunek dla wiary jako "podstawy moralności i identyfikacji grupowej", implikujemy pośrednio, że osoby bez wiary takich podstaw moralności i takiej identyfikacji grupowej nie mają. Jest to częściowo słuszne, gdyż sami ateiści wzbraniają się przeciw traktowaniu ich jako homogenicznej grupy, w której ateista X odpowiada za czyny ateisty Y. Tak, mam na myśli teksty typu "wszyscy ateiści są odpowiedzialni za zbrodnie komunizmu" i podobne, łagodniejsze wersje.

Problem zaczyna się wtedy, kiedy zamiast "ateiści nie mają ujednoliconej moralności i identyfikacji grupowej" pojawia się "ateiści nie mają podstaw moralności w ogóle, ateizm jako grupa nie istnieje". Prowadzi to do postawy, kiedy z jednej strony mamy obligatoryjny szacunek dla wiary, patrz wyżej, a z drugiej strony nie ma szacunku dla nie-wiary. Zgodnie z logiką, że szanować można coś, a nie można szanować nie-cosia. Czegoś, co nie istnieje. Lub którego istnienie jest nieuchwytne, opiera się wszelakim definicjom i grupowaniom.

Czy rozwiązaniem jest coś, co chyba proponuje autor wątku? Brak szacunku dla wiary? Wydaje mi się, że lepsze jest odwrotne postawienie sprawy, czyli szacunek dla człowieka, jednostki. Czyli to, co - chyba - ateiści oczekują jako podstawy dyskusji. Tak więc ateista w konfrontacji z osobą religijną nie musi defaultowo szanować jej wierzeń. Ale powinien wykazywać szacunek, jakiego oczekuje sam, wobec osoby. A to implikuje także szacunek dla poglądów tej osoby, tu konkretnie poglądów religijnych. To nie oznacza szacunku dla religii jako kompleksu wiązanego. Raczej będzie z tego wynikał pewien dekonstruktywizm religijny, w którym ateista może szanować stosunek do  życia, własności i prawdomówności niezależnie, czy wynikają z legalizmu czy z przykazań. W pewnym sensie byłoby to "pawłowe" traktowanie wiary przez ateistów: jak wiedzą wszyscy, św. Paweł poświęcał parę ciepłych słów tak poganom jak i żydom, traktując ich wierzenia w różnym stopniu jako przygotowanie chrześcijaństwa. Wiem, że to porównanie nie do końca opiera się teologicznej analizie, ale chyba wiadomo, o jaki szacunek mi chodzi, a o jaki nie. Ateista korzystający z wolnych niedziel może powtórzyć za ewangelią "nie człowiek jest dla szabasu ale szabas dla człowieka" bez niebezpieczeństwo bycia wziętym za chrześcijanina - tak przynajmniej uważam.



PS: Problem asymetrii jest oczywiście nie tylko w dyskusjach wiara vs. ateizm, pojawia się on też w dyskusjach interreligijnych. Ogólnie wszędzie, gdzie jedna strona przypisuje sobie wyższość nad drugą stroną. Chrześcijanie nad pogany. Wyznawcy religii X a "niewierni" religii Y. Członkowie konfesji, sekty lub nurtu "Prawdziwych X" w konfrontacji z członkami odbiegających od tego konfesji, sekt czy nurtów "łże X". Przy wszystkich podobieństwach, jest różnica do powyższej konstelacji. Religie mają pewne wspólne bazy i założenia, nawet te kontrastujące ze sobą. W przypadku dyskusji na polu wiara - ateizm takiej bazy brak. Bywał jeszcze we wczesnych formach ateizmów, który przybierał formy deistyczno-podobne, kulty istot wyższych, metafizyka konieczności historycznych i tego typu. Dziś podobne twory semi-religijne też pewnie istnieją, ale ich waga i powszechność jest mniejsza. A regułą jest, że sami ateiści uciekają od tego typu grupowych przyporządkowań. Redukując wspólne cechy do tej jednej, braku wiary. I tu leży pies pogrzebany.

Bezboznik napisał(a): Dla mnie problem polega nie na wierze w Boga, tylko właśnie na Kościele. Bo Kościół, który w sposób dla mnie oczywisty nie jest przedstawicielem żadnego Boga (bo Bóg żadnego przedstawiciela nie potrzebuje), służy tylko niestety samemu sobie i swoim bardzo przyziemnym interesom.

Przyczepię się do tego fragmentu, bo spotykam podobne teksty częściej. Więc coby się nie powtarzać, parę punktów do dalszych przemyśleń:

- religia i wiara są zawsze czynnością grupową, społeczną. Ludzie wierzący zawsze tworzyli jakieś wspólnoty, mniejsze lub większe, wytwarzali obiekty kultu, budynku kultu, rytuały kultu. Oddzielanie Boga od Kościoła to dosyć nowoczesny wynalazek. A moja obserwacja pokazuje, że "pozakościelna wiara" to tylko faza przejściowa do nie-wiary. "Wierzący niepraktykujący" to stan niestabilny, który po jakimś czasie albo finiszuje w powrocie do Kościoła (odrzuceniu jednego "nie-"), albo odwrocie od wiary (dodaniu drugiego "nie-").

- Twoja krytyka jest mocno osadzona w rzeczywistości, w której żyjesz. Czyli, zakładam w kraju katolickim, albo przynajmniej chrześcijańskim (jeżeli jesteś na emigracji). Powiem Ci moją osobistą opinię, słaby to ateizm, którego jedyną podstawą jest anty-katolicyzm, ewentualnie anty-chrześcijanizm. Słaby, jeżeli opiera się na "braku szacunku" do jednej instytucji religijnej, nawet jeżeli nominalnie jest to największa tego typu jednolita organizacja na tej planecie. Słabe, jeżeli traktuje historyczny Kościół według wyśrubowanych współczesnych standardów. Przykładowo poniższe:

Cytat:Ten Kościół, wykorzystując tę wiarę, doprowadził w historii do wojen religijnych, palenia ludzi na stosach, hamowania postępu (dzisiaj nie byśmy nie rozmawiali tutaj, gdyby to zależało od Kościoła) i wszelkiego zła, które nie sposób w krótkim poście tutaj wymienić.

W okresie o którym mówimy ludzie byli zabijani z powodów religijnych i nie-religijnych, jednych palono, innych duszono, trzecich ćwiartowano, czwartych nabijano na pale. Robili to królowie i biskupi, częściowo z tych samych powodów nawet. W okresie, o którym mówimy, gros astronomów był zaatrudniony przez Kościół, jezuici przodowali w badaniu gwiazd, co udowodnili na dworze cesarza Chin, kiedy udało im się prawidłowo obliczyć zaćmienie słońca na przekór naukowcom chińskim. W czasie, o którym mówimy, wojny prowadzono z pierdyliarda powodów, z których najważniejszym była władza. Ba, dochodziło do sytuacji, w których zmiana religii była pochodna do dążenia władzy i wojny, w którym lokalni władcy Niemiec przechodzili na protestantyzm jako znak odejścia od władzy cesarskiej, przykładowo. A król Anglii majstrował swój własny lokalny kościół, bo mu się chciało rozwodzić koniecznie.

Nie mówię, że każda krytyka religii da się wytłumaczyć. Nie, są dobre powody na krytykę tak Kościoła jak i innych instytucji religijnych. Ale na Swarożyca, to nie jest temat na wrzucanie list "500 grzechów Kościoła, o których katolicy nie wiedzą". To forum jest na trochę powżniejszym poziomie niż wrzuty na portalach społecznościowych. I - chyba - oczekujemy tego poziomu w dyskusjach.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#5
Wybaczcie że nie będę z wami dyskutował ale to nudne. Teologiczne dyskusje na temat ile diabłów jest na końcu szpilki nigdzie nie prowadzą. Logka jakkolwiek użyteczna musi mieć poprawne założenia. Zatem ostateczną wyrocznią jest doświadczenie empiryczne. Koniec kropka.
Podobnie jak autor tekstu szanuję ludzi mądrych i nie szanuję głupich.
W języku angielskim jest mnóstwo miejsc takich jak ateista.pl. z grubsza podzieliłbym je na takie kategorie. Miejsca których zamierzonym działaniem jest obraża wiary za pomocą obraźliwych tekstów i wypowiedzi. Miejsca gzie wyszukuje się wszystkie bzdury w Biblii i innych świętych historiach i się z nich naśmiewa. Miejsca gdzie zaprasza się wiernych do dyskusji i prowadzi długie zacietrzewieni dyskusje o istnieniu czy nieistnieniu boga. Miejsca gdzie zabrania się kategorycznie wstępu wiernym i prowadzi dyskusje tylko we własnym gronie. Na tym tle polski internet jest bardzo ubogi. Sam ateista.pl dla mnie po krótkim wprawdzie przejrzeniu to miejsce gdzie więcej jest katechetow księży i wszelkiego innego rodzaju nawracaczy i dyskutantów. Nie polecałbym tego miejsca młodym ludziom którzy chcą poznać inne punkty widzenia na świat niż swojego własnego proboszcza. Niemniej jeżeli już tu jesteście to wasza ciekawość świata zwyciężyła i to tylko kwestia czasu zanim ostatecznie przestaniecie wierzyć w Świętego Mikołaja. Moja rada jest taka nawet jeśli wasz angielski jest słaby to istnieje google translate za pomocą którego ja czytam nawet chińskie czy japońskie gazety. No to tyle, powodzenia. W następnym poscie tłumaczenie deepl wstępu do pakistańskiej książki do nauki fizyki Wcale nie jesteśmy najbardziej zacofani w górę serca jak ma wiał jp2 lol

Tak jak obiecałem jako ciekawostkę wklejam tlumaczenie pierwszej strony książki z fizyki w Pakistanie. Troche tutaj błędów bo najpierw ocr ze zdjecia a pozniej deepl, ale nie sądzę zeby calkowicie poprawne tlumaczenie bylo potrzebne. Teraz u nas Kościół jest w odwrocie ale jeszcze trochę i u nas też taka książka mogłaby się tak zaczynać. Szkoda że nie mam strony z wkładem muzułmańskich naukowców i ich wkładu. Inna rzecz że biorąc pod uwagę chrzest na który nie mamy wpływu to pewnie większość noblistów z zakresu fizyki nadal jest chrześcijańskich. Lol

Pierwsza strona książki z fizyki
w Pakistanie.
ஆனிரன்ட்
ROZDZIAŁ 1
WPROWADZENIE
CELE NAUCZANIA:
. Czym jest fizyka.
- Znaczenie fizyki w życiu codziennym.
Nauczanie islamu i nauk ścisłych.
. Wkład muzułmańskich i pakistańskich naukowców.
1.1 CZYM JEST FIZYKA?
Wszechmogący Allah stworzył ten wszechświat miliardy lat temu jednym słowem
słowem "bądź" i natychmiast powstał. Wprowadził do niego kilka zasad i
zasady i prawa, aby podtrzymać jego funkcjonowanie. Teraz, od dnia stworzenia, każda
cząstka wszechświata przestrzega tych praw. Prawa te znane są jako "PRAWO
PRAWA NATURY". Najwyraźniej są one ukryte przed oczami ludzkości
i są dla niego tajemnicą. Nasz układ słoneczny, w tym nasza Ziemia, jest niewielkim
składnikiem tego ogromnego wszechświata. Składa się on z materii i dlatego jest
światem fizycznym.
Człowiek jest najlepszym stworzeniem Allaha na tym świecie i został obdarzony wieloma cechami.
obdarzony wieloma cechami. Jedną z nich jest odkrywanie praw natury.
Natury. W jego naturze leży ciekawość. Kiedy rozgląda się dookoła, zauważa
że ma miejsce niezliczona liczba wydarzeń. Widzi, że chmury są
unoszące się na niebie, z których pada deszcz. W chmurach słychać grzmoty i błyskawice.
w chmurach. Na powierzchni suchego lądu pojawia się kilka maleńkich roślin i piękna trawa.
suchego lądu. Zauważa, że wiele obiektów zapala się, podczas gdy inne nie.
nie. Ciepło spala rzeczy i niszczy ich tożsamość. Niektóre materie pojawiają się w
w stanie stałym, inna w stanie ciekłym, a jeszcze inna w stanie gazowym. Te i wiele innych
obserwacje rodzą w jego umyśle kilka pytań. Pyta, gdzie i jak powstają chmury.
powstają. Jak błyskawice rozbłyskują w chmurach? Dlaczego niektóre obiekty łapią
inne nie? Jaka jest natura ciepła? Jak jest wytwarzane? Jak powstaje
Odpowiedz
#6
Bezboznik napisał(a): Wybaczcie że nie będę z wami dyskutował ale to nudne. 
To nie wiem w takim razie, po co przyszedłeś na forum dyskusyjne. To tak w kwestii logiki, do której się później odwołujesz. 

Cytat:Teologiczne dyskusje na temat ile diabłów jest na końcu szpilki nigdzie nie prowadzą. Logka jakkolwiek użyteczna musi mieć poprawne założenia.  Zatem ostateczną wyrocznią jest doświadczenie empiryczne. Koniec kropka.

No nie koniec i kropka gdyż przyjęcie doświadczenia empirycznego i klasycznej logiki dwuwartościowej na przykład w świecie kwantowym jest problematyczne. 

Cytat:Podobnie jak autor tekstu szanuję ludzi mądrych i nie szanuję głupich.
Pytanie tylko, na jakiej podstawie rozdzielasz ludzi na kategorie mądrych i głupich? Na przykład jest pełno mądrych ludzi wierzących i głupich niewierzących więc kwestia wiary nie jest tutaj chyba odpowiednim kryterium. A do jakiej kategorii zaliczasz siebie samego? 

Cytat:W języku angielskim jest mnóstwo miejsc takich jak ateista.pl. z grubsza podzieliłbym je na takie kategorie. Miejsca których zamierzonym działaniem jest obraża wiary za pomocą obraźliwych tekstów i wypowiedzi. Miejsca gzie wyszukuje się wszystkie bzdury w Biblii i innych świętych historiach i się z nich naśmiewa. Miejsca gdzie zaprasza się wiernych do dyskusji i prowadzi długie zacietrzewieni dyskusje o istnieniu czy nieistnieniu boga. Miejsca gdzie zabrania się kategorycznie wstępu wiernym i prowadzi dyskusje tylko we własnym gronie. Na tym tle polski internet jest bardzo ubogi.
Jest uboższy ale przecież angielskim, jako ojczystym posługuje się 400 milionów ludzi plus pewnie drugie tyle posługuje się nim jako drugim językiem. Jeśli więc chodzi o ilość, to jest tego więcej natomiast w kwestii jakości jest różnie. 

Cytat:Sam ateista.pl dla mnie po krótkim wprawdzie przejrzeniu to miejsce gdzie więcej jest katechetow księży i wszelkiego innego rodzaju nawracaczy i dyskutantów. Nie polecałbym tego miejsca młodym ludziom którzy chcą poznać inne punkty widzenia na świat niż swojego własnego proboszcza. 
Może problem jest w Twoim "krótkim wprawdzie przejrzeniu". Tak generalnie przebija to z Twoich paru postów które tutaj wyprodukowałeś. Księdza na tym forum nie ma chyba, że ukrywa się bardzo dobrze.
Cytat: taka nawet jeśli wasz angielski jest słaby to istnieje google translate za pomocą którego ja czytam nawet chińskie  czy japońskie gazety. No to tyle, powodzenia. 
Ja się czuję zaszczycony, że ktoś mi w końcu uświadomił, iż mogę użyć google translatora do czytania chińskich tekstów. Masz jeszcze jakieś inne nowinki techniczne?
Odpowiedz
#7
Bezboznik napisał(a): Wybaczcie że nie będę z wami dyskutował ale to nudne.

To łap minusa i spierdalaj. With all due respect.

Osiris napisał(a): Pytanie tylko, na jakiej podstawie rozdzielasz ludzi na kategorie mądrych i głupich? Na przykład jest pełno mądrych ludzi wierzących i głupich niewierzących więc kwestia wiary nie jest tutaj chyba odpowiednim kryterium. A do jakiej kategorii zaliczasz siebie samego? 

Kolega szanuje ludzi, którzy piszą mądre teksty. Niestety, jak pisze własne teksty obok cytatów, od razu bez problemu widać różnicę jakości. Na podstawie kryteriów ustanowionych przez Bezbożnika nie może sam siebie szanować.


Cytat:]
Jest uboższy ale przecież angielskim, jako ojczystym posługuje się 400 milionów ludzi plus pewnie drugie tyle posługuje się nim jako drugim językiem. Jeśli więc chodzi o ilość, to jest tego więcej natomiast w kwestii jakości jest różnie. 

Ech te czasy Mikołaja Reja i jego metafory o gęsiach. Kompleksy polskie "nieświatowości" pozostają, tylko lingua franca się zmienia.


Cytat:Może problem jest w Twoim "krótkim wprawdzie przejrzeniu". Tak generalnie przebija to z Twoich paru postów które tutaj wyprodukowałeś. Księdza na tym forum nie ma chyba, że ukrywa się bardzo dobrze.

Pewnie to moja wina. Ludzie myślą, że tylko duchowni otwierają biblię. Nie pierwszy raz, że w internecie jestem brany za księdza.

Cytat:Ja się czuję zaszczycony, że ktoś mi w końcu uświadomił, iż mogę użyć google translatora do czytania chińskich tekstów. Masz jeszcze jakieś inne nowinki techniczne?

To uczucie, że oglądasz Austina Powersa, i Doctor Evil opowiada o ważnej nowince technicznej:

Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#8
bert04 napisał(a):
Bezboznik napisał(a): Ja się czuję zaszczycony, że ktoś mi w końcu uświadomił, iż mogę użyć google translatora do czytania chińskich tekstów. Masz jeszcze jakieś inne nowinki techniczne?

To uczucie, że oglądasz Austina Powersa, i Doctor Evil opowiada o ważnej nowince technicznej:

Idzie o ten słynny chiński pokój masakrejszynujący test Turinga?
https://pl.m.wikipedia.org/wiki/Chi%C5%84ski_pok%C3%B3j
Odpowiedz
#9
Dyskusja ateistów z teistami może być trudna. Mówi się czesto o obrazie uczuć religijnych.

Dlaczego nie mówi się o obrazie uczuć niereligijnych?
Bezbożniku jesteś w końcu ateistą czy antyklerykałem?

Najgorsze jet to, że się często przedstawia poglądy ateistów nieprawdziwie. Nastepnym razem pokażę przykłady.
A na ateistę patrzy się często jak na raroga.
„W okopach nie ma ateistów” – to nie jest argument przeciwko ateizmowi; to argument przeciwko okopom…...
Autor: James Morrow
Odpowiedz
#10
Bezboznik napisał(a): Sam ateista.pl dla mnie po krótkim wprawdzie przejrzeniu to miejsce gdzie więcej jest katechetów księży i wszelkiego innego rodzaju nawracaczy i dyskutantów.
Nie polecałbym tego miejsca młodym ludziom którzy chcą poznać inne punkty widzenia na świat niż swojego własnego proboszcza.

Jak na świeżaka i „krótkie przejrzenie”, to wyciągasz zaskakująco stanowcze wnioski.

Jestem na forum już kilkanaście lat i zaręczam ci, występowało tu całe ZOO różnych postaw - od wojujących antyklerykałów do wojujących klerykałów.
Nie brakowało też płaskoziemców, twórców nowej logiki i innych oryginałów.
W całym tym okresie przerobiliśmy wzmożone dyskusje o źródłach moralności, pochodzeniu dogmatów, Dawkinsie i Hitchu, samolubnych genach, teodyceach, anzelmowych szalbierstwach i tysiącach innych.
Siłą tego forum była (i jest) autentyczna wolność wypowiedzi. Tu nie banuje się za poglądy tylko ewentualnie za chamstwo.
Ludzie przychodzą i odchodzą, a czasami wracają.
To wolne forum.

Stąd nie wiem skąd ta twoja uwaga o „świecie proboszcza” - ateista.pl to obecnie raczej parafia rozważnego ateizmu.

I teraz ci napiszę, co ja, ateista 7 stopnia, rozumiem pod tym pojęciem, bo jest mi szczególnie bliskie.
Sam Dawkins stwierdził, że do połowy XIX w. czyli przed Darwinem nie istniał żaden holistyczny, niereligijny system opisujący rzeczywistość i jej fenomeny.
Religie same w sobie nie są złem wcielonym, a raczej dobrym, przednaukowym synchronizatorem społeczeństw wykorzystującym legitymację metafizyczną.

Samo objawienie jest drugorzędne. Można wierzyć w cokolwiek i przypisać temu czemuś rozbudowaną teologię, liturgię i kalendarz.
Najlepiej to widać na przykładzie rzymskiego pojmowania religii.
Nie ważne jakiemu bogu ślesz swoje prośby - tych jest do wyboru do koloru.
Ale religia jest posługą obywatelską, na której straży stoi pontifex maximus.
To świadczy o tym, że jesteś członkiem wspólnoty, stosujesz się do jakichś zasad i szlus.
To pierwsi chrześcijanie, ze swoim apokaliptycznym i egzaltowanym podejściem wzbudzali niesmak i obrzydzenie (dlatego, że ostentacyjnie odmawiali „wmontowania” ich do systemu rzymskich posług religijnych).
A przecież czekał na nich ołtarz poświęcony „nieznanemu bogu”.

Dlatego ja nie mam w sobie pogardy dla ludzi wierzących - raczej traktuję ich jako „sancta simplicitas”.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#11
Sofeicz napisał(a): I teraz ci napiszę, co ja, ateista 7 stopnia, rozumiem pod tym pojęciem, bo jest mi szczególnie bliskie.
Sam Dawkins stwierdził, że do połowy XIX w. czyli przed Darwinem nie istniał żaden holistyczny, niereligijny system opisujący rzeczywistość i jej fenomeny.
Religie same w sobie nie są złem wcielonym, a raczej dobrym, przednaukowym synchronizatorem społeczeństw wykorzystującym legitymację metafizyczną.


Temat religii jest głębszy i chyba nie chodziło tylko o rozumowe opisanie rzeczywistości, ale też o doświadczenia, potrzeby duchowe, co mogło być o wiele silniejszym bodźcem do tworzenia się religijności. Tu taki artykuł z neuroteologii, akurat nawiązuje też do Dawkinsa.



Cytat:"NARRATOR: Ale dr Persinger uważa, że był szczególny powód niepowodzenia eksperymentu Richarda Dawkinsa.

PERSINGER: Kilka lat temu opracowaliśmy kwestionariusz o nazwie wrażliwość płata skroniowego i odkryliśmy kontinuum wrażliwości od osób, które nie są wrażliwe na płat skroniowy, do tych, którzy są bardzo wrażliwi, a końcem doświadczenia jest epilepsja płata skroniowego. W przypadku dr Dawkinsa jego wrażliwość płata skroniowego jest dużo, dużo niższa niż u większości ludzi, którymi kierujemy, niż u przeciętnego człowieka, dużo, dużo niższa."


Podsumowanie:

"NARRATOR: Ale jeśli wiara religijna jest w jakiś sposób produktem ubocznym ewolucji, czy to oznacza, że wiarę w boga można odrzucić jako dziwactwo natury? Faktem jest, że jest o wiele za wcześnie, aby myśleć o neuroteologii jako o sposobie wyjaśniania wiary ludzi. Chociaż istnieją dowody na to, że nasze mózgi są zaprogramowane na religie, nie oznacza to, że Boga można odrzucić jako sztuczkę chemii mózgu.

RAMACHANDRAN: Tylko dlatego, że w twoim mózgu są obwody, które predysponują cię do wiary religijnej, w żaden sposób nie neguje wartości wiary religijnej. Może to być Boży sposób na umieszczenie anteny w twoim mózgu, abyś był bardziej otwarty na Boga. Nic, co nasi naukowcy mówią o mózgu lub obwodach neuronowych dla religii, w żaden sposób nie neguje istnienia Boga ani wartości doświadczenia religijnego dla osoby, która go doświadcza.

BISHOP SYKES: Byłoby bardzo zaskakujące, gdybyśmy nie odkryli więcej o fizyce i chemii tych części naszego ciała, które są procesem, różnymi fragmentami przyjemności, jakie czerpiemy z wiary religijnej. Myślę, że chrześcijanie i być może inni wyznawcy religii nie mają absolutnie żadnych powodów do obaw przed dalszymi badaniami, a nawet powinni być chętni i sprytni, jeśli chodzi o ich interpretację.

NARRATOR: Nie ulega wątpliwości, że początki religii są jeszcze bardziej złożone, niż sądzono. Nauka neuroteologii ujawniła, że postrzeganie religii jako inspirowanej duchowo lub będącej wynikiem uwarunkowań społecznych jest zbytnim uproszczeniem.Pokazuje to, że z jakiegoś powodu nasze mózgi rozwinęły specyficzne struktury, które pomagają nam wierzyć w boga. Niezwykłe wydaje się, że niezależnie od tego, czy bóg istnieje, czy nie, sposób, w jaki rozwinęły się nasze mózgi, będziemy nadal wierzyć.

DAWKINS: Ludzki impuls religijny wydaje się bardzo trudny do wymazania, co powoduje u mnie pewien smutek. Najwyraźniej religia ma ekstremalną nieustępliwość.

NEWBERG: Ponieważ mózg wydaje się być zaprojektowany w taki sposób, w jaki jest, a religia i duchowość wydają się być tak dobrze wbudowane w tego rodzaju funkcje, koncepcje Boga i religii będą istnieć przez bardzo, bardzo długi czas."

https://www.bbc.co.uk/science/horizon/20...rans.shtml
Odpowiedz
#12
bert04 napisał(a): Jeżeli założymy obligatoryjny szacunek dla wiary jako "podstawy moralności i identyfikacji grupowej",
Ale ja nie postuluję jakiejś bezwarunkowej, obigatoryjnej postawy szacunku, a raczej — łagodny „skręt” w kierunku takowego zamiast zaczynania dyskusji z wierzących od „wierzysz w głupoty”.

Cytat:implikujemy pośrednio, że osoby bez wiary takich podstaw moralności i takiej identyfikacji grupowej nie mają.
No a jeśli do osoby wierzącej podchodzimy od razu pod włos, to taka osoba widząc kogoś jej wrogiego, od razu się utwierdza w przekonaniu, że owszem — niewierzący to zagrożenie. Co innego, gdy podchodzimy z jakimś tam szacunkiem. Wówczas w głowie osoby wierzącej pojawić się mogą wątpliwości, że jak to — człowiek który teoretycznie nie powinien mieć podstaw do moralnego zachowania, a jednak tak się zachowuje?

Tutaj stosowna wypowiedź, po angielsku, byłej członkini WBC — jednej z najbardziej agresywnych i nienawistnych sekt, która spotkała osobę, która okazała jej trochę szacunku:

https://www.ted.com/talks/megan_phelps_r...why_i_left
Tress byłaby doskonałą filozofką. W istocie, Tress odkryła już, że filozofia nie jest tak wartościowa, jak jej się wcześniej wydawało. Coś, co większości wielkich filozofów zajmuje przynajmniej trzy dekady.

— Brandon Sanderson
Odpowiedz
#13
zefciu napisał(a): Ale ja nie postuluję jakiejś bezwarunkowej, obigatoryjnej postawy szacunku, a raczej — łagodny „skręt” w kierunku takowego zamiast zaczynania dyskusji z wierzących od „wierzysz w głupoty”.

Zasadniczo racja. Każda rozmowa rozpoczynana od tekstów w stylu "Ustalmy na początku, że wszystko co Ty mówisz jest z definicji błędne" kończy się w tym momencie. Tego typu rozpoczęcia oglądałem w dyskusjach o abrocji, religii, polityce. "Zacznijmy od tego.." de facto oznacza "Zakończmy na tym...", niezależnie od tematu.

Skoncentrowałbym się na innym aspekcie. Nie na tym, czy szacunek jest słuszny czy nie, czy "należy się" czy też "nie należy się". Ważniejsze jest coś innego, a mianowicie wyrażanie tego poglądu. Jest różnica między zdaniem "Wierzysz w głupoty" a zdaniem "ja nie wierzę w to, dla mnie to głupoty". Są osoby, które potrafią się obrazić oboma tekstami, ale różnica jest taka, że jeden jest atakiem na osobę wierzącą, drugi jest wyrażeniem osobistych poglądów. Uczono mnie kiedyś takiej techniki, żeby w konfliktowych rozmowach zawszy mówić o sobie, o swoich uczuciach, poglądach, przekonaniach. A nie oceniać poglądów drugiej osoby. W ten sposób pierwsza część cytowanego na początku tekstu Jeremy Briana Smitha jest OK, facet nie potrafi w sobie wzbudzić szacunku do religii, nie ma co zmyślać i udawać, że jest inaczej. Ale od drugiego, trzeciego akapitu zaczyna on atakować ludzi wierzących za "zahipnotyzowałeś się" "twój", "twoja", "twoje". Ten tryb nie prowadzi do rozmowy, ten tryb do "judging", wydawanie wyroku na drugiej osobie. W ten sposób można się tylko okładać argumentami w nadziei, że ktoś - nie druga osoba - zdecyduje o zwycięstwie jednej lub drugiej strony. To tryb znany z klubów debatujących lub rozpraw sądowych. Niekoniecznie z rozmów dwóch osób zainteresowanych lepszym zrozumieniem.

Cytat:No a jeśli do osoby wierzącej podchodzimy od razu pod włos, to taka osoba widząc kogoś jej wrogiego, od razu się utwierdza w przekonaniu, że owszem — niewierzący to zagrożenie. Co innego, gdy podchodzimy z jakimś tam szacunkiem. Wówczas w głowie osoby wierzącej pojawić się mogą wątpliwości, że jak to — człowiek który teoretycznie nie powinien mieć podstaw do moralnego zachowania, a jednak tak się zachowuje?

Wyobraź sobie, że ten kij ma dwa końce. Oboje spędziliśmy wystarczająco długo na tego typu forach, widzieliśmy wystarczająco dużo wierzących, którzy zaczynali (!) dyskuję od stwierdzenia, że ateiści to osoby niemoralne, że są ślepi, lub w najlepszym przypadku, daltonistami, z którymi rozmowa o kolorach nie ma sensu, że potajemnie są satanistami / poganami / komunistami / wszystkim na raz. Wiem też, że spora część z nich była przyzwyczajona wręcz do tego typu rozmów, nie znali tego inaczej z domu czy kościoła. Ba, całe chrześcijaństwo opiera się na osądzaniu, sąd ostateczny, prawo przykazań, te rzeczy. I choć jest ten fragment w ewangelii coby "nie osądzajcie, żebyście nie byli osądzeni", oboje wiemy, jak to wygląda w rzeczywistości.



Powiem więcej, osądzanie, jakie przezentuje bezpośrednio Bezboznik a pośrednio Jeremy Smith to dla mnie pewne odreagowywanie tego osądzania, być może nawet przejmowanie wzorców. Swiat okcydentu został ukształtowany przez chrześcijaństwo, i nawet w jego ateistycznych czy ześwieczczonych częściach jest post-chrześcijański. Zamiast postawy oświeconego (post-)buddysty, który koncentruje się na własnym rozwoju duchowym, mamy świeckiego kaznodzieję, który zamienił wiarę na rozum, grzech na głupotę, ale co do techniki kazania pozostawił po staremu. Wiem, że taka postawa może częściowo wynikać z otoczenia przez chrześcijan. Tyle że w ektremalnym przypadku oznacza ona tylko zmianę frontów, a nie zmianę mentalności. W mniej ekstremalnym - antywiarę zamiast nie-wiary. Ateizm oparty na negacji tego, co się poznało jako wiarę (czy to katolicką, czy baptystyczną). W której "rozum" i jego wywyższanie staje się wydmuszką. Zamieniamy Biblię na Encyklopedię Popularną Nauki, ale bez zmienienia wiary na krytyczne myślenie.



To tyle, rozgadałem się trochę, kolega pewnie już się nie zamelduje. Choć jak znam życie będzie na jakichś innych platformach narzekał na polskich ateistów i polski ateizm, może nawet doczekamy się zacytowania na jakichś redditach lub twitterach.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#14
bert04 napisał(a): Kolega szanuje ludzi, którzy piszą mądre teksty. Niestety, jak pisze własne teksty obok cytatów, od razu bez problemu widać różnicę jakości. Na podstawie kryteriów ustanowionych przez Bezbożnika nie może sam siebie szanować.
Dla mnie wygląda on na przykład nowo narodzonego w niewierze, co niestety, dość często skutkuje chwilowym, a czasem dłuższym, błędnym przeświadczeniem o potędze własnego geniuszu i nieomylności w temacie wiary i nie tylko (co zresztą też poznałem z autopsji). Stąd bierze się brak rozpoznania, co tak naprawdę jest twórczością własną a co zapożyczoną wobec czego można odnieść wrażenie, że jest się tak samo mądrym jak autor przytaczanych tez. Nie wspominając już o ich krytycznej ocenie. 

Cytat:Ech te czasy Mikołaja Reja i jego metafory o gęsiach. Kompleksy polskie "nieświatowości" pozostają, tylko lingua franca się zmienia.
Bezbożnik chyba wziął ilość za jakość. To się może sprawdza dla alkoholika czy ruskiej armi ale tylko do czasu. 

Cytat:Pewnie to moja wina. Ludzie myślą, że tylko duchowni otwierają biblię. Nie pierwszy raz, że w internecie jestem brany za księdza.
Nawet jeśli byś nim był, to przecież nie powinno mieć to dla niego żadnego znaczenia. Co tylko dowodzi, że przyszedł tu aby wygłosić swoją (zapożyczoną) mowę i dostać oklaski. Nie dostał więc stwierdził, że jest na forum za mądry. 

Cytat:To uczucie, że oglądasz Austina Powersa, i Doctor Evil opowiada o ważnej nowince technicznej
Mam przeczucie, że Bezbożnik do szkoły jeszcze uczęszcza i po swoim "riserczu" pewnie uznał, że tu jest nie tylko pełno duchownych ale także dziadersów i wobec tego postanowił forum doedukować.
Odpowiedz
#15
Osiris napisał(a): Dla mnie wygląda on na przykład nowo narodzonego w niewierze, co niestety, dość często skutkuje chwilowym, a czasem dłuższym, błędnym przeświadczeniem o potędze własnego geniuszu i nieomylności w temacie wiary i nie tylko (co zresztą też poznałem z autopsji). Stąd bierze się brak rozpoznania, co tak naprawdę jest twórczością własną a co zapożyczoną wobec czego można odnieść wrażenie, że jest się tak samo mądrym jak autor przytaczanych tez. Nie wspominając już o ich krytycznej ocenie. 

Na katolik.pl zwaliśmy tego typu osoby "kinderateistami". Co niekoniecznie wiązało się z wiekiem, ale często, owszem, zgadzało się. Zwłaszcza okolice nieistniejących już gimnazjów powodowały wysyp tego typu twórców.

Co to "braku rozpoznania" co jest własną a co cudzą twórczością, to z zewnątrz to zawsze łatwiej jest rozpoznać. Właśnie w szkole często-gęsto słyszało się wypracowania w stylu "Nadrzędna asertywność Więczysława korelowała z maxymilizacją jego emocjonalności. Był mocno wkurwiony". Przykład przejaskrawiony, oczywiście, dla pokazania, że pierwsze zdanie było przepisane z jakiegoś gotowca, drugie zaś autorstwa własnego. U kolegi ten rozdźwięk widać także. Cytat J.B.Smitha razi co do formy, ale treść jest w sumie przemyślana, dyskutowalna, ale przemyślana. Własne treści kolegi o delegalizacji Kościoła, no bo wojny, stosy, ech, komentowałem wyżej.

Cytat:Bezbożnik chyba wziął ilość za jakość. To się może sprawdza dla alkoholika czy ruskiej armi ale tylko do czasu. 

Teza częściowo słuszna, w większej ilości można odnaleźć większą rozpiętość jakości, co po odfiltrowaniu pozwala na odnalezienie lepszych treści. Niestety, ten proces filtrowania jest kluczowy, a jakość nigdy nie jest rozłożona symetrycznie. Przeważać będą intelektualne McDonaldsy i KFC, a pięciogwiazdkowe lokale to trzeba szukać, nie mając przewodnika Michelin przy sobie.

Cytat:Nawet jeśli byś nim był, to przecież nie powinno mieć to dla niego żadnego znaczenia. Co tylko dowodzi, że przyszedł tu aby wygłosić swoją (zapożyczoną) mowę i dostać oklaski. Nie dostał więc stwierdził, że jest na forum za mądry. 

Borze uchowaj nas od takich mądrości.

Cytat:Mam przeczucie, że Bezbożnik do szkoły jeszcze uczęszcza i po swoim "riserczu" pewnie uznał, że tu jest nie tylko pełno duchownych ale także dziadersów i wobec tego postanowił forum doedukować.

Bywało już, że po pierwszym "wejściu ćwoka" tego typu ludki wracały na fora. Ale do tego potrzeba pewnego kroju charakteru, pewnego zacięcia do tematu. Do aktywnego uczestnictwa, nie tylko do pasynej konsumpcji. Tekst "nie będę dyskutował bo to nudne" chyba wystarczająco określił, gdzie stoi kolega.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
#16
Borze????
„W okopach nie ma ateistów” – to nie jest argument przeciwko ateizmowi; to argument przeciwko okopom…...
Autor: James Morrow
Odpowiedz
#17
geranium napisał(a): Borze????

Nie będziesz wymieniał imienia Boru Tucholskiego nadaremno. Nie znasz?
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości