To forum używa ciasteczek.
To forum używa ciasteczek do przechowywania informacji o Twoim zalogowaniu jeśli jesteś zarejestrowanym użytkownikiem, albo o ostatniej wizycie jeśli nie jesteś. Ciasteczka są małymi plikami tekstowymi przechowywanymi na Twoim komputerze; ciasteczka ustawiane przez to forum mogą być wykorzystywane wyłącznie przez nie i nie stanowią zagrożenia bezpieczeństwa. Ciasteczka na tym forum śledzą również przeczytane przez Ciebie tematy i kiedy ostatnio je odwiedzałeś/odwiedzałaś. Proszę, potwierdź czy chcesz pozwolić na przechowywanie ciasteczek.

Niezależnie od Twojego wyboru, na Twoim komputerze zostanie ustawione ciasteczko aby nie wyświetlać Ci ponownie tego pytania. Będziesz mógł/mogła zmienić swój wybór w dowolnym momencie używając linka w stopce strony.

Ocena wątku:
  • 1 głosów - średnia: 5
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Co obecnie czytacie?
Sofeicz napisał(a): Yuval Harrari - "Sapiens"

Dobra?
Sebastian Flak
Odpowiedz
Na razie dobrze się zapowiada.
Ciekawe są rozważania o różnorakich aspektach fundamentalnego przejścia od społeczeństw zbieracko-łowieckich do rolniczych.
Już wiem, dlaczego chłopi od zawsze mieli przesrane Uśmiech
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Gawain napisał(a):
Sofeicz napisał(a): Yuval Harrari - "Sapiens"

Dobra?

Bardzo dobra. Dla osoby niezbyt obeznanej w temacie pozycja obowiązkowa. W zasadzie powinna to być lektura szkolna Oczko
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz
Sofeicz napisał(a): Na razie dobrze się zapowiada.
Ciekawe są rozważania o różnorakich aspektach fundamentalnego przejścia od społeczeństw zbieracko-łowieckich do rolniczych.
Już wiem, dlaczego chłopi od zawsze mieli przesrane Uśmiech

A ja zaczalem "Ludowa historie Polski" Leszczynskiego i dowiedzialem sie dlaczego chlopi polscy zawsze mieli przesrane, nawet w okresach kiedy myslalem ze nie mieli. Swietnie udokumentowana "cegla" opisujaca dzieje polskich chlopow od 10 do 20 w z ich punktu widzenia.
Odpowiedz
Bo paradoksalnie (tak mniej więcej, jak pisze Harari) historycznie ewolucja nie przebiegała od niewoli do wolności ale wspak.


Cytat:Na ziemiach polskich już przed VI wieku rozkład wspólnoty rodowej wiódł do wyodrębnienia się gospodarstw uprawianych przez poszczególne rodziny w ramach wspólnoty terytorialnej (opole).
Co najmniej do X wieku wolni chłopi, czyli smardowie, stanowili większość ludności.
Obok nich na gruntach, które łączono w większe posiadłości, osadzano także niewolnych, przeważnie jeńców wojennych.


W miarę powstawania dużych gospodarstw i folwarków ubożsi chłopi popadali w zależność typu feudalnego od możnych sąsiadów, szukając u nich pomocy ekonomicznej i obrony w zamian za robociznę i daniny.
Także powstająca władza państwowa i kościelna wciągała wolną ludność opoli do różnych posług i świadczeń.
Wzrost tych obciążeń sankcjonowanych przez duchowieństwo po wprowadzeniu chrześcijaństwa w Polsce doprowadził do wybuchu powstania ludowego w 1038, w czasie którego chłopi niszczyli siedziby możnych oraz kościoły, a część powstańców dążyła do przywrócenia religii sprzed chrystianizacji[1].

[Obrazek: 16px-Information_icon4.svg.png] Osobny artykuł: Powstanie ludowe w Polsce 1038 roku.

W ciągu XI i XII wieku większość chłopów utraciła wolność.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Adam M. napisał(a):
Sofeicz napisał(a): Na razie dobrze się zapowiada.
Ciekawe są rozważania o różnorakich aspektach fundamentalnego przejścia od społeczeństw zbieracko-łowieckich do rolniczych.
Już wiem, dlaczego chłopi od zawsze mieli przesrane Uśmiech

A ja zaczalem "Ludowa historie Polski" Leszczynskiego i dowiedzialem sie dlaczego chlopi polscy zawsze mieli przesrane, nawet w okresach kiedy myslalem ze nie mieli. Swietnie udokumentowana "cegla" opisujaca dzieje polskich chlopow od 10 do 20 w z ich punktu widzenia.

To ja na odczarowanie zachwytu podsyłam co nieco:

https://historykon.pl/ludowa-historia-po...-recenzja/

I się osobiście do zdania przychylam.

Cytat:Niestety na każdej innej płaszczyźnie ta „Ludowa historia Polski” jest fatalna. Metodologicznie – tragedia. Na studiach historycznych niejeden promotor nie przepuściłby takiej pracy magisterskiej. Oże i jest ona napisana naprawdę dobrym stylem, ale brak w niej jakiejkolwiek kwerendy źródłowej, pracy badawczej. W bibliografii czytelnik nie znajdzie ani jednego źródła. Praca Leszczyńskiego to, więc niemal wyłącznie praca odtwórcza i kompilacja wątpliwej jakości opracowań z odległej przeszłości i poprzedniego ustroju. Dodatkowo baza bibliograficzna jest fragmentaryczna i do bólu subiektywna. Naprawdę wiele fenomenalnych opracowań do tematu nie znalazło się w bibliografii a Leszczyński totalnie pominął ich ustalenia w narracji.

To niestety nie koniec wad książki. Od samego początku wprowadza ona czytelnika w błąd. Myli tytuł. Myli blurb. Narracja kreuje fałszywy obraz dziejów a duża ilość cytatów i odwołań do pozycji historycznych (wątpliwej jakości zresztą) ma tworzyć fałszywą wizję tego, że z książki tej dowie się czytelnik jak było. Niestety nie dowie się, a każdy kto na podstawie „Ludowej historii Polski” zbuduje swoje sądy o gospodarce i społeczeństwie Polski przed wiekami, po prostu się zawiedzie. Bo w mojej opinii książka ta to raczej zbiór clikcbaitowych sensacji historycznych a nie opracowanie. Ponadto kształtowanie narracji dziejowej pod ideologię polityczną nigdy nie działa na korzyść książki.

Ogromny minus należy się też wydawcy za przypisy końcowe, co niezmiernie utrudnia lekturę bardziej wnikliwemu czytelnikowi. W trakcie lektury spotkać można drobne błędy, ale nie jest to czynnik bardzo dyskredytujący książkę.

...

Co więc powiedzieć słowem podsumowania?

„Ludowa historia Polski” od samego początku otrzymywała niemal same niekorzystne recenzje. Kiedy trafiła do moich rąk byłem pewien, że i mnie przyjdzie oceniają niedostatecznie. Jednak mimo wszystko, mimo całego ogromu wad, głównie niewybaczalnych, bo metodologicznych i warsztatowych, w jakimś niewielkim wymiarze pozytywie mnie zaskoczyła. Styl pisarskim – to ten pozytyw, który przypisać można autorowi. I wydanie – robota wydawcy sprawiła, że postawię tej książce ocenę tylko nieco wyższą od zera.

https://homomediaevalis.blogspot.com/202...adama.html

Cytat:Dla historyka pozycja ta jest z punktu widzenia jego pracy, warsztatu czy ujęcia metodologicznego zbędna. Nie dowie się z niej praktycznie niczego nowego poza literaturę przedmiotu, do której samodzielnie dotrze. W dodatku w niektórych przypadkach ogranicza się ona do prac sprzed 100 i więcej lat, bo autor A. Leszczyński nie zauważył dorobku historiograficznego paru pokoleń historyków. Dla kogo jest więc ta książka? W sumie nie wiadomo. Chyba dla samego autora i tych, co szukają taniej sensacji. Dlaczego taniej? Bo nawet tytuł nie jest adekwatnie dobrany do treści. W sumie powinien on brzmieć Anegdoty z historii wyzysku w Polsce zamiast Ludowa historia Polski. Wtedy też czytelnik miałby lepszy ogląd czym de facto jest praca A. Leszczyńskiego. Co ciekawe, fragmenty recenzji, które zostały umieszczone na tylnej okładce, mające na celu zareklamowanie czym jest ta praca, jak jest przełomowa, również nie oddają tego, co czytelnik znajduje w książce. Niestety nie jest to ani wizja historiozoficzna, jak chce prof. Marcin Kula, bowiem absolutnie żadnej takowej w pracy A. Leszczyńskiego nie widać. Prof. Roman Baecker pisze, że nie jest to opis dziejów, do jakiego przywykliśmy. To o tyle dziwne, że książka ta nie jest opisem dziejów. Jest zbiorem anegdot dobranych metodą kleju i nożyczek, głównie w formie cytatów z bardzo krótkim albo praktycznie żadnym komentarzem, nie mówiąc już o analizie źródłowej tekstów i wyciąganiu z nich odpowiednich wniosków. Ale winny jest temu autor, który nie postawił we wstępie, którego nie ma, żadnych celów czy pytań badawczych. Nie ma ich w sumie nigdzie na ponad 500 stronach książki.


...


Przez taki układ - rozpoczęcie od razu od narracji, bez żadnych wstępów, wyjaśnień, nakreślenia zakresu geograficzno-chronologicznego, źródłowego, stanu badań, przyjętych perspektyw czy metod - praca w mojej opinii nie spełnia warunków pracy naukowej (mimo, że została zrecenzowana przez prof. Marcina Kulę i prof. Romana Baeckera) i przy ewentualnym braniu jej pod uwagę jako pracy "na stopień" jako recenzent nie dopuścił bym tak sporządzonego doktoratu/habilitacji do dalszego procedowania w przewodzie. A. Leszczyński broni się tutaj tylko tym, że nie musi pisać już prac na stopień naukowy. Jednak marna to pociecha. Czytelnik od razu rzucany jest "w akcję" jak w filmie sensacyjnym typu blockbuster, gdzie wszystko "się dzieje" bez ładu i składu (chronologicznego? problemowego? jakiegokolwiek innego np. nowatorskiego?).
Minusem jest umieszczenie przypisów na końcu książki. Utrudnia to szybką weryfikację inspiracji autora, z jakiej literatury skorzystał i z jakiej w ogóle nie czerpał informacji. Dlaczego w taki sposób został aparat naukowy umieszczony? Bardzo prosty powód - ukrycie, że autor nie dotarł do odpowiedniej literatury. W kilku przypadkach omija on ważne prace współczesne (tj. powstałe w ostatnim dziesięcioleciu), tutaj niech za przykład posłuży cały pierwszy rozdział pracy dla którego inspiracją była bardzo słaba dysertacja doktorska Wojciecha Paszyńskiego Sarmaci i uczeni. Spór o pochodzenie Polaków w historiografii doby staropolskiej (Kraków 2016) i nie pojawiająca się wzmianka o bardzo dobrej metodologicznie, źródłowo jak i warsztatowo pracy doktorskiej Joanny Orzeł Historia-tradycja-mit w pamięci kulturowej szlachty Rzeczpospolitej XVI-XVIII wieku (Warszawa 2016). Niejednokrotnie narrację autor kształtuje tylko i wyłącznie na podstawie prac wydanych 100 i więcej lat temu, nie zauważając dorobku historiograficznego w danych kwestiach jaki od tego czasu powstał. Doskonałym przykładem tutaj niech będzie sprawa zabójstwa biskupa krakowskiego Stanisława, którą A. Leszczyński przedstawia przy pomocy leciwych i nieaktualnych Szkiców historycznych jedynastego wieku Tadeusza Wojciechowskiego. Skoro tak wygląda kwestia aparatu naukowego, jego umieszczenia (powód znany) z tyłu książki można więc podnieść zarzut, że autor nie zadał sobie trudu dotarcia do całości literatury by napisać swoją książkę opartą zresztą głównie na pracach innych badaczy.

Ogólnie to szkoda czasu. Już nie będę cytował opinii o źródłach z tej recenzji bo de fato nie ma o czym. Autor gniota nie tylko nie zajrzał do źródeł (są opracowane, przetłumaczone i wydane a dostęp do nich to fraszka) dostępnych w pierwszej lepszej bibliotece. Nawet Internetu nie uruchomił. Nasuwa się samo:

Cytat:Słuchajcie,to jest butelka, z siedemnastego wieku, do której dziedzic nalewał wódkę. I rozpijał tą wódką pańszczyźnianych chłopów. Proszę idziemy dalej. Nie ruszać tego proszę, nie wolno! To jest butelka z...osiemnastego wieku, w której podawano gorzałkę, bo wódkę nazywano gorzałką albo okowitą. Do takich butelek nalewano wódkę i rozpijano tą wódką pańszczyźnianych chłopów. Proszę, dalej, proszę. Proszę, przesunąć się, proszę. Michał mi powie, co to jest.

MICHAŁ
Butelka. To jest butelka...mmm...stymiankowa.

NAUCZYCIELKA
To nie jest szklana butelka, prawda? Do której nalewano wódkę...

MICHAŁ
Wódkę?

NAUCZYCIELKA
No i co?

MICHAŁ
Www...dziewiętnastym wieku.

NAUCZYCIELKA
Tak, i rozpijano chłopów. Proszę bardzo idziemy dalej, proszę, idziemy dalej, proszę, proszę, szybciej, szybciej, szybciej, nie ma czasu. A to jest butelka...
Sebastian Flak
Odpowiedz
Eee, nie spodziewalem sie ze ta ksiazka ma miec charakter pracy naukowej, raczej potrktowalem ja jako popularno naukowa i w zwiazku z tym moze dlatego inaczej ja odbieram. Niepotrzebny mi w gruncie rzeczy komentarz autora, oryginalne teksty kolejnych ustaw i zarzadzen ograniczajacych wolnosc chlopow mowia same za siebie. Nie mowiac o poszczegolnych "podrecznikach gospodarowania" ktore wlasnie mialem okazje poznac. Zaskakujace dla mnie bylo to ze juz w XV wieku wolnosci chlopskie byly tak mocno ograniczone.
Odpowiedz
A gdzie w Europie XV wieku chłopi nie byli w jakiś sposób ograniczeni? Dlaczego autor nie bierze pod uwagę rozwarstwienia u chłopów? Przecież na dobrą sprawę chłopscy sołtysi w XIV i XV wieku byli zobowiązani do służby w ciężkiej jeździe rycerskiej i stanowili tę zamożniejszą część społeczeństwa. Ale faktem jest, że w XVII wieku zwłaszcza w II poł. oraz przez większość XVIII wieku mieli w Polsce przerąbane, ale to też zależało od tego w jakim rejonie gospodarstwo leżało. Choć w pd. i wsch. Polsce czy na Podlasiu nawet w międzywojniu w początkach lat 20-tych i 30-tych miewali b. ciężko.
Odpowiedz
Adam M. napisał(a): Eee, nie spodziewalem sie ze ta ksiazka ma miec charakter pracy naukowej, raczej potrktowalem ja jako popularno naukowa i w zwiazku z tym moze dlatego inaczej ja odbieram. Niepotrzebny mi w gruncie rzeczy komentarz autora, oryginalne teksty kolejnych ustaw i zarzadzen ograniczajacych wolnosc chlopow mowia same za siebie. Nie mowiac o poszczegolnych "podrecznikach gospodarowania" ktore wlasnie mialem okazje poznac. Zaskakujace dla mnie bylo to ze juz w XV wieku wolnosci chlopskie byly tak mocno ograniczone.

Problem polega na tym, że to nie jest nawet analiza tylko cherry picking oparty na pracach autorów piszących za komuny. To nawet nie przybliża obrazu społeczności chłopskiej ani realnego poziomu ich bytowania. Fakt, że wyciąga opracowane supliki i skargi jako główny element obrazujący obraz stosunków chłopstwo-dwór już go dyskredytuje. Pomija setki źródeł z których wynikała by teza nie pasująca do narracji. Pomija najnowszy stan badań za co moi promotorzy do licencjatu by mnie nie dopuścili gdybym tak fantazyjnie do zagadnień podchodził.

Adamie gdyby dzisiejsze stosunki państwo - obywatel opisać na podstawie skarg na urzędników, programów Jaworowicz i Interwencji w Polsacie oraz ekonomicznego porównania czasu pracy na rzecz państwa... No to proste podsumowanie pokazuje, że klasa zarządzająca jest niekompetentna i niszczy absurdem Polaków a obłożenia podatkowe... No cóż. Jesteśmy w dupie. Feudalny wyzysk to było 52 dni pracy na rzecz Pana, który w szczytowym okresie został podwojony do 104 dni. Dzisiaj zapieprzamy na państwo 167. I wyciągać można wnioski czarniejsze niż rzeczywistość. Bo tak właśnie działa cherry picking.

Ta książka to gniot broniący marksistowskich tez, które zaorano w nauce wiele lat temu. Podobnie jest dzisiaj z "badaniami" nad gender studies a nawet nad naukami społecznymi jako takimi. Trafiają się opracowania stricte historyczne czy naukowe, ale gros tego to de facto śmieci, których narracja urąga rozumowi ludzkiemu. Już nie wspomnę tutaj tylko o

https://pl.wikipedia.org/wiki/Sprawa_Sokala

Cytat:Autor, zainspirowany książką Grossa i Levitta[1], przedstawił w swoim artykule, używając naukowego żargonu, fikcyjną koncepcję związków między koncepcjami rozwoju społecznego, emancypacji i feminizmu oraz w szczególności dekonstruktywizmu a grawitacją kwantową. Artykuł odniósł wielki sukces, zaś po ujawnieniu jego rzeczywistego znaczenia redaktor naczelny „Social Text” stracił pracę, zaś Alan Sokal został wpisany przez redakcję na listę autorów, których prace nie będą publikowane.

Prowokacja Sokala wywołała długo trwającą i burzliwą dyskusję nad zakresem badań, metodyką naukową w naukach humanistycznych i społecznych, w tym socjologii, teorii literatury, kulturoznawstwa. Zamierzonym celem publikacji tego artykułu było obnażenie braku konieczności istnienia sensownych treści w tekstach publikowanych w renomowanym piśmie socjologicznym. Autorzy publikujący w tym piśmie przedstawiali swe prace, używając najprawdopodobniej niezrozumiałych również dla siebie terminów z nauk przyrodniczych, w swoim mniemaniu „udowadniając” na przykład, że dotychczasowe teorie w naukach przyrodniczych miały charakter prawicowy.

Sokal, pisząc swój tekst, powoływał się także na innych postmodernistów i wybierał ich bezsensowne, jego zdaniem, wypowiedzi, w których użyli terminologii z zakresu nauk ścisłych. Jak wyjaśnił później w Modnych bzdurach, jego celem nie był atak na nauki społeczne, lecz na prądy szkodzące tym naukom i stanowiskom ideologicznym, ponieważ ich przedstawiciele przyjmują „na wiarę” tezy sformułowane przez uznane w ich środowiskach autorytety.

Sprawa Sokala stała się częścią tak zwanych wojen o naukę (ang. science wars), czyli dyskusji między przedstawicielami studiów nad nauką i techniką a badaczami z nauk ścisłych.

Podobną mistyfikację, na bazie pseudonaukowej koncepcji pola morfogenetycznego, zorganizował Tomasz Witkowski, zamieszczając w czasopiśmie „Charaktery” artykuł pod tytułem Wiedza prosto z pola[2].

Czy ów Witkowski, który w popularnych do dziś dnia Charakterach zamieścił artykuł orzący głupotę i pokazujący "nowe szaty Cesarza" polskich zideologizowanych badaczy.

Nie chodzi o to, że coś Leszczyński pominął czy czegoś nie przetłumaczył. Chodzi o to, że zafałszował obraz historii, pomijał niewygodne zagadnienia, na warsztat historyka napluł a na rzetelność nasrał. U nas jest kilku takich autorów jak choćby Żakowski, Sowa albo ulubiony monter książek pop-hist Janicki, który robi więcej złego niż dobrego popularyzując to co się według niego sprzeda. Historia ludzkości nie ma nadrzędnej ideologii nią rządzącej. Ma dane i fakty a ten kto to pomija to nie historyk tylko blagier.
Sebastian Flak
Odpowiedz
Mojej udało się mnie w koñcu namówić na Opowieści z meekhañskiego pogranicza". Poza wiedżminem nie wciągnąłem się nigdy w polskie fantasy, a to mnie bardzo pochłonęło. Fabuła jest good enough, lore zdaje się być potężny ale po przeczytaniu dwóch książek nie jestem jeszcze pewien, czt facet miał wszystko wykokbinowane, czy dobudowuje na bieżąco. Dużo mrocznych sił, diabelskich pomiotów, kanibali, nekromantów i innych zboczeńców.
Trochę jedynie męczą mnie dwie rzeczy - mamy gdzieś 5-6 bohaterów (czasem poboczni wychodzą na pierwszy plan i odwrotnie), którzy wędrują "osobno", więc mamy kilka perspektyw, niestety perspektywa przeskakuje tylko raz na książkę. Więc pierwsza połowa pierwszej książki jest o bohaterze A, druga połowa o B, trzeci i czwarty bohater pojawiają się w drugiej części i akcja dzieje się równolegle do tej pierwszej. Oczywiście narracja zmienia focus na cliff hangerach.
I przeogromny zgrzyt jakim są nazwy wymyślane przez autora. Facet jest polakiem, ale imiona wielu postaci i nazwy ważnych często miejsc są takie, że nie wiadomo jak je czytać, jeszcze ciężej zapamiętać.

Poza tym moim zdaniem warto spróbować, dla mnie to jest na równi z wiedźminem, na pewno przebija Achaję i Pana Lodowego Ogodu
I hear the roar of big machine
Two worlds and in between
Hot metal and methedrine
I hear empire down


Odpowiedz
Ja odkopałem gdzieś "Grombelardzka legenda" F.W. Kresa. Pierwsze polskie fantasy jakie powstało. Da się to czytać, nawet to przyjemne. Ciężko mi jednak powiedzieć coś więcej o tym świecie bo dopiero zaczynam lekturę.

Co do opowieści z Mekhańskiego pogranicza po pierwszym tomie, który bardzo mi się podobał, coraz bardziej mnie to męczyło, zwłaszcza wspomniana powyżej wielowątkowość i sposób jej przedstawienia.
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz
Tomasz Polak, System kościelny, czyli przewagi pana K.

Autor w tej książce stawia i udowadnia ciekawą tezę, że jądro systemu kościelnego jest ateistyczne.
Ceterum censeo Muscoviam esse delendam.
Odpowiedz
Nonkonformista napisał(a): Tomasz Polak, System kościelny, czyli przewagi pana K.

Autor w tej książce stawia i udowadnia ciekawą tezę, że jądro systemu kościelnego jest ateistyczne.

To też trzeba umieć zrozumieć. Rzecz w tym, że w chrześcijańskich kościołach "Bóg" czy "boskość" stanowi puste pseudo-uzasadnienie statusu tych kościołów, ich rzekomego boskiego pochodzenia i w zasadzie funkcjonuje tylko w ten sposób, uzupełniane treścią użyteczną do celów uzasadnienie miejsca kościołów chrześcijańskich w społeczeństwie, kulturze czy stosunkach różnych władz.

Czyli wydmuszka taka. Polak pokazuje przy tym różne przykłady ilustrujące tę tezę.

To krótkie wyjaśnienie dedykuję Lumberowi. Oczko Sam bym musiał rzecz sobie odświeżyć, żeby coś więcej napisać na temat. Książka warta lektury. Przytoczona wyżej teza jest tylko jedną z wielu bogato ilustrowanych diagnoz tego, co Polak nazywa systemem kościelnym. Rzecz ciekawie ukazuje funkcjonowanie kościołów chrześcijańskich, a autor obecnie pracuje nad jej kontynuacją, w której mierzyć się będzie z zadaniem wyjaśnienia sukcesu systemu kościelnego, czyli tego, że chrześcijaństwo stało się jedną z największych religii.
All cognizing aims at "delivering a grip on the patterns that matter for the interactions that matter"
(Wszelkie poznanie ma na celu "uchwycenie wzorców mających znaczenie dla interakcji mających znaczenie")
Andy Clark

Moje miejsce na FB:
https://www.facebook.com/Postmoralno%C5%...1700366315
Odpowiedz
Nonkonformista napisał(a): Tomasz Polak, System kościelny, czyli przewagi pana K.

Autor w tej książce stawia i udowadnia ciekawą tezę, że jądro systemu kościelnego jest ateistyczne.

Może coś więcej na ten temat. W jaki sposób udowadnia te jakże ciekawą tezę?
Odpowiedz
E.T. napisał(a):To też trzeba umieć zrozumieć. Rzecz w tym, że w chrześcijańskich kościołach "Bóg" czy "boskość" stanowi puste pseudo-uzasadnienie statusu tych kościołów, ich rzekomego boskiego pochodzenia i w zasadzie funkcjonuje tylko w ten sposób, uzupełniane treścią użyteczną do celów uzasadnienie miejsca kościołów chrześcijańskich w społeczeństwie, kulturze czy stosunkach różnych władz.

Czyli wydmuszka taka. Polak pokazuje przy tym różne przykłady ilustrujące tę tezę.

Dziękuję za wyjaśnienie.

InspektorGadżet - poszukam i wypiszę, bo wieczorem będę kontynuował jej czytanie.

Ceterum censeo Muscoviam esse delendam.
Odpowiedz
Prawie rok i nikt nic nie czyta? Nie wierzę. Ja czytam teraz "W poszukiwaniu straconego czasu" M. Prousta.
Ceterum censeo Muscoviam esse delendam.
Odpowiedz
Nonkonformista napisał(a): Prawie rok i nikt nic nie czyta? Nie wierzę. Ja czytam teraz "W poszukiwaniu straconego czasu" M. Prousta.
Ludzie czytają, tylko o tym nie piszą. I jak Ci się podoba Proust? Przebrnąłem tylko przez pierwszy tom ileś lat temu, kiedy byłem młodszy, głupszy i bardziej niecierpliwy. Zapamiętałem ją jako idealne lekarstwo na bezsenność. Jeśli już czytać czyjeś wspomnienia, to polecam "Ja, Klaudiusz", którą odkurzyłem niedawno. Nie są one oczywiście prawdziwe ale się przynajmniej coś dziejeOczko
Odpowiedz
Osiris napisał(a):
Nonkonformista napisał(a): Prawie rok i nikt nic nie czyta? Nie wierzę. Ja czytam teraz "W poszukiwaniu straconego czasu" M. Prousta.
Ludzie czytają, tylko o tym nie piszą. I jak Ci się podoba Proust? Przebrnąłem tylko przez pierwszy tom ileś lat temu, kiedy byłem młodszy, głupszy i bardziej niecierpliwy. Zapamiętałem ją jako idealne lekarstwo na bezsenność. Jeśli już czytać czyjeś wspomnienia, to polecam "Ja, Klaudiusz", którą odkurzyłem niedawno. Nie są one oczywiście prawdziwe ale się przynajmniej coś dziejeOczko
Wiesz, trochę faktycznie jest jak książka telefoniczna - akcja niezbyt wartka, ale za to ilu bohaterów.
Mam ambiwalentny stosunek do tej książki. Z jednej strony ciekawe są opisy przyrody choćby czy przeżycia alter ego pisarza, a z drugiej właśnie to niedzianie się... Ale ta oniryczność jest właśnie pociągająca. Nie można tej książki czytać długo na raz. Ja maksymalnie czytam tak do 100 stron i wtedy jestem wypełniony i muszę kilka dni przerwy sobie zrobić - dlatego czytam ją głównie w weekendy od piątku do niedzieli przy jakimś pitnym miodzie.
Ceterum censeo Muscoviam esse delendam.
Odpowiedz
Mur

https://poezja.net/mur-lundkvist/

Lundkvist Artur Nils

Bardzo mocna, szwedzka poezja. Autor wybitny choć w Polsce mało znany.
Odpowiedz
Pocieszające, że ktoś jeszcze poezję czyta.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 2 gości