Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Atak na dobór krewniaczy!
#1
Jakiś czas temu biologiczny świat obiegła informacja, że Edward Wilson zaatakował dobór krewniaczy.
Wilson wraz ze swymi współpracownikami Sloanem Wilsonem i Nowakiem, rozpoczął krucjatę przeciwko doborowi krewniaczemu. Ich artykuł pojawił się w najnowszym numerze Nature.
Więcej na :
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,568

Odpowiedź swoją dał również i Richard Dawkins:
http://richarddawkins.net/articles/50810...-selection

dla leniwych tłumaczenie można znaleźć na racjonaliście:

Nie jest to żadna niespodzianka. Edward Wilson nie rozumiał doboru krewniaczego już pisząc Socjobiologię, gdzie traktował dobór krewniaczy jako podzbiór doboru grupowego (Niezrozumienie nr Dwa w moim „Twelve Misunderstandings of Kin Selection": Zeitschrift für Tierpsychologie 1979). Dobór krewniaczy nie jest podzbiorem doboru grupowego; jest logiczną konsekwencją doboru genów. A dobór genów jest (wszystkim, co Nowak i in. powinni rozumieć przez) „standardową teorię doboru naturalnego": i był tym od czasu neo-darwinowskiej syntezy z lat 1930. Teoria dostosowania łącznego nie jest jakimś rodzajem zbytecznej narośli, do której trzeba „się uciec" tylko jeśli zawodzi „standardowa teoria doboru naturalnego" (Niezrozumienie nr Jeden). Wręcz przeciwnie, teoria dostosowania łącznego jest jednym sposobem wyrażenia tego, co jest logicznie zawarte w syntezie od czasów Fishera i Haldane’a, ale było na ogół nie zauważane, ponieważ ludzie (za wyjątkiem tych dwóch geniuszy) nie myśleli o krewnych w linii bocznej.
Innym sposobem wyrażenia tego, co było logicznie zawarte w syntezie, jest reguła Hamiltona rB>C: gen altruizmu rozprzestrzeni się, jeśli jego koszt dla dawcy C jest mniejszy niż korzyść dla odbiorcy B, z uwzględnieniem współczynnika pokrewieństwa, r. Jeśli myślicie, tak jak robią to Nowak i in., że „reguła Hamiltona niemal nigdy nie daje się utrzymać", to znaczy po prostu, że nie mierzyliście wystarczająco starannie B i C. r nie jest jedyną kategorią w nierówności Hamiltona. B i C także mają znaczenie.
Najbardziej chyba irytujące jest skupienie się Nowaka i in. na haplodiploidalności, która w artykule Hamiltona była rzuconą mimochodem kwestią poboczną, wystarczająco ciekawą, by zainteresować pokolenia studentów, ale w żadnym razie nie zasadniczą dla jego artykułu. Oczywiście Hamilton był w pełni świadomy tego, że eusocjalność jest obecna u diplo-diploidalnych zwierząt, tak właśnie jak przewidywałaby teoria dostosowania łącznego przy właściwej proporcji B/C. Haplodiploidalność zawsze była kwestią uboczną, a więc nic się tu nie zmieniło.
Wreszcie, Nowak i in. są niesprawiedliwi wobec Darwina, kiedy omawiają jego teorię ewolucji adaptacji sterylnych robotnic. Parafrazują analogię Darwina o „smacznym warzywie". Pozwólcie, że zacytuję dokładnie: „Tak więc ugotowane zostaje smaczne warzywo i zniszczony osobnik; ale ogrodnik sieje ziarna z tego samego zapasu i z ufnością oczekuje, że uzyska niemal tę samą odmianę (...) Nie wątpię, że udałoby się otrzymać rasę bydła, w której woły miałyby zawsze niezwykle długie rogi, jeżeliby starannie obserwować, jakie byki i krowy dają przy parzeniu woły z najdłuższymi rogami; a jednak wół nigdy nie może przenieść swych właściwości na potomstwo. Tak też jest, jak sądzę, z owadami społecznymi (...)" To prawda, że Darwin formułuje następnie swoją myśl w kategoriach korzyści dla kolonii, ale jego analogia do długorogich (wykastrowanych) wołów nie mogłaby być jaśniejsza. Nie ma tu żadnej kolonii. Jest to czysta teoria dostosowania łącznego w wersji dziewiętnastowiecznej. Alex Kacelnik podkreśla, że dobór krewniaczy jest jedynym sposobem, w jaki mogły wyewoluować adaptacje robotnic, takie jak szczęki żołnierzy i wole do przechowywania miodu — fenotypy nigdy nie ulegające ekspresji u osobników rozmnażających się. "Dobór kolonii" i „superorganizmy" tego nie potrafią. Musisz mówić o wspólnych genach u osobników i uwarunkowanej ekspresji fenotypowej.
RichardDawkins.net, 31 sierpnia 2010

~~

Jakieś spostrzeżenia, wnioski ? Zapraszam do dyskusji.

pzdr
Odpowiedz
#2
Wniosek jest taki, że pytanie : Samolubne osobniki czy korzyść grupy? jest wciąż aktualne i budzi kontrowersje. Choć wydawałoby się, że dostatecznie udowodniono słuszność pierwszej koncepcji, to przeciwnicy samolubnych genów wciąż podają ją w wątpliwość.

Jerry Coyne w swoim artykule zdaje się wyrażać zdziwienie , czy wręcz oburzenie postawą E. Wilsona. Bo jakże ten erudyta, słynny biolog ewolucyjny, mógł nagle zbłądzić i wystąpić przeciwko fundamentalnej teorii, jaką jest dobór krewniaczy?! Historia pokazuje, ze zmiana kierunku nie była nagła, a może i wcześniejsza droga nie taka, jak początkowo mogłoby się wydawać.

W 1975 r. powstaje „Socjobiologia. Nowa synteza.” Rok później „Samolubny gen”. Wydawałoby się, ze Dawkins i Wilson mają podobne wyobrażenie ewolucji. Podobieństwo poglądów ewolucjonistów nie było takie oczywiste, co w komentarzu do artykułu uwidocznia Dawkins. Warto zauważyć, ze Wilson już wcześniej krytykował teorię samolubnych genów na łamach czasopisma „The Quarterly Review of Biology”. Twierdził, że powstanie życia społecznego nie jest formą dbania o interesy krewnych, wskazując na współpracę niespokrewnionych ze sobą gatunków. Dawkins oczywiście nie pozostawia tez Wilsona bez odpowiedzi i w tekście „Grupa urojona” obala przypuszczenia Wilsona. A zatem rzeczywiście „nie jest to żadna niespodzianka”, że Dawkins i Wilson mają odmienne poglądy na temat wyrażony w artykule Coyne’a. Zresztą mam wrażenie, że choć Wilson napisał „Sociobiology” to Dawkins jest bliższy współczesnej socjobiologii.

Jeżeli chodzi o artykuł Wilsona i in. w „Nature” to myślę, ze Coyne z Dawkinsem wystarczająco udowadniają błędne spojrzenie autorów.
Dubito ergo sum.
Klozxb gl drvopr nzilw, gbopl ofwarv xsfqv.
Odpowiedz
#3
Atia napisał(a):Jeżeli chodzi o artykuł Wilsona i in. w „Nature” to myślę, ze Coyne z Dawkinsem wystarczająco udowadniają błędne spojrzenie autorów.

Dawkins ma rację pisząc, że Wilson nie rozumiał doboru krewniaczego już w momencie pisania Socjobiologii. Atak Wilsona na dobór krewniaczy staje się oczywiście kolejną pożywką dla kreacjonistów, którzy zauważają niekonsekwencję w środowisku neodarwinistów.

pzdr
Odpowiedz
#4
Życie społeczne gatunków rozgrywa się na nieco innej płaszczyźnie, niż replikacja samoluba. Uśmiech
Zjawisko łączenia się w grupy nieco rozmywa pojęcie "rywalizacji".
Odpowiedz
#5
Xeno napisał(a):Dawkins ma rację pisząc, że Wilson nie rozumiał doboru krewniaczego już w momencie pisania Socjobiologii. Atak Wilsona na dobór krewniaczy staje się oczywiście kolejną pożywką dla kreacjonistów, którzy zauważają niekonsekwencję w środowisku neodarwinistów.

pzdr

Dokładnie. Raz, że argumenty Wilsona nie obalają teorii doboru krewniaczego. Dwa, że kreacjoniści chyba lubią traktować rozbieżność poglądów wśród ewolucjonistów, jako zwiastun upadku całej teorii, co w tym przypadku jest co najmniej śmieszne.
Dubito ergo sum.
Klozxb gl drvopr nzilw, gbopl ofwarv xsfqv.
Odpowiedz
#6
Xeno napisał(a):Jakiś czas temu biologiczny świat obiegła informacja, że Edward Wilson zaatakował dobór krewniaczy.
Wilson wraz ze swymi współpracownikami Sloanem Wilsonem i Nowakiem, rozpoczął krucjatę przeciwko doborowi krewniaczemu. Ich artykuł pojawił się w najnowszym numerze Nature.
Więcej na :
http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,568

Odpowiedź swoją dał również i Richard Dawkins:
http://richarddawkins.net/articles/50810...-selection

dla leniwych tłumaczenie można znaleźć na racjonaliście:

Nie jest to żadna niespodzianka. Edward Wilson nie rozumiał doboru krewniaczego

Nie chce mi się wierzyć, żeby 'ojciec socjobiologii' nie rozumiał zasady doboru krewniaczego. On po prostu powątpiewa w jego uniwersalność. Łatwo jest powiedzieć:
[i]"kiedy jeden osobnik się nie rozmnaża, tylko stoi na czujce i swoim ostrzegawczym glosem ściąga na siebie uwagę drapieżnika, to tym samym on się poświęca nie wydawając potomstwa, ale kopie genów na altruistyczne zachowania przetrwają w ciałach uratowanych braci i to tym genom zapewni przetrwanie w populacji".
Trudniej jest tą zasadę teoretyczną przenieść na takie złożone zachowania zwierząt, jak zachowania społeczne owadów.

pozdrawiam
Odpowiedz
#7
bioslawek napisał(a):Łatwo jest powiedzić:
"kiedy jeden osobnik się nie rozmnaża, tylko stoi na czujce i swoim ostrzegawczym glosem ściąga na siebie uwagę drapieżnika, to tym samym on się poświęca nie wydawając potomstwa, ale kopie genów na altruistyczne zachowania przetrwają w ciałach uratowanych braci i to tym genom zapewni przetrwanie w populacji".
Trudniej jest tą zasadę teoretyczną przenieść na takie złożone zachowania zwierząt, jak zachowania społeczne owadów.

Dlaczego trudno? Wystarczy, aby dzięki pomocy bezpłodnej robotnicy, królowa urodziła dodatkowo dwukrotnie wiekszą liczbę potomstwa, niżby miała sama robotnica. Zresztą akurat u owadów pokrewieństwo między królową a robotnicami jest większe niż 1/2 (zazwyczaj 3/4), zatem ta proporcja jest nawet mniejsza
Demokracja jest sprzeczna z prawami fizyki - J. Dukaj

Jest inaczej Blog człowieka leniwego
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości