Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Czy ateizm leży w genach?
#1
Właśnie przeczytałem książkę Dean Hamer i Petera Copelanda pt.: „Geny a charakter”. Ocena książki to osobna sprawa, jednak można ją streścić w skrócie tak. Nie rodzimy się jako „czysta niezapisana karta” gdzie jedynie środowisko w jakim się wychowujemy oraz wypadki losowe decydują o naszym dalszym postępowaniu. Rodzimy się już z pewnymi cechami charakteru, tak jak rodzimy się z pewnymi cechami fizycznymi. Mamy predyspozycje (nie predestynacje) do pewnych zachowań. Wynikają one, w bardzo dużym skrócie, z molekularnych cech funkcjonowania mózgu, a zatem w konsekwencji z genów, lub raczej ich kombinacji.
Od razu przyszło mi do głowy pewne skojarzenie.
Dlaczego z dwojga dzieci wychowywanych w tej samej rodzinie jedno z należną czcią składa rączki do modlitwy, powtarzając starannie jej treść i wpatrując się nabożnie w święty obrazek, a drugie obok niego wierci się, odklepując naprędce słowa?
Jak to jest, że na tych stronach internetowych często można natknąć się na posty nastolatka z religijnej rodziny, który nie wierzy i to od najmłodszych lat? Co go pcha, uzależnionego materialnie i emocjonalnie od rodziny, słabego jeszcze psychicznie, do narażania się na odrzucenie przez najbliższych?
Dlaczego obserwując jakieś niecodzienne zjawisko przyrody albo unikalne wydarzenie losowe, jedni jakby z miejsca tworzą wokół niego pewną aurę tajemniczości, mistyczności i znajdują wytłumaczenie w działaniu sił nadprzyrodzonych, podczas gdy drudzy wykazują odmienną, charakterystycznie sceptyczną postawę?
Czy religijność nie zależy w tym samy stopniu od naszych genów co predyspozycja do np. uzależnień?
Chcielibyśmy wierzyć, że nasze przekonania zależą od naszych własnych przemyśleń, ewentualnie od naszych życiowych doświadczeń, jednak czy nie wynikają (lub w jakim stopniu wynikają) z naszej „natury”?
Czy nie jest tak, że wśród wierzących zawsze będą „wierni i wierniejsi”? Czy są przypadki skrajne? Tacy, których dewocja uniemożliwia wręcz funkcjonowanie i sukces życiowy lub którzy zrażeni religią nie stają się ateistami lecz wpadają w sidła co rusz to innej sekty? Inni, którzy w niemal fundamentalistycznym środowisku zachowują osąd tak trzeźwy, że budzi podziw u osób a- lub anty-religijnych?
Wreszcie trochę z humorem. Jeżeli tak, to czy jest to cecha dominująca? Jak zachowa się kościół kiedy ukażą się doniesienia w czasopismach naukowych? Czy będzie można wtedy w Polsce załatwić zwolnienie z religii jak teraz z wychowania fizycznego? Czy niektóre państwa jak np. Iran zabronią na tej podstawie posiadania dzieci czy „par mieszanych”?
Proszę o komentarze, a przede wszystkim o własne opinie, spostrzeżenia oraz przykłady z waszego życia, które mogłyby sugerować taką zależność.
Pozdrawiam i życzę dobrej zabawy.
Odpowiedz
#2
Dla mnie od dawna oczywistym jest, ze człowiek nie rodzi się jako czysta karta. Każdy ma już zespół cech, a podczas dorastania w zależności od wychowania, doświadczeń, bodźców jedne ulegają nasileniu inne osłabieniu, a jeszcze inne pozostają bez zmian. Jedyne o co można by się spierać to o tą drugą część właśnie, czyli jak bardzo wychowanie, środowisko itp. wpływa na nas. To pewnie też jest kwestia indywidualna, co wnioskuje z własnych doświadczeń.
Zresztą nawet w najbliższej rodzinie mam przykłady dwojga dzieci, które w zasadzie były wychowywane tak samo i są teraz na różnych biegunach(i nie chodzi tu tylko o sfere religijności, ale ogólnie).

Ja uważam, ze na mnie akurat środowisko nie miało wielkiego wpływu, przynajmniej jeżeli chodzi o mój charakter. Osobiści uważam, że urodziłem się też z "zaszczepionym" sceptycyzmem i to nei tylko do wiary, ale ogólnie do wszystkiego. Zastanawia mnie tylko od kogo się tym "zaraziłem", bo u mnie w rodzicie sami katolicy, z tym że rodzine znam tylko do 3 rzędu wyżej ode mnie, a co było wcześniej to nie wiem ;-)
"Wiara to wygoda, myślenie to wysiłek..."
Odpowiedz
#3
Co do charakteru to Ok geny maja na niego wpływ jednak co do przekonań religijnych nie jestem pewien.U mnie ateizm pojawił sie przez to ze kiedyś przypadkowa trafiłem wlasnie na to forum, co wzbudziło moje zainteresowanie wiara zacząłem myśleć aż doszedlem do ateizmu, wiec nie sadze zeby był on wynikiem takich czy innych genów.
"I watched with glee
As your kings and queens
Fought for ten decades
For the Gods they made"


Guns'n'roses - Sympathy For The Devil

"Fakty nie przestają istnieć z powodu ich ignorowania."

Aldous Huxley

"This is your life and it's ending one minute at a time"
Fight Club
Odpowiedz
#4
Progmast napisał(a):Co do charakteru to Ok geny maja na niego wpływ jednak co do przekonań religijnych nie jestem pewien.U mnie ateizm pojawił sie przez to ze kiedyś przypadkowa trafiłem wlasnie na to forum, co wzbudziło moje zainteresowanie wiara zacząłem myśleć aż doszedlem do ateizmu, wiec nie sadze zeby był on wynikiem takich czy innych genów.
Zauważ jednak, że wielu katolików zagląda na to forum, a nie każdy staje się z tego powodu ateistą. Po za tym czy to jakich wyborów dokonujesz nie jest zależne od cech Twojego charakteru ?
"Wiara to wygoda, myślenie to wysiłek..."
Odpowiedz
#5
Cytat:Nie rodzimy się jako „czysta niezapisana karta” gdzie jedynie środowisko w jakim się wychowujemy oraz wypadki losowe decydują o naszym dalszym postępowaniu.
Dokładnie tak! I predyspozycje do wiary też muszą być sprawą genetyczną. Zresztą charakter człowieka w dużej mierze zależy właśnie od genów. Dlaczego tak mało o tym wiemy: z prostej przyczyny: cechy fenotypowe w tym przypadku najtrudniej badać, wręcz nie jestem pewna czy jest to w ogóle możliwe. Stąd pewnie sceptycyzm wsród naukowców.
Po zastanowieniu pewnie większość z Was doszłaby do wniosku, że ateizm przyszedł Wam bardzo łatwo, prawda? Wydaje się, że wiara w Boga jest tak nielogiczna, tak bezsensowna, że dziwicie się, jak ktokolwiek może w takie bzdury wierzyć. A jednak nie każdemu ateizm łatwo przychodzi. Nie zastanawialiście się, dlaczego teistom trudno przyjąć Wasz punkt widzenia? Może dlatego, że i Wy i Oni w gruncie rzeczy posługujecie się intuicją. Z tym, że dla Was intuicyjne jest nieistnienie boga, a dla nich istnienie. Pewnie niektórzy z Was jeszcze się nawrócą Oczko

Pytanie tylko, po co nam predyspozycja do wierzenia (byłby to fenomen wśród zwierząt). Dlaczego właśnie ludziom jest to potrzebne i do czego. Wyjaśnień może być kilka. Kościół powinien się w zasadzie cieszyć, bo teraz ma pewien argument na istnienie Boga- skoro mamy gen, który odpowiada z wiarę w Boga, to znaczy, że to on nam go dał.
Mi się wydaje, że może to być skutek uboczny jakiejś innej cechy, która jest potrzebna człowiekowi, np. odczuwania jakichś uczuć wyższych (choć tutaj ateiści się zaraz zbuntują, bo to by oznaczało, że oni są w jakimś stopniu tych uczuć pozbawieni). Może też być to związane ze zwiększeniem inteligencji a co za tym idzie z pojmowaniem świata i śmierci (takie zabezpieceni przed strachem przed śmiercią). Pewnie odpowiedź jest zupełnie inna, ale co tam, można sobie czasem pofilozofować.
Fajna rzecz z tymi genami charakteru, szkoda że tak mało o tym jeszcze wiemy i pewnie długo się nie dowiemy...

P. S. Ja pochodzę z rodziny "katolickiej" i nie wierzę w boga, tak jak mój brat. Mój chłopak pochodzi z rodziny pół ateistycznej pół "katolickiej" i chyba jest ateistą. cudzysłów oznacza, że ta katolickość jest tylko niedzielno- świąteczna w naszych rodzinach. Nawet jeżeli pochodzi się z rodziny katolickiej, to nie znaczy, że rodzice wierzą! Moja mama np. uznaje mój ateizm, wszystko pięknie, ale jak jej powiedziałam, że chcę się wypisać z kościoła to się oburzyła i obraziła na mnie 8O Chociaż do wypisania z KK nie musiałabym być nawet ateistką. I jej reakcja wprawiła mnie w osłupienie, do dzisiaj zrozumieć tego nie mogę! Więc chyba chodzi jeszcze o jakieś dziwaczne przyzwyczajenie, albo sama nie wiem, tradycję?
Odpowiedz
#6
charakter warunkuje nas do pewnych zachowań ale nie do teizmu lub ateizmu.

mogę mieć charakter buntowniczy.
jeśli zawitam na świat w rodzinie wierzących to jest szansa zwiększona że się zlaicyzuję. jeśli w rodzinie wojujących ateuszy mógłbym się bzięki tej cesze char. nawrócić.

Odpowiedz
#7
GaGa napisał(a):Pytanie tylko, po co nam predyspozycja do wierzenia (byłby to fenomen wśród zwierząt). Dlaczego właśnie ludziom jest to potrzebne i do czego.
Częściowo sobie odpowiedziałaś. To w pewnym sensie skutek uboczny wynikający z ewolucyjnej przewagi zachowań elastycznych nad wyspecjalizowanymi. Elastyczność ta to cenna adaptacja, aby jednak jej zalety mogły być wykorzystane w pełni, potrzeba czegoś więcej, niż ewolucji biologicznej. Potrzebna jest także ewolucja kulturowa. Koordynacja memowo-genowa, efektywna zwłaszcza w złożonych społecznościach. Sama wiara zaś, choć doskonale sprawdziła się jako element konsolidujący, jest już przeżytkiem. Jej użyteczność stała się anachronizmem. Dlatego powoli, systematycznie, memy antyreligijne zyskują na znaczeniu. I prawdopodobnie zastąpią z biegiem czasu memy proreligijne.
Pomyśl tylko-tryliony organizmów kręcących sie dokoła, każdy pod hipnotycznym działaniem jedynej prawdy, wszystkie te prawdy identyczne i wszystkie logicznie sprzeczne ze sobą: Moje dziedziczne tworzywo jest najważniejszym tworzywem na Ziemi; jego przetrwanie usprawiedliwia twoją frustrację, ból, a nawet śmierć. I ty jesteś jednym z tych organizmów, i przeżywasz swoje życie w niewoli logicznego absurdu.
R.Wright [i]Moralne zwierzę
Odpowiedz
#8
Cytat:Sama wiara zaś, choć doskonale sprawdziła się jako element konsolidujący, jest już przeżytkiem. Jej użyteczność stała się anachronizmem. Dlatego powoli, systematycznie, memy antyreligijne zyskują na znaczeniu. I prawdopodobnie zastąpią z biegiem czasu memy proreligijne.
Avidal, a to jest jakoś sprawdzone? Tzn, chodzi mi o to, czy rzeczywiście istnieje tendencja do niewierzenia? Ile procent społeczeństwa jest ateistami teraz, a ile było 100 lat temu, albo 1000. Pomijam oczywiście wpływ takich czynników jak "przymus wiary". Mówi się, że jest coraz więcej ateistów, ale czy na pewno? A może to my jesteśmy ginącym gatunkiem? Może ateizm to tylko chwilowa moda?
Nie mówię o odchodzeniu od katolicyzmu, bo to zupełnie inna sprawa niż odchodzenie od boga.
Odpowiedz
#9
GaGa napisał(a):Tzn, chodzi mi o to, czy rzeczywiście istnieje tendencja do niewierzenia? Ile procent społeczeństwa jest ateistami teraz, a ile było 100 lat temu, albo 1000.
Ale geny to tylko część tego co nas determinuje. Keidyś ludzie inaczej widzieli świat - nic więc dziwnego że byli wierzący. Ja nie wyobrażam sobie, aby mógł być niewierzący przed czasami Darwina... Kiedyś ludzie myśleli że są pępkiem świata - i to doslownie - dopiero kopernik sprowadził wszystkich na ziemie. Mając tak przedstawiony świat trudno być niewierzącym. Niby jak wytlumaczyć istnienie człowieka, zwierząt itd. Od zawsze starano się tłumaczyć to istnieniem osobowego bytu. Stąd zapewne Zeus odpowiedzialny za ciskanie piorunami... Dziś właściwie pytanie o przyczynę istnienia ogranicza się do początku Wszechświata - co dało "kopa" umożliwiającego jego dalszą ewolucje - fizyka pokazuje że ten "kop" nie musiał wcale być spowodowany przez osobowe byty. Hipoteza osobowego stwórcy wydaje się wręcz (przynajmniej mi) powrotem do wierzeń starożytnych greków.
"Straszną jest rzeczą, że gdziekolwiek człowiek się urodzi, pewne twierdzenia zostają mu wpojone w dzieciństwie wraz zapewnieniem, że nigdy nie będzie mógł wątpić na ich temat, pod karą utraty wiecznego zbawienia."

Arthur Schopenhauer
Odpowiedz
#10
Oczywiście nie znam żadnych statystyk. Opieram się na czymś innym. Przyjmuję, że pierwotnie religijność uzyskała przewagę nad jej brakiem, posiadała bowiem pewną użyteczność społeczną; możliwość udzielania odpowiedzi. A kiedy raz zdobyła przewagę, tak łatwo jej nie oddała aż do dzisiaj. Memy potrzebują nośników, tak jak geny. Najpierw tę funkcję spełniała mowa, potem doszło pismo. Nośniki memów zmieniają się, a może raczej zwiększają swoją różnorodność wraz z rozwojem technologii informacji. I proces ten ma cechę charakterystyczną-każda następna informacyjna innowacja zmniejsza koszt rozpowszechniania tej informacji, memy stają się bardziej mobilne i ogólnodostępne.Nie powinno nikogo dziwić, że siła nowych technologii należy do ludzi, którzy ich używają. I tak np. w starożytnej Mezopotamii mniej, niż jeden procent umiało czytać i pisać. W takich warunkach mem, który raz zyskał przewagę, posiadł monopol. Tym bardziej, że piśmienne elity stanowiły jednocześnie władzę polityczną skutecznie zapobiegającą niechcianym zmianom. Ateistyczna opozycja, gdyby nawet istniała w tych warunkach, nie miała narzędzi, aby dotrzeć do szerokiego grona odbiorców. Na potwierdzenie przypomnijmy sobie co się stało, kiedy po raz pierwszy takie narzędzie się pojawiło. Nie bez powodu historycy uznają okolice 1450 roku za początek współczesnej ery Europy. Wtedy to Gutenberg wynalazł , na nowo po Chińczykach, prasę drukarską. Zainicjowała ona rewolucję naukową i przemysłową, wsztrząsnęła Kościołem. Do tej pory zakonne klechy miały praktycznie wyłączność na umiejętność pisania, a księgi pisane ręcznie były horrendalnie drogie. To ułatwiało kontrolę. Nagle druk sprawił, że ten handicap prysł. Już w 1517 roku M.Luter przybił swoją krytykę katolickiej doktryny do drzwi kościoła w Wittenberdze, a po kilku tygodniach trzy odrębne edycje schodziły już z prasy w trzech różnych miastach. Wyodrębnił się protestantyzm.
Ten proces informacyjnej ewolucji kulturowej trwa. Przyczynił się do klęski totalitaryzmu, a autorytaryzm nie czuje się najlepiej. Religia jeszcze się broni, ale traci wpływy. W końcu nie musimy już jej stosować jako spoiwa wzmacniającego zaufanie, jak zrobił to chociażby Jagiełło, kiedy przyjał chrześcijaństwo we wspólnym interesie Polski i Litwy. A dzięki internetowi każda organizacja, każda idea ma szansę w tani , szybki, masowy i niekontrolowany sposób rozsiewać swoje memy. I tak jak wielkie mocarstwa; rzymskie, otomańskie, rosyjskie czy mongolskie musiały ulec rozpadowi dzięki technologii informacji, tak wielkie religie wcześniej, czy później, podzielą ten los. Ateizm ma po swojej stronie naukowy racjonalizm i ma tanie narzędzia memetyczne do dyspozycji. Właśnie korzystam jednego z nich, które jest tańsze i efektywniejsze od telefonu, ten z kolei od telegrafu, ten od prasy drukarskiej, a ta od pióra i atramentu. To naprawdę wystarczy.
Pomyśl tylko-tryliony organizmów kręcących sie dokoła, każdy pod hipnotycznym działaniem jedynej prawdy, wszystkie te prawdy identyczne i wszystkie logicznie sprzeczne ze sobą: Moje dziedziczne tworzywo jest najważniejszym tworzywem na Ziemi; jego przetrwanie usprawiedliwia twoją frustrację, ból, a nawet śmierć. I ty jesteś jednym z tych organizmów, i przeżywasz swoje życie w niewoli logicznego absurdu.
R.Wright [i]Moralne zwierzę
Odpowiedz
#11
GaGa napisał(a):Po zastanowieniu pewnie większość z Was doszłaby do wniosku, że ateizm przyszedł Wam bardzo łatwo, prawda?
No nie wiem. Mi przyszedł trudno, i przy tak potężnej indoktrynacji jaką mamy chyba każdmu trudno jest porzucić brzemie wiary. Wystarczy spojżeć ilu mamy ateistów w polsce - to mówi samo za siebie.

GaGa napisał(a):Może dlatego, że i Wy i Oni w gruncie rzeczy posługujecie się intuicją. Z tym, że dla Was intuicyjne jest nieistnienie boga, a dla nich istnienie.
Ała, jaką intuicją. Myślę że każdy racjonalista rozumie, że intuicja człowieka nie sprawdza się w takich miejscach. Wyewoluowała ona w innym celu, i mówienie że "intuicyjnie odczuwa się istnienie Boga" jest bzdurą. Takie zachowania to tylko skutek uboczny istnienia intuicji.


GaGa napisał(a):Z tym, że dla Was intuicyjne jest nieistnienie boga, a dla nich istnienie. Pewnie niektórzy z Was jeszcze się nawrócą Oczko
i to chyba również każdy ateista wie, że być może się nawróci(chociaż ja czuje się już nawrócony). Swoją drogą pmiętam jak jeszcze byłem katolikiem, modliłem się o to, abym nigdy nie był tak głupi aby stać się ateistą - wiedzialem że nigdy nie wiadomo co może mnie w życiu spotkać, nie moge mówić jaki będe za X lat. Na szczęście Bóg mnie nie wysłuchał Język
"Straszną jest rzeczą, że gdziekolwiek człowiek się urodzi, pewne twierdzenia zostają mu wpojone w dzieciństwie wraz zapewnieniem, że nigdy nie będzie mógł wątpić na ich temat, pod karą utraty wiecznego zbawienia."

Arthur Schopenhauer
Odpowiedz
#12
Cytat:Ała, jaką intuicją. Myślę że każdy racjonalista rozumie, że intuicja człowieka nie sprawdza się w takich miejscach
He, he wiedziałam, że się ktoś przyczepi tej intuicji. Po prostu brakuje mi określenia. U wierzących jest coś jakby wewnętrzne przeczucie istnienia czegoś niematerialnego. Ja nie mam czegoś takiego, dlatego nie wierzę w Boga. I ja i teista kierujemy się czymś jakby głosem wewnętrznym. Nie wiem jak to ładniej ująć w słowa. Po prostu ateiści i teiści mają inny sposób patrzenia na świat, ale i dla jednych i dla drugich jest on naturalnym sposobem postrzegania rzeczywistości.

Cytat:No nie wiem. Mi przyszedł trudno, i przy tak potężnej indoktrynacji jaką mamy chyba każdmu trudno jest porzucić brzemie wiary. Wystarczy spojżeć ilu mamy ateistów w polsce - to mówi samo za siebie.
Nie mieszajmy wiary w Boga z religią. To są dwie różne rzeczy, rzekłabym nawet że niezależne Oczko Nie wierzyć w Boga jest bardzo łatwo, nie przesadzajmy. Trudniejsze może być odrzucenie Katolicyzmu, ale to są dwie różne rzeczy. A ludzie wierzący wierzą, bo chcą a nie dlatego że trudno jest niewierzyć.

Cytat:"intuicyjnie odczuwa się istnienie Boga" jest bzdurą.
Zapytaj się katolików, skąd ich wiara. Odpowiedzą Ci że tak czują. To, że ty nie potrafisz tego zrozumieć tylko potwierdza tą teorię Uśmiech

Wierzenia małego dziecka są zupełnie czymś innym niż wiara. Dziecko opiera się na autorytecie rodzica. Wierzy we wszystko co mu rodzic wciśnie. Wiara z wyboru zaczyna się w momencie, gdy zdajesz sobie sprawę, że Twoi rodzice nie mają monopolu na prawdę. Ja w tym momencie przestałam wierzyć, inni nie przestają.

Avidal: ja mówiłam o wierze w Boga, a nie o religii Uśmiech Że tak powiem co ma piernik do wiartaka?
Odpowiedz
#13
Pozwolę sobie stronić od potocznych czy też czystofilozoficznych pojęć jak "czysta karta", gdyż niczego do dyskusji nie wnoszą i skupię się w wypowiedzi na pojęciach ścisłych.

DNA stanowi wzorzec, na bazie którego rozwijają się narządy w organiźmie zwierzęcym, a więc także elementy centralnego układu nerwowego. Budowa tych elementów, w tym także mózgowia decyduje o potencjalnym stopniu wydajności funkcji intelektualnych, oraz o potencjalnej ~wrażliwości układu na bodźce ( charakter ). Obie grupy funkcji układu nerwowego składają się na subsensoryczny system osobowości. Zatem pewnym jest, że w okresie neonatalnym osobnik ( np. ludzki ) jest wyposażony już w pewne uwarunkowania psychointelektualne i psychoemocjonalne. Jednak wszystko co łączy jego uwarunkowania sprowadza się do przymiotnika "potencjalny". To, jak rozbuduje się system świadomy ( którego jeszcze nie ma u płodu, ani u dziecka tóż po urodzeniu ), oraz tożsamość i wzorce zachowań ( system moralny osobowości ) zależy w bardzo znacznym stopniu od:

1) losowej relacji ze środowiskiem,
2) procesu socjalizacji:
a) pogłębianie neurotyzmu,
b) indoktrynacja ideologiczna;
3) stanu organicznego ( wpływ stanu zdrowia na właności psychiczne ),

oraz od wielu innych czynników, o których pisanie jest już drugorzędne.

Czy ateizm jest w genach. Nie, ateizm jest ideologią, a więc zbiorem tez a priori, które składają się na system moralny i spełniają funkcję reagowania na bodźce w sposób oczekiwany przez "społeczeństwo". System moralny osobowości nie istnieje w naturze i jest wynikiem punktu (2). Informacje na temat wartościowania świata nie istnieją w DNA, gdyż wartościowanie jest czynnością umysłową i pojawia się jako abstrakt, skutek procesów intelektualnych i emocjonalnych. W przyrodzie nie ma wartości, zatem zapis o nich nie może występować w czynniku genetycznym.
Dziecko tóż po urodzeniu nie posiada moralności i o ile w aspekcie uwarunkowań potencjalnych zdolności intelektualnych i wrażliwości na bodźce nie jest "czystą kartą", o tyle w aspekcie sfery decyzyjnej oraz moralności ( ateizm, r-katolicyzm, buddyzm, komunizm, faszyzm, liberalizm, konserwatyzm, etc. ) jest de facto "czystą kartą". System świadomy, a więc m.in. zdolność podejmowania świadomej decyzji, świadomej analizy danych, zdolności przeciwstawiania się popędom, etc. kształtuje się dopiero w zetknięciu się psychiki subsensorycznej dziecka ze środowiskiem, które wymaga reakcji od osobnika, który musi zaspokajać popędy. System moralny natomiast to skutek indoktrynacji i naśladowania przez dziecko postaw, zachowań, oraz przyjmowania bezsceptycznie światopoglądu rodziców ( później też autorytetów ideologicznych ).

Można zatem postawić tezę, że przyjęcie ateizmu, albo innej ideologii jest skutkiem uwarunkowań podświadomych. Niemniej tak nie jest, gdyż ten sam potencjał intelektualny i emocjonalny może zostać ukierunkowany na różne ideologie. Oczywiscie większa ciekawość wynikająca z lepszej analizy danych i lepszych zdolności intelektualnych, oraz wyższego poziomu energii psychicznej może spowodować, że w rezultacie umysł będzie pracował wybitnie sceptycznie, przez co żadne doktryny, nie dadzą satysfakcji osobnikowi, gdyż nie zaspokoją popędu ciekawości nieobniżając jego energii psychicznej. Wówczas dojdzie do odrzucenia ideologii teistycznych jako niedających odpowiedzi na pytania wynikające z silnej ciekawości.
Jednak wystarczy te same potencjalne własnosći intelektualne i emocjonalne połączyć ze świadomą osobowością silnie neurotyczną, na którą wywarto tak silnie wpływ wychowawczy, że wynikające z silnej moralności lęki neurotyczne zdominują sferę decyzyjną osobnika, który zastąpi realizację w zaspokajaniu ciekawości procesem realizowania się w sferze "duchowej", np. poprzez zaspokajanie znacznie silniejszego popędu lęku niż ciekawość ascezą, służeniem Bogu, klerowi, itd. Da mu to większą znacznie satysfkację, gdyż poczucie z ulgi po obniżeniu energii pochodzącej z lęków moralnych jest postrzegane przez percepcję takiego osobnika jako znacznie przyjemniejsze, czy właściwie bardziej przymusowe niż zaspokajanie ciekawości.

Tak więc wrodzone zdolności i uwarunkowanie emocjonalnych reakcji na bodźce ( charakter ) jest tylko elementem, który wydaje się po głębszej analizie przypadków być zdecydowanie mniej znaczącym czynnikiem wpływającym na obranie światopoglądu ( ateizm, tezim, etc. ). Tym bardziej, że nawet dwie czy kilka osobowości o niemal identycznych parametrach wszystkich trzech systemów, w wyniku losowych relacji ze środowiskiem ( miejsce zamieszkania, kultura, klimat, stan organiczny, osobowości spotkanych ludzi od których jest się zaleznym ) mogą róznić się pod względem przyjętego światopoglądu. Innymi słowy ta sama osobowość w róznych warunkach środowiskowych może realizować się równie skutecznie jako teista, ateista, hedonista, agnostyk, cynik, obojętny światopoglądowo, etc.
Odpowiedz
#14
Proponowałabym osobie piszącej o "genie wiary", żeby najpierw zdefiniowała pojęcie "wiara".

Wiara to mechanizm przyjmowania w obręb świadomości pewnych informacji, pochodzących ze środowiska lub będących tworem intelektualnym, np. konluzja, wniosek, teza. Innymi słowy to proces modyfikacji obrazu świata, którego determinantami są głównie popędy oraz emocje. Obiektem wiary jest światopogląd. Każdy ma jakiś światopogląd, np. teistyczny, albo ateistyczny. Zatem każdy wierzy, że jego obraz świata jest zgodny z prawdą ( stanem faktycznym ), której to prawdy poznać jednak nie można ( co wynika z definicji tego pojęcia ).

Zjawisko wiary jest zdolnością intelektualną, którą determinują emocje i popędy. Na zdolność tą składają się takie funkcje intelektualne jak myślenie przyczynowo-skutkowe, rozumowanie abstrakcyjne w tym np. myślenie magiczne. Wszystkie te zdolności są wynikiem budowy układu nerwowego a ta jest zapisana w DNA. Jednak to, jaki obiekt zostanie przedmiotem wiary ( Wszechświat jako twór Boga, Wszechświat bez Boga ) nie ma już nic wspólnego z tymi zdolnościami ( wiarą ) jako takimi i wynika z procesów opisanych w moim poprzednim poście. Obiekt wiary, a więc np. Bóg, nie jest zatem wynikiem zapisu w DNA. Światopoglądy takie jak teizm, ateizm to twory umysłu świadomego, które aby wogóle istniały w społeczeńśtwie muszą być przekazywane pokoleniowo, czemu służy proces socjalizacji.

Zatem pisanie o "genie wiary" w aspekcie przedmiotu tej wiary - Boga, braku Boga - jest absurdalne.
Odpowiedz
#15
Cytat:Avidal: ja mówiłam o wierze w Boga, a nie o religii Że tak powiem co ma piernik do wiartaka?
Moim zdaniem ma bardzo wiele. Cóż, udzieliłem Ci najlepszej odpowiedzi, na jaką było mnie stać. Jeśli Cię ona nie satysfakcjonuje, pozostaje Ci próbować znaleźć ją w inny sposób, lub od kogoś innego. Powodzenia. Uśmiech
Pomyśl tylko-tryliony organizmów kręcących sie dokoła, każdy pod hipnotycznym działaniem jedynej prawdy, wszystkie te prawdy identyczne i wszystkie logicznie sprzeczne ze sobą: Moje dziedziczne tworzywo jest najważniejszym tworzywem na Ziemi; jego przetrwanie usprawiedliwia twoją frustrację, ból, a nawet śmierć. I ty jesteś jednym z tych organizmów, i przeżywasz swoje życie w niewoli logicznego absurdu.
R.Wright [i]Moralne zwierzę
Odpowiedz
#16
|*Silesian*| napisał(a):Jak to jest, że na tych stronach internetowych często można natknąć się na posty nastolatka z religijnej rodziny, który nie wierzy i to od najmłodszych lat? Co go pcha, uzależnionego materialnie i emocjonalnie od rodziny, słabego jeszcze psychicznie, do narażania się na odrzucenie przez najbliższych?


Może mama "zapatryła się" w jakiegoś ateiste?... :wink:


GaGa napisał(a):Pewnie niektórzy z Was jeszcze się nawrócą


Ateizm bywa co najmniej dwojaki.Często jest to młodzieńcza poza,bunt przeciw dominacji religii,niekiedy zaś światopogląd będęcy wynikiem wieloletnich doświadczeń,poważnych,nie dokonywanych pod wpływem impulsu,przemyśleń.To drugie pozostaje w człowieku do końca(jakby powiedzieli bikupi - do naturalnej śmierci).Znane i częste są jednak przypadki nawróceń,choć rzadko tacy ludzie wracają do jakiejś religii.Częściej stają się agnostykami,bądź poszukują własnych,odrębnych dróg,nie wykluczając a nawet przyjmując wręcz za pewnik istnienie jakiegoś Absolutu - jakiejś wyższej siły sprawczej.

Na pewno za chwilę zostanę zlinczowany,szczególnie przez młodych ateistów ale cóż począć - piszę o faktach.A z linczem proponuję poczekać - może 10 lat wystarczy.
Odpowiedz
#17
Ja się miałam nawrócić na rzymskokatolicyzm jeśłi stanie się pewien cud. Cud się stał a ja nie potrafię się mimo to nawrócić :wink:
Odpowiedz
#18
Może ten cud był mało-rzymskokatolicki.

Dla mnie religia, czyli zasady z nią związane czy to rzymskokatolicyzm czy jakiś tam inny religijny mniej lub bardziej wypieczone ciasto to jedno, a wiara to drugie.

Nie można nawrócić sie na zasady bo to nie naturalne, wiec wcale mnie nie dziwi że sie nie potrafisz nawrócić. Można co najwyżej uwierzyć (tylko w co?). Tyle że z tego co wiem na dzień dzisiejszy, musiałby to być proces i moim zdaniem jest on ci po prostu nie potrzebny, a może nawet nie wskazany.

Co do tematu wątku, to takiego genu może nie być, jest to wynik wtórny koncepcji świata, mieszania sie tego co mamy w głowach z obserwacjami i naszymi emocjami. Umiejętnosci wyobrażenia, lub braku wyobrazenia.
[SIZE="1"]. MRU .
............
[/SIZE]
Odpowiedz
#19
Cud był rzymskokatolicki, bo dotyczył umowy z Bogiem ( rzymskokatolickim ) Duży uśmiech

Prawdą jest, że jest on ( proces zmiany poglądu ) mi niepotrzebny, ale rzecz w tym, że to była umowa, a ja nienawidzę nieuczciwości ( niekonsekwencji ) i hipokryzji. No ale przecież się nie potnę, jak nie mogę zmienić poglądu to nie mogę, trudno.
Odpowiedz
#20
Isabelle napisał(a):Cud był rzymskokatolicki, bo dotyczył umowy z Bogiem ( rzymskokatolickim ) Duży uśmiech
Ja tam nie wiem jak tych bogów odróżniać. Może tamten był zajęty i cud sprawił inny.

Co do umowy, ja tez nie lubie nieuczciwości i hipokryzji, ale dopiero wiara na siłe byłaby hipokryzją.

Chcesz być konsekwetna? W czym? W tym że obiecałaś coś (o czym może nie wiedziałaś) niemożliwego?
[SIZE="1"]. MRU .
............
[/SIZE]
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości