Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Problem z wierzącą rodziną
#21
Tak, tak... Teraz już jestem pewien, że powodem zmiany nicku na Furia była moja osoba Oczko

Cytat:Zapamiętaj tę cenną radę, gdy będzie Ci się puszczać dziewczyna. Już wiesz, co powienieneś wtedy zrobić. Eh... :-]
Być może jego rodzice faktycznie potraktują posiadanie innego światopoglądu przez syna jako zdradę. Niezbyt dobry znak, moim zdaniem. Ale zdrada partnera a własny światopogląd to co innego - zresztą ludzie mający odmienne spojrzenia na wiele spraw żyją ze sobą szczęśliwie. Problem? Nie widzę.
[SIZE=1][SIZE=2][SIZE=1][SIZE=2]Burdel na forum powstaje, gdy moderatorzy forum postanawiają sprzeciwić się części działań członków Ekipy Honor.

Czat / IRC: http://pokazywarka.pl/jpqkgu/ - prosta instrukcja dołączania.[/SIZE][/SIZE][/SIZE][/SIZE]
Odpowiedz
#22
Sorry Forge, ale pierniczysz jak potłuczony...

Nawet mi się nie chce do tego odnosić, żeby Cię z chmur ściągać. A bujaj se tam.
Odpowiedz
#23
MłodyAteista napisał(a):rodzice argumentują to tym, że dopóki z nimi mieszkam obowiązują mnie ich zasady i ich wiara :wall:
typowe. Moja matka też tak gadała.


MłodyAteista napisał(a):Co tydzień jest kłótnia, argumenty typu ciekawe, czy na nasz pogrzeb przyjdziesz (jak raz odpowiedziałem, czy na prawdę są tak ograniczeni, że te dwie sprawy łączą, to się obrazili i przez tydzień ani słowem się do mnie nie odezwali :winkUśmiech
Obawiam się że takie podejście ci nie pomoże, wiem że to jest zajebiście trudne, zwłaszcza w takiej sytuacji ale spróbuj zrozumieć to co mówią, bo tylko wtedy mogą im się pootwierać pewne szufladki.


MłodyAteista napisał(a):Może jak skończę się uczyć i wyjadę za granicę, przez kilka lat mnie nie zobaczą, to przemyślą, czy dobrze zrobili.
Sytuacja wydaje się być nagląca:
MłodyAteista napisał(a):Co niedzielę jest kłótnia
,czy aby na pewno jesteś przekonany że to dobry pomysł?


MłodyAteista napisał(a):Zawsze starałem się być spokojny w trudnych sytuacjach, moją decyzję kilka razy przemyślałem, pomyślałem nad jej konsekwencjami i następstwami.
Zawsze starałeś się być opanowany i rozważny tak?


Moim zdaniem spokój i opanowanie w sytuacji kiedy w środku cały dygoczę też nie jest dobre, dajemy wtedy sprzeczne komunikaty, czym innym jesteśmy na zewnątrz a czym innym w środku.
Sęk w tym żeby wyrazić swoje uczucia z całą siłą , tj. nawet podniesionym tonem ale bez naruszania godności osobistej dyskutanta.


MłodyAteista napisał(a):Podczas rozmowy, to rodzice się unoszą, ja jestem cały czas spokojny i gdy przedstawiam kolejne argumenty, dlaczego nie mam zamiaru wierzyć w Boga, ani chodzić do kościoła, robią się coraz bardziej zdenerwowani i zawsze kończy się to kłótnią, w której ja uważam siebie za wygranego, ich argumenty są na poziomie 10 latka.
Moim zdaniem dzieje się tak dlatego , ponieważ twoje argumenty są kontrargumentami, try this:


„Każdy może mówić , co myśli, ale dopiero po tym , kiedy precyzyjnie powtórzy to, co miał na myśli i co czuł jego przedmówca, tak aby tamten uznał, że jego myśli i uczucia zostały właściwie ujęte”Oczko


Jak już wcześniej wspomniałem, wiem że to może być bardzo trudne ale nie polemizuj, bo to do nieczego nie doprowadzi, nadal będą obstawać przy swoim a to dlatego że ich uczucia->myśli nie zostały zrozumiane i zaakceptowane.


MłodyAteista napisał(a):I jeszcze ciekawi mnie podejście moich (i innych) rodziców, którzy zmuszają swoje dzieci do chodzenia do kościoła. Przecież to przynosi zupełnie odwrotny skutek do zamierzonego. Nie przemyśleli tego, że teraz czuję do tego miejsca wstręt i to tylko pogarsza sytuację. Już teraz jestem pewny, że jak mnie nie będą już mogli zmusić, to nie pojawię się tam nigdy, czy to na święta, czy na ślubach znajomych/rodziny.
Moim dzieciom na pewno dam wolny wybór, nie będę ich do wiary zmuszać, ani od niej odciągać.


Zmuszany czy nie, myślę że zdrowy człowiek i tak prędzej czy później z kościoła (w sensie z budynku) wyjdzie a to dlatego że jest w nim po prostu nudno, chociaż... teraz stosuje się już różne tricki typu, msze dla dzieci itp.(czego się nie robi żeby przyciągnąć człowieka do siebie i uczynić z niego owieczkę) Do dzisiaj pamiętam jak ksiądz rozkładał ręce i mówił: „no to zapraszam teraz do siebie pod ołtarz wSZysTKIE dzieci”
Jak ja byłem dzieckiem to jeszcze tego nie było i zawsze się boleśnie nudziłem, właziłem pod ławkę , kładłem się na posadzce itp. Za chuja nie chciało m się tam siedzieć ale zawsze byłem zmuszany...wyciągany spod ławki, siłą sadzany na dupę i... masz siedzieć GRZECZNIE!
Wierzę że prawda zawsze będzie w człowieku dopóki on żyje, raz moja siostrzenica na nawoływania mojej siostry: „Julka zaczyna się „Ziarno” odpowiedziała otwarcie: „mamo ale Ziarno jest nudne”
Nie trudno się domyślić jaki miałem wtedy wyraz twarzy:
Duży uśmiech
Palmer Eldritch napisał(a):Tak.
aha.


Mnie to tylko przekonuje że te chrześcijańskie „wartości” tj. grzeczność, posłuszeństwo, wdzięczność, („MASZ BYĆ wdzięczny, posłuszny i grzeczny”Oczko NIE SĄ moimi wartościami i ZDECYDOWANIE je ODRZUCAM.


Dziękuję za uwagę.
Odpowiedz
#24
MłodyAteista napisał(a):1. Generalnie oznacza to to, że rano jestem budzony i informowany, że za 20 minut wychodzimy do kościoła, jak nie pójdę, to mama płacze (próba przekonania mnie, marna, ale widząc płaczącą mamę idę tam, bo po prostu robi mi się przykro, że mama z mojego powodu musi płakać). Żadne inne konsekwencje mi nie grożą.
Nie rozumiem szczerze mówiąc takiego zachowania. Nie powinno nikogo satysfakcjonować spełnienie jego pragnień dla picu, nie prawdziwie. Twoja mama wie przecież, że to całe twoje chodzenie do kościoła nie wynika z twojej chęci. Mnie to by na jej miejscu wcale nie satysfakcjonowało.
Może spróbuj porozmawiać z nią na ten temat. Przecież ona wcale nie osiąga swojego celu, osiąga go jedynie sztucznie, pozornie.
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz
#25
Cytat:Moja matka też tak gadała.
Cuius regio, eius religio.
Oczko

Saidzie!
Może warto by porozmawiać, ale wydaje mi się, że sprawa wygląda tak, że Młody jest młody i się jego osobowość kształtuje i nie jest w stanie faktycznie "porozmawiać" bowiem on wiąż chce dyskutować w sensie "czyje na wierzchu" a rodzice to ludzie raczej prości i czują, że "tracą syna" ale nie umieją wyjść poza sytuację i wykorzystać "metamyślenie" bowiem nigdy nie wpadli na to, że można.
Nie jest to ani obrażanie nikogo ani pogarda z mej strony. Chcę zwyczajnie określić na czym właściwie stoi nasz Młody i jego rodzice.
Odpowiedz
#26
MłodyAteista napisał(a):Generalnie oznacza to to, że rano jestem budzony i informowany, że za 20 minut wychodzimy do kościoła, jak nie pójdę, to mama płacze (próba przekonania mnie, marna, ale widząc płaczącą mamę idę tam, bo po prostu robi mi się przykro, że mama z mojego powodu musi płakać).
Pozwól sobie uświadomić, że mama nie płacze z twojego powodu.
Płacz jest dość popularną metodą szantażu, stosowaną zwykle przez kobiety. Jest to metoda dość skuteczna.
Jedynym sposobem jest nieuleganie, i nie mówię tu o urządzaniu scen i pyskówkach, tylko o spokojnej odmowie.
Ja właśnie tak postąpiłam- a musisz wiedzieć że miałam wówczas 15 lat, i sprawa dotyczyła najpierw chodzenia na msze, a potem bierzmowania. Spokojna i logiczna argumentacja, nieuleganie naciskom, zachowanie spokoju są zwykle w stanie załagodzić napięte sytuacje. Również przekonać, że nie jest to twój chwilowy kaprys.
Natura albowiem w rozmaitości się kocha; w niej wydaje swoją moc, mądrość i wielkość.
(Jędrzej Śniadecki)







Odpowiedz
#27
Powiedz, że pójdziesz później.
"Przypadkowa przechadzka po szpitalu wariatów pokazuje, że wiara nie dowodzi niczego" - Heinrich Heine
Odpowiedz
#28
Koklusz napisał(a):Cuius regio, eius religio.
a po polsku?
Koklusz napisał(a):Młody jest młody i się jego osobowość kształtuje
typowe. Mody jest młody i jeszcze głupi.:roll:
Koklusz napisał(a):i nie jest w stanie faktycznie "porozmawiać" bowiem on wiąż chce dyskutować w sensie "czyje na wierzchu"
8)

...ja myślałem że wszyscy tak mają.:]
Koklusz napisał(a):a rodzice to ludzie raczej prości i czują, że "tracą syna" ale nie umieją wyjść poza sytuację i wykorzystać "metamyślenie" bowiem nigdy nie wpadli na to, że można.
8)
A-ha! Czyli podstępem nakłonić go do swojego, nagiąć do siebie tak?

Koklusz napisał(a):Nie jest to ani obrażanie nikogo ani pogarda z mej strony. Chcę zwyczajnie określić na czym właściwie stoi nasz Młody i jego rodzice.
Te błyskawiczne zmiany poglądów są zaskakujące:]
Odpowiedz
#29
Chłopaku!
Jak nie masz nic do napisania, to nie ubieraj tego w tyle słów!

I nie gardź człowiekiem, co ma problem.
Odpowiedz
#30
Koklusz napisał(a):Chłopaku!
Jak nie masz nic do napisania, to nie ubieraj tego w tyle słów!

I nie gardź człowiekiem, co ma problem.
:|:?:
Nie rozumiem reakcji, ja nim pogardzam? Ja nie mam nic do napisania?
To chyba jest dokładnie na odwrót...



...ano taaaak , już rozumiem, najlepszą formą obrony jest atak co nie?
Odpowiedz
#31
humanus napisał(a):I ty tak na poważnie?Zdezorientowanyhock:
ja jebię.
A coś konkretnego do powiedzenia masz, czy po prostu spamujesz? To nie jest czat pod filmikiem z youtube'a, a przynajmniej mi się tak wydaje.

Dla mnie dobre relacje z rodziną są ważniejsze niż kwestie wiary. W sumie wszystko jest dla mnie ważniejsze niż kwestie wiary.

Ja muszę chodzić do Kościoła na śluby i pogrzeby. Nie, nie modlę się i nie, nie udaję że się modlę. Ale też dobre stosunki z moją rodziną nie zależą od mojego zachowania w Kościele.

Jak na razie, z opisu danego przez MłodegoAteistę wynika, że konflikt jest dosyć poważny, więc według mnie lepiej go wyciszyć i załagodzić niż dalej ciągnąć. Ale ja sytuację w rodzinie MłodegoAteisty znam tylko z kilku zdań, które napisał. Nie wiem, może da się jakoś przemówić jego rodzicom do rozsądku, ale dla mnie sytuacja nie rokuje specjalnych nadziei. A wsparcia rodziców w tym i najbliższym okresie będzie potrzebował, a przynajmniej bardzo na nim skorzysta.

Serio, jest w życiu wiele problemów istotniejszych niż to czy ktoś wierzy w Boga, czy nie. Szkoda, że wiele osób tego nie rozumie.

Rojza Genendel napisał(a):Jedynym sposobem jest nieuleganie, i nie mówię tu o urządzaniu scen i pyskówkach, tylko o spokojnej odmowie.
Ja właśnie tak postąpiłam- a musisz wiedzieć że miałam wówczas 15 lat, i sprawa dotyczyła najpierw chodzenia na msze, a potem bierzmowania. Spokojna i logiczna argumentacja, nieuleganie naciskom, zachowanie spokoju są zwykle w stanie załagodzić napięte sytuacje. Również przekonać, że nie jest to twój chwilowy kaprys.
Tak byłoby najlepiej. Ale na dobrą sprawę, nie wiemy jak jego rodzice na to zareagują. Może to ich przekonać do tego, że nie chodzenie do Kościoła nie jest czymś strasznym, ale równie dobrze może zaognić konflikt do nieprzyjemnych rozmiarów. I to nieprzyjemnych dla obu jego stron.

Ja nie chcę się bawić w psychologa, w sytuacji, kiedy tak niewiele wiem o całej sprawie. Dlatego zaproponowałem najbardziej ugodowe wyjście (tak, raniące dumę, wiem).
"Equality is a lie. A myth to appease the masses. Simply look around and you will see the lie for what it is! There are those with power, those with the strength and will to lead. And there are those meant to follow – those incapable of anything but servitude and a meager, worthless existence."
Odpowiedz
#32
Rojzo!
Cytat:Płacz jest dość popularną metodą szantażu, stosowaną zwykle przez kobiety. Jest to metoda dość skuteczna.
Najwyraźniej w tym wypadku nie jest skuteczny, ale mama Młodego widocznie w swym "arsenale emocjonalnym" ma tylko tą broń i zapętliła się w jej używaniu, co jeszcze bardziej,wbrew jej intencjom, Młodego alienuje i odpycha. Mam wrażenie,że dalsze trwanie w tym błędnym kole spowoduje narastanie "torbieli psychicznej", która, jak pęknie, to będzie płacz i zgrzytanie zębów dopiero wtedy.
Cytat:Jedynym sposobem jest nieuleganie, i nie mówię tu o urządzaniu scen i pyskówkach, tylko o spokojnej odmowie.
To jest jakiś sposób na wyjście z impasu, niemniej ja bym raczej radził próbować dociec, co też takiego popycha rodziców M. do takiego nastawania nań, by biegał do tego kirchu, czy to może strach o duszę(zauważmy,że nie chodzi tu o wiarę a o chodzenie do kościoła,ale to nie ma do końca przełożenia,bo rodzice mogą naiwnie sądzić, że chodzenie wywoła wiarę), albo "co powiedzą ludzie?", albo przekonanie(również naiwne), że jak się nie chodzi do kościoła to się jest złym człowiekiem...
Niemniej każdy taki problem należy, jak mawiają terapeuci, "przepracować", czyli dojść do jego źródła, bowiem bez tego zawsze pozostaną kwasy.
Jak M ulegnie, to będą w nim się kisić, jak rodzice, to w nich, a obecna sytuacja powoduje że w obu stronach.
Ogólnie mówiąc mamy tu do czynienia z ludzkim odpowiednikiem problemu Turinga. Oczko

Humanus

Idź na spacer, ładny śnieg leży.
Odpowiedz
#33
Jester napisał(a):A coś konkretnego do powiedzenia masz, czy po prostu spamujesz?
Tak mam coś do powiedzenia i nie, nie spamuję.


Wg mnie proponujesz człowiekowi żeby się układał, żeby rezygnował z siebie na rzecz innych, to ma swoją nazwę: obłuda.
Uczysz go obłudy, hipokryzji i o o , zapomniałem słowa na o:wall:


Jester napisał(a):Dla mnie dobre relacje z rodziną są ważniejsze niż kwestie wiary. W sumie wszystko jest dla mnie ważniejsze niż kwestie wiary.
Sytuację w której nie jesteś akceptowany taki jaki jesteś uważasz za „dobre relacje”?


Jester napisał(a):Jak na razie, z opisu danego przez MłodegoAteistę wynika, że konflikt jest dosyć poważny, więc według mnie lepiej go wyciszyć i załagodzić niż dalej ciągnąć.


Ubić i poklepać tak?


Moim zdaniem konflikt trzeba ROZWIĄZAĆ.




Jester napisał(a):Serio, jest w życiu wiele problemów istotniejszych niż to czy ktoś wierzy w Boga, czy nie. Szkoda, że wiele osób tego nie rozumie.


Oczywiście, tutaj się z tobą zgadzam ale jednocześnie uważam że kwestia akceptacji człowieka takim jaki jest, należy do najważniejszych.


Koklusz napisał(a):Humanus

Idź na spacer, ładny śnieg leży.
Świetny pomysł, dzięki! Uśmiech
Odpowiedz
#34
humanus napisał(a):Oczywiście, tutaj się z tobą zgadzam ale jednocześnie uważam że kwestia akceptacji człowieka takim jaki jest, należy do najważniejszych kwestii.
Tu już przesadzasz. Nie, nie zawsze należy akceptować człowieka takim jakim jest. W tym momencie przy okazji tej sytuacji uważam iż powinno się zaakceptować, jednak sam mechanizm akceptacji człowieka "takim jakim jest" nie powinien być stosowany zawsze i w każdym przypadku, ponieważ wtedy uczymy niejako osobę akceptującą tego:
humanus napisał(a):Uczysz go obłudy, hipokryzji i o o , zapomniałem słowa na o:wall:

Choć jak już wspomniał Jester, są rzeczy ważniejsze niż realizowanie pragnienia bycia ściśle konsekwentnym.
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz
#35
humanus napisał(a):Sytuację w której nie jesteś akceptowany taki jaki jesteś uważasz za „dobre relacje”?
No oczywistym jest, że nie. Z tego wynika cały problem. Pytanie, czy jest możliwość, aby rodzice go zaakceptowali takim jakim jest? A co jeżeli są kompletnym betonem, niereagującym na sensowne argumenty? A tak by wynikało, bo sądząc z postów Młodego na tym forum, jego dyskusje z rodzicami to nie są słowne przepychanki, tylko próbuje być opanowany i racjonalny. I mimo to nic.

Zepchnięcie tematu religii na dalszy plan, to według mnie najlepsze co można zrobić. Ale jak napisałem, mogę się bardzo mylić. Ja takich problemów nigdy nie miałem. Ale dążenie do otwartej wojny uważam za złe posunięcie.

humanus napisał(a):Ubić i poklepać tak?


Moim zdaniem konflikt trzeba ROZWIĄZAĆ
Moim też. Sugestia Koklusza, aby dociec dlaczego rodzicom tak zależy na tym, aby MłodyAteista chodził do Kościoła jest bardzo dobra.

humanus napisał(a):Oczywiście, tutaj się z tobą zgadzam ale jednocześnie uważam że kwestia akceptacji człowieka takim jaki jest, należy do najważniejszych.
Byłoby wspaniale, gdyby rodzice MlodegoAteisty zaakceptowali go takim jakim jest. Ale może się okazać, że nie są do tego zdolni. Niektórzy ludzie tak mają. I co wtedy?
"Equality is a lie. A myth to appease the masses. Simply look around and you will see the lie for what it is! There are those with power, those with the strength and will to lead. And there are those meant to follow – those incapable of anything but servitude and a meager, worthless existence."
Odpowiedz
#36
Cytat:Moim też. Sugestia Koklusza, aby dociec dlaczego rodzicom tak zależy na tym, aby MłodyAteista chodził do Kościoła jest bardzo dobra.
Zależy im , bo dopóki mieszkam w ich domu to chodzę z nimi do kościoła i wierze w Boga (w którego nie wierzę od prawie 3 lat...).
Na moje, to chodzi im o to, że jak już tak powiedzieli, to tak będzie. Chcą pokazać, że to ich jest na górze i nic tego nie zmieni.

Moi rodzice są bardzo religijni, i stawiają wiarę i religię bardzo wysoko w ich hierarchii wartości. Dlatego mam problem.

Teraz będę grzecznie, bez dyskusji chodził do kościoła (oczywiście, że wbrew mojemu światopoglądowi) może przejrzą na oczy (w co szczerze wątpię)

Moja sprzeczka z rodzicami wygląda tak, że ja mam stos argumentów, dlaczego nie warto mi tam iść, a jak im kończą się argumenty (które są bardzo głupie i wcale nie odnoszą się do naszej dyskusji), to się denerwują i wiedzą, że znowu wygrałem tą przepychankę słowną...

Tego konfliktu się chyba nie da rozwiązać, trudno, jak już pisałem, nikt nie mówił, że będzie łatwo Oczko
Odpowiedz
#37
Google --> Rodzice Toksyczni
[Obrazek: 7622201052539.jpg]
[SIZE="1"]Od nieuków lepszy ten, kto księgi czyta,
od wyczytujących, kto pamięcią chwyta,
od pamiętających, kto ich treść rozumie,
od rozumiejących ten, kto działać umie.
[/SIZE]
Odpowiedz
#38
humanus napisał(a):a po polsku?

Ło Matko, nie słyszałeś o Pokoju Augsburskim?
Odpowiedz
#39
Sajid napisał(a):Tu już przesadzasz. Nie, nie zawsze należy akceptować człowieka takim jakim jest. W tym momencie przy okazji tej sytuacji uważam iż powinno się zaakceptować, jednak sam mechanizm akceptacji człowieka "takim jakim jest" nie powinien być stosowany zawsze i w każdym przypadku, ponieważ wtedy uczymy niejako osobę akceptującą tego:


No właśnie nie do końca rozumiem jak to jest z tą akceptacją. Trudno akceptować kogoś kto narusza naszą lub innych wolność czy godność osobistą tak? Młody nie narusza ani wolności ani godności swoich rodziców tym że nie wierzy, nie krzywdzi ich tym, moim zdaniem. A jednak coś sprawia że czują się pokrzywdzeni, i TO należałoby zrozumieć.


Co do obłudy to:


„Nie ma sensu zachowanie miłe i spokojne kiedy jestem właśnie zły i nastawiony krytycznie.”


Dlatego chciałem podkreślić że akceptację pojmuję nie jako zgodę Z uczuciami i myślami , tylko zgodę NA uczucia i myśli. Myślę że MOŻNA zaakceptować uczucia->myśli odmienne od naszych i NIE TRZEBA się z nimi zgadzać.
No i dlatego też napisałem:
humanus napisał(a):Sęk w tym żeby wyrazić swoje uczucia z całą siłą , tj. nawet podniesionym tonem ale bez naruszania godności osobistej dyskutanta


Podam przykład:
Raz byłem świadkiem na sklepie jak jakiś facet, pomimo że był drugi w kolejce do kasy, zaczął wrzeszczeć na głos: „no kurwaaa, dlaczego tylko jedna kasa otwarta...” itd. Na to zaraz gość który był przed nim : (również podniesionym głosem) „Weź zbastuj koleś dobra?! Zbastuj!”


I teraz zastanawiam się czy nie można by np. odpowiedzieć, również podniesionym tonem, bez żadnego hamowania swoich emocji a jednocześnie akceptując:

„Widzę że jest pan BARDZO WŚCIEKŁY że musi pan stać w kolejce POMIMO że jestem przed panem TYLKO JA ale proszę ZROZUMIEEĆ że mnie z kolei BARDZO drażni jak ktoś tak wrzesczy mi nad uchem i przeklina.”

Coś w tym stylu...




Jester napisał(a):No oczywistym jest, że nie. Z tego wynika cały problem. Pytanie, czy jest możliwość, aby rodzice go zaakceptowali takim jakim jest?
Myślę że jest ale on jako osoba bardziej świadoma tego braku akceptacji z ich strony musiałby najpierw zaakceptować ich.
Jester napisał(a):A co jeżeli są kompletnym betonem, niereagującym na sensowne argumenty? A tak by wynikało, bo sądząc z postów Młodego na tym forum, jego dyskusje z rodzicami to nie są słowne przepychanki, tylko próbuje być opanowany i racjonalny. I mimo to nic.
Jeżeli są kompletnym betonem niereagującym na żadne sensowne argumenty to wynika to z tego o czym już wspominałem w poście nr 23.
Myślę że właśnie problem jest w tym że stara się być opanowany i racjonalny tj. nie pozwala sobie na emocje i na sucho polemizuje, kontrargumentuje, bez odzwierciedlania uczuć->myśli swoich rodziców.


Jester napisał(a):Zepchnięcie tematu religii na dalszy plan, to według mnie najlepsze co można zrobić. Ale jak napisałem, mogę się bardzo mylić.


Uśmiech No ja z kolei pisałem że zastosowanie akceptacji jest bardzo trudne, może więc jakieś rozwiązanie polubowne (chociaż nie bardzo wiem jakie) byłoby w przypadku failu metody którą proponuję...ale nie, ja bym się nie poddawał i nie porzucałbym tej opcji a już na pewno nie godziłbym się na udawanie że się modlę.


Jester napisał(a):Moim też. Sugestia Koklusza, aby dociec dlaczego rodzicom tak zależy na tym, aby MłodyAteista chodził do Kościoła jest bardzo dobra.
Nie no ok, właśnie tak odpowiedziałem Sajidowi, tylko w takim razie jaki proponujesz na to sposób?


Jester napisał(a):Byłoby wspaniale, gdyby rodzice MlodegoAteisty zaakceptowali go takim jakim jest. Ale może się okazać, że nie są do tego zdolni. Niektórzy ludzie tak mają. I co wtedy?
Rzeczywiście, są ekstremalnie trudne przypadki ( sam jestem jednym z nich, chociaż może nie aż tak ekstremalnym) ale myślę że nie ma takiego twardego betona na prawdziwą, szczerą akceptację. Ja bynajmniej w to wierzę.


Palmer Eldritch napisał(a):Ło Matko, nie słyszałeś o Pokoju Augsburskim?
Nie.
A co to takiego?
Odpowiedz
#40
humanus napisał(a):No właśnie nie do końca rozumiem jak to jest z tą akceptacją. Trudno akceptować kogoś kto narusza naszą lub innych wolność czy godność osobistą tak? Młody nie narusza ani wolności ani godności swoich rodziców tym że nie wierzy, nie krzywdzi ich tym, moim zdaniem. A jednak coś sprawia że czują się pokrzywdzeni, i TO należałoby zrozumieć.
Każdy ma jakąś swoją granicę tego co akceptuje. W twoim przypadku są to rzeczy, które wymieniłeś. Ok, masz zatem już jakiś wyznacznik.
Ja w zasadzie nie akceptuję tego czego nie uważam za warte akceptacji, nie mam jakiegoś konkretnego wyznacznika, nie silę się też na konsekwencję.
Aha-pisałem w oderwaniu od sprawy młodego. Oczko
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości