Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Swietosc JPII zagrozona?
#41
DarkWater napisał(a):... a teraz mi powiedzcie jakim sposobem 47% polaków stanowi ponad połowę polaków???
Ja wiem jak z tego zrobić 50%, otóż trzeba zaokrąglić do 2go miejsca (tu uwaga !) przedUśmiech przecinkiem. Tera jeszcze np. Pilaster dorzuci jeden głosik i już mamy ponad 50%


Biały Karol mąci bardziej po śmierci niż za życia. I jak tu nie wierzyć w życie pozagrobowe.
Odpowiedz
#42
Usunęłam.
Odpowiedz
#43
Ale z tą świętością u katolików to jest tak, że na świętego mianuje daną osobę rzekomy Bóg Jahwe w którego katolicy wierzą jeszcze przed urodzeniem danej osoby mianuje daną osobę na świętego lub świętą.
Nie ogarniam tylko czy Bóg Jahwe mianuje daną osobę 3000 lat przed jej urodzeniem na świętego lub świętą ale od ukończenia przez taką osobę naprzykład 18 lub 30 lat czy od chwili poczęcia, także matka może nosić w brzuszku już święte dziecko?

Bóg Jahwe się jednak nie zwierza ludziom ani papieżowi ani Watykanowi ani pastuszkom kóz i kaczek kogo mianował na świętego lub świętą.
Nie jestem pewna czy tylko papież i Rada Watykanu do spraw Świętych lub czy również Regionalne Rady Biskupów wykrywają świętych przy pomocy wody święconej i mruczanej modlitwy? W każdym razie słyszałam, że papież i inni ważni ludzie od wody święconej nie wykrywają 100% osobozmarłych mianowanych wcześniej przez Boga Jahwe na świętego lub świętą.

Możliwe, że papież i inni specjaliści od wody święconej wykrywają tylko 40% całego dobytku świętych lub inny procent <100%.

W każdym razie nie słyszałam wypowiedzi katolików lub prawosławnych o wykryciu przez żyjącego papieża lub innego fachowca falsyfikatu świętego czyli kogoś kogo Bóg Jahwe wcale nie mianował na świętego.


Nie wiem czy sformułowanie:
świętość zagrożona
jest poprawne logicznie lub w inny sposób,
wydaje mi się raczej, że zamiast "świętość zagrożona" byłoby poprawniej wyrazić się "kościół wykrył falsyfikat świętego".

W przypadku problemów ze świętością w grę może wchodzić:
- falsyfikat świętego
albo/i
- błędny pomiar wodą święconą

W przypadku Jana Pawełka numer 2 byłby to falsyfikat.
Odpowiedz
#44
Na fali ostatniej afery z udziałem polskiego, czołowego hierarchy katolickiego, o kompatybilnym - w kontekście jego wypowiedzi - nazwisku; Dziwisz, rozgrywa się na naszych oczach istny festiwal w robieniu z JP2 wioskowego głupka, który kompletnie nie panował nad swym dworem i nie miał zielonego pojęcia co się wokół niego dzieje.

Zastanawiam się, czy ta strategia jest słuszna, bo w ostatecznym rozrachunku okazać się może, że wypracowywana z mozołem przez lata opinia o rzeczonym jako o intelektualiście i mędrcu, lec może w gruzach.

Pozostaje pytanie, czy Polacy zaakceptują taki nowy wizerunek swojego prywatnego papieża - świętego, choć idioty.
Skoro jednak śmierć ustanawia porządek świata, może lepiej jest dla Boga, że się nie wierzy w niego i walczy ze wszystkich sił ze śmiercią, nie wznosząc oczu ku temu niebu, gdzie on milczy.
Albert Camus
Odpowiedz
#45
Alternatywą będzie uznanie go za inteligentnego herszta gangu. Więc myślę, że tak, dobroduszny matołek jest łatwiejszy do zaakceptowania. Ja zresztą przychylam się do tej opinii, w jego wypowiedziach tak ustnych, jak i pisanych nic mądrego nie zauważyłem. Chociaż jego zdolność do owijania banałów w filozoficzną bawełnę była zaiste imponująca. Jednak umiejętności lingwistyczne to nie to samo, co mądrość. Toteż hipoteza, że JP2 po prostu nie ogarniał rzeczywistości jest dla mnie zupełnie prawdopodobna. Oczywiście, łatwo to przekuć w świątobliwe "był duchowo tak blisko Boga, że w ogóle nie zauważał Diabła" - no ale niech im już będzie.

Wizja alternatywna, czyli makiawelicznego władcy dla mrocznych interesów utrzymującego szajkę pedofili nie trzyma się w ogóle kupy. Po pierwsze, jest to równie realistyczne, jak pejsaci mędrcy Syjonu debatujący nad planem władania światem, po drugie, psychokraci raczej wolą od czasu do czasu "oczyścić" swoje otoczenie, niż przejawiać niepraktyczną lojalność wobec własnych współpracowników.
Odpowiedz
#46
ZaKotem napisał(a): Alternatywą będzie uznanie go za inteligentnego herszta gangu. Więc myślę, że tak, dobroduszny matołek jest łatwiejszy do zaakceptowania. Ja zresztą przychylam się do tej opinii, w jego wypowiedziach tak ustnych, jak i pisanych nic mądrego nie zauważyłem. Chociaż jego zdolność do owijania banałów w filozoficzną bawełnę była zaiste imponująca. Jednak umiejętności lingwistyczne to nie to samo, co mądrość. Toteż hipoteza, że JP2 po prostu nie ogarniał rzeczywistości jest dla mnie zupełnie prawdopodobna. Oczywiście, łatwo to przekuć w świątobliwe "był duchowo tak blisko Boga, że w ogóle nie zauważał Diabła" - no ale niech im już będzie.

Zwłaszcza, że tutaj mowa o okresie kilku lat przed jego śmiercią, gdzie raczej nie był w najlepszej życiowej formie tak fizycznej jak i intelektualnej. Więc też raczej przemawia do mnie bardziej teza pewnej matołkowatości i sądzę, że on faktycznie dał się przekonać o niewinności McCarrica. Przecież w okresie gdy on żył Watykan jednak nie dysponował twardymi dowodami w tej sprawie a po prostu docierały tam rozmaite pogłoski, że coś może być nie tak.

Choć nawet jeżeli ta teza o jego naiwności upadnie to twierdzenia, że "JPII tuszował pedofilię" są i tak na wyrost. Po pierwsze co najwyżej może być tu mowa o pewnym niedbalstwie w badaniu sprawy, niedopełnieniu obowiązków a nie tuszowaniu w sensu stricto. Po drugie tutaj raczej nie można mówić o pedofilii - ofiary McCarrica to głównie "młodzi mężczyźni" z których owszem część mogła być niepełnoletnia, ale z pewnością nie były to dzieci. Więc to kategoria molestowania seksualnego jest co najwyżej a nie pedofilii.
Nie dajcie sobie wmówić mediom, że wsadzanie widelca do kontaktu jest niebezpieczne. Przecież z powodu grypy umiera znacznie więcej osób.  


Odpowiedz
#47
Wy tak na poważnie? Bez żartów?
Trzeba być naprawdę bardzo niezorientowanym w temacie, by mieć wątpliwości co do marnej kondycji moralnej tego "wielkiego" Polaka.
Proceder ukrywania przestępstw seksualnych w łonie Kościoła rozpoczął się już 1983 r., kiedy to urzędujący papież złagodził kary dla czynów pedofilnych zrównując je ze "zwykłymi przestępstwami", za które nie przewidywano automatyczne suspensy. W każdym razie hierarchowie dostali wyraźny sygnał, że dla Wojtyły nie są one dość obrzydliwe, by ścigać je specjalnymi procedurami.
Degollado, Groer, Law, Wesołowski czy McCaric, to tylko wierzchołek góry lodowej. Tylko w Polsce doliczono się 24 purpuratów, którzy bezsprzecznie tuszowali skandale pedofilskie. W dekanatach i w poszczególnych parafiach działo się nie lepiej.
Mnie już nie chce się babrać w tym bagnie - w sieci jest dość na ten temat Polecam w tym względzie witrynę OKO.press, która nader sprawnie obnaża kościelną obłudę i niemal systemową ochronę dla pedofilów w sutannach.
Skoro jednak śmierć ustanawia porządek świata, może lepiej jest dla Boga, że się nie wierzy w niego i walczy ze wszystkich sił ze śmiercią, nie wznosząc oczu ku temu niebu, gdzie on milczy.
Albert Camus
Odpowiedz
#48
Poligon. napisał(a): Proceder ukrywania przestępstw seksualnych w łonie Kościoła rozpoczął się już 1983 r.
W jaki sposób rozpoczął? Jak zmieniło się prawo kanoniczne, że wcześniej zapobiegało ukrywaniu, a po zmianie nie?

Poligon. napisał(a): kiedy to urzędujący papież złagodził kary dla czynów pedofilnych zrównując je ze "zwykłymi przestępstwami", za które nie przewidywano automatyczne suspensy.
Automatyczna suspensa powodowała ujawnienie czynu?

Poligon. napisał(a): Mnie już nie chce się babrać w tym bagnie - w sieci jest dość na ten temat Polecam w tym względzie witrynę OKO.press, która nader sprawnie obnaża kościelną obłudę i niemal systemową ochronę dla pedofilów w sutannach.
Rozumiem, że chodzi o ten artykuł:

https://oko.press/kosciol-i-pedofilia-to...ch-dzieci/

Nie potwierdza on tego, co piszesz.
Odpowiedz
#49
Za to ten artykuł ładnie ten system krycia pedofili i karania ludzi uczciwych już pokazuje - https://wyborcza.pl/magazyn/7,124059,265...dzial.html

Cytat:Krycie zbrodni McCarricka wymagało nie tylko ukrywania dowodów i przekupywania świadków. Wymagało łamania karier uczciwym ludziom wewnątrz Kościoła. W raporcie zazwyczaj występują anonimowo, opisani np. jako „Ksiądz numer 3”.

Do wyjątków należy monsignor Richard Liddy. Powołał się na niego ksiądz wysyłający anonimową skargę do nuncjusza. Napisał, że widział represje, które spadły na Liddy’ego za wcześniejszą interwencję, dlatego woli ukryć swoją tożsamość.

Zapewne słusznie zrobił. Monsignora Liddy’ego można wyszukać w Google'ach – pracował potem jako wykładowca filozofii katolickiej. Nie każdy ksiądz może skorzystać z takiego wyjścia awaryjnego (a nuncjusz nic z tą skargą i tak nie zrobił).

„Ksiądz numer 3” w 1991 r. kilkakrotnie wzywany był przez McCarricka do hotelu Waldorf-Astoria. Kardynał przysyłał limuzynę z szoferem, po czym zmuszał go do seksu, tłumacząc, że „w amerykańskim Kościele to normalne”.

„Ksiądz numer 3” zgłosił to w końcu do przełożonego, biskupa Hughesa. Ten kazał mu zapomnieć o sprawie. Wkrótce potem „Ksiądz numer 3” został przeniesiony do innej parafii, oskarżony o nadużycia finansowe, podjęto też inne działania, by „uczynić jego życie w Kościele jak najtrudniejszym”.

Inną osobą wymienioną z nazwiska jest dominikanin Boniface Ramsey. Z relacji „Księdza numer 8” wynika, że obaj rozmawiali o zgłoszeniu skargi na McCarricka.

„Ksiądz numer 8” powiedział, że to nie ma sensu, bo Watykan nic nie zrobi, a zgłaszającego spotka represja. Ramsey uznał, że sumienie nie pozwala mu postąpić inaczej. „Ksiądz numer 8” miał rację, choć represja była łagodna: Boniface Ramsey został usunięty z senatu katolickiej uczelni. List dominikanina w listopadzie 2000 r. jednak dotarł do papieża.

Kardynał Angelo Sodano zanotował odpowiedź Wojtyły: „Nihil dicens”. „Nic nie powiedział”.

Sądząc z tego raportu, co najmniej kilkunastu ludzi Kościoła Watykan ukarał za to, że byli ludźmi prawymi.

Zapewne podobnie było w innych takich sprawach. W Kościele od dziesięcioleci panuje mechanizm negatywnej selekcji. Awansują albo ludzie otwarcie zdeprawowani i skorumpowani, albo w najlepszym wypadku tacy jak „Ksiądz numer 8” – którzy potrafią w odpowiednich chwilach nie widzieć, nie słyszeć, nie mówić.


A tu jeszcze inny fragment, tym razem z fb autora powyższego artykułu:

Cytat:zypomnijmy raport: Dziwisz, Wojtyła i McCarrick poznali się w 1976, gdy McCarrick był na wakacjach na Bahamach w swoim ulubionym towarzystwie: nastoletnich chłopców. Aranżował te wyjazdy tak, żeby łóżek było mniej niż uczestników, żeby ktoś z nim musiał spać (gdy przypadkowo łóżek było za dużo, odwoływał wyjazd lub zmieniał plan). W diecezji wszyscy o tym wiedzieli, McCarrick tego nie ukrywał.
Spotkanie z Dziwiszem i Wojtyłą McCarrick zaczął od żartobliwej skargi (oryg. "deadpanning"), że "zrujnowali mu wakacje". Na pierwszej audiencji już jako papież Wojtyła zacząl rozmowę z McCarrickiem od "did you get your vacation" (s. 25). Ergo: Dziwisz i Wojtyła znali "wakacyjne" skłonności biskupa.
To prawda, że McCarrick w 2000 napisał do Wojtyły, że "z nikim nie utrzymywał relacji seksualnych". Ale w świetle tego, co Wojtyła z Dziwiszem już wiedzieli od 1976, to było literalnie jak w kiepskiej komedii romantycznej, że ktoś wchodzi do sypialni i widzi osobę partnerską z kimś innym w łóżku, po czym słyszy "TO NIE JEST TO NA CO WYGLĄDA, KOCHANIE".
"Ach, skoro to nie jest to na co wygląda, to nie ma sprawy" - odpowiedział papież - "nie będę wam przeszkadzać, go get your vacation"
Dopóki rodzimy się i umieramy, póki światło jest w nas, warto się wkurwiać, trzeba się wkurwiać! Wciąż i wciąż od nowa.
Odpowiedz
#50
Tu jeszcze jeden tekst Orlińskiego w temacie, tym razem bez paywalla - https://ekskursje.pl/2020/11/nihil-dicens/

Wrzucam, bo widzę durnoty jakichś palmerów i im podobnych, jaki to JP2 nie był wielki, i jak to media teraz wszystko zakłamują.
Dopóki rodzimy się i umieramy, póki światło jest w nas, warto się wkurwiać, trzeba się wkurwiać! Wciąż i wciąż od nowa.
Odpowiedz
#51
No ale o czym my w ogóle - McCarrick nie uprawiał żadnych pedofilii, z klerykami wszystko było legalnie. A przecież z nimi nie zamieszkiwał stałe, więc ciężkiego grzechu nie było. A grzeszki takie czy owakie każdy sobie uprawia. Jest to trochę dziwne, kiedy lewica oskarża JP2 o nadmierną tolerancję wobec... homoseksualizmu. Ani z punktu widzenia prawa kościelnego, ani tym bardziej prawa świeckiego McCarrick nie robił nic gorszego od tych na oko 2/3 wszystkich księży, którzy mają kochanki.
Odpowiedz
#52
No przecież od dawno powtarzam to że lewicy i innym wrogom Kościoła nie chodzi o żadne ofiary, tylko o kijek co by psa uderzyć
Odpowiedz
#53
Jest wystarczająco wiele powodów, żeby tego psa bić. Natomiast rozmywanie kryminalnych działań kościelnych pedofili jakimś wewnętrznym "problemem" homoseksualizmu wśród kleru to jestem dokładnie to, o co chodzi P**owi.
Odpowiedz
#54
ZaKotem napisał(a):Jest wystarczająco wiele powodów, żeby tego psa bić
Nie ma
ZaKotem napisał(a):Natomiast rozmywanie kryminalnych działań kościelnych pedofili jakimś wewnętrznym "problemem" homoseksualizmu wśród kleru to jestem dokładnie to, o co chodzi P**owi
?
Odpowiedz
#55
Cytat:No ale o czym my w ogóle - McCarrick nie uprawiał żadnych pedofilii, z klerykami wszystko było legalnie. A przecież z nimi nie zamieszkiwał stałe, więc ciężkiego grzechu nie było. A grzeszki takie czy owakie każdy sobie uprawia. Jest to trochę dziwne, kiedy lewica oskarża JP2 o nadmierną tolerancję wobec... homoseksualizmu. Ani z punktu widzenia prawa kościelnego, ani tym bardziej prawa świeckiego McCarrick nie robił nic gorszego od tych na oko 2/3 wszystkich księży, którzy mają kochanki.

O molestowaniu seksualnym to już jak rozumiem, nie słyszałeś? Weinstein też spoko, bo dzieci nie tykał?
Dopóki rodzimy się i umieramy, póki światło jest w nas, warto się wkurwiać, trzeba się wkurwiać! Wciąż i wciąż od nowa.
Odpowiedz
#56
W sumie, to kler KK powinien być w awangardzie dżenderowej, bo ich seksualność jest wystarczająco ekstremalnie pojebana.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#57
Sofeicz napisał(a): bo ich seksualność jest wystarczająco ekstremalnie pojebana.
Przecież to jest klasyczna grecka pederastia. Dla „konserwatystów” to jest właśnie „normalne”. Natomiast idea, że mężczyzna z mężczyzną mogą budować relację partnerską jest dla tych samych ludzi „pojebana” właśnie.

Inna sprawa, że cycaty JPII nt. wakacji wprost nie implikują, że JPII nie wiedział, że McCarrick dymał chłopców. Żart „zepsuliście mi wakacje” związany był z faktem, że McCarrick musiał wrócić z wakacji, żeby robić za tłumacza. Nic tam nie implikowało wprost pederastii.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#58
Ale sam wiesz, że każdy kumaty guru mozolnie buduje wokół siebie barierę rzekomej niewiedzy, żeby w razie czego wyszło, że on miał rączki na kołdrze.
JP2 był przecież od rzeczy wielkich, wzniosłych i poetyckich, i Jakoś wzroku nie obniżał, żeby zauważyć prozę.

PS.
Wróć, obniżał, kiedy trzeba było pogrozić palcem jakiemuś księdzu zarażonemu teologią wyzwolenia.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#59
Sofeicz napisał(a): Ale sam wiesz, że każdy kumaty guru mozolnie buduje wokół siebie barierę rzekomej niewiedzy, żeby w razie czego wyszło, że on miał rączki na kołdrze.
JP2 był przecież od rzeczy wielkich, wzniosłych i poetyckich, i Jakoś wzroku nie obniżał, żeby zauważyć prozę.
Ja się tylko odniosłem do interpretacji pewnych słów, które tutaj padły. Że JPII był w pełni świadom, że McCarrick zapina chłopców, bo dał temu wyraz w żartach. Zatem teoria, że JPII świadomie odwracał wzrok i sam nawet siebie przekonał, że dowodów brak może się utrzymać.

Cytat:Wróć, obniżał, kiedy trzeba było pogrozić palcem jakiemuś księdzu zarażonemu teologią wyzwolenia.
No ale tutaj JPII krytykujemy, a nie chwalimy.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości