Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Od Lapaka proza obiecana... [przeniesione z "My, ateiści (pl)]
#1
Jak już obiecałem witając się, że dam do przeczytania dwa rozdziały mojej minipowieści. Niestety nie dam drugiego rozdziały, bo mi kompletnie nie wyszedł. Charakter bohatera źle ukształtowany, źle ukształtowany świat itp. Dam więc pierwszy rozdział.

1. Wymiary magii Astre.
Ten rozdział opowiada o krainie Astre i opowiada o tym jak zło zostało wygnane z tego wymiaru.

Dawno temu w innym odległym do naszego świecie istniała przepiękna okryta tajemnicą, magią kraina, którą przed wszelkim złem bronili potężni Wojownicy Płomienia. Władzę w krainie dzieliło pięciu najpotężniejszych magów, ci magowie byli przedstawicielami żywiołów. Mag Natury miał we władaniu ziemie pokryte lasami i dysponował kontrolą nad zwierzętami oraz roślinami. Mag wody swoje ziemie miał nad brzegiem morza, a potrafił kontrolować wodę oraz oddychać pod wodą. Mag Płomienia władał równinami na północy kraju, a pod kontrolą miał ogień i mógł do walki przywoływać istoty stworzone z najczystszego ognia. To właśnie ten mag zapoczątkował zakon Wojowników Płomienia. Mag Powietrza swoje ziemie miał w górach gdzie wiatr wiał dość mocno. Ów mag utrzymywał kontrolę nad powietrzem a gdy tylko zechciał mógł wznieść się w górę. Ostatni mag był najpotężniejszy i został uznany przez lud na króla tej krainy, a kraina nazywała się Astre od imienia pierwszego człowieka na tych ziemiach. Król krainy Astre poprzez skupienie w sobie mocy czterech żywiołów stworzył z siebie pół boga. Nie dość, że potrafił kontrolować wszystkie żywioły to jeszcze w jego dłoniach leżał los czystej magii. Piątka magów tworzyła Radę Yb’rion co w starożytnym języku znaczyło żywioł.
Pewnego dnia od strony morza nadeszły czarne chmury, które zasłoniły słońce i rzuciły głęboki cień na całą krainę. Król Astre w mgnieniu oka ogłosił rozpoczęcie obrad żywiołów. Obrady odbywały się w zamkniętej przed innymi przestrzeni, do której dostęp mieli tylko członkowie rady. Komnata Przeznaczenia w zamku była zamurowana a dostać mogło się tam tylko poprzez użycia kamieni żywiołu, który miał każdy radny. Magowie zasiedli przy okrągłym stole i zaczęły się obrady.
- Czarne chmury okryły naszą krainę całunem mroku.- Zaczął mówić król.- Początkowo myślałem, że to zwykłe chmury burzowe, które zwykle przybywały z tamtej strony. Jednak gdy tylko mrok się zbliżył wyczułem dziwną potęgę. Była zupełnie obca i nieprzyjazna.- Tutaj przerwał i westchnął kręcąc kłową z zrezygnowaniem.- Myślę, że proroctwo się zaczyna spełniać…
-Chwila…- Przerwał nagle królowi mag ognia.- Jakie proroctwo? Ja nic nie wiem o żadnym proroctwie!
-I się nie dziwię.- Powiedział król i spojrzał na radnych.- „Gdy cień rzuci na kolana Astre przybędzie istota z wyższego świata. Gość nieproszony zawita u progu drzwi pałacowych lecz ostateczny los krainy zależeć będzie od człowieka czterech żywiołów i piątej mocy”. Tak brzmi proroctwo, a przynajmniej pierwsza jego część. Inny sławny prorok o potężnej mocy dawno przepowiedział drugą część proroctwa: „Wybór ostateczny dokonany zostanie przez syna wieśniaczki i króla”.
- Panie. Przecież ty nie masz syna. Żyjesz już pięćset lat i nic nam o tym nie mówiłeś.- Powiedział z zaskoczoną miną mag wody.
- Owszem mam syna. Ukrywałem to przed wami, aby on poznał trudy życia. Obecnie przebywa w Świątyni Czerech Magów i tam studiuje księgi oraz prastare pisma. Oczywiście on nie wie, że jest księciem. Tutaj daję wam wszystkim kilka zadań, które wykonacie po mojej śmierci. Pierwsze co zrobicie to odnajdziecie szesnastoletniego maga o imieniu Sebastian i opowiecie mu o tym, że jest księciem tej krainy. Kiedy już przyjmie tę prawdę i się z nią oswoi zaprowadzicie go do tej komnaty, otworzycie ją, wpuścicie ludzi i koronujecie go na króla Astre. Przekażecie mu cząstkę swoich mocy jak mnie przekazaliście podczas koronacji. Następnie spalcie wszystkie księgi mówiące o proroctwie i użycie rytuału zapomnienia aby cała kraina zapomniała o tym proroctwie. Ostatecznie macie wybrać swoich następców, przekazać im swoją całą moc i potęgę i położyć się w swoich grobowcach gdzie zabiorę was do innego świata. Innymi słowy sprowadzę na was śmierć. To wszystko jest konieczne do dotarcia mojego syna do zapomnianej krainy gdzie ma dokonać wyboru.- Po skończeniu wypowiedzi króla wszyscy magowie zamarli w głębokiej ciszy. Wszystkie oczy były utkwione w górującej postawie króla.
- Przecież… przecież król nie umiera! On świadomie wychodzi ze swego ciała aby zrobić miejsce dla nowego władcy. Tak było od początku tego świata.- Zauważył mag natury z przerażeniem. Król zaśmiał się.
- Zapomniałem wam powiedzieć? No cóż. Oddam wam cząstki żywiołów, które przekazaliście mi jako królowi. Kiedy oddam wam cząstki waszych mocy stanę się śmiertelny, a kiedy umieszczę w specjalnym kamieniu całą swoją moc kontroli nad strukturą magii umrę. Moja moc dawała mi nieśmiertelność więc to proste, że wraz ze zniknięciem tej mocy stanę się śmiertelny.- Oznajmił król i machnął ręką ze znudzeniem szepcząc przy tym jakieś słowa. Przez chwilę panowała ciemność lecz po kilku sekundach pochodnie poczęły się zapalać. Wszyscy magowie z królem na czele stali przed wielkim magicznym pentagramem.
- Po co nas zaprowadziłeś do Sali żywiołów?- Spytał mag wody spoglądając na runę narysowaną na ścianie.
- Oddam wam wasze moce.- Powiedział krótko król i stanął po środku pentagramu. Pozostali magowie stanęli na konturach koła tak samo jak podczas koronacji.
- Magio żywiołów obudź się. Wróćcie do swych pierwotnych panów ziemio, ogniu, wodo, powietrzu. Rozdzielcie się jak pierwotnie rozdzielone byłyście.- Powiedział król, a jego głos poniósł się magicznym echem. Uniósł dłonie do góry i nagle między nimi pojawiła się świetlista kula. Opuścił ręce i kontynuował swoją inkantację.
-Mag natury i jego moce znów jednością będą. Mag ognia będzie potężny jak w okresie bezkrólewia. Mag wody silny będzie jak przed koronacją mą. Mag powietrza odzyska pełnię kontroli nad swoim żywiołem.- Jak tylko król skończył mówić ostatnią literę upadł na podłogę bez przytomności. Kula rozdzieliła się na cztery części i każda część wleciała do serca maga. Wszyscy czarodzieje po odzyskaniu swej mocy podbiegli do króla. Mag ognia jako jedyny przyklęknął i położył dłoń na sercu władcy. Z przestrzeni dzielącej pierś króla i dłoń maga wystrzeliło ogniste światło.
- Połączenie magiczne.- Szepnął mag ognia i odsunął swą dłoń. Władca podniósł się z małą pomocą maga powietrza i rozkazał przyniesienie Berła Królestw oraz Amuletu Żywiołów. Po kilku chwilach przedmioty spoczywały na dłoniach maga natury.
- Proszę panie.- Powiedział ów mag oddając symbole władzy królowi. Ten zaś założył na szyi amulet i we dwie ręce chwycił berło. Kamień umieszczony w tym berle zabłysł i zapłonął niebieskim ogniem. Czarodzieje żywiołów odsunęli się aż pod same ściany komnaty patrząc z przerażeniem na władcę. Dziwny magiczny szept rozniósł się po sali i w tedy król począł mówić:
- Starożytna magia, zapomniane zaklęcie od lat w krwi królów mieszkało. Zapieczętowane ciałem lecz nie duszą. Oddają swoją ostateczną moc. Zamykam magię w tym oto berle gdzie czekać będzie aż do nowego króla koronacji. KHARDORON IM NUT SANDTROLEROS! Niechaj słowa te rozedrą pieczęć!- Kamień umieszczony w berle począł świecić niebieskim światłem, które stawało się z sekundy na sekundę coraz mocniejsze. Komnata poczęła się trząść. Magowie cały czas wpatrzeni w źródło światła stracili równowagę i upadli na posadzkę. Nagle zrobiło się zupełnie cicho i ciemno. Światło zgasło i pogasiło przy okazji wszystkie pochodnie. Mag ognia jako pierwszy otrząsnął się ze zdumienia i przerażenia, które zagościło w jego umyśle. Wstał i machnął ręką zapalając wszystkie pochodnie. Na środku komnaty unosiło się berło, które otaczała potężna aura. Cała magia świata ukryta była w tym jednym na pozór zwykłym przedmiocie. Mag natury podszedł wyciągnął rękę w stronę berła i szepnął cicho kilka niezrozumiałych słów. Aura otaczająca berło zajaśniała a z nosa czarodzieja poczęła spływać krew.
- Teraz już rozumiem. Najpotężniejszy czarodziej nie zdołałby wchłonąć takiej energii. Jej nagromadzenie spowodowałoby wybuch danego ciała.- Powiedział mag natury i odsunął się o krok od symbolu władzy.
- Więc dlaczego to berło jeszcze nie wybuchło?- Spytał mag wody podnosząc się.
- Starożytne zaklęcie stworzyło nowy wymiar, w którym jest ta magia, a berło jest czymś w stylu zamkniętych drzwi do tego wymiaru. Królewska krew jest kluczem i tylko król może pozyskać tę moc.- Odrzekł mag natury.- Nie ma wyjścia musimy odnaleźć Sebastiana i go koronować. Musimy postępować zgodnie z ostatnią wolą króla.- Dodał i opuścił głowę.- Chodźcie tutaj i podajcie sobie dłonie. Przenosimy się do świątyni żywiołów.- I wyciągnął dłonie. Wszyscy magowie stanęli w kółku. Nie minęła sekunda a nagle zrobiło się ciemno i wszyscy czterej znaleźli się po środku dużego pomieszczenia będącego wejściem do świątyni. Oczy kapłanów, zwykłych magów oraz rycerstwa i wieśniaków spoczęły na reprezentantach żywiołów. Mag natury zwrócił się w stronę gości świątynnych i zawołał:
- Sprowadźcie nam tutaj maga Sebastiana!- Po czym utkwił swój wzrok w drzwiach do komnaty głównej, w których zniknął jeden z kapłanów. Po kilku minutach drzwi otwarły się lecz wyszedł przystojny młodzieniec o czarnych sięgających do ramion włosach, niebieskich oczach i poważnej aczkolwiek nieco smukłej postawie. Odziany był w fioletowe szaty, a w dłoniach przyciśniętą do piersi trzymał jakąś księgę. Podszedł do magów żywiołów i już chciał przed nimi klęknąć gdy oni uprzedzili go i klęknęli na jedno kolano przed nim. Teraz wokół zaległa nieprzeniknione cisza. Oczy wszystkich ludzi zwrócone były na czwórkę najpotężniejszych magów, którzy oddawali cześć zwykłemu adeptowi sztuk magicznych. Niecodzienny to był widok. Zdziwienie zalegało na wielu twarzach. Ciszę przerwał donośny głos maga natury.
- Książę Sebastianie…- Teraz wszystkie oczy przeniosły się na młodego maga prezentując jeszcze większe zdziwienie.-…proszę iść z nami do zamku gdzie zostaną rozpoczęte przygotowania do koronacji na króla.
-Ale… ale… j-j-ja n-n-nie j-jestem księciem. Jestem zwyczajnym mieszkańcem Astre. Nie mi jest przeznaczone władać tą krainą. Chyba mnie z kimś pomyliliście. Ja nawet nie jestem z królewskiego rodu. – Powiedział Sebastian powoli niedowierzając słowom powiedzianym przez maga natury.
- Owszem jesteś księciem. Co najlepsze to ty masz wypędzić zło, które przyniosły czarne chmury. Za niedługo brama między naszym światem, a światem wyższym zostanie otwarta. Siły zła wydostaną się i będą chciały pozyskać czystą magię. Moc kontroli nad całą magią uczyni wszystkie zło niezniszczalnym. Co gorsza demon, którzy postanowił zawitać do naszego świata jest niezwykle potężny i doświadczony. Jesteś księciem i jako jedyny w swym rodzie wybrany przez przeznaczenie aby stawić czoła i pokonać najczystszą formę zła.
- Pośpieszmy się lepiej. Za chwilę będzie burza, która otworzy bramy światów.- Wtrącił mag wody patrząc na drzwi wejściowe.
- Idziesz z nami do ukrytej komnaty.- Zadecydował mag ognia i nagle całą piątkę otoczyły płomienie. Po chwili oczywiście zgasły lecz w ich miejscu nie było już nikogo. Tymczasem magowie żywiołów i Sebastian pojawili się w komnacie przeznaczenia. Mag wody klasną w dłonie i zakrzyknął.
- Sebastianie stań po środku komnaty. My staniemy na obrazach przedstawiających dany żywioł. Czas cię koronować.- I stanął na symbolu wody. Pozostali magowie ustawili się również na swoich żywiołach i wszyscy czterej jednogłośnie poczęli rzec inkantację.
- Niechaj prastare zaklęcie przybędzie w nasze dłonie. Niechaj jego moc przepełni nasze ciała. Uwalniamy nasze żywioły!- Nagle z serca maga ognia wystrzelił w stronę Sebastiana słup płomienia.- Ogień życiem niech twoim będzie i dobrem goszczącym w twym sercu!- Z serca maga wody wystrzelił wodny strumień w stronę księcia.- Woda będzie początkiem życia tam gdzie śmierć jest końcem!- W tym samym czasie z serca maga powietrza wystrzelił błękitny strumień symbolizujący wiatr, którzy leciał do Sebastiana.- Powietrze jest symbolem władzy niechaj potęgą twą wszelkie wiatry głoszą!- Z serca maga natury wystrzelił o zielone światło i pomknęło do księcia.- Niechaj w twym ciele i rozum i serce będą jednością i równowagą twojego ciała i równowagi całego świata. Niechaj żywiołów cztery potęgi zapoczątkują w tobie króla Astre! Yb’rion!- Zakrzyknęli magowie żywiołów. Nagle ciało Sebastiana uniosło się i począł z niego bić niesamowity blask i wielka potęga.- Rada Yb’rion decyduje. Od dziś królem, dziedzicem tronu i prawowitym władcą jest król Sebastian!- Zawołał mag natury i rozłożył ręce. Sebastian delikatnie opadł na ziemie i spojrzał po czterech magach.
- Czuję się… jakoś tak dziwnie. Czuję, że mogę niemalże wszystko. Czy ja mam w sobie moc dawania życia i odbierania go?- Spytał Sebastian i spojrzał na swoje dłonie.
- Tak panie. Jednak dopóki nie zyskasz pełni mocy króla nie uaktywnisz magii żywiołów, która jest w tobie.- Powiedział z uśmiechem mag natury.
- Jak to? Król jest jeszcze potężniejszy niż ja teraz? Zyskam jeszcze jedną potęgę?
- Oczywiście. To jest zaledwie cząstka magii królewskiej. Za chwilę damy ci berło, amulet i koronę, które będą twoimi symbolami władzy, i z których zaczerpniesz zdolność kontrolowania najczystszej magii. Będziesz półbogiem jak twój ojciec.
- Muszę jak najszybciej tę moc wchłonąć zanim zło ją posiądzie. Szybko przynieście mi te symbole królewskie.
- One już tu są.- Powiedział mag natury i wyciągnął dłonie, w których znikąd pojawiły się artefakty. Sebastian czym prędzej nałożył na swojej głowie koronę, zawiesił amulet na swojej szyi, a na końcu chwycił i uniósł berło. Nagle kryształ w berle zalśnił i od strony tegoż kryształu wystrzelił w stronę serca Sebastiana błękitny promień. Mag wody upadł na ziemię i tarzał się z bólu po posadzce. Mag ognia począł rzygać krwią gdzieś na bok. Z oczu maga powietrza zaczęły lecieć krwiste łzy. Jedynie mag natury stał spokojnie patrząc na nowego króla. Energia płynąca z kryształu wydawała się być nieskończona. Wypełniała ciało Sebastiana czyniąc go właśnie istotą niemal równą bogom. Kamień stracił swój blask teraz był zwyczajnym kamieniem szlachetnym umieszczonym w berle. Sebastian opuścił berło mocno je ściskając w prawej dłoni.
- Idźcie i dokończcie zadanie wyznaczone przez króla. Dziś o zachodzie słońca mają do mnie przybyć nowi przedstawiciele rady Yb’rion. Kharamadorffun,- Powiedział Sebastian i machnął ręką. Wszyscy magowie w błysku błękitnego światła poznikali. Tymczasem król z nadzwyczajną szybkością teleportował się do sali tronowej. Szedł czerwonym dywanem ku kilku stopniom prowadzącym do tronu Astre. W końcu doszedł do siedziska króla i dostojnie na nim zasiadł.

Nadszedł wieczór. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, a król wpatrywał się w czerwone łuny rzucane przez zachód na skaliste góry. Jakiś służący wbiegł do Sali tronowej i tuż przed pierwszym stopniem zatrzymał się i uklęknął na jedno kolano. Król wstał z tronu i spojrzał ze zdziwieniem na sługę, który podniósł się i sapiąc ze zmęczenia starał mówić:
- Panie… czterech magów ubranych w… szaty Yb’rion pojawiło się na dziedzińcu. Chcą się z tobą widzieć.
- W takim razie każ ich wpuścić i zaprowadź ich tutaj.- Odrzekł Sebastian i ponownie usiadł na tronie. Nie minęła chwila a czerech młodych magów stało już przed królem.
- Panie…-Zaczął mag ubrany w zieloną szatę.-…jesteśmy nowymi przedstawicielami Yb’rion.
- Dobrze. Wszystko idzie zgodnie z planem.- Powiedział Sebastian ni to do siebie ni to do zebranych król.- Tej nocy zabieram was na wyprawę do innego świata. Przeniesiemy się do świata czystej magii. Tam zdobędziecie uzupełnienie do waszej magii żywiołów.
- Co masz Panie na myśli mówiąc „uzupełnienie”?- Spytał mag wody.
- Gdy wasi mistrzowie przekazali wam moc żywiołów nie przekazali wam pełnej mocy. Cząstka magii wszystkich żywiołów spoczywa w moich dłoniach. Wasi mistrzowie dali mi swoje moce a następnie przekazali resztę wam. Postanowiłem was jednak poddać próbom dzięki, którym będziecie mieć moje cząstki żywiołów z tym, że ja je ciągle mam. Ale już dość gadania. Macie uwolnić swoją energię magiczną. Musicie poczuć ją całym swoim ciałem. Każdym jej najmniejszym skrawkiem. Poczujcie jak moja nieskończona moc przepływa przez wasze ciała stabilizując się. Uwierzcie, że potraficie nią kierować i używać jej.- Mówił Sebastian, a z jego dłoni ulatywały niebieskie promienie, które poczęły owijać się wokół rady Yb’rion. Sebastian nagle uniósł dłonie i wokół zrobiło się przez chwilę ciemno. Po minięciu tej chwili magowie znajdowali się w dziwnym miejscu, w którym widać było czystą magię, w postaci niebieskich świateł i błękitnego dymu.- Obudźcie się. Czas ujrzeć potęgę, która od wieków jest narzędziem dobra i zła.- Magowie otworzyli oczy i zaczęli się rozglądać. – Musimy skupić całą zgromadzoną tutaj energię i wykorzystać ją do zapieczętowania bramy do wyższego świata. Podajmy sobie dłonie.- Tutaj wyciągnął swe ręce, a magowie podeszli i wykonali polecenie króla. Wszyscy stali w kółku.
- Panie. My teraz wszyscy mamy władzę nad całym tym światem. Gdy się połączyliśmy mentalnie i magicznie przechodząc do tego świata jesteśmy bogami. Nieskończoną siłą mogącą niszczyć i tworzyć. Możemy wszystko. Możemy dać początek i koniec.- Stwierdził mag natury.
- Wiem. Dlatego chcę wykorzystać naszą boską moc i zamknąć bramę do świata bogów i istot najwyższych. Nie rozumiecie, że my cały czas byliśmy na bożej łasce. Bogowie wykorzystali nas jako niewolników. Jednak popełnili błąd. Dając nam wolną wolę dali nam władzę i część swych mocy…
- Panie. MI chodziło o to, że możemy zniszczyć takie coś jak boska moc. Proszę zauważyć, że magia to narzędzie dobra i zła. Jest podzielone. Część magii, czyli mroczna magia jest do dyspozycji zła. Druga część magii, czyli biała magia jest w panowaniu dobra. W tej właśnie chwili możemy wykorzystać czarną magię i białą magię jednocześnie aby móc unicestwić zagrożenie. Pomyśl. Zamykając bramę jest ryzyko, że kiedyś znów może zostać otwarta. Niszcząc jednak boską moc istot wyższych możemy to ryzyko ostatecznie zgładzić. Tak samo z bogami dobrymi i złymi.- Powiedział mag natury i spojrzał na Sebastiana.
- Wtedy jednak musielibyśmy sami siebie zniszczyć lub uwięzić daleko od naszego świata.- Odrzekł król.
- Ale co znaczą nasze życia, a ile znaczą życia wszystkich innych istot. Ja jestem za poświęceniem się.
- W takim razie jestem zmuszony odebrać tobie i wam magię żywiołów. W ogóle nie będziecie mogli czarować!- Krzyknął Sebastian i uniósł dłonie w górę. Magia zaczęła się skupiać nad jego dłońmi. Powstawała świetlista kula, która stawała się coraz jaśniejsza. Magowie Rady Yb’rion unieśli się i z ich serc wystrzeliły kolorowe promienie, które pomknęły do świetlistej kuli. Po kilku sekundach kula „wsiąkła” w dłonie Sebastiana. Wokół było ciemno. Nic nie pozostało. Od Sebastiaa biła taka potęgą, że wszyscy magowie poczęli zwracać jedzenie wraz z krwią.
- Teraz mam wybór. Mam wybór, po której stronie stanąć. Czy zło przekona mnie kuszącymi słowami, czy dobro zagości w moim sercu.- Sebastian zaczął przechadzać się przed magami w tę i z powrotem.- Wszyscy myślą, że są tylko te dwie drogi. Nie zdają sobie jednak spawy, że istnieje jeszcze jedno wyjście z mojej sytuacji. Najpierw wywołam wojnę bogów, która wyniszczy niemalże cały świat. Następnie tuż przed końcem bitwy zabiorę i ludziom i bogom magię. Później odbuduję wyższe światy i niższe światy. Stanę się nieśmiertelny. Będę władcą bogów i władcą ludzi. Lecz najpierw unicestwię wszystkie proroctwa dotyczące mnie. One mnie osłabiały, kazały mi dążyć do pokonania tej wielkiej złej istoty z wyższego świata, która jest obecnie zaledwie pyłkiem pod moimi nogami. A właśnie pozwólcie, że ją tutaj przywołam. Przybądź do mnie demonie zła i zepsucia. Pokaż swą aurę. Niechaj ujawni się twe ciało. Rozkazuję ci pojawić się przede mną na mocy prawa mi nadanego przez czystą magię, którą ja teraz jestem.- Powiedział Sebastian i nagle czarny dym znikąd pojawił się i zaczął skupiać w jednym miejscu. Po minięciu zaledwie kilkunastu sekund sylwetka Demona widniała w swej pełnej okazałości. Była to wysoka zakapturzona postać, która sunęła we mgle otaczającej jej nogi. Spod kaptura iskrzyły czerwone oczy.
- Ahhh… Kto ważył wezwać dziedzica zła. Jaki śmiertelnik miał taką moc aby zapanować nad całą czarną magią, której jestem powiernikiem?- Spytał nieco syczącym głosem demon.
- Obecny król Astre. Przyszły władca bogów. Powiernik całej czystej magii. Wezwałem cię demonie ja. Potrzebuję niestety twej zdolności. Pomożesz mi przełamać pieczęcie proroctw, które wiszą nade mną i nad tobą.
- Ty śmiertelniku myślisz, że masz moc większą ode mnie. Wyrwę twą duszę z twego ciała i rozerwę ją na strzępy. Ighnatius.- Rzekł demon. Z jego dłoni poczęła ulatywać czarna energia. Skupiała się w jego dłoniach tylko po to aby uformować się w zaklęcie. Kule utworzone przez czarną energię poleciały w stronę Sebastiana. Ten jednak wyciągnął przed siebie prawą rękę i powiedział:
- Reghnotum intercjum infraltium.- Kule zatrzymały się tuż przed jego dłonią i nagle rozpłynęły się w powietrzu.- Poznaj teraz moją potęgę.- Powiedział król i uniósł dłonie do góry, z której nagle zaczęła spadać świetlista energia. Energia ta tworzyła pomiędzy dłońmi Sebastiana kulę światła. Tymczasem Wokół demona powstała bariera przypominająca półprzeźroczystą szarą błonę. Świetlista energia przestała spadać z góry więc król wycelował dłonie w stronę demona. Kula z zawrotną szybkością wystrzeliła z jego rąk i przebiła barierę demona. Następnie uderzyła ciemną istotę prosto w brzuch. Demon pod wpływem siły uderzenia przeleciał kilkanaście metrów w tył.
- Nie chcesz mi jednak pomóc. No trudno. Twe życie czarne przeklęte niech ujdzie z twego ciała. Niechaj przełamie ono pieczęcie proroctw i je unicestwi.- Ciało demona uniosło się w górę i zaczęło lekko wibrować. Wibracje stawały się coraz silniejsze. Czwórka magów przestała rzygać jednak wyczuwała skumulowaną energię życiową, która przemienia się w siłę czaru. Czaru tak potężnego i niebezpiecznego, że mogło zniszczyć wiele żyć. Król jednak o tym nie wiedział. Patrzył tylko jak jego dzieło się dokonuje. I się stało. Ciało demona wybuchło. Dziwna energia wyleciała z jego ciała. Magowie rady Yb’rion jakby czytając sobie w myślach wstali i wyciągnęli w górę dłonie. Król spojrzał na nich i siłą swego umysłu oraz magii próbował rozdzielić połączenie magiczne magów. Coś jednak było nie tak. Jego moc jakby zmalała. I w tedy stało się coś niezwykłego. Magowie opuścili dłonie, a król jakby pchnięty jakąś nieznaną siłą poleciał w tył. Podczas lotu otworzył się za nim dziwny fioletowy wir prowadzący w czarną otchłań.
- Pożałujecie tego!- Zawołał król, a jego ciało zniknęło wciągnięte przez wir.


















Powrót ciemnych mocy



Minęło tysiąc lat od wchłonięcia ostatniego króla Astre przez tajemniczy wir. Kraina podzielona była teraz na cztery księstwa. Władza w krainie była podzielona na cztery osoby. Nikt nie rządził jedną Astre jak to było dawniej. Pewnego jednak dnia wydalono ze szkoły magii ostatniego chłopaka, który postanowił zostać magiem. Reszta mężczyzn raczej pewniej się czuła z bronią w ręku niż z potęgą umysłu. Jakie zarzuty przedstawiono ostatniemu adeptowi czarów? Uprawianie czarnej magii, posiadanie książek o czarnoksięstwie, uprawianie zakazanych czarów i rytuałów, profanacja jednego grobowca to zarzuty, które nie tylko decydują o usunięciu ze szkoły lecz również banicji z kraju. W akademii pozostały jedynie dziewczyny. To one poznawały tajniki czarów i zaklęć w czasie gdy mężczyźni stawali jako fizyczna obrona Astre. Ostatni czterej magowie żywiołów postanowili tuż przed swoim odejściem z tego świata zwołać radę Yb’rion gdzie mieli zdecydować czy przekażą moce żywiołów najzdolniejszym czarodziejką, czy ostatecznie zlikwidują magię zabierając ją do grobu. Obrady trwały siedem dni. W ostatni dzień obrad zapadł wynik. Magię żywiołów, najpotężniejszą w aktualnej chwili magię przekaże się najlepszym maginią w akademii. Magią przywołano cztery: Erarwe, Huinin, Loris, Crisce. Magowie opowiedzieli im o swoim planie i zabrali się do rytuału przekazania mocy. Pierwsze inkantacje i przygotowania do ceremonii postępowały bardzo szybko. Trzeba było jedynie czekać na zachód słońca potrzebny do uaktywnienia kręgu magicznego narysowanego w czasie przygotowań.
Słońce zachodziło. Cztery czarodziejki stały po środku koła, każda zwrócona twarzą do swojego mistrza. Promienie zachodzącego słońca wpadły do komnaty jak morze zalewające żółty piasek. Kontury kręgu poczęły iskrzyć. Magowie żywiołów rozłożyli dłonie i zaczęli inkantację. Z ich serc wystrzeliły promienie łącząc się z sercami czarodziejek. Widać było gołym okiem jak energia przepływała w powietrzu osłabiając magów, a wzmacniając maginie. Nagle wszystkie zasłony przy oknach zasłoniły promienie słońca zaś zapaliły się pochodnie przytwierdzo9ne do ścian komnaty. Drzwi od pomieszczenia otwarły się z trzaskiem, a u ich progu stanął młody na oko szesnastoletni chłopak ubrany w czarne szaty. Miał bladą skórę, nieco zaróżowione ale równie blade usta, kruczoczarne włosy, a z jego szarych oczu co jakiś czas widać było rubinowy błysk. Energia magiczna jaka w nim była bardzo odczuwalna. Wszyscy zebrani w komnacie czuli moc bijącą od tego młodego chłopaka. Ten zaś rozejrzał się i płynnym krokiem, dumnym oraz wyniosłym wszedł do sali. Spojrzał na scenę przedstawiającą przekazanie mocy żywiołów czarodziejką i rozłożył dłonie. Czarodziejki odepchnięte jakaś dziwną siłą uderzyły o ścianę i osunęły się nieprzytomne. Na kręgu zrobiła się mała przerwa. Niedoskonałość przerwała magiczny krąg. Magowie chcieli walczyć z ową potężną postacią lecz na próżno. Ich też na skinienie chłopaka odrzuciła dziwna siła. Pozostali zebrani z niedowierzaniem wpatrywali się w sylwetkę mężczyzny, który stanął po środku przerwanego kręgu i uniósł dłonie w górę. Z jego ust uwolnił się nieco chrapliwy, niski, przerażający głos.
- Na moce czarnej magii wzywam magię ciemnych kręgów. Niech prastara magia będzie pod moją kontrolą. Niechaj się otworzą bramy wyższych światów. Wzywam demona, który był na tyle silny, iż opętał człowieka o boskiej mocy. Niech ten krąg niegdyś światła teraz cienia będzie symbolem mojej władzy nad demoniczną magią.- Z dłoni chłopaka wystrzeliła w górę, przebijając się przez dach komnaty czarna energia zaklęcia. Nad zamkiem Astre otworzył się fioletowy wir. Ten wir jednak nie wciągał do siebie nic, a wręcz przeciwnie, on wyrzucał z siebie ciemną energię. Szara mgła spowiła swoim całunem całą krainę. Młodzieniec opuścił dłonie i znikł w kłębach czarnego dymu. Pojawił się zaś po wschodniej stronie krainy gdzie mieściła się szkoła magii. W sali wejściowej znikąd pojawiły się kłęby dymu i gęsta mgła rozpłynęła się po podłodze. Wszystkie adeptki magii zatrzymały się i wstrząśnięte, nieco przerażone wpatrywały się w chłopaka. Szóstka nauczycieli wybiegła z drzwi prowadzących do dalszej części zamku. Na czele tej szóstki stał czarodziej z długą brodą ubrany w fioletowo-niebieskie szaty. Na jego głowie widniała nieco stara czarna tiara. Jego oczy nieco zdziwione utkwiły spojrzenie w młodzieńcu. Podszedł powoli do niego i zmierzył uważnym wzrokiem.
- Poznaję cię.- Powiedział po chwili.- To ty zostałeś wygnany z naszej akademii po tym jak cię przyłapano na odprawianiu rytuału czarnej magii. Jak śmiesz pojawiać się w tym budynku!- Krzyknął i klasnął w dłonie. Niewiadomo skąd pojawiła się cała rmia duchów, wychodzących ze ścian i obrazów. Ciskały starożytnymi zaklęciami w młodzieńca lecz nic się nie działo. Te czary znikały tuż przy ciele chłopaka, który machnął ręką i duchy rozpłynęły się w powietrzu.
- Starcze. Nawet nie wiesz jaki błąd popełniłeś wyrzucając mnie poza wasz nadzór. Otóż po mojej banicji użyłem czarów do wykopania sobie przytulnej jaskini głęboko pod ziemią gdzie mogłem nadal przyswajać sobie czarną wiedzę. Zawezwałem demony z niższych światów i wchłonąłem ich moce. Później wezwałem nieco potężniejsze demony i ich moce też są moje. Teraz tą swoją białą magią mnie nie pokonasz. To już kwestia czasu kiedy zdobędę ostateczną demoniczną moc. Moc największego demona, który była tyle silny aby zawładnąć ciałem króla Sebastiana. A tak przy okazji. Zmieniłem swe miano. Teraz nazywam się Rekdar.- Zakończył swą wypowiedź i wskazał palcem starego czarodzieja, który odepchnięty niewidzialną siłą całą siłą uderzył głową o kant otwartych drzwi co doprowadziło do nagłej śmierci. Rekdar rozłożył ręce i drzwi wejściowe otworzyły się wpuszczając zimne powietrze.
- Już nie będą wam potrzebne księgi. Niechaj cała ta szkoła stanie się mą siedzibą, niechaj wszyscy obecni w niej będą pod moją kontrolą. Otaczam ten budynek czarnymi czarami, aby biała magia nie mogła się tutaj dostać. Wszystko co złe tutaj się rozgości, a to co dobre zniknie na zawsze i nigdy nie wróci!- Niewidzialna fala energii rozeszła się po terenach akademii.

Tymczasem w komnacie gdzie miał się odbyć rytuał przekazania mocy czarodziejki i magowie opracowali bardzo potężne zaklęcie, które jednak wymagało energii o wiele potężniejszej niż magicznej czy nawet życiowej. Wszyscy ludzie w krainie mieli tą siłę, siłę potrzebną do rzucenia potężnego czaru. Trudno jednak nią było uwolnić. Miłość. To była ta siła. Zwykle w sercach ludzi jest fałszywa lecz wystarczyło aby jeden człowiek ją poczuł, a zaklęcie się wypełni.
- Nałożymy ten czar na każdego człowieka i ten człowiek, który pierwszy poczuje miłość uwolni energię zaklęcia. Niestety teraz my magowie żywiołów i wy czarodziejki rady Yb’rion musimy odejść z tego świata. Musimy umrzeć bo tylko po naszej śmierci uwolni się część mocy czaru.- Powiedział mag natury.- Zawsze kochałem naszą krainę.- Dodał i jedna jego łza spadła na podłogę. Wtem mała łza zmieniła się w piękny brylant. Mag ognia podniósł ów brylant i chuchnął na niego. W środku brylantu zajaśniał niewielki płomień. Mag wody odebrał łzę od maga ognia i płomień zmienił swój kolor na niebieski. Mag powietrza złapał kryształ w obie dłonie i nagle kryształ stał się śmiertelnie zimny. Dodał przy tym:
- Człowiek, który miłość swą jako pierwszy poczuje będzie zdolny do dotknięcia tego kamienia poświęconego przez trzech magów, a stworzonego przez jednego. Człowiek ten zdobędzie kryształ nazwany przez Yb’rion Łzą Natury i zyska moc wszystkich żywiołów. On to pokona demona i króla zła oraz przywróci prastare tradycje. Zasiądzie na czele rady Yb’rion, a sam zostanie królem zjednoczonej Astre. Człowiek niezdolny dotknąć kamienia, a go dotknie pozostanie na zawsze skuty kajdanami mrozu dopóki wybraniec nie rozkaże kamieniowi go uwolnić.- Kamień uniósł się wysoko po środku komnaty. Mag natury spojrzał po wszystkich i powiedział:
- Czas odejść aby rada Yb’rion narodziła się na nowo z innymi członkami. Żegnajcie przyjaciele.- Skończył i zniknął w zielonym rozbłysku światła. Pozostali magowie żywiołów poszli w ślad swego kompana i poznikali w kolorowych rozbłyskach światła. Czarodziejki jednak pozostały.
- Ja oddam swoją moc kamieniowi. Moc magiczną i życiową aby ten kto będzie rządził Astre mógł być niezwyciężonym w walce.- Powiedziała adeptka natury i wyciągnęła rękę w stronę kamienia. Pozostałe się zgodziły z nią i poczyniły podobny gest. Z ich dłoni wyleciały promienie o różnych kolorach i nasyciły kryształ potężną energią. Wokół kamienia promieniowała potężna aura. Czarodziejki padły martwe, a ich ciała zniknęły nagle w rozbłyskach światła.

Mijały dni, miesiące, lata. Władza mroku rozciągała się od morza, poprzez jeziora i równiny, po wysokie góry. Król zła Rekdar rządził wszystkim z pałacu dawnej akademii magii. Pewnej nocy coś się jednak miało stać. Coś przerażającego i niezwykłego. Pewnej nocy kiedy Rekdar leżał w swoim łożu czytając książkę zawiał bardzo mroźny i silny wiatr. Wiatr ten był na tyle silny, że otwarł okno sypialni króla zła. Ten machnięciem ręki zamknął je. Jednak nie mogło go ogarnąć dziwne uczucie. Czuł jakby coś lub ktoś go śledziło. Jego odczucie sprawdziło się. Przy wejściu znikąd pojawiła się postać w czarnej szacie, rzucającym cień na twarz kapturze spod, którego iskrzyły krwawo czerwone oczy. Król zła poderwał się nagle i zimnym głosem spytał:
- Czego chcesz? Strażnicy powinni ci zagrodzić przejście.
- Mnie strażnicy i drzwi oraz magia ochronna nie powstrzyma. Przyszedłem po swoją zapłatę.- Powiedziała postać i zbliżyła się do niego kilka kroków.
- Zapłatę? Niby jaką? Chwila… ja skądś ciebie zna…- Nagle przerwał i zrobił przerażoną minę.- To ty! Demon z wyższych światów, którego wezwałem, w komnacie przekazania mocy dwa lata temu. Nic mi nie możesz zrobić! Jesteś pod moją kontrolą uwięziony czarnym kręgiem Yb’rion. Nie masz prawa czegoś ode mnie wymagać!
- Widzisz. Nie miałbym prawa gdyby koło rzeczywiście było więzieniem. Więzienie było jednak nieszczelne. Otóż twoje wielkie wejście na ceremonię przekazania mocy zrobiło niewielki, wręcz niezauważalny ślad. Tym śladem była przerwa w linii kręgu. Zdołałem się przez nią prześlizgnąć i dotrzeć do ciebie. Musiałem oczywiście pozostawić za sobą kilka trupów…
- A więc to ty?! To ty zabiłeś w tak prosty sposób moich najlepszych magów mroku! Zapłacisz za to! Elestanawor!- Krzyknął Rekdar, a z jego dłoni wyleciała kula energii ciągnąca za sobą czarny ślad. Kula ta zatrzymała się jednak przed piersią demona, który syknął.
- Arterwortad.- Kula nieco większa poleciała do właściciela. Król zła jednak z uśmieszkiem na ustach wykonał ruch jakby odganiał natrętną muchę, a kula poleciała gdzieś w bok i uderzyła z całym impetem w ścianę robiąc wielką dziurę. Demon spojrzał groźnie na króla zła i wzniósł dłonie do góry.
- Niechaj moce złe mocą złym się przeciwstawią. Niechaj moja magia jego przeciwnikiem będzie.- Niewidzialna siła pomknęła w stronę Rekdara, który również uniósł dłonie do góry i bez wymawiania słów napuścił identyczną falę niewidzialnej energii. Obie fale się zderzyły co spowodowało wybuch o wielkiej mocy. Cała wieża, w której się znajdowali się posypała jak wiór zdmuchnięty przez wiatr. Istoty zła znów posłały ku sobie fale energii unosząc się w powietrzu. Widać było iskry w miejscu połączenia się dwóch fal, które przerodziły się w potężne wybuchy. Walka przybrała na mocy. Coraz potężniejsze zaklęcia były rzucane przez obie strony lecz albo wybuchały zderzając się ze sobą albo odlatywały gdzieś daleko w noc. Mieszkańcy w każdym bądź razie mieli na niebie ładne kolorowe widoki.
- Jak to możliwe, że masz tak wielką moc?! Moc niemalże równą mojej?!- Krzyknął demon i wypuścił w kierunku przeciwnika granatową kulę jakiegoś zaklęcia.
- Może i nie wiesz ale demony z niższych światów gdy się zbiorą razem mają całkiem wielką moc. Wzywałem demony niższych światów i odbierałem i potęgę. Od każdego po kolei. Gdy uważałem, że byłem gotowy wezwałem ciebie z zamiarem pochłonięcia twojej demonicznej magii. Byłbym niepokonany, nieśmiertelny. Nic i nikt nie zdołało by mnie już powstrzymać. Żyłbym ponad wszelkimi przepowiedniami i przeznaczeniem.- Odpowiedział Rekdar i cisnął fioletowy płomień w stronę demona. Zaklęcie demona i płomień Rekdara zderzyły się wywołując kolejny wybuch.
- Mówiłem wszystkim demonicznym istotom i bogom aby zniszczyć niższy świat ale wyśmiali mnie i powiedzieli, że nie ma z ich strony zagrożenia. Ty jednak to zagrożenie stworzyłeś. Nie wiedziałeś też na co się piszesz. Wchłonięcie demonicznej mocy tylu demonów spowoduje, że sam się nim staniesz.- Powiedział demon.
- Spóźniłeś się. Ja już mam demoniczną naturę. Moja moc jest największa w tym świecie. Twoja moc jest mi tylko potrzebna aby ostatecznie zostać władcą absolutu. Nie miałeś jednak pojęcia, że właśnie teraz kiedy my walczymy ja przygotowałem zaklęcie, które pozwoli mi uwięzić ciebie. Niechaj magia mroku wniknie w mą demoniczną naturę. Niechaj staną się jednością.- Powiedział Rekdar i spowiła go mgła. Po chwili czerwona dłoń z wielkimi czarnymi szponami pokryta łuskami wyłoniła się z mgły. Mgła znikła i w powietrzu unosiło się prawdziwe wcielenie demona. Demon ten był pokryty łuskami. Jego nogi podobne były do dłoni. Smocze skrzydła unosiły go w powietrzu. Z głowy wystawały czarne długie ale potężne rogi. To był król zła w swej nowej formie.
- Ahh… Teraz czuję się jakoś lepiej. Ciemny krąg mocy mroku rozszerzy się. Brak niedoskonałości jego atutem ma się stać. Choć wiele razy przetarty to jak nowy będzie trwać. Więzienie demonów w nim się znajdować będzie, a tego więzienia nie zdołają przełamać. Ostatnią pieczęć na nie zakładam.- Wypowiedział ochrypły głos i z łap demona wystrzeliły białe promienie, które oplotły przeciwnika. Po chwili zniknęły wraz z celem. Król zła wrócił do swej człowieczej postaci i znikł w chmarach czarnego dymu.
Pojawił się w słabo oświetlonej obskurnej, aczkolwiek wielkiej komnacie. Komnatę dzieliły na połowę grube kraty. Po stronie gdzie stał król zła znajdowały się drzwi wyjściowe, a po drugiej stronie krat nie było żadnych drzwi. Za to naprzeciw Rekdara stał demon.
- I co teraz zamierzasz zrobić? Jesteś na mojej łasce. Teraz to już tylko kwestia czasu kiedy znajdę klucz do twoich mocy. Dertlum.- Powiedział i wyciągnął dłoń w stronę demona. Demon upadł na ziemię nieprzytomny. Przed oczami króla zła pojawiła się jakaś scena.
- Demon stał na skale. Wiatr powiewał jego szatę. I nagle uniósł dłonie i wysłał w niebo biały promień. Scena zmieniła się. Wśród płomieni widać było czarne jajo. Scena się ponownie zmieniła. Demon stał po środku pentagramu i wykrzyknął: „Alegonomis on wirte ihre!”. Przed oczami króla zła ponownie pojawiła się cela w której zamknął demona. Demon wstał z trudem i cisnął w kraty kule ognia, która zniknęła nagle jakby wchłonięta przez nieznaną siłę.
- Dziękuję, że podałeś mi klucz odebrania tobie twojej mocy. Wzywam księgę demonicznego mroku.- Powiedział i w jego dłoniach pojawiła się gruba księga, która otwarła się na ostatniej stronie. Król zła wymamrotał kilka słów i w ostatnim wersie ostatniej strony zajaśniały słowa będące kluczem do mocy demona. Król zła zamknął księgę. W okładce po środku pojawił się czarny klejnot. Wokół niego była ponura i ciemna aura. Rekdar wyjął klejnot, a księgę rzucił na bok i machnął ręką a ona spłonęła.
- No proszę. Pomyśleć, że przedmiot, który tworzyłem od czasu wyrzucenia mnie z akademii jest w moich rękach. Naładowany całą demoniczną energią, którą połączę z moją demoniczną mocą. Będę królem nie tylko zła. Będę królem absolutu. Władca demonów, król bogów. Cała czarna magia jest w moich rękach. Wystarczy, że wchłonę jeszcze magię dobrych bóstw i będę władał czystą magią. W tedy stworzę nowe światy. Stworzę nowe istoty, które będą mnie czciły jako tego jedynego. Będę jedynym prawdziwym bóstwem. Co ja mówię. Nie będę zwykłym bóstwem. Ja będę władcą absolutu. Istotą najdoskonalszą. Moja potęga przewyższy moce demoniczne, a mój ideał przyćmi boską moc. Niechaj wszystka magia w kamieniu ukryta napełni me ciało i stworzy we mnie demona nad demonami. Niepokonanego!- Krzyknął Rekdar, a kamień wsiąkł w jego serce. I w tedy on upadł na kolana. Jego oczy zrobiły się całe czarne. Skóra przybrała kolor zupełnie biały. Jego paznokcie już nie były paznokciami. To były czarne jak heban szpony. Król zła wstał i spojrzał na pozbawioną mocy postać dawnego demona, który odsunął się jak najdalej od Rekdara. Rekdar zaś pstryknął w palce i znikł otoczony płomieniami. Komnata zaś po chwili wybuchła zabijając przy tym dawnego demona.
Tymczasem Rekdar pojawił się w jakimś innym świecie. Wokół niego były małe portale przypominające fioletowe wiry. Przestrzeń pomiędzy tymi portalami wypełniała niebieska energia będąca czystą magią. Król zła spojrzał na ową energię i powiedział.
- Już niedługo malutka. Już niedługo będziesz w moim władaniu cała.- I znikł w jednym z tych wirów.
Pojawił się w innym świecie. Była to wsypa złożona z samych skał leżąca gdzieś po środku morza lawy. Po środku wyspy na wysokiej górze umieszczony był zamek demonów, co można było poznać po wysokich strzelistych wieżach. Rekdar znów znikł i pojawił się w komnacie wejściowej zamku. Wokół siebie zobaczył setkę demonów gotujących się rzucić zaklęcie. Jeden z nich wysunął się w stronę króla zła.
- Kim jesteś i jakim prawem wchodzisz do siedziby największych demonów?!- Powiedział donośnie, a jego głos niski i przeraźliwy poniósł się echem.
- Jestem Rekdar obecny władca krainy Mrocznej Astry. Aktualny król i przedstawiciel zła w tamtym świecie oraz światach niższych. Wstępuję do tego zamku prawem nadanym mi przez moc twego syna, któremu ją siłą odebrałem, a następnie go zabiłem.- Odpowiedział król zła z kpiącym uśmiechem.
- Kłamiesz śmiertelna istoto! Żaden śmiertelnik nie może zabić demona!- Krzyknął władca demonów.
- Oh. Naiwny jesteś. Ja już nie jestem śmiertelnikiem. Zdobyłem demoniczną naturę, która niemalże pożarła moją naturę człowieka. Naturę demoniczną zyskałem po pierwszym demonie, którego moc zyskałem. Wzywałem demony z niższych światów i wchłaniałem ich moce. Pewnego dnia znalazłem jednak księgę demonów, w której zapisywałem klucze będące wejściem do całej demonicznej potęgi. Wystarczyło, że wchłonę moce wszystkich demonów niższych światów i jednego demona wyższego świata, aby być wszech mocnym. Teraz muszę odkryć słowo będące kluczem do twojej magii kontroli nad wszystkimi demonami wszystkich światów.- Powiedział Redkar patrząc na władcę. Macnął ręką i spojrzał na czarną kulę, która utworzyła się w jego prawej dłoni.
- Ahhh… Już wiem jaka inkantacja pozwoli mi odebrać tobie moc. Inkhara gharustin, In Mo erhasnes zu feharetunes.- Powiedział król zła. Władca demonów rozpłynął się w powietrzu z wielkim krzykiem. Czarna energia, która po nim została wsiąkła do serca Rekdara. Ten zaś uniósł dłoń do góry i krzyknął:
- Od dziś będę władcą demonów, królem mrocznej astre, a w bliskiej przyszłości największym księciem bogów! Teraz połączę niższe światy z krainą Astre. Połączę wszystkie światy demoniczne z moim domem!

Minęło pięć lat odkąd Rekdar stał się władcą demonów. Po krainie Astre rozlazły się demony, a ludzie kiedy chcieli mogli wejść do krainy demonów, a wchodząc do niej nieświadomie stawali się powoli demonami. Dawne czasy kiedy istniała rada Yb’rion minęły. Wszyscy wtajemniczeni pod wpływem złych mocy zapomnieli o zaklęciu rzuconym na ludzkość żyli przyporządkowani Rekdarowi. Przez pięć lat król mrocznej Astre stał się potężniejszy.
Pewnego mrocznego dnia odwiedził wieżę, w której mieściła się komnata przekazania mocy. Dopiero w tym dniu spostrzegł kryształ o wielkiej mocy stworzony przez magów i czarodziejki żywiołów. Gdy go jednak dotknął przez jego ramię przeszło przeraźliwe zimno. Wściekły przeniósł się do koszar swojej armii i rozkazał swoim dowódcom przygotować demoniczną armię do wojny, w boskim świecie. I tak się stało. Dowódcy zaczęli spełniac rozkazy króla, który teleportował się do ukrytej głęboko pod ziemią komnaty i usiadł po środku wielkiego pentagramu pogrążony w głębokiej medytacji. Dał upust swoim mocom, które spowodowały trzęsienie ziemi w górach i potężny sztorm na morzu. Jednak jego świadomość relaksowała ciało i umysł, a druga obmyślała jak przełamać ochronę potężnego kryształu. Wpadł mu do głowy pewien pomysł więc przerwał medytację i wstał. Jego pomysł polegał, na oddzieleniu jego człowieczej połowy od demonicznej i sprowadzić na nią największą miłość oraz najprawdziwszą. Później wystarczyło pokierować swoją człowieczą stroną w ten sposób aby dobrowolnie oddała jemu kamień. Wzniósł dłonie do góry i spojrzał na nie.
- Niech moje życia rozdzieli się i zależne od siebie będzie. Byt człowieczy odejdzie od demona i w moim władaniu niechaj znajduje się.- Z góry nagle spadł jasny promień, który jak serpentyna owinął się wokół Rakdara.- Demon i ma świadomość pozostaną tu w demonie tym, w czasie gdy ciało me przepełnione miłością pójdzie w podróż swą.- Promień wsiąkł w ciało Rakdara. Komnatę rozświetlił jasny blask bijący od władcy demonów.- Teraz niech się stanie ma dusza i me ciało się w tej chwili rozstanie.- I nagle król zła przybrał swą demoniczną postać. Obok zaś stał zwyczajny człowiek. Król zła w swej dawnej człowieczej formie. I w tedy stało się coś dziwnego. Demon padł na ziemie w bólu krzycząc w agoniach. Człowiek spojrzał na demona i uśmiechnął się.
- Zło we mnie tak bardzo się zagnieździło. Dobrze, że zostanie zniszczone.- Powiedział spokojnie z uśmiechem na ustach. Demon jednak się podniósł i wypowiedział kilka niezrozumiałych słów. Człowiecza postać nagle stanęła jak wryta. Patrzyła gdzieś w dal.
- Dalej przenieś się do komnaty przeniesienia mocy i przynieś mi kryształ żywiołów.- Powiedział demon i usiadł opary o ścianę. Człowiek spełnił jego prośbę. Teleportował się do owej komnaty i chwycił kryształ, który błysnął na biało. Człowiek wrócił do demona ponownie używając teleportacji. Klęknął przed nim i wyciągnął kryształ. Król zła wziął go do swojej łapy i nic się tym razem nie stało. Szybko połączył się w formę mieszaniny demona i człowieka. Władca demonów przytrzymał kryształ naprzeciw swej piersi i powiedział:
- Moc żywiołów została przekazana złu dobrowolnie. Teraz zło ma władać żywiołami wszystkimi. Wchłaniam magię żywiołów. Wchłaniam cząstkę boskiej mocy.- Kryształ wpłynął do jego serca, a postać Rekdara uniosła się nieco w górę i opadła na kolana. Jego oczy stały się błękitne, a szpony nieco zmalały. Włosy przybrały ciemnoszary kolor. Wstał i wyciągnął przed siebie prawą dłoń. Nagle przed nim otworzył się fioletowy wir. Z dłoni króla zła wystrzeliły czarne płomienie i zniknęły gdzieś wchłonięte przez wir. Po chwili Rekdar wszedł w wir. Pojawił się w pięknej krainie. Była podobna do Astre, ale była o wiele piękniejsza. No w zasadzie do czasu przybycia króla zła. Niebo stało się krwisto czerwone, a czarne złowieszcze chmury pojawiły się znikąd. Kolumny piorunów poczęły uderzać w taflę wody i ziemie tej krainy. Zerwał się wielki wiatr, potężniejszy od tajfunu. Z morza wyleciała nagle salwa ognistych kul. Wszystko to imało się jednak pięknego pałacu zbudowanego przez boską moc z białego złota. Król zła to zauważył i cisnął czarną kulą w budowlę. Kula zatrzymała się jakieś dwadzieścia metrów od murów pałacu i znikłą.
- Nie przedostanę tam się.- Powiedział do siebie i rozpłynął się w powietrzu. Pojawił się na placu koszar gdzie armia demonów była gotowa do walki. Niezliczona armia była gotowa służyć jednemu półdemonowi. Rekdar wzniósł dłonie i nad koszarami pojawił się fioletowy wir.
- To będzie prosta walka! Magia ludzi i demony przeciw jednej boskiej mocy. Atak!- Krzyknął, a wir obniżył się i wchłonął całą armię. Rekdar znów znikł.

Armia zjawiła się znikąd po północnej części wyspy bogów. Niespodziewane było jednak to, że naprzeciw im wyszła armia bogów, na czele której stał sam książę bogów. Król zła skupił się na umyśle księcia doprowadzając tym do więzi telepatycznej. Rekdar rzekł.
- Poddaj się nędzny książę. Nigdy nie pokonasz połączonej mocy demonów i ludzi.
- Nie poddam się. Chcę jednak uniknąć utraty żyć boskich i demonich. Proszę cię więc abyś przyjął wyzwanie gdzie na oczach naszych armii stoczymy pojedynek. Wygrany bierze wszystko, a przegrany odejdzie w nicość.- Odpowiedział książę.
- Zgadzam się.- Rekdar powiedziawszy to wyszedł na środek placu bitwy. Książę bogów uczynił tak samo. Rekdar i książę skłonili się sobie i przygotowali do rzucenia pierwszego zaklęcia. Po kilkunastu chwilach salwy czarnych i białych kul latały po całym wojennym polu. W tedy świetlista energia uderzyła króla zła w brzuch odrzucając go na dwa metry w tył. Książę bogów już wzniósł dłonie do rzucenia ostatecznego zaklęcia gdy w chwili zesłania z nieba pioruna Rekdar znikł i pojawił się za księciem. Po kilku sekundach to właśnie przeciwnik Władcy Demonów leżał bez przytomności z twarzą w ziemi. Król zła wyciągnął dłoń w kierunku boga, którego ciało się uniosło. Znów pojawiły się sceny z życia księcia bogów przed oczami półdemona. Od dzieciństwa począwszy aż do osiągnięcia dorosłości, w której obudził swą moc. Świadomość Rekdara wróciła do świata realnego. Ciało księcia bogów nadal wisiało w powietrzu. Król zła zaczął inkantację.
- Guerntum elovionis erd mine lordum wesfchi.- Ciało księcia bogów znikło, a na jego miejscu pozostała świecąca kula, która wsiąkła do serca Rekdara. Twarz króla zła poczęła nieco błyszczeć. Zwykły dawniej człowiek zyskał niemalże wszystkie moce. Zyskał kontrolę nad światem bogów i demonów. Wszedł w posiadanie białej magii i czarnej magii. Tak człowiek został władcą absolutu. Wszystkie światy zadrżały kiedy cała magia skupiła się w ciele jednego człowieka, który został wyrzucony z akademii magii. Wszystkie światy i boskie i demoniczne połączyły się wokół punktu centralnego- Astre. Chaos zapanował na świecie, a jego stworzycielem i władcą został Rekdar. Jego moc nie miała granic. I w tedy niematerialne duchy zabitych demonów i księcia bogów pojawiły się przed Rekdarem.
- Rada Absolutu zadecydowała, że będzie ktoś równy tobie. A jedynie odpowiednie umiejętności, a nie moc zadecydują o wygranej. Tym kimś będziesz ty.- Powiedziały demony i bóg bogów. Duchy rozpłynęły się w powietrzu. Król zła nie za bardzo zrozumiał coś z tego, a nawet nie wiedział co to jest ta tajemnicza Rada Absolutu.

Minęło tysiąc wieków. Rekdar cały czas panował nad wszystkimi światami i władał wszelką magią. Król zła nie spodziewał się jednak, że po tylu latach władzy może się zdarzyć cos niezwykłego mogącego spowodować anomalię już stałego porządku świata. Pewnego dnia na niebie pojawił się dziwny czarny obiekt tuż obok jasno święcącego słońca. Promienie słoneczne przestały padać na Astre ale wszystkie skupiły się na owym obiekcie. Ludzie, demony i bogowie poczęli obserwować niebo. Rekdar jednak nie mógł tak bezczynnie na to patrzeć. Wyczuł, że powstaje wielka moc, w której było tak wiele najczystszego dobra i najprawdziwszej miłości. Wyciągnął dłonie i czarna energia wystrzeliła w stronę tego zjawiska. Już wymawiał zaklęcie jednak przypadkowo przejęzyczył się mówiąc nie tą sylabę. Jedną, a jednak znaczącą. Zaklęcie jakby odbite przez jakaś barierę wróciło do punktu wyjścia i ugodziło z wielką siłą króla zła w serce. Kiedy jednak ciało Władcy demonów upadło w tym samym miejscu, w którym stał Redkar pojawił się duch podobny do niego jednak o człowieczym wyglądzie. Był to Rekdar sprzed tych tysiąca wieków. Uniósł się, a promienie słońca skupiły się na duchu. Z Rekdara uszło wszystkie dobro, które było duszone w jego ciele przez zło i spowiło swym światłem duszę. Czarny obiekt nagle znikł, a słońce rozproszyło swe promienie po całej krainie. Przed złym Redkarem stał dobry Rekdar.
- Wyrwałem się ze swojego dawnego ciała zepsutego przez zło, a Rada Absolutu swym czarem spowodowała, że mam nowe ciało. Mam nową tożsamość. Me imię nie brzmi już Rekdar. Ja jestem Lance. Czarna magia i dobra magia ponownie zostaną rozdzielone, a istota dobra powróci na ten świat. A za niedługo wszystkie światy oddzielą się od siebie tak jak kiedyś było. Rada Absolutu skończyła się i teraz ja i Rekdar będziemy dzielić się władzą. Więc przydzielam swojemu bratu krainy z niższych światów oraz pół Astre, a ja obejmę w swe posiadanie wyższe światy i drugą połowę Astre. Rzucam również zaklęcie czystego dobra, które oddzieli złe światy Rekdara od moich dobrych światów.- Powiedział Lance i znikł w białym rozbłysku światła. Z gardła Rekdara wyzwolił się potężny krzyk. Jego ciało przemieniło się w formę demona. Spod ziemi nagle wyłoniły się szkielety. Powstała cała armia szkieletów. Nawet głęboko zakopane szczątki ostatniego smoka wyłoniły się z ziemi i ożyły. Krzyk władcy demonów był rozkazem dość jasnym dla świata plugawych umarłych. Demon o siłach swych skrzydeł poleciał do bariery dzielącej świat zła od świata dobra. Przed jego dłońmi, które złożył pojawiła się czarna kula, która uwolniona uderzyła z całym impetem w niewidzialną ścianę. Nic to jednak nie poskutkowało. Demon znów krzyknął ze wściekłości i znikł w językach płomieni.

Świat zła przygotowywał się do wojny. Armia demonów powielała się, a magowie stworzeni przez Rekdara tworzyli nowe zaklęcia. W krainie dobra za to nic nie zakłóciło spokoju ludzi i bogów. Wszyscy żyli w wspólnej zgodzie. To miejsce było nieskażone złem. Wszyscy się szanowali i miłowali. Mimo tego i tak miało dojść do wojny pomiędzy dwiema siłami.

Minęły cztery lata od oddzielenia dobra od zła. Armia Redkara była już pod granicą światów. Pozostało jedynie zniszczyć barierę. Sam Rekdar stał na czele swej armii i wykonywał właśnie demoniczny rytuał, którzy stworzyli jego magowie poświęcając wiele demonicznych i ludzkich żyć. Rekdar unosił się przed barierą z uniesionymi łapami. Z jego ust wyrwał się syczący głos:
- Na magię demonów i twórcę zła. Niechaj magia przybędzie do mych rąk i pozowali mi uczynić szkodę dobru.- Zrobił przerwę, w czasie, której z nieba do jego rąk spadły błękitne płomienie. Paliły się one unosząc nad dłońmi króla zła, który wznowił inkantację.- Na potęgę magii zła i mocy praw nadanych mi przez wszelakie zło ja Rekdar rozkazuję aby bariera dzieląc świat dobra od świata złego została unicestwiona. Niechaj wojna się rozpocznie!- Skończył, i nagle płomienie połączyły się w jeden wielki płomień, który w postaci świetlistej kuli wyrwał się z dłoni króla zła i z wielką siła uderzył w barierę. Nastała głęboka cisza. Chwila ta ciągnęła się długo, a wszystkie demony wstrzymały swój oddech. Rekdara łuskowata pierś uniosła się. Podleciał bliżej bariery i dotknął jej. W chwili dotknięcia bariera stanowiąca granicę światów pękła jak szkło. Ziemią wzruszył potężny ryk całej demonicznej armii. Ogień wyrwany z gardła ożywionego smoka rozświetlił czerwone niebo. Rekdar zrobił krok na przód i nagle pojawił się przed nim Lance.
- Witaj bracie. Widzę, że udało się tobie zebrać liczną armię oraz zawezwać z zaświatów smoka. Prędzej czy później wiedziałem, że ci się uda jednak muszę cię zatrzymać.
- Nie rozśmieszaj mnie. Ty bez żadnej armii miałbyś mnie pokonać?! Chyba ci musiałby pomóc istoty potężniejsze od nas. Tyle, ze one niestety nie istnieją.- Odpowiedział Rekdar.
- Owszem nie istnieją. Powstało jednak proroctwo głoszące, że powstanie ktoś dobry równy tobie bracie. Jedynie umiejętności, a nie moc pozwolą wygrać jednej ze stron.
- Pogódź się z tym, że to ja będę rządzić dobrem i złem oraz wszystkimi światami po wieczność
- Masz bujną wyobraźnię bracie.- Powiedział Lance i cisnął w stronę Rekdara błękitną błyskawicę. Król zła zdążył jednak wchłonąć moc tego czaru i sam posłał czarną kulę, która chybiła cel lecąc gdzieś w bok. Wokół Lancea pojawiła się błękitna aura oślepiająca swym blaskiem. Wokół Redkara za to pojawiła się czerwona aura, której zło przeszło przez ciała demonów.
- Na magię czarnych płomieni i energii złej niech śmierć ogarnie brata mego swym całunem i odbierze mu dusze wraz z życiem.- Czarny promień wystrzelił nieprzerwanie w stronę Lancea. Czarny dym, który symbolizował złą energię otoczył króla dobra. Zasłonił jego postać. Na próżno jednak, ponieważ i tak nic się nie stało. Potężny wybuch rozepchał energię spalając ją. Dłonie Lancea zajaśniały. Uniósł się wysoko tylko po to aby spaść i uderzyć prosto w serce demona, który pod wpływem siły poleciał kilka metrów do tyłu. Król dobra wyciągnął w jego stronę dłonie i powiedział:
- Niech magia dobra spadnie na tego demona. Uzdrawiające moce wygonią z niego złego ducha. Na mocy mi nadanej przez magię najczystszą rozkazuję tobie zły duchu opuścić to ciało i zabrać ze sobą czarną magię. Niechaj słońce zleje swym promieniem cały świat. Niechaj magia da temu opuszczonemu ciało nową duszę, umysł oraz miłość prawdziwą.- Skończył i opuścił dłonie, a światło spadło na demona Rekdara. Z gardła króla zła wyzwolił się potężny wrzask. Wrzask ten oznaczał przegraną. Dźwięk ten spowodował, że kości zmarłych wcześniej ożywione rozsypały się po ziemi, a szkielet smoka zanurzył się w ziemi. Niebo, które wcześniej wyglądało jak krwią pomalowane znów przybrało błękitną barwę, a chmury po nim krążące z czarnej barwy, na białą wróciły. Demoniczna postać Redkara rozpłynęła się w powietrzu, zaś zamiast niej pojawiła się postać człowieka. Postać identyczna do Lancea. Widać było jak z ciała Rekdara wychodzi zły duch. Potęga tego zła w chwili uwolnienia była bardzo wielka. Światło, które zstąpiło z nieba jednak ujarzmiło tę moc i zamknęło głęboko w istocie tego ducha tak aby i on nie mógł jej użyć. Złu duch zniknął w rozbłysku światła. Nagle wszędzie pootwierały się fioletowe wiry. Był to znak, że światy znów zaczynają się dzielić. Owe wiry wciągnęły demony do ich światów, zaś bogów do swoich. Jedynie ludzie pozostali w Astre. Roślinność zazieleniała. Klucz białych gołębi przeleciał po nieboskłonie. Szara mgła znikła. Światło spowijające Redkara zgasło. Sam Rekdar podniósł się z ziemi i spojrzał błękitnymi oczami po krainie. Na jego twarzy zawitał promienny uśmiech.
- Wszystko wróciło do swego dawnego porządku. Miał być człowiek o prawdziwej miłości i powstał. Pojawienie się tej miłości miało aktywować zaklęcie i aktywowało. Kryształ w sercu króla zła został w końcu mój. Użyłem jego mocy łącząc ja z moją. Wszystko miało wrócić do swego dawnego porządku i wróciło. Teraz czas odbuduje ruiny które mają zostać odbudowane i zakopie pod ziemią to co ma zostać zapomniane. Wszyscy zapomną o tym wydarzeniu, a jednak legenda będzie o tym trwać. Astre będzie po wieki wolna od zła, ponieważ sama istota dobra zapieczętowała niezniszczalnymi pieczęciami przejścia do złych światów. Zostanę nowym królem Astre i będę rządzić w tym królestwie z moim bratem, który nie ma już na imię Rekdar. Samo dobro nadało mu imię Tom. Ja i Tom zostaniemy nowymi władcami tej krainy. Karty historii zostały zapisane. Ostatnia strona i słowo i księga dziejów Astre została na wieczność zapieczętowana aby czarne czasy nie nastały. To koniec przygód w Astre.




Za wszelkie błędy przepraszam, ale to dopiero prototyp. No i moje pismo nie być ciekawe, ale dopiero się uczę.
Odpowiedz
#2
Nie wiem jak się powinno postępować z młodymi powieściopisarzami, ale (powiem szybko, bezboleśnie) pisz dalej, bardzo słabo językowo.

Przy poprawianiu składni pamiętaj, by nie skończyć jak Dżumowy Grand.

Huh.
Odpowiedz
#3
Tu znajdziesz cenne porady. http://www.kres.mag.com.pl/kaciki.php
Odpowiedz
#4
Dzięki za krytykę. Przeszukałem kilka stron w tym podaną wyżej i teraz już wiem co źle robiłem. Wiem co zrobiłem przede wszystkim z bohaterami źle. Teraz pracuję nad nieco inną fabułą na Ziemi gdzie będzie można poznać Chris'a Fly Oczko Jeszcze raz dziękuję.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości