To forum używa ciasteczek.
To forum używa ciasteczek do przechowywania informacji o Twoim zalogowaniu jeśli jesteś zarejestrowanym użytkownikiem, albo o ostatniej wizycie jeśli nie jesteś. Ciasteczka są małymi plikami tekstowymi przechowywanymi na Twoim komputerze; ciasteczka ustawiane przez to forum mogą być wykorzystywane wyłącznie przez nie i nie stanowią zagrożenia bezpieczeństwa. Ciasteczka na tym forum śledzą również przeczytane przez Ciebie tematy i kiedy ostatnio je odwiedzałeś/odwiedzałaś. Proszę, potwierdź czy chcesz pozwolić na przechowywanie ciasteczek.

Niezależnie od Twojego wyboru, na Twoim komputerze zostanie ustawione ciasteczko aby nie wyświetlać Ci ponownie tego pytania. Będziesz mógł/mogła zmienić swój wybór w dowolnym momencie używając linka w stopce strony.

Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Warszawa bezkrzyżna się staje - Trzaskowski nie ulega katabasom
#41
DziadBorowy napisał(a): Przecież nawet lewica nie uważa, że dyskryminacją jest dowolny brak zgodny na jakąkolwiek czyjąś zachciankę. Rozwinąłeś definicję dyskryminacji do absurdu, wsadziłeś tą definicję w usta lewicy i teraz próbujesz z tym dyskutować. Jak mam ochotę aby mój pies uwalił kupę w Twoim salonie to Twój brak zgody na to jest dyskryminacją mojej osoby?

Oczywiście, że jest. Tak jak każde inne działanie lub zaniechanie. Ty jesteś zwolennikiem psiego srania w moim salonie. Ja przeciwnikiem. A zatem, jeśli pies nie sra w moim salonie, to dochodzi do dyskryminacji zwolenników srania przez przeciwników.

I jak to lewica nie uważa, że brak zgody na czyjąś zachciankę nie jest dyskryminacją? Aha, tu jest kluczowe słowo "dowolną"! Bo jak nie chcę mieć psiego gówna w swoim salonie, to wolno mi. Ale jak nie chcę zatrudniać katolików w mojej firmie, to już nie wolno. Bo ta druga zachcianka jest "dowolna", a ta pierwsza nie. Bo tak. Bo tak sobie wcale, a wcale nie dowolnie ktoś zdecydował. Jeszcze dopisz, że to jest "rozwiązanie paradoksu dyskryminacji".
Nie będzie mi Chrystus panem, niech krew swoją sam pije.
Mój jest udział w jeziorze ognia i siarki.

Moja twórczość: https://ateista.pl/showthread.php?tid=14690
Odpowiedz
#42
Hans Żydenstein napisał(a): A czy Twój pies jest czarny? Duży uśmiech

A jakie to ma znaczenie bo chyba nie łapię żartu. Uśmiech



Adeptus napisał(a): Oczywiście, że jest. Tak jak każde inne działanie lub zaniechanie. Ty jesteś zwolennikiem psiego srania w moim salonie. Ja przeciwnikiem. A zatem, jeśli pies nie sra w moim salonie, to dochodzi do dyskryminacji zwolenników srania przez przeciwników.


A to już jest chyba jakaś prawacka definicja dyskryminacji wzięta totalnie z dupy. Bo ogólnie dyskryminacja oznacza po prostu nierówne traktowanie osób ze względu na cechy, które te osoby posiadają. Gdyby zatem katolicy nie mogli sobie wieszać krzyży w urzędach a inne grupu relgijne mogły to mielibyśmy do czynienia z dyskryminacją. Skoro nie może nikt to żadnej dyskryminacji nie ma.



Cytat:I jak to lewica nie uważa, że brak zgody na czyjąś zachciankę nie jest dyskryminacją?

No po prostu tak nie uważa, bo to, że uważa sam sobie wymyśliłeś.

Cytat: Aha, tu jest kluczowe słowo "dowolną"! Bo jak nie chcę mieć psiego gówna w swoim salonie, to wolno mi. Ale jak nie chcę zatrudniać katolików w mojej firmie, to już nie wolno. Bo ta druga zachcianka jest "dowolna", a ta pierwsza nie. Bo tak. Bo tak sobie wcale, a wcale nie dowolnie ktoś zdecydował. Jeszcze dopisz, że to jest "rozwiązanie paradoksu dyskryminacji".

Znowu jakieś wzięte z dupy przykłady. Owszem niektórzy pod pozorem walki z dyskryminacją próbują przepchnąć swoje dziwne poglądy. Ale nie jest to cechą wyłącznie lewicy. Zwolnienie kogoś z powodów tego, że jest katolikiem wywołało by akurat kwik na prawicy. I słusznie - bo to byłby akurat przykład dyskryminacji z powodu przekonań religijnych. Zwolnienie natomiast za to, że ktoś był w pracy pijany żadną dyskryminacją nie jest - chociaż wg Twojej logiki jest to dyskryminacja osób lubiących się najebać w robocie.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz
#43
Nie ma żartu, piszę na poważnie. Nie wkładam w usta lewicy definicji prowadzącej do uznania zdjęcia krzyży czy innych symboli za dyskryminację. Wręcz przeciwnie - stwierdzam, że definicja dyskryminacji, która tego nie obejmuje (lub jakiegokolwiek innego działania lub zaniechania) jest absurdalna. No dobra, ewentualnie niedyskryminacja mogłaby być możliwa, gdyby absolutnie każda istota we wszechświecie była idealnie tego samego zdania na jakiś temat i gdyby postąpić zgodnie z tym zdaniem.
Nie będzie mi Chrystus panem, niech krew swoją sam pije.
Mój jest udział w jeziorze ognia i siarki.

Moja twórczość: https://ateista.pl/showthread.php?tid=14690
Odpowiedz
#44
To Twoja definicja jest absurdalna. Bo w myśl tej logiki każdy nieustannie jest dyskryminowany każdego dnia na wiele sposobów. Dzisiaj na przykład byłem dyskryminowany przez to, że musiałem zapłacić za zakupy w sklepie, następnie byłem dyskryminowany kasując bilet w autobusie a na koniec dobiła mnie żona, która na obiad chciała leczo a ja wolałem makaron Duży uśmiech Duży uśmiech Definicja do której można wrzucić absolutnie wszystko do niczego się nie nadaje.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz
#45
DziadBorowy napisał(a): Bo w myśl tej logiki każdy nieustannie jest dyskryminowany każdego dnia na wiele sposobów. Dzisiaj na przykład byłem dyskryminowany przez to, że musiałem zapłacić za zakupy w sklepie, następnie byłem dyskryminowany kasując bilet w autobusie a na koniec dobiła mnie żona, która na obiad chciała leczo a ja wolałem makaron Duży uśmiech Duży uśmiech


Zgadza się! Oto chodzi! Plus żyjąc, dyskryminujesz tych, którzy woleliby, żebyś umarł. Ale gdybyś umarł, byłaby to dyskryminacja tych, którzy woleliby, abyś nie żył. Absolutnie wszystko jest dyskryminacją (jak już napisałem, jedynym teoretycznym przykładem niedyskryminacji byłoby działania za zgodą absolutnie wszystkich istot, ale to raczej mało prawdopodobne, więc nie ma sensu sobie zawracać tym głowy).

DziadBorowy napisał(a): Definicja do której można wrzucić absolutnie wszystko do niczego się nie nadaje.

Nadaje się. Do stwierdzenie, że wszystko jest dyskryminacją, więc nie ma sensu zawracać sobie głowy zastanawianiem się, czy coś nią jest, czy nie i używać tego jako kryterium.

Natomiast do niczego się nie nadaje czysto subiektywna definicja dyskryminacji, w której czasem odmienne traktowanie ludzi jest dyskryminacją, a czasem nie jest, w zależności od tego, czy mówiący uważa to za uzsadnione, czy nie.
Skoro zawieszenie krzyża jest dyskryminacją, to zawieszenie godła też.
Nie będzie mi Chrystus panem, niech krew swoją sam pije.
Mój jest udział w jeziorze ognia i siarki.

Moja twórczość: https://ateista.pl/showthread.php?tid=14690
Odpowiedz
#46
DziadBorowy napisał(a): Dzisiaj na przykład byłem dyskryminowany przez to, że musiałem zapłacić za zakupy w sklepie, następnie byłem dyskryminowany kasując bilet w autobusie a na koniec dobiła mnie żona, która na obiad chciała leczo a ja wolałem makaron Duży uśmiech Duży uśmiech.
I tak się musisz cieszyć, że nie jesteś rasistą, mizoginem, czy homofobem. Bo gdybyś był, to w myśli ideologii Adeptusa byłbyś jeszcze dyskryminowany przez sam fakt istnienia osób o innym wyglądzie, kobiet i LGBT-ów.

Jeśli zaś chodzi o kwestię krzyży, to przecież wiadomo, że nie o krzyże chodzi. I nie o religię. Nikt przecież nie domaga się usuwania węży eskulapa z aptek w ramach walki z religią starożytnej Grecji. Chodzi o to, że krzyż w miejscu publicznym jest w naszych warunkach przejawem hegemonii określonej organizacji religijnej. Organizacji, która nie ukrywa przecież, że zależy jej na tej hegemonii.

Dla ludzi myślących od liberalizmu w lewo zaś, jeśli mamy konflikt między dwiema osobami, który polega na tym, że osoba A chce narzucić władzę osobie B, a osoba B nie chce, by jej narzucano władzę, to interes osoby B stoi w tym konflikcie wyżej. I tyle. Nie ma tu żadnej sprzeczności, czy paradoksu.
Tress byłaby doskonałą filozofką. W istocie, Tress odkryła już, że filozofia nie jest tak wartościowa, jak jej się wcześniej wydawało. Coś, co większości wielkich filozofów zajmuje przynajmniej trzy dekady.

— Brandon Sanderson
Odpowiedz
#47
@Adeptus

Godło jako symbol państwowy reprezentuje wszystkie osoby mieszkające w Polsce, krzyż już nie.

Natomiast to, że nie rozumiesz co w języku polskim znaczy słowo dyskryminacja i nie masz najmniejszej ochoty tego zrozumieć to nie mój problem. Dyskusja z kimś kto tworzy sobie własne, kompletnie różne od powszechnie rozumianych znaczenia dla określonych pojęć nie ma większego sensu.


Cytat:Natomiast do niczego się nie nadaje czysto subiektywna definicja dyskryminacji, w której czasem odmienne traktowanie ludzi jest dyskryminacją, a czasem nie jest, w zależności od tego, czy mówiący uważa to za uzsadnione, czy nie.

Tylko, że takiej definicji nie ma. Jest definicja która mówi, że osoba dyskryminowana ma w określonym obszarze gorzej niż inne osoby tylko i wyłącznie z powodu cech jakie posiada, przy czym cechy te nie są bezpośrednią obiektywną przyczyną tego, że ta sytuacja jest gorsza. (to, że leniwy ma gorzej niż pracowity dyskryminacją nie jest) Nie ma tu żadnej subiektywności tylko obiektywne kryteria, które można lepiej lub gorzej mierzyć i weryfikować. Przykładowo chcąc wykazać, że osoby homoseksualne nie są w Polsce dyskryminowane wystarczyłoby wykazać, że na przykład pary homo w Polsce mają takie same prawa do ochrony wspólnego majątku jak pary hetero.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz
#48
zefciu napisał(a):
DziadBorowy napisał(a): Dzisiaj na przykład byłem dyskryminowany przez to, że musiałem zapłacić za zakupy w sklepie, następnie byłem dyskryminowany kasując bilet w autobusie a na koniec dobiła mnie żona, która na obiad chciała leczo a ja wolałem makaron Duży uśmiech Duży uśmiech.
I tak się musisz cieszyć, że nie jesteś rasistą, mizoginem, czy homofobem. Bo gdybyś był, to w myśli ideologii Adeptusa byłbyś jeszcze dyskryminowany przez sam fakt istnienia osób o innym wyglądzie, kobiet i LGBT-ów.

Jeśli zaś chodzi o kwestię krzyży, to przecież wiadomo, że nie o krzyże chodzi. I nie o religię. Nikt przecież nie domaga się usuwania węży eskulapa z aptek w ramach walki z religią starożytnej Grecji. Chodzi o to, że krzyż w miejscu publicznym jest w naszych warunkach przejawem hegemonii określonej organizacji religijnej. Organizacji, która nie ukrywa przecież, że zależy jej na tej hegemonii.

Dla ludzi myślących od liberalizmu w lewo zaś, jeśli mamy konflikt między dwiema osobami, który polega na tym, że osoba A chce narzucić władzę osobie B, a osoba B nie chce, by jej narzucano władzę, to interes osoby B stoi w tym konflikcie wyżej. I tyle. Nie ma tu żadnej sprzeczności, czy paradoksu.

"I tak się musisz cieszyć, że nie jesteś rasistą, mizoginem, czy homofobem. Bo gdybyś był, to w myśli ideologii Adeptusa byłbyś jeszcze dyskryminowany przez sam fakt istnienia osób o innym wyglądzie, kobiet i LGBT-ów"

Oczywiście. Podobnie jak osoby nie lubiące mnie są dyskryminowane przez sam fakt mojego istnienia.

"Chodzi o to, że krzyż w miejscu publicznym jest w naszych warunkach przejawem hegemonii określonej organizacji religijnej. Organizacji, która nie ukrywa przecież, że zależy jej na tej hegemonii"

No i? A godło państwowe jest przejawem hegemonii określonego państwa. Co z obcokrajowcami lub anarchistami? Ich uczucia się nie liczą?
A wąż eskulapa jest przejawem hegemonii ideologii, zgodnie z którą chorych należy leczyć (co dyskryminuje skrajnych darwinistów społecznych) oraz ideologii, która pozwala na używanie pogańskich, a zatem demonicznych (co jest niezgodne z poglądami prawdziwych chrześcijan i dyskryminuje ich).

"Dla ludzi myślących od liberalizmu w lewo zaś, jeśli mamy konflikt między dwiema osobami, który polega na tym, że osoba A chce narzucić władzę osobie B, a osoba B nie chce, by jej narzucano władzę, to interes osoby B stoi w tym konflikcie wyżej. I tyle. Nie ma tu żadnej sprzeczności, czy paradoksu"

Przecież absolutnie każde działanie państwa polega na narzucaniu władzy. I owszem, jest tu sprzeczność i paradoks, że narzucanie jednej ideologii się uważa za dyskryminację, tych, którzy jej nie wyznają, a innej nie. Jak powiesz "ja głosuję za podwyższeniem podatków, bo jestem socjalistą", to jest spoko, możesz dążyć do narzucenia socjalizmu. Ale jak powiesz "ja jestem za zakazaniem aborcji, bo jestem katolikiem", to już nie. Jedną ideologię możesz chcieć narzucać, inną nie. Możesz sobie uhonorować Korczaka za zasługi pedagogiczne, ale już jakiegoś świętego za zasługi na polu popularyzowania różańca już nie - narzucasz ideologię, zgodnie z którą edukacja jest czymś wartym honorowania, a różaniec nie. Wywodzi się to z absurdalnego przekonania, że istnieje jakiś neutralny, apolityczny, aideologiczny trzon, jakieś ogólnoludzkie wartości i że ich promowanie i zakazywanie tego, co z nimi niezgodne, to nie jest żadne narzucanie. Ale oczywiste, że są one też są ideologią i to też jest narzucanie. Ja np. jestem co najmniej mocno sceptyczny wobec demokracji. I jakoś muszę znosić to, że państwo na każdym kroku chce mi wcisnąć za moją kasę, jaka jest cudowna. Pacyfiści muszą znosić hegemonię ideologii obrony państwa. Libertarianie muszą znosić hegemonię ideologii opodatkowania i interwencjonizmu państwowego. Pedofile muszą znosić hegemonię ideologii nieseksualizowania dzieci. Anarchiści muszą znosić hegemonię ideologii istnienia państwa. I wszystko OK. Ale krzyża nie wolno, bo to narzucanie hegemonii.
Nie będzie mi Chrystus panem, niech krew swoją sam pije.
Mój jest udział w jeziorze ognia i siarki.

Moja twórczość: https://ateista.pl/showthread.php?tid=14690
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości