Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wyjechac z kraju za praca - czy oplacalne ?
#41
martwy_biskup napisał(a):Ten pan ma 7tyś na miesiąc i jeszcze mu źle? I to ma być realne życie? Haha...

Marcin_77 napisał(a):Ludziom się w dupach (za przeproszeniem) powywracało. 7 "kawałków" zarabiają i im źle. To co ja z żoną mam mówić? Nasze miesięczne dochody to raptem 1600 zł.

Ta argumentacja przypomina: "ateistom w polse jest źle? (Ten pan ma 7tyś na miesiąc i jeszcze mu źle?) to niech zobaczą jaka dyskryminacja jest w Arabi Sudyjskiej (To co ja z żoną mam mówić? Nasze miesięczne dochody to raptem 1600 zł.)"

I nie chcę tu nikogo obrażać, ja rozumiem, że może być ciężko, ale to nie znaczy, że jak ktoś zarabia więcej to powinień siedzieć cicho i nic więcej od życia nie chcieć. Tak samo jak ateiści w Polsce chcą walczyć żeby było mniej dyskryminacji i większy rozdział kościoła od państwa tak samo rodzina zarabiająca 7tys może zmieniać pracę lub wyjechać żeby zarabiać więcej.

Są miliony ludzi na świecie żyjących za mniej niż dolara dziennie, co wcale nie znaczy, że reszta ludzi ma nic się nie odzywać w sprawie poprawy swojego bytu, bo zostanie nazwana burżujem.
Odpowiedz
#42
Też zamierzam wyjechać z tego kraju. Jak tylko skończę studia to wyjeżdżam. Cieszę się, że będę miał dwa dyplomy - polski i brytyjski. To zwiększy moje szanse na znalezienie lepszej pracy za granicą.
Odpowiedz
#43
Może to jest przyszłość? Domek letniskowy w Polsce, praca w Niemczech, Anglii, Francji czy Szwecji itd. Niedługo nie będzie granic, potem prawo do pracy w całej UE i eurony w portfelu. Przyszłą autostradą z reichu pół dnia drogi na daczę albo tanią linią z jukeja to samo.
Odpowiedz
#44
A tak w ogóle to przyznam szczerze, że mam kłopoty z akulturacją w Europie Zachodniej. Może lepiej bym się czuł w Stanach albo w Australii, to wydaje się być fajny kraj. Australijczycy są naprawdę spoko. A może w Rosji :twisted: ? Syberia? :wink:
Odpowiedz
#45
PiotrekSceptyk napisał(a):Pytam po raz drugi skąd przypuszczenie, że ja Ciebie chcę tu zatrzymywać, no skąd? Czy cokolwiek takiego napisałem? Jeśli nie to wskaż przynajmniej moją wypowiedź która Ci to zasugerowała - jeśli jednak nie będziesz mógł, to postaraj się w końcu zrozumieć, że mój post był odpowiedzią na cytowaną przez Athei'ego wypowiedź, a nie próbą układania Ci życia...postarasz się...?

Czy ja ci napisałem, że się wtrącasz i układasz mi życie? Ja sobie sam je układam i mi z tym dobrze. Nie rozumiem tylko twojej argumenacji o kompromisach czy też wyrzeczeniach i zdrowym rozsądku. Nie rozumiem twojego podejscia które kazałby mi ograniczać się do gorszego samochodu, mniejszego mieszkania itp itd, w przypadku gdy nic nie poświęcam na takiej wymianie. Próbowałem pokazać ci po prostu na przykładzie, że wyrzeczenia nie mają sensu.
Odpowiedz
#46
DarkWater napisał(a):A tak w ogóle to przyznam szczerze, że mam kłopoty z akulturacją w Europie Zachodniej. Może lepiej bym się czuł w Stanach albo w Australii, to wydaje się być fajny kraj. Australijczycy są naprawdę spoko. A może w Rosji :twisted: ? Syberia? :wink:

Rosja to moje klimaty Uśmiech I pomyslec, ze moglem sie urodzic nieco bardziej na wschod Oczko
Null pointer exception
Odpowiedz
#47
mandor napisał(a):Nie rozumiem tylko twojej argumenacji o kompromisach czy też wyrzeczeniach i zdrowym rozsądku. Nie rozumiem twojego podejscia które kazałby mi ograniczać się do gorszego samochodu, mniejszego mieszkania itp itd, w przypadku gdy nic nie poświęcam na takiej wymianie. Próbowałem pokazać ci po prostu na przykładzie, że wyrzeczenia nie mają sensu.

Oczywiście, że jeśli nic nie poświęcasz to "lepsze wrogiem gorszego", ale czym innym jest racjonalne wydawanie pieniędzy a czym innym multiplikowanie potrzeb. Nie widzę np. potrzeby kupowania samochodu, skoro dużo wygodniejszy dojazd do wawy, bez konieczności poruszania się zatłoczonymi alejami jerozolimskimi, zapewnia mi komunikacja miejska. Co mi da samochód w mieście? Rozumiesz teraz o czym mówię ja? Nie wmawiam sobie potrzeb, co nie znaczy, że je ograniczam. To miałem na myśli mówiąc o zdrowym rozsądku.
[url="http://www.youtube.com/watch?v=_A_arjPCKXA"]
[/url]
Odpowiedz
#48
PiotrekSceptyk napisał(a):Co mi da samochód w mieście? Rozumiesz teraz o czym mówię ja? Nie wmawiam sobie potrzeb, co nie znaczy, że je ograniczam. To miałem na myśli mówiąc o zdrowym rozsądku.

Rozumiem. Np odnośnie samochodu to nawet gdybym go miał to nie opłacałoby mi się go używać na dojazdy do pracy bo korki mam po drodze tak straszliwe, że wolę posiedzieć w autobusie z książką w ręku, niż w samochodzie z nogą na sprzęgle i hamulcu. Natomiast są sytuacje, w których bardzo by się przydał i na takie sytuacje bym go kupił. Jestem zwolennikiem zaspokajania potrzeb jeśli mam na to środki (w przeciwieństwie np do mojego ojca, któremu nigdy nic nie jest potrzebne, z małymi wyjątkami) ale tych potrzeb na siłę nie wyszukuję.
Odpowiedz
#49
mandor napisał(a):Jestem zwolennikiem zaspokajania potrzeb jeśli mam na to środki [...] ale tych potrzeb na siłę nie wyszukuję.


Czyli jednak się zgadzamy :lol2: Wypalmy fajkę pokoju... :lol2:
[url="http://www.youtube.com/watch?v=_A_arjPCKXA"]
[/url]
Odpowiedz
#50
Athei Overlord napisał(a):Rosja to moje klimaty Smile I pomyslec, ze moglem sie urodzic nieco bardziej na wschod Wink
Lubię czasem rosyjskiej literatury poczytać, choć mało w ogóle czytam poza podręcznikami i literaturą fachową.
Znasz Mariusza Wilka? Czytałem "Wilczy notes" - kurcze, coś w tym jest.
Odpowiedz
#51
Cytat:Ale z takimi co pracują w zawodach, których nie chcą wykonywać anglicy? Bo ja z kolei znam kilku specjalistów i zarabiają wielokrotnie więcej niż przeciętny zwykły anglik. Zatem jest na wygodne życie i jest z czego odkładać pieniądze na inwestycje.
Nie wiem w jakich zawodach nie chca pracować anglicy? Ja byłem tam kilka razy jako specjalista, który potrafił zrobić instalację za 25 tys. zł., za która firma angielska żądała 100tys. funtów. Przy czym firmie angielskiej trzeba było miesiąca, ja to zrobiłem w tydzień. Pozostałe kilkadziesiąt osób, polaków, z którymi pracowałem nie byli specjalistami i zarabiali 5 - 7 funtów na godzinę.

Cytat:Niech zgadnę w Polsce w jakiś automagiczny sposób jest inaczej? To dla kogo są te oferty kredytów hipotecznych na 30, 40 lub nawet 50 lat? Wiesz jaka jest średnia cena m2 w Warszawie?
Jest dokładnie tak samo, tym, że po 30 latach w Polsce spłacisz dom średniej wielkości w średnim miescie. W UK nawet przy zarobkach specjalisty spłacisz po 30 latach malutki, stary domek na odległych przedmiesciach lub na wsi. Koleżanka, która wyszła kilkanascie lat temu za anglika właśnie spłaca taki domek w UK. Ceny w Londynie to kwoty idące w miliony funtów lub niewiele mniej niż milion jeśli będzie to maleńka szeregówka w ostatniej strefie.

Cytat:Jesli zarabiasz minimalną pensję to stać cię na przeżycie i opłacenie rachunków, czego o naszym kraju się powiedzieć się nie da.
Tak jak u nas przy minimalnej pensji angielskiej musisz ubierać się w lumpeksie i jeść byle co.

Cytat:Wynajmowałeś kiedyś mieszkanie w Warszawie? Myślisz, że zapłacisz mniejszy odsetek od pensji jako czynsz? Żeby wynająć 50m to musisz mieć niezłą pensję. Mój szwagier za dwupokojowe i to mniejsze niż 50m płaci 1400PLN.
Jest dokładnie tak samo.

Cytat:Wszyscy? Myślałem, że rozmawiamy o konkretnym przypadku wyjeżdżającego specjalisty?
Ja przestrzegam, nie wszyscy będa za granica specjalistami.
I powtarzam jeszcze raz. Jeśli umiesz ustawic się w Polsce, poradzisz sobie także za granicą. Jeśli w Polsce sobie nie radzisz, to nie licz na cud za granicą, bo to najlepszy sposób aby skończyc na Victorii.
I jeszcze jedno. W kraju jesteś kimś, jestes u siebie i coś znaczysz. Za granicą jesteś zawsze tylko imigrantem.
Pozdrawiam.
egoista
Odpowiedz
#52
Joki napisał(a):Ja byłem tam kilka razy jako specjalista, który potrafił zrobić instalację za 25 tys. zł., za która firma angielska żądała 100tys. funtów. Przy czym firmie angielskiej trzeba było miesiąca, ja to zrobiłem w tydzień.

No i na podobnej zasadzie ja pojadę. Nie musisz mnie ostrzegać, bo znam te realia. W ciągu ostatniego roku byłem w Londynie 3 razy, ale mam plany zostać tam na dłużej, bo mi się tam podoba. W moim zawodzie nie jest trudno znaleźć pracę czy tutaj czy tam. Dla mnie to tylko taka różnica, że będąc tam szybciej skończę spłacać mieszkanie w Warszawie.
Odpowiedz
#53
Wyjechalem do UK juz ponad rok temu i nie zaluje tego do tej pory. Pracuje w centrum Mancheteru w jednym z hoteli jako recepcjonista. Zarabiam troche ponad srednia kracjowa, wczesniej pracowalem jako kelner. Z samych napiwkow bylem w stanie opcacic mieszkanie, kupic jedzenie i jeszcze mi zostawalo a pensje odkladlalem na koncie. Teraz zarabiam troche mniej ale mam lepsza prace i dalsze szanse awansu. Stac mnie na samochod sredniej klasy, wycieczke zagraniczna, nowego laptopa itp. Tydzien pracuje na rachunki, mieszkanie i jedzenie a z reszta pieniedzy moge zrobic co tylko mi sie podoba...

Jesli chodzi o warunki mieszkaniowe to nie moge nazekac poniewaz wynajmuje dom w dobrej, spokojnej dzielnicy wraz z 3 innymi osobami. Moge sobie pozwolic na wiele przyjemnosci, ktorych napewno nie bylo by mnie stac gdybym pozostal w kraju. Wlasnie zaczynam chodzic do szkoly jezykowej ktora otworzy mi droge na sudia ktore mam zamiar tu ukonczyc. Wcale sie nie dziwie milionom polkow ktorzy wyjechali. Bo przeciez nie kazdy jest wlascicielem przedsiebiorstwa jak JOKI. Zyje sie mi tu narazie bardzo dobrze dlatego nie mam zamiaru wracac.
T.K.
Odpowiedz
#54
Przyznam sie bez bicia, ze tez wyemigrowalem do UK niecale 2 miesiace temu. Wyprawa prawie w ciemno (jedynie co mialem zapewnione to dach nad glowa). Wyladowalem w Anglii w piatek wieczorem, sobota-niedziela jak to w weekend - "odpoczynek" po podrozy. W poniedzialek zalozylem sobie konto w banku, a we wtorek znalazlem prace (co mozna uznac za cud, tym bardziej ze w CV wpisalem zly nr telefonu :) jako technik w firmie wynajmujacej sprzet komputerowy i AV. Mieszkam z innymi Polakami, w roznym wieku, wszyscy sobie radza, zyja na jakims tam poziomie, ale wszystko to niestety pewnym kosztem. Mianowicie rodzina i znajomi w kraju, mieszkanie w jedno lub 2-osobowej "celi" tez do najprzyjemniejszych nie nalezy, czas plynie niesamowicie szybko (nadal mam wrazenie ze dopiero przyjechalem, jeden ze wspollokatorow tez ma takie wrazenie, a jest juz tu 7 lat) i pewnie wiele innych .

Z poprzedniej mojej pracy w Polsce jedna kolezanka jest juz w Szkocji, druga we Francji, kolega przyjezdza do Anglii jak tylko skonczy mu sie 3 miesieczny okres wypowiedzenia. Ze studiow kumple tez sie porozjezdzali m.in do Kanady, Szwecji i Tajlandii. Jakie to szczescie ze mamy Internet, swiat sie skurczyl dzieki temu wynalazkowi.

Ja w zasadzie nie zakladam niczego z gory, nie robie szczegolowych planow (aczkolwiek ogolny zarys mam). Nie wiem czy wroce, czy zostane tu na stale. Wszystko zalezy od kierunku wiatru, ceny smalcu, rozmiaru buta i kobiety mojego zycia :)

A tak ogolnie mam ostatnio wrazenie ze zycie sie toczy, tak jakos samo, wszystko samo sie dzieje. Niby ja podejmuje decyzje ale .... ale tu mi sie skonczylo piwo, a to nie jest dzial filozofia. Moze dokoncze te mysl innym poznym wieczorem.
Wódka? W południe? Na służbie?
Z przyjemnością
Odpowiedz
#55
Cytat:Przesadzasz.
Może trochę? Faktem jest, że nie mógłbym tam żyć. Z ciągłą obawą, że psu coś odbije i zaszczeka we własnym domu (moim a nie psa), albo na własnej posesji zapomnę założyć mu kaganiec, co skutkuje natychmiastową wizytą policji. Oczywiście jeśli nie jestem milionerem, nie mogę wybudować ogrodzenia od fronu, więc nawet dziecka na własnej posesji nie mogę wypuścić, a gdybym to zrobił, to efekt taki jak po zaszczekaniu psa. To co u nas nazywane jest donosicielstwem tam jest na porządku dziennym, taki model "społeczeństwa obywatelskiego".

Cytat:...Dla mnie to tylko taka różnica, że będąc tam szybciej skończę spłacać mieszkanie w Warszawie...
Po co chcesz spłacać mieszkanie w Warszawie, skoro chcesz wyjechać na stałe?!?

Cytat:...Tydzien pracuje na rachunki, mieszkanie i jedzenie a z reszta pieniedzy moge zrobic co tylko mi sie podoba...
I to jest ta różnica. W Polsce za płacę słabiutkiego "specjalisty" pracujesz na stełe koszty przez dwa, trzy dni, w ciągu kilku lat budujesz własny dom (bez kredytu), stać Cię na wczasy zagraniczne dwa razy w roku, kupujesz sobie średniej klasy nowy samochód, nie brak Ci niczego. Stać Cię nawet na ubezpieczenie AC tego samochodu (polecam cennik brytyjskich ubezpieczycieli). Masz polisę na życie, wszystkie filary emerytury, abonament na opiekę medyczną w prywatnej klinice (nie życzę nikomu wizyty w brytyjskiej, publicznej służbie zdrowia, szybko wyleczy się z kompleksów polskiej medycyny, która od razu wyda mu się cudowna), żyć nie umierać. Wystarczy chcieć.
Pozdrawiam.
egoista
Odpowiedz
#56
Joki napisał(a):Po co chcesz spłacać mieszkanie w Warszawie, skoro chcesz wyjechać na stałe?!?

1. Nie zarzekam się, że tu nigdy nie wrócę. Może będę tam siedział do śmierci a może pojadę do jeszcze innego kraju. Nie wiem tego, pojadę wszędzie tam gdzie będzie mi lepiej.
2. A co jest złego w posiadainiu mieszkania w Warszawie w czasie gdy ceny mieszkań rosnąszybciej niż wartość akcji w funduszach inwestycyjnych?

Joki napisał(a):W Polsce za płacę słabiutkiego "specjalisty" pracujesz na stełe koszty przez dwa, trzy dni, w ciągu kilku lat budujesz własny dom (bez kredytu), stać Cię na wczasy zagraniczne dwa razy w roku, kupujesz sobie średniej klasy nowy samochód, nie brak Ci niczego.

To my chyba w innym kraju żyjemy. Bo ja takich słabiutkich specjalistów co w ciągu kilku lat budują dom pod Warszawą znam może dwóch. Ale oni też częściej są za granicą niż w Polsce. No chyba, że dla ciebie słabiutkim specjalistą jest na przykład prezes banku, wtedy przepraszam i chylę pokornie czoła.
Odpowiedz
#57
No cóż, też ciekawi mnie jaki to słabiutki specjalista tyle zarabia Uśmiech

Co prawda kończę już studia, ale chętnie się "przebranżuję" Oczko Skoro wystarczy być słabym to pewnie zajmie mi to góra kilka miesięcy...a ustawię się do końca życia.
Uczony jest człowiekiem, który wie o rzeczach nie znanych innym i nie ma pojęcia o tym, co znają wszyscy. -Einstein Albert-
Odpowiedz
#58
Cytat:Bo ja takich słabiutkich specjalistów co w ciągu kilku lat budują dom pod Warszawą znam może dwóch.
Kto twierdzi, że pod Warszawą? Polska nie kończy się na stolicy, która jest moim zdaniem chyba najgorszym wyborem do życia.

Cytat:No cóż, też ciekawi mnie jaki to słabiutki specjalista tyle zarabia
Miałem na myśli specjalistę najniższego szczebla w dużej firmie prywatnej. Jeśli w ogóle można kogoś takiego nazywać specjalistą. To po prostu pracownik najniższego szczebla, bo wszyscy z kilku tysięcy ludzi w tej firmie to tacy "specjaliści". W dodatku ten specjalista ma wykształcenie wyższe z branży ekonomii i socjologii a pracuje na stanowisku ściśle technicznym. Zdezorientowanyhock:
Zarabia razem z małżonką mniej niż tytułowy bohater i jest żywym dowodem na to, że przy odrobinie wiary w siebie można uczciwie, nie po trupach, bez protekcji, z ulicy, z ogłoszenia w gazecie...
Z podejściem: "nie ma sensu, i tak się nie uda" można być tylko pewnym, że się nie uda. I to jest największy problem Polaków. Niektórym znajomym pomogłem przekonując aby spróbowali. Teraz są tak samo szczęśliwymi ludźmi bez chęci emigracji. Niestety większość tkwi w swoim marazmie i za chiny ludowe nie przyjmuje do wiadomości, że można spróbować inaczej. Emigrację traktują jako lek na całe zło. No i wegetują za granicą w ciasnej, wieloosobowej klitce, jedząc szczury u Chińczyka.
Pozdrawiam.
egoista
Odpowiedz
#59
Joki w dużej mierze się z Tobą zgodzę, z tym co pisałeś o emigracji także.

I już absolutnie się zgodzę, że w Polsce MOŻNA dobrze zarabiać i się "ustawić". Ale jednak dotyczy to jednostek (oczywiście nikt nikomu ową jednostką nie broni zostać).

Jednak mówienie o firmach, w których kilka tysięcy ludzi - zarabia tak duże pieniądze o jakich wspomniałeś (2-3 dni by zapracować na bieżące wydatki, kilka lat na dom bez kredytu) - to już moim zdaniem pewna przesada (do głowy przychodzą mi jedynie korporacje-biura projektowe, z bazą zapewniająca consulting na cały świat...tam to pewnie byłoby możliwe). A takich i to tak licznych, będzie w kraju wcale albo kilka. Bo już wszelkie firmy produkcyjne, ograniczają się do kilku-kilkunastu specjalistów. I tam też pensje niekoniecznie są tak duże, by zakwalifikować się pod to o czym pisałeś.


I choć wiem, że ekonomiści są niezbędni w branży technicznej i są w niej naprawdę _dobrze_ opłacani, to już to co napisałeś jest bzdurą, bo na stanowisku "ściśle technicznym", żaden ekonomista nie będzie pracował. No nie oszukujmy się, żaden ekonomista nigdy mi pracy nie zabierze Uśmiech Tak jak i ja nie zabiorę ekonomiście.
Specjalizacja się liczy, łączenie zacięcia ekonomiczno-socjologicznego z technicznym - tym bardziej, ale to jeszcze nie oznacza, że ktoś taki odwala robotę "ściśle techniczną", bo z całym szacunkiem dla ekonomistów - nie znam takich, którzy np. zoptymalizują proces POSM Oczko

A zarobki w Polsce są naprawdę bardzo dziwne, duża w tym wina myślę samych pracowników - ale już niedługo się o tym będę mógł przekonać bo do końca roku powinienem się obronić, a wstępnej pracy zacząłem szukać tydzień temu.

Przy okazji, była u nas niedawno na uczelni Pliva (_poważna_ albo "poważna" firma farmaceutyczna) - skończyło się na tym, że zebrała gromkie brawaOczko i śmiech - gdyż chciała zaoferować początkowe zarobki rzędu 1,3-1,5 k PLN brutto.

Tak więc ... dziwne są płace w Polsce, ale oczywiście MOŻNA dobrze zarabiać w Polsce.
Uczony jest człowiekiem, który wie o rzeczach nie znanych innym i nie ma pojęcia o tym, co znają wszyscy. -Einstein Albert-
Odpowiedz
#60
Joki napisał(a):No i wegetują za granicą w ciasnej, wieloosobowej klitce, jedząc szczury u Chińczyka.

Ja nie kwestionuję, że takich ludzi wyjeżdża bardzo dużo. Ale omawiana kwestia nie rozbija się o ludzi którzy zarabiają minimum socjalne, tylko radzą sobie dobrze w polsce i mają okazję wyjechać za granicę gdzie będą radzić sobie jeszcze lepiej.

Joki napisał(a):Zarabia razem z małżonką mniej niż tytułowy bohater i jest żywym dowodem na to, że przy odrobinie wiary w siebie można uczciwie, nie po trupach, bez protekcji, z ulicy, z ogłoszenia w gazecie...

To gdzie ten pracownik z żoną postawi ten dom w kilka lat pracując na najniższym stanowisku? Bo z tego co mówisz to są właśnie ci ludzie co biorą kredyty hipoteczne na okres od 20 do 50 lat.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości