Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Honorowe krwiodawstwo
#41
Same skłonności do anemii mogą dyskwalifikować. Nic na siłę, jedni mogą inni nie.
Odpowiedz
#42
Agnes z Glanville napisał(a):Powiem wam, że gdyby ktoś nie oddał krwi nie byłoby mnie już na tym świecie. Dzięki jakiejś osobie żyję.

Dokładnie. Moje oddanie krwi może kogoś uratować. Zakładając nawet że serce mi stanie dopiero przy dziesiątym oddaniu. To potencjalnie moja śmierć może stać się ceną ocalenia dziesięciu istnień. Nie jest to ekonomiczne? Uśmiech
"Hope can drown lost in thunderous sound
Fear can claim what little faith remains
But I carry strength from souls now gone
They won't let me give in...
(...)
Death will take those who fight alone
But united we can break a fate once set in stone
Just hold the line until the end
Cause we will give them hell..."


EH
Odpowiedz
#43
seth666 napisał(a):Dokładnie. Moje oddanie krwi może kogoś uratować. Zakładając nawet że serce mi stanie dopiero przy dziesiątym oddaniu. To potencjalnie moja śmierć może stać się ceną ocalenia dziesięciu istnień. Nie jest to ekonomiczne? Uśmiech
hehe, ja tam zdecydowanie wolę jedno swoje istnienie od dziesięciu innych istnień :lol2:
[SIZE="1"]There's a feeling I get when I look to the west
And my spirit is crying for leaving
In my thoughts I have seen rings of smoke through the trees
And the voices of those who stand looking
and it makes me wonder
really makes me wonder[/SIZE]
Odpowiedz
#44
Dokładnie !.
Ludzie będą zawsze padać jak muchy, chociażby w Afryce, od chorób, czy w Polsce o wypadków samochodowych.
Jeżeli ktoś bardzo chce oddać dla ich ratowania - życie,
to najlepiej aby od razu odsprzedał swoje organy.
Krew może uratować komuś życie.
Życie ludzkie jest najcenniejsze, chociaż może nie dla wszystkich.
Więc skoro życie ludzkie jest cenne, to niech u licha ta krew kosztuje godną sumę pieniędzy !

Służba zdrowia powinna funkcjonować następująco:
Osoba uratowana z wypadku, której przetoczono, część krwi, powinna dostać
ze szpitala bardzo wysoki rachunek, za zużytą krew. (w końcu życie ludzkie jest warte każdej ceny).
Jeżeli ta osoba jest bezdomna, lub nie ma pieniędzy, to powinna, w późniejszym terminie sama, lub z innymi osobami dostarczyć odpowiednią ilość krwi na swoje konto.
Wtedy opłata zostaje anulowana.
Myślę, że rodziny poszkodowanych, podjęły by się oddawania zużytej ilości krwi.
Jeżeli nie, to na tą osobę powinien zostać nałożony przymusowy obowiązek oddawania krwi, przez jakiś czas, lub jeżeli nie jest zdolna to przymusowej pracy, w celu spłacenia długu.
Jeżeli nie chce oddać krwi, ani ona ani jej znajomi, to powinna płacić.

A honorowi krwiodawcy powinni bezdyskusyjnie dostawać solidne wynagrodzenie.
Nerka kosztuje, dlaczego krew ma być za darmo.
Odpowiedz
#45
Scully napisał(a):hehe, ja tam zdecydowanie wolę jedno swoje istnienie od dziesięciu innych istnień :lol2:

No ja też ale pisze o ekonomicznym bezsensie takich zakazów Uśmiech ryzyko śmierci uwzględniam jako naturalne
"Hope can drown lost in thunderous sound
Fear can claim what little faith remains
But I carry strength from souls now gone
They won't let me give in...
(...)
Death will take those who fight alone
But united we can break a fate once set in stone
Just hold the line until the end
Cause we will give them hell..."


EH
Odpowiedz
#46
aztec napisał(a):Dokładnie !.
Ludzie będą zawsze padać jak muchy, chociażby w Afryce, od chorób, czy w Polsce o wypadków samochodowych.
Jeżeli ktoś bardzo chce oddać dla ich ratowania - życie,
to najlepiej aby od razu odsprzedał swoje organy.
Krew może uratować komuś życie.
Życie ludzkie jest najcenniejsze, chociaż może nie dla wszystkich.
Więc skoro życie ludzkie jest cenne, to niech u licha ta krew kosztuje godną sumę pieniędzy !

Służba zdrowia powinna funkcjonować następująco:
Osoba uratowana z wypadku, której przetoczono, część krwi, powinna dostać
ze szpitala bardzo wysoki rachunek, za zużytą krew. (w końcu życie ludzkie jest warte każdej ceny).
Jeżeli ta osoba jest bezdomna, lub nie ma pieniędzy, to powinna, w późniejszym terminie sama, lub z innymi osobami dostarczyć odpowiednią ilość krwi na swoje konto.
Wtedy opłata zostaje anulowana.
Myślę, że rodziny poszkodowanych, podjęły by się oddawania zużytej ilości krwi.
Jeżeli nie, to na tą osobę powinien zostać nałożony przymusowy obowiązek oddawania krwi, przez jakiś czas, lub jeżeli nie jest zdolna to przymusowej pracy, w celu spłacenia długu.
Jeżeli nie chce oddać krwi, ani ona ani jej znajomi, to powinna płacić.

A honorowi krwiodawcy powinni bezdyskusyjnie dostawać solidne wynagrodzenie.
Nerka kosztuje, dlaczego krew ma być za darmo.

Niezły system wykoncypowałeś. Obecny jedzie na wzbudzaniu entuzjazmu dobroczynności wśród młodzieży i szczuciu tejże młodzieży w razie posiadania innego poglądu na tę sprawę (nie będę pokazywała palcem, kto się zachowuje w ten sposób Oczko). Wizyta u rzeźnika, który ocenia moją krew po moim wyglądzie zewnętrznym była dla mnie głęboko upodlająca i dlatego otworzyły mi się oczy z tego krwiodawczego amoku. Niektórym niestety to nigdy nie będzie dane i spędzą wiele czasu na oddawanie krwi (co mnie nie obchodzi) oraz wyszydzaniu ludzi, którzy jej nie oddają (co mnie bardziej obchodzi, bo takie zaczepki były bezpośrednim podtekstem do bójki jaka się wywiązała z moim udziałem w zeszłym roku).
[SIZE="1"]There's a feeling I get when I look to the west
And my spirit is crying for leaving
In my thoughts I have seen rings of smoke through the trees
And the voices of those who stand looking
and it makes me wonder
really makes me wonder[/SIZE]
Odpowiedz
#47
Wcale nie dobrze.

Nerka kosztuje tylko na czarnym rynku, normalnie nie kosztuje - wiem co mówię, bo miałam okazję poznać dwie osoby po przeszczepie, jedna po odrzucie i znowu na liście, druga w dobrym zdrowiu. Każda z nich nie płaciła "za nerkę".

Dalej - jeśli ktoś chce żyć sobie w błogiej nieświadomości własnej kruchości, to dobrze. Ja mam rodzinę, osoby bliskie, sama mogę lada dzień potrzebować pomocy. Krew jest niezbędnym czynnikiem. W mojej rodzinie nikt nie mógłby być dla mnie dawcą krwi, więc byłabym skazana na łaskę obcych ludzi. Wtedy chciałabym, aby był bank krwi, który czekałby na mnie.

Jeśli czegoś oczekiwałabym od ludzi, to sama powinnam być gotowa z siebie dać, a ponieważ jestem zdrowa i oddanie krwi to małe wyrzeczenie dla mnie - oddaję.

Nie mam zamiaru komuś, kto nie ma ochoty oddać krwi złorzeczyć, mam tylko jedno pytanie - czy w razie operacji zaznaczysz, że jesteś przeciwnikiem banku krwi i odmówisz podania krwi z banku?
Odpowiedz
#48
Jeżeli ktoś oddaje krew, to powinien sobie też zrobić test na toksoplazmozę. Jeżeli jesteś nosicielem- nie możesz oddawać krwi, choć nie badają tego rutynowo.

Kontrowersyjne może być to, że podczas pobierania krwi łatwo zarazić się żółtaczką. Wszystko oczywiście powinno być jałowe itp, ale niestety nie wszystko jest jednorazowe. Pomyłki się zdarzają, ponoć nie tak rzadko jakby się zdawało.
All we hear is Radio ga ga
Radio what's new?
Radio, someone still loves you!
Odpowiedz
#49
Cytat:Kontrowersyjne może być to, że podczas pobierania krwi łatwo zarazić się żółtaczką. Wszystko oczywiście powinno być jałowe itp, ale niestety nie wszystko jest jednorazowe. Pomyłki się zdarzają, ponoć nie tak rzadko jakby się zdawało.

Yyy..... tak to chyba było za komuny ;-) Miesiąc spędziłem na praktykach w szpitalu, pobierałem codziennie krew do badań i nie wyobrażam sobie, zeby podejść do drugiego pacjenta choćby w rękawiczkach używanych przy poprzednim, nie mówiąc już o igle, strzykawce, gaziku, czy chociażby stazie.... Co jest takiego niejednorazowego? Ja jakoś tego nie zauważyłem...
nil melius est quam cum ratione tacere

nil mirari, nil indignari, sed intellegere
Odpowiedz
#50
Mam koleżankę pracującą w stacji krwiodawstwa. Z tego co od niej słyszę to rygor jest niesamowity (robi badania krwi w kierunko obecności wirusów metodami molekularnymi). Nie tylko u niej w dziale.
[SIZE="1"]PRZYSIĘGAM NA SWOJE ŻYCIE I SWOJĄ MIŁOŚĆ DO NIEGO, ŻE NIGDY NIE BĘDĘ ŻYŁA DLA INNEGO CZŁOWIEKA ANI PROSIŁA GO, BY ŻYŁ DLA MNIE[/SIZE]
Odpowiedz
#51
Juz predzej idzie sie zarazic zoltaczka u fryzjera niz w stacji krwiodastwa... a u fryzjera prawdopodobienstwo jest i tak znikome.

Oczywiscie zawsze moze wyjsc sprawa, ze fabrycznie zapakowane igly sa czyms zanieczyszczone, taka afera byla ostatnio. Ale winny w tym przypadku jest kto inny. Ale to bardzo zadkie wypadki i z reguly pielegniarka powinna zauwazyc, ze cos jest nie tak.
Niech zyje Lenin, Stalin i Jaroslaw Kaczynski!
Odpowiedz
#52
Ja się tam NIGDY nie zarażę żółtaczką u fryzjera
Tego człowieka widziałem ostatnio ponad pół dekady temu
Get into the car
We'll be the passengers
We'll ride through the city tonight
We'll see the city's ripped backside
We'll see the bright and hollow sky
We'll see the stars that shine so bright
Stars made for us tonight!
Odpowiedz
#53
Phillrond napisał(a):Ja się tam NIGDY nie zarażę żółtaczką u fryzjera
Tego człowieka widziałem ostatnio ponad pół dekady temu
Masz długie włosy czy obcinasz/strzyżesz je w domu?

Co do zakażenia się... Zawsze jest szansa być zakażonym u dentysty...
[SIZE="1"]PRZYSIĘGAM NA SWOJE ŻYCIE I SWOJĄ MIŁOŚĆ DO NIEGO, ŻE NIGDY NIE BĘDĘ ŻYŁA DLA INNEGO CZŁOWIEKA ANI PROSIŁA GO, BY ŻYŁ DLA MNIE[/SIZE]
Odpowiedz
#54
GaGa napisał(a):Jeżeli ktoś oddaje krew, to powinien sobie też zrobić test na toksoplazmozę. Jeżeli jesteś nosicielem- nie możesz oddawać krwi, choć nie badają tego rutynowo.

Kontrowersyjne może być to, że podczas pobierania krwi łatwo zarazić się żółtaczką. Wszystko oczywiście powinno być jałowe itp, ale niestety nie wszystko jest jednorazowe. Pomyłki się zdarzają, ponoć nie tak rzadko jakby się zdawało.

Z tego co wiem, jedyne kontrowersyjne, ale nadal nie udowodnione przypadki dotyczą wadliwej szczepionki, podanej kiedyś krwiodawcom.

Sprzęt jest jednorazowy.
Odpowiedz
#55
Cytat:Yyy..... tak to chyba było za komuny Miesiąc spędziłem na praktykach w szpitalu, pobierałem codziennie krew do badań i nie wyobrażam sobie, zeby podejść do drugiego pacjenta choćby w rękawiczkach używanych przy poprzednim, nie mówiąc już o igle, strzykawce, gaziku, czy chociażby stazie.... Co jest takiego niejednorazowego? Ja jakoś tego nie zauważyłem...
Co innego pobieranie małych ilości krwi (strzykawka) a co innego pobieranie krwi w stacjach krwiodawstwa. Tam używa się pomp, do których może cofnąć się krew i zakazić sprzęt. Poza tym błąd nie jest spowodowany defektem sprzętu, a błędami ludzi. Popytajcie pielęgniarki. Pewnie zdarzają się miejsca, gdzie jest duży rygor, ale można trafić gorzej.

Cytat:Mam koleżankę pracującą w stacji krwiodawstwa. Z tego co od niej słyszę to rygor jest niesamowity (robi badania krwi w kierunko obecności wirusów metodami molekularnymi). Nie tylko u niej w dziale.
A jakich wirusów jeśli można zapytać i jakimi dokładnie metodami?(to tak z ciekawości) Co do HIV, zawsze można trafić na okienko serologiczne. Ja mam wiadomości od dziewczyny, która też robiła praktyki w stacji krwiodawstwa. Poza tym jeszcze od znajomej pielęgniarki. HIVem ciężko się zarazić, ale przy żółtaczce bardzo niewiele potrzeba, tym wirusem jest się bardzo łatwo zarazić. Poza tym wyniki są robione już po pobraniu krwi, więc co za różnica, że się takie robi? To ma znaczenie dla osoby, która tą krew dostaje, a nie dla osoby, która może się tym wirusem zarazić w stacji. Jeżeli to była uwaga odnośnie toksoplazmozy, to Toksoplasma nie jest wirusem.

Cytat:Z tego co wiem, jedyne kontrowersyjne, ale nadal nie udowodnione przypadki dotyczą wadliwej szczepionki, podanej kiedyś krwiodawcom.
A no właśnie udowodnienie nie jest proste... Ale przypadki się zdarzały.


W Polsce główną drogą zakażenia żółtaczką są kontakty ze służbą zdrowia :|
All we hear is Radio ga ga
Radio what's new?
Radio, someone still loves you!
Odpowiedz
#56
GaGa napisał(a):A jakich wirusów jeśli można zapytać i jakimi dokładnie metodami?(to tak z ciekawości) Co do HIV, zawsze można trafić na okienko serologiczne. Ja mam wiadomości od dziewczyny, która też robiła praktyki w stacji krwiodawstwa.
Koleżanka nie robi tam praktyk tylko pracuje w pracowni gdzie przeprowadzają badania używając technik biologii molekularnej i technik immunologicznych. Wykonują badania z użyciem techniki PCR i pokrewnych, robią testy serologiczne, wykrywają przeciwciała. Wiem, że na pewno robią testy na obecność HIV i HBV, zapewne i inne wirusy hepatitis, ale więcej szczegółów nie znam. Laboratorium jest wg koleżanki ogromne, każdy dział zajmuje się czymś innym.

GaGa napisał(a):Jeżeli to była uwaga odnośnie toksoplazmozy, to Toksoplasma nie jest wirusem.
Wiem. Toxoplasma gondii nie jest mi obca. Ładnie wygląda obserwowana pod mikroskopem ;-)
[SIZE="1"]PRZYSIĘGAM NA SWOJE ŻYCIE I SWOJĄ MIŁOŚĆ DO NIEGO, ŻE NIGDY NIE BĘDĘ ŻYŁA DLA INNEGO CZŁOWIEKA ANI PROSIŁA GO, BY ŻYŁ DLA MNIE[/SIZE]
Odpowiedz
#57
Cytat:Wiem, że na pewno robią testy na obecność HIV i HBV, zapewne i inne wirusy hepatitis, ale więcej szczegółów nie znam. Laboratorium jest wg koleżanki ogromne, każdy dział zajmuje się czymś innym.

Ogólnie jak sprawdzają, czy krew może być oddana do stacji krwiodawstwa, to robią testy na obecność HCV, HBS, HIV itp. , badają poziomy wszystkich składników morfotycznych krwi, biochemia, enzymy itp itd.
nil melius est quam cum ratione tacere

nil mirari, nil indignari, sed intellegere
Odpowiedz
#58
Co do zakażeń, to łatwiej niż udowodnić jest stwierdzić, że zamiast w kontakcie seksualnym zaraziłem się w stacji krwiodawstwa. Tak samo jak ludzie łączą ze sobą w dziwaczny sposób np. "poszedł do dentysty, wyrwał zęba a za tydzień zmarł".

Oczywiście, że żółtaczkami typu wszczepiennego zaraża się najczęściej w służbie zdrowia, ale wtedy, kiedy dokonuje się na nas jakiegoś zabiegu, używając sprzętu wielorazowego użytku, albo kiedy mamy rany, które łatwo zapaskudzić czymś.

W stacji krwiodawstwa wszystko, co kontaktuje się z naszym ciałem jest jednorazowego użytku.

Pompy?! Przy oddaniu krwi pełnej krew pobiera się do jednorazowego woreczka, do którego na stałe i nieodłącznie podłączony jest szlaufik z igłą. Całość jest jednorazowego użytku. Krew sama spływa do woreczka, nie potrzeba żadnej pompy.
Nie oddawałam płytek ani osocza, więc tego nie potwierdzę.

Nie opowiadaj proszę historii, których nie sprawdziłeś.
Odpowiedz
#59
Cytat:Oczywiście, że żółtaczkami typu wszczepiennego zaraża się najczęściej w służbie zdrowia, ale wtedy, kiedy dokonuje się na nas jakiegoś zabiegu, używając sprzętu wielorazowego użytku, albo kiedy mamy rany, które łatwo zapaskudzić czymś.

Czasami ludzie zapominają, że na zakażenia to praktycznie rzecz biorąc narażona jest pielęgniarka wykonująca te zastrzyki, pobrania krwi itp... Przez 2 tygodnie miałem praktyki na oddziale onkohematologii - tam pobiera sie mniej więcej 20-30 probówek krwi łącznie od pacjentów, a na tym oddziale większość ma żółtaczke typu B lub C, nie mówiąc o innych choróbskach, które łapią bo mają zaniżoną odporność po chemioterapii. A zakłóć sie igłą jest bardzo łatwo, ja się na szczęście zakłółem sterylną, dopiero wyjętą z opakowania, ale trzeba cholernie uważać jak sie trzyma igłe. Wypadki chodzą po ludziach.
nil melius est quam cum ratione tacere

nil mirari, nil indignari, sed intellegere
Odpowiedz
#60
Tak, wiem coś o tym, szczególnie, że znajoma pielęgniarka opowiada czasem do jakich idiotyzmów ludzie są zdolni. I nie ma tu rozgraniczenia zawodowego.

Bardziej bałabym się zrobić sobie tatuaż czy dać komuś przekłuć moje ucho niż oddać krew, gdzie widzę, jak rozpakowują przy mnie jednorazowy i czyściutki woreczek z przewodem i igłą. Nie ma możliwości, aby ta igła siedziała wcześniej w kimś innym. Rękawiczki zmieniają też przy mnie, myjąc za każdym razem dłonie specjalnym płynem. Od dłuższego czasu proszą też mnie o umycie płynem dezynfekcyjnym dłoni i łokcia. Nakładam też jednorazowy fartuch. Wszystko po to, aby zminimalizować do minimum ryzyko naniesienia jakiegoś paskudztwa, które mogłoby siedzieć na moich ciuszkach. Nie spotkałam się z kosmetyczką, która robiłaby to przed przekłuciem uszka. super, jeśli same dezynfekują dłonie i zakładają tylko raz rękawiczki - a realia są różne.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości