Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Biblioteka Ateistycznej Myśli
#1
Witam serdecznie!

Pragnę poinformować iż ruszyła oficyna wydawnicza ateistycznych środowisk, na wstępie chciałbym przedstawić pokrótce założenia biblioteki jak i całego przedsięwzięcia : Wychodząc naprzeciw zapotrzebowaniu, tworząc ład z chaosu, postanowiliśmy ruszyć z inicjatywą wydawniczą, która spełniłaby oczekiwania wszystkich wybrednych 'niewiernych'. Naszym zadaniem jest publikacja możliwie jak największej ilości tekstów znanych lub i nie, pisarzy, myślicieli i artystów spośród grona ateistów. Sama myśl i koncepcja rozważana była już jakiś czas temu, prowadzenie klubu wolnomyślicielskiego (o którym informowałem Athei Overlord na priva ; niestety bezskutecznie, a szkoda ) Zarówno ja, Rothein jak i Seth33 (użytkownicy tego forum) omawialiśmy już tą kwestię wielokrotnie, czas jednak wyjść na światło dzienne. Chciałbym ażeby osoby kompetentne, chcące pomóc skontaktowały się bezpośrednio ze mną lub z którymś z wyżej wymienionych użytkowników.

[Obrazek: atxo3.jpg]

Athei do Ciebie ogromna prośba - o przyklejenie tematu jeśliś łaskaw Uśmiech

''Wydawnictwo'' to małe ziarnko w porównaniu z tym co chcemy osiągnąc, nie zależy nam na pieniądzach czy profitach za szerzenie publikacji ateistycznych. Inicjatywa powstała ponieważ zaobserwowano zapotrzebowanie na tego typu publikacje, tym większe będzie jeśli portal ateista.pl wyrazi chęć nie tyle współpracy co chociaż pomocy, tutaj na forum, o co bardzo proszę.

Użytkownik kokkai z którą kontaktuję się za pomocą komunikatora wyraził chęć pomocy przy translacji tekstów. I tutaj słowa kierowane bezpośrednio "kokkai proszę pomóż''

Kolejnym krokiem będzie załatwianie pozwolenia, prawa autorskie do danego tekstu itd. Wszyscy zostaną w jakiś sposób nagrodzeni za przyniesioną pomoc. Książki, broszury, prasa, newsletter - nie będzie profesjonalnej jakości, nie staramy się o uzyskanie numerów identyfikacyjnych książek itp. czysto undergroundowe przedsięwzięcie,takim pozostanie - z prostej przyczyny, nie stać nas na prowadzenie wydawnictwa w dosłownym znaczeniu, będziemy się jednak starali w miarę sukcesywnie to zmienić, tak by publikacje wyglądały w miarę profesjonalnie.

Pierwszą publikacją będzie esej P.B. Shelley O konieczności ateizmu

Zainteresowanych proszę o kontakt :!:

Poza sprzedażą wysłkową, biblioteczką internetową, prowadzeniem dziennika, organizować będziemy w Miejskich Domach Kultury spotkania, na które wszystkich serdecznie zapraszam, niestety na chwilę obecną nie wychodzić będą one poza ramy terytorialne górnego śląska i zagłębia dąbrowskiego. W miarę upływu czasu, ze zwiększoną rzeszą współpracowników będziemy starali się przenieśc na inne terytoria Uśmiech Jeśli czas i chęci pozwolą.

Wielka prośba do użytkowników, którzy w jakiś sposób mogliby przyczynić się do rozreklamowania nas - z góry dziękuję.

Inicjatywa to mała i raczkuje ale przy odrobinie wsparcie, można osiągnąc całkiem niezłe korzyści.

Baśka - Czy dalej jesteś zainteresowana współpracą ?

Na chwilę obecną będę próbował nawiązać współpracę z Oficyną Wydalniczą Bractwa Trójka.

Kontakt i pytania, jeśli nie na forumowe priv, słać proszę : avpnews@op.pl

pozdrawiam serdecznie
#2
Jak sam wiesz dobrze na mnie możesz liczyćUśmiech
"Hope can drown lost in thunderous sound
Fear can claim what little faith remains
But I carry strength from souls now gone
They won't let me give in...
(...)
Death will take those who fight alone
But united we can break a fate once set in stone
Just hold the line until the end
Cause we will give them hell..."


EH
#3
Ale o czym to w ogóle ma być ?
Przecież wszystkie dzieła czysto naukowe, to w zasadzie dzieła ateistyczne.
Nie da się tego objąć jakimś biuletynem.
O czym by to miało być ?
#4
Broszurka P.B. Shelley O konieczności ateizmu Jest już do nabycia, za symboliczną cenę 4zl (koszt ksera) Chętnych zapraszam na priv.
Tłumaczenie: Kokkai
Format A5, 18 stron.

[Obrazek: shelleysx1.jpg]
#5
Szukacie kogos konkretnego? Czy na zasadzie, że kazda para rak przyda sie do pracy?
Puisqu'on ne peut etre universel en sachant tout ce qui se puet savoir sur tout, il fant savoir peu de tout. Car il est bein plus beau de savoir quelque chose de tout que de savoir tout d'une chose; cette universalite est la plus belle.

B. Pascal, Pensees, no 42 et 65, ed. Chevalier,1954.
#6
Spairatox napisał(a):Szukacie kogos konkretnego? Czy na zasadzie, że kazda para rak przyda sie do pracy?
każda para rąk może dać coś konkretnego.
np.

Tadeusz Kotarbiński napisał(a):Nie mogę odtworzyć dawnych przeżyć na podstawie dokumentów, te bowiem spłonęły w ogólnej pożodze Warszawy pod koniec wojny ostatniej. Muszę polegać wyłącznie na wspomnieniach, dobrze już zatartych, gdyż sięgających wstecz dość daleko poza półwiecze. Najdawniejsze są chyba te, które pochodzą z początków lat dziewięćdziesiątych ubiegłego stulecia... Zasobny dwór ziemiański w Radzymińskiem, urzekający dostojeństwem sędziwego domu. Dobrobyt tego domu stwarzał w duszy dziecka złudzenie, że wszystkim w ogóle dobrze jest na świecie. W słoneczny letni poranek wybiegało się do ogrodu pełnego niespodzianek. Jakże misterne są dzwoneczki fuksji z kropelkami świeżej rosy na barwnych płatkach... A teraz spójrz wyżej! Tam wdzięczą się różowe gwiazdki w ciemnym listowiu głogów... Złota słonecznego nieprzebrana obfitość, rzeka złotych promieni spływa nieustannie z świetlistych niebios... Pszczoły i muszki przenajrozmaitsze brzęczą dokoła cichym akordem. Motyle, zawsze ubrane odświętnie, polatują sobie nad łąką szczęśliwe i radosne...

Z "Lirenki" Teofila Lenartowicza przepisywało się do własnego zeszytu urocze wiersze i powtarzało się ustami "Wiochny": "Jak to dobrze Bóg zrobił, że ten piękny świat stworzył! Tak go ślicznie ozdobił, tyle kwiecia namnożył..." Niewątpliwie, stałym podtrzymaniem złudnego poglądu na świat jest piękno roślinności i krajobrazu. Stwarza ono pozór dobrotliwej harmonii we wszechbycie, zwłaszcza jeśli się samemu żyje w dostatkach i wśród wygód i usług ze strony istot pomagających. A widok nieba gwiaździstego z jego wiekowym ładem - tę ułudę umacnia, lub odwrotnie, ten właśnie widok wraz z obserwowaną stale życiodajną funkcją słońca stwarza w naszych umysłach fantazmat powszechnego, rozumnego i opiekuńczego ładu, natomiast wizja przyrody żywej, pięknej i pełnej objawów mistrzostwa w funkcjach życiowych, przyłącza się jako dodatkowe świadectwo owej prawdy rzekomej. Olbrzymi głaz rozkosznej ułudy przygniata rodzącą się w męce i słabą w początkach refleksję krytycznego rozumu, która jednak nabiera coraz większej prężności i w końcu odrzuca precz brzemię kardynalnego błędu. Zanim to jednak nastąpi, osobowość dziecka trwa w atmosferze bajki z tysiąca i jednej nocy i kształtuje się w niej dobrze i pięknie aż do chwili przełomu.

Jak bardzo byliśmy szczęśliwi w dzieciństwie my wszyscy, którzy czuliśmy się pod bezpośrednią opieką "Matki Boskiej". Należałem i ja do tych oddanych pod Jej opiekę - przez matkę, która w 46 lat potem na łożu śmierci czytała nie modlitewnik, lecz "Obronę Sokratesa"... Ale pamiętam spełnienie zobowiązania: siedmioletniego chłopca matka zawiozła do Częstochowy, by tam przed cudownym obrazem przystąpił do pierwszej komunii po odbyciu pierwszej spowiedzi... Kult Madonny tchnie łagodnością uczuć dobrotliwych. Kojąco i uszlachetniająco działają narkotyki nabożeństwa majowego, głęboko zapadają w duszę i dobroczynnie urabiają podświadomość symbole litanijnych wersetów... Dobrze było podrostkowi z tym wszystkim i czuł się on urabianym ku dobru. W letnią słoneczną niedzielę jeździło się do pobliskiego kościoła na sumę... Cóż to za teatr! Jaki wspaniały teatr! Księża i ministranci grają sztukę o potężnym napięciu ekspresji, a tłum ludu, zapełniający nawę kościelną, uczestniczy w owym misterium bynajmniej nie jako widz jedynie, lecz jako chór współczynny. Ci ludzie prości nie ujmują pojęciowo teologicznego sensu liturgii, lecz łączą się sercem z ekspresją odwiecznych symboli, wyczuwając, że rozpamiętuje się i uprzytamnia sobie sprawy największej wagi. Nie rozumieją, co znaczy "kyrie elejson", i obce im są wymyślne koncepcje transsubstancjacji, ale gdy kielich wśród ciszy zupełnej unosi się ponad pochyloną głowę duchownego, wzniesiony na rękach ku górze wyciągniętych - wówczas dusza zbiorowa zebranych w kościele świadków misterium unosi się wzwyż wraz z rytualnym pucharem w akcie zbiorowej sublimacji... Msza, ujmowana jako dzieło sztuki, jest formą równie uprawnioną, jak oratorium, jak pochód z transparentami dla uczczenia publicznej uroczystości, jak symfonia wreszcie lub inny twór muzyki czystej. I tak jest przeżywana przez ogół wiejski zebrany w kościele. Ukończona, przechodzi znajomym i wdrożonym torem w akt wspólnego uniesienia i porywa za sobą każdego z obecnych (jeśli nie wyschło w nim serce do cna), gdy się rozlegnie wstrząsające sklepieniami kościoła unisono prastarej pieśni, której pierwsze słowa brzmią: "Święty Boże, święty, mocny, święty a nieśmiertelny", i która kulminuje w rozpaczliwym wołaniu: "Od powietrza, głodu, ognia, wojny wybaw nas, Panie". Tak, bez wątpienia, najtrzeźwiejszy, najmniej na nastroje podatny sceptyk musi przyznać, że nabożeństwo może być i bywa uczuciowym przygotowaniem psychiki ludzkiej do przeżyć trudnych i czynów ważnych. Czy nie mogłoby - rzucimy już tu nawiasem - pełnić tej funkcji nawet względem ateistów, gdyby je uniezależnić od wszelkich wmówień irracjonalnych, a pozostawić całą jego zawartość ekspresyjną i moralnie symboliczną?

A spowiedź... Toż to instytucja w zasadzie zbawienna. Człowiek potrzebuje jakiejś techniki katarktycznej, jakiejś metody oczyszczania swego wnętrza z urazów, więc i z udręki wyrzutów sumienia. Ulgą jest dlań zwierzyć komuś życzliwemu a dyskretnemu gnębiącą tajemnicę własnego złego czynu i naradzić się z nim ufnie, niby z sobą samym, nad tym, jak wyrządzoną krzywdę naprawić, jeśli się da, jak uzyskać z powrotem prawo do moralnego szacunku, jaką wobec siebie samego zastosować dyscyplinę psychiczną, by się utwierdzić w dobrej woli i w oporze przeciwko zdrożnym pokusom i podszeptom. Niepoważne traktowanie instytucji spowiedzi zdołało ją zdyskredytować, a nawet obrócić w narzędzie łatwego wymigiwania się od istotnej odpowiedzialności, jednak obserwuje się również dobroczynne skutki konfesjonału u ludzi wierzących, w zetknięciu ze spowiednikami biorącymi serio swoje zadania i dorastającymi do nich duchowo.

Wielkie to szczęście wierzyć w istnienie Boga Ojca Wszechmogącego, Stworzyciela Nieba i Ziemi, i w ład moralny przezeń ustanowiony w ogromie wszechbytu, i w Jego opiekę stałą i pomoc, i mieć w Nim realny wzór doskonałości, i być przeświadczonym, że prawa rzeczywistości mają sens etyczny, i że przyroda po to istnieje, by człowiek mógł z niej korzystać dla podtrzymania swych sił w pochodzie wzwyż, ku szczytom sublimacji, i że jest od kogo dowiedzieć się o tym na pewno, gdyż Bóg objawił ludziom prawdy o sprawach najważniejszych, i że nasi najbliżsi, nasi ukochani nie poumierają nigdy naprawdę i nie utracimy ich naprawdę, lecz - jeśli zasłużymy na to - spotkamy się z nimi w życiu przyszłym, wspaniałym, radosnym i nieskończonym. Pamiętam, dobrze pamiętam, jedną z chwil uświadomienia sobie takiego szczęścia. Miałem wtedy pewno jakie dwanaście lat. Było lato. Rozmyślałem sobie wśród ciszy leśnej i stało mi się jasnym to właśnie, lecz nie to przede wszystkim. Raczej to, jak bardzo muszą być nieszczęśliwi ci, którzy nie wierzą.

I wkrótce potem popadłem sam w gehennę takiego nieszczęścia. Rozwiała się w nicość pajęczyna ułudy. Po prostu przestałem wierzyć w jawną nieprawdę. Przejrzałem całą bezzasadność wszystkich wywodów katechizmu. Nie, nie, to dobre dla dzieci... Nie dam się zwodzić. Spojrzę prosto w twarz autentycznej rzeczywistości... Nie łudźmy się. Trwanie moje i moich ukochanych i wszystkich w ogóle osób kończy się wraz z życiem naturalnym, tak jak kończy się życie mego przyjaciela psa, którego nieśmiertelności nie przewiduje się w katechizmie, podobnie jak nie przewiduje się nieśmiertelności muchy, konającej na lepie. Żaden Bóg nie opiekuje się ludźmi. Są oni pozostawieni sami sobie, jak wszystkie twory przyrody. Te powstały w drodze ewolucji w walce o byt, a my, ludzie, wyłoniliśmy się w drodze ewolucji z ciał przodków zwierzęcych. Chłopiec otrząsnął się z ułudy i przepadła szczęśliwość dziecięca. Chłopiec poczuł się skazańcem, tworem skazanym na śmierć. Powiało niebezpieczeństwem cynizmu. Bo dlaczegóż by się miał ktoś rozumny krępować czymkolwiek, skoro dziesięcioro bożego przykazania zawisło w próżni... Czytało się to i owo z etyki i jej dziejów... Przeszło się przez relatywizm i utylitaryzm... I jeśli nie ugrzęzło się w amoralizmie, to dlatego, że działały czynniki zbawiennie kształtujące: otoczenie w postaci dusz szlachetnych, aura patriotyzmu i protestu przeciwko obcej przemocy, wyczuwanego jako obowiązek etyczny, wiejska przyroda, wyczuwana jako świat piękna; dobra muzyka rozbrzmiewająca w domu na co dzień i wzbudzająca jakoś bezpośrednio dodatnie w duszy nastroje, a na tym tle wysiłek umysłu z trudem, ale i ze skutkiem kształtującego międzyludzkie, społeczne, czysto laickie uzasadnienie moralności. Byłoby jednak czarną niewdzięcznością ze strony piszącego te słowa, gdyby nie uznał, że jednym z ważnych czynników było i jest przejęcie się od dziecka czcią i zachwytem wobec świętych dlań ongi postaci idealnych, które stawiała mu przed oczy jako rzekomą rzeczywistość baśń religijna. Te postaci, przede wszystkim Jezus, wcielenie bezinteresownej, czynnej i bezgranicznie ofiarnej dobroci i gorliwego, bezkompromisowego głoszenia przeświadczeń o tym, jak żyć należy, i jego matka, obraz łagodności i dobrego serca... Oczywiście, urzekały chłopca same te cnoty właśnie i powiązanie ich z kościołem, nabożeństwem, sakramentami, religią nie było wcale konieczne, było tylko faktyczne. A fakty tego rodzaju powtarzają się i zdarzają się wielekroć w biografiach ludzi.

Z tego wszystkiego, co wyżej, widać jasno, że droga zerwania z religią w omawianym przypadku prowadziła poprzez uświadomienie intelektualne, poprzez krytykę tradycyjnych pouczeń z punktu widzenia ich sensowności, zasadności, prawdziwości. Nie był to bynajmniej bunt serca, przeciwnie, dom opustoszały i ociemniały, dom, w którym zabrakło światła prawdy, opuszczało się z tęsknotą, pozostawiając na jego ścianach miłe sercu obrazy, skoro doszło się do przekonania, że nie są one portretami istot rzeczywistych, lecz rojeniami pomylonej wyobraźni. Nie było w tym rozwodzie ani trochę szyderstwa w stosunku do tego świata idealnego, który się kochało w dobie wiary. Apostata stał się ateistą, nie bezbożnikiem. A wielka to, wedle mego rozumienia, tych słów różnica. Ateizm jest postawą intelektualną, przeświadczeniem z rubryki sądów egzystencjalnych. Ateista, jako taki, sądzi po prostu, że nie istnieje Bóg (przy katechizmowym rozumieniu tego terminu, pełnego sprzeczności i fantastyki). Odrzuca tedy w konsekwencji interpretację Biblii jako objawienia bożego i za nic sobie ma wszelkie dowody, w których się to czy owo uzasadnia przez powołanie się na egzystencję Boga lub na autorytet rzekomego słowa bożego. "Bezbożnik" - to w moim rozumieniu arogant w odniesieniu do czcigodnych elementów religii. Jego stosunek do ideałów religijnych jest szyderczy. Nie ma żadnego powodu, by ateista musiał być bezbożnikiem.

Na szyderstwo zasługuje natomiast uporczywe trzymanie się nieprawdy, argumentacja wykrętna, wreszcie i przede wszystkim obłuda oraz inne wady i przywary, tak często spotykane u ludzi, sytuacyjnie, a zwłaszcza zawodowo związanych z ortodoksją religijną. Łatwe to pole harców polemicznych, a życie kleru oraz dzieje Kościoła dostarczają nieprzebranego mnóstwa okazji do przygważdżania wszeteczeństw konstatowanych in flagranti. Brudne i krwawe plamy na kartach dziejów papiestwa, zbrodnie inkwizycji, wyczyny ciemnogrodu, pozorna świątobliwość rzekomego celibatu księży, z którego ludziska nagminnie śmieją się po kątach - to wszystko zdolne jest niejednego odstręczyć od religii samej, skoro zraża osoby uczciwe do ludzi działających w jej imieniu. Co więcej, ludzie ci i oparta na nich organizacja tak pospolicie obstają przy siłach wstecznych i tak często podpierają zmurszałe trony itp., że wszystko, co jako tako lewicowe, musi zwykle przeciwstawiać się im stanowczo. Toteż odejście od religii odbywa się nader często w drodze takiego właśnie procesu, z grubsza i ogólnikowo - przez antyklerykalizm do antyreligijności. W rozważanym przypadku nie było tak. Kierunek był odwrotny. Skoro pogląd na świat, zawodowo głoszony przez duchowieństwo, ujawnił się jako ułuda, powstał problem stosunku do jej rzeczników. Autor niniejszego roztrząsania nie zajmuje względem tej warstwy społecznej postawy wyłącznie negatywnej. Dziwi się raczej temu, że można jakoś w sposób dlań niewytłumaczony godzić pewne napięcie inteligencji z wyznawaniem jaskrawych irracjonalności, albo też godzić zacność osobistą z deklarowaniem sentencji, w które się nie wierzy. Jest on wszelako pełen uznania dla osób - czy nie przeważnie płci żeńskiej - które z wiarą naiwną łączą dobroczynność czystej wody i znajdują radość w opiekowaniu się tymi, którzy najbardziej potrzebują opieki. I odczuwa żywą sympatię dla tych spośród duchownych, którzy swe powołanie upatrują w dopomaganiu duszom prostym na ciężkiej drodze życia, duszom nie dorosłym do samodzielności myślenia krytycznego i potrzebującym pociechy w postaci praw moralnych owiniętych w opłatek świętej ułudy.

Dlatego więc byłoby jego marzeniem, by w krajach o tradycji chrześcijańskiej kościoły nie stawały się w coraz większej mierze miejscami zebrań kół niedostatecznie oświeconych, co prowadzi do poniechania z czasem wszystkich funkcji swoistych ołtarza, chóru i ambony, do zburzenia w przyszłości przeważnej ilości świątyń, podobnie jak wyburzono po miastach zbędne baszty strzelnicze i mury obronne, i do przeznaczenia pozostałych na muzea lub na takie czy inne cele użytkowe. Czy nie lepiej by było otworzyć drzwi kościołów dla ateistów rozumiejących walory sztuki pięknej, zwanej nabożeństwem, i literatury, zwanej Pismem świętym, i działań po prostu dobrych, do których ewangelia zachęca, a które zbędnie uzasadnia się z ambony racjami sakralnymi. Można by wspólnie pielęgnować te piękne dramatokoncerty i rozczytywać się wspólnie w tej właśnie tradycyjnej literaturze, dopomagać sobie w działalności samopomocowej i tutelarnej i w pielęgnowaniu wychowawczym potrzebnych do tego oraz pięknych etycznie usposobień - i niechby nikt przy tym nikogo nie pytał, jak on sobie ową literaturę interpretuje egzystencjalnie i jaką moc sprawczą przypisuje elementom owej sztuki pięknej, a w szczególności niechby nikt od uczestników nie wymagał uznawania za prawdę notorycznych fantazmatów. Słychać, że niektóre sekty protestanckie ku temu właśnie zmierzają. Mówi się coś podobnego o kwakrach, o unitarianach zamorskich... Niestety, u nas, w kręgu działania rzymskiego katolicyzmu, nie zanosi się na nic podobnego. Religia pozostaje formacją kulturową wsteczną i coraz bardziej anachroniczną. Nie ma miejsca dla ateistów w Kościele rzymskokatolickim. Przykro jest, będąc ateistą, zdawać sobie sprawę z obcości własnej pozycji względem przyzwyczajeń, upodobań, światopoglądu i stylu życia duchowego przeważającego ogółu członków własnego społeczeństwa. Pociecha w tym, że religia, której ono hołduje, zawiera w sobie składniki moralne, które w interpretacji najlepszych jej zwolenników prowadzą do tej samej etyki bezinteresownej i gorliwej opiekuńczości, do której musi doprowadzić ateistę namysł nad istotą sumienia.

"Przykład indywidualny kształtowania się postawy wolnomyślicielskiej" (1958)

#7
ok, jestem tu nowa... możesz mi wytłumaczyć w czym mogłabym Wam się przydać?? Uśmiech już wbijam się na priv.
"Prawdziwa wolność to swoboda ducha".
[Obrazek: save1ew6.jpg]
#8
Jestem jak najbardziej za, i chętnie się przyłączę. Znam się nieco na poligrafii.
#9
Wysłałem Xenomorphowi maila w marcu lub w kwietniu i do tej pory nie doczekałem się odpowiedzi. Myślę, że albo zrezygnował z przedsięwzięcia, albo nie chce współpracować.

#10
Jesli jest jeszcze aktualna to ja sie pisze na wspolprace.
#11
Spieszę z wyjaśnieniami. Przepraszam gorliwie wszystkich za brak odzewu. Oczywiście, projekt jest aktualny, poszukuję dobrych grafików znających się na photoshop, corel czy frontpage. Potrzebni będą też tłumacze, tekstów jest mase a translatorów niewielu Oczko Ja, Rothein czy kokkai nie zdołamy sami wszystkiego przetłumaczyć, żółwie tempo i brak czasu...whatever Jeśli ktoś pisał na maila przepraszam, nie byłem w stanie odpowiedzieć. Generalnie rzecz biorąc biblioteczka ma być projektem czysto undergroundowym i nie ma potrzeby rejestrowania działalności czy nadawania numerów ISBN na poszczególne broszurki. Sam prowadzę od czerwca swoją działalność więc nie byłbym w stanie podpiąć pod siebie jeszcze wydawnictwa, podejrzewam że opłaty ZUS-owskie podniosłyby się kolosalnie a już płacę nie mało.

pzdr

ps-btw; Czekam na propozycje i uwagi.
#12
Ja mogę coś pomóc jak trzeba.
Z tłumaczeniem co prawda nie za bardzo, bo o ile przeczytam angielski tekst i mniej więcej go zrozumiem to jednak do przetłumaczenia znam za słabo.
Ale mogę zrobić korektę, jakieś formatowanie. Corela i photoshopa znam bardzo dobrze chociaż bardziej w kierunku samego składu niż tworzenia grafiki.

PS. To działalność wydawnicza pociąga za sobą jakieś większe koszty?? Myślę, że legalnie też nie byłoby źle.
Efemental :: nasz punkt słyszenia | Blog Magnusa | Fotogaleria

Postanowiłem żyć wiecznie - na razie wszystko idzie po mojej myśli.
#13
Xenomorph ja może i mógłbym troche pomóc w tłumaczeniu. Ale najważniejsze pytanie jest takie. Co z prawami autorskimi i prawami pokrewnymi? Tzn czy macie zgodę autorów na tłumaczenie danego tekstu i potem rozpowszechnianie go. ja wiem wszystkie że to że tamto ale takie jest prawo, że jak się chce coś przetłumaczyć i potem to rozpowszechniać to trzeba mieć zgodę autora tekstu oryginalnego.
#14
Top Ten ateistycznej biblioteczki :

1. Richard Dawkins- Bóg urojony
2. Sam Harris- Manifest ateisty
3. Helena Eilstein - Biblia w ręku ateisty
5. Christopher Hitchens- Bóg nie jest wielki
6. Bertrand Russell- dlaczego nie jestem chrześcijaninem?
7. Johan Grolle- dlaczego człowiek stworzył sobie boga ?
8. Herman Philipse - irracjonalność religii- tezy na rzecz ateizmu
9. Michel Onfray - traktat ateologiczny
10. Sam Harris - List do chrześcijan

pzdr
#15
Na tym "top ten" brakuje jednej, fundamentalnej pozycji: Przekonań religijnych Bohdana Chwedeńczuka, która jest z pewnością lepsza niż ten dawkinsowski szmatławiec którym nie wiadomo czemu większość się zachwyca.
Mateusz Banasik - Redaktor
Dlaczego podaję nazwisko?

***
Bohoh to chuja wart filozof
Ze schodów się zjebał na podłogę (by Bart Duży uśmiech)

***
..:: SELBSTBEFREIT AUF DEM WEG ZUM MEER ::..
#16
Bohoh napisał(a):Na tym "top ten" brakuje jednej, fundamentalnej pozycji: Przekonań religijnych Bohdana Chwedeńczuka, która jest z pewnością lepsza niż ten dawkinsowski szmatławiec którym nie wiadomo czemu większość się zachwyca.

Ta książka jest mi potrzebna do pracy magisterskiej więc jeśli ktoś miałby ją do sprzedania to chętnie kupie. Szukałem już w kilkunastu księgarniach internetowych i wszędzie pisze że nakład się już wyczerpał. :/
#17
Bohoh napisał(a):Na tym "top ten" brakuje jednej, fundamentalnej pozycji: Przekonań religijnych Bohdana Chwedeńczuka, która jest z pewnością lepsza niż ten dawkinsowski szmatławiec którym nie wiadomo czemu większość się zachwyca.

czemu zaraz szmatławiec ?

Książka jest dobra. Dawkins spisał coś co od dawien dawna winno być spisane, umieścił wszystko w jednej książce która na jego (nie)szczęście stała się bestsellerem. Czyżbyś degradował tą pozycję tylko ze względu na jej popkulturowy status ?

pzdr
#18
jak komuś nie nie podoba god delusion to polecam trochę mniej popowy breaking the spell dennetta
#19
#20
Ryś się uaktywnił i rzucił na swojej stronce linki do cyklu wykładów o życiu i wszechświecie dla dzieci Growing up in the universe zrobionych dla BBC w 1991 r. 5 części po godzinie.
A więc kochane dzieciaki, zamiast kolorować Jezuska w zeszycikach młodego teisty pooglądajcie sobie Rysia. :-D


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości