Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Problem z wierzącą rodziną
#41
Cytat:Witajcie. Jestem nowy na forum, w roku 2012 kończę 18 lat, cała moja rodzina jest wierząca (z wyjątkiem jednego wuja). W Boga przestałem wierzyc w wieku około 15 lat. Wiele razy rozmawiałem z rodzicami i nic do nich nie dociera. Co niedziele muszę iść do kościoła, rodzice argumentują to tym, że dopóki z nimi mieszkam obowiązują mnie ich zasady i ich wiara :wall:.
W zasadzie uczciwa postawa z ich strony. Nie pochwalam, ale przynajmniej stawiają sprawę jasno.
Cytat:Co niedzielę jest kłótnia, cała rodzina (włącznie z dziadkami i babciami) obraża się na mnie, i płaczem próbują mnie przekonać do wiary...
W kościele klękam (mam szacunek do osób wierzących, które też tam są), siedzę i wstaję kiedy trzeba. Nigdy nie wykonuje znaku krzyża, nie biję się w pierś, nie modlę się. Do rodziców nie docierają żadne argumenty, mam wierzyć w Boga (piszę wielką literą, ponieważ osoby wierzące też mogą to czytać) i co tydzień iść do kościoła, ładnie się modlić i być porządnym katolikiem.
Jesteś młody i rodzice pewnie myślą, że to taki bunt i tyle. Nie traktują ciebie poważnie i przypuszczam, że myślą o tym jak o głupocie, które przejdzie z wiekiem jeśli dobrze przypilnowana.

Miałem bardzo podobną sytuację ze strony mojej matki. Męczyła mnie jakieś 3 lata. Do dzisiaj czasem mnie męczy. U mnie poskutkowało po prostu zaprzestanie chodzenia do kościoła niezależnie od konsekwencji. Nie jakieś tam kłótnie i tłumaczenie czegoś. Po prostu przestałem chodzić i tyle. Nie rozmawiałem o tym. Oczywiście były gromy, ale po jakimś czasie przycichły, a później się skończyły. Nie warto w każdym razie kłócić się i tłumaczyć swoją postawę. Takie coś powoduje tylko agresję, a ta nie pomoże. Pokaż, że możesz być dobrym dzieckiem bez tego.
Jakby ktoś miał wątpliwości to potwierdzam: Tak jestem zjebanym prawakiem, który każdego dnia zjada niemowlaka. Hitler to mój idol, a Stalin to dziadek. Ogólnie chcę siać zło i spustoszenie. Czy cokolwiek jeszcze tam lewica przypisuje ludziom o moich poglądach.

Oczywiście nienawidzę kobiet, bo jestem prawiczkiem. Inaczej nie może być.
Odpowiedz
#42
Sajid napisał(a):Każdy ma jakąś swoją granicę tego co akceptuje. W twoim przypadku są to rzeczy, które wymieniłeś. Ok, masz zatem już jakiś wyznacznik.
Ja w zasadzie nie akceptuję tego czego nie uważam za warte akceptacji, nie mam jakiegoś konkretnego wyznacznika, nie silę się też na konsekwencję.
Aha-pisałem w oderwaniu od sprawy młodego. :wink:
Chyba wiem co masz na myśli...
(popraw mnie jeśli się mylę)
Chodzi ci o to że to ja najczęściej reprezentuję taką postawę a ty w cale nie uważasz jej za właściwą tak?
Odpowiedz
#43
humanus napisał(a):Chodzi ci o to że to ja najczęściej reprezentuję taką postawę a ty w cale nie uważasz jej za właściwą tak?
Hmm, a o jakiej postawie piszesz?
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz
#44
Sajid napisał(a):Hmm, a o jakiej postawie piszesz?
Piszę o postawie akceptacji tylko tego co jest mi wygodnie i na rękę akceptować, odrzucania zaś tego co wygodne i na rękę mi nie jest oraz o postawie nie brania odpowiedzialności za to co piszę, nie liczenia się z konsekwencjami tego, tj. że może to np. być dla kogoś krzywdzące?
Powtórzę jeszcze raz, popraw mnie jeśli się mylę.
Odpowiedz
#45
humanus napisał(a):Piszę o postawie akceptacji tylko tego co jest mi wygodnie i na rękę akceptować, odrzucania zaś tego co wygodne i na rękę mi nie jest oraz o postawie nie brania odpowiedzialności za to co piszę, nie liczenia się z konsekwencjami tego, tj. że może to np. być dla kogoś krzywdzące?
Powtórzę jeszcze raz, popraw mnie jeśli się mylę.
Nie zauważyłem u ciebie takiej postawy. Ty już mniej więcej swoją przedstawiłeś (wyznacznikiem akceptacji jest stosunek np. do wolności).

To co nakreśliłeś w jakiejś części przypomina bardziej moją postawę. Tzn. nie będę akceptować czegoś jeżeli akceptacja ta będzie się mocno kłócić z czymś co uważam za słuszne, jeżeli akceptacja ta spowoduje u mnie sytuację gryzenia się z samym sobą, własnymi przekonaniami. Stąd nie jestem czasami konsekwentny i nie traktuję jakiegoś wyznacznika uniwersalnie. Potrafię się np. powołać na wolność jednostki w sprawie legalizacji narkotyków, tymczasem w innym przypadku już mnie ona może mniej obchodzić.
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz
#46
Sajid napisał(a):Nie zauważyłem u ciebie takiej postawy. Ty już mniej więcej swoją przedstawiłeś (wyznacznikiem akceptacji jest stosunek np. do wolności).

To co nakreśliłeś w jakiejś części przypomina bardziej moją postawę. Tzn. nie będę akceptować czegoś jeżeli akceptacja ta będzie się mocno kłócić z czymś co uważam za słuszne, jeżeli akceptacja ta spowoduje u mnie sytuację gryzenia się z samym sobą, własnymi przekonaniami. Stąd nie jestem czasami konsekwentny i nie traktuję jakiegoś wyznacznika uniwersalnie. Potrafię się np. powołać na wolność jednostki w sprawie legalizacji narkotyków, tymczasem w innym przypadku już mnie ona może mniej obchodzić.
Czyli akceptację postrzegasz jako zgodę Z uczuciami->myślami->poglądami, tak?
Odpowiedz
#47
humanus napisał(a):Czyli akceptację postrzegasz jako zgodę Z uczuciami->myślami->poglądami, tak?
Akceptację postrzegam jako postawę podobną do tolerowania lecz nie wywołującą u tolerującego negatywnych doznań z tego powodu. Ewentualnie można też dokonać suchego aktu akceptacji, który to jednak fakt będzie dla nas trochę fałszywy.
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz
#48
Sajid napisał(a):Akceptację postrzegam jako postawę podobną do tolerowania lecz nie wywołującą u tolerującego negatywnych doznań z tego powodu.

Czyli tolerancja jako coś co jednoznacznie kojarzy się z niechęcią, niechętnie ale "toleruję" twoje zachowanie tak? I teraz akceptacja w twoim rozumieniu to coś takiego jak tolerancja pozbawiona owej niechęci?
Sajid napisał(a):Ewentualnie można też dokonać suchego aktu akceptacji, który to jednak fakt będzie dla nas trochę fałszywy.
No tak, nie będzie to w sumie akceptacja tylko tolerancja, taka akceptacja na siłę.

Dlatego myślę że akceptacja to coś więcej niż tylko "strona techniczna" tj. odpowiednio sformułowane zwracanie się do kogoś, tylko wewnętrzna, emocjonalna postawa uznania prawa drugiego człowieka do odczuwania i myślenia na swój własny i niepowtarzalny sposób.
Odpowiedz
#49
Młody
Cytat:Zależy im , bo dopóki mieszkam w ich domu to chodzę z nimi do kościoła i wierze w Boga (w którego nie wierzę od prawie 3 lat...).
To nie jest powód, tylko trochę inny sposób opisu problemu.
Cytat: Chcą pokazać, że to ich jest na górze i nic tego nie zmieni.
Masz Ty rodzeństwo?
Bo coś zgaduję, że nie,a taka postawa rodziców sprawić może, że na starość nie będzie im komu szklanki z wodą podać...

Powiem tak...
Wygląda na to,że jakoś nie masz ochoty dowiadywać się w czym tkwi sedno sprawy i wcale Ci się nie dziwię. Może za jakiś czas uda Ci się wykrzesać jakieś siły... "duchowe" które pozwolą ci na postawienie tej kwestii i jej rozwikłanie.

Na razie bądź na zdrowie (twoje i ich) hipokrytą, oportunistą i innymi na o i olej tych wszystkich fanatyków, co z taką wielko trosko czuwają nad Twoją "autentycznością". To truciciele są i jeszcze więksi hipokryci,bo w zasadzie w dupie mają Ciebie i Twoją rodzinę, chcą tylko,żeby gdzieś ktoś jeszcze raz "dojebał religiantom, hyhyhy!" a o to jakie to przyniesie skutki i że przyniesie na pewno złe (bo jakie niby ma przynieść?) nie troszczą się, jak to fanatycy.

Humanus
Cytat:Czyli tolerancja jako coś co jednoznacznie kojarzy się z niechęcią, niechętnie ale "toleruję" twoje zachowanie tak? I teraz akceptacja w twoim rozumieniu to coś takiego jak tolerancja pozbawiona owej niechęci?
Parę lat i Cię Sajid całego słownika nauczy...
A Ty myślałeś,że tolerancja to co?
Entuzjastyczna aprobata???
Odpowiedz
#50
Koklusz napisał(a):Humanus
Parę lat i Cię Sajid całego słownika nauczy...
A Ty myślałeś,że tolerancja to co?
Entuzjastyczna aprobata???
Nic nie myślałem Koklusz. Wcześniej w ogóle się tym pojęciem nie posługiwałem i nie zastanawiałem nad nim. A i w przyszłości posługiwać się nie zamierzam bo nie jest mi ono do niczego potrzebne.
Z bogiem!
Odpowiedz
#51
Koklusz napisał(a):Sorry Forge, ale pierniczysz jak potłuczony...

Nawet mi się nie chce do tego odnosić, żeby Cię z chmur ściągać. A bujaj se tam.
Gdzie tkwi mój błąd w myśleniu? Chętnie się dowiem Uśmiech

Nie widzę problemu w pogodzeniu bycia ateistą z byciem dobrym członkiem rodziny. Antagonizować się z rodziną nie trzeba, żeby móc postawić na swoim. Może niech wybada sytuację i powoli ich przyzwyczaja do swojej postawy?

Cytat:To truciciele są i jeszcze więksi hipokryci,bo w zasadzie w dupie mają Ciebie i Twoją rodzinę, chcą tylko,żeby gdzieś ktoś jeszcze raz "dojebał religiantom, hyhyhy!
Nie zauważyłem też antyreligianctwa w postach wszystkich użytkowników, którzy popierają ów brak podporządkowania. Sam zresztą pisałeś, że jak nie postawi na swoim, to i jego podejście się w nim będzie kisić. Jakby nie było innej drogi...
[SIZE=1][SIZE=2][SIZE=1][SIZE=2]Burdel na forum powstaje, gdy moderatorzy forum postanawiają sprzeciwić się części działań członków Ekipy Honor.

Czat / IRC: http://pokazywarka.pl/jpqkgu/ - prosta instrukcja dołączania.[/SIZE][/SIZE][/SIZE][/SIZE]
Odpowiedz
#52
MłodyAteista napisał(a):Wiele razy rozmawiałem z rodzicami i nic do nich nie dociera. Co niedziele muszę iść do kościoła, rodzice argumentują to tym, że dopóki z nimi mieszkam obowiązują mnie ich zasady i ich wiara :wall:.
Rodzice zabraniają Ci nie wierzyć?
Zapytaj się ich jak oni by się czuli gdyby ktoś przez miesiąc im czegoś zabronił... np. modlenia się, chodzenia do Kościoła i w ogóle demonstrowania swojej wiary?
Niefajnie?
Ty masz tak niefajnie już od kilkudziesięciu czy kilkunastu miesięcy.
Zamierzam stworzyć mężczyznę i kobietę z grzechem pierworodnym. Następnie zamierzam zapłodnić kobietę samym sobą, tak abym mógł się narodzić. Będąc człowiekiem, zabiję się w ramach ofiary dla samego siebie aby ocalić Cię od grzechu na który Cię początkowo skazałem... TA DA!!!
Odpowiedz
#53
O ile dobrze pamiętam, to kościoła nie darzę sympatią już jakieś kilka lat, ale udało mi się!
Nie muszę już chodzić do kościoła, nie wiem, co zadziałało, ale przyszli do mnie rodzice i mówią coś w stylu "Nie pochwalamy tego, ale mamy nadzieję, że wrócisz na dobrą drogę. Nie zapominaj, że święta są dla nas bardzo ważne i chcielibyśmy, żebyś chociaż na święta pojawił się w kościele. Swoją drogą Bóg i tak ciebie kiedyś pokarze"
No to teraz w kościele będę 2 razy do roku (już niech będzie po ich myśli, w święta tą godzinę mogę zmarnować) i w wyjątkowych sytuacjach (jak śluby, czy pogrzeby).
Myślę, że zadziałało to, że jak już powiedziałem, że nie mam zamiaru chodzić do kościoła ani się modlić to utrzymywałem swoją decyzję i co tydzień było to samo moje argumenty zbijane argumentami w stylu nie dyskutuj, dopóki z nami mieszkasz, to będziesz chodził do kościoła itp.
Dziękuję Wam za pomoc, bo naprawdę wszyscy mi pomogliście!
Odpowiedz
#54
Ja bym poszła za ciosem i zapytała w pewnym momencie (nie musi być teraz, niech emocje ochłoną), dlaczego tak właściwie Twoim rodzicom zależy na chodzeniu do kościoła. Wiedzą już, że nie ma to dla ciebie żadnego znaczenia, a chodzenie ateisty na mszę dwa razy do roku na pewno nie zapewni mu "żadnych punktów zbawienia". Czemu im zatem zależy na obecności w świątyni w święta? Czyżby chodziło tylko o to, żeby ludzie nie gadali? Masz chodzić w święta, bo są dla nich ważne, ale kto na tym korzysta? Czy przyjemność sprawia im sama twoja obecność?
Odpowiedz
#55
MłodyAteista napisał(a):Swoją drogą Bóg i tak ciebie kiedyś pokarze"

Tylko na to czekają.
Powiedz im że ich już pokarał dając takiego syna. Zapytaj czym zgrzeszyli.
Odpowiedz
#56
MłodyAteista napisał(a):Swoją drogą Bóg i tak ciebie kiedyś pokarze"
pffff:lol2:

"Zuchwali chłopcy to nie mazgaje, którzy dadzą sobie coś wmówić. Mają w nosie wszystkie te Wasze androny, o których roicie i bredzicie od niepamiętnych czasów.
Zniosą prawo spadkowe, nie będą chcieli dziedziczyć głupoty, którą Wy odziedziczyliście po ojcach ; zgładzą grzech pierworodny. Gdy im nakażecie: "Pokłońcie się Najwyższemu!"- to odpowiedzą: "Jeśli chce Nas poskromić, to niechaj przyjdzie i sam to uczyni, My bynajmniej z własnej woli się się nie pokłonimy". A gdy będziecie ich straszyć jego gniewem i karą, to zadrwią sobie z Waszych gróźb. Jeśli nie uda wam się więcej nastraszyć ich upiorami, to skończą się rządy Upiorów i nikt więcej nie da wiary bajkom."

Johann Kaspar Schmidt
Odpowiedz
#57
MłodyAteista napisał(a):Swoją drogą Bóg i tak ciebie kiedyś pokarze
Szczęśliwy

"Bóg stworzył mnie ateistą. Kim jesteś, żeby podważać jego mądrość" proste:p
Dobra, ale nie pochwałam zachowania twoich rodziców, dają ci jesc, dach...,ale przekonywanie kogoś na siłe, do swoich poglądów to cios ponizej pasa :p
Idziesz do koscioła, a i tak nie wierzysz i oni dobrze o tym wiedzą :|
Gdzie tu sens?:wall:
btw. Ty pochodzisz moze z jakiejs dziury? jestes zmuszany, zeby ludzie nie gadali? :p

No dobrze, ze odpuscili Oczko
Odpowiedz
#58
dolla1 napisał(a):btw. Ty pochodzisz moze z jakiejs dziury? jestes zmuszany, zeby ludzie nie gadali? :p
Nie, nie i jeszcze raz nie Oczko
Pochodzę z bardzo dużego miasta (możliwe, że nawet jest ono w 10 największych miast kraju) więc na pewno nie o to chodzi.
Bardziej chodziło tu o to, że "na chrzcie przyrzekliśmy, że wychowamy ciebie w tej wierze blablabla..."
Takie argumenty fajnie się zbijało i dyskusja kończyła się słowami: "dopóki z nami mieszkasz, to będziesz chodził do kościoła", lub "nie pyskuj i bez dyskusji" :lol2:

Dobrze, że tak się to zakończyło i jestem już "wolny", ale Bóg i tak mnie kiedyś pokarze :rotfl:
Odpowiedz
#59
MłodyAteista napisał(a):Pochodzę z bardzo dużego miasta, więc na pewno nie o to chodzi.

Ja też pochodzę z dużego i stwierdzam, że wielokrotnie właśnie o to chodzi. ^^

MłodyAteista napisał(a):Bardziej chodziło tu o to, że "na chrzcie przyrzekliśmy, że wychowamy ciebie w tej wierze blablabla...

Bla bla bla? :8O: To, że ktoś coś przedsięwziął i (w swojej ocenie) spieprzył, to dla Ciebie bla bla bla? Nie zapomnij więc tej definicji gdy przyjdzie rachować własne "porażki".

MłodyAteista napisał(a):Dobrze, że tak się to zakończyło i jestem już "wolny", ale Bóg i tak mnie kiedyś pokarze.

Wolny to będziesz gdy Cię wiekiem przyłożą. Ale nie przejmuj się. Przynajmniej "Boga" masz z głowy. Oczko
Odpowiedz
#60
Furia napisał(a):Bla bla bla? :8O: To, że ktoś coś przedsięwziął i (w swojej ocenie) spieprzył, to dla Ciebie bla bla bla?

Spieprzył?
Wychowali młodego inteligentnego człowieka, z własnym zdaniem i samodzielnie myślącego. Kiedyś dojdą do wniosku, że wcale nic nie spieprzyli, ale im się właśnie udało. Być może podświadomie.
"Dyskusja z idiotami niepotrzebnie ich nobilituje"
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości