Ocena wątku:
  • 3 głosów - średnia: 3.67
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Seriale
"Król" - pierwszy odcinek pozytywnie mnie zaskoczył, bo obawiałem się czegoś w stylu "Belle Epoque" . Tymczasem klimat książki trzyma całkiem nieźle. Może trochę doczepiłbym się do Kuma Kaplicy - jakoś inaczej widziałem tą postać - ale to nic co bardzo by przeszkadzało. Tylko jedna mała wtopa mnie nieco wybiła - na jednej z pierwszych scen widać wyraźnie zielone plastikowe doniczki balkonowe Oczko
"Wkrótce Europa przekona się, i to boleśnie, co to są polskie fobie, psychozy oraz historyczne bóle fantomowe"
Odpowiedz
DziadBorowy napisał(a): na jednej z pierwszych scen widać wyraźnie zielone plastikowe doniczki balkonowe Oczko
Normalnie, jakbym moją żonę słyszał. Ja tu się zanurzam w świecie ZSRR lat 80 oglądając „Czarnobyl”, a ona mi „patrz, plastikowe okna”.

Co do mnie – zdecydowanie polecam „Queen’s gambit”, a chyba jeszcze bardziej tragikomiczny serial „Dead to me” (Już nie żyjesz).
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
Albo oglądasz sobie film o siostrze Sherlocka - Enola Holmes, a tu nagle pojawia się jakaś murzynka co prowadzi szkołę karatę w XIX wiecznym Londynie. Nie ma to jak realizm w czasach "reprezentacji".
hOr-oom-may o nay rhay
hOr-oom-may he eer-hee-mo

http://www.youtube.com/watch?v=wXRGfo1NksM
Odpowiedz
W XIX-wiecznym Londynie byli czarni, były kobiety prowadzące interesy i byli ludzie w szkolący w skutecznym mordobiciu. Połączenie tych trzech rzadkich rzeczy w jednej osobie jest bardzo mało prawdopodobne, ale nie bardziej, niż nastoletnia detektywka.
Odpowiedz
podobnie jak zefciu polecę Gambit Królowej, dziewczyna - Anya Taylor-Joy wręcz poraża magnetycznym spojrzeniem i można uwierzyć, że może zmieść z szachownicy najlepszych facetów. Do tego obecność na planie Marcina Dorocińskiego, nie co dzień polski aktor pojawia się w światowych produkcjach. W mojej ocenie wypadł bardzo dobrze i świetnie mówił po rosyjsku.
A z nowości, całkiem udana produkcja z gatunku thrillera szpiegowskiego:
Pine Gap
z wątkami obyczajowymi, w którym największym wrogiem może okazać się najbliższy sojusznik. Dobrze zrobiony serial, szkoda, że tylko jeden sezon.
Odpowiedz
Cytat: Albo oglądasz sobie film o siostrze Sherlocka - Enola Holmes, a tu nagle pojawia się jakaś murzynka co prowadzi szkołę karatę w XIX wiecznym Londynie. Nie ma to jak realizm w czasach "reprezentacji".

Jest to o tyle zabawne, że film ma pretensje do poruszania "ważkich problemów społecznych", tj. rozszerzania prawa wyborczego, walki o równouprawnienie kobiet, walki postępu z konserwatyzmem itd. A jednocześnie w jednym z obszarów zafałszowuje obraz XIX wiecznego londyńskiego społeczeństwa, sugerując, że było odbiciem współczesnego multi-kulti.
Nie będzie mi Chrystus panem, niech krew swoją sam pije.
Mój jest udział w jeziorze ognia i siarki.

Moja twórczość: https://ateista.pl/showthread.php?tid=14690
Odpowiedz
Adeptus napisał(a): Jest to o tyle zabawne, że film ma pretensje do poruszania "ważkich problemów społecznych", tj. rozszerzania prawa wyborczego, walki o równouprawnienie kobiet, walki postępu z konserwatyzmem itd. A jednocześnie w jednym z obszarów zafałszowuje obraz XIX wiecznego londyńskiego społeczeństwa, sugerując, że było odbiciem współczesnego multi-kulti.
Ale nic w tym filmie tego nie sugeruje. W roku 1764 w Londynie naliczono około 20000 Murzynów, głównie służących. Liczba mieszkańcow Londynu w tym roku to około 700000. Czyli czarnych Londyńczyków było jakieś 3%.  Po zniesieniu niewolnictwa na początku XIX w. nastąpiła pewna fala emigracji z Karaibów. Czyli ten procent raczej wzrósł, niż zmalał, tym bardziej że rasizm raczej nie pozwalał im "rozpuścić się" w białej większości i wybielić kolejne pokolenia. Owszem, potem w XIX wieku nastąpił ogromny przypływ rdzennie angielskiej ludności ze wsi, więc pewnie  względna liczba czarnych znacznie spadła. Ale wciąż w kilkumilionowym Londynie z roku 1900 z pewnością bez trudu znalazłoby się kilkadziesiąt tysięcy czarnych. Może około 1%? Nie wiemy, bo nikt nie prowadził cenzusu etnicznego czy tym bardziej "rasowego", ale to realistyczne przypuszczenie. Londyn to nie Bydgoszcz. Gdyby w serialu co ósmy Londyńczyk był czarny, tak jak jest dzisiaj, to owszem, byłoby to zafałszowanie. Tak samo, jak gdyby nie było żadnego, co było oczywistym fałszerstwem powtarzanym przez cały XX wiek.
Odpowiedz
No ale tu mamy Murzynkę jako właścicielkę gospody i liderkę ruchu feministycznego, pół Pakistańczyka pół Kenijczyka jako inspektora policji i kolorowe dziewczęta na pensji dla panien z dobrych domów. Trochę za dużo grzybów w barszcz.
I nie, nie spowodowało to, że oglądając film dostałem piany na pysku i wrzodów na tyłku. Ale zastanowiło mnie właśnie w tym kontekście, co powyżej - że z jednej strony twórcy starają się w jednym aspektach poruszyć problemy społeczne XIX wieku, a z drugiej, stwarzają wrażenie, ze to były czasy colour blind utopii.
Nie będzie mi Chrystus panem, niech krew swoją sam pije.
Mój jest udział w jeziorze ognia i siarki.

Moja twórczość: https://ateista.pl/showthread.php?tid=14690
Odpowiedz
Adeptus napisał(a): No ale tu mamy Murzynkę jako właścicielkę gospody i liderkę ruchu feministycznego,
To mieści się w granicach prawdopodobieństwa...
Cytat:pół Pakistańczyka pół Kenijczyka jako inspektora policji i kolorowe dziewczęta na pensji dla panien z dobrych domów.
...to raczej mniej.
Cytat:Trochę za dużo grzybów w barszcz.
I nie, nie spowodowało to, że oglądając film dostałem piany na pysku i wrzodów na tyłku. Ale zastanowiło mnie właśnie w tym kontekście, co powyżej - że z jednej strony twórcy starają się w jednym aspektach poruszyć problemy społeczne XIX wieku, a z drugiej, stwarzają wrażenie, ze to były czasy colour blind utopii.
Rozumiem, oczywiście, masz rację, że filmy i seriale tworzone obecnie, a których akcja dzieję się sto lub więcej lat temu, nie oddają w pełni realistycznie etnicznego składu ówczesnego społeczeństwa - a bardziej skłaniają się do oddawania składu spoleczeństwa współczesnego. Tylko że to nie jest żaden lewacki wymysł ani poprawność polityczna, tylko zasada obowiązująca zawsze i wszędzie. Nikt na przykład jakoś się nie pultał, że w polskim "Faraonie" starożytny Egipt jest zamieszkany przez same typy subnordyckie z kiepsko uczernionymi fryzurami Uśmiech To samo dotyczy produkcji Holyłudu i w ogóle wszystkich innych. Powiedziałbym raczej że obecne filmy i seriale historyczne są pod tym względem coraz bardziej realistyczne. Natomiast różne przygodówki, które nie mają wcale intencji przedstawiania specyfiki dawnego życia, powinniśmy traktować mniej poważnie. W końcu filmy są o ludziach, nie o ich typach fizjonomii.

Przypomniała mi się w tym kontekście zabawna rzecz. Kiedy byłem małym chłopczykiem, moim ulubionym serialem dla dziecków była francuska kreskówka "Był sobie kosmos". Nie ominąłem żadnego odcinka i chłonąłem wszystkie szczegóły, z których wiele do dziś pamiętam. Ale nie wszystkie. Nie tak dawno postanowiłem sobie tak na pamiątkę pooglądać ulubiony serial dzieciństwa. I ze zdumieniem stwierdziłem, że jego główna bohaterka, która dla mnie jako kilkulatka była wzorem najfajniejszej dziewczyny na świecie, jest zupełnie jednoznacznie brązowa. Jak to się mówi w pięknej współczesnej gościnno-przyjaznej polszczyźnie - ciapata. Jako dzieciak zupełnie tego nie zauważyłem Uśmiech Toteż sądzę, że młódź współczesna również na takie bzdury nie zwraca uwagi, są one tylko tematem dla lewackich i prawackich pryków którzy nie mają większych problemów, jak procentowy udział czarnych, piegowatych i krzywonosych w fikcyjnej opowieści.
Odpowiedz
Za Kotem,

generalnie zgadzając się z Twoim wywodem muszę jednak zaznaczyć, że to co w tej kwestii zrobił NETFLIX w serialu "Wiedźmin", przekroczyło próg mojej akceptacji, i to o lata świetlne. I o ile na braki scenariuszowe, błędy obsady, mógłbym przymknąć oko, to czarne elfy i driady spowodowały totalne odrzucenie przeze mnie takiego odczytania prozy Sapkowskiego. Jak to ujęli internauci, były to elfy i driady z Bronxu, a nie Brokilonu.

A jeśli już jestem przy NETFLIXIE, jakiś czas temu obejrzałem serial "Away", po naszemu - "Rozłąka", stęskniony za jakościowym s/f. Okazało się, że serial rozgrywa się bardziej na Ziemi niż w kosmosie, gdyż opowiada bardziej o losach rodzin załogi lecącej na Marsa niż o niej samej. Pomimo tego nic nie traci z atrakcyjności i naprawdę angażuje widza w pokazywaną na ekranie historię.
Rozłąka

na pewno przyczynia się do tego dobra obsada aktorska na czele z Hilary Swank w roli dowódcy załogi.
Odpowiedz
ZaKotem napisał(a): Rozumiem, oczywiście, masz rację, że filmy i seriale tworzone obecnie, a których akcja dzieję się sto lub więcej lat temu, nie oddają w pełni realistycznie etnicznego składu ówczesnego społeczeństwa - a bardziej skłaniają się do oddawania składu spoleczeństwa współczesnego. Tylko że to nie jest żaden lewacki wymysł ani poprawność polityczna, tylko zasada obowiązująca zawsze i wszędzie. Nikt na przykład jakoś się nie pultał, że w polskim "Faraonie" starożytny Egipt jest zamieszkany przez same typy subnordyckie z kiepsko uczernionymi fryzurami Uśmiech To samo dotyczy produkcji Holyłudu i w ogóle wszystkich innych. Powiedziałbym raczej że obecne filmy i seriale historyczne są pod tym względem coraz bardziej realistyczne. 
Dalej nie sa w stane przekazac prawdziwego wygladu owczesnych miast z ich smrodem, brudem, prostytutkami, zebrakami, bezdomnymi i kalekami, gorami konskich odchodow na ulicach, wychodkami na podworkach wiekszosci domow, studniami. Kiedy to zaczala powstawac kanalizacja i wodociagi? Cos okoli przelomu wiekow ( 1900r ), a kiedy stala sie naprawde powszechna, czy nie miedzy wojnami, a naprawde po 2 w swiatowej?.
Odpowiedz
Z powodów o których już na forum pisałem siedzę w domu i nadrabiam zaległości serialowe. Obejrzałem kilka odcinków pierwszego sezonu serialu kryminalnego "Sprawy Jacka Taylora"
[Obrazek: jackjpg_1559151447]

Sprawy Jacka Taylora

kolejna przyzwoita produkcja telewizyjna zbliżona klimatem do kryminału skandynawskiego, tym czym się wyróżnia jest kraj jej pochodzenia - nie co dzień możemy oglądać filmy, albo seriale zrobione w Irlandii.
A przecież powiadają, że Polska to druga Irlandia, a zwłaszcza teraz gdy powtarzamy irlandzką drogę odchodzenia społeczeństwa od Kościoła.
I to jest powód tego, że zwróciłem na ten serial uwagę i dzielę się z Wami swoimi spostrzeżeniami. Temat rozliczeń społeczeństwa irlandzkiego z przeszłością w której Kościół RK dominował jest stale obecny w serialu. Pokazano w nim dalekosiężne konsekwencje przestępczej działalności ludzi Kościoła i jej destrukcyjny wpływ na tkankę społeczną. Ale też konsekwencje które przychodzą po latach do sprawców tych przestępstw. Niby to samo mogliśmy oglądać i w filmie Kler i w filmach braci Sekielskich, ale przyznam, że ich artystyczna wizja w serialu "Sprawy Jacka Taylora" wywołuje o wiele większe wrażenie, wręcz przytłacza, jak to mówią młodzi - "ryje banię".

Warto zwrócić uwagę na ten aspekt, uważam, że w irlandzkim serialu pokazano naszą przyszłość.
Odpowiedz
Widziałem Away. Mam mieszane odczucia, głównie dlatego, że nastroiłem się pozytywnie na dobre science bardziej niż fiction. Niestety chyba już od pierwszego, a już na pewno od drugiego odcinka nie mogłem strząsnąć wrażenia, że NASA
  • nigdy by nie wysłała tak skonfliktowanej i psychologicznie nieprzygotowanej załogi,
  • nigdy by nie wysłała załogi na taką misję statkiem z tyloma technicznymi felerami, które łatwo przewidzieć i zaadresować na desce projektowej.
Nie wnikając w szczegóły, od początku istnieje kryzys dowództwa statkiem i część załogi kwestionuje zdolność pani kapitan do dowodzenia. Statkowi natomiast brakuje tak podstawowych rzeczy jak zapasowych paneli słonecznych, czy kotw na powierzchni statku, do których astronauci mogliby się podpinać, by bezpiecznie dokonywać napraw. Ja wiem, że scena jest bardziej dramatyczna, gdy astronauta przerzuca niepodpiętą astronautkę przez elementy statku w otwartej przestrzeni, ale bez przesady. Niestety, większość takich dramatycznych sytuacji w serialu nie powinna była mieć miejsca, a ma dlatego, że ktoś nie przewidział, że podczas wyprawy na Marsa coś może się zepsuć i będzie wymagać naprawy lub wymiany Wywracanie oczami
Odpowiedz
Na Netflixie można zobaczyć serial „Etos”. Serial turecki w którym wprost nabijają się z koncepcji serialu tureckiego. Ciekawe i wyważone spojrzenie na społeczeństwo Stambułu. Trochę trzeba zawiesić tylko niewiarę, jeśli chodzi o rachunek prawdopodobieństwa.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
żeniec,

przy wszystkich brakach w serialu "Away", które trafnie opisałeś, a ja bym dorzucił niestabilność emocjonalną większości członków załogi, mnie on wciągnął i będę czekał na sezon drugi.



Zacząłem oglądać nowy serial na NETFLIXie o którym chyba jeszcze nikt nie pisał - "Lepsi niż My" i zrobili go Rosjanie.
„Lepsi niż my” to jeden z najciekawszych seriali science fiction na Netfliksie. Zrobili go Rosjanie
[Obrazek: lepsi-niz-my__300_427.jpg]

jak wynika z nagłówka chodzi o kolejną produkcję z gatunku s-f, choć tym razem akcji nie umieszczono w Kosmosie a w bliskiej przyszłości, gdy ludziom powszechnie towarzyszą humanoidalne roboty.
Trzeba się przyzwyczaić i do języka rosyjskiego i do swoistej maniery rosyjskich aktorów, otrzymując za to bardzo przyzwoity scenariusz, żywą, interesującą akcję i niebanalną, choć przecież znaną z wielu innych filmów i książek tematykę koegzystencji ludzi z robotami przyjmującymi ludzką postać i przejawiających coraz bardziej ludzkie zachowania.
Naprawdę wciąga i mogę serial z czystym sumieniem wszystkim polecić pomimo tego, że obejrzałem dopiero trzy odcinki.
Odpowiedz
Coś mnie podkusiło żeby obejrzeć ostatni sezon The Chilling Adventures of Sabrina. Moje zaskoczenie tylko rosło wraz z kolejnymi odcinkami serii. Miałem De-Ża-Wu. Skądś znałem elementy fabularne, coś mi przypominały... Co mianowicie? Mianowicie to:

EDYCJA:

https://wielkiepost.blogspot.com

Seria opowiadań jakie spłodziłem w szczycie swego szaleństwa to objaw czystej prekognicji. W "Sabrinie" jest szereg nawiedzeń przez Najgorsze Koszmary - jak u mnie. Jest Handel Pokątny, Jest Circulus Vitiosus jako element fabularny, są szczyty szaleństwa, przejawia się Monument nawet w pewnym skromnym wtręcie, jest Alternatywny Wszechświat i są Wskreszeńcy. Ja tu se jaja robię, a mi tu czarno na białym wychodzi, że umysł mój jakimś, kurwa, cudem generuje treści które zdobywają milionowe, dolarowe budżety. Człowiek przeżywa rozterki, zadaje pytania: "jak mnie odbiorą, kiedy wyjdę z czymś poważniejszym?", "A co jeśli się nie uda?", "Czy jestem dość dobry?", "Czuję, że nie spełniam się w zawodzie, może powinienem go zmienić?". I nagle w samym środku rozterek: JEB! Okazuje się, że na jakiś rok przed emisją serialu, wymyśliłem większość głównych plot twistów i ze dwa motywy przewodnie. No kurwa.

EDYCJA:

Jeszcze skazanie na życie znalazłem. W sumie w ciul podobieństw.
Sebastian Flak
Odpowiedz
Kilka bardziej i nieco mniej udanych seriali:



1. Wielkie rozczarowanie - amazonowi Hunters

Do oglądania serialu zachęciła mnie osoba Jacka Nicholsona i nieźle zrobione reklamy na Amazonie. Spodziewałam się naprawdę dobrego filmu - temat niebanalny, niezbyt często poruszany w ostatnich latach w filmach czy serialach, Al Pacino grający jedną z głównych ról, no i jak już wspomniałam dobrze zrobione reklamki. Niestety, nie udźwignięto tematu i zamiast świetnego dramatu wyszedł niezły film przygodowy, a ja za przygodowymi nie przepadam.

Znudził mi się po jakichś trzech, czterech odcinkach i nie dokończyłam.

Zalety: nieźle nakręcony, ciekawe momentami zdjęcia, nieźle oddany klimat lat siedemdziesiątych, momentami niezłe aktorstwo, no i tematyka.

Wady: niespójny, nie wiadomo, co w sumie chciano nakręcić - dramat o ukrywających się przestępcach wojennych czy przygodówkę. Ponadto w każdym odcinku zawarta jest inna historia, co jest nie dla każdego (nie dla mnie). Taki pomysł zmarnowany. Ale jeśli ktoś lubi filmy przygodowe, polecam.



2. Brytyjski miniserial Cheat/ Oszustka

Wszystko jest takie, jakie powinno być w dobrym, brytyjskim serialu. Klimat, pogłębione postaci, historia opowiedziana w taki sposób, że kończąc jeden odcinek chce się oglądać następny. A odcinków jest tylko cztery. Polecam.
Wstawiam trailer, ale jeśli ktoś naprawdę zamierza serial zobaczyć, niech nie ogląda trailera zbyt uważnie.


3. Całkiem dobra, porównywana (nie bez powodu) z serialem "Dark", Równonoc

Opinie na temat tego, który serial jest lepszy są różne - mnie bardziej podobała się "Równonoc" ("Dark" widziałam jeden sezon tylko, obejrzę nowe sezony niedługo). Ciekawa historia, intrygująca tajemnica, odniesienia do nordyckiej mitologii, dobra muzyka, świetny klimat. Oglądało mi się bardzo dobrze. Jedyny, choć wielki minus, to zakończenie. Miałam wrażenie, że komuś spieszyło się i chciał na siłę, błyskawicznie zamknąć sezon. Końcówka - rozczarowanie.



4. Dalej w klimacie bogów (i Bogów) - jestem w trakcie drugiego sezonu American Gods. Po kilka latach od pierwszego sezonu wróciłam do tej produkcji i rozczarowania nie ma - dalej jest klimat, muzyka, świetne zdjęcia, ciekawe postaci i fabuła. Serial ma wiele wspólnego z "Preacherem", jeśli chodzi o sposób kręcenia. Jeśli ktoś jest ciekawy dalszych losów bogów i żywych i nieżywych ludzi, warto do filmu wrócić. Naprawdę, świetnie nakręcony serial. 10/10 za klimat i zdjęcia.


Jeśli ktoś chce porozmawiać na temat któregoś z powyższych seriali, śmiało :)



reklamka - zdrobnienie od reklama :)
Jeśli zabraknie ci argumentów - nazwij mnie kłamczynią i napisz, że łżę.
Odpowiedz
Zacząłem kiedyś czytać Amerykańskich Bogów i to była lipa. Odsluchalem audiobooka i to też była lipa. Serial podejrzewałem o lipność podobną. Gaimana chyba wszystko czytałem czy słuchałem dla starszego odbiorcy, Koralinę oglądałem i mi podeszła. Ale ciężko mi uwierzyć, że z marnego źródła wyrosło coś lepszego niż jest w rzeczywistości.
Sebastian Flak
Odpowiedz
żeniec napisał(a): Widziałem Away. Mam mieszane odczucia, głównie dlatego, że nastroiłem się pozytywnie na dobre science bardziej niż fiction. Niestety chyba już od pierwszego, a już na pewno od drugiego odcinka nie mogłem strząsnąć wrażenia, że NASA
  • nigdy by nie wysłała tak skonfliktowanej i psychologicznie nieprzygotowanej załogi,
  • nigdy by nie wysłała załogi na taką misję statkiem z tyloma technicznymi felerami, które łatwo przewidzieć i zaadresować na desce projektowej.
Duże rozczarowanie.
Typowo anglosaskie psychoanalityczne pierdy. A już problemy rodziny pani komandor, która zawraca jej dupę i skutecznie rozprasza, to jakiś koszmar. Tylko Rusek się broni.
A nie zauważyłeś, że oni dzwonią z tego kosmosu i gadają bez żadnego opóźnienia, pomiomo że wystartowali z Księżyca i są już w połowie drogi na Marsa !?
Dopiero w którymś momencie nagle opóźnienie staje się przeszkodą.
Nie zatrudniają tam żadnych konsultantów naukowych?
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Black Lightning. Jaram się. Takie połączenie soft Punishera z Thorem, tyle że czarny, chodzi i maltretuje złoczyńców. I ma cudowną ścieżkę dźwiękową, Shazam chodzi jak opętany.
Sebastian Flak
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości