Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
ateizm i nadzieja
#41
Rothein- odniosę się raczej do całości, bo ostatni tekst mi się skasował i nie mam siły powtarzać dzisiaj, więc ograniczę się do jednego pytania:

Może to, co Cię tak przeraziło w "nicości" to wykrzywione odbicie samego siebie, którego nie byłeś w stanie zaakceptować i dojść z nim do ładu? Może to, co częściowo pchnęło Cię taką ścieżką, to brak idei co zrobić z takim, niewesołym i niestrawnym, obrazem świata?

Istnieją trzy drogi:
- pozbycie się refleksyjnego spojrzenia na świat i rzut w wir konsumpcji, popędów.
- uświadomienie sobie przykrej prawdy, iż życie jest bez sensu a ludzie po mimo tego, że są "innymi zwierzętami", to nadal nimi są, i przywyknięcie do niej
- ochrona przed trudnymi przemyśleniami w namiocie teizmu.

Oraz miliony mieszanek trzech powyższych. Wybierasz to co chcesz i to, na co masz siłę.



Mimo wszystko wolę pozornie ciemny świat, którego mrok polega na moim subiektywizmie, niż utkanie delikatnej siateczki złudzeń wokół siebie
Get into the car
We'll be the passengers
We'll ride through the city tonight
We'll see the city's ripped backside
We'll see the bright and hollow sky
We'll see the stars that shine so bright
Stars made for us tonight!
Odpowiedz
#42
maqlino napisał(a):Enkidu - wybacz, nie wiem co między wami zaszło (nie było mnie tu jakiś czas), ale to bardziej ja Ciebie chyba obrażę, bo nie za kumaty jesteś do tej dziewczyny hej!...
Wybacz I'm sorry! :-?
Odpowiedź prosta:
Pytanie nie było do Ciebie.
Odpowiedź skomplikowana:
Wypierdalaj!
[SIZE="2"]0 wyruchanych kóz + 153 wyruchane kozy = 134 obsrane jelenie i kupa spamujących kamieni. No i Goebbels oczywiście.[/SIZE]
Odpowiedz
#43
The Phillrond napisał(a):Istnieją trzy drogi:
- pozbycie się refleksyjnego spojrzenia na świat i rzut w wir konsumpcji, popędów.
- uświadomienie sobie przykrej prawdy, iż życie jest bez sensu a ludzie po mimo tego, że są "innymi zwierzętami", to nadal nimi są, i przywyknięcie do niej
- ochrona przed trudnymi przemyśleniami w namiocie teizmu.

Albo po prostu mieć na to wyjebane.
I choose not to choose life. I choose something else - Ewan McGregor

Niedostępny na forum. KONTAKT PRZEZ GG LUB MAIL
Odpowiedz
#44
dopiero zauważyłam
Enkidu napisał(a):Próbujesz mnie obrazić, czy jak?
dlaczego?

btw chętnie opiszę swoje przemyślenia w stosunku do postu Rotha, ale to nie w tej chwili, muszę mieć komfort czasowy.
[SIZE="1"]There's a feeling I get when I look to the west
And my spirit is crying for leaving
In my thoughts I have seen rings of smoke through the trees
And the voices of those who stand looking
and it makes me wonder
really makes me wonder[/SIZE]
Odpowiedz
#45
Przepraszam, taka malutka rzecz, przeczytałem pierwsze trzy posty w temacie, ok, rozmowa była o nadziei, przeskoczyłem dwie strony do przodu a tu dyskusja o tunelowaniu kwantowym dupy Maryni. Dziękuję.

A więc co do nadziei Uśmiech.
Nie ma się co łudzić, Kościół Katolicki przejebał swoją szansę, na dominację nad światem a wiecie dlaczego? Dawał za mało nadziei.
Wszystko co zapewniał to mgliste przekonanie, że może kiedyśtam zostaniemy osądzeni i zostaną nam przebaczone wszystkie winy, i może nie pójdziemy do piekła smażyć się na wieczność. WTF!? Jak szaleć to szaleć!! :evil:
Mógł przecież dawać nadzieję tego, ze po życiu na Ziemi, nieważne czy byliśmy pedofilem, gwałcicielem nieletnich i wiewiórek, czy księdzem, zostaniemy własnym bogiem we własnym wszechświecie i to MY będziemy dyktować zasady. Uśmiech:metal: Bo przecież im więcej nadziei tym lepiej no nie?
Gwarantuję, że z odpowiednim zarządzaniem w ciągu stu lat wszyscy byliby katolikami Uśmiech .

A teraz na serio.

Mi nadzieja nie jest do niczego potrzebna, miałem takie szczęście, że stosunkowo prędko wyzbyłem się złudzeń i nie zmarnowałem sobie życia.

A wracając do pytania czy ateizm daje nadzieję, to myślę, że nie bo w ateizmie nie chodzi o to by dawać nadzieję ale o to, by odrzycać to co jest nieracjonalne (a nadzieja jest w pewnych przypadkach brutalnie nieracjonalna).
[SIZE="2"]agoreton.pl[/SIZE]
Odpowiedz
#46
Dokladnie, podszedles od strony marketingowej Uśmiech

I tego braklo. Za duzo bylo korporacyjnego kija, za malo PRowej marchewki...

Teraz zostaje juz tylko dorabianie ideologii...
Null pointer exception
Odpowiedz
#47
No ale pomyśl, z drugiej strony, jeżeli i tak byłoby OK to gdzie miejsce na perwersyjną przyjemność z grzeszenia, hedonizm, wyciskanie pieniędzy z wiernych i usprawiedliwianie zakupu następnej szaty w kolorze ecry na jeden dzień św. Achacjusza czy innego Matrycego wolą bożą? Uśmiech
[SIZE="2"]agoreton.pl[/SIZE]
Odpowiedz
#48
adVice napisał(a):Nie ma się co łudzić, Kościół Katolicki przejebał swoją szansę, na dominację nad światem a wiecie dlaczego? Dawał za mało nadziei.
Wszystko co zapewniał to mgliste przekonanie, że może kiedyśtam zostaniemy osądzeni i zostaną nam przebaczone wszystkie winy, i może nie pójdziemy do piekła smażyć się na wieczność. WTF!? Jak szaleć to szaleć!! :evil:
Mógł przecież dawać nadzieję tego, ze po życiu na Ziemi, nieważne czy byliśmy pedofilem, gwałcicielem nieletnich i wiewiórek, czy księdzem, zostaniemy własnym bogiem we własnym wszechświecie i to MY będziemy dyktować zasady. Uśmiech:metal: Bo przecież im więcej nadziei tym lepiej no nie?
Gwarantuję, że z odpowiednim zarządzaniem w ciągu stu lat wszyscy byliby katolikami Uśmiech .
To nie ma znaczenia, taką nadzieje możesz mieć zawsze na co tylko chcesz.
Niemiej jednak nie byliby katolikami, dawniej jakby tak powiedzieli to byłoby nawet nie science-fiction ale zwykłe bredzenie.

Problem z religiami jest taki, że zagarnia w dziwny sposób przestrzeń życiową. Poza tym ja nie wiem, ale jakieś przemiany są też na codzień.
Dawanie nadzieji tylko po śmierci jest troche takie mijające się z rzeczywistością, bo w nadmiarze tych dziwnych niuansów religijnych, gubi się powszechnośc dnia. Na dodatek ludzie są róznorodni. A część nich okazuje sie mało podatna na indoktrynacją, i np jeśli nie oczuwaja potrzeby albo nie daje im to nic, nie są religijni. Nie da sią na siłę tego zmienić. Ja też mam swoje upodobania i swój sposób postrzegania, i nic tego nie zmieni.

Co do nicości mam troche odmiene zdanie od Rotheina, dla mnie nicość nie jest bezsensowną pustką. Jest miejscem kreacji czegoś. Jest swobodą, ale nie miejscem totalnie bez wartości. Jest nawet pewnego rodzaju oczyszczeniem z utwardzonej skorupy bezsensu w jaką można wpaść nawet pośród jakiś już zacnych celów.

The Phillrond jakoś uprościł wszystko do trzech dróg, no nie wiem, ludzie są zwierzętami, przynajmniej w dużej mierze tak się zachowują, ale bym nie przesadzał. Bo mamy tę zdolność krztałtowania innych sfer w życiu. A jak już to rozumiemy możemy wybierać, doświadczać, albo sie nudzić, a poza tym i tak szara rzeczywistość sprowadza nas często w punkt gdzie nie pogadasz.

Ja już chyba pisałem o nadzieji, w innym wątku, ale w innym kontekście. Kiedyś coś mądrzej pisałem, i może sobie poszukam.
[SIZE="1"]. MRU .
............
[/SIZE]
Odpowiedz
#49
Enkidu napisał(a):Odpowiedź prosta:
Pytanie nie było do Ciebie.
Odpowiedź skomplikowana:
Wypierdalaj!
(wypiłem za dużo.)

'Próbujesz mnie obrazić czy jak?'
Odpowiedz
#50
maqlino napisał(a):(wypiłem za dużo.)
'Próbujesz mnie obrazić czy jak?'
Mleka?
Trzeba chyba wypić sporo łaciatego, żeby mieć takie jazdy.
[SIZE="2"]0 wyruchanych kóz + 153 wyruchane kozy = 134 obsrane jelenie i kupa spamujących kamieni. No i Goebbels oczywiście.[/SIZE]
Odpowiedz
#51
The Phillrond napisał(a):Może to, co Cię tak przeraziło w "nicości" to wykrzywione odbicie samego siebie, którego nie byłeś w stanie zaakceptować i dojść z nim do ładu? Może to, co częściowo pchnęło Cię taką ścieżką, to brak idei co zrobić z takim, niewesołym i niestrawnym, obrazem świata?

Nie wykrzywione odbicie, tylko obraz faktyczny. A nicość to nicość. Nihilizm. Poza tym, zobacz - głodny człowiek myśli tylko o jedzeniu. A człowiek który już dawno głodny nie był? Czy będzie tak intensywnie myślał o jedzeniu jak ten wygłodniały? Fizyczne zaspokojenie, i jego reprezentacja filozoficzna w formie arystypowego hedonizmu, nie jest niczym złym. Ale jest tylko fizycznym popędem który zaspokojony kończy się. I co dalej? Pojedzony nie myśli już tyle o jedzeniu.Oczko To jedna strona. Druga to realna pustka duchowa. Nie każdy ją odczuwa. Ja odczuwam. W jednym z tematów ugrzązłem próbując udowodnić istnienie obiektywnych norm moralnych. To była moja porażka. Dlaczego? Bo przyjąłem zły punkt widzenia. Jeżeli nie można wywieść norm moralnych z "tego co jest" nie popadając jednocześnie w sprzeczność, to należy wyprowadzić je z teorii etycznej mówiącej o tym co być powinno.Uśmiech Człowiek jest zwierzęciem. Jednak jest zwierzęciem które moze nieco opanować swoją zwierzęcość, i to nie czysto instrumentalnie - dla grupowego współżycia, bo tak naucza darwinizm itd - ale dlatego, by uczynić swoje życie sensowniejszym i doskonalszym. Nie piszę o tłumieniu zwierzęcości. Zwierzęta muszą jeść i człowiek też; zwierzęta muszą kopulować i człowiek też; człowiek może się świadomie doskonalić moralnie, zwierzęta nie. Nie odmawiam tym samym pewnym zwierzętom cech "ludzkich", ba, kocham zwierzęta. Jednak sam mogę być czymś lepszym. Tak, zgadzam się że obraz mnie samego był mi niestrawny. Byłem w wirze "popędów i konsumpcji", podziękowałem i poszedłem dalej.

The Phillrond napisał(a):Istnieją trzy drogi

Naprawdę?Oczko To szerokiej drogi i pomyślnych wiatrów w eksplorowaniu Twoich scieżek. Ja idę dalej.

The Phillrond napisał(a):Mimo wszystko wolę pozornie ciemny świat, którego mrok polega na moim subiektywizmie, niż utkanie delikatnej siateczki złudzeń wokół siebie

Mimo wszystko wolę królestwo chwały którego blask wynika z boskości, niż tkanie pośród jam i tuneli mrocznych pajęczyn pokrytych kroplami subiektywnych złudzeń.Oczko

Odnośnie nadziei jeszcze:
Dlaczego sugeruje się jakoby słowo nadzieja było związane jedynie z KrK, lub miało dotyczyć jedynie pośmiertnego bytowania? Mówiąc "mam nadzieję że wykaraskasz się stary, i wyjdziesz z tego [choroby na przykład]" nie napomykam nigdzie o zaświatach czy Kościele Katolickim.
Stalk the weak, crush their skulls, eat their hearts, and use their entrails to predict the future.
Odpowiedz
#52
To ostatnie zdanie zwróciło moją uwagę na to, że chyba coraz częściej na tym forum trzeba pisać, jak się co rozumie... Jestem chyba zbyt przesiąknięty tym forum, aby zrozumieć tę prostą, a ważną rzecz z tego zdania... Kurde :/ Dobrze, że je napisałeś, bo odczytywałem to wyłącznie jako nadzieję na coś bardziej... metafizycznego, a zupełnie nie pomyślałem o TAKIEJ nadziei....
Null pointer exception
Odpowiedz
#53
Mill napisał(a):czy ateizm niesie za sobą nadzieje, a jeśli tak to na co?

-może na to, że nikt nas niesprawiedliwie (tak na ludzki rozum) nie pokarze po śmierci
-może na to, że nikt mi bliski nie będzie wiecznie cierpiał katuszy
-może na to, że działam świadomie, a nie z lęku lub dla zysku (niebo/piekło)
-może na to, że nikt mnie nie obserwuje bez przerwy (bóg, duchy, diabły)
-może na to, że mnie nikt nie opęta (demony)
-może na to, że istnieje jakaś wszechwładza, która wymyśliła coś takiego
-a może na to, że ja jednak jestem dobrym człowiekiem, bo wszystkie grzechy, są tylko wymysłem ludzi
-no i faktycznie, zaczął przerażać mnie pomysł wiecznego trwania
-a... i te blade kolory w niskończoność Oczko
"To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia." - Jonathan Carroll
Odpowiedz
#54
Tak jak wcześniej założyłam, przeczytałam, zastanowiłam się, wiec odpowiadam.
Post może urazić uczucia idealistów i postawić moją osobę w zupełnie innym świetle, czytanie niewskazane

Rothein napisał(a):Scully pisze że "niestety zycie sensu nie ma". Nie zgodzę się. Życie generalnie okazuje się być pozbawione sensu kiedy patrzysz na nie tylko z jednej strony. Ale z której? Która jest na tyle uprzywilejowana by miała mi odbierać sens życia? Z tej bardziej "rozumnej","racjonalnej"? Mam w tej kwestii podobny pogląd do tego który przedstawiłem w temacie "auri sacra fames". Jeżeli doprowadzimy coś do skrajności, to to zaczyna zamieniać się w swoje przeciwieństwo.
w moim przypadku to nie jest żadne doprowadzenie do skrajności...
pewna wiedza odcięła brzytwą Ockhama wszystkich osobowych bogów, zarówno okrutnika Jahwe, jak i władczą Isztar, a także coś w rodzaju Siły, która według wicca miała się przejawiać pod postaciami bogów i bogiń. Nie było już płomieni, w których ukrywał się duch ognia; zostały reakcje utleniania i redukcji i wzbudzone atomy. Nie było siły we krwi puszczanej z żył, tylko trochę czerwonej hemoglobiny i cukru. Magiczny zapach lawendy to zwykłe terpeny.
Każdego dnia, kiedy próbuję 'wrócić do niewinności', uchwycić te ufne, ciepłe momenty, racjonalny demon śmieje mi się w twarz, macha 'patrz, tu nie ma żadnej sztuczki, wszyscy chcą cię opętać, wyzwoliłaś się z niewoli zabobonu, nigdy już nie dam ci wejść w inny'
pojawia się zawsze z jakimś szyderstwem w zanadrzu... tak jak teraz, gdy każe mi napisać że istnieje tylko w mojej głowie.
analizuje każdą sytuację, rozkładając ją na logiczne części i zabierając urok świata.

chyba mam zaburzenia psychiczne...

Cytat: "Kiedy rozum śpi, budzą się demony". Nieprawda. Pamiętacie temat "Rotheinowy test"? Zimna kalkulacja, zimny rozum, bezwzględny. Bez irracjonalnych zasad i wartości. Dziwne, ale właśnie te "irracjonalne" zasady i wartości czynią nas ludźmi. W przeciwnym wypadku bylibyśmy tylko inteligentnymi bestiami. Jeżeli doprowadzimy coś do skrajności, to to zaczyna zamieniać się w swoje przeciwieństwo. Kiedy rozum budzi się dostatecznie, rodzi nowe demony.
pierwsze, co dyktuje mi 'mój' demon, to strategie przetrwania samolubnego genu - bardzo chciałabym wierzyć, ze jest inaczej...

Cytat:O ile brak tych cech w móżdżku aligatora czy tygrysa nie jest niczym złym, o tyle wypchnięcie tych cnót z umysłu człowieka i pozostawienie mu tylko zwierzęcych potrzeb połączonych z wysokim poziomem inteligencji czyni zeń idealnego potwora. Bezcelowa egzystencja superinteligentnego potwora zdolnego do zimnej kalkulacji lecz niezdolnego do zastanowienia się "co będzie kiedyś tam". Bo i po co? Lepiej zaspokoić się póki można, nieważne jakim kosztem.

Czy egzystencja nie-potwora jest celowa?
Zresztą... nie powinnam sobie zawracać głowy takimi pytaniami, potworem jestem od długiego czasu już. Używam rozumowania tam, gdzie ono jest potrzebne i nie jest. Nie potrafię zrezygnować ze zwierzęcych potrzeb. Teraz wiem, dlaczego nie boję się śmierci - ja już umarłam, za życia.
Zaspokajanie się za wszelką cenę jest radykalnym 'chwytaniem dnia', nie wiem, który będzie moim ostatnim, więc muszę się nacieszyć zawczasu tym, że moja jedyna szansa na życie jest mi łaskawa, przez czysty przypadek dostałam z puli genów i doskonałą aparycję, i możliwości intelektualne, i dużą oryginalność - i cieszyć się tym, spotykając ludzi, którzy tego nie mają, i wykorzystać to maksymalnie do nachapania się ile wlezie, przywilejów czy pompowania ego które i tak mam tak wielkie, że ciężko mi przejść przez drzwi

mam przebłyski, że to chore, ale nigdy nie potrafiłam tego zmienić

Cytat:Dominacja rozumu [a ma rozum być narzędziem nie panem ani batem] wymazuje wszystko, łącznie z tym co wartościowe i dobre. W końcu przyczynia się do tego co najgorsze, jednocześnie pozostawiając to w ściśle racjonalnych, rozumnych ramach, przeciw którym nie sposób się przeciwstawić, ponieważ nie widać innej drogi. Dopóki jednak widać, to ja wybrałem inną.
Nie widzę trzeciej drogi pomiędzy racjonalizmem a ufnością, próbując to połączyć prześladuje mnie poczucie winy, a demon cały czas podszeptuje sugerując mi hipokryzję.

Cytat:Człowiek od człowieka chce uciec, uwolnić się. Swoje szczęście widzi gdzie indziej. Swój "najdddrożższszyyy skaaarrrb". W mitologii germańskiej wojna pomiędzy Bogami dwóch klanów - Asami i Wanami - nie miała charakteru religijnego. Przyczyną waśni było naruszenie nietykalności poselskiej i prawa gościnności przez Bogów Asgardu. Przyczyną tego zaś - rozbudzona żądza złota. Asowie na różne sposoby próbowali wyciągnąć od wysłanniczki Wanów, Bogini Gullweig, tajemnicę złota - torturowali ją, przebijali włóczniami, trzykrotnie palili na stosie, hańbiąc tym samym siebie i swoje prawa. W końcu nawet sam Odyn przeraził sie uświadamiając sobie jak bardzo zaślepiła go żądza bogactwa. "Najdddrożższszyyy skaaarrrb". Mitologiczna lekcja. Inna podobna historia pojawia się w micie o pierścieniu Andvariego (pierwowzór "jedynego pierścienia" z "Władcy Pierścieni"). I tam "najdddrożższszyyy skaaarrrb" staje się przyczyną tragedii. Być może tolkienowski Gollum [Andvari] jest obrazem cywilizowanego człowieka - człowieka zapatrzonego jedynie w swój "najdddrożższszyyy skaaarrrb" i ślepego na to wszystko co go otacza. Człowiek-Gollum z jednej strony, kiedy ślepo gna za swym skarbem lub pazernie chowa się z nim po jamach, i ten sam człowiek jako ork, kiedy zabiera się za "przekształcanie oblicza Ziemi". Każdy kto czytał Tolkiena wie w jaki sposób orki "przekształcały" otaczające je środowisko. Czy to nie Mordor, w wymiarze zarówno materialnym jak i duchowym, mógłby być światem przyszłości, światem popiołów nicości i odrażających kreatur unikających słońca - swietlistego Baldura, duchowego sensu życia?

Ludzie na dłuższą metę mnie męczą. Widzę tylko ich wady, ktore z czasem zaczynają niemiłosiernie drażnić, wykorzystuję do własnych celów, a potem nie interesuję się już ich losem. Cudze sprawy są mi doskonale obojętne. Nie mogąc nadać priorytetu związkom, przyjaźniom, zaczynam odczuwać pragnienie rzeczy materialnych, prestiżu, posłuchu, naturalna konsekwencja rzeczy. To napędza spiralę niechęci do mnie. I tak oto finalnie widzę wkoło samych zazdrośników i przeciętny do bólu plebs, którego nie chcę nawet dotykać.
[SIZE="1"]There's a feeling I get when I look to the west
And my spirit is crying for leaving
In my thoughts I have seen rings of smoke through the trees
And the voices of those who stand looking
and it makes me wonder
really makes me wonder[/SIZE]
Odpowiedz
#55
To jest stan przejściowy. Wiem doskonale, ponieważ przez niego przechodzę, chociaż przerażeniem napawa mnie widok stanu następnego. Z drugiej strony, czasem także, radością Uśmiech Jesteś na etapie poznawania własnej wartości i odnoszenia pierwszych sukcesów (i choćby Cię pół świata oceniało negatywnie, będziesz mieć to koło pały). Zaczynasz wierzyć we własne siły, własne umiejętności. I zaczynasz dostrzegać szarość i MIERNOŚĆ otaczającego świata. A jednocześnie uczysz się pokory, poznajesz swoje miejsce w życiu. Ale jest to miejsce trwałe i silne.

Jednak co to ma wspólnego z ateizmem lub wiarą? Znajdziesz tysiące wiernych, którzy zmagają się z apatią i depresją, a także takich, którzy jak te motorki zapieprzają przez życie. Podobnie spotkasz ateistów z miną zbitego psa, jak i tych z "piosenką pogodnego ateisty" na mordzie Uśmiech

A tak naprawdę - odkąd powstał internet, ludzie za dużo filozofują :]
Socjopaci i święci, nihiliści i metafizycy istnieli od zawsze, niezależnie od wyznawanej religii i szkoły.

Posty po 50 linijek, przemyślenia jak na psychoterapii, a potem i tak trzeba iść do kibla się wysrać (i czasem papier się przylepi...), iść do kuchni i zjeść kanapkę, popijając zimną herbatą, względnie wyrzucić śmieci, bo już śmierdzą powoli no i włączyć pralkę, bo się zapełniła.

Ot metafizyka, wartości, kyrieelejson, hejktoPolak, tu stało ZOMO, czyńcie dobro, pier*olisz moją kobietę, wierność, wolność, sprawiedliwość empatia i wyższe cele.

A tymczasem nieumyte nogi śmierdzą każdemu podobnie :]

Idę na śniadanie Uśmiech


PS: Dirac też był socjopatą, uszy do góry Język

PS: ego ma kształt krzywej logistycznej Uśmiech Najpierw jest malutkie. Potem rośnie wykładniczo ("rozdyma się"). A potem zwalnia, człowiek uczy się pokory... zauważa swoje błędy i... wstydzi się za nie Uśmiech Niemniej jednak pozycja ego stabilizuje się. Nazywa się to świadomością własnej wartości.

A potem - obrazek z mojej sygnatury Uśmiech
Null pointer exception
Odpowiedz
#56
No no, ale wylewanie smutków... wyżalanie się jak u jakiegoś psychologa. Może przynajmniej da wam to jakąś ulgę. Uśmiech

---

A tak w ogóle to co rozumiecie pod terminem "sens życia"? Ostateczny cel, któremu podporządkowuje się całe życie?
---
Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie. Większości ludzi taki śmiech sprawia ból.

Nietzsche
Odpowiedz
#57
Tak z moich obserwacji to ludzie najczęściej szukają tego ostatecznego celu (sensu życia), a gdy go wreszcie znajdą, cały pozostały czas spędzają na buntowaniu się przeciw niemu.
Odpowiedz
#58
Piekne Uśmiech
Null pointer exception
Odpowiedz
#59
Sens życia jako wartość życia w ogóle ("czy warto żyć?") i sens życia, jako pytanie "po co się żyje" lub "jak powinno się żyć". Szaf o tym fajnie pisał w krótkim tekście "Sens życia".
Odpowiedz
#60
Można również sięgnąć do C.G. Junga Sens życia.
Wydaje się, że wiara w cuda znika w jednej dziedzinie tylko po to, by zagnieździć się w innej. Karol Marks
Jedyne, co - jak sobie pochlebiam - zrozumiałem bardzo wcześnie, jeszcze przed dwudziestką, to to, że nie powinno się płodzić. Emil Cioran
Kapitalizm bez bankructwa jest jak chrześcijaństwo bez piekła. Frank Borman

EL Duży uśmiech
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości