Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wyjechac z kraju za praca - czy oplacalne ?
#1
http://praca.gazeta.pl/gazetapraca/1,74785,3608616.html

W Warszawie nigdy się nie dorobię
informatyk z Warszawy*
2006-09-11, ostatnia aktualizacja 2006-09-10 18:36

Dobrze zarabiamy, mamy dobrą pracę, ale przed nami 30 ciężkich lat. Bo w Warszawie budujemy pozycję od zera. Alternatywą jest powrót do małych miast, życie mniej wypalające, ale z perspektywą bezrobocia w wieku 40-50 lat

Co musi się zmienić w Polsce, aby ludzie stąd nie wyjeżdżali? Pozwolę sobie postawić diagnozę z mojego punktu widzenia. Subiektywną.

Nazywam się... No właśnie... nazwisko podaję tylko do wiadomości redakcji. Nie chcę ujawnić tego, co myślę, przed ludźmi, z którymi pracuję, bo oni są z innego świata i moich problemów nie zrozumieją.

Jestem informatykiem. Mam 27 lat i prawie pięć lat doświadczenia zawodowego. Moja żona podobnie. Osiągnęliśmy dobrą pozycję na rynku pracy w Polsce. Pracujemy oboje w Warszawie jako specjaliści w swoim zawodzie, uczestnicząc w różnych projektach, a czasem je prowadząc.

Rodzina. Moja żona ma dwoje młodszego rodzeństwa: jedno kończy studia, drugie zaczyna. Rodzice żony są pracownikami fizycznymi. Ja mam starszego brata, który od kilku lat pracuje i żyje za granicą i nie ma zamiaru wracać. Moja mama jest na wcześniejszej emeryturze, a tata od ładnych paru lat bezrobotny, bo w tym kraju nie ma pracy dla wykształconych ludzi po 40. roku życia, a on ma lat 57.

Nasze dochody i wydatki

Razem z żoną dostarczamy co miesiąc do wspólnego kubełka 7 tys. zł. Na pierwszy rzut oka to dużo. Dla porównania - dochody moich teściów nie przekraczają 2 tys. zł na miesiąc, o dochodach moich rodziców nie wspomnę...

W Warszawie wynajmujemy mieszkanie. Wynajem plus opłaty (telewizja, telefon, internet) to koszt 1,5 tys. zł miesięcznie. Jak na Warszawę - bardzo tanio. Mamy siedmioletni samochód, z coraz bardziej sypiącym się silnikiem. Poza tym koszty stałe, np. bilety na komunikację miejską, bo mimo wszystko jest tańsza i szybsza od samochodu, czy karty pre-paid do telefonów komórkowych. Łącznie ok. 2 tys. zł.

Doliczmy koszty zmienne: jedzenie, rozrywki, np. kino (sporadycznie), wyjazd na weekend do rodziców (raz w miesiącu). Gotowanie obiadów domowych przy pracy do godz. 17 i godzinnej podróży do domu można włożyć między bajki, bo kto przy zdrowych zmysłach je obiad o 20? Przeważnie kupujemy więc jakiś obiad, to średnio 1,5-2 tys. zł.

Na koniec koszty okazjonalne: ubrania, buty, impreza, prezenty czy ubezpieczenie samochodu - 300-500 zł.

Podsumowując: koszty życia na średnim poziomie w Warszawie, dla nas dwojga to ok. 4 tys. zł. Z pozostałych 3 tys. około tysiąca rozchodzi się np. na dofinansowanie najbliższej rodziny i przyjemności. Zostaje 2 tys. zł.

Prognoza na życie w kraju

Większość młodych małżeństw chce kupić mieszkanie i mieć potomstwo. Dziś średnia cena mieszkania na obrzeżach Warszawy to 4-5 tys. za m kw. Jeśli chce się mieć rodzinę 2+2, to potrzebuje ok. 60-70 m kw. i trzy pokoje. To oznacza kredyt na co najmniej 300 tys. zł i ratę 2 tys. zł miesięcznie przez 30 lat. Czyli kredyt pożera wszystko.

A za co utrzymać dwójkę dzieci? Owszem, możemy zrezygnować z samochodu - oszczędzimy 500 zł na miesiąc - i np. chore dziecko wozić autobusem do lekarza. Możemy zrezygnować z przyjemności typu kino, a nowe ubrania kupować rzadziej, co daje kolejne kilkaset złotych oszczędności. Ograniczyć wydatki na jedzenie, wyjazdy, imprezy. Dalibyśmy radę.

Stalibyśmy się aspołeczni, z rodzicami widywalibyśmy się tylko na święta, przestali im pomagać finansowo, odmawiali na każde zaproszenie typu ślub-wesele. Może nawet z premii za pracę po godzinach zaoszczędzilibyśmy trochę i gdyby dzieci lub my nie chorowalibyśmy w zimie, co pozwoliłoby dodatkowo oszczędzić na lekarzach i lekarstwach, zdołalibyśmy pojechać na dwutygodniowy urlop...

A, i trzeba jeszcze dodać, że dzieci widywałyby nas rano w przelocie przed wyjściem do pracy i po powrocie z niej: zmęczonych i zdenerwowanych tym, że zamiast odpocząć, musimy jeszcze zadbać o nie, mieszkanie i całą kupę innych spraw.

Pesymistyczne? Ale to jest realne życie. Jesteśmy napływowi w Warszawie i budujemy w niej pozycję od zera. Alternatywą jest powrót do małych miast, z których pochodzimy, życie spokojniejsze, mniej wypalające i prawdopodobne bezrobocie w wieku 40-50 lat.

Moja kalkulacja zakłada, że cały czas oboje z żoną pracujemy. Nie uwzględnia tego, że żona ma urodzić dzieci, że może się okazać, iż po macierzyńskim ona lub dziecko ma (odpukać) komplikacje zdrowotne albo po prostu nie ma do czego wracać, bo jej miejsce pracy rozdysponowano i wróci tylko po wypowiedzenie. Alternatywą jest nie mieć w ogóle dzieci.

Prognoza na życie za granicą

Ostatnio zacząłem szukać ofert pracy w internecie. Znalazłem kilka w Londynie. Zarabiałbym od pięciu do siedmiu razy więcej niż obecnie. Owszem, życie jest tam droższe. Ale nikt mi nie wmówi, że pięć razy, bo znam kilka osób, włącznie z własnym bratem, którzy już pracują i żyją za granicą.

Mój sąsiad z lat młodości wyjechał dwa lata temu do Szkocji "na zmywak". Po jakimś czasie został kucharzem. Sieciowa restauracja, zarobki to najniższa krajowa. Wynajmują w cztery osoby trzypokojowe mieszkanie. A jednak stać go było na: zwiedzenie Szkocji, zafundowanie swojej mamie urlopu na Wyspach, kupienie kilku aparatów cyfrowych dla siebie i rodziny, laptopa, samochodu.

Dla porównania: ja z żoną, zarabiając "dużo" w Polsce, samochodu, laptopa czy dobrego aparatu cyfrowego dorabiałem się cztery lata.

Jak wyjadę, to na zawsze

Obawiam się, że skala emigracji z ostatnich lat to nie te kilkaset tysięcy, do których władza się przyznaje, tylko grubo ponad "podejrzewane" dwa miliony. Wyjeżdżają pewnie głównie ludzie młodzi po studiach, którzy mieli budować przyszłość tego kraju, a zostają starsi, niewykształceni i bezradni albo zbyt bogaci, by musieć w ogóle wyjeżdżać. Do tego dołóżmy niechęć młodych małżeństw do posiadania dzieci, upadek znaczenia rodziny, co powoduje starzenie się społeczeństwa. Bo co ma mnie zachęcić do posiadania dzieci? Raczej nie tysiąc złotych "becikowego". Dodajmy tykającą bombę zegarową o nazwie ZUS i mamy gotowy przepis na katastrofę.

Mam wielką ochotę wyjechać. Nie na rok czy dwa, nie żeby się dorobić. Jak wyjadę, to na zawsze. Wyprę się tego kraju, gdy tylko będę mógł zapewnić sobie i dzieciom obywatelstwo innego kraju. Potem będę sukcesywnie ściągał całą rodzinę do siebie, bo nie chcę ich zostawić w tym bagnie. Przed wyjazdem powstrzymuje mnie tylko niezdecydowanie żony. Ale nad tym jeszcze pracuję.
Null pointer exception
Odpowiedz
#2
Ten pan ma 7tyś na miesiąc i jeszcze mu źle? I to ma być realne życie? Haha...
GOTT IST TOT
Odpowiedz
#3
Pieprzeni burzuje :C! Ludzia sie w dupach powywracalo, koles zarabia duzo wiecej niz srednia krajowa i narzeka. Gdy lud wam krwawe szpony stepi, Dzien szczescia bedzie wiecznie trwal!
Niech zyje Lenin, Stalin i Jaroslaw Kaczynski!
Odpowiedz
#4
martwy_biskup napisał(a):Ten pan ma 7tyś na miesiąc i jeszcze mu źle? I to ma być realne życie? Haha...
"Razem z żoną dostarczamy co miesiąc do wspólnego kubełka 7 tys. zł"
Czytanie ze zrozumieniem sie kłania.
Co do tematu, jeżeli będę mial $ to wyjazdzam na studia\po studiach za granice i nie wroce.
"I watched with glee
As your kings and queens
Fought for ten decades
For the Gods they made"


Guns'n'roses - Sympathy For The Devil

"Fakty nie przestają istnieć z powodu ich ignorowania."

Aldous Huxley

"This is your life and it's ending one minute at a time"
Fight Club
Odpowiedz
#5
Athei Overlord napisał(a):Podsumowując: koszty życia na średnim poziomie w Warszawie, dla nas dwojga to ok. 4 tys. zł. Z pozostałych 3 tys. około tysiąca rozchodzi się np. na dofinansowanie najbliższej rodziny i przyjemności. Zostaje 2 tys. zł


Athei Overlord napisał(a):i trzy pokoje. To oznacza kredyt na co najmniej 300 tys. zł i ratę 2 tys. zł miesięcznie przez 30 lat.
Czyli kredyt pożera wszystko.

Co on rozumie pod słowem ,,przyjemności''?A poze tym nie znam sie na kryteriach Warszaskisch,ale jestem pewien,ze utrzymanie średniego mieszkania nie wynosi 4 tys!
Uderzaj.Wszystko inne ma drugorzędne znaczenie.Uderzaj.
Odpowiedz
#6
Coz za naciagany artykul..
Autor zapomnial jeszcze doliczyc druzgoczacych wydatkow na psa sasiada. A "Zlote Wyspy" chyba tez sa troche przereklamowane.

Poza tym nie rozumiem tego calego narzekania. Chcesz czlowieku? Nie umiesz nic zrobic? To jedz. Po co te tony makulatury. Nikt nie ukrywa chyba tego, ze srednio rzecz biorac jestesmy biednym narodem - moze poza tym, ze kazdy sie troche wstydzi. I narzeka.. oczywiscie, bez tego ani rusz.
Odpowiedz
#7
Nathan napisał(a):A poze tym nie znam sie na kryteriach Warszaskisch,ale jestem pewien,ze utrzymanie średniego mieszkania nie wynosi 4 tys!

Dokładnie nie znasz się. Człowiek ma 100% racji 7kPLN przy 4 osobowej rodzinie, spłacie kredytu mieszkaniowego i samochodzie wystarczy na życie bez ekstrawagancji. Będzie to życie wygodne, ale do warunków w takim Londynie przy podobnej pracy się nie umywa. Dlatego nie dziwię się, że wielu jedzie tam gdzie mniejszy wysiłek jest potrzebny aby godnie utrzymać rodzinę. I sam niedługo do nich dołączę.
Odpowiedz
#8
No to tak:

martwy_biskup, jestes jak widac idealistka : ) Niestety, mozesz sie na tym srodze zawiesc. Na tej samej zasadzie kolezanka kiedys byla oburzona, ze kolega, ktory pracuje w pewnej firmie inforamtycznej zarabia 3,5 tys na miesiac i zmienia prace, bo mu malo. WLASNIE O TO CHODZI, aby miec jak najwiecej. Masz tysiac ? A dlaczego nie masz dwoch ? Masz dwa ? A dlaczego nie mozesz miec trzech ? To nie jest myslenie zaradnego czlowieka, tylko minimalisty. A granice, do ktorej chcesz dojsc, okresli Twoje zycie. Dzieci, zona, mieszkanie, samochod, dalsza rodzina, w koncu (a moze na poczatku) wlasne zdrowie i mozliwosci. Ale NIE MOZESZ sobie tej granicy ustawic odgornie.

Tgc oczywiscie zartujesz ?

Nathan tez sie nie znam, nie mieszkam w Warszawie, wiec trudno mi zweryfikowac. Moze mial na mysli ten nieszczesny kredyt - to rozumiem wtedy - 2 tys. obecne mieszkanie + 2 tys. na kredyt. Albo cos mu sie chlapnelo : ) Albo ma jakies inne zobowiazania kredytowe, np. rata za samochod i to traktuje jako czesc kosztow mieszkania...


Jak by nie patrzec, zrobilem podobna kalkulacje:
26 lat. Zarabia 3 tys netto. Do 35 roku zycia chce juz miec mieszkanie i ew. rodzine.
Strzałka Mieszkanie (czesto wymaga to zmiany miejsca zamieszkania, generalnie Krakow, Wroclaw, W-wa, Poznan) - 1500 + internet i biezace naprawy - ok 1600-1700 (o ile znajdzie cos za 1500 blisko centrum. Inaczej spory koszt pochlonie transport do centrum, lub spore ilosci paliwa spalanego w korkach !)
Strzałka jedzenie, powiedzmy srednio 20zl na dzien x 30 dni = 600zl.
Po 10 zl dziennie - 300zl.
Strzałka sprawy biezace - kosmetyki, srodki czystosci, zarowki - cokolwiek, co regularnie sie kupuje - ze 200-300zl.
Strzałka jesli chce, aby bylo mnie stac na kredyt na mieszkanie, to MUSZE umiec odlozyc co najmniej 1000zl miesiecznie.
Strzałka rata za samochod - z 300-500zl
Strzałka bez PALIWKA autko nie pojedzie. Kilka stow miesiecznie. Moze 100, moze 500zl. Moj kolega dojezdza codziennie z Rybnika do Katowic i mu sie oplaca. Ale ok. 1500 na paliwko traci.

----------
sumuje po max: 500+600+1700 + 1000+300 = 4100 - na minusie 1100zl
sumuje po min: 300+300+1500+1000+200 = 3300 - na minusie 300zl

Dodajemy tutaj jeszcze: paliwo (kilka stow), utrzymanie auta, parkingi, garaz (lub parking strzezony), ubezpieczenie auta rozlozone na rok, i tak dalej, i tak dalej...

Oczywiscie, mozna oszczednie sie odzywiac, mozna oszczedzac jak najwiecej swiatla, wody, pasty do zebow i pranie robic od czasu do czasu. Ale po co ? Czy to ma byc wygodne zycie ?

Pomijam rozne dorazne wydatki.
I pomijam fakt, ze 1000zl miesiecznie to MINIMUM na jakis kredyt mieszkaniowy, bo powinno byc wlasnie ok. 2 tys.

Dodajmy, ze "taaaaaaakaaaaaa" kase, jak 3 tys netto dostaje sie czesto za robote, ktora czesto juz nie pozwala na odpowiednia opieke nad dziecmi (a potem sie ponosi tego konsekwencje) i minimalizuje wolny czas. Pewnie, ze sa tacy, co maja o wiele lepiej (i zarabia te 7 tys. za srednio wyczerpujaca prace), ale staram sie usrednic po roznych przypadkach.

Zapomnialem dodac, ze nie bedziemy wiecznie mlodzi. Cos odlozyc by tez wypadalo.... A odlozyc cos dla dzieci ?

Juz wychodzi ok 6 tys. !
Null pointer exception
Odpowiedz
#9
Nyxiss napisał(a):Poza tym nie rozumiem tego calego narzekania. Chcesz czlowieku? Nie umiesz nic zrobic? To jedz. Po co te tony makulatury. Nikt nie ukrywa chyba tego, ze srednio rzecz biorac jestesmy biednym narodem - moze poza tym, ze kazdy sie troche wstydzi. I narzeka.. oczywiscie, bez tego ani rusz.

1. On nie narzeka tylko dokonuje rzeczowego porównania i uzasadnia swój wybór.
2. Po pensji widać że umie, tyle zarabia specjalista a nie pomywacz.
Odpowiedz
#10
Cytat:"Razem z żoną dostarczamy co miesiąc do wspólnego kubełka 7 tys. zł"
Czytanie ze zrozumieniem sie kłania.
Co do tematu, jeżeli będę mial $ to wyjazdzam na studia\po studiach za granice i nie wroce.

Dostarczają do wspolnego kubełka, czyli pieniądze są wspolne, czyli ten pan ma 7tyś...

Cytat:martwy_biskup, jestes jak widac idealistka : ) Niestety, mozesz sie na tym srodze zawiesc. Na tej samej zasadzie kolezanka kiedys byla oburzona, ze kolega, ktory pracuje w pewnej firmie inforamtycznej zarabia 3,5 tys na miesiac i zmienia prace, bo mu malo. WLASNIE O TO CHODZI, aby miec jak najwiecej. Masz tysiac ? A dlaczego nie masz dwoch ? Masz dwa ? A dlaczego nie mozesz miec trzech ? To nie jest myslenie zaradnego czlowieka, tylko minimalisty. A granice, do ktorej chcesz dojsc, okresli Twoje zycie. Dzieci, zona, mieszkanie, samochod, dalsza rodzina, w koncu (a moze na poczatku) wlasne zdrowie i mozliwosci. Ale NIE MOZESZ sobie tej granicy ustawic odgornie.

Może jestem idealistką... Odnosze po prostu sytuacje tego pana do statusu materialnego mojej rodziny (mamy dokładnie 1/7 tego co ten pan) i pewnie gdybysmy mieli 7 tyś to nie wiedzielibysmy co z taką kasą robić ;] ale może masz racje - po pewnym czasie chcielibysmy więcej...
GOTT IST TOT
Odpowiedz
#11
martwy_biskup napisał(a):Odnosze po prostu sytuacje tego pana do statusu materialnego mojej rodziny (mamy dokładnie 1/7 tego co ten pan) i pewnie gdybysmy mieli 7 tyś to nie wiedzielibysmy co z taką kasą robić ;] ale może masz racje - po pewnym czasie chcielibysmy więcej...

Za 1/7 tego co ma ten pan w Warszawie nie przeżyjesz, szczególnie jak nie masz własnego mieszkania tylko musisz wynajmować. Koszt wynajmu kawalerki w Warszawie to około 800PLN na miesiąc. Nawet jeśli masz własne mieszkanie starczy ci to na rachunki i jedzenie, na ubranie itp już nie. A gdzie rodzina? Gdzie samochód? Przydałoby się odłożyć na wakcje czasem itp itd.
Odpowiedz
#12
Mamy wlasny domek, starcza nam na wszystko. Nie Ochodzę w łachmanach, ale wspomagam sie też stypendiami Uśmiech
GOTT IST TOT
Odpowiedz
#13
Mieszkam w Warszawie, razem z mężem i bratem wynajmujemy 2 pokojowe mieszkanie na Mokotowie czyli prawie w centrum. Miesięcznie idzie jakies 2tys na mieszkanie+liczniki+internet. Jedzenie w części przywozi brat z domu w części kupujemy, idzie na to ok 1tys miesięcznie. Nie mamy zbyt wiele rozrywek, my z mężem gramy w grę internetową płacąc miesięcznie ok, 50zl za głowę, 150zl kosztują nas bilety. Ceny w tym artykule nie są przesadzone, młode małżeństwo chcące kupić mieszkanie 2pok na kredyt będzie je spłacać przez najbliższe 30 lat.. Gdybyśmy wyjechali zarobilibyśmy na nie w 3-5 lat. Takie są realia, nadal nie wiem czy wyjeżdzać Smutny
Odpowiedz
#14
Dlatego ja sie zamierzam budowac w okolicy Katowic (Szczyrk, lasy rybnickie, Myszkow/Żarki, okolice Olkusza), a dojezdzac do Katowic. Ewentualnie do Krakowa (ale mieszkac w Krakowie tez nie zamierzam z powodu cen i smogu). Rozwija sie tu coraz lepiej sektor informatyczny, a tereny lesne jeszcze sa atrakcyjne. Za rownowartosc budowy 100 metrowego domku z dzialka mam sie kisic w m2 ? :evil: Never :!:
Null pointer exception
Odpowiedz
#15
Wynajem 40-50m2 w Pruszkowie-500zl plus opłaty=1000, przyzwoicie jak na Pruszków.
Bilety na komunikację pomiędzy Pkowem a Wawa(i po wawie)-dla dwoch osob 180 zl.
Koszty zmienne:rozrywki, jedzenie, kino itp-jakim cudem 2 tys zl?... załóżmy 1000 zl-1200zl
Koszty okazjonalne: do 500zl
samochód won...obiady mozna jesc smialo pomiedzy nawet 21 a 02 w nocy, naprawde
Podsumowując:2880 zl-utrzymanie sie tej samej dwojki osob w Pruszkowie, i to na porzadnym poziomie, nawet bardzo porzadnym
Pozostaje ok 4100 zlA z tego da się coś wykombinować...
Oczywiście nie mam nic, aby za granice wyjeżdżało jak najwięcej osób, ma to swoje plusy-coraz więcej etatów u nas i coraz mniej fachowców...skorzystają na tym i Ci co wyjadą i Ci co zostaną
[url="http://www.youtube.com/watch?v=_A_arjPCKXA"]
[/url]
Odpowiedz
#16
Ludziom się w dupach (za przeproszeniem) powywracało. 7 "kawałków" zarabiają i im źle. To co ja z żoną mam mówić? Nasze miesięczne dochody to raptem 1600 zł. Tak, dokładnie tyle, nie pomyliłem się. I trzeba przeżyć, opłacić rachunki, abonamenty... Kurwa jego mać, chciałoby się rzec, my mamy mniejszą sumę na rozdysponowanie WSZYSTKICH opłat niż pan z posta Athei'ego ma TYLKO na żarcie. Mój szwagier zarabia około 1000 zł, jego żona nie pracuje, a maja dwie dorastające córki. To co on ma powiedzieć? Tylko, że czy ja, czy on nie jęczymy publicznie jak to nam źle a kombinujemy jak związac przysłowioy "koniec z końcem". Trzeba mieć jakąs godnośc w sobie, a nie plik kart do bankomatu...
Zaiste, tacy ludzie jak ten "biedny" warszawiak nie powinni się obnosić ze swoją bezczelnością i butą, przypomina mi on pewnego polityka, który przed kamerami kiedyś płakał, że za 10000 miesięcznie nie da się wyżyć... Burżuje, psia ich mać.

Cytat:Oczywiście nie mam nic, aby za granice wyjeżdżało jak najwięcej osób, ma to swoje plusy-coraz więcej etatów u nas i coraz mniej fachowców...skorzystają na tym i Ci co wyjadą i Ci co zostaną
Nie tak dokońca. Zauważ, że u nas obecnie brakuje dobrze wyszkolonych fachowców z każdej niemal branży, jeśli chodzi o ludzi młodych. Po prostu obecne pokolenie młodziezy nie ma za bardzo gdzie się kształcić, lewicowe władze poprzednich kadencji zarżnęły kompletnie system szkół technicznych - więc gdzie się ma uczyc taki młodzian co chce zostac dajmy na to murarzem-tynkarzem? Popracuje na jakiejs budowie to tu, to tam, tu złapie trochę wiedzy, tam trochę, ale nie da mu to wykształcenia w danej dziedzinie.
"Marian zataczając się wracał jak zwykle znajomym chodnikiem do domu. Przez zamglone od całonocnej popijawy oczy widział mieszkańców Skórca bezskutecznie uganiających się choćby za kromką jakiegokolwiek pieczywa. Na razie było jednak cicho."

Jan Oborniak "Bankiet w piekarni" (zbiór opowiadań pt: "Krzyk ciszy", wyd. Opoka, Warszawa 1986)
Odpowiedz
#17
Mój brat niedawno wyjechał do Anglii. Zarabia 2 razy więcej, a robi to samo co w Polsce. Wybaczcie konserwatyści, ale w takiej sytuacji nie wyjechanie to po prostu frajerstwo. Ideały, które przesłaniają realne korzyści to dla mnie żadne ideały. W imię czego np. mój brat miał nie wyjechać?
Odpowiedz
#18
Wookie napisał(a):Mój brat niedawno wyjechał do Anglii. Zarabia 2 razy więcej, a robi to samo co w Polsce. Wybaczcie konserwatyści, ale w takiej sytuacji nie wyjechanie to po prostu frajerstwo. Ideały, które przesłaniają realne korzyści to dla mnie żadne ideały. W imię czego np. mój brat miał nie wyjechać?
Wiem, że frajerstwo. Ale wiesz, za dużo mnie tu trzyma, zebym ot tak wsiadł w B737 i poleciał na kilka m-cy do "Ju-Kej". Żony samej nie mogę zostawić, bo nie będzie miał kto jej przy kiosku pomóc, w pracy urlopu bezpłatnego na tyle nie dostanę, będę musiał się zwolnić - co potem jak wrócę? Plus setki mniejszych spraw.
Jesli ktoś nie ma rodziny i innych obowiązków to łatwiej jest mu wyjechac niż takiemu co te wszystkie rzeczy ma.
Ideały mają tu akurat w moim przypadku mało do "gadania", przegrywają z rzeczywistością.
"Marian zataczając się wracał jak zwykle znajomym chodnikiem do domu. Przez zamglone od całonocnej popijawy oczy widział mieszkańców Skórca bezskutecznie uganiających się choćby za kromką jakiegokolwiek pieczywa. Na razie było jednak cicho."

Jan Oborniak "Bankiet w piekarni" (zbiór opowiadań pt: "Krzyk ciszy", wyd. Opoka, Warszawa 1986)
Odpowiedz
#19
Marcin_77 napisał(a):Nie tak dokońca. Zauważ, że u nas obecnie brakuje dobrze wyszkolonych fachowców z każdej niemal branży, jeśli chodzi o ludzi młodych. Po prostu obecne pokolenie młodziezy nie ma za bardzo gdzie się kształcić, lewicowe władze poprzednich kadencji zarżnęły kompletnie system szkół technicznych - więc gdzie się ma uczyc taki młodzian co chce zostac dajmy na to murarzem-tynkarzem? Popracuje na jakiejs budowie to tu, to tam, tu złapie trochę wiedzy, tam trochę, ale nie da mu to wykształcenia w danej dziedzinie.

a więc jest dobry powód do tego aby otwierać szkoły zawodowe aby uczelnie techniczne zostały docenione bardziej niż uczelnie humanistyczne
prawo też mogłoby nieco wspomóc tych chetnych- po odbyciu stażu pod okiem fachowca, ktoś dostaje papier, takie rozwiązania istnieją w niektórych branżach technicznych, może nie w budownictwie, które teraz przedstawia soba opłakany stan ale istnieją
[url="http://www.youtube.com/watch?v=_A_arjPCKXA"]
[/url]
Odpowiedz
#20
PiotrekSceptyk napisał(a):Wynajem 40-50m2 w Pruszkowie-500zl plus opłaty=1000, przyzwoicie jak na Pruszków.
Bilety na komunikację pomiędzy Pkowem a Wawa(i po wawie)-dla dwoch osob 180 zl.
Koszty zmienne:rozrywki, jedzenie, kino itp-jakim cudem 2 tys zl?... załóżmy 1000 zl-1200zl
Koszty okazjonalne: do 500zl samochód won...obiady mozna jesc smialo pomiedzy nawet 21 a 02 w nocy, naprawde
Podsumowując:2880 zl-utrzymanie sie tej samej dwojki osob w Pruszkowie, i to na porzadnym poziomie, nawet bardzo porzadnym
Pozostaje ok 4100 zlA z tego da się coś wykombinować...

Tu nie chodzi tylko o utrzymanie, zapomialeś doliczyć spłatę kredytu mieszkaniowego, koszty miesięczne mocno się podniosą. A opiekunka do dzieci? Czy może jest w Pruszkowie żłobek gdzie dzieci mogą siedzieć od rana do późnego wieczora?
Poza tym czy życie bez samochodu z pracą w Wawie i mieszkaniem w Pruszkowie, ciągłymi dojazdami, jedzeniem obiadu w nocy można dalej nazywać wygodnym? A czas dla rodziny? Perspektywy na przyszłość? Dzieci widywane tylko w weekendy? Jak dla mnie takie życie nic wspólnego z wygodą nie ma. Co z tego jeśli zostaje ci więcej pieniędzy jeśli brak ci czasu na to co lubisz?

PiotrekSceptyk napisał(a):Oczywiście nie mam nic, aby za granice wyjeżdżało jak najwięcej osób, ma to swoje plusy-coraz więcej etatów u nas i coraz mniej fachowców...skorzystają na tym i Ci co wyjadą i Ci co zostaną

Dokładnie tak będzie, pensje powoli będą musiały wzrosnąć. Siły nabywczej przeciętnego angola zapewne długo w Polsce nie osiągniemy, ale w pewnym momencie przestanie opłacać się wyjeżdżać.

Marcin_77 napisał(a):Ludziom się w dupach (za przeproszeniem) powywracało. 7 "kawałków" zarabiają i im źle.

Skąd ta zajadłość? Denerwuje cię, że ktoś ma czelność mieć więcej i uważa, że do wygodnego życia potrzeba mu więcej?

Marcin_77 napisał(a):Tylko, że czy ja, czy on nie jęczymy publicznie jak to nam źle a kombinujemy jak związac przysłowioy "koniec z końcem". Trzeba mieć jakąs godnośc w sobie, a nie plik kart do bankomatu...

Nie jęczysz publicznie? A co teraz według ciebie robisz? Różnica jest taka, że gość pokazał konkretne swoje wydatki i wymagania i uzasadnił swoją decyzję. Ty natomiast tylko biadolisz jak ci źle i od niego gorzej, a jemu jeszcze mało.
Godność według ciebie to siedzenie w Polsce i biadolenie jak cie źle, zamiast ruszenia dupy tam gdzie da się godnie żyć za swoją pracę? Według ciebie żyjesz godnie, bo żeby związać koniec z końcem musisz kombinować?

Marcin_77 napisał(a):przypomina mi on pewnego polityka, który przed kamerami kiedyś płakał, że za 10000 miesięcznie nie da się wyżyć...

Mi nie przypomina. W przeciwieństwie do tego polityka nie zwraca się do sejmu o zapomogi, tylko uczciwie pracuje. I przy jego zarobkach prawie na pewno w prywatnej firmie a nie na garnuszku państwa. Dostrzegasz tę drobną różnicę?

Marcin_77 napisał(a):Burżuje, psia ich mać.

Typowo komunistyczne myślenie, jak ktoś ma więcej pieniędzy to jest burżuj i nie liczy się co umie i na jakim stanowisku pracuje, tudzież jaka odpowiedzialność na nim ciąży. Jak mu zazdrościsz to przyjedź do Warszawy, jak sam piszesz brakuje w Polsce fachowców. To takie dziwne, że ludzie sobie ustawiają życie tak żeby im było jak nalepiej a nie wszystkim wookoło oprócz nich?

Marcin_77 napisał(a):obecne pokolenie młodziezy nie ma za bardzo gdzie się kształcić

Nie rozśmieszaj mnie, obok mnie mam budowę i sprawa wygląda nie niej tak, że przyjmują do pracy ludzi z ulicy. Poduczają się trochę a potem uciekają na zachód, akurat murarstwo-tynkarstwo nie wymaga chyba czteroletniej szkoły do opanowania. Problem jest taki, że młodzi ludzie NIE CHCĄ się uczyć na kierunkach technicznych, jest coraz mniej chętnych. Może to wina tego, że wyż demograficzny opuścił już uczelnie, ale generalnie jest mniej chętnych niż miejsc i uczelnie zachęcają studentów z zagranicy do studiowania u nas.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości