Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wenezuela: Czołgi lekarstwem na brak mięsa i jaj.
Sofeicz napisał(a): Bo w prawie całej Ameyce Łacińskiej za złego luda robi wraży Gringo-krwiopijca i wyzyskiwacz (podobnie jak w Europie Środkowej Rusek).
A nie Żyd/Niemiec?
Sofeicz napisał(a): I dlatego na gwałt chcą wymyślić na nowo proch, gospodarkę, trzecią drogę - najlepiej na opak, żeby przypadkiem nie wyszło, że Gringo dobrze kombinuje.
Nie. Tam wielokrotnie próbowano się bawić w kapitalizm, tylko rzadko się udawało. To jednak wymaga pewnego "kapitału kulturowego". Przy braku tego po prostu notorycznie wychodziły z tego jakieś dziadowskie kleptokracje. Choć w sumie i tak chyba sobie lepiej z tym radzą niż Rosjanie.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
kmat napisał(a):
Sofeicz napisał(a): Bo w prawie całej Ameyce Łacińskiej za złego luda robi wraży Gringo-krwiopijca i wyzyskiwacz (podobnie jak w Europie Środkowej Rusek).
A nie Żyd/Niemiec?

Może być, Niemiec nawet bardziej przypomina Gringo. Wszyscy trzej pospołu ssą krwawice pobożnych, niewinnych ludków.

Cytat:Nie. Tam wielokrotnie próbowano się bawić w kapitalizm, tylko rzadko się udawało. To jednak wymaga pewnego "kapitału kulturowego". Przy braku tego po prostu notorycznie wychodziły z tego jakieś dziadowskie kleptokracje. Choć w sumie i tak chyba sobie lepiej z tym radzą niż Rosjanie.

W paru miejscach się jakoś udało, np. w Chile.
Ale zauważ, że to dość daleko od Gringo (może właśnie dlatego).
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Sofeicz napisał(a): W paru miejscach się jakoś udało, np. w Chile.
Ale zauważ, że to dość daleko od Gringo (może właśnie dlatego).
Fakt, że największe sukcesy to dalekie południe. Ale i tam długo to zajęło i fazę różnych dzikich populizmów musieli przejść. No i przykład Argentyny (kiedyś jednej z czołowych gospodarek) wskazuje, że każdy sukces jest tam do spieprzenia.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
kmat napisał(a): Fakt, że największe sukcesy to dalekie południe. Ale i tam długo to zajęło i fazę różnych dzikich populizmów musieli przejść. No i przykład Argentyny (kiedyś jednej z czołowych gospodarek) wskazuje, że każdy sukces jest tam do spieprzenia.

Urugwaj też się jakoś trzyma. To wszystko różnice cywilizacyjne między społeczeństwem "mieszczańskim", budowanym przez imigrantów którzy z konieczności zmuszali się wzajemnie do przestrzegania reguł, żeby do siebie nie strzelać, tylko trzepać kasiorę, a "ziemiańskim", gdzie ludzie żyją ze sobą "od zawsze" i współpracują ze sobą wtedy, gdy się lubią - albo w przypadku jakiegoś zagrożenia jednoczą się i działają solidarnie i za darmo. Europejski kapitalizm był budowany przez "imigrantów wewnętrznych", czyli ludność migrującą ze wsi do miast. Amerykański - przez imigrantów w sensie dosłownym. Dotyczy to tak samo USA, co Chile i Urugwaju, a częściowo Argentyny, gdzie oba typy społeczeństw wydają się równie mocne.
Odpowiedz
ZaKotem napisał(a): A co by to zmieniło? Husajna czy Kadafiego ktoś zaciukał, i dobrobyt od tego wcale się nie zrobił. To nie jest tak, że Zły Tyran uciska Biedny Naród. Raczej Biedny Zły naród sam się uciska za pomocą Tyrana, ale może to robić i bez niego.

Trochę tak, ale mimo wszystko takich Hitlerów czy Stalinów czy innych Madurów bym zaciukiwał bez wahania. Za zabijanie takich ludzi powinno się medale przyznawać, nagrody i dożywotnie honoraria.

Wiem, że Maduro nie taki zbrodniczy jak tamci dwaj, ale też już ma sporo za uszami i zasługuje na czapę.
Odpowiedz
ZaKotem napisał(a): Urugwaj też się jakoś trzyma. To wszystko różnice cywilizacyjne między społeczeństwem "mieszczańskim", budowanym przez imigrantów którzy z konieczności zmuszali się wzajemnie do przestrzegania reguł, żeby do siebie nie strzelać, tylko trzepać kasiorę, a "ziemiańskim", gdzie ludzie żyją ze sobą "od zawsze" i współpracują ze sobą wtedy, gdy się lubią - albo w przypadku jakiegoś zagrożenia jednoczą się i działają solidarnie i za darmo. Europejski kapitalizm był budowany przez "imigrantów wewnętrznych", czyli ludność migrującą ze wsi do miast. Amerykański - przez imigrantów w sensie dosłownym. Dotyczy to tak samo USA, co Chile i Urugwaju, a częściowo Argentyny, gdzie oba typy społeczeństw wydają się równie mocne.
Ale jest jakaś realna różnica między Chile i Urugwajem, a np. Meksykiem i Wenezuelą? Urbanizacja zachodziła wszędzie. Czemu dała tak różne efekty w krajach o podobnym wzorcu kulturowym?
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz


Świetny odcinek. Można zobaczyć co się dzieje z krajem, w którym przez parę dni z rzędu nie ma prądu.
Odpowiedz
Prądu, wody i jedzenia... Tak, poruszające nagranie. Duże wrażenie robi i momentalnie człowiek zaczyna się zastanawiać co on by zrobił, jak poradziłby sobie w okolicy miejsca zamieszkania.

Warto też zajrzeć na stronę Tomasza Surdela, o którym Bart wspomina w filmie. To dziennikarz mieszkający w Wenezueli od siedmiu lat. http://surdel.tierralatina.pl/
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
Żarłak napisał(a): Tak, poruszające nagranie. Duże wrażenie robi

Tak. Po obejrzeniu tego filmiku cieszę się z naprawdę niby prostych i oczywistych rzeczy takich jak prąd, ciepła bieżąca woda, gaz, internet, samochód, kanalizacja - kierwa, mając to wszystko żyjemy naprawdę jak jakieś pany wielmożne.

A niektórzy i tak są nieszczęśliwi - dziwne.
Odpowiedz
No wiesz. Wenezuela to przypadek ekstremalny (podobnie jak i Korea Pn. druga oaza socjalizmu).
Ale w reszcie świata, to raczej nie ma się czym podniecać, że jest prąd i woda.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Ja czuję ekscytację za każdym razem, gdy podłączam coś do ładowarki.
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
Sofeicz napisał(a): Wenezuela to przypadek ekstremalny (podobnie jak i Korea Pn. druga oaza socjalizmu).
W socjalizmie by to paradoksalnie lepiej działało, w Korei pn. prąd raczej jest (choć dużo gorzej z żarciem). To jest jakoś tak śmiesznie, że im głupszy ustrój, tym szanse zawalenia się rosną, ale tylko do pewnego momentu. Potem im głupszy ustrój tym stabilniej. Najwyraźniej jakieś bezpieczniki przestają działać.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
Nom, bezpieczniki te zwą logika i ekonomia. Ludzie po pewnym czasie cieszą się, że udało im się wystać w kolejce rolkę arschtapy i kilo sera. Gdzie w tym logika i ekonomia?
Sebastian Flak
Odpowiedz
kmat napisał(a): W socjalizmie by to paradoksalnie lepiej działało, w Korei pn. prąd raczej jest
Ale to, ile godzin tygodniowo jest, zależy od tego, do jakiej kasty obywatel się zalicza (bo to decyduje o miejscu zamieszkania).

To coś więcej niż ideologia, na coś takiego żaden latynoski komunista by nie wpadł. To jakaś głębsza różnica cywilizacyjna, w Chinach też wciąż pojawiają się tendencje do czegoś takiego.
Odpowiedz
Gawain napisał(a): Nom, bezpieczniki te zwą logika i ekonomia. Ludzie po pewnym czasie cieszą się, że udało im się wystać w kolejce rolkę arschtapy i kilo sera. Gdzie w tym logika i ekonomia?
Podejrzewam, że chodzi o to, że taka Wenezuela ciągle ma spory sektor prywatny. Przy głupiej polityce przetoczy się tam fala bankructw, dojdzie do pogorszenia i tak dalej. Korea pn. nie ma, i tam już po prostu nie ma co zbankrutować. Wszystko jest państwowe, działa skrajnie dziadowsko, ale nie upadnie, póki państwo istnieje. Tak zresztą było i w PRL.

ZaKotem napisał(a): To coś więcej niż ideologia, na coś takiego żaden latynoski komunista by nie wpadł. To jakaś głębsza różnica cywilizacyjna, w Chinach też wciąż pojawiają się tendencje do czegoś takiego.
Pytanie, czy te modele dalekowschodnie to jest faktycznie komunizm. Mao i Kim to nie byli jacyś wybitni intelektualiści, Marksa raczej nie czytali, i ichni ustrój to w sumie krzyżówka tego co podpatrzyli u Sowietów i Japończyków, plus własne tradycje typu legizm.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
Fajny dokument:

Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości