Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Emocje a spokój
#21
Masz w tym momencie rację, ale spójrz na jedno- to tylko pięć minut odkrycia.
Czym innym jest wieloletni dorobek i praca nad własną obiektywnością a czym innym takie właśnie odkrycie, no nie?

Zauważ też, że łatwo dać się ponieść dumie i osiąść na laurach, nie szukając we własnej pracy błędów, nie jeden tak poległ Uśmiech
Get into the car
We'll be the passengers
We'll ride through the city tonight
We'll see the city's ripped backside
We'll see the bright and hollow sky
We'll see the stars that shine so bright
Stars made for us tonight!
Odpowiedz
#22
lumberjack napisał(a):Chodzi mi mianowicie o to: skoro berserkowie byli tacy wspaniali, skoro potrafili wygrać nawet z najlepszym szermierzem, to jak to się stało, że ów zakaz wpadania w szał zaczął obowiązywać? Kto był na tyle silny by narzucić berserkom ten zakaz? Zakładam, że berserkowie sami sobie go nie wprowadzili, bo byłoby to sprzeczne z ich interesami (więc ktoś im to musiał narzucić, ktoś silniejszy).

No wiesz, skoro berserkowie byli elitą pośród wojowników (głównie w okresie wypadów pirackich), a i sami wojowie byli pewną klasą, więc ilu tych "odzianych w niedźwiedzie skóry" mogło być? Dopóki w prawie nie znalazł się zapis zakazujący tego typu praktyk, dopóty berserk był po prosty stroną pojedynku. Wyzywał do walki, a wyzwany musiał się zgodzić (w przypadku odmowy pojawiały się konsekwencje, więc nie musiał się godzić ale jakaś krzywda i tak go spotkała). Nikt nie mógł przeszkodzić takiemu pojedynkowi, ponieważ był on zgodny z prawem. Kiedy jednak zakaz się pojawił, berserk z konieczności stawał sięjednostką stojącą poza prawem, a zatem można go było jako takiego potraktować. I tak się skończył czas opętanych.

lumberjack napisał(a):Czy ci berserkowie to coś w stylu plemion germańskich przedstawionych w Gladiatorze? Skojarzenie narzuca mi się z pewną sceną z tego filmu - banda silnych dzikusów-furiatów, którzy w bojowym szale wybiegają chaotycznie z lasu kontra spokojni i zdyscyplinowani Rzymianie, którzy czekają na odpowiedni moment wdrożenia w życie zaplanowanej wcześniej na chłodno taktyki.

To nie była "banda silnych dzikusów furiatów", tylko jednostki którym dzięki odpowiednim inicjacjom zdeformowano psychiki. Szał miał wpływ na psychosomatyczną całość jaką jest ludzki organizm, "odmieniał" go, czynił nieczułym na ból, rany, wysiłek itd. Z drugiej strony nastawienie do walki pozwala porównać ich z japońskimi kamikadze.

Jeszcze jedno. Berserków nie ma. Ale nie ma też japońskich samurajów, a i Imperium Rzymskie czym się stało i jak skończyło? Po samurajach pozostali śmieszni skośnoocy w idiotycznych programach rozrywkowych (i ci którzy każdego dnia rzucają się z drapaczy chmur). Ostatnie dwudziestowieczne westchnięcie "Rzymu i legionów" to rozpierdolona w mak Trzecia Rzesza i jej SS (znamy ich inspiracje, i wiemy w czym różnili się od komunistów). Pozostała coca cola, mcdonald's i horda rozhisteryzowanych libertynów i nihilistów (to ostatnie zdanie to moja osobista opinia). Gdzieś umknęła JAKOŚĆ.

(czy w tym filmie, gladiatorze, główny bohater nie kierował się bardzo silnymi emocjami? Gdyby Maksimus Decimus Meridus był spokojnym apatykiem, film trwałby jakieś piętnaście minut i raczej nie miałby sensu. Prawda? Oczko)

lumberjack napisał(a):Jeśli lubienie to coś powiązanego z emocjami, to ok, tak rozumiane emocje odgrywają bardzo ważną rolę w życiu. Tyle, że niektóre przeszkadzają. Emocja mająca związek z poznawaniem jest dla mnie pozytywną emocją. Emocje, które np. powodują utrudnianie dyskusji powiązanej z poznaniem czegoś, są negatywne i należy je tłumić (bo wyzbyć się ich nie da i wiedzieli to już stoicy - tylko jeden z nich postulował wyzbywanie się niektórych emocji, reszta ludzi ze szkoły stoickiej zalecała tłumienie).

Cóż, mnie silne emocje porywają do działania. Furor rotheinicus :p

lumberjack napisał(a):Chyba nie odczuwam satysfakcji z istnienia

Brama jest zawsze otwarta.

Phillrond napisał(a):Brak samokontroli to brak samokontroli. Zawsze nim Był, Jest i Będzie.
Nie ważne, czy wyznajesz pro-ife czy wolność wyboru. Brak kontroli nad emocjami zawartymi w swojej wypowiedzi, to brak kontroli nad sobą samym. Nie widzę powodu, by nie nazywać rzeczy po imieniu. Nie widzę powodu, by brać nie potrafiących nad sobą panować ludzi na poważnie. Ponieważ są nieobliczalni i niesieni przez odczucia. Są słabi, bez względu na siłę argumentów (i to dotyczy się także i mnie, nie jestem idealny i czasami moje emocje biorą górę)

Wiesz co łączy nauczyciela darzonego szacunkiem, byskotliwego naukowca, sprintera, zwycięzce biegu na 250km, fightera i sprawiedliwego rodzica?
Kontrola nad sobą samym i przeciwnościami charakteru. To jest COŚ i nie każdy to ma Zdezorientowanymile:
Nie nazywaj tego apatią.

Wybacz, ale nie trafia do mnie taka retoryka.

Kiedy urodziła się moja córka mieliśmy z nią "drobny" problem. Zanosiła się przy płaczu. I zanosiła się tak ze traciła przytomność. Siniała, "rozpływała się" w rękach, wyglądała jak martwa. Wszyscy wokół w jednej chwili zamieniali się w jedną wielką roztrzęsioną panikę. Jedynie Rothein w takiej sytuacji był w stanie zastosować się do zaleceń lekarki i nie histeryzować. I to się nazywa zachować zimną krew w sytuacji która tego wymaga. Jednak nie muszę zachowywać zimnej krwi i spokoju w każdej sytuacji, bo i niektóre wymagają wręcz furiackiego ataku. Istnieją sytuacje w których spokojne mamrotanie może spotkać się tylko z ignorancją i wyśmianiem. W takich sytuacjach konieczne są gromy, burze, a nawet pięść w mordę jeżeli będzie potrzebna. Nie wolno podchodzić ze spokojem wobec kogoś czy czegoś, co za wszelką cenę chce zniszczyć wszystko w co się wierzy, co uznaje się za wartościowe. O wielkim spokoju mogą mówić ludzie którzy mają mało do stracenia, którym na niczym właściwie nie zależy. Tacy którzy nie widza dalej niż czubek własnego nosa. Wtedy ci ludzie budują sobie wewnętrzne schronienie w samych sobie, nie muszą o nic walczyć, a jedynie obcują ze swoim własnym spokojny ego. Ja do takich ludzi nie należę, choć próbowałem już tego. Dla mnie nadmierny spokój to po prostu zlewanie problemu. Wielu bardzo spokojnych ludzi jest spokojnymi dlatego iż wyznają regułę "po mnie to choćby i potop", o nic specjalnie się nie starają, więc oczywiście nie rodzą się w nich silne emocje. Emocja nie ma z czego się w nich pojawić.
Stalk the weak, crush their skulls, eat their hearts, and use their entrails to predict the future.
Odpowiedz
#23
Rothein napisał(a):Nie wolno podchodzić ze spokojem wobec kogoś czy czegoś, co za wszelką cenę chce zniszczyć wszystko w co się wierzy, co uznaje się za wartościowe.
Wielkie czyny można wykonywać tylko pod wpływem silnych emocji?

Odpowiedz
#24
Rothein napisał(a):Gdzieś umknęła JAKOŚĆ.
A w czym przejawiała się jakość? W czym jakościowo człowiek z "kiedyś" różni się od człowieka z "dziś"? I czy dzisiaj nie możemy spotykać ludzi, którzy ową jakość posiadają?
[SIZE="2"]agoreton.pl[/SIZE]
Odpowiedz
#25
Rothein napisał(a):No wiesz, skoro berserkowie byli elitą pośród wojowników (głównie w okresie wypadów pirackich), a i sami wojowie byli pewną klasą, więc ilu tych "odzianych w niedźwiedzie skóry" mogło być? Dopóki w prawie nie znalazł się zapis zakazujący tego typu praktyk, dopóty berserk był po prosty stroną pojedynku. Wyzywał do walki, a wyzwany musiał się zgodzić (w przypadku odmowy pojawiały się konsekwencje, więc nie musiał się godzić ale jakaś krzywda i tak go spotkała). Nikt nie mógł przeszkodzić takiemu pojedynkowi, ponieważ był on zgodny z prawem. Kiedy jednak zakaz się pojawił, berserk z konieczności stawał sięjednostką stojącą poza prawem, a zatem można go było jako takiego potraktować. I tak się skończył czas opętanych.

Ok... czyli kto ten zakaz narzucił berserkom? Reszta wojowników? Wobec kogo berserkowie okazali się słabsi? Czyżby swoje zasady narzucili im wojownicy niewpadający w szał?

Cytat:To nie była "banda silnych dzikusów furiatów", tylko jednostki którym dzięki odpowiednim inicjacjom zdeformowano psychiki.

Czy owo zdeformowanie psychiki nie miało na celu stworzenie bandy silnych, dzikich furiatów?

Cytat:Jeszcze jedno. Berserków nie ma. Ale nie ma też japońskich samurajów, a i Imperium Rzymskie czym się stało i jak skończyło? Po samurajach pozostali śmieszni skośnoocy w idiotycznych programach rozrywkowych (i ci którzy każdego dnia rzucają się z drapaczy chmur). Ostatnie dwudziestowieczne westchnięcie "Rzymu i legionów" to rozpierdolona w mak Trzecia Rzesza i jej SS (znamy ich inspiracje, i wiemy w czym różnili się od komunistów). Pozostała coca cola, mcdonald's i horda rozhisteryzowanych libertynów i nihilistów (to ostatnie zdanie to moja osobista opinia). Gdzieś umknęła JAKOŚĆ.

A jakie są twoje kryteria "jakości"?

Cytat:(czy w tym filmie, gladiatorze, główny bohater nie kierował się bardzo silnymi emocjami? Gdyby Maksimus Decimus Meridus był spokojnym apatykiem, film trwałby jakieś piętnaście minut i raczej nie miałby sensu. Prawda? :winkUśmiech

Ano. Rozsądek nigdy nie przyciąga zainteresowania mas. Nigdy nie powstanie film o życiu spokojnego, mądrego i rozważnego człowieka, bo byłaby to produkcja dla ludu nudna. Dlatego jest tyle naszpikowanych emocjami telenowel. Dlatego powstają filmy o targanym emocjami Neronie, a nie o Marku Aureliuszu. Smutny

Cytat:Brama jest zawsze otwarta.

Brama dokąd?
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
#26
Czytałem książkę historyczną napisaną przez pana Skroka (imienia ni tytułu nie pomnę). Pisał tam m.in. o berserkach. W bojowy szał wpadali oni po zażyciu wywaru z czerwonych muchomorów i rozmarynu.
Odpowiedz
#27
Cytat:potrafili wygrać nawet z najlepszym szermierzem

Jak mniemam, teoretyzujesz, ale chciałbym zobaczyć rekonstrukcję walki samuraja z berserkerem. Topór i dziki szał berserkera, kontra niesamowicie ostra klinga samuraja, którą potrafi przeciąć gruby stalowy pręt (w popgromcach mitów sprawdzali). Kontra umiejętności wystarczające do odtrącenia dłonią bełtu w locie (bardziej ninja chyba), połączone z treningiem opierającym się właśnie na opanowaniu i kształceniu umiejętności wymagających wielkiej szybkości i dokładności.

Rothein
Cytat:Kiedy urodziła się moja córka mieliśmy z nią "drobny" problem. Zanosiła się przy płaczu. I zanosiła się tak ze traciła przytomność. Siniała, "rozpływała się" w rękach, wyglądała jak martwa. Wszyscy wokół w jednej chwili zamieniali się w jedną wielką roztrzęsioną panikę. Jedynie Rothein w takiej sytuacji był w stanie zastosować się do zaleceń lekarki i nie histeryzować. I to się nazywa zachować zimną krew w sytuacji która tego wymaga.

To się nazywa być albo nie być.

Lord George Byron bardzo ładnie to ujął w swoim poemacie "Korsarz"

Jednak jam śmiały! lecz tu wszyscy śmieli,
gad, gdy się broni równą śmiałość dzieli
Zwierząt, nie ludzi, godna jest odwaga
gdy ją strach śmierci, lub chęć łupu wzmaga


Uśmiech



Cytat:Trzecia Rzesza i jej SS
Ok, tu przyznam Ci rację. Gardzę ludobójstwem i bezmyślnym okrucieństwem, ale trzeba przyznać jedno- selekcja i wyszkolenie było niesamowite


Cytat:ednak nie muszę zachowywać zimnej krwi i spokoju w każdej sytuacji, bo i niektóre wymagają wręcz furiackiego ataku.

Takie, jak niezgoda z rozmówcą w internecie? :roll:
To żałosne, nie odważne.

Cytat:Pozostała coca cola, mcdonald's i horda rozhisteryzowanych libertynów i nihilistów (to ostatnie zdanie to moja osobista opinia). Gdzieś umknęła JAKOŚĆ.

Stawiasz wyznawany przeze mnie pogląd na równi z rozkrzyczanymi feministkami, wielbicielkami aborcji w 3 trymestrze i ludźmi, którzy pozwolą sobie zrobić wszystko?
Potrafisz to jakoś udowodnić?

Chyba nie, bo automatycznie jestem pedałem z parady równości, wpieprzam shake z mcdonalna i nie mam żadnego kręgosłupa moralnego, oglądając rozrywkowe show w JapanTV.
To co robię wymaga opanowania. To dobra zasada na całe życie. Pozbawiłem się części zdrowia nie przez "męstwo i odwagę", tylko przez brak opanowania i to nie jeden raz (raz ścięgna, raz nerki i ogólny stan wyczerpania utrzymujący się tygodniami) Oczywiście, zrobienie tego wymagało odporności na ból, zmęczenie i powtarzające się bodźce stresogenne. I nie było to bardzo męskie, tylko nierozważne i głupie, nic tego nie zmieni
Tak samo, jak nie pozbawił Cię zębów szkorbut, Rothein.
Berserkowie byli "jednorazówkami". Nie mieli rodzin, byli maszynami. Zaprogramowanymi by zabijać. To bezmyślny szał nigdy nie niosący nic dobrego, o ile nie dawkowany z umiarem.



Cytat:Ja do takich ludzi nie należę, choć próbowałem już tego. Dla mnie nadmierny spokój to po prostu zlewanie problemu. Wielu bardzo spokojnych ludzi jest spokojnymi dlatego iż wyznają regułę "po mnie to choćby i potop", o nic specjalnie się nie starają, więc oczywiście nie rodzą się w nich silne emocje. Emocja nie ma z czego się w nich pojawić.

Po raz kolejny uogólniasz. Apatia to nie rozsądek, nie myl tego, ciągle to robisz.
Rozsądek, to rozsądek. Ani nie apatia, ani nie chłodne draństwo

Cytat:Szał miał wpływ na psychosomatyczną całość jaką jest ludzki organizm, "odmieniał" go, czynił nieczułym na ból, rany, wysiłek itd.
Tak, i nie powinien być niczym więcej niż stanem chwilowym, nie filozofią.
Bez umiejętności wzbudzenia w sobie furii, nie damy z siebie wszystkiego. To szał uwalnia dodatkowe rezerwy glikogenu w mięśniach, na codzień niemożliwe do odkopania, bo stanowiące ostateczną deskę ratunku.

Przykład sportowy- Ci, którzy na zawodach dadzą z siebie absolutnie wszystko, mają siłę tylko położyć się na ziemii, mógłbyś na nich napluć, i kopnąć, nie kiwnęliby palcem, właśnie z powodu wyczerpania rezerw
Get into the car
We'll be the passengers
We'll ride through the city tonight
We'll see the city's ripped backside
We'll see the bright and hollow sky
We'll see the stars that shine so bright
Stars made for us tonight!
Odpowiedz
#28
lumberjack napisał(a):Czyżby swoje zasady narzucili im wojownicy niewpadający w szał?

Mniej więcej.

lumberjack napisał(a):Czy owo zdeformowanie psychiki nie miało na celu stworzenie bandy silnych, dzikich furiatów?

Sprawniejszych wojowników.

lumberjack napisał(a):A jakie są twoje kryteria "jakości"?

Za dużo gadania.

lumberjack napisał(a):Ano. Rozsądek nigdy nie przyciąga zainteresowania mas. Nigdy nie powstanie film o życiu spokojnego, mądrego i rozważnego człowieka, bo byłaby to produkcja dla ludu nudna. Dlatego jest tyle naszpikowanych emocjami telenowel. Dlatego powstają filmy o targanym emocjami Neronie, a nie o Marku Aureliuszu. Smutny

Nie wiem. Nie oglądam telenowel ani filmów o Neronie.

Phillrond napisał(a):To się nazywa być albo nie być.

Lord George Byron bardzo ładnie to ujął w swoim poemacie "Korsarz"

Jednak jam śmiały! lecz tu wszyscy śmieli,
gad, gdy się broni równą śmiałość dzieli
Zwierząt, nie ludzi, godna jest odwaga
gdy ją strach śmierci, lub chęć łupu wzmaga

Co to ma wspólnego z fragmentem mojej wypowiedzi który zacytowałeś?

Phillrond napisał(a):Takie, jak niezgoda z rozmówcą w internecie? :roll:
To żałosne, nie odważne.

Ok. W takim razie żałośnie nie zgadzam się z rozmówcą w internecie. I nadal będę się nie zgadzał.

Phillrond napisał(a):Stawiasz wyznawany przeze mnie pogląd na równi z rozkrzyczanymi feministkami, wielbicielkami aborcji w 3 trymestrze i ludźmi, którzy pozwolą sobie zrobić wszystko?
Potrafisz to jakoś udowodnić?

Jaki znowu pogląd? Pisałem do Lumbera nie do Ciebie. Nic nie wiem o "wyznawanym przez Ciebie poglądzie".

Phillrond napisał(a):To co robię wymaga opanowania. To dobra zasada na całe życie. Pozbawiłem się części zdrowia nie przez "męstwo i odwagę", tylko przez brak opanowania i to nie jeden raz (raz ścięgna, raz nerki i ogólny stan wyczerpania utrzymujący się tygodniami) Oczywiście, zrobienie tego wymagało odporności na ból, zmęczenie i powtarzające się bodźce stresogenne.

Więc rób to co wymaga opanowania i trzymaj się zasady dobrej na całe życie.

Phillrond napisał(a):I nie było to bardzo męskie, tylko nierozważne i głupie, nic tego nie zmieni

Byłeś nierozważnym głupkiem a już nie jesteś. Powinieneś się cieszyć.

Phillrond napisał(a):Po raz kolejny uogólniasz. Apatia to nie rozsądek, nie myl tego, ciągle to robisz.
Rozsądek, to rozsądek. Ani nie apatia, ani nie chłodne draństwo

A w którym miejscu napisałem że pochwalam zachowania nierozsądne? Pisałem jedynie do Lumbera, a skoro pisałem do Lumbera to dotyczyło to najprawdopodobniej stoickiego spokoju czyli apatii. Ty powinieneś użyć rozsądku i troszkę się zrleflektować odnośnie tego co tu napisane.

Philrond napisał(a):Tak, i nie powinien być niczym więcej niż stanem chwilowym, nie filozofią.

Ktoś zrobił z szału berserka filozofię? Ciekawa anomalia.
Stalk the weak, crush their skulls, eat their hearts, and use their entrails to predict the future.
Odpowiedz
#29
Cytat:Jeszcze jedno. Berserków nie ma. Ale nie ma też japońskich samurajów, a i Imperium Rzymskie czym się stało i jak skończyło? Po samurajach pozostali śmieszni skośnoocy w idiotycznych programach rozrywkowych (i ci którzy każdego dnia rzucają się z drapaczy chmur). Ostatnie dwudziestowieczne westchnięcie "Rzymu i legionów" to rozpierdolona w mak Trzecia Rzesza i jej SS (znamy ich inspiracje, i wiemy w czym różnili się od komunistów). Pozostała coca cola, mcdonald's i horda rozhisteryzowanych libertynów i nihilistów (to ostatnie zdanie to moja osobista opinia). Gdzieś umknęła JAKOŚĆ.

Chciałbym o coś spytać. Nie są to pytania retoryczne mające służyć mi do dowiedzenia pewnej tezy, żebym nie został źle zrozumiany. To czysta ciekawość.

Mianowicie, wszystkie przykłady jakie dajesz to wojownicy czy militarne Imperium. Jeśli wedle Ciebie jakość objawiała się w przeszłości w wojownikach to powiedz, w jaki sposób dzisiaj może się objawiać w dzisiejszych czasach? Jaką formę ma przybierać ta jakość w tych czasach? Czego właściwie oczekiwałbyś od dzisiejszego świata?
Matematyka jest niezmysłową rzeczywistością, która istnieje niezależnie zarówno od aktów, jak i dyspozycji ludzkiego umysłu i jest tylko odkrywana, prawdopodobnie bardzo niekompletnie, przez ludzki umysł

Kurt Gödel

Mój blog - http://flaufly.wordpress.com/
Odpowiedz
#30
Jutro odpiszę. Dzisiaj boli mnie głowa.
Stalk the weak, crush their skulls, eat their hearts, and use their entrails to predict the future.
Odpowiedz
#31
Emocje, uczucia są ważne w naszym życiu, po odpowiednim zastanowieniu śmiałbym rzec że są bardzo ważne. Jednakże w dyskusji na forum ( i nie tylko na forum) z inteligentnymi i w większości przypadków kulturalnymi osobami powinno się zachować należyty spokój, opanowanie nie pozwalające się czasami jakiemuś delikwentowi sprowokować. Takie niekulturalne zachowanie świadczy tylko i wyłącznie o nas. I nie mówie tutaj że jestem jakimś bardzo spokojnym człowiekiem wręcz stoikiem, czasami zdaża mi się niekontrolowany wybuch emocji. Nie jestem jakimś ideałem i od innych też tego nie wymagam bo to rzecz niemożliwa do wykoania, jedynie proszę o trochę spokoju, opanowania, głębokiego oddechu, zastanowienia się. Choć takie rzeczy mi się zdarzają to potrafię się opanować w różnego rodzaju prowokacjach na mój temat, obrzucania mnie kamieniami, epitetami i innymi tego typu, czasami chciałoby się wybuchnąć i rzec spierdalaj, lecz co by to wnosło? Nic, jedynie negatywną opinię na mój temat. Chodzi mi tutaj o negatywne emocje. Przez zdenerwowanie i różnego typu inne emocje poziom dyskusji się pogarsza, o co chyba nam wszystkim nie chodzi. Emocje są bardzo ważne, te jak pozwolę sobie tutaj je nazwać negatywne i pozytywne, lecz wydaje mi się że ważniejsze są te pozytywne emocje. Przez nazwanie kogoś kobietą lekkich obyczajów czy jakimkolwiek innym, gorszym określeniem nie wniesiemy nic konkretnego, wydaje się że jeszcze bardziej się pogrążymy.
Odpowiedz
#32
FlauFly napisał(a):Chciałbym o coś spytać. Nie są to pytania retoryczne mające służyć mi do dowiedzenia pewnej tezy, żebym nie został źle zrozumiany. To czysta ciekawość.

Mianowicie, wszystkie przykłady jakie dajesz to wojownicy czy militarne Imperium. Jeśli wedle Ciebie jakość objawiała się w przeszłości w wojownikach to powiedz, w jaki sposób dzisiaj może się objawiać w dzisiejszych czasach? Jaką formę ma przybierać ta jakość w tych czasach? Czego właściwie oczekiwałbyś od dzisiejszego świata?

Rzeczywiście FlauFly, można odnieść wrażenie że skupiam się tylko na wojownikach i kwestiach militarnych. Nie do końca tak jest. Powiedziałbym raczej że chodzi mi o coś co nazwałbym "duchem heroicznym" jako przeciwieństwie będącego obecnie na szczycie materializmu. Chodzi o duchowość, ale nie taką odzianą w szaty kapłańskie i powtarzającą regułki, ale duchowość jako wewnętrzne przezycie i jakby dyspozycję.

"W nowoczesnej cywilizacji jednakże wszystko ciąży ku zdławieniu heroicznego odczuwania życia. Wszystko jest bardziej lub mniej zmechanizowane, zubożałe duchowo oraz zredukowane do rozważnego i uregulowanego powiązania istnień, które są ubogie i które utraciły swą samowystarczalność. Kontakt pomiędzy głębią człowieka a wolnymi siłami oraz siłami rzeczy i natury został zerwany; wielkomiejskie życie powoduje skamieniałość wszystkiego, skraca wszelki oddech oraz zatruwa każdą duchową "studnię". Jakby tego było mało, tchórzliwe ideologie sprzyjają pogardzie dla tych wartości, które w innych czasach byłyby fundamentem bardziej racjonalnych i sensownych organizacji społecznych. W społeczeństwach starożytnych, szczyt hierarchii zajmowała kasta wojowniczej arystokracji, podczas gdy dzisiaj w pacyfistyczno-humanistycznych utopiach (zwłaszcza u Anglosasów) podejmuje się próby przedstawienia wojownika jako rodzaj anachronizmu oraz niebezpieczną i szkodliwą jednostkę, która pewnego dnia będzie korzystnie unieszkodliwiona w imię postępu [a może raczej unieszkodliwiona w imię postempu - Roth]."
Julius Evola

Przepraszam że posługuję się cytatami. To nie przez brak szacunku do rozmówcy tylko dlatego że inni napisali to o wiele lepiej niż ja mógłbym napisać.

"[...]
Te konstatacje rzucają pewne światło na toczącą się obecnie wojnę “cywilizowanego świata” ze światem islamu.

Jest to dziwna wojna. W sensie technicznym najpotężniejsza potęga militarna i gospodarcza świata dysponująca uzbrojeniem zdolnym kilkadziesiąt razy zniszczyć wszelkie życie na naszej planecie, nie posiadającym przeciwnika, który by śmiał otwarcie jej się przeciwstawić na polu walki, otóż potęga ta, Stany Zjednoczone, sprzymierzona z sojusznikami z NATO i z koalicją antyterrotystyczną większości krajów świata wypowiedziała wojnę, czy też znalazła się w stanie wojny z islamskim starcem- chorym na nerki serce i wątrobę, chodzącym o lasce anachoretą, żyjącym w jaskiniach Hindukuszu, czy gdzieś indziej w podobnym krajobrazie. Odżywiającym się korzonkami i pilnie studiującym Koran. Mówi się o garstce terrorystów, których należy zniszczyć, by ostatecznie zapanował pokój i miłość między narodami. Przewaga “świata cywilizowanego” nad garstką źle uzbrojonych, prymitywnych terrorystów wydaje się być druzgocąca. Sprawa wygląda jednak z gruntu odmiennie, jeśli spojrzymy na “uzbrojenie duchowe” stron w tym starciu.

Mamy tu bowiem do czynienia ze swoistym “sprzysiężeniem świętych”. Mówiąc o muzułmańskich terrorystach, jako o “świętych”, pojęcia tego używam, rzecz oczywista, w sensie religioznawczym, nie wartościującym. Święty może być świętym nie naszego boga, skierowanego przeciwko nam, może być nawet świętym boga zła, jak na przykład głośny bandyta i genialny pisarz Jan Genet, którego Sartre określił “Swiętym” i tak zatytułował swoją książkę o nim: Saint Genet. Świętą w tym rozumieniu, jest osoba, która odnajduje swą tożsamość w identyfikacji z transcendencją.

Transcendencję z kolei, rozumiem tu jako rzeczywistość “wieczną”, która wykracza poza moją codzienność, poza mój sposób bycia tu i teraz, a jest treścią mojej tożsamości. Tak pojętą transcendencją może być Bóg, ale nie musi. Święty więc zawsze jest człowiekiem ”nie stąd”, nie z tego świata, ten świat bowiem zawsze jest sposobem bycia. Zatem - grą, maską, teatrem. Święty sięga Prawdy, jaką jest transcendencja i całkowicie z nią się identyfikuje. Ostatecznym kryterium, swoistym “opieczętowaniem” tak rozumianej świętości jest gotowość poświęcenia życia transcendencji. W mentalności człowieka Zachodu sprawa przedstawia się prosto: prymitywni muzułmanie uwierzyli, że jeśli zginą w samobójczej śmierci, Allach przyjmie ich od razu na swoje łono do raju. Może i uwierzyli, ale nie o to tu chodzi. W samobójczych aktach ginęli w czasie Drugiej wojny światowej żołnierze Armii Czerwonej, którzy w żadne niebo, ani w żaden raj nie wierzyli, japońscy samuraje, dziś popełniają takie akty muzułmanie, buddyści i hinduiści, gdzie motywacje są o wiele bardziej złożone i mają wymiar ogólnoludzki. Zostawmy jednak te sprawy inna okazję. Tu postawmy pytania bardziej “praktyczne”.

Czy cywilizacja Zachodu jest dziś w stanie wyprodukować jakiekolwiek konkurencyjne postawy świętości? Czy człowiek Zachodu posiada dziś swą tożsamość i jeśli tak, to czym ona jest? Czy człowiek Zachodu posiada dziś jakiś światopogląd i jeśli tak, to czym on jest?

Szczegółowo zajmę się tym w jednym z następnych wykładów, tu tylko zamarkuję główne tropy dalszych rozważań. Dzieła poświęcone tej problematyce wskazują na destrukcję podmiotowości człowieka Zachodu, jego tożsamości i jego światopoglądu. Dotyczy to zwłaszcza Ameryki. U Riesmana osobowość współczesnego Amerykanina jest “osobowością radarową”, zorientowaną na panującą modę, zmienną, pozbawioną wewnętrznej busoli. P. Berger pisze, iż zasadą współczesnego człowieka jest wątpienie. “Wydaje się niemal, że człowiek współczesny, a szczególnie wykształcony człowiek współczesny, znajduje się w stanie nieustannego wątpienia co do natury samego siebie i świata, w którym żyje”. “W społeczeństwach nowoczesnych sama tożsamość jest niepewna i zmienna”. Zdaniem Bergera wyrazem teoretycznym tego beztożsamościowego światopoglądu człowieka Zachodu jest właśnie socjologia, ucząca wątpić w intencje i nakazująca szukać ukrytych motywów. Zdaniem Gofmana, społeczeństwo jest grą masek, teatrem. Zdaniem Alaina Renauta wyrazem destrukcji tożsamości człowieka Zachodu jest filozofia.

Przytacza on obiegowe stwierdzenia “iż rozkwit nauk humanistycznych odbiera człowiekowi wszelką nadzieje na koincydencje z samym sobą”. Jeśli bowiem psychika i jej wolność są jedynie “wybiegiem, po jaki sięgają struktury, aby wniknąć w system”, jeśli to już nie człowiek posiada prawdę, ale prawda (struktury, system) zawiera człowieka w sobie, wówczas “rozpada się wewnętrzność Ja tożsamego z sobą” - jakby sama jego odpowiedniość ze sobą była niemożliwa, jakby wewnętrzność podmiotu nie zamykała się w tym, co wewnętrzne: krótko mówiąc wszystko dzieje się tak, jak gdyby w najwyższym stopniu tożsame Ja, do którego wznosiłaby się utożsamiana tożsamość, uniemożliwiało samemu sobie zetknięcie się ze sobą”. R. Lifton współczesnego człowieka Zachodu nazywa “osobowością proteuszową”. Proteusz, jak wiadomo, jest bogiem znanym z daru przybierania różnych kształtów i postaci. Podobną diagnozę stanu osobowości człowieka Zachodu stawia Gidenss.

Wszystko jest grą, wszystko jest maską, wszystko jest teatrem twierdzą socjolodzy i filozofowie. Tak też jest z obecną wojną przeciwko terroryzmowi. Oficjalny dyskurs, który jej towarzyszy jest tak sztuczny i fałszywy, iż trudno uwierzyć, by ktokolwiek z mówców, czy słuchaczy mógł się z nim zidentyfikować inaczej, niż z rolą w teatrze, czy z postawą widza w oglądającego widowisko. Słowa szczere wypowiedziane w pierwszym odruchu natychmiast zostały odwołane. Dociekliwi analitycy natychmiast przystąpili do demaskacji. Wiadomo dlaczego Rosja poparła Amerykę - chce mieć przyzwolenie na swoje działania na Kaukazie. Wiadomo dlaczego Arafat zareagował ostentacyjnym oddaniem krwi na rzecz poszkodowanych Amerykanów, dlaczego potępił zamach terrorystów i Castro i Łukaszenko. Mniej wiadomo dlaczego zachowuje się tak, jak się zachowuje Francja, Włochy, Niemcy, ale też się o tym pisze.

Wszyscy się trochę wystraszyli, ale też się ucieszyli. Nawet w Ameryce. Ludzie interesu zabrali się za masową produkcję pocztówek z Manhattanem, masek gazowych, spadochronów specjalnie przystosowanych do skakania z płonących wieżowców, flag amerykańskich, urn z popiołem WTC. CIA podejrzewa, iż atak bioterrorystyczny jest tym razem dziełem samych Amerykanów. Moi studenci zorganizowali sesją na temat islamu, szybko dostali niezbędne środki, sale i pieniądze. Mój przyjaciel, który napisał książkę o fundamentalizmie, teraz się cieszy, że też szybko dostanie pieniądze i książka wydana zostanie w dużym nakładzie. Generał Petelicki nalega, by polską brygadę antyterrorystyczną Grom wysłać jak najszybciej do Afganistanu.

W telewizji argumentuje: dbamy o różne reprezentacje sportowe, a tu mamy taką “drużynę” i nie potrafimy tym się pochwalić. Włączyłem radio, słyszę tekst wypowiadany tubowym głosem, takim, jakim reklamuje się kasowe tryllery: Toczy się wojna. Wojna dwudziestego pierwszego wieku. Cywilizowana ludzkość musi zniszczyć zagrażający porządkowi świata terroryzm. Mamy swoich korespondentów we wszystkich częściach świata. Tylko u nas, tylko w radiu X możecie Państwo na bieżąco śledzić te wydarzenia.

Muszę tu jeszcze raz skonstatować, o czym mówię. Tożsamość jednostki ludzkiej jest transcendencją i tylko dzięki temu jednostka ta jest w stanie oprzeć się sposobom bycia. Najwyższym miernikiem związku człowieka z transcendencją jest gotowość na bohaterską śmierć. Jest to zatem najwyższy miernik tożsamości osoby i wyrażającego ją światopoglądu. Zachód utracił swą transcendencję, swą wewnętrzną tożsamość i światopogląd, jako regulator faktycznych zachowań. Wszystko toczy się jako potok sposobów bycia. Wszystkiemu brak autentyzmu. Wojnie też.

Kilka słów o filozofii wojny. W drugim swoim wykładzie mówiłem o filozofii wojny u Hegla. Wojna jest wojną na śmierć i życie. Panami zostają ci, którzy ryzykują życiem i godzą się na śmierć. Tak rozumiana wojna scala i cementuje społeczeństwo, staje się jego transcendencją. Niewolnikami zostają ci, którzy stchórzyli i pożałowali życia. Wojnę o panowanie nad postzimnowojennym światem Amerykanie przegrali już dawno - w Zatoce Perskiej, w Somalii, w Jugosławii. Po stronie serbskiej zginęło kilkaset, może około tysiąca osób, prawie wyłącznie cywili, po stronie amerykańskiej zagrożony był jeden żołnierz, lotnik, który się katapultował z zestrzelonego samolotu.

Amerykanie pokazali, co potrafią i uratowali go.

Rzecznik Bazy w Pakistanie powiedział:
W narodzie muzułmańskim są tysiące ludzi, którzy chcą umrzeć tak bardzo, jak Amerykanie chcą żyć.
Nie wiem, czy ten Pasztun czytał Hegla. Raczej chyba - nie. Ale wiedział, o czym mówi
."
Tożsamość a światopogląd, Włodzimierz Pawluczuk
Stalk the weak, crush their skulls, eat their hearts, and use their entrails to predict the future.
Odpowiedz
#33
lumberjack napisał(a):Czy ci berserkowie to coś w stylu plemion germańskich przedstawionych w Gladiatorze? Skojarzenie narzuca mi się z pewną sceną z tego filmu - banda silnych dzikusów-furiatów, którzy w bojowym szale wybiegają chaotycznie z lasu kontra spokojni i zdyscyplinowani Rzymianie, którzy czekają na odpowiedni moment wdrożenia w życie zaplanowanej wcześniej na chłodno taktyki.

Znalazłem w necie rozmowę na forum historyków o tym jak "zdyscyplinowani i spokojni" Rzymianie postrzegali "bandy silnych dzikusów-furiatów". Szczęśliwy
http://forum.historia.org.pl/index.php?showtopic=6738

Szczególnie podobały mi się słowa o tym jak to "zdyscyplinowani i spokojni" legioniści dostawali małpiego rozumu na widok "barbarzyńskiego zjawiska". :lol2:
Stalk the weak, crush their skulls, eat their hearts, and use their entrails to predict the future.
Odpowiedz
#34
Cytat:Szczególnie podobały mi się słowa o tym jak to "zdyscyplinowani i spokojni" legioniści dostawali małpiego rozumu na widok "barbarzyńskiego zjawiska". :lol2:

Przeciętny Rzymianin miał 157-160 cm wzrostu, więc nie dziwię się, że mógł się bać kogoś silniejszego i większego. Jednak musiał poskromić strach, by zachować dyscyplinę. Chodzi właśnie to:
Cytat: ich [Germanów] kultura wojskowa raczkowała w porównaniu z umiejętnościami rzymskich legionów
Kultura wojskowa, to właśnie m.in. dyscyplina, zorganizowanie, których brak było głupim, acz walecznym Germanom. Duży uśmiech Język
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
#35
Ostatecznie jednak Germanie i tak wygrali... a głupota i waleczność w ostatecznym rozrachunku okazały się całkiem korzystnym zestawem cech.
Mierzy się ponad cel, by trafić do celu.
K.Bunsch

Odpowiedz
#36
Po pierwsze - tamten post, to takie droczenie się z Rotheinem. Częściowo nie na poważnie. Oczko
Po drugie - wygrana Germanów jest tylko efektem ubocznym uprzedniego rozkładu Rzymu.
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz
#37
Ja też jakoś śmiertelnie poważny nie jestem. A to po drugie to też masz rację co nie zmienia faktu, że głupota i waleczność zwyciężyły i nie dały się wytępić.Uśmiech
Mierzy się ponad cel, by trafić do celu.
K.Bunsch

Odpowiedz
#38
Argen napisał(a):Ja też jakoś śmiertelnie poważny nie jestem. A to po drugie to też masz rację co nie zmienia faktu, że głupota i waleczność zwyciężyły i nie dały się wytępić.Uśmiech

Głupota...cóż, jak napisał Lumber:

Cytat:wygrana Germanów jest tylko efektem ubocznym uprzedniego rozkładu Rzymu.

a rozkład Rzymu był efektem nie-głupoty, "mundrości" jako jednego z czynników rozkładu, kto wie czy nie obok czynników ekonomicznych nie jednego z dominujących. Wiadomo przecież że Rzym był u szczytu swej chwaly wtedy, kiedy był Rzymem walczącym, triumfującym i kroczącym do przodu. To wymagało pewnej surowości obyczajów. Ale jako potężne imperium zaczął gnić od środka bo "mundrzy" ludzie woleli co innego niż surowe obyczaje. Porównaj to sobie to współczesnego "imperium eurosocjalistycznego".

A włąśnie mi się przypomniało jak Robert Howard opisał podobną rzecz w swoim fikcyjnym obrazie ery hyborejskiej, i jaką rolę odegrały tam plemiona barbarzyńskich Piktów. Daję link, przeczytajcie sobie o losach Arusa i Gorma Uśmiech "Mundrość" vs barbarzyństwo. Bardzo jest to podobne do obecnej sytuacji z muzułmanami.
http://www.mmo24.pl/index.php?page=28
Stalk the weak, crush their skulls, eat their hearts, and use their entrails to predict the future.
Odpowiedz
#39
@up: A może ten rozkład, gdy nie ma "większego zagrożenia" i surowość zasad w jego przypadku jest czymś naturalnym i czemuś służy? Warto by się podpytać psychologów ewolucyjnych.

Ja to widzę tak. Gdy jest bezpiecznie, można głosić nowe idee, które mogą zapewnić ludziom większy komfort życia, jak i pozwolić "podbijać świat" umysłem, czego w zamordyzmie nie ma. Potem to się przekształca w zamordyzm innego typu, gdy ludzie są nasyceni i ponownie chętni łupów, co widać po dzisiejszych wojnach "w imię demokracji i praw człowieka".
[SIZE=1][SIZE=2][SIZE=1][SIZE=2]Burdel na forum powstaje, gdy moderatorzy forum postanawiają sprzeciwić się części działań członków Ekipy Honor.

Czat / IRC: http://pokazywarka.pl/jpqkgu/ - prosta instrukcja dołączania.[/SIZE][/SIZE][/SIZE][/SIZE]
Odpowiedz
#40
Rothein napisał(a):Wiadomo przecież że Rzym był u szczytu swej chwaly wtedy, kiedy był Rzymem walczącym, triumfującym i kroczącym do przodu. To wymagało pewnej surowości obyczajów. Ale jako potężne imperium zaczął gnić od środka bo "mundrzy" ludzie woleli co innego niż surowe obyczaje.

Dokładnie. Tu jest trochę wymienionych przyczyn upadku:
http://pl.wikipedia.org/wiki/Przyczyny_u...rzymskiego

Cytat:Już w I-II w. n.e. poziom życia, szczególnie w miastach, był bardzo wysoki, a Rzymianie przestali odczuwać chęć do walki. Rzymscy proletariusze godzili się najwyżej na wstępowanie w szeregi pretorianów lub kohort miejskich. Na przełomie II i III w. n.e. nastąpiła ostatnia próba kontynuowania polityki ekspansjonistycznej

Przyrost naturalny u Rzymian był mały (antykoncepcja i aborcja)
, powszechnie występowało zatrucie ołowiem - ołowica (ołów był używany np. przy budowie instalacji doprowadzających wodę).

Użyteczne narzędzie polityczne, jakim miała być armia, zbuntowało się. Pozbawiona celu i chwały, jaką przynosiły podboje, świadomym wyborem politycznym (testament Augusta) zepchnięta do obrony "zaokrąglanych" (coraz częściej przez wycofywanie się) granic, w efekcie stała się siłą bezrozumną, nieokiełznaną, wynoszącą i odwołującą (czytaj mordującą) cesarzy (słabi budzili pogardę wojska i społeczeństwa, silni - wrogość). Każda próba przywrócenia dyscypliny, kończyła się tragicznie dla pomysłodawcy (Galien, Aurelian, Probus i inni). Politykę bezwzględnego podboju i romanizacji zastąpiła, w perspektywie zabójcza, polityka utrzymywania "państw satelickich" i "oswajania" barbarzyńców (Arminiusz, Maroboduus, Wanniusz).

Ale to tylko wikipedia. Mam zarąbiste dwa tomy Dziejów Rzymu Maxa Caryego, z których kiedyś przepiszę tu co nieco.
---
Kochaj sztukę, której się nauczyłeś, i w niej znajdź spokój.
Marek Aureliusz
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości