Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Avatar (2009) J. Camerona
#1
Na wstępie przepraszam Pilastera, w wątku o Ambitnych Filmach wyczytałem, że ponoć recenzje piszesz, podepniesz się pod moją. Moja pozostawia wiele do życzenia, ale w porównaniu z obecnymi autorstwa ''Wybitnych Krytyków Filmowych'' potrafi sugerować czytelnikowi czy na film się wybrać.

Długo oczekiwany film J. Camerona (twórcy m.in. Titanicu i Terminatora 2), o którym krążyło wiele pogłosek już na długo przed premierą ostatecznie, pamiętnego dnia 25 grudnia, zawitał do polskich kin. Tym samym dał możliwość miłośnikom kina do zweryfikowania swoich hipotez. Nie ukrywam, że początkowo byłem sceptycznie nastawiony co do tej pozycji z racji tego, że Avatar wydawał mi się dobrze opakowaną, ale w gruncie rzeczy mierną produkcją. Na szczęście dziewczyna wybiła mi na ten czas mój wrodzony krytycyzm z głowy i postanowiliśmy wybrać się do kina. Zapraszam do przeczytania moich refleksji.

Druga połowa XXII wieku. W czasach intensywnej eksploracji kosmosu jedna z wpływowych korporacji (RDA) odkrywa księżyc gazowego olbrzyma bogaty w złoża Unobtainium. Naturalny satelita został nazwany Pandorą. Główny bohater, Jack Sully - sparaliżowany od pasa w dół były Marines na wskutek śmierci brata otrzymuje propozycję nie do odrzucenia – przejąć jego rolę w projekcie o dźwięcznym kryptonimie ''Avatar''. Młody weteran chęcią zarobienia na kosztowną operację nóg i przeżycia niezapomnianej przygody przystępuje na te warunki. Czym jest ów przedsięwzięcie? Jak się okazuje po pewnym czasie od kolonizacji Pandory i wybudowania tam ośrodka wśród połaci drzew korporacja odkryła rdzenną cywilizację zamieszkującą ten region, Na'vi. Po bezowocnych pertraktacjach na pozór prymitywne plemię znużone obserwowaniem degradowanego środowiska wszczyna bunt będący realnym zagrożeniem dla całego przedsięwzięcia. Jack wraz z innymi pracownikami przybywa do obozu lądując wprost pod rozkazy szefowej działu badawczego, Dr Grace Augustine. Na miejscu dowiaduje się, że przy pomocy zaawansowanej technologii będzie miał możliwość kontrolować jednego z Avatarów – ciał stworzonych przez manipulację kodem genetycznym osobników Na'vi i ludzi. W tym przypadku Jack Sully jako osoba blisko spokrewniona z bratem jedyny mógł przejąć jego kontrakt. Podczas pierwszej misji w nowej skórze spotyka przedstawicielkę obcego plemienia, Neytiri od której zaczyna czerpać nauki o jej rasie co z czasem przeradza się w większe zażyłości. Jack Sully będzie musiał stanąć przed wielkim wyborem, po której ze stron konfliktu się opowiedzieć.

Przedstawiony w filmie motyw bohatera rozdartego wewnętrznie w świecie, w którym jedną z opozycyjnych grup są najeźdźcy, a drugą niewinne ofiary był już wiele razy poruszany w historii kinematografii. Mimo przetartego schematu, J. Cameron zaserwował nam nowy punkt widzenia, obraz który powstawał w jego głowie już w latach '90 - gratulujemy cierpliwości. Gra aktorska Sama Worthingtona (Jack Sully) wywarła na większości widzów duże wrażenie. Bardziej niż tę osobę pod względem zademonstrowanych zdolności doceniam Stephena Langa, który wcielił się w rolę stereotypowego tępego i mało skrupulatnego Pułkownika Qaritcha oraz Sigourney Weaver (znaną głównie z tetralogii Obcego) pokazującą ponownie, że przedwcześnie jest ją zaliczać do grona zapomnianych gwiazd. Reżyser w swoim nowym dziele czerpał inspiracje ze wcześniejszych produkcji. Wizerunek korporacji i jej nieposkromionych zapędów jest bliźniaczo podobny do tej z filmu pt. Obcy. Pandora jest krainą marzeń, tajemniczą i zabójczą a jednocześnie intrygującą. Każdy z bohaterów na swój sposób czegoś w tym świecie poszukuje. W film wplecione jest pytanie czy cel faktycznie uświęca środki. Czy film niesie ze sobą głębsze przesłanie? Po udanym seansie (którego nawet lubelskie Cinema City nie zdołało mi popsuć kilkukrotnym wyłączeniem filmu w trakcie jego trwania) chcę wierzyć, że istnieje morał bardziej wzniosły niż wyższość dobra nad złem, idei czy patriotyzmu potrafiącego stawić czoła najsilniejszemu wrogowi. Rozważając dalej myślę, że każdy odbiorca w zależności od własnej interpretacji potrafi wynieść z filmu coś z goła odmiennego. Szczęście ma wiele form i czasem podsuwane pod sam nos potrafi być niezauważalne. Taka skromna osobista myśl, którą opierłem na obserwacji poczynań Sully'ego.

Oprawa graficzna bezapelacyjnie jest najbardziej zauważalnym atutem filmu, ale zacznijmy od podstaw. Avatar został zrealizowany w tradycyjnej technice 2D, cyfrowej 3D oraz rewolucyjnej technice IMAX 3D (Image Maximum), charakteryzującej się inną budową taśmy filmowej co umożliwia uzyskanie większej rozdzielczości materiału. Ponadto do ciekawostek należą skutecznie zatarte granice między prawdą, a fikcją obrazu. Większość, bo aż 60% filmu zostało zrobioną metodą CGI, potocznie zwaną efektami komputerowymi. Natomiast pozostałą część stanowi mistrzowska charakteryzacja oraz standardowe kadry kamerą. Krajobrazów odległej od nas Pandory powinniśmy szukać na Ziemi. Zdjęcia kręcono w Stanach Zjednoczonych (na Hawajach oraz w Kalifornii) i Nowej Zelandii, regionie słynącym z surowej, dziewiczej natury. Flora odległego księżyca stylizowana jest na lasy deszczowe Amazonii. Pejzaże są bogate w szeroką skalę odcieni zieleni, fioletu i oczywiście błękitu. Ciemny, zdradziecki gąszcz jest ozdobiony w światła fluoroscencyjne dochodzące m.in. ze ściółki leśnej, różnego rodzaju owadów i zwierząt. W filmie zadbano o najdrobniejsze szczegóły widoczne przede wszystkim na dalszych planach produkcji. Wykonane z rozmachem sceny batalistyczne zapierają dech w piersiach, a dynamika stworzeń wyrenderowanych komputerowo sprawia wrażenie wszechobecnego realizmu. Bez jednego z największych budżetów w historii dużego ekranu twórcy filmu nie uzyskałby tak zadowalającego nas efektu. Kompozycja graficzna już jest dziś uważana za głównego pretendenta do statuetki Oskara – osobiście, nie zdziwiłbym się z takiego werdyktu Amerykańskiej Akademii Filmowej.

Bardzo zaimponował mi design wyimaginowanego kosmicznego świata. Flora wydaje się być inteligentna (wcześniej opisane rozświetlające się podłoże, czy rodzaj kwiatów, które po dotknięciu zwijają się w spiralę), nie sposób porównywać jej do żyjących w rzeczywistości gatunków drzew czy innych roślin. Różnorodna fauna jest jeszcze bardziej fascynującym zjawiskiem. Zwierzęta Pandory charakteryzują się trzema parami kończyn - oczywiście, nie wszystkie. Widać także nawiązania do znanych nam ssaków (psów, koni, małp) oraz owadów. Reżyser zadbał również, aby istoty były na swój sposób ukształtowane ewolucyjnie, przykładem takiego przystosowania jest podnoszący się wachlarz/grzebień u jednego z groźniejszych drapieżników puszczy mający być substytutem znaku ostrzegawczego. Takich przykładów możemy przytaczać tutaj bez końca. Ewenementem pod względem geologicznym na opisywanym księżycu są góry unoszące się w powietrzu (dzięki magnetycznym właściwościom Unobtainium), skład powietrza również jest inny od ziemskiej atmosfery co zmusza przebywających na powierzchni ludzi do noszenia filtrów powietrza. Tego problemu nie mają Na'vi. Niebiesko-skóre, mierzące po trzy metry stworzenia doskonale sobie radzą w tych warunkach. Nie zdradzę wielkiej tajemnicy jeśli nadmienię, że ich budowę opracowywano na przykładzie anatomii kotów co możemy wyczytać ze sposobu poruszania się i twarzy ''Indian Pandory''. Ciekawą częścią ich ciała jest warkocz zakończony drobnymi połączeniami neuronowymi, które umożliwiają podłączanie się do innych zwierząt jak i przedłużenie gatunku. Scena stosunku seksualnego między główną parą została jednak ocenzurowana i ukarze się dopiero w wersji reżyserskiej wydanej na DVD. Schodząc na Ziemię, nasza cywilizacja przyszłości została przedstawiona standardowo: monstrualne maszyny, helikoptery wyposażone w pociski z silnikiem rakietowym, mechy, a także tradycjonalna broń palna.

Ścieżka dźwiękowa musi być porywająca, jednocześnie potrafiąca wycisnąć resztki emocji w naszym szarym, nie do końca zrozumiałym świecie. Bez wątpienia J. Horner ten cel osiągnął. Muzyka jest niepowtarzalna, lekka, a także dopasowana do aktualnych scen. Głównym motywem są tutaj ostatnio popularne chóry, nie zabraknie również rytmicznych brzmień bębnów i innych instrumentów. Album liczy 14 utworów, w tym główny temat - I See You w wykonaniu Leony Lewis - młodej brytyjskiej piosenkarki oraz kompozytorki. Piosenka jest ściśle powiązana z wydarzeniami filmu (z ang. Widzę Cię), mimo wszystko nie uważam tego tekstu za szczególnie wybitny. Pierwsze sekundy sugerują nam, że będziemy mieli do czynienia z muzyką elektroniczną. Na szczęście to tylko element początkowy, nie mający wiele wspólnego z dalszą częścią kompozycji. Linia melodyczna utworu jest co najwyżej dobra, ustępująca pierwszeństwa mocnemu głosowi wokalistki. Motyw przypomina mi nieco klimat The Dream Within Lary Fabian wykorzystany w filmie anime Final Fantasy: The Spirits Within jednak osobiście tą drugą pozycję uważam za bardziej udaną. W przypadku ścieżki dźwiękowej nie powinniśmy mówić o rewelacji.

Tytuł wiąże się natomiast z pewnym fenomenem medialnym. Trzeba przyznać, że pod względem marketingu (głównie za granicą) ta produkcja, kosztująca około 237 mln dolarów (trzeci co do wielkości budżetu wynik w historii), została dobrze wypromowana co w niedługim czasie przełożyło się na rekordowe zyski. W zaledwie 17 dni od premiery Avatar zarobił 1,1 miliarda dolarów co stawia go tuż za takimi produkcjami jak Władca Pierścieni: Powrót Króla i chyba głównego rywala, Titanic'a… J. Camerona. W Polsce ten tytuł również dobrze się przyjął, w pierwszych trzech dniach film obejrzało 315 tys. osób. W zwiastunach położono duży nacisk na wcześniejsze dokonania reżysera przytaczając te z głośniejszych tytułów. Z jednej strony to przysłania treść filmu, ale znając masy, trzeba do nich dotrzeć skojarzeniami - ''Ten gość zrobił Terminatora i Obcego, muszę pójść na ten film'' - pewnie do podobnego zdania sprowadzają się myśli tłumom laików, niekoniecznie na co dzień zainteresowanych tą dziedziną sztuki. Nie chciałbym mówić tutaj, że doszło do przerostu formy nad treścią, w tej sferze moim liderem stał się Dystrykt 9, którego to okrzyknięto rewolucyjnym, a okazał się zaledwie tanią sensacją.

Tak długo jak o filmie będzie się mówiło, znajdą się wybitni krytycy kina nie pozostawiający na tym tytule suchej nitki. Czego od Avataru powinniśmy oczekiwać? Przystępnej i zrozumiałej dla wszystkich fabuły, emocjonujących wątków oraz kapitalnej oprawy graficznej. Dobry film to taki, po którego seansie widz jeszcze przez długi czas żyje w odrealnionym świecie reżysera i odczuwa jednocześnie żal z powodu jego niebytu. W mojej opinii najlepszy tytuł Sience Fiction minionego roku. Niech ta recenzja będzie jednocześnie rekomendacją Avataru, dzieła Camerona, które na trzy godziny przywróciło mi dziecięcy entuzjazm.

Avatar Trailer: http://www.youtube.com/watch?v=cRdxXPV9GNQ
Odpowiedz
#2
Luka_Wars napisał(a):Tak długo jak o filmie będzie się mówiło, znajdą się wybitni krytycy kina nie pozostawiający na tym tytule suchej nitki.

Co w związku z tym?
Odpowiedz
#3
Luka_Wars napisał(a):Na wstępie przepraszam Pilastera, w wątku o Ambitnych Filmach wyczytałem, że ponoć recenzje piszesz, podepniesz się pod moją.

Napisałem, że Pilaster mógłby napisać recenzję, bo byłem po prostu ciekaw jak ktoś o jego poglądach oceni fabułę tego filmu :lol2: Nie widziałem jeszcze żeby recenzje pisywał.
Odpowiedz
#4
Ja suchych nitek trochę zostawię. Powiem jednak, czego mi w filmie brakowało. Otóż nie ma tam absolutnie żadnej moralnej dwuznaczności. Wszystko jest czarne lub białe. Dwie postaci widzimy w szarych barwach. Są to Jack Sully i Tsu'tey. Obaj jednak wybierają "właściwie". Pozostali zaś to albo potwory (marines z wyjątkiem Trudy) albo istoty światłe (naukowcy, Na'vi). Widz nie ma podstaw czuć do tych pierwszych jakiejkowiek sympatii. Sumienie więc widza "Avatara" na filmie odpoczywa wcinając gotową papkę.

Smutek budzi też, że Cameron nie wprowadził też elementów wątpliwych tam gdzie się po prostu prosiło. Do czego służy Unobtanium? Do tego że jest drogie. Amen. Nie ratuje życia ludzkiego, nie uratuje Ziemi przed zagładą. Po prostu robi się na tym kasę (bo jakby było inaczej, to złamano by zasadę opisaną wyżej). A już taka śmierć Tsu'teya to już klasyczny Deus ex machina, aby liczba ubiegających się o rękę Neytiri się zgadzała.

No i z ostatnich bolączek różne często zbyt klarowne aluzje polityczne na czele z "jeśli ktoś siedzi na czymś na czym nam zależy, to ogłaszamy go wrogiem". Niesmaczne po prostu i płytkie.

Wyżaliwszy się więc powiem, że Avatar to film ładny, dobrze zrobiony i niesamowite widowisko. Tylko Cameron tchórz mógłby zadbać o większe wyzwanie intelektualne.

Aaaa. A czytał ktoś taką książkę, gdzie na planecie Pandora siedzi sobie w posiadającym własną świadomość lesie facet z rozbitego helikoptera ze swoją żoną imieniem Nava?
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#5
To co najbardziej zwróciło moją uwagę w avatarze to absurdalne uzbrojenie jakim dysponowali 22-wieczni ziemianie.

1.Brak jakiejkolwiek automatycznej broni, zamiast automatycznych wieżyczek ludzie stoją sobie z kaemami na zewnątrz helikoptera kiedy już dzisiaj można zniszczyć pocisk artyleryjski w locie.
2.Nie stosowanie broni chemicznej na totalnie bezbronnych wobec niej przeciwników.
3.Na całej planecie nie ma nawet jednej jednostki lądowej zdolnej zabić młotogłowa.
4. Budowa mechów, nie dość że są na tyle małe że mogą paść ofiarą zwierząt to są żałośnie uzbrojone a ich pancerzem przednim jest szyba wątpliwej wytrzymałości. Do tego nożyk jako broń do walki wręcz, no lol a czemu nie bambusowa pałka.Duży uśmiech Przecież taki pojazd już dzisiaj byłby praktycznie bezużyteczny.

Jeszcze przypomina mi się scena kiedy jake skarżył się że na Ziemi nie ma już skrawka zieleni podczas gdy wiemy że część marine zdobywała doświadczenie walcząc w dżungli. Coś tu chyba nie gra.
Odpowiedz
#6
Zamiast dwoić się i troić w recenzowaniu można to spokojnie ująć w jednym zdaniu.

Doskonała wizualnie, pełna emocji opowieść o walce dobra ze złem osadzona na tle pięknej przyrody obcej planety, której dobra chcą pochłonąć ludzie.

Ni mniej, ni więcej. Dostajesz to, co kupujesz.
Żadnych wyzwań emocjonalnych, żadnym dylematów. Nie temu służy ten film. Tak czy siak, bardzo mi się podobał i jakoś mnie poruszył, zapewne przez estetykę i sztampową, ale ładnie ukazaną niewinność, zwaną także "Czarno białym postrzeganiem świata" przez niektórych
Get into the car
We'll be the passengers
We'll ride through the city tonight
We'll see the city's ripped backside
We'll see the bright and hollow sky
We'll see the stars that shine so bright
Stars made for us tonight!
Odpowiedz
#7
zefciu napisał(a):A już taka śmierć Tsu'teya to już klasyczny Deus ex machina, aby liczba ubiegających się o rękę Neytiri się zgadzała.

A czy Tsu'tey nie był bratem Neytiri?
Odpowiedz
#8
zefciu napisał(a):Powiem jednak, czego mi w filmie brakowało. Otóż nie ma tam absolutnie żadnej moralnej dwuznaczności. Wszystko jest czarne lub białe. Dwie postaci widzimy w szarych barwach. Są to Jack Sully i Tsu'tey. Obaj jednak wybierają "właściwie". Pozostali zaś to albo potwory (marines z wyjątkiem Trudy) albo istoty światłe (naukowcy, Na'vi). Widz nie ma podstaw czuć do tych pierwszych jakiejkowiek sympatii. Sumienie więc widza "Avatara" na filmie odpoczywa wcinając gotową papkę.
Smutek budzi też, że Cameron nie wprowadził też elementów wątpliwych tam gdzie się po prostu prosiło. .
Wyżaliwszy się więc powiem, że Avatar to film ładny, dobrze zrobiony i niesamowite widowisko. Tylko Cameron tchórz mógłby zadbać o większe wyzwanie intelektualne.

Trochę śmiesznie by było oglądać niebieskie stworki wygłaszające jakieś egzystencjalne kwestie rodem z Hamleta czy innego Dostojewskiego i postawione w tragicznych sytuacjach jak Antygona. Przecież "Avatar" to baśń, film nakręcony dla rozrywki, w dodatku kolejny z popularnego obecnie nurtu "skończyły nam się pomysły na fabułę, więc postawimy tym razem na 3D, efekty specjalne, animację komputerową, motion capture itp., remaki, sequele, prequele itd.".
Odpowiedz
#9
El Commediante napisał(a):A czy Tsu'tey nie był bratem Neytiri?
Mieli być parą...

A co do Avatara:

[Obrazek: epic-fail-avatar-plot-fail.jpg]
The only thing we have to fear is fear itself - Franklin D. Roosevelt

Cdesign proponentsists
Odpowiedz
#10
W połowie filmu kolega zaproponował żeby olać tą papkę i pójść na piwo, ale wolałem zostać żeby zobaczyć tę rozpierduchę pod koniec filmu, ale i tak z kina wyszedłem rozczarowany. Cały film miał być rewelacją, miał być powalający, a był tak mdły że rzygać się tą słodkością wylewającą z ekranu chciało. Po prostu kolejny film z fabułą tak prostą, że tylko osoby bez mózgu nie skapnęłyby się o co chodzi, ale przecież w dzisiejszych czasach takie filmy mają się opierać na efektach, bo nic innego tych "dzieł" nie dźwignie. W momencie kiedy głównego bohatera obsiadły latające meduzy, wiadomo było co dalej będzie, zero zwrotów akcji czy zaskoczeń. Ogólnie cała historia leżała i kwiczała, jak to ktoś ujął cały film, "pięknie, aż dupa mięknie", tylko co poza efektami specjalnymi i całą "akcją" ten film mógł oferować? I jeszcze jedno, co mnie zdziwiło, główny bohater to były żołnierz, marine w dodatku, więc czemu przez cały film zachowuje się jak debil, zdaje się że niesprawne miał tylko nogi, a nie jeszcze mózg.
Odpowiedz
#11
Nie oglądałem "Avatara", ale wątpię, żeby przebił to:

http://www.youtube.com/watch?v=HTQdr4x_2HI
Odpowiedz
#12
The Phillrond napisał(a):Zamiast dwoić się i troić w recenzowaniu można to spokojnie ująć w jednym zdaniu.

Recenzje i artykuły piszę do swojego bloga. Myślałem o wycięciu kilku zdań, ale poszedłem na żywioł, może coś jeszcze znajdę do poprawy. Wybacz że długie Uśmiech

@Marxon, już na filmwebie widziałem taki błyskotliwy komentarz jak twój. Odpowiedź jest prosta, na Pandorę nie przybyła żadna rządowa armia tylko marna korporacja skupiona na ''górnictwie''. Kierownik wynajął sobie może pluton żołnierzy, ale jak to zostało ujęte w filmie - to tylko ochrona, na której czele stoi Pułkownik. RDA nie przybyło na księżyc walcząc z młotogłowami, duże zagrożenie odkryli dopiero na miejscu co mógłbyś przeczytać nawet z mojej prostej recenzji. Transport pojazdów i wyspecjalizowanej broni to koszty podróży, a ''firma'' prowadziła swoją politykę po jak najniższych kosztach. Na koniec dodam coś o AMPach. To nie były bojowe jednostki. Budowa mecha, wyposażenie (nóż) oraz wyspecjalizowane dłonie świadczą o tym, że służyły one co najwyżej do karczowania lasów, celów transportowych. Wyjątkiem jest AMP Pułkownika, którego sobie sam stuningował.

Allex, też już spotkałem się z porównaniem Avatara do Pocahontas ^^ Zapodam coś innego:
http://www.youtube.com/watch?v=UdIIqoDakHU
Odpowiedz
#13
Dajcie spokój, co to ma w ogóle być?!? To już "The Neverending Story" było lepsze. Przynajmniej było coś fantastycznego.
W "Avatarze" fantazja jest na żenująco niskim poziomie. Wszystko jest takie ziemskie. Obcy są jak ludzie, ich fauna i flora jest wzorowana na ziemskiej, nawet planety wzorowane na układzie słonecznym (plama na Jowiszu itp.).
Efekty 3D mizerne a zakończenie można przewidzieć już w połowie filmu.
On jest świetny dla przedszkolaków.
Pozdrawiam.
egoista
Odpowiedz
#14
Nie byłem w kinie od kilku lat i chybą wybiorę się na ten film dla samych efektów. Poza tym wizja zmasowanego najazdu innych planet przez ludzi i życia kosztem kosmitów jest bliska mojemu sercu Uśmiech

Ale zdnerwowało mnie że to że obraz księżyca z innego układu jest taki ziemski!! Drzewa to pół biedy. Jakim cudem powstałaby rasa tak podobna ludzi??!! :lol2: Rozumiem że to fantastyka ale w XXI w. można by się chyba bardziej wysilić.

No ale rozumiem że gdyby mieszkańcami były pełzające gluty to wątek miłosny byłby trudny do zrealizowania Oczko

[Obrazek: Banner-the-skywalker-family-10169607-600-120.jpg]

EH
Odpowiedz
#15
Marcinlet napisał(a):Trochę śmiesznie by było oglądać niebieskie stworki wygłaszające jakieś egzystencjalne kwestie rodem z Hamleta czy innego Dostojewskiego
Ani u Hamleta ani u Dostojewskiego nie mamy śmiesznych egzystencjalnych kwestii. Tylko postaci są tam z krwi i kości.
Cytat:i postawione w tragicznych sytuacjach jak Antygona.
A czemu nie? Czy współczesne społeczeństwo jest tak zdebilałe, że nie potrafi przełknąć tego, czym zachwycali się Grecy dwa milenia temu?
Cytat:Przecież "Avatar" to baśń, film nakręcony dla rozrywki, w dodatku kolejny z popularnego obecnie nurtu "skończyły nam się pomysły na fabułę, więc postawimy tym razem na 3D, efekty specjalne, animację komputerową, motion capture itp., remaki, sequele, prequele itd.".
A czy nie można było do tego wszystkiego dodać jednego, dwóch smaczków?
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
#16
Cytat:i postawione w tragicznych sytuacjach jak Antygona.
Nie trzeba postaci stawiać w jakiś tragicznych sytuacjach, by film nie był do bólu banalny. Jest mnóstwo filmów, które opowiadają podobnie prostą historię, a mają coś więcej niż efekty specjalne. Weźmy sobie np. E.T.: opowieść banalna, prosta, postacie czarno-białe, a mimo tego 10 minut tego filmu ma większą wartość niż 2 godziny avatara. I takich filmów jest cała masa, wiele filmów dla dzieci ma głębsze przesłanie.
Nie zgadzam się z zefciem, że zabrakło moralnej dwuznaczności, żadna moralna dwuznaczność nie uratowałaby tego g.... Czułam się jak na filmie dla idiotów, którzy nie potrafią zrozumieć niczego więcej niż prostej historii opowiedzianej słowami pięciolatka.

Przez pierwsze 20 minut było fajnie, bo efektownie, ale po pewnym czasie to się nudzi. Trzeba było wyciąć 2h z tego filmu i byłoby ok. Jest poniżej oczekiwań, niestety, a na film Camerona pójdę najwyżej, jak mnie ktoś zmusi.
Odpowiedz
#17
Luka- to nie było skierowane do Ciebie, a raczej do krytyków awatara. Lakoniczna recenzja, dająca w tym wypadku wiele pojęcia o treści, odbiera broń krytykom, moim zdaniem Uśmiech


Mushi- a Titanic?
Przecież to taki sam film jak avatar Uśmiech

I tak trzeba ten film wg mnie odebrać. Nie nastawiać się na coś ponad obraz, tylko odprężyć się i przez 2h pożeglować sobie bo baśniowej krainie, gdzie dzieje się prosta historia z pozytywnym przekazem.

Naprawdę Was nie rozumiem ;P
Czego się spodziewaliście?
Get into the car
We'll be the passengers
We'll ride through the city tonight
We'll see the city's ripped backside
We'll see the bright and hollow sky
We'll see the stars that shine so bright
Stars made for us tonight!
Odpowiedz
#18
Mushi napisał(a):Przez pierwsze 20 minut było fajnie, bo efektownie, ale po pewnym czasie to się nudzi. Trzeba było wyciąć 2h z tego filmu i byłoby ok. Jest poniżej oczekiwań, niestety, a na film Camerona pójdę najwyżej, jak mnie ktoś zmusi.

To w końcu ty oglądałaś Avatara czy nie? ^^
Odpowiedz
#19
Skywalker napisał(a):Jakim cudem powstałaby rasa tak podobna ludzi??!!
A dlaczego bańka mydlana jest okrągła? Oczko

Odpowiedz
#20
Cytat:To w końcu ty oglądałaś Avatara czy nie? ^^
W sensie że na kolejny film Camerona 8) Oczywiście, że film widziałam, skoro się wypowiadam na jego temat :roll:

Cytat:I tak trzeba ten film wg mnie odebrać. Nie nastawiać się na coś ponad obraz, tylko odprężyć się i przez 2h pożeglować sobie bo baśniowej krainie, gdzie dzieje się prosta historia z pozytywnym przekazem.
No dobra, spodziewałam się więcej, przede wszystkim spodziewałam się, że po pół godzinie seansu nie zacznę nerwowo spoglądać na zegarek. Niech to będzie pokaz sztucznych ogni, ale na Boga, na efekty można patrzeć max 60 minut bez znudzenia i do tego naprawdę nie trzeba tła z kretyńską historyjką dla opóźnionych przedszkolaków (tyle mniej więcej trwają takie filmy pokazowe w 3D).
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości