Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Hunde, wollt ihr ewig leben?
#1
Jaką wartość ma uznanie wynikające z samego faktu bycia biologicznym człowiekiem?

Nie ma najmniejszej wartości. Każde twierdzenie mówiące że człowiek jest ważny przez sam fakt bycia człowiekiem jest śmieszne. Nierealne musi być również żądanie tolerancji, równości, i powszechnej godności istoty ludzkiej.

Przyjrzyjmy się bliżej naszym "street fighters" - pseudokibicom. Tak zwani dresiarze umawiają się na walki ze sobą, spotykają się, i biją bez opamiętania. Dlaczego? Bo są bezrozumni? Nie. Bo są zapalczywi. Nikt im nie płaci za walkę, niczego konkretnego nie wygrywają, nie dostają dwustu tysięcy i samochodu, nie porywają kobiet pokonanych, ani ich własności, a mimo to chcą walczyć ze sobą, i zadawać sobie krzywdę. Dlaczego? Odpowiedź znajduje się w jednym słowie: thymos.

Według Platona, dusza ludzka (psyche) dzieli się na nous (rozum), epithumia (pożądliwość), i thymos (zapalczywość). Tylko jeden element w tym podziale odpowiedzialny jest za pojawienie się osoby ludzkiej, istoty która posiada godność wynoszącą ją ponad świat zwierzęcy. Tym elementem nie jest ani epithumia (w tym i miłość), ani nous (czyli rozum, intelekt). Pozostaje thymos.
Dzięki pożądliwości sięgamy w świat zewnętrzny po interesujące nas dobra doczesne, natomiast rozum stanowi narzędzie dzięki któremu potrafimy te dobra osiągać. Człowiekowi to jednak nie wystarcza. Kondycja psychiczna człowieka dąży do tego, aby uznawać się za coś więcej niż inteligentny przewód pokarmowy.

"Pierwszy Człowiek" osiągał status własnego człowieczeństwa wchodząc w krwawy bój na śmierć i życie; bój który nie tylko nie był konieczny ze względów zapewnienia biologicznego przetrwania, ale często kolidował z samozachowaniem się. Osobnik który walczyć nie chciał i poddawał się temu który gotowy był na bezwzględną walkę aż do zniszczenia którejś ze stron, pozostawał niższą formą życia. Dosłownie. Nie posiadał w sobie dosyć możności aby wyjść ponad biologiczne uwarunkowanie, ponad instynkt samozachowawczy, ponad pragnienie uniknięcia krzywdy, a zatem pozostawał zwierzęciem. Tak powstało rozróżnienie między hegemonem i poddanym. I tak też wygląda heglowska dialektyka pana i niewolnika. U Hegla jednak Historia nie zamyka się na dominacji panów nad poddanymi. Niewolnik, według Hegla, który również pragnie uznania i statusu godnej istoty ludzkiej, nie potrafi jednak bezpośrednio konkurowac z panem, osiąga w końcu status równy panu dzięki swojej pracy. Momentem historycznym przerwania relacji pan-niewolnik jest Rewolucja Francuska.

"Hegel uważał, że najistotniejsze nie były te różnice klasowe, które wynikały z funkcji ekonomicznych, takich jak bycie właścicielem ziemskim lub chłopem, lecz te, które wynikały z postawy wobec gwałtownej śmierci. Społeczeństwo dzieliło się na panów, którzy gotowi byli narazić swe życie, oraz niewolników, którzy takiej gotowości nie okazywali. Heglowski pogląd na wczesne uwarstwienie klasowe przypuszczalnie ma większe uzasadnienie historyczne niż pogląd Marksa. Wiele tradycyjnych społeczeństw arystokratycznych wzięło swój początek z „etosu wojownika" plemion wędrowych, które podbijały ludy prowadzące bardziej osiadły tryb życia dzięki większej bezwzględności, okrucieństwu i odwadze. Kiedy podbój został dokonany, dalsze pokolenia panów osiadały na majątkach ziemskich i wchodziły w relację ekonomiczną z szeroką rzeszą poddanych im chłopskich „niewolników", od których pobierały podatki i daniny. Mimo to etos wojownika - poczucie wrodzonej wyższości wynikające z gotowości narażenia życia w imię uznania - pozostał osnową kultury arystokratycznych społeczeństw na całym świecie na długo po tym, jak stulecia pokoju i bezczynności zmieniły arystokratów w rozpieszczonych i zniewieściałych dworaków."
Franciszek Fukuyama, "Koniec Historii"

"Zniewieściałych dworaków" jak wiemy już nie ma, mamy za to, będącą bezpośrednim następstwem Wielkiej Rewolucji, demokrację. Anomalii w postaci socjalizmów, jak i dwudziestowiecznych totalitaryzmów nie należy brać pod uwagę, ponieważ stosunkowo szybko odpadły one w konkurencji z systemem demokratycznym, i jego gospodarczym koniecznym zapleczem jakim jest kapitalizm. Dlaczego tak jest? Ponieważ demokracja liberalna miałaby zaspokajać w pełni tymotejską potrzebę uznania i godności, kapitalizm natomiast miałby satysfakcjonująco zaspokajać ich potrzeby zwierzęce.

"Alexandre Kojeve, tworzący w XIX wieku wybitny komentator Hegla, nieprzejednanie głosił pogląd, iż historia już się zakończyła, gdyż twór, jaki określał mianem 'uniwersalnego państwa homogenicznego', a który my zwiemy demokracją liberalną, ostatecznie rozwiązał centralny problem dziejów poprzez zastąpienie relacji pan-poddany uniwersalnym i równym uznaniem uprawnień. Historia ludzkości wraz z jej głównymi 'okresami' jest historią poszukiwań najlepszej formy uznania. Dopiero świat współczesny zdołał ją stworzyć i wówczas nastąpiło 'całkowite zaspokojenie potrzeb'. "
Franciszek Fukuyama, "Człowiek ostatni"

Czy ta pewność siebie znajduje uzasadnienie w faktach? Fukuyama dzieli potrzeby tymotejskie na izotymię (pragnienie bycia równym innym) i megalotymię (pragnienie bycia lepszym od innych). Tym, co mogłoby zagrozić homogenicznemu państwu uniwersalnemu byłby nadmiar megalotymii. Jednak, zdaniem Fukuyamy, współczesne państwa demokratyczne zapewniają niejako oswojenie zapędów megalotymii dzięki "gigantycznemu mechanizmowi nowożytnego przyrodoznawstwa, napędzanemu przez nieskrępowane pożądanie i sterowanemu przez rozum". Pożądliwość i idący za nią dobrobyt przytępia megalotymię. "Im więcej wygody, tym mniej odwagi", jak pisze Suvorov. Ostatnimi wielkimi wybrykami megalotymii były nazistowskie Niemcy i walcząca Japonia. No i Islam, którego również pragnie się oswoić za pomocą integracji i dobrobytu. W co zamieniły się Niemcy i Japonia już wiemy, Islam zaś ma niedługo dołączyć do tej oswojonej paczki.

Pojawia się pytanie, czy rywalizacja w ramach gospodarki kapitalistycznej znajdującej się pod parasolem demokracji liberalnej naprawdę zaspokaja pragnienia tymotejskie (a dokładnie megalotymię), czy też jest to tylko podły trick mający w rzeczywistości wyeliminować "krwawy bój" i ustanowić rządy podludzkich niewolników? Jeden europejski myśliciel dawno temu przewidział to wszystko, twierdząc że "najzimniejszy z zimnych potworów" (uniwersalne państwo homogeniczne) stanowi matecznik "Człowieka Ostatniego" (biegunowe przeciwieństwo człowieka pierwszego). Myśliciel, którego mam na myśli, to Fryderyk Nietzsche. (Ten Nietzsche który "pobierał rentę profesorską i chodził po górach" i ten Nietzsche "któremu zimą siniały palce, ponieważ nie chciał ogrzewać pokoju, któremu nawet przed popadnięciem w obłęd rzadko zdarzał się dzień bez straszliwych bólów głowy - sławi sposób na życie pozbawiony wygody i ukojenia." Te słowa kieruję do swoich infantylnych przeciwników, z góry zabiegając aby dali sobie spokój ze swoimi sztuczkami rodem z piaskownicy. Wiadomo kogo mam na myśli.)

"Myśliciele prawicowi są autorami [...] silniejszego ataku na zasadę powszechnego uznawania. Uważają, że rewolucja francuska ze swoim ideałem równości niebezpiecznie przyspieszyła i pogłębiła proces niwelowania społeczeństwa. Najwybitniejszym przedstawicielem tego stylu myślenia był Fryderyk Nietzsche, którego spostrzeżenia antycypował Alexis de Tocqueville w dziełach na temat nowoczesnej demokracji. Nietzsche sądził, iż współczesna demokracja nie jest bynajmniej wyrazem rzeczywistego upodmiotowienia byłych niewolników, ale raczej oznacza absolutne zwycięstwo moralności niewolniczej. Przeciętny obywatel państwa demokratycznego jest wcieleniem owego 'ostatniego człowieka', który, idąc za naukami twórców nowoczesnego liberalizmu, porzucił dumną wiarę we własną moc i wyższość na rzecz miałkiego, bezpiecznego trwania w wygodzie. Liberalne demokracje wyhodowały 'ludzi bez piersi', istoty stanowiące zlepek pożądania i rozsądku, którym jednakowoż brak thymos. Wykazują się sprytem, kiedy drobiazgowo analizując swe długodystansowe i egoistyczne korzyści, znajdują nowe sposoby zaspokojenia nędznych pragnień. Ostatni człowiek nie żąda już uznania go za lepszego od innych ludzi, co z kolei uniemożliwia jakiekolwiek doskonalenie się. Zadowolony z osiągniętego szczęścia, niezdolny do odczuwania wstydu za swoją przywarę małości, traci resztki człowieczeństwa."
Franciszek Fukuyama, "Człowiek ostatni"

Sam Nietzsche tak opisuje pojawienie się człowieka ostatniego:
"Biada! Nadchodzi czas, gdy człowiek nie będzie już strzał swej tęsknoty posyłał ponad człowieka, a cięciwa jego łuku oduczy się świstu!
Powiadam wam: by móc zrodzić tańcząca gwiazdę, trzeba mieć w sobie jeszcze chaos. Powiadam wam: macie jeszcze w sobie chaos.
Biada! Nadchodzi czas gdy człowiek nie zrodzi już żadnej gwiazdy. Biada! Nadchodzi czas człowieka godnego największej pogardy, człowieka, który nie będzie już umiał gardzić samym sobą.
Spójrzcie! Ukażę wam ostatniego człowieka.
'Czym jest miłość? Czym jest stwarzanie? Czym jest tęsknota? Czym jest gwiazda?' - zapyta ostatni człowiek i mrugnie okiem.
Ziemia się zmniejszy, a po niej będzie hasał ostatni człowiek, który wszystko czyni mniejszym. Jego ród nie da się wyplenić, jak pchły; ostatni człowiek będzie najdłużej żył.
'Wynaleźliśmy szczęście' - mówią ostatni ludzie i mrugają okiem.
Opuścili okolice, gdzie życie twarde było: gdyż ciepła potrzeba. Kocha się jeszcze sąsiada i trze się o niego - gdyż ciepła potrzeba!
Cierpienie i nieufność uchodzą za rzeczy grzeszne; ostatni człowiek baczy troskliwie na siebie. Głupiec chyba tylko potyka się jeszcze o kamienie i o ludzi!
Nieco trucizny kiedy niekiedy: to darzy słodkimi snami. A w końcu - dużo trucizny, aby mile zemrzeć.
Pracuje się jeszcze, gdyż praca jest rozrywką. Dba się jednak o to, by ta rozrywka nie stała się zbyt uciążliwą.
Nikt już nie jest bogatym ani biednym: jedno i drugie jest zbyt uciążliwe. Któż by jeszcze chciał panować? Któż podlegać? To zbyt uciążliwe.
Żadnego pasterza, sama trzoda! Każdy jest równy, każdy chce widzieć równego. Kto inaczej czuje, idzie dobrowolnie do domu obłąkanych.
'Dawniej cały świat był obłędny' - mówią najsubtelniejsi i mrużą mądrze oczy.
Jest się mądrym i wie się wszystko, co się zdarzyło, więc w wydrwiwaniu wszystkiego nie zna się miary. Sprzeczają się jeszcze, lecz godzą się niebawem, gdyż niezgoda psuje żołądek.
Ma się swą przyjemnostkę na dzień i swą przyjemnostkę na czas nocy; lecz zdrowie ceni się nade wszystko.
"Myśmy szczęście wynaleźli" - mówią ostatni ludzie i mrużą oczy."

Megalotymia stanowi istotny aspekt nietzscheańskiej Woli Mocy, którą to uczynił Nietzsche podstawowym czynnikiem "napędowym" ludzkości.

"Co jest dobre? Wszystko co uczucie mocy, wolę mocy, moc samą w człowieku podnosi.
Co jest złe? Wszystko co ze słabości pochodzi.
Co jest szczęściem? Uczucie że moc rośnie, że przezwycięża się opór.
Nie zadowolenie, jeno więcej mocy; nie pokój, jeno wojna; nie cnota, jeno dzielność.
Słabi i nieudani niech sczezną: pierwsza zasada naszej miłości dla ludzi. I pomóc należy im jeszcze do tego.
Co jest szkodliwsze niż jakikolwiek występek? Litość czynna dla wszystkiego, co nieudane i słabe - chrześcijaństwo..."

Opis wolności również drastycznie różni się od tego, co za wolność uważają demokraci. Wolność według Nietzschego to nic innego jak realizacja megalotymii, podczas gdy egalitaryści i demokraci wolność widzą w realizacji izotymii.

"Czymże jest bowiem wolność! Tym, że posiada się wolę odpowiedzialności za siebie. Że utrzymuje się dystans, który dzieli. Że obojętnieje się na trud, na surowość, na niedostatek, a nawet na życie. Że dla swej sprawy jest się gotowym poświęcić ludzi, łącznie z sobą samym. Wolność oznacza że męskie, radujące się wojną i zwycięstwem instynkty panują nad innymi instynktami, na przykład nad instynktem szczęścia. Człowiek, który stał się wolny, a jeszcze bardziej duch, który stał się wolny, pogardliwie pomiata nikczemną błogością, o której marzą kramarze, chrześcijanie, krowy, kobiety, Anglicy i inni demokraci... Człowiek wolny jest wojownikiem. Czym się mierzy wolność u jednostek i narodów? Oporem, który należy pokonać, trudem, jakim się płaci, by pozostać na górze."

Wrogość Nietzschego wobec demokracji i egalitaryzmu, jak i chrześcijaństwa z którego one wyrastają jest absolutna. "Zapobieganie redukcji do mierności. Raczej zniszczenie!" pisał w Woli Mocy. Demokracja z konieczności musi być systemem wyrastającym z izotymii niewolników, którzy nie stają się niczym innym niż tym czym są i wszystko sprowadzają do najniższego wspólnego mianownika ("moralność ludzi małych jako miara rzeczy: jest to najobrzydliwsze zwyrodnienie, jakim kultura dotychczas poszczycić się może."). Zwycięstwa demokracji i egalitaryzmu nie należy widzieć jednak w jakiejś dziejowej sprawiedliwości, lecz przeciwnie, w czymś zgoła bardzo prozaicznym: w przewadze liczebnej owych niewolniczych niższych form życia ("wzrost mocy gatunku mniej gwarantuje przewaga jednostek udanych, silnych, niż przewaga typów średnich i niższych... W tych ostatnich wielka płodność jest trwałością; wraz z pierwszymi wzrasta niebezpieczeństwo, szybkie spustoszenie, rychłe zmniejszenie liczby."). Pytanie tylko, czy tak być powinno? Czy zbiorowa moc gatunku, którego pojedyncze osobniki stanowią prawie zerowy stopień mocy, stanowi wyższą jakość niż potęga wyjątków? ("Co jest w końcu 'pożyteczne'? Należy zapytać 'w stosunku do czego pożyteczne?'. Np. co jest z korzyścią dla trwania indywiduum, może nie sprzyjać jego mocy i wspaniałości; co zachowuje indywiduum, może je zarazem zatrzymywać i unieruchamiać w rozwoju.").Według Nietzschego przewaga liczebna "płodnego gatunku" nad wyjątkami, wraz z jego szczątkową świadomością pozoru własnej godności w jaką zaopatrzyło niewolników chrześcijaństwo, prowadzi do nihilizmu ("jeśli się chce realność sformułować jako moralność, tedy moralność ta brzmi: ludzie średni są warci więcej, niż wyjątkowi; twory décadence więcej, niż średnie; wola nicości posiada przewagę nad wolą życia - i cel powszechny, wyrażając się po chrześcijańsku, buddystycznie, po schopenhauerowsku, brzmi: 'lepiej nie być, niż być'.). To wyjątki nadawały światu sensy i cele (celowo używam liczby mnogiej); to wyjątki przydawały światu piękna, którego nie znajdzie się na jarmarcznym zgiełku przekupniów. Bez wyjątków "płodny gatunek" wart jest tyle, a może nawet mniej, co krowy na łące. Potrzeba nowego, nieprzeciętnego ideału, aby wyjątki powróciły do łask.

"Czymś niezwykle niebezpiecznym jest wiara w to, że ludzkość jako całość będzie rozwijać się i stawać się silniejsza jeżeli jednostki staną się sflaczałe, równe, przeciętne. Ludzkość jest abstrakcją: celem hodowli, nawet w przypadku pojedynczej jednostki, może być tylko silniejszy człowiek (człowiek bez hodowli jest słaby, rozrzutny, niezrównoważony)."

Demokracja wydaje na świat właśnie takie sflaczałe zera. To ich teraz nazywa się ludźmi. Nietzscheańskim ideałem staje zatem coś "nieludzkiego": ubermensch - nadczłowiek. Człowieka Ostatniego wychowuje się na zero - nadczłowiek ma być wynikiem zaplanowanego alternatywnego wychowania, które Nietzsche dla kontrastu określa mianem hodowli. Czym ma być nadczłowiek? Nie należy do żadnej "innej, wyższej rasy", nie jest też nowym gatunkiem z próbówki. Nadczłowiek to inny typ człowieka, wychowany na coś zgoła przeciwnego chrześcijańsko-demokratycznym zerom. To nasz stary "barbarzyńca-wojownik-arystokrata", człowiek będący jednocześnie uosobieniem siły, jak i dziełem sztuki. W przeciwieństwie jednak do starego "barbarzyńcy-wojownika-arystokraty", ubermensch zostaje "wyhodowany", a zatem nie jest wynikiem działania nieuświadomionych napięć i sił. Przede wszystkim, nie ma być wasalem cudzych ideałów (jak np. rycerstwo i arystokracja trwające w cieniu krzyża i rozrzutnie trwoniące swoją siłę dla realizacji czegoś, co było im zupełnie przeciwne), ale suwerenem - to on jest celem, a nie narzędziem dla spełniania czyichś celów. Ubermensch ma panować i narzucać wartości. W ten sposób można mówić o prawdziwym postępie człowieka, a nie tylko o postępie jako materialnych udogodnieniach miliardów zer.

Na koniec chciałbym się podzielić moim spostrzeżeniem na temat walczącego Islamu. Fanatyzm muzułmańskich radykałów wyrasta z tego samego podłoża, co zapalczywość arystokraty idącego na krwawy bój. Pogarda zachodniego swiata do tych ludzi, którzy w imię swojej sprawy gotowi są poświęcić własne życie skrywa tą samą niemoc i zawiść jaka pojawiała się w niewolniku wobec Pana, który swój status osiągał dzięki zdolności do poświęcenia życia. Pełne jadu bluzgi pod adresem Islamu padają najczęściej z najbardziej zniewieściałych ust - nie są to słowa wojowników, którzy zadowoleni są że oto trafił im się wróg z którym mogą walczyć. Podobna pogarda pojawia sie odnośnie "dresiarzy" o których wspomniałem na wstępie: "prymitywne, agresywne zwierzęta z którymi należy zrobić porządek", prawda? A przecież, jak zauważył Janusz Korwin-Mikke, w walce z muzułmanami moglibyśmy liczyć przede wszystkim na te "prymitywne zwierzęta". Bo na kogo innego? Pacyfistów pokroju Pilastera, którzy mogą się wypiszczeć na swoich blogach "prawicowych", czy gardzących przemocą dyplomowanych inteligencików z salonów, którym wszak tylko macic brakuje by mogli stać się w pełni kobietami? W eseju Włodzimierza Pawluczuka znalazłem następujące słowa: "Wojna jest wojną na śmierć i życie. Panami zostają ci, którzy ryzykują życiem i godzą się na śmierć. Tak rozumiana wojna scala i cementuje społeczeństwo, staje się jego transcendencją. Niewolnikami zostają ci, którzy stchórzyli i pożałowali życia." Wiedzą o tym radykalni muzułmanie, którzy idą na śmierć. W demokracji jednak, ci którzy idą na śmierć stają się śmieciami, nawet jeżeli idą walczyć z tymi, którzy samej demokracji zagrażają! Jak potraktowało demokratyczne społeczeństwo żołnierzy wracających z wojny w Wietnamie? Jak pariasów. Wielu z nich skończyło jako bezdomne trampy, których byle hipis czy inny pacyfista mógł wytykać palcem. "Porządni obywatele" nie chcieli z nimi mieć nic wspólnego, co symbolicznie zaprezentowane zostało w filmie "Rambo". Byli odpadkami. Takie potraktowanie tych którzy walczą, nawet jeżeli walczą by bronić liberalizmu, demokracji i kapitalizmu, wynika z samego charakteru i genezy homogenicznego państwa uniwersalnego. "Rewolucja burżuazyjna, której prorokami byli Hobbes i Locke, postawiła sobie za cel moralne wyniesienie niewolniczego strachu przed śmiercią nad arystokratyczne męstwo pana, a tym samym skierowanie irracjonalnych przejawów thymos - takich jak książęca ambicja i fanatyzm religijny - na dzieło gromadzenia własności." (Franciszek Fukuyama, "Człowiek Ostatni"). Zgadza się to z tym, co napisałem w tekście "Männerbünde":

"Gdzieś kiedyś przeczytałem ze przodkowie nasi "nie byli strachliwymi babami". W słowach tych więcej jest prawdy niż, jak przypuszczam, myślał ich autor. Otóż dla najdawniejszych naszych przodków tak zwane "zerwanie matczynej pępowiny" pojmowane było inaczej niż współcześnie. Odejście od "świata matek" oznaczało zerwanie z naturalistycznym, wegetacyjnym obszarem egzystencji i przekroczenie progu męskości za którym zaczynał się świat wartości hierarchicznych, heroicznych, anty-hedonistycznych. Był to świat mężczyzn, zupełnie różny od samego tylko fizycznego istnienia znajdującego się pod egidą Matek które nie znajdowało dla niego wytłumaczenia ani usprawiedliwienia. Świat matek, świat "życia dla życia" to świat tych, którzy wybierają życie i przeżycie. Góruje w nim instynkt przetrwania, egzystencja biologiczna, cnoty kobiece, zapobiegliwość, oszczędność, luksusy, konsumpcjonizm, wartości plebejskie. Inicjacyjne zerwanie ze światem matek oznacza wejście w świat mężczyzn i kształtowanie ducha w militarnym znaczeniu.
[...]
Demokracja, socjalizmy, komunizm, prymat ekonomii, konsumpcjonizm, pragmatyzm, wszystko to ma swoje źródło w naturach niższych, tellurycznych, demonicznych. "Dobro ludu" który nie widzi niczego ponad swoją zbitą masą znaczy tyle samo co "dobro świń" trzymanych w chlewie. I w rzeczy samej świat kierujący się jedynie owym "dobrem ludu", w najróżniejszych tego "dobra" odmianach, w wielki chlew musiał się zamienić. Świat chlewu przedstawia sobą specyficzny regres, degenerację (niektórzy nazywają to "postempem"). W tym mrocznym świecie rozumne świnie chrząkają do siebie o "dochodzie" i "spożyciu" które to stanowią centrum ich zainteresowań. Jest to rozwinięcie "świata matek", maksymalizacja jego oddziaływania.

Świat mężczyzn to świat w którego centrum stoi figura wojownika, arystokraty miecza (jedynego prawdziwego arystokraty!). Mężczyzna jest wojownikiem - kto nie jest wojownikiem ten egzystuje w świecie matek, stanowi demos, jest co najwyżej samcem w znaczeniu ściśle biologicznym. Szczyt hierarchii w tradycji ludów indoeuropejskich zajmował właśnie wojownik - ten który poprzez inicjację wkroczył w świat śmierci i powrócił z niego. To wojownik reprezentował nieutylitarne wartości i cnoty takie jak honor i męstwo. Dumne arystokracje rodziły się na Polach Śmierci, nigdzie indziej. Stanowili oni wyższy rodzaj człowieka."

"Stanowili oni wyższy rodzaj człowieka". To oczywiste. Byli Ubermenschen. W książce o ewolucji niemieckiego pojęcia honoru (niestety nie pamiętam jej autora ani tytułu, posiadam tylko fragment który zanotowałem) znalazłem takie słowa opisujące obyczaje panujące pośród Teutonów: "If a tribe was at peace, its youths sought out tribes engaged in war; for peace was a distasteful condition. War was necessary for winning renown and plunder and for maintaining a following. The Teutons considered it spiritless to gain by sweat what could be purchased with blood. [...] Teutonic warriors loved indolence but hated peace. When not fighting they spent their time in sloth and gluttony, and drinking bouts lasting a day and a night were not considered disgraceful even when they resulted in bloody quarrels. All productive effort was scorned and relegated to the women, old men, and weaklings." W podobnym tonie pisze Thorstein Veblen w swojej "Teorii klasy próżniaczej": "Przy takim właśnie powszechnym barbarzyńskim pojmowaniu godności i honoru pozbawianie życia, zabijanie groźnych przeciwników - ludzi lub zwierząt - jest czynem w najwyższym stopniu zaszczytnym i godnym człowieka honoru. Ta wysoka ranga zabijania jako dowodu przewagi zabójcy udziela blasku godności wszystkim aktom, narzędziom i akcesoriom zabójstwa. Broń jest czymś szlachetnym, a użycie jej, nawet w celu pozbawienia życia najnędzniejszego stworzenia, staje się czynnością szlachetną. Natomiast praca produkcyjna odwrotnie - jest niegodna; w powszechnej opinii używanie narzędzi służących do produkcji staje się zajęciem uwłaczającym godności normalnego zdrowego mężczyzny. Praca uznana zostaje za uciążliwą, poniżającą krzątaninę. [...] Nabywanie dóbr w jakikolwiek inny sposób niż przemocą uważa się za niegodne prawdziwego mężczyzny. To samo odium spada na wszelką prace produkcyjną i służbę osobistą. W ten sposób rodzi się antagonistyczne przedstawienie czynów bohaterskich pracy produkcyjnej. Uznanie pracy za coś niegodnego powoduje, że staje się ona nużącym jarzmem." Wszędzie tam odnajdujemy echo owej relacji pan-niewolnik, i postrzeganie Pana jako istoty bardziej ludzkiej nie przez zamiłowanie do pokoju i handlu (epithumia), ale przez tymotejską akceptację ryzyka śmierci. Nawet Platon w swoim Państwie wyżej stawia żołnierza niż odpowiednik naszego współczesnego demokraty-kapitalisty - demokrację uważa za najgorszy system jaki może istnieć, a do zadań "przedsiębiorczo-burżuazyjnych" przeznacza ułomnych i kaleki niezdolne do wojaczki.

A zatem: jaką wartość ma uznanie wynikające z samego faktu bycia biologicznym człowiekiem? Czy takie uznanie w ogóle ma jakąś wartość, czy może wartość ta znika przez zniwelowanie, zniszczenie wyjątkowości? Im bardziej coś jest dostępne - tutaj godność jako cecha przynależąca człowiekowi - tym bardziej traci swoją wartosć. Ostatecznie zatem należałoby się zgodzić ze słowami Artura Desmonda (aka Ragnara Redbearda): "Kiedy ludzie przestają walczyć, przestają też być Ludźmi".

*"Hunde, wollt ihr ewig leben?"
"Kanalie, chcecie żyć wiecznie?"
Słowa Fryderyka II Wielkiego skierowane do wycofujących sie z pola bitwy żołnierzy.
Stalk the weak, crush their skulls, eat their hearts, and use their entrails to predict the future.
Odpowiedz
#2
Cytat:Dlaczego? Odpowiedź znajduje się w jednym słowie: thymos.
Bla, bla, bla, bo humanista tak powiedział. I pasuje mu do teorii. :roll:

Cytat:Według Platona, dusza ludzka (psyche) dzieli się na nous (rozum), epithumia (pożądliwość), i thymos (zapalczywość). Tylko jeden element w tym podziale odpowiedzialny jest za pojawienie się osoby ludzkiej, istoty która posiada godność wynoszącą ją ponad świat zwierzęcy. Tym elementem nie jest ani epithumia (w tym i miłość), ani nous (czyli rozum, intelekt). Pozostaje thymos.
Dzięki pożądliwości sięgamy w świat zewnętrzny po interesujące nas dobra doczesne, natomiast rozum stanowi narzędzie dzięki któremu potrafimy te dobra osiągać. Człowiekowi to jednak nie wystarcza. Kondycja psychiczna człowieka dąży do tego, aby uznawać się za coś więcej niż inteligentny przewód pokarmowy.
Zwierzęta bynajmniej nie sięgają po interesujące je dobra doczesne. Za to rozum oraz uczucia mają na poziomie człowieka. Naprawdę świetne przemyślenia.

Cytat:Nie posiadał w sobie dosyć możności aby wyjść ponad biologiczne uwarunkowanie, ponad instynkt samozachowawczy, ponad pragnienie uniknięcia krzywdy, a zatem pozostawał zwierzęciem
Obawiam się, że ewolucja (biologiczne uwarunkowanie) w dużo mniejszym stopniu wynagradzała jakieś osobiste oraz egoistyczne pragnienie uniknięcia krzywdy, a wywyższała agresywność. Jak dzięki temu można wyjść ponad biologiczne uwarunkowanie - ułańska fantazja humanisty wie.

Resztę przeleciałem pobieżnie, z uśmiechem na mych nadludzkich ustach (nie da się ukryć, że początek mnie zraził).

Zaprawdę i naprawdę pytam - skąd się biorą ludzie tak spłaszczający ludzką naturę?

Cytat:"Kiedy ludzie przestają walczyć, przestają też być Ludźmi".
Kiedy przestają czuć, przestają być ludźmi. Kiedy przestają myśleć, przestają być ludźmi. Etc.


Cytat:"Kanalie, chcecie żyć wiecznie?"
Słowa Fryderyka II Wielkiego skierowane do wycofujących sie z pola bitwy żołnierzy.
A ten cytat na zakończenie jest już kompletnie rozwalający, jeśli chodzi o kontekst eseju. :lol2:

Edit. Taki jeszcze ciekawy kwiatek.
Cytat:Nawet Platon w swoim Państwie wyżej stawia żołnierza niż odpowiednik naszego współczesnego demokraty-kapitalisty - demokrację uważa za najgorszy system jaki może istnieć, a do zadań "przedsiębiorczo-burżuazyjnych" przeznacza ułomnych i kaleki niezdolne do wojaczki.
Pytanie - kto w państwie Platona stoi u władzy i rządzi wszystkimi. Oczko
W ogóle pełno jest bzdet tu.
"O gustach się nie dyskutuje; a ja twierdzę, że całe życie to kłótnia o gusta." (Nietzsche F.)
Odpowiedz
#3
Roan Shiran napisał(a):Kiedy przestają myśleć, przestają być ludźmi. Etc.

Na bazie tej wypowiedzi, a w kontekście "anty-humanistycznej" reszty, sam się wykluczyłeś z rodu ludzkiego. :lol2:

Ale ok. Idiotów nie zamierzam komentować.
Stalk the weak, crush their skulls, eat their hearts, and use their entrails to predict the future.
Odpowiedz
#4
Jakakolwiek wartość moralna, ma charakter uznaniowy, jest konstruktem społecznym.
Nie ma obiektywnego źródła wartości.

Wartość człowieka jako człowieka, to wartość dobra jak każda inna.
Odpowiedz
#5
Trudno nie zgodzić się z podstawowym rozróżnieniem na "świat mężczyzn i kobiet". Zatarcie tej, dawniej niezwykle wyraźnej granicy, sprawia, że współczesne społeczeństwa Zachodu prezentują się fatalnie.

Z tym, że to nie chrześcijaństwo, ani kupiecka demokracja zabiły "arystokratę miecza", czyli człowieka gotowego iść w bezpośredni bój, bez oglądania się na ryzyko utraty życia. Zrobiły to kusze, armaty, muszkiety, karabiny, cekaemy, snajperki i wreszcie atomowa "broń bogów". Kusza i późniejsze ustrojstwa sprawiły, że "cham" mógł ustrzelić "pana" niewiele przy tym ryzykując.
I nie zapominajmy, że stosowania owej kuszy zabronił Kościół na Lateranum II w 1139 roku.
Rotheinie, biskupi Kościoła Rzymskiego dostrzegali przedmiot Twoich rozterek już dziewięć wieków temu. Uśmiech
Odpowiedz
#6
Za długie, za nudne i zbyt kaznodziejskie.
Odpowiedz
#7
Cytat:I nie zapominajmy, że stosowania owej kuszy zabronił Kościół na Lateranum II w 1139 roku.
Ale później papieże poszli z postępem i to wojska papieskie pierwsze zaczęły używać broni palnej Oczko
[SIZE=1][SIZE=2][SIZE=1][SIZE=2]Burdel na forum powstaje, gdy moderatorzy forum postanawiają sprzeciwić się części działań członków Ekipy Honor.

Czat / IRC: http://pokazywarka.pl/jpqkgu/ - prosta instrukcja dołączania.[/SIZE][/SIZE][/SIZE][/SIZE]
Odpowiedz
#8
Czytając to, odczuwaw silne deja vu, czy wy także ;-) ?

Ad rem: ja bym jednak rozgraniczyła wartości przydatne podczas budowy społeczności, od tych potrzebnych do jego funkcjonowania.
Wartości "męskie" uważa się za twórcze lub niszczące, wartości "kobiece" za wspierające i utrzymujące cykliczność. Wydaje mi się, że jeśli społeczność ma trwać i rozwijać się, to powinno kultywować jedno i drugie. To... trochę jak w rolnictwie, gdzie plony zbiera się dzięki pracy twórczej, podtrzymującej i niszczącej.
Wydaje mi się również, że wartością do której warto dążyć jest ład i harmonia. Pisałam już o tym kiedyś, więc pewnie się powtórzę: dla mnie wskaźnikiem rozwoju jest humanitaryzm, który jest typową wartością "kobiecą". Współczucie, troska, opiekuńczość, gotowość do pomocy, pochylenie się nad słabym i bezbronnym, kojenie, pocieszanie i opatrywanie. Bez tego wszystkiego świat byłby okrutnym polem walki, lub smutnym pobojowiskiem. Na taki świat nie byłoby sensu sprowadzać dzieci.
Natura albowiem w rozmaitości się kocha; w niej wydaje swoją moc, mądrość i wielkość.
(Jędrzej Śniadecki)







Odpowiedz
#9
Rojza Genendel napisał(a):Wydaje mi się również, że wartością do której warto dążyć jest ład i harmonia.

A co to jest "Ład i harmonia", Rojza? Cykliczne niszczenie i tworzenie, czy statyczny stan wiekuistej błogości? Jeżeli to drugie, to stanowi to "ideał" nihilistyczny... czy wspakulturowy, używając terminologii Stachniuka.

Rojza Genendel napisał(a):Bez tego wszystkiego świat byłby okrutnym polem walki, lub smutnym pobojowiskiem. Na taki świat nie byłoby sensu sprowadzać dzieci.

A jednak bez tej okrutnej wojny ludzkie wartości tracą wartość, przewartościowują się.
Stalk the weak, crush their skulls, eat their hearts, and use their entrails to predict the future.
Odpowiedz
#10
Cytat:Na bazie tej wypowiedzi, a w kontekście "anty-humanistycznej" reszty, sam się wykluczyłeś z rodu ludzkiego. :lol2:

Ale ok. Idiotów nie zamierzam komentować.
Wysublimowana odpowiedź godna p...tfu, nadczłowieka. Oczko
"O gustach się nie dyskutuje; a ja twierdzę, że całe życie to kłótnia o gusta." (Nietzsche F.)
Odpowiedz
#11
Wotanskrieger napisał(a):A co to jest "Ład i harmonia", Rojza? Cykliczne niszczenie i tworzenie, czy statyczny stan wiekuistej błogości? Jeżeli to drugie, to stanowi to "ideał" nihilistyczny... czy wspakulturowy, używając terminologii Stachniuka.
Stagnacja nie jest dobra, ponieważ nie jest twórcza.
Za równowagę uważam, w perspektywie czasu, cykle tworzenia, trwania i niszczenia- gdzie każdy z etapów ma przypisane właściwe mu wartości moralne. Za równowagę jednostki natomiast uważam wykorzystanie przez jednostkę cech "męskich" i "kobiecych", zarówno dla osiągnięcia osobistego szczęścia, jak i dla dobra społeczności.
Natura albowiem w rozmaitości się kocha; w niej wydaje swoją moc, mądrość i wielkość.
(Jędrzej Śniadecki)







Odpowiedz
#12
El Commediante napisał(a):Za długie, za nudne i zbyt kaznodziejskie.

Wotanskrieger, musisz zrobić z tego komiks. Oczko
Odpowiedz
#13
exodim napisał(a):Nie ma sensu umierać za idee czy honor tak samo jak nie ma sensu umierać za cokolwiek.

Na pewno? A za własne dzieci?

Hm... Gdzie się podział wpis Exodima? Minutę temu jeszcze tu był i nie jest to moje gipsowe urojenie z bólu, czego dowodzi cytat w ramce. Uśmiech
Odpowiedz
#14
Palmer Eldritch napisał(a):Na pewno? A za własne dzieci?

No właśnie tak sobie przypomniałem o dzieciach i pomyślałem, że głupi ten post, więc usunąłem Język

No, ale za "honor" czy "sprawę" umierać nie ma sensu - to jasne.
Vi Veri Veniversum Vivus Vici
Odpowiedz
#15
exodim napisał(a):No właśnie tak sobie przypomniałem o dzieciach i pomyślałem, że głupi ten post, więc usunąłem Język

Uff, już się bałem,że moje urojenia wcielają się w ramki. Duży uśmiech
Odpowiedz
#16
Nie ma sensu umierać za idee, natomiast warto dla nich żyć.
Natura albowiem w rozmaitości się kocha; w niej wydaje swoją moc, mądrość i wielkość.
(Jędrzej Śniadecki)







Odpowiedz
#17
A ja nie widzę przeszkód w umieraniu za idee dla innych ludzi, nie tylko swoich dzieci. I nie, nie chciałbym umierać z tego powodu. Prawie każdy chce żyć. Ale czasem nie ma wyjścia i trzeba wybrać, co ważniejsze...
[SIZE=1][SIZE=2][SIZE=1][SIZE=2]Burdel na forum powstaje, gdy moderatorzy forum postanawiają sprzeciwić się części działań członków Ekipy Honor.

Czat / IRC: http://pokazywarka.pl/jpqkgu/ - prosta instrukcja dołączania.[/SIZE][/SIZE][/SIZE][/SIZE]
Odpowiedz
#18
Forge, dla ludzi jak najbardziej. Ale nie dla samych idei.
Natura albowiem w rozmaitości się kocha; w niej wydaje swoją moc, mądrość i wielkość.
(Jędrzej Śniadecki)







Odpowiedz
#19
I znowu temat, który ma za zadanie dorobić ideologię do nawalania się po mordach po nic. Zresztą gdyby kibole poprzestawali na nawalaniu się po mordach to byłoby jeszcze ok - problem w tym, że ich thymos wyraża się też niszczeniem własności innych ludzi i napierdalaniem w 5 jednego gościa, bo nie drzy mordy "Legia,legia" czy jakoś inaczej. Nie ma w tym krztyny honoru ani godności.

Walka za idee nie wymaga usprawiedliwienia - sama się broni. Zachowania pseudokibiców już takiego usprawiedliwienia rozpaczliwie się doszukują, bo nie potrafią same się bronić, bo gdzie tu znaleźć chwałę czy godność w napierdalaniu 5 na 1, czy rozpierdalaniu czyjejś własności?
"All great men should be haunted by the fear of not living up to their potential.
All loyal men should be haunted by the fear of not having done enough for their country.
All honourable men should be haunted by the fear of not having lived a life worthy of those men who came before us." Sigurd
Odpowiedz
#20
Takie zachowania pseudokibiców były normą 20 lat temu. Teraz są raczej takie.

Za dużo oglądasz TV, za mało Internetu. Oczko
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości