To forum używa ciasteczek.
To forum używa ciasteczek do przechowywania informacji o Twoim zalogowaniu jeśli jesteś zarejestrowanym użytkownikiem, albo o ostatniej wizycie jeśli nie jesteś. Ciasteczka są małymi plikami tekstowymi przechowywanymi na Twoim komputerze; ciasteczka ustawiane przez to forum mogą być wykorzystywane wyłącznie przez nie i nie stanowią zagrożenia bezpieczeństwa. Ciasteczka na tym forum śledzą również przeczytane przez Ciebie tematy i kiedy ostatnio je odwiedzałeś/odwiedzałaś. Proszę, potwierdź czy chcesz pozwolić na przechowywanie ciasteczek.

Niezależnie od Twojego wyboru, na Twoim komputerze zostanie ustawione ciasteczko aby nie wyświetlać Ci ponownie tego pytania. Będziesz mógł/mogła zmienić swój wybór w dowolnym momencie używając linka w stopce strony.

Ocena wątku:
  • 2 głosów - średnia: 4.5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Polecane artykuły
Ja też jestem często mile zaskoczona zachowaniem kierowców.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
bert04 napisał(a): Parę lat temu człowiek bał się na pasy dla pieszych wejść bez butów sprintowych i szukania lornetką horyzontu za jakimiś nisko lecącymi wyścigówkami.

To powiem ci, że kiedyś (za Breżniewa) byłem na ekskursji w Moskwie.
I dokładnie pamiętam, jak na jednym z moskiewskich wielopasowych prospektów ludzie robili dokładnie to, co piszesz.
Biegiem usiłowali przebiegać na pasach na drugą stronę. Oczywiście żaden z samochodów nawet nie zwolnił.
A jakiś człowiek o kulach rozwinął taką prędność, że chyba bym go w życiu nie dogonił.
Był to jeden z wielu szoków kulturowych, jakich tam doświadczyłem, bo nawet w naszym ówczesnym PRLu takie coś się nie zdarzało.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Zakładam, że filmiki z przechodzenia przedstawicieli "cywilizowanego zachodu" przez ulice miast w Wietnamie znacie doskonale - ale to inna kultura i inna mentalność, które zresztą doskonale się tam sprawdzają.

Natomiast w naszej kulturze w ruchu ulicznym obowiązuje prawo, a nie uprzejmość. Uczestników ruchu dzielę osobiście na "przestrzegających" i "nieprzestrzegających" przepisów oraz "uprzejmych" - przy czym dwie ostatnie postawy są najgorsze, bo oznaczają, że jako pieszy lub rowerzysta każdego uczestnika ruchu drogowego muszę traktować jako "nieprzewidywalnego" - i nie jest to żadne "ograniczone zaufanie", to jest "nieograniczona nieufność".

To, że zbliżam się do przejścia lub przejazdu dla rowerów i widzę zwalniający pojazd nic nie oznacza, bo raz na ileś przypadków zauważalne zwolnienie okazuje się nie mieć żadnego związku z chęcią przepuszczenia pieszego lub rowerzysty. Doświadczałem tego tak wiele razy, że nie chcę od nikogo żadnej uprzejmości, chcę przestrzegania prawa.

Jeżeli jadę pasem rowerowym i widzę, że z lewej zrównuje się ze mną samochód z włączonym prawym kierunkowskazem, to jestem niemal pewny, że wykona skręt w prawo i zrobi to natychmiast, bo za pięć metrów po prawej jest droga poprzeczna, a moje istnienie w tym miejscu dla kierowcy nie ma żadnego znaczenia - i to mi ratowało już życie wielokrotnie.

Całkowicie rozumiem ludzi krytykujących ostatnio wprowadzone przepisy dla pieszych, gdy mówią, że pieszy nie ma szans w starciu z samochodem, ale jednocześnie uważam ich za cynicznych kłamców, bo mój znajomy kierujący na co dzień wielotonowymi ciężarówkami mówi, że osobówki to on swoim wozem zgniata jak puszki piwa, dlatego wg niego ciężarówki powinny mieć bezwzględne pierwszeństwo na wszystkich skrzyżowaniach i powinny ustępować co najwyżej pociągom, a co do tramwajów i autobusów to by dyskutował.
Odpowiedz
https://wydarzenia.interia.pl/kraj/news-...Id,6472940

Cytat:Nowego pracownika trzeba złamać. Zawalić robotą ponad siły. Upokorzyć. Tak, żeby zrozumiał, że jego potrzeby i oczekiwania są niczym wobec interesu firmy. Właśnie tego w latach 90. uczono w polskich podręcznikach do zarządzania. "Chodzi o doprowadzenie pracownika do stresu i nieomal do kresu wytrzymałości. W takiej sytuacji albo pracownik uzna, że interesy firmy są ważniejsze niż jego oczekiwania, żądania, potrzeby, albo się zbuntuje i zrezygnuje z pracy"

O tym jak w latach 90 szkolono kadry "zarządzające". Tłumaczy to czemu nawet dzisiaj wiele firm to toksyczne miejsca do pracy.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz
DziadBorowy napisał(a): "Chodzi o doprowadzenie pracownika do stresu i nieomal do kresu wytrzymałości.
W takiej sytuacji albo pracownik uzna, że interesy firmy są ważniejsze niż jego oczekiwania, żądania, potrzeby, albo się zbuntuje i zrezygnuje z pracy"
O tym jak w latach 90 szkolono kadry "zarządzające". Tłumaczy to czemu nawet dzisiaj wiele firm to toksyczne miejsca do pracy.

Ale to jest kontrskuteczne. Bo taki 'zawalony' pracownik sp... robotę albo odejdzie i trzeba będzie szukać nowego.
Z punktu widzenia firmy, to czysta strata.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Sofeicz napisał(a): Ale to jest kontrskuteczne. Bo taki 'zawalony' pracownik sp... robotę albo odejdzie i trzeba będzie szukać nowego.
Z punktu widzenia firmy, to czysta strata.
To było w czasach dużego bezrobocia i rynku pracodawcy.
- Myślałem, że ty nie znasz lęku.
- Mylisz się. Lęku nie zna tylko głupiec.
- A co robi wojownik, kiedy czuje strach?
- Pokonuje go. To jest w każdej bitwie nasz pierwszy martwy wróg.
Odpowiedz
Ale nawet w czasach 'pracodawcy' celem firmy jest zarabianie kasy, a nie marnotrawienie czasu na bezproduktywne zabawy psychologiczne z pracownikiem.
Rekrutacja nowych, przyuczanie, wyrabianie im papierów, badań trwa i swoje kosztuje.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Nawet wówczas nie miało to prawa działać dobrze. Zamiast "lojalnych" pracowników firmy hodowały sobie sfrustrowanych niewolników. Ponadto odnoszę wrażenie, że filozofia ta stała się takim kamieniem węgielnym "polskiej szkoły zarządzania" i jest jedną z przyczyn przez które średnia klasa menadżerska w Polsce to jest szlam i dno niekompetencji.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz
https://www.onet.pl/informacje/nauka-o-k...n,30bc1058

O tym jak w najbliższych latach zmienią się polskie lasy.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz
DziadBorowy napisał(a): https://www.onet.pl/informacje/nauka-o-k...n,30bc1058

O tym jak w najbliższych latach zmienią się polskie lasy.
Cytat:Warto jednak podkreślić, że cechą wspólną tych wszystkich chorób grzybowych jest to, że bardzo dobrze rozwijają się latem w ciepłych i suchych warunkach. Do tej pory większość z chorób była związana z mokrą, wilgotną wiosną.

Tego to ja totalnie nie rozumiem. Dla grzybów musi być ciepło i wilgotno - zarówno w lasach jak i w mieszkaniach.

A łony tu tera piszo, że w suchych i ciepłych warunkach robio się grzyby. Nie znam się, nie jestem żadnym biologiem ale pierwsze słyszę i ponadto jest to całkowicie sprzeczne z moim życiowym, czytaj anegdotycznym, doświadczeniem. W mieszkaniach gdzie jest sucho i ciepłow nie ma grzybów. Tam gdzie wilgotno (higrometr wskazuje powyżej 70%) i ciepło tam można hodować opieńki na ścianach. Uśmiech
---
Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie. Większości ludzi taki śmiech sprawia ból.

Nietzsche
---
Polska trwa i trwa mać
Odpowiedz
To o czym mówisz to grzyby mikoryzowe (jak np prawdziwki). To tylko jeden z rodzajów grzybów. Ja to zrozumiałem w ten sposób, że coraz bardziej suche lata powodują, że drzewa zaczynają atakować niszowe do tej pory choroby grzybowe, dobrze rozwijające się w takich warunkach. Sucho i ciepło lubią np. niektóre grzybowe choroby truskawek - ale jakie to konkretnie gatunki je atakują, nie wiem.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz
A to aby nie jest tak, że takie ekstremalne warunki osłabiają drzewa i te są przez to nieodporne na ataki jakichkolwiek grzybów? W końcu drzewo wtedy walczy o życie a przy pierwszej okazji łapie grzybową infekcję która je dobija wypijając wilgoć i przy zmianie warunków na optymalniejsze zaczyna się rozwijać z prędkością passata na ekspresówce...
Sebastian Flak
Odpowiedz
https://www.gazetaprawna.pl/wiadomosci/k...wieku.html
Moja wiara w ludzkość liczy, że to fejk. Renomowane GDP nie falsyfikuje doniesień Karnowskich, a podaje je dalej. Ta zoofilia... Będę wdzięczny, jak ktoś to sfalsyfikuje.
Odpowiedz
Jeżeli całość jest równie wiarygodna jak to o "Trzaskowskim chcącym zakazać jedzenie mięsa" to nawet nie ma czego komentować. Typowe pierdolenie Ziobry. Znaczy, że pewnie coś tam dość odlegle zbliżonego do tematu się stało, a Ziobro przekręcił to na konfederacko-pisowski bełkot.

Edit:

Z tego co widzę zmianą prawa podniecają się wyłącznie rozmaite prawicowe i szurskie portale. Ogólnie wydźwięk tej ustawy jest taki, że znacząco zwiększa prawa zwierząt w Hiszpanii. Podejrzewam, że ktoś chciał dobrze i do zapisów o zoofilii dopisał ten zwrot o odnoszeniu przez nie obrażeń, chcąc wzmocnić przekaz, nie zauważając że faktycznie literalnie rozumiany zapis depenalizuje seks ze zwierzętami gdy nic złego im się podczas niego nie stanie. Ot zwyczajny błąd podczas tworzenia ustawy. Znaczy, że ktoś tam ją przygotował tak jak PIS u nas wprowadza każdą.

Obstawiam, że odpowiednie poprawki zostaną wprowadzone podczas dalszych prac legislacyjnych. Ale o tym Ziobro już na swoim twitterku nie napisze.

A teraz ciekawostka: przy szukaniu info o tej ustawie dowiedziałem się, że zoofilia nie jest w ogóle karalna w raju polskich konserw czyli w Rosji. Uśmiech
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz
Dzięki za te badania. Lepsza robota niż DGP, które po prostu podało info dalej.
A rosja w tym temacie mnie nie dziwi...
Odpowiedz
Artykuł Bartosiaka. Ciekawy, potem się do niego odniosę Język

https://www.onet.pl/informacje/glos24/ba...2,30bc1058
---
Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie. Większości ludzi taki śmiech sprawia ból.

Nietzsche
---
Polska trwa i trwa mać
Odpowiedz
lumberjack napisał(a): Artykuł Bartosiaka. Ciekawy, potem się do niego odniosę Język

https://www.onet.pl/informacje/glos24/ba...2,30bc1058
Fanem Bartosiaka nie jestem, choć potrafi ciekawie przedstawiać niektóre tematy, niestety przesadzając często z tą geopolityką. Ale według niego wcześniejszych przewidywań powinna się już toczyć trzecia wojna światowa na Pacyfiku ( lub podobno się toczy, tylko, że według słynnej drabiny eskalacyjnej to jest faza wstępna...), Amerykanie mieli zostawić Europę samej sobie a my biedni Polacy, również opuszczeni, stać powinniśmy na progu powtórki Września 39. Może fajnie się to słucha ale rzeczywistość jakoś idzie w innym kierunkuUśmiech
Odpowiedz
Tu nie jest istotne kiedy to się stanie. Ważne jest, że taki scenariusz jest możliwy. Jeżeli sytuacja na Pacyfiku zaostrzy się to USA jak najbardziej mogą odpuścić Europę Wschodnią. Co może wykorzystać Moskwa. Która powiedzmy do 2030 roku stopniowo odbuduje swój potencjał i częściowo wyciągnie wnioski z błędów na Ukrainie. Artykuł 5 pewnie zadziała - ale to nie będzie tak, że wszyscy nagle rzucą nam swoje wojska na pomoc. Do tego należy uwzględnić czas reakcji. Jeżeli w pierwszych dwóch tygodniach potencjalnego konfliktu Polska przegra lub będzie wyraźnie przegrywać chęć pomocy znacząco spadnie. Zauważ, że pomoc dla Ukrainy ruszyła dopiero po tym jak zachód zobaczył, że Ukraina sobie radzi a bazowy scenariusz który wszyscy na zachodzie zakładali - czyli kilka dni i Ukrainy nie ma - się nie sprawdza.
No i należy pamiętać, że Ukraina poradziła sobie głównie dzięki mądremu prowadzeniu wojny - możemy mieć kupę sprzętu a i tak sprawę koncertowo spieprzyć. Patrząc na upolitycznienie wojska jest to jak najbardziej możliwe.

W tej sytuacji nie ma co zakładać, że jakoś to będzie tylko trzeba być gotowym na najgorszy scenariusz - nawet jeżeli on się w rzeczywistości nie sprawdzi.

Powszechne przekonanie, że w razie wojny Amerykanie, Francuzi i Niemcy rzucą nam na pomoc kilkanaście dywizji z tysiącami czołgów jest zbyt optymistyczne. A mniej więcej na tym opierała się nasza cała doktryna obronna. Do tego dochodzi ryzyko polityczne - w każdym demokratycznym kraju jedne wybory mogą postawić dotychczasową sytuację na głowie.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz
DziadBorowy napisał(a): Tu nie jest istotne kiedy to się stanie. Ważne jest, że taki scenariusz jest możliwy. 
Ale możliwych scenariuszy są setki. Jeśli Xi Jinping pośliźnie się w łazience na mydle i uderzy głową w posadzkę, co doprowadzi do zmiany lidera, to nikt nie jest w stanie przewidzieć w jakim kierunku pójdą Chiny. Albo jak daj Boże, pośliźnie się Putin? Bartosiak przepowiada przyszłość niczym wróżka na jarmarku i właśnie dlatego ma tylu wielbicieli - podaje gotowe i tłumaczące wszystko odpowiedzi. A jak się nie sprawdzi, to i tak rok później nikt nie pamięta. 

Cytat:Jeżeli sytuacja na Pacyfiku zaostrzy się to USA jak najbardziej mogą odpuścić Europę Wschodnią. Co może wykorzystać Moskwa. Która powiedzmy do 2030 roku stopniowo odbuduje swój potencjał i częściowo wyciągnie wnioski z błędów na Ukrainie. Artykuł 5 pewnie zadziała - ale to nie będzie tak, że wszyscy nagle rzucą nam swoje wojska na pomoc. Do tego należy uwzględnić czas reakcji. Jeżeli w pierwszych dwóch tygodniach potencjalnego konfliktu Polska przegra lub będzie wyraźnie przegrywać chęć pomocy znacząco spadnie. Zauważ, że pomoc dla Ukrainy ruszyła dopiero po tym jak zachód zobaczył, że Ukraina sobie radzi a bazowy scenariusz który wszyscy na zachodzie zakładali - czyli kilka dni i Ukrainy nie ma - się nie sprawdza.
No i należy pamiętać, że Ukraina poradziła sobie głównie dzięki mądremu prowadzeniu wojny  - możemy mieć kupę sprzętu a i tak sprawę koncertowo spieprzyć.  Patrząc na upolitycznienie wojska jest to jak najbardziej możliwe.

Jeśli USA pomaga w jakimś stopniu Ukrainie, to wydaje się mało prawdopodobne by opuściła całkowicie członka NATO, jakim jest Polska. To oznaczałoby rozpad NATO i oddanie strefy amerykańskich wpływów Rosji, która w tej chwili militarnie nie powala na kolana. Jeśli już, to Europa będzie się starała wzmocnić wewnętrzne sojusze ( i to robi, Finlandia przecież jest już w NATO), aby zabezpieczyć się przed przyszłym wyskokiem nieprzewidywalnych Rosjan. To nie jest rok 1938.

Cytat:W tej sytuacji nie ma co zakładać, że jakoś to będzie tylko trzeba być gotowym na najgorszy scenariusz - nawet jeżeli on się w rzeczywistości nie sprawdzi.
No tak, trzeba mieć dobrą armię, nikt tego nie neguje. Jak to przygotować, to już o wiele trudniejsze pytanie i nie tylko Polacy mają z tym trudności. 

Cytat:Powszechne przekonanie, że w razie wojny Amerykanie, Francuzi i Niemcy rzucą nam na pomoc kilkanaście dywizji z tysiącami czołgów jest zbyt optymistyczne. A mniej więcej na tym opierała się nasza cała doktryna obronna. 
Na tym opierała się obronna doktryna połowy Europy i teraz się zmienia. Chyba nie sądzisz, że wszyscy zapomną o wojnie ukraińskiej i po 2030 roku znów obudzimy się z ręką w nocniku?
Odpowiedz
Osiris napisał(a): Ale możliwych scenariuszy są setki. Jeśli Xi Jinping pośliźnie się w łazience na mydle i uderzy głową w posadzkę, co doprowadzi do zmiany lidera, to nikt nie jest w stanie przewidzieć w jakim kierunku pójdą Chiny. Albo jak daj Boże, pośliźnie się Putin? Bartosiak przepowiada przyszłość niczym wróżka na jarmarku i właśnie dlatego ma tylu wielbicieli - podaje gotowe i tłumaczące wszystko odpowiedzi. A jak się nie sprawdzi, to i tak rok później nikt nie pamięta. 

Dlatego należy odrzucić te najmniej prawdopodobne a z pozostałych wybrać najbardziej pesymistyczny i na niego w miarę możliwości się przygotować.



Cytat:Jeśli USA pomaga w jakimś stopniu Ukrainie, to wydaje się mało prawdopodobne by opuściła całkowicie członka NATO, jakim jest Polska. To oznaczałoby rozpad NATO i oddanie strefy amerykańskich wpływów Rosji, która w tej chwili militarnie nie powala na kolana. Jeśli już, to Europa będzie się starała wzmocnić wewnętrzne sojusze ( i to robi, Finlandia przecież jest już w NATO), aby zabezpieczyć się przed przyszłym wyskokiem nieprzewidywalnych Rosjan. To nie jest rok 1938.

Tylko czemu zakładasz, że w przypadku znaczącej eskalacji na Pacyfiku Amerykanie będą w stanie działać na dwa fronty, zważywszy, że Chiny będą przeciwnikiem bardzo wymagającym. Bo jeżeli zostaną zmuszeni do wyboru to ja nie mam wątpliwości, że wybiorą jednak Pacyfik.


Cytat:No tak, trzeba mieć dobrą armię, nikt tego nie neguje. Jak to przygotować, to już o wiele trudniejsze pytanie i nie tylko Polacy mają z tym trudności. 

Przecież gotowe modele i koncepcje leżą w szufladzie. Wystarczy zacząć działac. Tymczasem my wybraliśmy najgorszy z możliwych model. Przecież ani w MON ani w samym wojsku nie ma scentralizowanej grupy która zajmowałaby się kompleksowo modernizacją armii. Zakupy wyglądają tak, że jeden wymyśli żeby kupić sprzęt X, drugi sprzęt Y bo akurat takiego mu brakuje a komu uda się z tym pomysłem przebić do polityków ominąć lobbing i grupki interesów tego sprawa jest na wierzchu.
To jest najlepsza metoda aby setki miliardów jakie pójdą na modernizację zostały zmarnowane.

Nie twierdzę, że wszystkie zakupy są złe. Ale my zabieramy się od dupy strony - kupujemy sprzęt i zastanawiamy się jak na jego podstawie zorganizować armię podczas gdy najpierw powinniśmy ustalić jakiej armiii potrzebujemy a dopiero potem kupować dla niej sprzęt.


Cytat:Na tym opierała się obronna doktryna połowy Europy i teraz się zmienia. Chyba nie sądzisz, że wszyscy zapomną o wojnie ukraińskiej i po 2030 roku znów obudzimy się z ręką w nocniku?

Sądzę, że miesiąc po podpisaniu pokoju na zachodzie pojawią się głosy, że czas na business as usual z Rosją.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości