Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Rasa a inteligencja
#1
http://politykaspoleczenstwo.blog.onet.p...index.html

Pisałem kilkukrotnie zmieniając koncepcję jak również same poglądy na temat niniejszego zagadnienia,więc artykuł może być trochę chaotyczny.

Rasa a inteligencja

Wszyscy czytelnicy moich artykułów powinni zdążyć się już zorientować, że nie ma większego przeciwnika cenzury (przez samą cenzurę nazywanej – w nowomowie – „poprawnością polityczną”Oczko niż ja. Jednak utożsamianie niepoprawności politycznej z opowiadaniem się po stronie stanowiska niepoprawnego we wszelkich możliwych politycznych kwestiach, byłoby nie tyle obroną wolności słowa co wyborem politycznym. Byłoby wyborem szeroko pojętej opcji światopoglądowo-politycznej stanowiącej opozycję wobec opcji światopoglądowo-politycznej panującej obecnie. Po osobie w ten sposób politycznie niepoprawnej spodziewać by się można, że nie odpowiada jej raczej to, czego akurat teraz nie wolno mówić, niż to, że czegoś w ogóle mówić nie wolno.

Dlatego muszę szczerze przyznać, że mimo swojej niepoprawności politycznej w kilku innych kwestiach, jestem umiarkowanym antyrasistą („tytuł” ten, według Wikipedii a wbrew postępowcom, przysługuje również osobom dopuszczającym niewielki udział czynnika genetycznego w wyjaśnianiu różnic intelektualnych między rasami). Nie angażuję się politycznie w działalność antyrasistowską. Ba, zbytnio nie angażuję się nawet emocjonalnie w zmiany dokonujące się pod tym względem na świecie. Ale antyrasistą jestem. Mimo tego w niniejszym artykule, chciałbym omówić zarówno powody, które czynią mnie antyrasistowstą jak i rasistowskie argumenty (powtarzam: argumentów, bo zazwyczaj rasistowskie są tylko brednie), które cudem udało się przepchnąć przez cenzurę. Zacznijmy powodami, które czynią mnie antyrasistą.
Odpowiedz
#2
Antyrasizm a wspólni przodkowie
Już na początku zaznaczam, że nie ze względów emocjonalnych nim jestem a moje motywy przyjęcia stanowiska antyrasistowskiego nie biorą się z tego, jak „powinno” być, ale z tego, jak jest. Gdybym uważał rasizm za pogląd prawdziwy nie miałbym oporów go wyznawać. Na pewno nie byłby on dla mnie powodem do agresji czy nienawiści, nawet nie widziałbym potrzeby rozpowszechniania tego poglądu (są ważniejsze rzeczy, których należy nauczać ludzi, np.: http://maskulizm.blog.onet.pl ), ale bym go wyznawał. I wstyd mi za tych, którzy nie znając żadnych argumentów antyrasistowskich, mienią się antyrasistami w imię humanizmu. Od kiedy to bowiem fałsz lub domniemania są humanistyczne? Przejdźmy zatem do poznawczych przesłanek antyrasizmu.

Zastanówcie się przez chwilę nad tym, jak ma się liczba waszych rodziców do waszych dziadków? A jak liczba dziadków do pradziadków? A pradziadków do prapradziadków? Jak widzicie liczba waszych przodków w każdym dalszym pokoleniu rośnie dwukrotnie. Kilka tysięcy lat temu powinna być zatem tak ogromna, że przodkowie każdej jednej żyjącej obecnie osoby musieliby stać ściśnięci, zajmując całą powierzchnię Ziemi. Co jest nie tak w powyższym rozumowaniu? Otóż nie bierze ono pod uwagę bliższych czy dalszych (dowolnie dalekich!) związków kazirodczych. Sprawiają one, że wielu przodków danej osoby zajmuje jednocześnie kilka pozycji n-pradziadków lub n-prababć tej osoby[1].

Jednak nawet jeżeli związki kazirodcze sprawiają, że żyjący kilka tysięcy lat temu przodkowie każdej jednej żyjącej obecnie osoby sami nie przeludniliby Ziemi, to przodkowie wszystkich żyjących obecnie osób na raz nie mięliby najmniejszych szans tego uniknąć. Jak zatem uniknęli? Po prostu ludzie posiadają wspólnych przodków. Wielu przodków danej osoby jest jednocześnie przodkami wielu innych osób. Ale czy dzieje się tak jedynie w ramach względnie małych społeczności: plemienia, narodu bądź populacji kontynentu? Innymi słowy, jak bardzo społeczności były od siebie izolowane?

Zanim odpowiem na te pytania, chciałbym opowiedzieć o pewnym brytyjskim programie telewizyjnym. Jego gości stanowiły osoby, które zgłosiły się do niego jako rodowici, 100%-owi Brytyjczycy. Nie żadni naziści ani nacjonaliści, nawet nie patrioci, ale po prostu osoby pewne swojego czysto brytyjskiego pochodzenia. Osoby te zgodziły się poddać testom genetycznym, które zbadałyby ich pokrewieństwo z ludźmi z innych zakątków świata. Jakież było ich zdziwienie, kiedy okazywało się, że posiadają oni dwucyfrowe procentowe pokrewieństwo z osobami rasy kaukaskiej, podobne ze wschodnimi Azjatami czy murzynami. Każdy z uczestników zapewne myślał, że (przynajmniej on) wprawi w zakłopotanie prowadzących program, odbiegając od tego, co zakładali konsultanci naukowi kanału telewizyjnego. Ale czy prowadzący program oraz pomagający im naukowcy nie mieli takich samych obaw?

Nie, oni byli pewni, że każdy mieszkaniec wysp brytyjskich jest mieszańcem, jak zresztą cała reszta świata. Było statystycznie niemożliwe, aby trafił się wyjątek. Naukowcy na podstawie badań milionów łańcuchów DNA (pochodzących od ludzi, którzy ostatnio doszli do wniosku, że poznawanie swojego drzewa genealogicznego z pomocą testów DNA jest modne[2]) wywnioskowali, że zarówno migracje ludów jaki i przypadkowość związków wewnątrz danej populacji sprawiły, że – poza ekstremalnymi przypadkami separacji od reszty świata jakichś żyjących w bardzo niedostępnych warunkach plemion – każdy żyjący dzisiaj człowiek ma za swego bliżej lub dalej spokrewnionego ze sobą przodka każdego żyjącego 6000 lat temu człowieka!

Czy od tego czasu intelekt mieszkańców jednych regionów mógł ewoluować szybciej niż intelekt mieszkańców innych regionów? Na pewno mógł ewoluować inaczej. Skoro inaczej ewoluowała skłonność mieszkańców różnych regionów do poszczególnych chorób (czemu zaprzeczanie przez „postępowców” zdążyło wyrządzić już tak wiele zdrowotnych szkód) oraz ewidentnie inaczej ewoluowała ich fizjonomia (przecież to na jej podstawie wyróżniamy rasy), nie ma powodu, dla którego z intelektem miałoby być odmiennie.[3]

Przecież jest to prawdą w odniesieniu do ewolucji dymorfizmu płciowego. Richard Restak pisze w swojej książce „The Brain. The Last Frontier”: „Podobnie jak różnice fizyczne między kobietami i mężczyznami (rozmiar, kształt ciała, szkielet, zęby, wiek dojrzewania itd.), występują też równie wyraźne różnice w funkcjonowaniu mózgu”[4]. A wtórują mu autorzy płci mózgu zauważając, że „Byłoby zadziwiające, gdyby mózgi kobiet i mężczyzn nie były różne, biorąc pod uwagę ogromne różnice morfologiczne [strukturalne] i uderzające często odmienności w zachowaniu kobiet i mężczyzn”[5].

I faktycznie z ewolucją intelektu przedstawicieli różnych ras nie jest inaczej niż z ewolucją ich cech fizycznych. Osoby różnych ras charakteryzują się różnymi intelektualnymi profilami.[6] Ale czy to oznacza, że intelekt jednych ras mógł ewoluować szybciej niż intelekt ras innych?

A czy odporność jednych ras na choroby ewoluowała szybciej niż odporność innych ras na choroby, czy może po prostu różne rasy odmiennie uodparniały się na różne dolegliwości? Jeżeli nie ma powodów, dla których ewolucja intelektualna miałaby się różnić od ewolucji fizycznej, to nie ma też powodów, dla których przedstawiciele jednych ras mieliby ewoluować pod względem intelektualnym szybciej niż przedstawiciele innych ras. Ale gdybyśmy nawet założyli, że populacje żyjące w odmiennych warunkach mogłyby ewoluować intelektualnie z różną prędkością, to cóż wielkiego miało by z tego wynikać?

Linie filogenetyczne człowieka i innych małp rozeszły się 6 mln lat temu. Różnica intelektualna między nami a wspólnymi przodkami nas i szympansów wykształcała się w ciągu aż 6 mln lat, a mimo tego naukowcy zastanawiają się, jak mogło do tego dojść tak szybko. A nie są to różnice aż tak ogromne, jak by się niektórym mogło wydawać. Szympansy, które stoją na podobnym szczeblu rozwoju intelektualnego co nasi i ich wspólni przodkowie[7], posiadają wiele nie podejrzewanych u nich dotąd zdolności[8]. Gdyby nawet mieszkańcy danego regionu przez ostatnie 6000 lat nie mieszali się wcale z mieszkańcami innych regionów i ewoluując zupełnie osobno, nie byli poddawanymi żadnej intelektualnej presji selekcyjnej[9], to ludzie z innych regionów mieliby szansę wyprzedzić ich intelektualnie co najwyżej o 1% tej różnicy, która stanowi o odmienności między ludźmi a szympansami [10]. Mogłoby się to dokonać poprzez wzrost masy i objętości mózgu. I faktycznie rasy charakteryzują się mózgami różnej wielkości[11].

To jeszcze nie sensacja, że rasy różnią się wielkością mózgu, bo rasy charakteryzują się ogólnie ciałami różnej wielkości. Spora część mózgu każdej istoty każdego gatunku wykorzystywana jest do sterowania fizjologicznymi funkcjami organizmu, dlatego psycholodzy, jak Harry Jerison[12], piszą o inteligencji jako „wydolności” mózgu „skorygowanej ze względu na konieczność kontroli podstawowych funkcji organizmu”. Piszą więc oni o inteligencji jako współczynniku encefalizacji tj. stosunku masy mózgu do masy ciała. Jeżeli większe mózgi charakteryzują osobniki o większych ciałach, wtedy różnice w wielkości mózgu nie koniecznie oznaczają różnice współczynnika encefalizacji.

Ale rasy charakteryzują się również odmiennymi współczynnikami encefalizacji. W dodatku są pod tym względem jeszcze bardziej zróżnicowane niż pod względem wielkości mózgu. Dzieje się tak ponieważ rasy o większych mózgach wcale nie posiadają większych ciał, lecz wręcz przeciwnie, ciała mniejsze.

Różnice współczynników encefalizacji różnych ras mogłyby więc stanowić poręczny rasistowski argument, nie są jednak najchętniej wspominane przez rasistów. Dzieje się tak nie tylko dlatego, że środowisko to rzadko interesuje się argumentami (zresztą po ludziach, których jedyną dumą są niedobory melatoniny, można się spodziewać, że wyznają swoje poglądy nie ze względów intelektualnych lecz emocjonalnych). Dzieje się tak przede wszystkim dlatego, że biali pod względem stosunku masy mózgu do masy ciała wcale nie wypadają najlepiej. Wyprzedzają ich Azjaci, choć murzyni są za białymi (co notabene plasuje białych poniżej średniej, gdyż Azjatów jest znacznie więcej niż murzynów; Hindusi nie są liczeni jako murzyni i nie mają niższego od białych współczynnika encefalizacji).

Osobiście uznaję zarówno różnice współczynnika encefalizacji jak i wielkości mózgu za argumenty, zdaję sobie jednak sprawę z tego, że nie mówią one o różnicach na tyle dużych, aby wyciągać z tych argumentów pochopne wnioski (średnia objętość mózgu osoby czarnoskórej to 1362 ml, białego 1378 ml a Azjaty 1391 ml[13]). Znacznie większe różnice obu tych wielkości związane są z płcią. Poza tym rozrost mózgu nie jest jedynym sposobem na „wyposażenie” populacji w inteligencję. Sposobem tym może być również specjalizacja mózgu. Zatem w niektórych warunkach korzystniejszy może okazać się rozwój inteligencji poprzez zwiększanie rozmiarów mózgu w innych poprzez komplikowanie jego struktury, np. w chłodniejszym klimacie posiadanie dużej, wolniej oziębiającej się głowy może być dodatkowym atutem. Takie zróżnicowanie pod względem sposobów rozwoju inteligencji byłoby zgodnie z faktem, że ewolucja intelektualna nie różni się od fizycznej, a fizycznie populacje się różnią, ale fizjonomia żadnej z nich nie daje żadnej z nich przewagi nad innymi populacjami.
Odpowiedz
#3
Oprócz tego, że współczynnik encefalizacji nie różnicuje ras w sposób znaczący, jest on również pod wieloma względami niedoskonały. Czynnik ten bowiem niedoszacowuje inteligencję organizmów masywnych a przeszacowuje inteligencję organizmów lżejszych. O przykładzie takiego niedoszacowania w przypadku płci pisałem na innym moim blogu (http://maskulizm.blog.onet.pl/) we wpisie pt. „O walce płci słów kilka: 2) Różnice w inteligencji kobiet i mężczyzn” (w obecnej wersji akapit 24-ty) pod adresem: http://maskulizm.blog.onet.pl/2,ID207620...index.html . Pamiętać należy jednak, że mimo niedoszacowania męskiej inteligencji przez współczynnik encefalizacji, mężczyźni posiadają ten współczynnik wyższy od kobiet. A różnica w wielkości tego współczynnika między przedstawicielami obu płci jest dużo większa niż nawet w przypadku skrajnych pod tym względem przedstawicieli ras żółtej i czarnej. Jednak czemu współczynnik ten niedoszacowuje inteligencję osobników dużych?

Wyobraźcie sobie mózg Kartezjusza[14]. A teraz wyobraźcie sobie jednokomórkowca, takiego typu, że jego ciało stanowi komórka nerwowa. Oba te organizmy miałyby taki sam – notabene najwyższy z możliwych – współczynnik encefalizacji. Zdajemy sobie jednak sprawę, że nie byłyby tak samo inteligentne. A to dlatego, że tym, co stanowi o inteligencji, nie jest ani masa mózgu ani współczynnik encefalizacji lecz masa nadwyżki komórek mózgowych, jaka pozostaje do wykorzystania po zagospodarowaniu tej części z nich, która steruje fizjologią ciała[15], a współczynnik encefalizacji nie określa tej nadwyżki trafnie, niedoszacowując ją u organizmów cięższych.

Istnieje bardzo duża korelacja między masą ciała a masą mózgu (ta międzygatunkowa współzależność jest niemal całkowita, ta wewnątrzgatunkowa słabsza ale ciągle silna). To pozwala stworzyć funkcję wiążącą oczekiwaną masę mózgu z posiadaną masą ciała. Na podstawie tej funkcji można określić, mózg o jakiej masie powinien posiadać osobnik o danej wadze. Znowuż na podstawie wiedzy o tym o jakiej masie mózg powinien posiadać osobnik o danej wadze można określić, o ile jego mózg jest cięższy od tej masy[16]. Można też określić, ile razy mózg osobnika jest cięższy od przewidzianej dla niego „normy”. Ludzie przekraczają ją o 1200 gram, czyli 7-dmiokrotnie, gdyż ich mózg waży 1400 gram a powinien tylko 200.[15]

Ostatecznie więc, dzięki opisanej wyżej funkcji można obliczyć zarówno: a) wielkość, świadczącej o inteligencji, nadwyżki komórek nerwowych, jaką dysponuje mózg po zagospodarowaniu tej części z nich, która steruje fizjologią ciała, jak i b) krotność przekroczenia przez ten mózg normy masy przewidzianej dla niego na podstawie wagi jego posiadacza, która to krotność jest współzależna ze współczynnikiem encefalizacji. O inteligencji jako o właśnie nadwyżce neuronów pisze, tak jak ja to czynię, niewielu psychologów. Czyni tak na przykład Edward Nęcka[9]. Ale nawet on jedynie wzmiankuje o inteligencji jako tej nadwyżce, ogólnie traktując inteligencję jako krotność przekroczenia przez mózg normy swojej masy przewidzianej dla danego osobnika.

Jednak krotność ta, jako współzależna ze współczynnikiem encefalizacji, jest tak niedoskonałym wskaźnikiem, jak ten współczynnik. Na przykład wiele zwierząt lżejszych niż kilogram a z pewnością nie inteligentniejszych od człowieka posiada ten wskaźnik wyższy od naszego gatunku. A dzieje się tak z powodu niedooszacowywania przez ten, współzależny ze współczynnikiem encefalizacji, wskaźnik nadwyżek masy mózgu, a więc i wysokości inteligencji, posiadanych przez organizmy większe.

Dla danej nadwyżki masy mózgu „wypracowanej” przez jakiś organizm, to od wielkości przewidzianej dla organizmu o jego wadze masy mózgu (potrzebnej do sterowania fizjologią) będzie zależeć ilu krotnie zostanie ona przekroczona dzięki tej nadwyżce. A wielkość przewidzianej dla organizmu o danej wadze masy mózgu zależy – jak już pisałem i jak sama nazwa wskazuje – od wagi tego organizmu. Dlatego organizmy o takiej samej nadwyżce masy mózgu ale większe nie przekraczają wielkości masy mózgu przewidzianej dla organizmów o ich wadze tak wielokrotnie jak organizmy mniejsze. Jeżeli jakiś organizm posiada 1,5-kilogramowy mózg i waży 300 kg, przy której to masie powinien posiadać mózg kilogramowy, a jakiś inny organizm posiada mózg 3-kilogramowy i waży 750 kg a przy takiej masie powinien posiadać mózg 2,5 kilogramowy, to oba „wypracowały” tę samą, 0,5-kilogramową nadwyżkę masy mózgu. Jednak organizm mniejszy przekroczył swoją normę wielkości mózgu półtorakrotnie (1,5/1), większy natomiast jedynie o 20% (3/2,5).

I odwrotnie, dla danej krotności przekroczenia przewidzianej dla organizmu o określonej wadze masy mózgu to właśnie od tej masy zależy wielkość nadwyżki masy mózgu „wypracowanej” przez dany organizm. Skoro krotność przekroczenia masy mózgu przewidzianej dla organizmu o określonej wadze to: wielkość nadwyżki masy mózgu + masa mózgu przewidziana dla organizmu o określonej wadze / masę mózgu przewidzianą dla organizmu o określonej wadze; więc aby różne potrzebne do sterowania fizjologią masy mózgu organizmów o różnej wadze pozwoliły na tę samą krotność przekroczenia samych siebie, także nadwyżki masy mózgu posiadane przez te organizmy muszą być różne. Dlatego organizmy tyle samo krotnie przekraczające przewidziane dla organizmów o ich wadze masy mózgu ale większe, muszą posiadać większe nadwyżki masy mózgu. Jeżeli jakiś organizm posiada mózg 2kilogramowy i waży 300 kg, przy której to masie powinien posiadać mózg kilogramowy, a jakiś inny organizm posiada mózg 5ciokilogramowy i waży 750 kg, przy której to masie powinien posiadać mózg 2,5kilogramowy, to oba organizmy przekraczają przewidzianą dla siebie masę mózgu dwukrotnie. Jednak organizm cięższy posiadł nadwyżkę masy mózgu 2,5kilogramową a mniejszy jedynie kilogramową.

Dlatego właśnie zarówno osoby czarne jak i mężczyźni, których to obu grup przedstawiciele są ciężsi niż przeciętny osobnik homo sapiens (mężczyźni sporo ciężsi), są przez współczynnik encefalizacji i wskaźniki z nim współzależne niedoszacowani pod względem nadwyżki masy mózgu a więc też inteligencji.
Odpowiedz
#4
Zanim przejdę do omówienia dalszych argumentów, dotyczących badań inteligencji przeprowadzanych przy pomocy testów IQ, należy się czytelnikowi jeszcze jedna uwaga. Dlaczego traktuje się zmienność rasową jak zmienność międzygatunkową a nie wewnątrzgatunkową ,skoro rasa jest czymś dla danego gatunku wewnętrznym?

Korelacja międzyrasowa
Otóż każdy mózg posiada część fizjologiczną i część intelektualną. Wielkość części intelektualnej mózgu zależy od nacisków selekcyjnych na wykształcenie inteligencji. Natomiast wielkość części sterującej fizjologią podlegała presji selekcyjnej ze względu na dopasowanie się do wielkości ciała tak, aby była wystarczająca do sterowania fizjologią organizmu ale bez zbędnego przerostu tkanki nerwowej za tę fizjologię odpowiedzialnej (w przeciwieństwie do inteligencji tkanki nerwowej można mieć za dużo, podobnie jak można mieć za dużo żył, ścięgien i innych niepotrzebnie zużywających energię tkanek). Wielkość fizjologicznej części mózgu dostosowuje się do wielkości przeciętnego osobnika należącego do danego gatunku i „wielkości fizjologii” przeciętnego osobnika należącego do tego gatunku. Część ta dopasowana jest do organizmu przeciętnego dlatego, że geny decydujące o wielkości tej części mózgu w ciągu milionów lat ewolucji występowały w ciałach najróżniejszych osobników[17]. Geny te współwystępowały z genami kodującymi ciała o najróżniejszych rozmiarach. Najlepiej więc poradziły sobie te geny kodujące wielkość fizjologicznej części mózgu, które kodowały tę wielkość dostosowaną do osobników posiadających ciała przeciętne.[18]

Z przypadkowości takiej loterii genowej decydującej o różnych cechach osobnika wynika nikłość wewnątrzgatunkowej korelacji masy mózgu z masą ciała. Jednak loteria ta nie mogłyby tłumaczyć niskiej korelacji międzyrasowej, gdyż owa loteria występuje jedynie w wypadku osobników (z tego też powodu korelacja wewnątrzgatunkowa mogłaby trafniej zostać nazwana korelacją międzyosobniczą) a nie całych ras (rasa rozmnaża się nie jako całość). Rasy nie są odrębnymi bytami tak, jak jednostki, lecz zbiorami jednostek tak, jak gatunki.

Różnice międzyrasowe (o ile – jak podaje Wikipedia – w ogóle istnieją i o ile w ogóle w przypadku człowieka istnieje coś takiego jak rasy) musiały powstać w wyniku ewolucji danych ras, takiej jak ewolucja gatunków. Zatem wielkość części mózgu przeznaczanej na koordynację fizjologii musiała u każdej rasy ewoluować wraz z wielkością ciała przeciętnego przedstawiciela tej rasy. Jeżeli ciało powiększało się, to powiększała się też ta część mózgu. Natomiast wielkość nadwyżki mózgowej odpowiadającej za inteligencję zależała od specyficznych warunków „intelektualnych”, do których dostosowywała się dana rasa.

Dlatego sposób szacowania inteligencji ras polegający na:
a) stosowaniu do nich funkcji określającej na podstawie masy ciała przeciętnego przedstawiciela danej rasy, część mózgu przedstawicieli tej rasy o jakiej masie przeznaczana jest do „zadań fizjologicznych”, oraz
b) obliczaniu na podstawie powyższego wyliczenia oraz danych na temat całkowitej masy mózgu przeciętnego przedstawiciela tej rasy, jak wielka jest pozostała – intelektualna – część mózgu przeciętnego przedstawiciela tej rasy,
jest jak najbardziej prawidłowy.

Przejdźmy teraz do badań nad inteligencją przeprowadzanych przy pomocy testów IQ.
Odpowiedz
#5
Rasizm a testy IQ
Różnorakie testy IQ wykazują różnice międzyrasowe w jego poziomie[19]. Ponadto badana takimi testami inteligencja dzieci przedstawicieli różnych ras ulega regresowi do różnych średnich. Badania prowadzone przy pomocy takich testów dyskredytowane są przez antyrasistów przy pomocy standardowej dla postępowych humanistów metody zganiania wszystkiego na wpływ społeczny[20].

Trzeba w tym miejscu przyznać antyrasistom częściową rację. Wpływ społeczny zapewne ma swój udział w powstawaniu różnic między wynikami testów IQ rozwiązywanych przez przedstawicieli różnych ras.

Na to, jak przedstawiciele tych ras radzą sobie z testami IQ, wpływają przede wszystkim różnice w poziomie edukacji ich przedstawicieli. Ktoś mógłby pomyśleć, że nie ma to znaczenia, bo dostęp do oświaty bądź jest obowiązkowy bądź zależy od zdolności kandydata demonstrowanych podczas egzaminów wstępnych, czyli że różnice w poziomie edukacji same wynikają tylko z poziomu IQ. Tak jednak nie jest. Ponieważ oświata w Stanach podobnie jak i zajęcia pozalekcyjne wszędzie na świecie są płatne, różnice edukacyjne wynikają również z różnic w poziomie zamożności. A poziom zamożności, w przypadku Stanów stanowiący zaszłość jeszcze z czasów niewolnictwa, różnicuje przedstawicieli różnych ras.

W systemie niewolniczym na skutek działania niesprawiedliwego prawa czarni nie mieli sposobności, aby się edukować. Nie mieli też sposobności wzbogacać się, gdyż byli okradani z własnej pracy. W przeciwieństwie do społecznie determinowanych różnic między płciami, które zależą tylko i wyłącznie od prawodawstwa i równouprawnienia w okresie, w którym dana osoba żyje, społecznie zdeterminowane nierówności rasowe można dziedziczyć.

Jeżeli 100 lat temu kobiety nie mogły uczęszczać na uniwersytety, to ucierpiały na tym tak samo prababcie pani Magdaleny Środy jak i moje (czemu zatem właśnie Pani Środa ma problemu z rozumowaniem?), więc skutki tej niemożności powinienem w równym stopniu odziedziczyć ja co ona. Zatem całe nie biologiczne podłoże różnic intelektualnych między dzisiaj żyjącymi mężczyznami a kobietami, jakiego można by się doszukiwać, sprowadza się do dzisiejszego prawodawstwa i zapewnianych obecnie możliwości edukacyjnych, które nie tylko nie są większe w przypadku mężczyzn ale wręcz uprzywilejowują kobiety ( http://maskulizm.blog.onet.pl/2,ID301486...index.html http://maskulizm.blog.onet.pl/2,ID306762...index.html ).

W przypadku rasy sprawa ma się inaczej. Potomkami czarnych są zawsze czarni, potomkami białych zawsze biali, a potomkami zarówno białych jak i czarnych, dzieci, których kolor skóry dokładnie oddaje ich pochodzenie. Zatem społecznie ukształtowana część różnic między rasami może wynikać nie tylko z aktualnego prawodawstwa, ale również zostać odziedziczona.

Dzieci biednych i niewykształconych byłych niewolników nie miały kontaktu ani z zasobami słownictwa, które mogłyby wynieść z domu, ani z kulturą pracy w tymże domu wyuczaną porównywalnymi do zasobów i kultury, z jakim kontakt miały dzieci białych. Nie inwestowano też w ich edukację ponieważ ich rodzicom brakowało funduszy na nią. Sytuacja materialna tychże rodziców nie pozwoliła im kupić swoim dzieciom dostępu nie tylko do edukacji ale też kultury i dobrego zawodu (wszystko to się kupuje: edukację, opłacając szkoły; kulturę, wykupując lekcje gry na pianinie i członkostwo w różnych klubach oraz kupując bilety do galerii, oper i teatrów; dobry zawód, kształcąc dziecko). Podzieliły więc one ich biedę, mizerny zasób słownictwa oraz stan intelektualny i mentalny. Dzieci powieliły ten schemat wobec swoich dzieci. Te wobec swoich i stało się tak jeszcze ze dwa razy do chwili obecnej[21]. Dlatego dyskusję na temat tego, czy to IQ amerykańskich murzynów zależy od ich zamożności czy ich zamożność od ich IQ uważam za rozstrzygniętą.
Odpowiedz
#6
Ale tego typu dyskusja dotyczy nie tylko zamożności grup rasowych wewnątrz danego państwa (np. Stanów Zjednoczonych, Brazylii lub RPA) lecz przede wszystkim zamożności narodów. Jedne regiony, zamieszkiwane przez jedne ludy rozwijały się szybciej, inne regiony zamieszkiwane przez inne ludy rozwijały się woniej wolniej. Czy to prędkość rozwoju danego regionu zależała od IQ jego mieszkańców, czy raczej notowane obecnie IQ mieszkańców danego regionu jest skutkiem skali na jaką dokonał się w tym regionie rozwój cywilizacyjny?

Moim zdaniem niemożliwe jest, aby rozwój cywilizacyjny danego regionu nie wpływał na wyniki notowane przez jego mieszkańców w testach IQ. Dlatego uważam, że nawet gdyby poziom cywilizacyjny regionów zależał od wysokości IQ ich mieszkańców, to jednocześnie musiałby on odbijać się na notowanym przez nich IQ. Zresztą moim zdaniem tak właśnie się stało. Rozwój cywilizacyjny danego regionu zależał, choć tylko w minimalnym stopniu, od IQ mieszkańców tego regionu[22]. Jednak w znacznie większym stopniu to właśnie notowane IQ mieszkańców danego regionu zależy od rozwoju cywilizacyjnego tego regionu. Ale w takim razie jak powstały różnice cywilizacyjne między regionami?[23] Czy po prostu doszło do sprzężenia zwrotnego i niewielkie różnice w IQ mieszkańców różnych regionów podnosiły rozwój cywilizacyjny jednych regionów o szczebel wyżej niż innych, a znowuż ten rozwój pozwolił na wdrożenie edukacji rozwijającej wrodzoną inteligencję w jeszcze wyższe IQ, to IQ rozwijało cywilizacje jeszcze dalej, ona podnosiła IQ jeszcze wyżej itd.?

Nie tylko. Oczywistym jest, że tak jak w przypadku kształtowania się zamożności grup rasowych w obrębie pojedynczych państw, tak również w przypadku kształtowania się zamożności narodów nie mieliśmy do czynienia z niezakłóconym współzawodnictwem zależnym tylko od wrodzonych zdolności ludzi. Przede wszystkim mieliśmy do czynienia z kolonializmem, w ramach którego wykorzystywano jednych a wspierano innych. Ta zbrodnia nie tłumaczy jednak wszystkich różnic cywilizacyjnych między regionami, gdyż te występowały jeszcze przed jej dokonaniem (choć przewagę mieli nie ci, których by sobie Europejscy rasiści życzyli[24]). Te wcześniejsze różnice w rozwoju cywilizacyjnym można wyjaśnić odwołując się do teorii Jareda Diamonda przedstawionej przez niego w książce pt: „Strzelby zarazki i maszyny”[25].

Według niej rozwój kulturowy regionu zależy od wielkości tego regionu, czyli rozwój cywilizacji tworzonej przez dany lud (zajmujący część tego regionu) zależy od tego, na jak dużym obszarze i w jak dużym kontakcie z cywilizacjami tworzonymi przez inne ludy on żyje. Zgodnie z tą teorią, najmniej rozwinięte cywilizacje powinny posiadać ludy aborygenów, trochę bardziej rozwinięte Indianie (zwłaszcza, że kontakt między mieszkańcami obu Ameryk utrudnia rozciągnięcie tych kontynentów w poprzek różnych stref klimatycznych), jeszcze bardziej Afrykanie, a najbardziej Euroazjaci. I rzeczywiście wszystko się zgadza, rozwój cywilizacyjny ludów zgodny jest z wielkością obszarów, na których się one znalazły, a cztery największe cywilizacje: bliskowschodnia, indyjska, chińska i śródziemnomorska, powstały właśnie na największym kontynencie euroazjatyckim. Zgadza się nawet zacofanie Chin spowodowanie kilkusetletnim zamknięciem się tego (wcześniej przodującego) kraju na świat i obecny, spowodowany jego ponownym otwarciem się, dynamiczny rozwój. Również supremację Europy można wyjaśnić wielkością terytorium, z którym miała kontakt. Europejczycy byli w XV wieku zacofani ekonomicznie i cywilizacyjnie względem Chińczyków, również jeśli chodzi o żeglugę. Europa znajdowała się jednak znacznie bliżej zarówno Ameryk, jak i Afryki, jej mieszkańcy dotarli więc do tych kontynentów pierwsi, z łatwością zajmując te słabiej rozwinięte cywilizacyjne niż Euroazja terytoria. I to właśnie od czasu powiększenia się areałów, z którymi mieli kontakt Europejczycy, związanego z opanowaniem przez nich pierwszego z tych regionów datuje się początek odrabiania strat cywilizacyjnych cywilizacji europejskiej wobec cywilizacji chińskiej (w tym samym czasie zamykającej się na świat), a od czasu powiększenia się areałów, z którymi mieli kontakt Europejczycy, związanego z opanowaniem przez nich drugiego z tych regionów datuje się początek supremacji Europy w świecie.

Wracając jednak do tematu, wpływ różnic w poziomie życia na różnice inteligencji nie sprowadza się do możliwości edukacyjnych, społecznych i kulturalnych. Wysoki poziom życia daje nie tylko możliwości kształcenia się, rozwoju kulturalnego i społecznego, ale przede wszystkim likwiduje zagrożenia dla rozwoju wrodzonej inteligencji związane z brakiem zaspokajania biologicznych potrzeb, zagrożenia: niedożywienia, braku opieki medycznej a więc chorób osłabiających organizm, braku snu itd. A są to czynniki znacznie mocniej związane z poziomem inteligencji niż czynniki środowiskowe.[26]

O wpływie tych czynników na inteligencję mówi tzw. efekt Flynn-a. Jest to efekt, który opisuje zjawisko podnoszenia się poziomu inteligencji mieszkańców Zachodu (średnio o 3 pkt. na dekadę w ciągu zeszłego stulecia) pod wpływem podwyższania się standardu życia mieszkańców tego regionu. Z istnienia tego zjawiska wynika prognoza przewidująca powtórzenie się go w przypadku ludów, których poziom życia nie dorównał jeszcze europejskiemu[27]. Sprawdza się ona już teraz. Według owego badacza w ciągu ostatnich 30 lat różnica pod względem inteligencji między czarnymi a białymi mieszkańcami USA zmniejszyła się o 30%, czyli o 5-6 punktów między 72 a 2002 rokiem[28].

W tym miejscu trzeba omówić pewien argument, któremu efekt Flynn-a się przeciwstawia. Mianowicie zauważa się, że różnica w wynikach testów IQ rozwiązywanych przez białych i czarnych zwiększa się wraz ze wzrostem ładowania przez dany test czynnika „g”[29]. Natomiast z innych badań wynika, że czynnik ten koreluje z indywidualną dziedzicznością bardziej niż jakieś pomniejsze autonomiczne aspekty inteligencji[30]. Na podstawie obu tych przesłanek wnioskuje się, że im bardziej czarni i biali różnią się pod względem jakiejś cechy intelektualnej, tym bardziej cecha ta miałaby być dziedziczna.

Ale jeżeli obie te zmienne (ładowalność czynnika g przez test i rozróżnialność białych i czarnych przy pomocy danego testu) nie korelują z g idealnie, to te niedoskonałości obu korelacji w przypadku wnioskowania łączącego obie te zmienne we współzależność będą się mnożyć. Jeżeli dwie korelacje posiadające wspólną zmienną wynoszą 0,5 to korelacja ich „indywidualnych” (nie-wspólnych) zmiennych wynosić tylko 0,25. Poza tym nawet gdyby występowała całkowita współzależność między tym, jak wynik testu zależy od genów rozwiązującego, a tym jak różnicuje on białych i czarnych, to nie zmienia to faktu, że zdolność rozwiązywania testów jest częściowo (bardziej lub mniej) determinowana środowiskowo.

Ale nawet tam gdzie zdolność ta wydaje się być determinowana genetycznie okazuje się, że jest determinowana co najwyżej biologicznie. I tu wracamy do efektu Flynna. Wiele osób ma obsesję na punkcie siły z jaką determinują nas geny, pomijając siłę z jaką determinują nas inne czynniki, tak jakby determinizm nie był determinizmem niezależnie od źródła[31]. Otóż efekt Flynna działa tym mocniej im mocniej dana zdolność koreluje z czynnikiem g! Bieda działa bardziej na rozwój tych aspektów inteligencji, które mają genetyczne a nie środowiskowe podłoże![32] Inteligencja nie składa się z dwóch części, jednej u wszystkich tak samo kształtowanej środowiskowo, która odpowiada latom edukacji ilości przeczytanych książek itd., i drugiej zależnej od genów. Inteligencja całkowicie zależy od genów, ale to, na ile będą one w stanie rozwinąć swoje efekty fenotypowe, zależy od możliwości środowiskowych. Inteligencja nie jest jak zsumowana powierzchnia dwóch niezależnych kwadratów, środowiskowego i genetycznego, jest ona bardziej jak prostokąt, którego jeden bok stanowi środowisko a drugi geny.
Odpowiedz
#7
Temu że różnice między białymi a czarnymi mogą wynikać z poziomu zamożności przeczą też badania mówiące o tym, że indywidualne różnice ekonomiczne tracą wpływ na inteligencję wraz z wiekiem[33], tj. w młodym wieku osoby o różnym statusie ekonomicznym notują większe różnice w poziomie inteligencji niż osoby o różnym statusie ekonomicznym w podeszłym wieku. Badania te sugerują, że znaczenie mają zarówno geny jak i edukacja ale zarówno dobrze wyedukowany jak i źle wyedukowany osobnik w końcu dobiją do swojego maksimum i na starość oboje będą mieli swoją wrodzoną inteligencję wykorzystaną do granic możliwości. Nie znam za dobrze tych badań, ale wydają się one sprzeczne z efektem Flynna. Jeżeli inteligencja zależy od prawidłowego odżywiania, to nie możesz się dożywić wraz z dorastaniem i w końcu wykarmić sobie całej wrodzonej inteligencji. Być może zatem zanik korelacji między statusem ekonomicznym a inteligencją związany jest z tym, że różnice inteligencji wynikające ze statusu ekonomicznego i prawidłowego odżywiania dotyczą bardzo subtelnych funkcji intelektualnych, które na starość szybko zanikają.

Ktoś mógłby zapytać, czy powstałe w czasach niewolnictwa, czyli ponad 140 lat temu, różnice materialne i mające za nimi iść różnice intelektualne między amerykańskimi białymi a czarnymi do czasów współczesnych nie powinny zaniknąć, gdyby nie wynikały z wrodzonych różnic intelektualnych? Przecież nie są one dziedziczone w sposób idealny, więc gdyby nie wynikały z wrodzonych uzdolnień, to z każdym pokoleniem powinny słabnąć a dzisiaj być już prawie nieobecne. Pamiętać należy jednak, że to nie z chwilą zniesienia niewolnictwa nastąpiło całkowite równouprawnienie. Aż do lat 60-tych przepisy państwowe w Stanach Zjednoczonych (a do 90-tych w innych częściach świata) różnicowały czarnych i białych. Zatem różnice materialne i intelektualne między tymi grupami mają szansę zanikać dopiero od tego czasu. I faktycznie zanikają, w czasie tym wraz ze zmniejszaniem się różnic ekonomicznych między tymi grupami zmniejszyły się również różnice w poziomie inteligencji ich przedstawicieli (o 1/3-ą czyli o 5-6 punktów[34]).[35]

Mimo tego niektórzy twierdzą, że różnice te pozostają po sparowaniu badanych pod względem statusu socjoekonomicznego (SES) i są nawet większe wśród osób bogatych i wyedukowanych[36]. Jednak ci, który tak twierdzą, podobni są do feministek, które wykluczając niektóre przyczyny różnic płacowych, twierdzą, że przyczyn tych różnic nie ma, podczas gdy różnice te tłumaczą inne przyczyny ( http://maskulizm.blog.onet.pl/2,ID295796...index.html ). Bowiem w przypadku edukacji to nie jej długość ale jakość wpływa na wysokość inteligencji. Sparowanie badanych pod względem jakości edukacji znacznie zmniejsza różnice w inteligencji między nimi.[37] Wzrost rozmiaru różnic w inteligencji wraz ze wzrostem liczby lat edukacji sparowanych pod ich względem badanych można tłumaczyć podleganiem przez osoby z wyższym wykształceniem tzw. dyskryminacji „pozytywnej” (lewacy najmniej rozumieją, że dyskryminacja nie może być pozytywna), uprzywilejowanemu i niezależnemu od zdolności dostępowi niektórych hołubionych grup do edukacji. Oczywiście można by też powiedzieć, że osoby o dobrej edukacji zostały przeselekcjonowane, ale inne badania wskazują, że Afrykanie uczeni w amerykańskim stylu nie wypadają gorzej niż amerykanie.

Zanim przejdę do czynników różnicujących wyniki osiągane w testach IQ przez przedstawicieli różnych ras związanych z samym badaniem, należy również wspomnieć, że mimo równouprawnienia czarni mogą wypadać w tych testach gorzej na skutek … dyskryminacji. Prawo występuje bowiem nie tylko w postaci oficjalnej lecz również nieoficjalnej, i „zmowa” większości może takie nieoficjalne prawo ukształtować w sposób niesprawiedliwy dla ludności czarnej. Choć czynnik dyskryminacji nieoficjalnej nie może mieć dużego znaczenia. Jest możliwy do wprowadzenie tylko przez większość (ponieważ ten, kto go wprowadza traci na nim więcej niż ten wobec kogo go on stosuje), więc nie może tłumaczyć roli mniejszości Chińskiej w Azji południowo-wschodniej czy mniejszości żydowskiej w Europie Rosji i USA.

Społecznym czynnikiem kształtującym wyniki testów IQ przedstawicieli różnych ras w różny sposób związanym z samym badaniem może być zbieżność lub odmienność kulturowa układającego i rozwiązującego test. Zadania umieszczane w testach nie są zupełnie obiektywne. I nie chodzi mi tutaj o tragicznie pod tym względem wypadające zagadki z treścią. W zagadkach takich problem stanowi ich treść, w gruncie rzeczy nie istotna dla sedna zadania, różnicują więc one ludzi ze względu na zrozumienie zadania a nie na wykonanie zrozumianego zadania. Mi chodzi natomiast o to, że sam rodzaj zadań może być nieobiektywny kulturowo. Dla przykładu jedno z rozwiązywanych przeze mnie dla MENSY-y zadań testu matryc Ravena[38] było łatwiejsze dla kogoś, kto w życiu często stykał się z nakrętkami do przypraw (co na pewno różnicuje grupy społeczne, a na co np. Papuas nie miał zapewne w ogóle szansy).

Niektórzy twierdzą, że różnice rasowe w poziomie inteligencji utrzymują się nawet, kiedy wyeliminuje się skrzywienie testów. Ale nie sądzę, aby było to możliwe. Podałem wyżej przykład najbardziej obiektywnego z testów, matryc Ravena, który mimo tego ma skrzywienia. Inni twierdzą, że nie może być żadnego skrzywienia, skoro testy wszędzie na świecie są dobrym predykatorem sukcesów związanych z IQ[39], między innymi sukcesów szkolnych[40]. Ale świadczy to tylko o tym, że w różnych miejscach na świecie do sukcesu przyczyniają się jednakie zdolności, tymczasem problemem jest to, że nie każda kultura zwraca uwagę na odpowiednia zdolności. W tym miejscu nasuwa się myśl o tym, jak zmienia się testy IQ, ładując je w coraz większym stopniu jedynym czynnikiem pod względem, którego dziewczęta nie są bite na głowę przez chłopców. Tego typu proceder tłumaczy się skrzywieniem kulturowym. Tak jakby obecnie mężczyźni i kobiety wychowywali się w różnych kulturach. Twierdzi się, że w naszej kulturze istnieje nadmiar elementów sprzyjających męskiemu typowi umysłowości (podobno nie istniejącemu…Oczko, które wprowadzane były do niej przez setki lat. Mężczyźni mieliby przez setki lat podbijać szacunek dla tych zdolności, które przychodziły im łatwiej. Ale w związku z tym pytam się, czy im łatwiejsza czynność tym bardziej ceniona?[41] Wydaje mi się, że akurat zdolność do czegoś, co wyróżnia niewielu, a więc czegoś, co mężczyźni umieli najgorzej, jest najbardziej ceniona, zatem „klasyczny” ładunek podtestów w teście IQ premiuje raczej kobiety niż mężczyzn.

Innym czynnikiem testowym mogącym się przyczynić do skrzywienia jego wyników jest zagrożenie potwierdzeniem stereotypu[42]. Może on mieć wtórne znaczenie, tzn. kiedy na jakiejś podstawie wytworzy się stereotyp zagrożenie potwierdzeniem stereotypu może go wzmacniać i utrzymywać, ale nie zmienia to faktu, że najpierw musi zaistnieć podstawa tego stereotypu. Zagrożenie potwierdzeniem stereotypu posiada cechy samospełniającego się proroctwa i jako takie jest ulubioną zabawką postępowych „naukowców”. Jednak jako odwołujące się do czynników wolicjonalnych (mających charakter sprawczy, tzw. performatywny w języku zwolenników gender studies, według których jak się zmamieni prostą nazwę czegoś na nazwę nikomu nie znaną, wtedy człowiek staje się mądrzejszym) zamiast przyczynowo-skutkowych posiada więcej cech magii niż nauki.
Odpowiedz
#8
Podsumowując: czynniki nie genetyczne, zarówno różny status materialny jak i nierzetelność i nietrafność badań, mają zapewne swój wkład w różnice między wynikami testów IQ rozwiązywanych przez przedstawicieli różnych ras. Ale też z pewnością nie mogą tłumaczyć całości tych różnic. Jak bowiem miałyby wytłumaczyć wyższe wyniki uzyskiwane w owych testach przez Azjatów?[43].

Znacznie prawdopodobniejsze jest, że różnice IQ przedstawicieli różnych ras wynikają zarówno z czynników społecznych jak i biologicznych, przy czym te ostatnie mają dużo mniejsze znaczenie. Czynniki biologiczne na pewno nie odpowiadają za sugerowaną w niektórych badaniach różnicę między białymi a czarnymi rzędu jednego odchylenia standardowego[44], 17 punktową czy tak dużą, jaką wykrył Lynn w swojej metaanalizie: wschodni azjaci 105, europejczycy 99, murzyni subsaharyjscy 67 a aborygeni 62[45]. Po pierwsze dlatego, że nie wszystkie badania wykazują aż tak znaczącą różnicę między tymi grupami. Według innych badaniach murzyni subsaharyjscy osiągają 70[46] lub 78[47] punktów. W jeszcze innych badani w testach IQ Azjaci osiągają 3 punkty więcej niż biali a biali 12 punktów więcej niż czarni. W badaniach Flynna jest to obecnie już tylko 10 z dawnych 15 punktów różnicy między białymi a czarnymi (niestety nie znam odchyleń standardowych przyjętych w żadnym z tych badaniach, zazwyczaj wyznacza się je jako 15, 16[48] bądź 24 punkty) ale podczas moich testów wstępnych do mensy wynosiło ono 24 punkty[49]). Po drugie jak już pisałem czarni różnią się od białych a biali od Azjatów jedynie 1%-em rozmiarów mózgu, który to procent powstał w ciągu zaledwie 6000 lat w miarę osobnej ewolucji tych grup, grupy te nie mogą więc różnić się od siebie znacząco.

Na różnicę między wynikami testów IQ przedstawicieli różnych ras musi silnie wpływać czynnik społeczny. Jest to tym bardziej prawdopodobne, że sposób, w jaki czynnik ten wypacza wyniki testów różnych ras, pozwala skorygować te wyniki w taki sposób, żeby pasowały one do charakteryzującej rasy 1%-owej różnicy pod względem rozmiarów mózgu.

Bowiem zacofanie materialne murzynów odgrywa znacznie większą rolę w zaniżaniu wyników ich testów niż zacofanie materialne Azjatów w wypadku ich testów. Również czynnik kulturowy ciut bardziej pozbawia możliwości rozwiązywania zadań testowych czarnych niż Azjatów (zasymilowani Azjaci stanowiący trzecie pokolenie na amerykańskiej ziemi nie odbiegają pod względem IQ od tych z pierwszego, podczas gdy murzyni nadrabiają stratę w stosunku do białych[50]). W takim wypadku ci ostatni prawdopodobnie posiadają inteligencję ciut wyższą niż ta wykazywana w testach IQ, np. 105 zamiast 103; natomiast ci drudzy prawdopodobnie posiadają inteligencję dużo wyższą niż ta wykazywana w testach, powiedzmy 95 zamiast 90. Zatem różnica w IQ między rasami prawdopodobnie wynosi zaledwie 5 punktów. Jaką dokładnie to stanowi różnicę, zależy od odchylenia standardowego[49]. Ale w każdym razie jest ona stosukowo niewielka. Dla porównania, Helmuth Nyborg, naukowiec prowadzący prace na moim uniwersytecie (w Aarhus) zanim spotkał się z represjami z powodu wyników swoich badań, odkrył, że mężczyźni i kobiety różnią się pod względem inteligencji 8 punktami. Ludzie po 65 roku życia i 20-stolatkowie różnią się pod tym względem jednym odchyleniem standardowym. Nie ma więc co za bardzo się rozwodzić nad różnicami rasowymi…
Odpowiedz
#9
Przypisy:
[1] Porównaj ze stroną katedry społecznego odbioru nauki na uniwersytecie Oxforda: http://www.simonyi.ox.ac.uk/dawkins/FAQs.shtml .
[2] Tego typu usługi oferuje na przykład projekt DNA Ancestry, z którym możesz się zapoznać na tej stronie: http://www.dnaancestryproject.com/ .
[3] P. Wagenseil, "DNA Discoverer: Blacks Less Intelligent Than Whites", Fox News, 18 październik 2007, ściągnięte 24 października, 2007.
[4] Richard Restak, The Brain. The Last Frontier, Doubleday and Company, Nowy Jork 1979.
[5] Anne Moir, David Jessel, Płeć mózgu, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2002.
[6] R. Lynn, M. Holmshaw, "Black-White Differences in Reaction Times and Intelligence" w “Social Behavior and Personality” nr 18 (1990), str. 299–308; R. Lynn, "Race Differences in Intelligence: A Global Perspective" w “Mankind Quarterly” nr 31 (1991), str. 255–296; N.J. Mackintosh, “IQ and human intelligence”, Oxford University Press, Nowy Jork 1998.
[7] Chyba, że również szympansy powstały w drodze ewolucji (przynajmniej częściowo) intelektualnej. Przyjmuje się jednak powszechnie, że intelektualną niszę zajął człowiek, zamykając w ten sposób innym gatunkom drogę do profitów z niej płynących.
[8] Niestety moja praca semestralna na ten temat została zdjęta przez Uniwersytet w Aarhus z jego stron, część z niej odnoszącą się do tematu można znaleźć na tym forum: http://www.forum.ateista.pl/showthread.p...post115080 .
[9] Co jest niemożliwe, bo w każdym miejscu presja ta w mniejszym lub większym stopniu była wywierana. Co więcej, dynamika demograficzna sprawia, że musiała być wywierana z podobną siłą. Jeżeli bowiem jakiś obszar jest obfitszy, zaraz wzrasta w nim zagęszczenie osobników i konkurencja. W efekcie, aby przeżyć tak czy tak trzeba się tyle samo starać.
[10] Chyba że ewolucja intelektualna, chociaż ogólnie jest szybka, to jeszcze przyspieszałaby wraz ze wzrostem poziomu intelektualnego, co nie jest wykluczone. Myślę, że sukces w utrzymywaniu rodziny z roli w Mezopotamii 10 000 lat temu znacznie lepiej oddzielał zaradnych od niezaradnych niż sukces w udanym polowaniu 100 000 lat wcześniej. Zaradny rolnik mógł dochować się 5-10-krotnie większej a zaradny myśliwy tylko 2-krotnie większej liczby dzieci niż wymagała tego prosta zastępowalność pokoleń.
[11] Różnią się one również pod względem innego biologicznego czynnika inteligencji. Mianowicie, badanych przez Lynn-a, czasów: decyzji oraz reakcji. Jednak zależność występująca w przypadku pierwszego z tych czasów od rasy jest odwrotnością wobec zależności do rasy drugiego z tych czasów. Ponadto czasy te nie korelują z inteligencją (badaną za pomoczą najdoskonalszego narzędzia skonstruowanego do jej mierzenia, tj. testem matryc Ravena; patrz: Richard Lynn, “Race Differences in Intelligence: A Global Perspective” w „The Mankind Quarterly” 31, no. 3 (1991): 255–96) ani zdolnościami arytmetycznymi (patrz: A.R. Jensen, "Spearman's Hypothesis Tested with Chronometric Information-Processing Tasks" w “Intelligence” Luty-Marzec 1993 nr 17 (1), str. 47–77; A.R. Jensen, P.A. Whang, "Speed of Accessing Arithmetic Facts in Long-Term Memory: A Comparison of Chinese-American and Anglo-American Children" w “Contemporary Educational Psychology” 1994 nr. 19, str. 1–12).
[12] Jerison Harry, The evolution of intelligence, w R. J. Sternberg (red.), Handbook of intelligence, Cambridge University Press, Cambridge, 2000.
[13] J.P. Rushton, Cranial size and IQ in Asian Americans from birth to age seven, Inteligence 25, 1997.
[14] To ten filozof, który głosił dualizm materialno-idealny, i uważał, że umysły teoretycznie mogą istnieć bez ciał. Uważał też, że umysł nie jest w stanie transcendować (wykraczać) poza siebie, dlatego całą wiedzę musi czerpać, wnioskując o wszystkim na podstawie własnego istnienia. Stąd „myślę więc jestem”. Umysł „Kartezjusza” jest więc doskonałym przykładem organizmu, który składałby się z samych tylko neuronów.
[15] Edward Nęcka, Inteligencja. Geneza. Struktura. Funkcje, GWP, Gdańsk 2003.
[16] Bierzemy pod uwagę tylko osobniki o mózgach cięższych od tej masy, gdyż chodzi nam o inteligencję tych osobników, a w przypadku osobników o mózgach lżejszych od niej, moglibyśmy mówić co najwyżej o fizjologicznych (większych lub mniejszych) „atawizmach” tych osobników, bo ich mózgom starczałoby neuronów jedynie na opanowanie fizjologii. A i na to niedoskonale.
[17] Patrz Richard Dawkins, Samolubny Gen, Prószyński i S-ka, Warszawa 2007; oraz Richard Dawkins, Fenotyp rozszerzony, Prószyński i S-ka, Warszawa 2007.
[18] Zatem gdyby dwa identyczne mózgi pojawiły się w dwóch różnych ciałach: olbrzyma i chuchra, mózgi te nie wykazałyby się różną inteligencją. Można by mówić co najwyżej o niedomaganiu fizjologicznym osobnika dużego, gdyż jego część mózgu przeznaczona na fizjologię byłaby w stosunku do ciała mniejsza niż analogiczna część mózgu osobnika mniejszego względem jego ciała. Podobnie chudnąc, nie zyskuje się inteligencji a tyjąc, nie traci (w każdym razie nie z powodu wzrostu wymagań co do koordynowania fizjologii; a ewentualnie ze względu na powodowane przez otyłość pogorszenie się stanu zdrowia).
[19] A.R. Jensen “The g Factor: The Science of Mental Ability”, Praeger Publishers, Westport, 1998.
[20] Postępowi humaniści zawsze zakładają, że to człowiek kształtuje otoczenie, a nie przyroda kształtuje człowieka lub kieruje jego losem poprzez ograniczenie mu zakresu możliwości. Dla postępowego humanisty nie do przyjęcia jest, że człowieka determinują geny, choć nawet całkowity determinizm genetyczny nie oznacza, że człowiek działa w sposób mechaniczny, ale że geny determinują nasze skłonności oraz to, w jaki sposób pod wpływem otoczenia nabywamy nowe skłonności. Dla postępowego humanisty nie do wiary jest, że przyroda wyznacza człowiekowi zakres możliwego działania, że takich rzeczy jak typ rodziny nie da się dowolnie zmieniać nie szkodząc społeczeństwu, i że takich rzeczy jak wychowanie nie da się zmieniać, nie szkodząc przyszłym pokoleniom. Postępowy humanista nie rozumie, że stosunki ekonomiczne nie są wynikiem wolicjonalnego ich ustanowienia, ale obiektywnych praw ekonomicznych, którym człowiek, chce czy nie chce, podlega. Dla postępowego humanisty to nie rzeczywistość kształtuje ludzkie przekonania i stereotypy (generalizacje) ale ludzie pod wpływem generalizacji („powstałych zupełnie bez powodu”Oczko zmieniają rzeczywistość na pasującą do nich (nic dziwnego, że tak myślący postępowi humaniści, często prowadzą badania tylko po to, aby na ich podstawie żądać zmian społecznych, które byłyby zgodne z ich wynikami; na przykład „wykazuje się”, że kobiety są lepszymi organizatorkami, po to tylko, aby zażądać zatrudniania ich na stanowiskach kierowniczych, skoro jednak są takimi organizatorkami, to czemu nikt za bardzo nie przepada za ich zdolnościami organizatorskimi?). Dla postępowego humanisty to, jak ludzie ustosunkowują się do innych nie wynika z tego, jak ci inni zachowują się wobec tych ludzi. Wynika to z już wcześniej przyjętych przez tych ludzi przekonań, które działając jak samospełniające (czasami miałem wrażenie, że całą socjologię mógłbym zaliczyć, znając jedynie to jedno zjawisko…Oczko się proroctwo, miałyby dopiero kształtować zachowania innych w taki sposób, że „zdawałyby się” one potwierdzać te przekonania.
[21] Trzeba pamiętać, że środowisko, w tym status materialny, determinuje nie tylko środowiskowe aspekty inteligencji ale też te biologiczne. Oczywistym jest, że ktoś, kto nie ma za co kupić książek, nie posiądzie zbyt wielkiej wiedzy. Ale ktoś kto źle się odżywia, mało śpi, pali, nie uprawia sportu itd. nie rozwinie w pełni swoich zdolności, nawet jeżeli tkwią one w jego genach (z drugiej strony takie wydawałoby się czysto środowiskowe cechy jak wiedza zależą od czysto biologicznych aspektów inteligencji jak pamięć, kojarzenie faktów oraz zdolność do układania ich w sensowną całość itp.). Przecież wzrost też tkwi całkowicie w genach, ale zależy od diety, snu i trybu życia. Ponadto wspólny pływ genów i środowiska na rozwój różnorodnych cech nie jest rozłącznym zsumowanym wpływem lecz bardziej jest podobny do zależności powierzchni prostokąta od długości jego boków. Dlatego nie da się zmierzyć, w jakim stopniu określone cechy człowieka determinowane są przez geny a w jakim przez środowisko; tym, co da się zmierzyć, jest to, na ile różnica odnośnie tych cech występująca między danymi osobami lub danymi grupami zależna jest od różnic środowiskowych a na ile od różnic genetycznych.
Odpowiedz
#10
[22] Dowodem na to jest fakt, że różne, notujące ponadprzeciętny poziom IQ, nacje, kiedy znajdowały się poza terytorium swojego pochodzenia, na terytorium innych ludów, radziły sobie lepiej niż te przecież dzielące z nimi ten sam teren i wszystkie nieosobowe czynniki rozwoju tego terenu (nacje te były bardzo zasymilowane) ludy. Co więcej nacje te radziły sobie lepiej mimo tego, że dotykały je wszystkie uciążliwości bycia mniejszością. Dotyczy to chociażby Żydów w Europie, Stanach i Rosji czy Chińczyków w Azji południowo-wschodniej, w takich krajach jak Malezja i Singapur (wysepka kapitalizmu w morzu nie tylko Azjatyckiego ale wręcz światowego socjalizmu i biedy).
[23] Zauważmy, że w przypadku kiedy przypisujemy odpowiedzialność za całość różnic cywilizacyjnym między regionami ilorazowi inteligencji ich mieszkańców, nie pozbywamy się tego problemu tylko przenosimy go na inny poziom. Bowiem powstaje wtedy pytanie, jak powstały różnice w inteligencji mieszkańców różnych regionów? Pisałem już, że różnice te miały bardzo mało czasu żeby powstać. Inną sprawą jest to, że łatwiej jest przypadkowo powstać różnicom kulturowym niż biologicznym. I ostatnia sprawa to ta, że szybszemu doskonaleniu się form życia występujących w danym środowisku warunki w nim występujące nie mogą sprzyjać czy przeciwdziałać, bo tam, gdzie warunki są lepsze, osobniki błyskawicznie rozmnażają się bądź emigrują, zagęszczając to miejsce do takiego poziomu, który sprawi, że konkurencja między nimi stanie się na tyle uciążliwa, że migracja na ten teren przestanie się opłacać a ilość przeżywającego potomstwa spadnie do średniego światowego poziomu (patrz również przypis 9).
[24] Zgodnie z danymi przedstawionymi przez Jareda Diamonda w książce „Strzelby zarazki i maszyny” (Prószyński i S-ka, Warszawa 2000) w roku 1500, a wiec już po odkryciu Ameryki i dopłynięciu do Indii PKB cywilizacji europejskiej wynosił tylko 500 mld dolarów, podczas PKB cywilizacji Chińskiej 600 mld dolarów a Indyjskiej 550 mld dolarów.
[25] Jared Diamond, tamże.
[26] Dla przykładu inteligencja osób starszych bardziej zależy od ilości ćwiczeń fizycznych wpływających na ich ogólny stan zdrowia niż od ilości ćwiczeń intelektualnych; patrz Ian Steward-Hamilton, The Psychology of Aging, Jessica Kingsley Publishers, London 2006.
[27] Należy przy tym zauważyć, że również poziom życia mężczyzn wyrażający się w ich zdrowiu nie dorównuje poziomowi życia kobiet i ich zdrowiu. I dzieje się tak wszędzie na świecie, gdyż na całym świecie – jak pisze Tomasz Żuradzki w artykule „Gazety Wyborczej” pod tytułem „Mężczyźni mają gorzej” (patrz: http://www.gazetawyborcza.pl/1,76842,5021956.html ) – środki przeznaczane na leczenie chorób kobiecych są dwukrotnie większe niż środki przeznaczone na leczenie chorób męskich, a mężczyźni umierają średnio 5-10 lat wcześniej niż kobiety. Można spodziewać się więc, że wraz z postępem medycyny i rozwojem maskulizmu zdrowie mężczyzn dorówna zdrowiu kobiet a ich inteligencja w jeszcze większym stopniu przewyższy inteligencję kobiet.
[28] W.T. Dickens, J.R. Flynn "Black Americans reduce the racial IQ gap: Evidence from standardized samples" w Psychological Science, październik 2006. 
[29]J.P. Rushton, A.R. Jensen, "African-White IQ Differences from Zimbabwe on the Wechsler Intelligence Scale for Children--Revised Are Mainly on the g Factor" w “Personality and Individual Differences” nr. 34 (2003), str. 177–183; J.P. Rushton, "Japanese Inbreeding Depression Scores: Predictors of Cognitive Differences between Blacks and Whites" w “Intelligence” 1989 nr 13: 43–51.
[30] Rushton, 1989, tamże.
[31] Jak pisze Richard Dawkins, ludzie mają dziwną przypadłość postrzegania genetycznych czynników determinujących jako bardziej wiążących i szufladkujących człowieka niż inne równie deterministyczne czynniki nie genetyczne; patrz Richard Dawkins, Fenotyp rozszerzony, Prószyński i S-ka, Warszawa 2007.
[32] Rozwój fenotypu może zależeć od czynników zewnętrznych w jeszcze inny sposób. Słyszałem kiedyś o możliwości włączania się niektórych genów na skutek bodźców środowiskowych. Byłyby one czymś w rodzaju „genów warunkowych”, ich cechą byłoby nie tworzenie określonego fenotypu, tylko tworzenie określonego fenotypu w określonych warunkach. To umożliwiałoby im ewolucję w wyniku selekcji tworzonych przez nie fenotypów, bez której to ewolucji, koncepcja opisująca te włączające się geny byłaby pusta. Niestety bardzo mało na ten temat wiem i nie jestem w stanie odesłać czytelnika do odpowiedniej literatury.
[33] R. Plomin, J.C. DeFries, G.E. McClearn, P. McGuffin, “Behavioral Genetics”, Freeman, New York 2001.
[34] W.T. Dickens, J.R. Flynn "Black Americans reduce the racial IQ gap: Evidence from standardized samples" w Psychological Science, październik 2006.
[35] Jeżeli jednak różnice te będą utrzymywały się nadal, będzie to sygnał, że ich biologiczne podłoże mogło zostać niedocenione.
[36] U. Neisser, G. Boodoo, T.J. Bouchard, A.W. Boykin, N. Brody, S.J. Ceci, D.F. Halpern, J.C. Loehlin, R. Perloff, R.J. Sternberg, S. Urbina, "Intelligence: Knowns and Unknowns" w “American Psychologist” nr. 51 (2) Luty 1996 51, str. 77–101; R.J.  Herrnstein, C. Murray, “The Bell Curve: Intelligence and Class Structure in American Life”, Free Press, New York, 1994.
[37] Jennifer J. Manly, Diane M. Jacobs, Pegah Touradji, Scott A. Small, Yaakov Stern, „Reading level attenuates differences in neuropsychological test performance between African American and White elders” w „Journal of the International Neuropsychological Society”, nr 8 (2002), str. 341-348, Cambridge University Press.
[38] Z chęcią umieściłbym wam tu przypis o tej publikacji, ale MENSA pilnuje swoich „książeczek” jak oka w głowie.
[39] U. Neisser i inni, "Intelligence: Knowns and Unknowns", tamże.
[40] R.J. Sternberg, C. Nokes, P.W. Geissler, R. Prince, F. Okatcha, D.A. Bundy, E.L. Grigorenko, “The relationship between academic and practical intelligence: a case study in Kenya” w “Intelligence” nr 29 (2001), str. 401–418.
[41] I czy w ogóle o nieporównywalnych ze sobą czynnościach da się powiedzieć, że jedna jest łatwiejsza od drugiej, czy jedynie, że wykonywana z taką a taką prędkością czynność A o takim a takim stopniu swoistej dla tego rodzaju zadań komplikacji jest tak trudna jak wykonywana z taką a taką prędkością czynność B o takim a takim stopniu swoistej dla tego rodzaju zadań komplikacji? Na przykład, że rozwiązać trzy takie a takie matryce Ravena w pięć minut jest tak trudno, jak rozwiązać dwa tak a tak skomplikowane równania z dwoma niewiadomymi w piętnaście minut?
[42] Eliot Aronson, Timothy D. Wilson, Robin M. Akert, Psychologia społeczna. Serce i umysł, Zysk i S-ka, Poznań 1994, str. 123-146, 536-586; z angielskiego tłumaczyli Marek Kowalczyk i Waldemar Domachowski; oryginał angielski -Socjal Psyhology. The Heart and the Mind- ukazał się po raz pierwszy w roku 1994.
[43] Gazeta Wyborcza, 19 marca 2001, dodatek Burza mózgóu. Testy na inteligencję.
[44] Herrnstein i Murray, „The bell curve. Intelligence and class strcture in American life”, Free Press, New York, 1994. Chociaż w tym wypadku trudno powiedzieć, czy autorzy przypisują tę różnicy genom, choć przyjęło się ich o to oskarżać.
[45] R.J. Herrnstein, C. Murray, tamże; R. Lynn, "Race Differences in Intelligence: A Global Perspective", “Mankind Quarterly”, nr 31 (1991), str. 255–296; R. Lynn, “The Science of Human Diversity: A History of the Pioneer Fund”, University Press of America, Lanham 2001; J.P. Rushton, (2006). "Lynn Richard, Race Differences in Intelligence: An Evolutionary Analysis”, Summit Books, Washington 2006; R. Lynn, T. Vanhanen, “IQ and the wealth of nations”, Praeger, Westport 2002.
[46] R.J. Sternberg, C. Nokes, P.W. Geissler, R. Prince, F. Okatcha, D.A. Bundy, E.L. Grigorenko, “The relationship between academic and practical intelligence: A case study in Kenya” w Intelligence, nr 29 (2001), str. 401-418.
[47] J.M. Wicherts, “The dark past, obscure present, and bright future of African IQ”, San Francisco 2006; dane pochodzą z konferencji.
[48] Edward Nęcka, Inteligencja. Geneza. Struktura. Funkcje, GWP, Gdańsk 2003.
[49] Odchylenie standardowe jest bardzo ważne. Inteligencję, mierzy się w następujący sposób: 1) sprawdza się ile osób ile zadań testowych rozwiązało, 2) szereguje te osoby pod tym względem ilości rozwiązanych zadań, 3) zakłada się, że inteligencja, która jest cechą niewidoczną, rozkłada się podobnie jak wiele innych biologicznych cech (jak wzrost czy waga), tj. według krzywej normalnej, 4) krzywa normalna określa zależność między natężeniem mierzonej cechy u danej osoby a ilością osób jaką osoba ta przewyższa pod względem natężenia tej cechy, na przykład zgodnie z krzywą normalną osoba inteligentniejsza do 84,1% osób jest tylko w połowie tyle inteligentniejsza od średniaka co jest od tegoż średniaka inteligentniejsza osoba inteligentniejsza od 97,7% osób, 5) na koniec arbitralnie ustala się skalę, przyjmując o ile jednostek od średniej będzie różniła się osoba wyprzedzająca 84,1% osób – ta ilość jednostek to właśnie owo odchylenie standardowe. Właśnie z powodu wyżej opisanej procedury szacowania IQ sama ilość punktów zdobytych w teście nic nie mówi o inteligencji jej testowego zdobywcy. Punkty te jako wskaźnik natężenia inteligencji nie mają żadnego znaczenia, bo inteligencji nie widać. O inteligencji danej osoby można powiedzieć jedynie tyle, że wyprzedza ona pod jej względem daną liczbę osób, a żeby to powiedzieć, oprócz punktów zdobywaną przez tę osobę w testach IQ należy znać odchylenie standardowe przyjmowane dla takiej punktacji. Na temat krzywej dzwonowej czytaj w Chava Frankfort-Nachmias, David Nachmias, Metody badawcze w naukach społecznych, Zysk i S-ka, Poznań 2001.
[50] C. Murray, R.J. Herrnstein, tamże. "Race, Genes and IQ - an Apologia" w “New Republic”, nr 211 (18) październik 1994, str. 27–37.
Odpowiedz
#11
Artykuł jest długi, może więc nie zdołałem dostatecznie skupić uwagi i przegapiłem definicję rasy i inteligencji?
"Gdzie brak pojęcia o przedmiocie, tam właśnie słowa są w robocie" (Goethe)
Odpowiedz
#12
Wyrażoną expolicite czy zawartą implicite. Rasę traktuję jako ogół mieszkańców danego terytorium (zresztą można to potraktować wielopoziomowo). Inteligencję jako zdolności umysłowe w ogóle, lub inteligencję ogólnie, ponieważ w eseju pojawiają się badania różnych naukowców (ale nie pojawiają się badania żadnych heretyków od inteligencji społecznych itp.).
Odpowiedz
#13
Adam napisał(a):Rasę traktuję jako ogół mieszkańców danego terytorium (zresztą można to potraktować wielopoziomowo).
Jakoś trudno mi zrozumieć jaki przyświecał Ci cel pisząc ten artykuł.
Nie dość, że pojęcie rasy w odniesieniu do człowieka negatywnie się kojarzy (przynajmniej jeżeli chodzi o język polski, bo anglosasi ciągle mówią o human race bez żadnych negatywnych konotacji), to na dodatek nie da się go precyzyjnie zdefiniować.

Jeżeli - tak jak to zaproponowałeś - przyjmiemy, że rasa to "ogół mieszkańców danego terytorium" to czy w takim razie mieszkańcy Warszawy stanowią inną rasę niż mieszkańcy dajmy na to Gdańska?
Można oczywiście próbować uściślić, że chodzi o większe terytorium i dłuższe okresy czasowe, ale jak ustalić te zakresy? Czy tysiąc lat wystarczy aby dwie grupy ludzkie mieszkające w odmiennym środowisku i nie krzyżujące się ze sobą przekształciły sie w różne rasy? A może potrzeba na to 10 tys. albo 100 tys. lat? Poza tym, czy muszą zamieszkiwać odmienne strefy klimatyczne, czy też nie?

Bez ścisłego zdefiniowania co mamy rozumieć po pojęciem rasy i bez dokładnego podania jaki typ ludzi do jakiej rasy należy jakiekolwiek badania porównawcze są bezsensowne.

Z tego co piszesz, to w badaniach wykorzystano tradycyjny i "zdroworozsądkowy" podział na trzy rasy: białą, żółtą i czarną.
Po pierwsze badania genetyczne pokazują, że mieszkańcy Afryki charakteryzują się największym zróżnicowaniem, jakie więc inne kryterium (poza kolorem skóry) pozwala do jednej grupy wrzucić Pigmeja, Masaja i Nubijczyka, skoro prawdopodobnie różnice między Pigmejem a Nubijczykiem będą większe niż między Nubijczykiem a białym mieszkańcem Europy?

Do jakiej rasy zaliczyć Drawidów z południowych Indii, którzy zewnętrznie przypominają tzw. rasę białą ale skórę mają często ciemniejszą niż mieszkańcy Afryki? A co zrobić z australijskimi Aborygenami?

Po prostu wydaje się, że pojęcie rasy jest tak nieprecyzyjne, że lepiej z niego zrezygnować. Jego wprowadzenie powoduje bowiem więcej zamieszania niż korzyści poznawczych.

Cytat:Inteligencję jako zdolności umysłowe w ogóle, lub inteligencję ogólnie, ponieważ w eseju pojawiają się badania różnych naukowców.
Tutaj też dobrze byłoby dookreślić czym jest inteligencja i jaką inteligencję mierzymy danym testem. Test tablic Ravena rzeczywiście wydaje się "intuicyjnie" mniej wrażliwy na zmienne kulturowe niż np. test Wechslera. Czy jednak rzeczywiście nie jest na nie wrażliwy i czy inteligencja mierzone Ravenem to to samo co inteligencja mierzona Wechslerem? Czy ktoś robił takie badania?

Cytat:jakież było ich zdziwienie, kiedy okazywało się, że posiadają oni dwucyfrowe procentowe pokrewieństwo z osobami rasy kaukaskiej
Powinno chyba być "posiadają oni zaledwie dwucyfrowe...". Pragnę bowiem przypomnieć, że określenie rasa kaukaska nie odnosi się bymnajmniej do mieszkańców Kaukazu ale w literaturze (głównie) anglosaskiej jest to po prostu inne (bardziej naukowe?) określenie nas samych, czyli białych mieszkańców Europy.

Podsumowując:
Niezależnie od tego, co chciano tymi badaniami udowodnić, to jednak wychodząc od tak mętnych i nieprecyzyjnych przesłanek w zasadzie nie udowodniono niczego. Zwykłe bicie piany.
Narodziny człowieka są narodzinami jego smutku. Im dłużej żyje, tym robi się głupszy, gdyż pragnienie uniknięcia nieuchronnej śmierci dokucza mu coraz bardziej. Jakież to gorzkie! Żyje nieosiągalnym! Pragnienie przetrwania w przyszłości czyni go niezdolnym do życia w teraźniejszości.
Czuang Tzu
Odpowiedz
#14
Cytat: bo anglosasi ciągle mówią o human race
I niedobrze, bo powinni mówić "species".
Odpowiedz
#15
Ogólnie rzecz biorąc chodziło mi o maksymalne nieindywidualne intelektualne zróżnicowanie jakie mogło powstać w naszym gatunku na skutek jakiejkolwiek separacji terytorialnej.

Przyświecały mi różne cele pisania.Kiedy zaczynałem go pisać,chciałem zwrócić uwagę na pomijany fakt niedowartościowania wielkości "inteligentnej" części mózgu u osobników dużych przez współczynnik encefalizacji. Zaczynając pisać artykuł wydawało mi się niemożliwe,aby w tak krótkim czasie jak czas separacji różnych ludów powstały znaczące różnice między różnymi grupami ludzi.Potem znalazłem różne fakty, że tak powiem "prorasistowskie" ale które udało się wpleść w tekst tak, aby główna teza pozostała taka sama, wreszcie musiałem przeformułować brak różnic na niewielkie różnice. I stąd jest taki zamieszany, że mimo wielkiej pracy, jaką w niego włożyłem, nadaje się wyłącznie na forum.
Odpowiedz
#16
Adam napisał(a):Wyrażoną expolicite czy zawartą implicite. Rasę traktuję jako ogół mieszkańców danego terytorium (zresztą można to potraktować wielopoziomowo). Inteligencję jako zdolności umysłowe w ogóle, lub inteligencję ogólnie, ponieważ w eseju pojawiają się badania różnych naukowców (ale nie pojawiają się badania żadnych heretyków od inteligencji społecznych itp.).

A ogół mieszkańców terytorium USA to jaka rasa?
Odpowiedz
#17
jesli mówisz o separacji terytorialnej to nie powiązuj tego z róznicami miedzy rasami bo to juz zostało wyjaśnione przez genetyke (żadnych różnic nie ma), a co do owej separacji a inteligencji czy nazwijmy to zaawansowaniem danej grupy to róznice są przykład aborygeni czy też plemienia indian w amazoni prawdobodobnie brak kontaktów z innymi przedstawicielami gatunku oraz dogodne warunki do zdobywania pozywienia nie wymuszały na nich dalszego rozwoju tak jak to miało miejsce w europie azji ale to nie zależy od rasy tylko od warunków środowiska (dobór naturalny)
Odpowiedz
#18
Marcinlet napisał(a):A ogół mieszkańców terytorium USA to jaka rasa?
Nazwę możesz sobie wymyślić sam.Ważne że ewoluują razem w tych samych warunkach,teraz na przykład mają dostęp do medycyny dzięki czemu wielu chorych może przeżyć przekazując swoje choroby dalej.

A lepszego określenia na ludzie z tego samego regionu nie miałem.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości