Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Avatar (2009) J. Camerona
Ja nie wiem, czy Poligon zwyczajnie nie widział Avatara, czy też beble co mu ślina. Przecież wyprawa do innego systemu gwiezdnego po rzadką substancję to właśnie osnowa "Avatara". (zefciu)

O wyprawach do innych systemów gwiezdnych po rzadką substancję pisałem w kontekście Diuny, której bohaterowie są przedstawicielami cywilizacji typu III w skali Kardiaszana.  
Cywilizacja Ziemian w Avatarze to jakieś 1,1 w tej skali.

Ogarnij się, odrzuć kompleksy i zacznij uważniej czytać. A przede wszystkim rozpoznaj prawidłowo zagadnienie, o którym się wypowiadasz.

Porównywać Avatara z książką "Ślimak na zboczu", skąd Cameron bezczelnie kradł pomysły i nazwy nie będę, bo to porównanie wdepdałoby film tak głęboko w ziemię, że zacząłby sterczeć z Pacyfiku.” (z)

Ależ wdeptuj, chętnie zobaczę jak się dalej kompromitujesz.
Odpowiedz
pilaster napisał(a): Tym bardziej że nie jest to przecież jednostkowy przypadek, ani nawet rekord jeżeli chodzi o stosunek nakładów finansowych do stopnia głupoty scenariusza

Ech pilaster... No właśnie dlatego, że wydali tyle kasy na efekty 3D, musiel iść w fabule "na pewniaka". Czyli na schematy, które na 100% się sprawdzą, gdzie klisze czarno/białe będą zrozumiałe nawet przy szeleście popkornu i siorbaniu Coli.

I tu jest różnica do Star Warsów (starej trylogii), która była tak zakręcona, tak wówczas inna, że sami twórcy do końca nie wierzyli w sukces.

http://filmoznawcy.ug.edu.pl/?p=1337

Avatar jeżeli chodzi o fabułę, szedł już przetartymi szlakami. Takie są prawa biznesu, kalkulacja ryzyka itd.
_______________________________________________________________________________

zefciu napisał(a): Gniot zrobiony z olbrzymim rozmachem, przełomowy jeśli chodzi o technologię 3D i naprawdę zapierający wizualnie dech w piersiach. Także mnie. Jednak w warstwie fabularnej - gniot. Obejrzałbyś tę historię na lapku? Masz potrzebę wracania do niej? Pamiętasz jakieś szczegóły, jeśli chodzi o bohaterów i wydarzenia? Wędrowałeś w wyobraźni na Pandorę?

No panowie, nie przesadzajmy. Kino komercyjne klasy A to nie gniot. Na fizykę Pandory można górnolotnie marudzić, jadnak inwencja twórców przebija większość dotychczasowych produkcji, gdzie kosmici to byli "ludzie w gumowych maskach". Zresztą jedno i drugie są ze sobą związane, dopiero technika CGI pozwoliła stworzyć nowe światy.

(Jednak porównując, CGI dużo lepiej zrobiła fantastyce, gdzie wreszcie można było stworzyć światy Tolkiena i spółki, ale to na marginesie).
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
Poligon. napisał(a): O wyprawach do innych systemów gwiezdnych po rzadką substancję pisałem w kontekście Diuny, której bohaterowie są przedstawicielami cywilizacji typu III w skali Kardiaszana.
Roberta Kardashiana? ROTFL

Cywilizacja faufreluches w ogóle się nie mieści na w ramach systemu Kardaszewa. Głównym "wąskim gardłem" tej cywilizacji nie jest bowiem dostęp do energii, ale do mocy obliczeniowej. A także mentalność, która każe podejrzliwie patrzeć na wszelki postęp naukowo-techniczny. To że nie da się zsyntetyzować przyprawy (do czasu, aż udało się to biotechnologom z Bene Tleilaxu) jest konsekwencją tych dwóch faktów. W czasach, gdy "Diuna" była pisana świat bez komputerów wydawał się racjonalny. Chemia organiczna również była na innym etapie rozwoju. Natomiast Avatar z unobtanium był głupi już w dniu swojej premiery.
Cytat:Cywilizacja Ziemian w Avatarze to jakieś 1,1 w tej skali.
Nadal ciężko sobie wyobrazić, żeby energia potrzebna do międzygwiezdnego transportu jakiejś substancji chemicznej była mniejsza od energii potrzebnej do jej syntezy.
Cytat:Ogarnij się, odrzuć kompleksy i zacznij uważniej czytać. A przede wszystkim rozpoznaj prawidłowo zagadnienie, o którym się wypowiadasz.
Więcej takich dobrych rad masz?
Cytat:Ależ wdeptuj
Spoiler!

Natomiast "Avatar" to trawestacja "Pocahontas" na SF.
bert04 napisał(a): I tu jest różnica do Star Warsów (starej trylogii), która była tak zakręcona, tak wówczas inna, że sami twórcy do końca nie wierzyli w sukces.
Zaznaczam, że oryginalnie stara trylogia miała być jeszcze bardziej zakręcona. Tak planował Lucas. To jego współpracownicy mimo wszystko jakoś wepchęli tę historię w schemat "Hero's journey".
Cytat:No panowie, nie przesadzajmy. Kino komercyjne klasy A to nie gniot. Na fizykę Pandory można górnolotnie marudzić, jadnak inwencja twórców przebija większość dotychczasowych produkcji, gdzie kosmici to byli "ludzie w gumowych maskach". Zresztą jedno i drugie są ze sobą związane, dopiero technika CGI pozwoliła stworzyć nowe światy.
A temu to chyba nikt nie zaprzecza.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
Poligon. napisał(a): Opisałem to na blogu, a co do drzew, to ich ilość na planecie byłaby po prostu za mała, żeby uzyskać ilosć połączeń odlegle choćby porównywalnych z mózgiem” (pilaster)

Jak to policzyłeś? 

Prawidłowo. Uśmiech





Cytat:W filmie, Augustine szacuje liczbę drzew na 10^12, czyli bilion.



Zakładając, że Pandora jest zbliżona rozmiarami do Ziemi (w rzeczywistości jest mniejsza) i nie ma na niej oceanów (w rzeczywistości są), ani stref podbiegunowych, ani pustyń, etc, to je powierzchnia wynosi ok 500 mln km2. Na jedno drzewo przypadałoby zatem ...500 m2 (metrów!), obszar mniej więcej 20*25 metrów. tymczasem nawet na filmie widać, że drzewa rosną w odległości jedno od drugiego, co najmniej tysiąc razy większej, poza tym sa jeszcze oceany, pustynie, a sama Pandora jest raczej wielkości Marsa bardziej niż Ziemi.


Cytat:Acha. A szkielet z włókien węglowych (…)” (p) 

Ściślej z ich dodatkiem. Najprawdopodobniej po to, żeby wzmocnić zwykły, wapienny szkielet. A tę zdolność Na'vi, mogli wykształcić już sami, w odpowiedzi na środowisko.

Nie, nie mogli. Taka konwergencja nie jest możliwa. Nawet na Ziemi wapienny szkielet powstał tylko RAZ.


Cytat:(...) i zdolność do trawienia i metabolizowania miejscowej flory i fauny też nabyli drogą konwergencji?” (p)

Przecież to w dalszym ciągu białko. 

Z dokładnie takim samym zestawem aminokwasów jak na Ziemi.  Duży uśmiech Duży uśmiech

No, no, coraz weselej...

A dlaczego Navi są niebiescy? Ano pewnie dlatego, że nie mają hemoglobiny, tylko hemocyjaninę. Jeszcze jednak "konwergencja"  Cwaniak
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
Przeniesione z "Disney wypuści 7. epizod Gwiezdnych Wojen w 2015 r":

pilaster napisał(a): Nie, avatar takim obrazem nie jest. Biosfera pokazany w filmie nie mogłaby powstać drogą ewolucji darwinowskiej. Sieć neuronowa, gdzie poszczególnymi neuronami są megadrzewa nie mogłaby funkcjonować w pokazany sposób. etc, etc..

Ale Ty wiesz, że to jest marudzenie na wysokim poziomie? I tylko jakościowo różni się od marudzenia na temat nieścisłości fizycznych w SW? Generlanie koncepcje pokazane w Avatarze, może poza paroma wyjątkami, są możliwe. A marudzenie, że drzewa są za daleko... jest marudzeniem właśnie i psuciem zabawy innym.

Cytat:Oczywiście że byłby lepszy, bo idąc pod prąd konwencji (a do czasu udając ze tak nie jest) zaskakiwałby widza. "BattlestarGalactica" była niepoprawna politycznie i również dzięki temu był to Wielki Film (serial)

Drogi padawanie, to jest Wielki Serial. Nie film. A w serialach można więcej zaryzykować. Serial, jak się nie sprawdzi, można zastopować nawet w czasie emitowania. I dlatego w ostatnim czasie seriale TV stają się ambitniejsze od mega-produkcji filmowych.

Prawdopodobieństwo happy-endu, poprawności politycznej czy obsadzania kluczowych ról mniejszościami rasowymi / seksualnymi jest wprost proporcjonalne do ilości megabaksów wtoczonych w dane dzieło kinowe. Tak to działa.
Wszystko ma swój czas
i jest wyznaczona godzina
na wszystkie sprawy pod niebem
Spoiler!
Koh 3:1-8 (edycje własne)
Odpowiedz
bert04 napisał(a): Ale Ty wiesz, że to jest marudzenie na wysokim poziomie? I tylko jakościowo różni się od marudzenia na temat nieścisłości fizycznych w SW?

Nie, to zupełnie co innego. Inaczej pod względem naukowym ocenia się konwencję "fantasy", tylko przeniesioną w kosmos, a inaczej film, który właśnie do pokazywania naukowej ścisłości pretenduje i się tym szczyci.  Smutny  



Cytat:Generlanie koncepcje pokazane w Avatarze, może poza paroma wyjątkami, są możliwe. 


No właśnie nie są. A szczególnie irytujące jest to, że wcale nie trzeba by jakiś dużych zmian, aby tych wnerwiających wyjątków nie było. Co szkodziło np wyposażyć Navi w przepływowy system oddechowy, albo drugą parę rąk?


Cytat:A marudzenie, że drzewa są za daleko... 


Drzewa za daleko, naukowiec nie zna się na nauce, zawodowy wojskowy nie zna się na dowodzeniu, pilot nie zna się na pilotowaniu, dyrektor zarządzający nie zna się na zarządzaniu (tak jak jest to pokazane w filmie nie funkcjonuje realnie żadna korporacja), prowadzone są działania jawnie ekonomicznie absurdalne (jak wysyłanie urobku górniczego, niezależnie od tego jak cennego, w wieloletnie podróże międzygwiezdne), etc, etc, etc..



Cytat:Prawdopodobieństwo happy-endu, poprawności politycznej czy obsadzania kluczowych ról mniejszościami rasowymi / seksualnymi jest wprost proporcjonalne do ilości megabaksów wtoczonych w dane dzieło kinowe. Tak to działa.

Powstało kilka obrazów sci-fi, które absolutnie się z tych trendów wyłamują, np Oblivion, o którym pisał pilaster, albo Interstellar. Nie tylko seriale.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
Kilkakrotnie widziałem tu zarzuty, że Cameron oszczędził pieniędzy na scenariuszu. Otóż nic bardziej mylnego. Jestem przekonany, że wydał na niego majątek i ten scenariusz jest w dokładnie takiej postaci jakiej sobie zażyczył. Ten film po prostu miał być Pocahontas w kosmosie, miał być o tym o czym był, ponieważ taki przekaz jest uniwersalny dla każdej kultury. Cameron jest genialnym reżyserem, to trzeba przyznać, ale to nie znaczy że jego celem jest tworzenie dzieł ambitnych i poszerzających horyzonty. Może tak było w przypadku drugiego Aliena, ale czy taki Titanic, Otchłań czy Terminator 2 to były ambitne pod względem fabuły filmy? Nie, one miały zachwycać czym innym.

Co można by jednak zrobić żeby Avatar wypadł ciekawiej dla bardziej wymagającego widza? Ja bym poeksperymentował z obcymi. Przetestował: gdzie leży granica ludzkiego utożsamiania? To żadna sztuka, jeśli widzimy człekokształtną istotę w dwóch płciach, żyjącą w społecznościach identycznych jak ludzkie, z wodzami, kapłanami, wojownikami itp. Co innego gdyby planetę obok Na'Vi zamieszkiwały istoty wykraczające poza te wąskie ramy, albo nawet zaczynające swoją ewolucję poza nimi.

No ale sama myśl, że taka koncepcja rodem z książek hard sci-fi tylko dla maniaków miała by się pojawić w blockbusterowym filmie wydaje się śmieszna, prawda? Myślę, że Avatara należy traktować tak jak Gwiezdne Wojny - przede wszstkim jako maszynkę do robienia pieniędzy, mokry sen marketingowca, a w drugiej kolejności jako dzieło wizualne. Fabuła? Nie o to w tym wszystkim chodziło.
Odpowiedz
zefciu napisał(a): Tak więc Avatar jest takim samym fantasy in space jak Gwiezdne Wojny, tylko że gorszym. Ani fabuła tego filmu nie porywa. Ani bohaterowie (kto pamięta dzisiaj innych bohaterów niż główna para? przypominam, że w przypadku GW pamiętane są nawet tak trzecioplanowe postaci jak Boba Fett).
Też tak to widzę. GW mają lepiej skonstruowaną fabułę, uniwersum, bohaterów. Ale akurat w przypadku Avatara w pamięci utkwił mi pułkownik Miles Quaritch.
Postać sztampowa ale bardzo charakterystyczna.
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz
Baptiste napisał(a): Ale akurat w przypadku Avatara w pamięci utkwił mi pułkownik Miles Quaritch.
Postać sztampowa ale bardzo charakterystyczna.
A mnie Trudy Chacon. Tylko że musiałem teraz sprawdzać nazwisko postaci, bo utkwiła jako "ta latynoska żołnierka co się zbuntowała" Uśmiech
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
Widzę, że porównujecie film "Avatar" do książki "Ślimak na zboczu". Przyznam, że gdy oglądałem to skojarzyło mi się imię Nava, ale poza tym nie dostrzegłem wówczas jakichś większych podobieństw. W sumie jeśli się teraz zastanowię to faktycznie schemat jest podobny, główny bohater trafia do tubylców, dostosowuje się do nich, jest las. Wygląda na to, że Cameron, wyciął z powieści główną oś fabularną i resztę dobudował sobie, żeby było jak najbardziej bajkowo. Jedynum co mnie ciekawi, jest to czy on rzeczywiście w tak prosty sposób zrozumiał tak skomplikowaną książkę. Przypomina mi to trochę interpretację opowiadania "Przemiana", zawartą w opracowaniu "Biologiczny Żyd", w której to autor doszedł do wniosku, że Kafka przedstawia goja jako robaka. Ciekawi mnie czy zaliczyliby na przykład na studiach Cameronowi taką interpretację.

W sumie jeśli chodzi o powieść Strugackich, to tak naprawdę nie wiadomo czy akcja toczy się na Ziemi, czy na jakiejś innej planecie, nie wiadomo czy bohaterowie są ludźmi, nie wiadomo jak czym do końca jest las, w zasadzie niewiele wiadomo wszystko trzeba sobie dopowiadać. Dobry schemat, czytelnik cały czas zastanawia się nad tajemnicami i nie ma czasu się nudzić. Z tego co pamiętam jest to książka o czasie, instytut reprezentuje teraźniejszość, a las przyszłość.
Odpowiedz
Kardashiana? ROTFL” (zefciu)                                                                                                                          
Jak widać, w przeciwieństwie do Ciebie, polegam głównie na „memoria mea”, która choć czasem zawodna, pozwala jednak uniknąć wypisywania znacznie większych głupot.  

Cywilizacja faufreluches w ogóle się nie mieści na w ramach systemu Kardaszewa. Głównym "wąskim gardłem" tej cywilizacji nie jest bowiem dostęp do energii, ale do mocy obliczeniowej.” (z)                        

Bohaterowie Diuny panują nad galaktyką, a w myśl systemu Kardaszewa, aby tego dokonać, należy najpierw zapanować nad materią (energią). 
Innej drogi nie ma.                                                                                                                                              

Nadal ciężko sobie wyobrazić, żeby energia potrzebna do międzygwiezdnego transportu jakiejś substancji chemicznej była mniejsza od energii potrzebnej do jej syntezy.” (z)                                                                                    

To tylko 4 lata świetlne. I nie o energię tylko chodzi – trzeba też wiedzieć jak to zrobić.                                        

Ślimak" jest złożoną opowieścią z dwoma głównymi wątkami. Pierwszy wątek to trochę mrożkowsko-gombrowiczowska satyra na socjalistyczną naukę i cywilizację. Mamy tam naukowca, który pragnie zbadać świat Pandory,(...) (z)

Wszystko prawie się zgadza, poza jednym szczegółem. Tam nie ma ani słowa o żadnej Pandorze. Nazwa planety nie jest chyba wymieniona, ale z kontekstu  można wywnioskować, że chodzi o Ziemię. Natomiast las, to po prostu las. 
Strugaccy, rzeczywiście nazwali tak jedną z planet, ale w zupełnie innej powieści. Chodzi tu o „Południe, XXII wiek”. Tamtejsza Pandora, opisana jest zresztą bardzo oszczędnie, bo stanowi tylko tło dla wydarzeń już na Ziemi. Pomijam w tym wszystkim fakt, że Pandora jest nazwą własną, która nie jest dla nikogo zarezerwowana.
I o ile już idziemy tym tropem, to Strugaccy w pierwszej kolejności powinni wytoczyć proces Lemowi za „Powrót z gwiazd” gdzie ewidentne retrospekcje z „Południa...” się pojawiają. 
Jeżeli miałbym wskazać pozycje, którą inspirowali się twórcy Awatara, to byłaby to w pierwszej kolejności „Cieplarnia” B. Aldisa ale w żadnym razie "Ślimak na zboczu"!
Odpowiedz
łowca napisał(a): W sumie jeśli chodzi o powieść Strugackich, to tak naprawdę nie wiadomo czy akcja toczy się na Ziemi, czy na jakiejś innej planecie, nie wiadomo czy bohaterowie są ludźmi, nie wiadomo jak czym do końca jest las, w zasadzie niewiele wiadomo wszystko trzeba sobie dopowiadać. Dobry schemat, czytelnik cały czas zastanawia się nad tajemnicami i nie ma czasu się nudzić. Z tego co pamiętam jest to książka o czasie, instytut reprezentuje teraźniejszość, a las przyszłość.
Ta opowieść dojrzewała. Na początku nazywała się "Niepokój", jej akcja była umieszczona na planecie "Pandora" i miała inny wątek "instytutu". Rzeczywiście w wersji ostatecznej pt. "Ślimak na zboczu" nazwa "Pandora" już nie pada.

Poligon. napisał(a): Jak widać, w przeciwieństwie do Ciebie, polegam głównie na „memoria mea”, która choć czasem zawodna, pozwala jednak uniknąć wypisywania znacznie większych głupot.
Naprawdę trzeba się postarać, aby napisać większą głupotę, niż pomylenie Kardaszewa z Kardashianami.

(dlaczego złośliwie utrudniasz cytowanie wstawiając te ciągi spacji)?
Cytat:Bohaterowie Diuny panują nad galaktyką, a w myśl systemu Kardaszewa, aby tego dokonać, należy najpierw zapanować nad materią (energią). 
Innej drogi nie ma.
No właśnie Herbert użył swojej licentia poetica by stworzyć taką cywilizację, gdzie zastosowano inną drogę. Jeśli tego nie kupujesz - Twoja sprawa. Ale musisz w takim układzie krytykować cały pomysł faufreluches, a nie tylko jeden z elementów, który doskonale do pozostałych pasuje.
Cytat:To tylko 4 lata świetlne. I nie o energię tylko chodzi – trzeba też wiedzieć jak to zrobić.
Proszę zatem wskazać taką realnie istniejącą substancję, którą gdybyśmy odkryli w stanie czystym na Alfa Centauri, opłacałoby się transportować na Ziemię bardziej niż syntetyzować.                
Cytat:Wszystko prawie się zgadza, poza jednym szczegółem. Tam nie ma ani słowa o żadnej Pandorze.
Wyjaśniłem powyżej.
Cytat:Nazwa planety nie jest chyba wymieniona, ale z kontekstu  można wywnioskować, że chodzi o Ziemię. Natomiast las, to po prostu las.
No normalnie Puszcza Białowieszczańska. Po prostu.
Cytat:Jeżeli miałbym wskazać pozycje, którą inspirowali się twórcy Awatara, to byłaby to w pierwszej kolejności „Cieplarnia” B. Aldisa ale w żadnym razie "Ślimak na zboczu"!
Nie wiem, czy w żadnym razie. Mnie to osobiściwe uderzyło (i to jeszcze w momencie, jak nie wiedziałem o "Niepokoju").
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
Ta opowieść dojrzewała. Na początku nazywała się "Niepokój", jej akcja była umieszczona na planecie "Pandora" i miała inny wątek "instytutu".” (zefciu)

Tego nie wiem, choć swego czasu Strugackich „przerabiałem” dość dokładnie. A w świetle Twoich ostatnich wypowiedzi mam prawo Ci nie ufać.

Rzeczywiście w wersji ostatecznej pt. "Ślimak na zboczu" nazwa "Pandora" już nie pada.” (z)

To dlaczego w swojej recenzji użyłeś tej nazwy? Przecież to zwykła manipulacja obliczona na ignorancję interlokutora.

Naprawdę trzeba się postarać, aby napisać większą głupotę, niż pomylenie Kardaszewa z Kardashianami.” (z)

Następna manipulacja. Nie z Kardashianami, lecz z Kardaszanem. Widzisz różnicę?

(dlaczego złośliwie utrudniasz cytowanie wstawiając te ciągi spacji)?” (z)

Złośliwie? Po co miałbym to robić?

No właśnie Herbert użył swojej licentia poetica by stworzyć taką cywilizację, gdzie zastosowano inną drogę. Jeśli tego nie kupujesz - Twoja sprawa. Ale musisz w takim układzie krytykować cały pomysł faufreluches, a nie tylko jeden z elementów, który doskonale do pozostałych pasuje.” (z)

Nawet licentia poetica ma swoje granice. Można przecież stworzyć opis Księżyca porosłego wielkimi muchomorami i mieszkających w ich cieniu krasnoludków. Tylko czy to będzie jeszcze fantastyka..?

Proszę zatem wskazać taką realnie istniejącą substancję, którą gdybyśmy odkryli w stanie czystym na Alfa Centauri, opłacałoby się transportować na Ziemię bardziej niż syntetyzować.” (z)

Takiej substancji nie znamy, co nie znaczy, że ona nie istnieje. Wszystko zależy od jej ceny i kosztów transportu.

No normalnie Puszcza Białowieszczańska. Po prostu.” (z)

Być może. Nie mam pamięci absolutnej, choć mogłem to sprawdzić.
Odpowiedz
Poligon. napisał(a): A w świetle Twoich ostatnich wypowiedzi mam prawo Ci nie ufać.
To se nie ufaj.
Cytat:To dlaczego w swojej recenzji użyłeś tej nazwy? Przecież to zwykła manipulacja obliczona na ignorancję interlokutora.
Jak już napisałem, dla mnie podobieństwa były uderzające nawet wtedy, gdy nie wiedziałem, że planeta u Strugackich tak się miała nazywać. Dowiedziałem się o tym guglając w celu weryfikacji moich podejrzeń.
Cytat:Następna manipulacja. Nie z Kardashianami, lecz z Kardaszanem. Widzisz różnicę?
O jotę (dosłownie). Ale ponabijać się zawsze można Uśmiech

Cytat:(dlaczego złośliwie utrudniasz cytowanie wstawiając te ciągi spacji)?” (z)

Złośliwie? Po co miałbym to robić?
Właśnie nie wiem. Może po to samo, po co używasz taga "b" zamiast "quote". Nie jestem psychiatrą, więc nie ustalę, czemu tak robisz.
Cytat:Nawet licentia poetica ma swoje granice. Można przecież stworzyć opis Księżyca porosłego wielkimi muchomorami i mieszkających w ich cieniu krasnoludków. Tylko czy to będzie jeszcze fantastyka..?
No to niech Ci będzie, że "Diuna" to taka średniowieczna saga osadzona w kosmosie. Nadal nie upoważnia Cię to do nazywania SF "Avatara".
Cytat:Takiej substancji nie znamy, co nie znaczy, że ona nie istnieje. Wszystko zależy od jej ceny i kosztów transportu.
Proszę zatem wymyśleć taką substancję.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
To se nie ufaj.(zefciu)
To se nie ufam.

Jak już napisałem, dla mnie podobieństwa były uderzające nawet wtedy, gdy nie wiedziałem, że planeta u Strugackich tak się miała nazywać. Dowiedziałem się o tym guglając w celu weryfikacji moich podejrzeń.(z) 
Jaki jest koń, każdy widzi.

O jotę (dosłownie). Ale ponabijać się zawsze można” (z)
Ok., chociaż ja się z Twojego krótkiego przewodu pokarmowego nie nabijam.

Właśnie nie wiem. Może po to samo, po co używasz taga "b" zamiast "quote". Nie jestem psychiatrą, więc nie ustalę, czemu tak robisz.(z) 
Oprócz tego noszę bieliznę na lewej stronie i głośno szczytuję. Każdy ma swoje dziwactwa i przyzwyczajenia.

No to niech Ci będzie, że "Diuna" to taka średniowieczna saga osadzona w kosmosie. Nadal nie upoważnia Cię to do nazywania SF "Avatara".” (z)
Upoważnia mnie do tego definicja SF.
Odpowiedz
Poligon. napisał(a): Upoważnia mnie do tego definicja SF.
To przedstaw taką definicję SF, która zawrze "Avatara", a nie zawrze "Diuny". Ciekawym.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
Poligon napisał(a): No to niech Ci będzie, że "Diuna" to taka średniowieczna saga osadzona w kosmosie. Nadal nie upoważnia Cię to do nazywania SF "Avatara".” (z)
Upoważnia mnie do tego definicja SF.

Nie. Diuny nie da się odrzeć ze sztafażu kosmicznego, tak aby zachowała swoją treść. Żaden odpowiednik Przyprawy, bez której poszczególne ośrodki zostałyby całkowicie odcięte od siebie, w żadnej innej rzeczywistości nie mógłby funkcjonować. Również jedynie Kosmos jest dostatecznie wielki, żeby dało się skutecznie uciec przed sztuczną inteligencją.

Natomiast na Avatarze dałoby się taką operację przeprowadzić bez trudu, uzyskując western, czy inny film awanturniczo-przygodowy o złej cywilizacji i kapitalizmie dręczących i wyzyskujących żyjących w zgodzie z natura Dzikich.
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz
pilaster napisał(a):
Poligon napisał(a): No to niech Ci będzie, że "Diuna" to taka średniowieczna saga osadzona w koakcjiiadal nie upoważnia Cię to do nazywania SF "Avatara".” (z)
Upoważnia mnie do tego definicja SF.

Nie. Diuny nie da się odrzeć ze sztafażu kosmicznego, tak aby zachowała swoją treść. Żaden odpowiednik Przyprawy, bez której poszczególne ośrodki zostałyby całkowicie odcięte od siebie, w żadnej innej rzeczywistości nie mógłby funkcjonować. Również jedynie Kosmos jest dostatecznie wielki, żeby dało się skutecznie uciec przed sztuczną inteligencją.

Natomiast na Avatarze dałoby się taką operację przeprowadzić bez trudu, uzyskując western, czy inny film awanturniczo-przygodowy o złej cywilizacji i kapitalizmie dręczących i wyzyskujących żyjących w zgodzie z natura Dzikich.

Przeciez juz byl taki film. Disneya. Pocahontas. Avatar to taki Pocahontas tylko z niebieskimi ludkami.
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości