Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Mit wychowania
#61
Chyba troche przesda z tymi genami.Przy odpowiednich metodach można sprawić,że dziecko będzie działać jak Messerschmitt
Tu ne cede malis
Odpowiedz
#62
http://www.youtube.com/watch?v=PuQ-kfDJ7kA

nie wiem czemu nie było dorzucone, bowiem z tematem się zazębia.

Odpowiedz
#63
FlauFly napisał(a):Temat założyłem, ponieważ uważam, że funkcjonuje głęboko w nas pewien mit - co widać choćby w wątku o biciu dzieci.
Moja teza to: Wychowanie dzieci - w rozumieniu, świadomego kształtowania osobowości i światopoglądów dzieci - przez rodziców/opiekunów to mit.
Uważam tak, ponieważ nie zauważam na przykładzie swoim, w przeciągu swojego życia czegoś co mogłoby być owym "wychowaniem"
Jaka jest wasza opinia?

Zgadzam się. Chociaż niejednokrotnie rodzice do pewnego momentu, czasem dłużej lub krócej są największym autorytetem. Na pewno ich postawa wpływa na ich rozwój. Ale nie ma co kryć, że w 90 % kształtują ją nauczyciele i koledzy.

Co do bicia, to jest to konieczne. Dziecko, jak każdy człowiek próbuje sprawdzić na jak dużo może sobie pozwolić. Dopóki nie napotka hamulca, to próbuje. Należy zbić, ale po tym dać znać, że nie jest się wrogiem, i przytulić oraz wytłumaczyć dlaczego dostało.
Bezstresowo wychowują araby, ich dzieci są nieznośne.

A to wychylanie się najlepiej widać w szkole na nowym nauczycielu. Uczniowie testują na jak dużo mogą sobie pozwolić. W zależności od nauczyciela jest to więcej lub mniej. To samo jest z rodzicami.

Jest taka książka "władcy móch". Nie czytałem, ale wiem mniej więcej, że przedstawione jest tam życie dzieci pozostawionych bez opiekunów. Ponoć szybko zaczynają się zabijać, a najsilniejsi obejmują dowodzenie.
Uważam, że to fakt. Szkoła jest choćby takim polem bitwy, gdyby nie rodzice i nauczyciele, to szybko jedne dzieci zamordowałyby inne, te najsłabsze... tak sądzę. W młodych klasach raczej rzadko autorytetem dla rówieśników jest uczeń z intelektem, tylko najsilniejszy i najodważniejszy...zresztą dla dorosłych często również. Rzadko naukowiec a częściej sportowiec.
Odpowiedz
#64
aztec napisał(a):Ale nie ma co kryć, że w 90 % kształtują ją nauczyciele i koledzy.
50% koledzy
40-50%geny
0-10%rodziceDuży uśmiech
Odpowiedz
#65
"Władca Much" Goldinga opowiada o czymś bardzo prawdziwym - okrucieństwie dzieci pozostawionych bez nadzoru, totalnym zezwierzęceniu po porzuceniu kultury <dzieci lądują na bezludnej wyspie i zaczyna się bezwzględna walka o dominację między najsilniejszymi, podział na plemiona, akty okrucieństwa>. Akurat oglądałam tylko film z 1990 <były dwa>, ale i tak pozostawił niezatarte wrażenie.

Co do wychowania jako mitu, nie zgodzę się, uważam, że rodzice potrafią ukształtować dziecko w bardzo dużym stopniu, jeśli wiedzą, jak postępować aby dziecko za nimi podążało i respektowało. W miarę dorastania, dziecko oczywiście zwróci się do rówieśników i odrzuci rodziców kwestionując ich autorytet, ale co zostało umiejętnie zasiane, będzie tam w nim kiełkować :twisted::twisted::twisted:
.
.
.
.

Odpowiedz
#66
MightyYu napisał(a):W miarę dorastania, dziecko oczywiście zwróci się do rówieśników i odrzuci rodziców kwestionując ich autorytet, ale co zostało umiejętnie zasiane, będzie tam w nim kiełkować :twisted::twisted::twisted:
No właśnie umiejętnieOczko
Odpowiedz
#67
Cieluch napisał(a):Alez biore, Seth. Biore... (kiwa glowa) Ale gdzie sa dzis ci ludzie? Na forach pisza? Poprawna polszczyzna do tego? ;-) I jeszcze jedno, po wysluchaniu setek rozmaitych historii, doszlam do wniosku, ze jest rodzaj patologii, ktory w jakis sposob, swiadczy o jej braku. Nie chce byc teraz zle zrozumiana... Chodzi mi o to, ze w malo czyim domu nie bylo nadmiaru alkoholu, mlocki od czasu do czasu, hazardu, chorobliwej zazdrosci, czy innych, rownie "patologicznych" sytuacji. A prawie wszyscy znajomi z takich domow, poksztalceni, zameldowani, obrotni. I tylko czasem powielaja wzorce z rodzinnych domow wyniesione. Historia sie lubi powtarzac? Niezdecydowany

trzeba wielkiej siły woli by nie powtarzać wzorców z domu. Ja na przykład w momencie gdy moja piękna będzie w stanie brzemiennym zapisuję się do jakiegoś psychoterapeuty. Wiem że jeśli tego nie zrobię stanę się takim samym despotą jak mój ojciec.
"Hope can drown lost in thunderous sound
Fear can claim what little faith remains
But I carry strength from souls now gone
They won't let me give in...
(...)
Death will take those who fight alone
But united we can break a fate once set in stone
Just hold the line until the end
Cause we will give them hell..."


EH
Odpowiedz
#68
Seth napisał(a):trzeba wielkiej siły woli by nie powtarzać wzorców z domu. Ja na przykład w momencie gdy moja piękna będzie w stanie brzemiennym zapisuję się do jakiegoś psychoterapeuty. Wiem że jeśli tego nie zrobię stanę się takim samym despotą jak mój ojciec.

Dopokąd nie miałem dziecka to uważałem, że jestem inny niż rodzice. W sensie, że wolny od ich wad. Teraz jak już je mam to często łapię się na tym, że zachowuję się jak moja matka. Wtedy przychodzi otrzeźwienie i zmiana zachowania.
--
--
Sprzedawca propagandy.
Odpowiedz
#69
To jest właśnie najgorsze. Jest coś, jakaś wada, przykra cecha, czy nawet drobiazg, nawyk, którego nienawidzi się u swoich rodziców. Niestety, w pewnym momencie zaczyna się widzieć że samemu tę wadę się powiela, ba, często wyolbrzymioną.
Książki były moimi najlepszymi przyjaciółkami od dnia, w którym nauczyłam się czytać i pisać. One mnie ocaliły. Byłam tak introwertycznym dzieckiem, że rozmawiałam z kredkami i przepraszałam przedmioty, które potrącałam.
(Elif Şafak)







Odpowiedz
#70
Seth napisał(a):trzeba wielkiej siły woli by nie powtarzać wzorców z domu. Ja na przykład w momencie gdy moja piękna będzie w stanie brzemiennym zapisuję się do jakiegoś psychoterapeuty. Wiem że jeśli tego nie zrobię stanę się takim samym despotą jak mój ojciec.

Pomysl swietny, ale umiejscowienie w czasie, do bani. Skoro wiesz co jest u Ciebie niedobre, przeciwdzialaj juz teraz. 9 miesiecy to bardzo krotki czas. Po co ryzykowac, ze sie nie dotrzyma terminu? ;-)

ProfesorSparks napisał(a):Dopokąd nie miałem dziecka to uważałem, że jestem inny niż rodzice. W sensie, że wolny od ich wad. Teraz jak już je mam to często łapię się na tym, że zachowuję się jak moja matka. Wtedy przychodzi otrzeźwienie i zmiana zachowania.

Czyli, mozna jesli sie chce? Toz nic innego nikomu nie mowie! :-)

Rojza Genendel napisał(a):To jest właśnie najgorsze. Jest coś, jakaś wada, przykra cecha, czy nawet drobiazg, nawyk, którego nienawidzi się u swoich rodziców. Niestety, w pewnym momencie zaczyna się widzieć że samemu tę wadę się powiela, ba, często wyolbrzymioną.

Wiec tak szybko jak sie ja u siebie zarejstruje, tak szybko trzeba przedsiewziac odpowiednie kroki, by ja wyrugowac. Ty odziedziczylas cos po swoich rodzicach, ale Twoje dziecko, dzieki Twojej pracy, wezmie po Tobie juz tylko ewentualna sklonnosc do tego, a tym samym juz jest na lepszej pozycji. Dzieki Tobie. Uśmiech
Odpowiedz
#71
Cieluch napisał(a):Czyli, mozna jesli sie chce? Toz nic innego nikomu nie mowie! :-)

Oczywiście, że można. Tylko to działa do następnego razu Uśmiech Siebie zmienić najtrudniej.
--
--
Sprzedawca propagandy.
Odpowiedz
#72
ProfesorSparks napisał(a):Oczywiście, że można. Tylko to działa do następnego razu Uśmiech Siebie zmienić najtrudniej.

O rany! Wszystko dziala do "nastepnego razu"! Wystarczy porzadnie popic, zeby sie przekonac! "Od dzis pije tylko wode", nie znasz tego? Szczęśliwy Chodzi o to, ze dzieki takiej pracy, te kolejne "nastepne razy" beda juz coraz rzadsze, a kiedys moze zupelnie ustana. Osobiscie, oduczylam sie w ten sposob juz najmniej jednej, zbednej w zyciu rzeczy, ktora wczesniej powielalam. To motywuje. Uśmiech
Odpowiedz
#73
Temat postanowiłem odświeżyć. Jestem ciekaw co obecnie powiedzą użytkownicy forum w tym temacie.

Ja osobiście wciąż jestem zdania, że wpływ rodziców jest niewielki, wydaje mi się, że wpływ jest największy w skrajnych sytuacjach, czyli skrajnie negatywnych, jak jakieś patologiczne rodziny, co niewątpliwie niesie z sobą spore piętno na większość, jak nie całość życia. Trudno w gruncie rzeczy jednak taki negatywny wpływ nazwać wychowywaniem. Z drugiej strony istnieć może też mocno pozytywny wpływ, lecz to równie skrajne przypadki. Poza tym rozciąga się całe spektrum, gdzie w środku praktycznie nie można powiedzieć, żeby rodzice świadomie wychowywali swoje dzieci. Dzieci wychowują się "same".
Matematyka jest niezmysłową rzeczywistością, która istnieje niezależnie zarówno od aktów, jak i dyspozycji ludzkiego umysłu i jest tylko odkrywana, prawdopodobnie bardzo niekompletnie, przez ludzki umysł

Kurt Gödel

Mój blog - http://flaufly.wordpress.com/
Odpowiedz
#74
Mi się wydaje, że jednak jest spory.
Chociażby spójrzmy na to jak często dziecko wychowane przez niewierzących rodziców nawraca się na wiarę. Nie znam statystyk ale sądzę, że zdarza się to rzadko… tak sądzę.


Swoją drogą to chętnie bym poznał te statystyki... więc jeśli ktoś zarzuci linka to będę wdzięczny. Oczko
Odpowiedz
#75
Ja również bym tak nie bagatelizowała wpływu rodziców na rozwój dziecka.
Oczywiście, że każdy sposób wychowania w końcu zderza się z rzeczywistością i jeśli utrudnia w jakiś sposób działanie w społeczeństwie to dana osoba w końcu się dostosuje, ale jednak z domu rodzinnego wychodzi się z jakimś systemem wartości. Od rodziców uczy się jak wygląda małżeństwo (czy matka zajmuje się domem sama, czy ojciec jej pomaga, czy dziewczynki mają w rodzinie inną rolę niż chłopcy), w co powinno się wierzyć (stosunkowo rzadko odchodzi się od wiary/niewiary rodziców), co się je (dziecko wegetarian rzadko nawraca się na mięso) jak traktuje się zwierzęta, dzieci, osoby starsze, jaki ma się stosunek do pracy, pieniędzy, etc. Duża szansa, że rozpieszczany jedynak, któremu całe życie podsuwano wszystko pod nos jednak nie wyrośnie na pomocnego, zaradnego, pracowitego dorosłego człowieka. Oczywiście przesądzone nic nie jest, ale wydaje mi się, że pewien schemat istnieje. Mój brat całe życie uczony był, że wszystko za niego robi babcia/mama/ja, generalnie jakaś kobieta z rodziny, dzisiaj tworząc związek powiela to, czego nauczył się jako dziecko i zmienić to może chyba tylko wyjątkowo uparta i stanowcza narzeczona.
"- Chciałem powiedzieć - wyjaśnił z goryczą Ipslore - że na tym świecie jest chyba coś, dla czego warto żyć.
Śmierć zastanowił się przez chwilę.
KOTY, stwierdził w końcu. KOTY SĄ MIŁE."
Odpowiedz
#76
FlauFly napisał(a):Jestem ciekaw co obecnie powiedzą użytkownicy forum w tym temacie.
Powiem, że Twój argument "bo ja u siebie nie widzę" jest chybiony. Dlaczego? Bo wzorce jakie nam przekazali rodzice utrwalają się u nas jako rzeczy "oczywiste". Wychowałeś się w mieście - rodzice kupili Ci ładnego pieska i uczyli kochać zwierzaczki. I kochasz. Wychowałeś się na wsi - widziałeś jak psy się przykuwa łańcuchem, ubija zwierzęta gospodarskie i zastawia pułapki na ptaki-szkodniki. I to co dla wychowanego w mieście jest "okrucieństwem wobec zwierząt" na Tobie nie robi wrażenia. Ale ciężko jest Ci uświadomić sobie, że to co jest oczywiste jest w rzeczywistości wpojone.

Moja żona, której prace na studiach polegały na jeżdżeniu po wiochach i odpytywaniu ludzi (etnologia) wspomina o słówku-kluczu "normalnie". Jak wyglądało to a to? "Normalnie".

No więc teraz sobie uświadom, że wszystko co "normalne", "oczywiste" to właśnie to, w czym jesteś wychowany.
Szymon Pyżalski
Odpowiedz
#77
(14.05.2008, 15:01)FlauFly napisał(a): Moja teza to: Wychowanie dzieci - w rozumieniu, świadomego kształtowania osobowości i światopoglądów dzieci - przez rodziców/opiekunów to mit.
Uważam tak, ponieważ nie zauważam na przykładzie swoim, w przeciągu swojego życia czegoś co mogłoby być owym "wychowaniem"
Jaka jest wasza opinia?
Złą definicje wziąłeś. Wychowanie nie musi być świadome
"Wychowanie - wszelkie zjawiska związane z oddziaływaniem środowiska społecznego i przyrodniczego na człowieka, kształtujące jego tożsamość, osobowość, postawy"
Przypadkowe wychowanie, w którym rodzice przekazują dziecku wszystkie swoje nieprzepracowane problemy to dalej wychowanie, ch*jowe ale jednak...
Mój sposób wychowania z grubsza zawiera się w tych zasadach http://dumnyrodzic.pl/artykul/mity-o-wychowywaniu
Odpowiedz
#78
Wtrącę swoje trzy grosze jako ciekawostkę:
http://www.proszynski.pl/Jednakowo_odmie...3250-.html

Ta książka zajmująca się głównie badaniami na bliźniakach jedno i dwujajowych porusza między innymi wpływ wychowania na postawy dziecka w dorosłym życiu. I faktycznie jak ten wpływ istnieje to zdaje się jednak być bardzo mocno przeceniany i w rzeczywistości jest znacznie mniejszy niż powszechnie się uważa. Nie będę tu robił streszczenia jak ktoś jest ciekawy to sobie gdzieś książkę wyszuka i przeczyta.
"Dosyć — mówił — naszukałem się po lesie i ledwie tego smolnego pniaka zdybałem, ale czem wy, moje dzieci, będzieta kiedyś świecić, skoro lasy się umykają, i coraz trudniej o smolny kawałek drzewa?”.








Odpowiedz
#79
Czytałem gdzieś że wychowanie wpływa na osobowość w 50-70 %, geny w 30-50%. Na jedne cechy w większym stopniu wpływa wychowanie, inne są w większym stopniu zależne od genów. Też gdzieś czytałem o bliźniakach jednojajowych że mają wiele podobnych cech np. skłonność do rywalizacji, motywacja do osiągnięć i.in.
Odpowiedz
#80
No wg autora w wielu przypadkach ten wpływ jest znacznie mniejszy niż te 50% natomiast większy niż się uważało jest wpływ zachowań rodziców jak i nawet dziadków podczas okresu ciąży (mechanizmy epigenetyczne np metylacja DNA pod wpływem czynników zewnętrznych)
"Dosyć — mówił — naszukałem się po lesie i ledwie tego smolnego pniaka zdybałem, ale czem wy, moje dzieci, będzieta kiedyś świecić, skoro lasy się umykają, i coraz trudniej o smolny kawałek drzewa?”.








Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości