Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Co byście zrobili [w obliczu bliskiej śmierci]?
#1
Pewna osoba całkiem niedawno dowiedziała się ze ma nowotwór złośliwy,leczenie na tym stadium choroby jest niemozliwe,ma przed sobą od 2 do 3 miesięcy zycia.Osoba ta jest niewierząca więc nie liczy na żaden cud i jednocześnie zamierza wytrwać w swoim ateiźmie do końca. Chciałbym poruszyć tutaj pewną dyskusję co byście zrobili na miejscu takiej osoby, czy wytrwalibyscie w ateixmie czy raczej uwierzyli w Boga na zasadzie" a nuż coś tam jest po tej drugiej stronie"?
"W zasadzie najważniejsze jest życie. A jak już jest życie to najważniejsza jest wolność. A potem oddaje się życie za wolność. I już nie wiadomo co jest najważniejsze"
Marek Edelman
Odpowiedz
#2
To lepiej uwierzyć w to, że się jest zdrowym. A nóż się nie jest chorym.

Jestem świadom swojej śmiertelności "memento mori", teraz, jutro, za 100 lat, wiem to bez lekarzy i nowotworów i jakoś nie wierzę. Więc nie muszę zgadywać co bym zrobił, bo już wiem co robię. Co nowotwór zmieni? A nóż wsiądzie w samochód i umrze nie za 3 miesiące, a za 3 dni. Wielu ludzi umrze już za 5 minut, jeszcze więcej jutro. Nie boję się śmierci.
Odpowiedz
#3
No tak ale nie zastanawiasz sie nad tym ze np jutro mozesz wpasc pod samochod i zginąć,kazdy raczej mysli ze umrze ze starosci.A w takim przypadku jak opisalem masz jednak PEWNOŚĆ ze umrzesz w najblizszym czasie.To jest DUZA roznica co?????
"W zasadzie najważniejsze jest życie. A jak już jest życie to najważniejsza jest wolność. A potem oddaje się życie za wolność. I już nie wiadomo co jest najważniejsze"
Marek Edelman
Odpowiedz
#4
Ja osobiście pozostanę ateistą, a zbliżająca się śmierć tego nie zmieni. Nie mam powodów bać się śmierci bo kiedy ja żyję ona nie przychodzi, a kiedy już przyszła mnie już nie ma. Nic nie trwa wiecznie, nawet wszechświat kiedyś umrze; żyć jest w końcu bardzo nie zdrowo, ten kto żyje - umiera.
Jako człowiek mądry, ukazuj swój rozum ze skromnym umiarem. Babilońska księga mądrości.
Odpowiedz
#5
Georafal napisał(a):Ja osobiście pozostanę ateistą, a zbliżająca się śmierć tego nie zmieni. Nie mam powodów bać się śmierci bo kiedy ja żyję ona nie przychodzi, a kiedy już przyszła mnie już nie ma. Nic nie trwa wiecznie, nawet wszechświat kiedyś umrze; żyć jest w końcu bardzo nie zdrowo, ten kto żyje - umiera.

Wiecie...mówić z pogarda czy wręcz lekko o smierci jest bardzo łatwo,ale stanąć w jej obliczu..uwierzcie to juz nie to samo
"W zasadzie najważniejsze jest życie. A jak już jest życie to najważniejsza jest wolność. A potem oddaje się życie za wolność. I już nie wiadomo co jest najważniejsze"
Marek Edelman
Odpowiedz
#6
Nigdy nie byłam osobą wierzącą. Nawet przez chwilę nie odczuwałam potrzeby wiary w jakiekolwiek bóstwo, więc nie widzę powodu, dla którego miałabym zacząć wierzyć wiedząc, że mam ileś miesięcy, tygodni, czy tylko dni życia przed sobą. Tym bardziej, że śmierć jest czymś, co tak naprawdę mnie nie dotyczy, zresztą nie tylko mnie - ona nikogo nie dotyczy. Jak słusznie zauważył Epikur: „póki my jesteśmy, nie ma śmierci, a kiedy jest śmierć, nie ma nas”. Na pewno starałabym się jak najlepiej, (choć zapewne naszpikowana lekami przeciwbólowymi) wykorzystać ten czas, który mi pozostał tak by żyć pełnią życia do ostatniej chwili.
Odpowiedz
#7
Czarna 87 napisał(a):Na pewno starałabym się jak najlepiej, (choć zapewne naszpikowana lekami przeciwbólowymi) jak najlepiej wykorzystać ten czas, który mi pozostał tak by żyć pełnią życia do ostatniej chwili.

No wlasnie w jaki sposob biegala bys po ulicy krzyczac rozne glupoty itp.rzeczy wiedzac ze i tak ci to bedzie wkrotce obojętne?
"W zasadzie najważniejsze jest życie. A jak już jest życie to najważniejsza jest wolność. A potem oddaje się życie za wolność. I już nie wiadomo co jest najważniejsze"
Marek Edelman
Odpowiedz
#8
Jaskier napisał(a):
Georafal napisał(a):Ja osobiście pozostanę ateistą, a zbliżająca się śmierć tego nie zmieni. Nie mam powodów bać się śmierci bo kiedy ja żyję ona nie przychodzi, a kiedy już przyszła mnie już nie ma. Nic nie trwa wiecznie, nawet wszechświat kiedyś umrze; żyć jest w końcu bardzo nie zdrowo, ten kto żyje - umiera.

Wiecie...mówić z pogarda czy wręcz lekko o smierci jest bardzo łatwo,ale stanąć w jej obliczu..uwierzcie to juz nie to samo

Przecież nie pokaże mi się kościotrup z kosą (wszystko co żyje i istnieje kiedyś będzie miało swój koniec i muszę się z tym pogodzić, tak już jest).
Jako człowiek mądry, ukazuj swój rozum ze skromnym umiarem. Babilońska księga mądrości.
Odpowiedz
#9
Georafal napisał(a):Przecież nie pokaże mi się kościotrup z kosą (wszystko co żyje i istnieje kiedyś będzie miało swój koniec i muszę się z tym pogodzić tak już jest).

No tak,ale tu masz bolesną swiadomośc że te "kiedys" bedzie juz wkrótce, a miales tyle planów na zycie....
"W zasadzie najważniejsze jest życie. A jak już jest życie to najważniejsza jest wolność. A potem oddaje się życie za wolność. I już nie wiadomo co jest najważniejsze"
Marek Edelman
Odpowiedz
#10
Jaskier napisał(a):No wlasnie w jaki sposob biegala bys po ulicy krzyczac rozne glupoty itp.rzeczy wiedzac ze i tak ci to bedzie wkrotce obojętne?
Ależ robiłabym to, na co tylko miałabym ochotę byle tylko nie krzywdzić innych, bo w krzywdzie kogoś innego nie miałam i nie mam interesu. Zafundowałabym sobie pewne przyjemności, których do tej pory nie wypróbowałam (być może) z powodu obaw… Jakaś szalona wyprawa gdzieś daleko, która wykończyłaby mnie fizycznie tak, że np.: umarłabym nie w białej, zdezynfekowanej chlorem sali szpitalnej, ale np.: w Katmandu lub przykładowo u podnóża Mont Everestu. Musiałabym się znaleźć w takiej sytuacji a wtedy to już tylko podążanie za pragnieniami chwili… Tak być naprawdę wolnym… Niby zostawiasz życie za sobą, ale tak naprawdę w takiej sytuacji człowiek się uwalnia, przestają go obchodzić pewne konwenanse, przestaje martwić bałagan w mieszkaniu, nie umyte okna i to co ludzie powiedzą… Oczko
Oczywiście teraz też staram się żyć pełnią życia (w końcu jestem hedonistką Uśmiech), ale przeczuwam, że sytuacja obecna jest zgoła inna od tej pt.: „zostało mi tyle a tyle czasu…”
Odpowiedz
#11
Jaskier napisał(a):No tak,ale tu masz bolesną swiadomośc że te "kiedys" bedzie juz wkrótce, a miales tyle planów na zycie....

Nie bardzo rozumiem, ale jeżeli umrę to te plany na nic mi się już nie przydadzą, wogule ich już nie będzie tak samo jak mnie.
Jako człowiek mądry, ukazuj swój rozum ze skromnym umiarem. Babilońska księga mądrości.
Odpowiedz
#12
Georafal napisał(a):Nie bardzo rozumiem, ale jeżeli umrę to te plany na nic mi się już nie przydadzą, wogule ich już nie będzie tak samo jak mnie.
No tak ale jesli nie masz raka to nie myslisz o tym w ten sposób no nie?
"W zasadzie najważniejsze jest życie. A jak już jest życie to najważniejsza jest wolność. A potem oddaje się życie za wolność. I już nie wiadomo co jest najważniejsze"
Marek Edelman
Odpowiedz
#13
Jaskier napisał(a):No tak ale jesli nie masz raka to nie myslisz o tym w ten sposób no nie?

Już się pogubiłem, hallo przecież ja żyję, a jeśli żyję to realizuje swoje plany dla swoich potrzeb; a jak mnie już nie ma, to nie ma również potrzeb i problemów.
Jako człowiek mądry, ukazuj swój rozum ze skromnym umiarem. Babilońska księga mądrości.
Odpowiedz
#14
Jaskier napisał(a):No tak ale nie zastanawiasz sie nad tym ze np jutro mozesz wpasc pod samochod i zginąć,kazdy raczej mysli ze umrze ze starosci.A w takim przypadku jak opisalem masz jednak PEWNOŚĆ ze umrzesz w najblizszym czasie.To jest DUZA roznica co?????

Zastanawiam się i między innymi dlatego jestem ostrożny, zastanawiam się i to więcej niż ten co ma nowotwór. Mogę umrzeć choćby dziś. Nie jest mi to straszne. Gdyby ludzie tak myśleli to w życiu nie poszliby na wojnę i nie dokonali wielu rzeczy, a byli jeszcze bardziej pewni śmierci niż ci z nowotworem. Świat należy do odważnych. Pewność, że umrze się za 3 miesiące niczym się nie różni od pewności, że się umrze. Są tylko inne terminy, jeden jest znany, drugi nie. A ktoś kto się boi umrzeć, będzie się bał bez względu czy będzie miał 3 miesiące, czy 10000000 lat.

Tak szczerze mówiąc to bardziej boję się życia w starości pozbawionego zdrowia, niż śmierci za 3 miesiące.
Odpowiedz
#15
No tak łatwo tak mówić.trudniej skonfrontować to z rzeczywistoscią...
"W zasadzie najważniejsze jest życie. A jak już jest życie to najważniejsza jest wolność. A potem oddaje się życie za wolność. I już nie wiadomo co jest najważniejsze"
Marek Edelman
Odpowiedz
#16
Jaskier napisał(a):No tak łatwo tak mówić.trudniej skonfrontować to z rzeczywistoscią...

To samo możesz mi powiedzieć na temat absolutnie wszystkiego. To życie jest trudne, nie śmierć. Skąd biorą się samobójcy? Czy boją się śmierci? Nie, boją się życia. I naprawdę takie pisanie niczego nie dowodzi. Ja się spytam czy chciałbyś mieć milion dolarów, przespać się z Claudią Schiffer, odpowiesz, że tak, a ja powiem łatwo tak mówić, trudniej skonfrontować to z rzeczywistością...

Wiem, że nie boję się śmierci, tak jak wiem, że cieszyłbym się z miliona zielonych i Claudi Schiffer i co ja poradzę na to, że ktoś w to nie wierzy.
Odpowiedz
#17
Art napisał(a):Pewność, że umrze się za 3 miesiące niczym się nie różni od pewności, że się umrze.

Przesadziłeś. Wykupisz roczną prenumeratę ulubionego pisma wiedząc, że za trzy miesiące umrzesz?

Przykład głupawy, ale jeden z wielu możliwych. Uważam, że wiedza o terminie swojej śmierci nie pozostawi mnie obojętnym. Nie sądzę jednak bym się nawrócił - przecież to by nie było szczere i oszukiwałbym nawet samego siebie. Co bym zrobił, to raczej uporządkował swoje sprawy, powiedział wszystkim to, co mam do powiedzenia, zrobił co tylko się da dla moich bliskich i postarał się o jakiegoś niezapomnianego bon-mota na łoże śmierci.
Odpowiedz
#18
Ja nie sądzę, abym w takieej sytuacji pozostała osobą trzeźwą, uśmiechniętą i szaloną. Nie wierzę w deklaracje tych, którzy chcieliby nagle podbić świat w trakcie tych kilku miesęcy. Jasne, chciałabym pojechać do Japonii, ale nie ze świadomością, że wożę siebie jako żywego trupa po świecie.

Wydaje mi się, że w takiej chwili rodzi się rozpaczliwa chęć życia, trzymanie się go kurczowo. Tym bardziej,że nie widzimy dla siebie nic - żadnej drugiej strony. Czy tak łatwo pogodzić się z myślą, że świat będzie się toczył beze mnie - świat moich najbliższych? Poza tym do tego dołącza strach - przed bólem i cierpieniem samotnymi nocami w oczekiwaniu na koniec.

Wiemy o sobie tyle na ile nas sprawdzono. Sprawdzić jak będziemy umierać mamy tylko jedną możliwość - i nie mamy szansy by to naprawić.
[Obrazek: userbar.png]
Odpowiedz
#19
Jasne - takie gdybanie to jałowa spekulacja. Wszystko się okaże w swoim czasie.
Jak się bawię: http://tinyurl.com/rly4x
[Obrazek: zmiewielkogodhatesfags.jpg][Obrazek: mibdscu7.th.gif][Obrazek: zmiewielkojeevesandwoos.jpg]
dziewczyny, wstępujcie do armii! http://www.youtube.com/watch?v=cKQzOei4m...ed&search=
Z komentarzy na YouTube:

"Punk nie umarł, śpi gdzieś najebany"
Odpowiedz
#20
Jaskier,nawet w obliczu śmierci nie da się wykonać polecenia nie wierz
wydanego samemu sobie,nie można uwierzyć ze strachu.Ten,kto
przyjął wiarę w imię pośmiertnych korzyści prawdopodobnie
nigdy nie był ateistą,jedynie wątpił w zasadność wiary.
To takie proste.Aby się nawrócić potrzeba wiary w Boga,a ta
nie pojawi się na zawołanie.Podobnie nie uwierzę,że moja
żona jest kosmitką,choćby w zamian obiecano mi milion dolarów.
Mógłbym jedynie udawać,że wierzę.
Pomyśl tylko-tryliony organizmów kręcących sie dokoła, każdy pod hipnotycznym działaniem jedynej prawdy, wszystkie te prawdy identyczne i wszystkie logicznie sprzeczne ze sobą: Moje dziedziczne tworzywo jest najważniejszym tworzywem na Ziemi; jego przetrwanie usprawiedliwia twoją frustrację, ból, a nawet śmierć. I ty jesteś jednym z tych organizmów, i przeżywasz swoje życie w niewoli logicznego absurdu.
R.Wright [i]Moralne zwierzę
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości