Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Wegetarianizm (wydzielono z Kim jestem)
DziadBorowy napisał(a): Jeszcze nie widziałem, aby kogoś przekonały wyzwiska i histeria zamiast argumentów. Coś takiego tylko powoduje głębsze okopanie się na zajętych pozycjach. A tak poza tym to nazwanie kogoś "ścierwojadem" ciężko nazwać "insynuacją".
Naturalnie, ale mieszanka wyzwisk, histerii oraz argumentów (zwł. obustronna) nie upośledza perswazji tak mocno jak zatroskani o pijar weganizmu mięsożercy zdają się sądzić. A ciężko nazwać, bo to nie insynuacja tylko uczciwa charakteryzacja. Jak się komuś nie podoba to niech zmieni postępowanie, nawet niekoniecznie na wege, np. jedzenie jeszcze żywych zwierząt.
Odpowiedz
lumberjack napisał(a): Nie mam czasu szukać jakichś zajebiście poważnych badań i analiz, ale tak na szybko mogę wrzucić zdanie (chyba) eksperta:

Cytat:
Wczesne wiosenne warzywa mają niestety więcej „chemii” niż witamin. Mimo, że dorodne i na pierwszy rzut oka wyglądają jak okazy zdrowia, spożywane w nadmiarze i przechowywane w nieodpowiednich warunkach mogą wywoływać u człowieka nawet śmiertelne choroby.

Według naukowców trzeba bardzo uważać na zielone nowalijki, których pod dostatkiem na placach targowych i w supermarketach.

- Warzywa uprawiane w sztucznych warunkach, sztucznie nawożone mogą zawierać bardzo groźne dla zdrowia substancje. Jeśli już musimy kupować takie warzywa, to nie spożywajmy ich zbyt często i nie dawajmy dzieciom - przestrzega prof. Maria Gawęda z Uniwersytetu Rolniczego.

Warzywa te dojrzewają w szklarniach, gdzie mają mało światła, za to nawozi się je od rana do nocy substancjami chemicznymi, by przyspieszyć ich wzrost. Ponieważ żadne z tych warzyw nie są sezonowymi, czyli takimi, które rosną obecnie w ziemi, tylko hodowane są sztucznie, mogą zawierać niebezpieczne dla zdrowia azotany.

Podczas nieodpowiedniego przechowywania związki te zamieniają się w jeszcze bardziej niebezpieczne dla organizmu azotyny. Przy nieprawidłowej diecie, spożywanie takich warzyw może sprzyjać rozwojowi nowotworów.

- Ważne jest, by nie kupować zafoliowanych warzyw a jeśli już je kupimy, to przed włożeniem do lodówki koniecznie wyciągnijmy je z folii - mówi ekspert.

Prof. Maria Gawęda, Uniwersytet Rolniczy: najbezpieczniej jest kupować warzywa sezonowe. Na zimę powinniśmy robić przetwory i w ten sposób dostarczać organizmowi witamin. Kupowane w środku zimy pomidory czy ogórki nie maja praktycznie żadnej wartości, nawet smakowej. Są hodowane sztucznie i więcej w nich chemii niż witamin.

https://wiadomosci.wp.pl/tak-je-lubimy-a...558158465a

To właśnie nie jest poważne źródło informacji tylko artykuł na poziomie Faktu, zresztą on nawet z tego znanego skądinąd periodyku się wywodzi - o nowalijkach wiosną.

Zaznaczyłem użyte słowa "mogą", "może", które właściwie są niedopuszczalne jeśli mielibyśmy to uznać za wiarygodne źródło o charakterze naukowym. A takie przedstawia informacje w ujęciu ilościowym, takie-a-takie są normy danych substancji a takie-a-takie stwierdzono w tych oto warzywach. Zapis "więcej chemii niż witamin" to stwierdzenie autora artykułu a nie dalej przywołanej Prof. Gawędy, która tego nie powiedziała. A jeśli nawet powiedziała ten artykuł ewidentnie nie był autoryzowany, co widać po jego formie. Trzeba też pamiętać, że cytowane wypowiedzi tego naukowca mają charakter luźnego wywiadu, wygląda na to, że  autor samego artykułu dopisał sobie swobodnie pod odpowiednim kątem przesadzoną historię. Całość dotyczy też wyłącznie "zielonych nowalijek", a więc wczesnowiosennych warzyw mocno nawożonych, czemu nie należy przeczyć i się takowych wystrzegać, omijać. Większość dostępnych u nas zimowych warzyw pochodzi zza granicy, z dużo cieplejszego klimatu gdzie tak agresywne wspomaganie nie jest potrzebne.

W sumie ciężko tu cokolwiek powiedzieć, same ogólniki, nawet nie wiadomo co powiedziała ta Prof. Gawęda a co dopisał dziennikarz. Trzeba też wziąć pod uwagę, że zajmuje się ona właśnie głownie takimi przedmiotami akademickimi jak: przechowalnictwo warzyw czy pozbiorcze traktowanie warzyw. Najprawdopodobniej od kilkudziesięciu lat. Nie podważam kompetencji ale podejrzewam typowe "odchylenie zawodowe" polegające na przesadnym podkreślaniu znaczenia swojej dziedziny. Ogólnie, spodziewałbym się choćby jednego stwierdzenia typu: "W skórze ogórka z polskich szklarni wiosną sprzedawanego w Biedronce stwierdzono kilkukrotne przekroczenie maksymalnej ilość związków xyz...".

W rezultacie mam wrażenia, że takie artykuły docierają do Pani Kowalskiej, która uogólnia takie zjawiska do wszystkich warzyw, zawsze, bez realnego spojrzenia na problem, w rezultacie nikt już nie zachowuje odpowiednich proporcji. Artykuł właściwie wypełniają opinie autora ("nawożone od rana do nocy"), dziennikarza nie mającego kompetencji do wysuwania takich wniosków.

Jak tak dalej pójdzie nie pozostanie nam nic innego jak zamówić strukturyzator wody od dra Zięby...i na tym poprzestać Zdezorientowany

Mała skala porównawcza.

Rocznie zabijanych jest ponad 70 mld zwierząt w celu zaspokajania egoistycznych potrzeb człowieka.

W ciągu ponad 350 lat z Afryki do obu Ameryk przetransportowano TYLKO 10 mln czarnoskórych niewolników (kolejne 2 mln zmarło w czasie prawie 4 miesięcznej podróży, w której zajmowali mniej więcej tyle miejsca ile człowiek ma w trumnie, także w pozycji leżącej, podobnie jak dzisiaj zwierzęta hodowlane w klatkach). Wielu specjalistów (głownie etyków) uważa, że zniesienie niewolnictwa, emancypacja kobiet czy kolejnych grup społecznych były pestką w porównaniu do wyzwania jakim jest zakaz wykorzystywania, mordowania zwierząt. Z handlu i pracy niewolniczej korzystało właściwie niewielu, produkty odzwierzęce spożywa większość ludzi.

edit: "obu Ameryk" to niewłaściwe określenie. Najwięcej z nich trafiło do Indii Zachodnich, czyli na Karaiby, do kolonii brytyjskich i Brazylii.
Voodoo People
Odpowiedz
Stoik
Cytat:Rzeczy trzeba nazywać po imieniu, a ścierwojady i całopalenia w pełni oddają faktyczny ich stan.
A te "ścierwojady" to niby kto jest?
O Lord, bless this thy hand grenade, that with it thou mayest blow thy enemies to tiny bits in thy mercy.
Odpowiedz
lumberjack napisał(a): Ale takiego tygrysa się zabija. W Polsce nakazuje się np. usypiać psy, które zabiły lub pogryzły człowieka. Instynktowność ich działania jakoś nie usprawiedliwia ich w oczach prawa.
Prawnie wydaje się wyrok, czy po prostu zabija próbując bronić atakowanego człowieka? Wyobraziłem sobie pluton egzekucyjny zabierający węza terraryjnego, który dziabnął właściciela. Niemniej znam historię psa, który pogryzł kobietę. Po wszystkim zwierzaka przygarnął znajomy policjant.

Cytat:A może te przepisy chroniące człowieka należy rozszerzyć właśnie na roślinożerne zwierzęta? Drapieżniki działające instynktownie nie są może świadome ogromu cierpienia jaki zadają, ale ich ofiary są świadome swojego cierpienia i my, ludzie, jesteśmy świadomi ich cierpienia. I jako świadomi ludzie możemy coś z tym zrobić.

Przecież gdyby jakiś pies rzucił się na stojące obok nas dziecko, to nie mielibyśmy oporu ani żadnego wahania przed tym co zrobić - unieszkodliwić psa, a nawet zabić jeśli nie ma innego wyboru.

Jeśli dla kogoś chronienie zwierząt ma podobną wagę co chronienie dziecka, to powinien reagować również w przypadku gdy taki pies, wilk, lew etc. instynktownie atakują swoje ofiary.

Tylko pytanie - czemu roślinożerne zwierzęta miałyby być ważniejsze od mięsożernych drapieżników? Drapieżniki też przecież cierpią głód jak się nie najedzą etc. Może należałoby je również chronić, a ich głód zaspokajać syntetycznym mięsem?

A może to wszystko to jest tylko takie zwykłe bajanie, pierdolenie o dupie Maryny, z którego nic nie wyniknie, bo świat musi działać tak jak działa, gdyż tak mocna ingerencja w łańcuch pokarmowy może skończyć się zagładą wszystkiego, a nie tylko istot niepożądanych, zadających świadomie bądź instynktownie cierpienie.

Najbliżej mi do opcji, że wkroczyliśmy już na obszary abstrakcyjnego chujumuju.
Wkroczyłeś.

Moje zdanie jest takie: Człowiek nie musi jeść mięsa by być zdrowym. Może wybrać, czy chce jeść mięso czy nie. Jeżeli nie będzie jadł mięsa, ograniczy to cierpienie zwierząt. Można się z tym zgodzić lub nie. Nie wiedzę sensu zastanawiać się nad "zabijaniem wirusów" i karmieniem tygrysów syntetycznym mięsem.

ZaKotem napisał(a):
ARHIZ napisał(a): Poruszano tutaj kwestię okrucieństwa zwierząt i tego, dlaczego większość wegetarian na to zezwala. Kluczem jest odpowiedzialność. Jeżeli tygrys zabije turystę, nie będzie miał rozprawy w sądzie. Jako zwierzę działał instynktownie. Tak samo trudno obrazić się na węża, bo kąsa.
Już było o tym pisane. Pięciolatka też nie wsadzisz do paki za to, że spróbuje zabić kolegę. Ale obowiązkiem opiekuna jest go przed tym powstrzymać, jeśli tego nie zrobi, kierując się "etyką braku odpowiedzialności", to ten opiekun idzie do paki. Jeśli dzikie zwierzę "ukradnie" rolnikom plony, to oczywiście nikt zwierzaka nie potępia, ale państwo jako "opiekun" dzikiej zwierzyny musi wypłacać odszkodowania. A leśnicy muszą w miarę możliwości zapobiegać wypadom zwierząt na pola. Jeśli życie dzikich zwierząt uznamy za wartość choćby porównywalną z własnością, to analogicznie państwo musiałoby przeciwdziałać drapieżnictwu.
Z pięciolatka wyrośnie kiedyś dorosły.
Jeśli chodzi o drapieżnictwo, prócz szkód przynosi także zyski, np. przez regulację populacji, likwidację szkodników itd. Problemem są chociażby wilki, niby dobrze, że są, bo będą regulować pogłowie leśnych roślinożerców... ale co z pastwiskami i hodowlami przy lasach?

pilaster napisał(a): Warto zauważyć, że o ile ludzie normalni, wszystkożerni, nie zdradzają chęci narzucania swojego jadłospisu wszystkim dookoła i raczej jest im obojętne co sąsiad konsumuje, o tyle wyznawcy wegenazizmu nie tylko prowadzą apostolstwo swojej religii bardzo agresywnie i z ogromnym rozmachem, ale i w przypadku gdyby nie wszyscy dali się przekonać, są gotowi narzucić wegenazizm choćby siłą.

Gdyby wegaństwo faktycznie było taką zdrową i atrakcyjną opcją, to taka agresja nie byłaby niczym uzasadniona. Każdy sam chciałby się na wegenazizm nawrócić. Tymczasem taki Poligon najwyraźniej wcale nie jest przekonany do zasadności tego światopoglądu. Gdyby faktycznie uważał, że mięso jest takie szkodliwe, to sam go nie jedząc, nie obnosiłby się z tym i o tym nie mówił.
Możemy sobie nawzajem zarzucać nienormalność, a także inne "przymioty", tylko co to da?
Pocieszę Cię i zasmucę. Dobra wiadomość jest taka, że fakt, iż znasz nietolerancyjnych wegetarian nie znaczy, że wszyscy tacy są. Zła, to ta, że i wśród wszystkożerców są nietolerancyjni. Mnie było akurat dane spotkać się z sytuacją odwrotną, kiedy to nie akceptowano mojej diety, pomimo, że sam nie miałem nic do innych.
Uważam, że potępianie "mięsożerców" jest bezcelowe i szkodliwe. W taki sposób można jedynie zniechęcić. Z mojej strony zawsze częstuję jedzeniem, żeby pokazać, że bezmięsne potrawy też mogą być smaczne i pożywne.

Nie dziwię się jednak, że "mięsożercy" często bywają agresywni. Ich postępowanie jest z punktu widzenia wegetarian niemoralne, a nikt nie lubi, kiedy mu się coś takiego zarzuca. Dlatego też ważna jest postawa, poinformować o swoich poglądach, ale jednocześnie nie potępiać, akceptować odmienności.
ॐ नमः शिवाय

"Wachlarzem o aloes", czyli mój blog literacki o fantasy i science-fiction: 
http://wachlarzemoaloes.blogspot.com 
Odpowiedz
Największą bzdurą jaką lansują wegenaziści jest to, że według nich jest to dieta pełnowartościowa.
Owszem, człowiek może na takiej diecie funkcjonować bardzo długo, 10, 20 nawet 30 lat. Konsekwencje jednak się pojawią.
Zdarzało się, że dzieci na diecie wegańskiej, które na wczesnym etapie życia intensywnie się rozwijają, nie rosną, mają problemy z zębami, są zmęczone bez energii.
Nie rozumiem jak można ryzykować zdrowiem swojego dziecka?
Częstym problemem osób na diecie roślinnej są zaburzenia psychiczne, depresja wynikające z braku pełnowartosciowego białka i żelaza, którego niedobór powoduje niedotlenienie mózgu.
Badania powinny obejmować osoby, które nie jedzą mięsa od urodzenia wtedy będą wiarygodne.
To, że u wegetarian śmiertelność jest podobna jak u  mięsożerców świadczy o tym, że jest to dieta mniej korzystna od pełnowartościowej.
Zakładając, że wegetarianie i weganie unikają alkoholu, papierosów, mają niskie BMI, uprawiają sport a mimo to ich życie nie wydłuża się znacząco (jedyny udowodniony związek to mniejsze ryzyko raka jelita i miażdżycy a taki rezultat można uzyskać na normalnej diecie, ograniczając spożycie mięsa i zwiększając spożycie warzyw) świadczy o tym, że cała ta filozofia oparta jest na pseudonaukowym bełkocie.
Zapewne wegole umierają na grypę albo zapalenie płuc i nikt tego nie wiąże z dietą.
Rozsadziło mi antenę.
Odpowiedz
Rodica napisał(a): Największą bzdurą jaką lansują wegenaziści jest to, że według nich jest to dieta pełnowartościowa.

Dziękuję za gówno-opinie i zapraszam do lektury:  Dieta Wege
Voodoo People
Odpowiedz
ARHIZ napisał(a): Uważam, że potępianie "mięsożerców" jest bezcelowe i szkodliwe. W taki sposób można jedynie zniechęcić.
Powtarzacie to jak mantrę zupełnie nie zważając na istnienie populacji, która jest bardziej receptywna na potępienie niż głaskanie po główce. Jest ich trochę i sam do nich należę, największy odsetek zmienionych poglądów mam pod wpływem mało zawoalowanych twierdzeń, że były debilne (zazwyczaj słusznie). Przedstawianie suchych faktów jest nieangażujące emocjonalnie i przeciętnego omniwora obejdzie tyle co twój zbiór motyli. A te fakty, które jakąś reakcję mogą wywołać szybko sobie zneutralizuje. Warunki hodowli i uboju? Na pewno ustawka; odosobniony przypadek; zwierzęta są gupie i nie czują; "można" je traktować inaczej (mimo że pozbawiłoby to mięsa 70% konsumentów)... I tak do usranej śmierci.
Odpowiedz
Białko jest niezbędne do prawidłowego funkcjonowania organizmu, między innymi do tego żeby organizm wytworzył odpowiednią ilość przeciwciał. Pełnowartościowe białko organizm może wytworzyć pod warunkiem dostarczenia mu wszystkich niezbędnych aminokwasów w odpowiedniej ilości.
Zakładając, że przeciętny mężczyzna waży 80 kg potrzebuje on 80 gram pełnowartościowego białka dziennie.
To jest odpowiednik 400 gram fasoli, która po namoczeniu i ugotowaniu odpowiada zawartości litrowego słoja lub więcej. Do tego trzeba uzupełnić jeden brakujący aminokwas czyli trzeba do tego dolożyć jakieś 25 woreczķów ryżu.
Myślę, że żaden wegetarianin czy weganin nie je w takich ilościach.
Ponieważ byłam wegetarianką i dość często jadam jarskie obiady, wiem z doświadczenia, że nie można się daniem bezmięsnym najeść do syta. Zazwyczaj ma się uczucie pełnego żołądka i głodu jednocześnie albo uczucie głodu pojawia się bardzo szybko po spożyciu posiłku.
Rozsadziło mi antenę.
Odpowiedz
Rodica
Cytat:Ponieważ byłam wegetarianką i dość często jadam jarskie obiady, wiem z doświadczenia, że nie można się daniem bezmięsnym najeść do syta. Zazwyczaj ma się uczucie pełnego żołądka i głodu jednocześnie albo uczucie głodu pojawia się bardzo szybko po spożyciu posiłku.
Po zjedzeniu całego woreczka ryżu też cię  ssie w żołądku?!
O Lord, bless this thy hand grenade, that with it thou mayest blow thy enemies to tiny bits in thy mercy.
Odpowiedz
Rodica napisał(a): Częstym problemem osób na diecie roślinnej są zaburzenia psychiczne, depresja wynikające z braku pełnowartosciowego białka i żelaza, którego niedobór powoduje niedotlenienie mózgu.

A czymże to rzekome vegańskie/wegetariańskie niedotlenienie mózgu objawia się w praktyce? Na przykład greckim filozofom w ogóle to nie przeszkadzało. Za to odpowiednie dotlenienie nie przeszkadza niektórym mięsożercom wypisywać głupoty.
Odpowiedz
Rodica napisał(a): Największą bzdurą jaką lansują wegenaziści jest to, że według nich jest to dieta pełnowartościowa.
Wątek ma już 19 stron i jakoś na razie nikt nie potrafi wskazać co takiego jest nieodłącznie niepełnowartościowego w diecie wegańskiej. Może Rodica potrafi? Chyba nie, bo produkuje co prawda posty, ale bez merytorycznej zawartości, więc najwyraźniej nie potrafi.

Rodica napisał(a): Owszem, człowiek może na takiej diecie funkcjonować bardzo długo, 10, 20 nawet 30 lat. Konsekwencje jednak się pojawią.
Czego Rodica również żadnymi danymi nie poprze, bo nie.

Rodica napisał(a): Zdarzało się, że dzieci na diecie wegańskiej, które na wczesnym etapie życia intensywnie się rozwijają, nie rosną, mają problemy z zębami, są zmęczone bez energii.
No pewnie się zdarzają. A jakieś dane, źródła? Nie? To po co strzępić klawiaturę?

Rodica napisał(a): Częstym problemem osób na diecie roślinnej są zaburzenia psychiczne, depresja wynikające z braku pełnowartosciowego białka i żelaza, którego niedobór powoduje niedotlenienie mózgu.
Jakie konkretnie zaburzenia psychiczne? Skąd Rodica o tym wie? Niech zatem Rodica wykaże, cytując odpowiednie źródła, że faktycznie dieta roślinna powyższe schorzenia powoduje.

Rodica napisał(a): Badania powinny obejmować osoby, które nie jedzą mięsa od urodzenia wtedy będą wiarygodne.
To i tak lepiej, niż kilka pokoleń jak u pilastra.

Rodica napisał(a): To, że u wegetarian śmiertelność jest podobna jak u  mięsożerców świadczy o tym, że jest to dieta mniej korzystna od pełnowartościowej.
Nie, oznacza dokładnie tyle, że jest przynajmniej podobnie adekwatna, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że w niektórych badaniach radzą sobie lepiej, nawet po skontrolowaniu innych czynników, jak BMI, status ekonomiczny, wykształcenie, etc.

Rodica napisał(a): Zakładając, że wegetarianie i weganie unikają alkoholu, papierosów, mają niskie BMI, uprawiają sport a mimo to ich życie nie wydłuża się znacząco (jedyny udowodniony związek to mniejsze ryzyko raka jelita i miażdżycy a taki rezultat można uzyskać na normalnej diecie, ograniczając spożycie mięsa i zwiększając spożycie warzyw)[pogrubienie ż.]
Czyli zbliżając się do diety roślinnej. Nawet próbując nieudolnie krytykować weganizm Rodica mimowolnie przyznaje, że zbliżając się do niej ludzie są zdrowsi.

Rodica napisał(a): świadczy o tym, że cała ta filozofia oparta jest na pseudonaukowym bełkocie.
Nie, jest oparta o to, na co nawet Rodica w przypływach nieuświadomionej szczerości się powołuje, choćby powyżej.

Rodica napisał(a): Zapewne wegole umierają na grypę albo zapalenie płuc i nikt tego nie wiąże z dietą.
Jakieś dane? Nie? Oczywiście, że nie.
Nawet, jeśli tak jest, to pozostałe korzyści przeważają na tyle, że weganie nie umierają szybciej. To powiedziawszy, po wykluczeniu raka i chorób serca, można by się spodziewać, że pozostałe przyczyny śmierci to właśnie infekcje. W artykule, który zalinkowałem wcześniej, wegetarianie i weganie umierają rzadziej również z powodu other causes, zetem należy się spodziewać, że hipoteza Rodici jest błędna.

Rodica napisał(a): Pełnowartościowe białko organizm może wytworzyć pod warunkiem dostarczenia mu wszystkich niezbędnych aminokwasów w odpowiedniej ilości.
Zakładając, że przeciętny mężczyzna waży 80 kg potrzebuje on 80 gram pełnowartościowego białka dziennie.
To jest odpowiednik 400 gram fasoli, która po namoczeniu i ugotowaniu odpowiada zawartości litrowego słoja lub więcej. Do tego trzeba uzupełnić jeden brakujący aminokwas czyli trzeba do tego dolożyć jakieś 25 woreczķów ryżu.
Ujmując to w ten sposób i wymuszając zaspokojenie podaży białka mono-posiłkiem, to nic nie brzmi realistycznie, czy apetycznie. 2,5 litra mleka na jednym posiedzeniu (pomijając, że dostarczamy w ten sposób ponad 30 gramów tł. nasyconych)? Może 400 gramów piersi kurczaka?
Jakiego aminokwasu w fasoli brakuje? I że jeszcze trzeba go nadrobić 25 woreczkami ryżu (sic!)? Ale proszę bardzo, żeniec zrobi to za Rodicę i przepuści 400 gr. fasoli przez Cronometer:

[Obrazek: 400fasoliprotony.png]

Jak zwykle Rodica kłamie lub się myli (nie spodziewam się dobrej woli, bo już raz żeniec wynurzenia Rodici prostował). W takiej ilość fasoli "najgorzej" jest z cystyną, "tylko" 136% RDI.

Rodica napisał(a): Myślę, że żaden wegetarianin czy weganin nie je w takich ilościach.
To Rodica źle myśli. Chochoł w postaci mono-posiłku się nie liczy, bo mało kto opierdziela mono-posiłki w ogóle. Natomiast nie trzeba jeść 400 <tu umieść chochoła, którego białko zliczasz>, by zjeść w ciągu dnia wystarczającą ilość białka. Anegdotycznie żeniec nawet nie waży 80 kilogramów, a rzadko zjada mniej niż 90 gramów białka jedząc normalnie.

Rodica napisał(a): Ponieważ byłam wegetarianką i dość często jadam jarskie obiady, wiem z doświadczenia, że nie można się daniem bezmięsnym najeść do syta. Zazwyczaj ma się uczucie pełnego żołądka i głodu jednocześnie albo uczucie głodu pojawia się bardzo szybko po spożyciu posiłku.
Rodica powinna się zdecydować, czy narzeka na to, że wegetariańskie posiłki mają za dużą objętość i zapychają (patrz wyżej), czy nie da się nimi najeść. Znowu anegdotycznie, żeniec ma odwrotne obserwacje - najadał się za szybko i czasem miał kłopot ze zjedzeniem odpowiedniej ilości kalorii w ciągu dnia bez dobijania tychże za pomocą Oreo.

Znowu jest sytuacja, w której Rodica wyprodukowała gówno-post bez wkładania żadnego wysiłku nad rzetelnością przekazu, chociaż wszystkie informacje są powszechnie dostępne  Podejrzany Naprawdę tak trudno o odrobinę autorefleksji i samoogarnięcia? Wstydu chociaż? Że nawet Rodice ręka nie drgnęła przy pisaniu bredni o 25 woreczkach ryżu?
Odpowiedz
2H20:
Cytat:Po zjedzeniu całego woreczka ryżu też cię  ssie w żołądku?!
Nie ssie mnie ale czuję się głodna. Pokarmy roślinne wypelniają żołądek i jelita ponieważ zwiększają swoją objętość.
Tak na chłopski rozum , to musiałbyś żreć tyle zielska co goryl czyli jakieś 10 kg na 100 kg wagi, żeby być zdrowy.

Osiris:
Cytat:A czymże to rzekome vegańskie/wegetariańskie niedotlenienie mózgu objawia się w praktyce?
Depresją, zmęczeniem, znużeniem, brakiem energii i kłopotami z koncentracją uwagi.
Cytat:Na przykład greckim filozofom w ogóle to nie przeszkadzało.
A skąd ty wiesz jaki mieli jadłospis? Może nie uważali ryb za mięso, albo jedli nabiał. Poza tym wegetarianizm jest bardziej korzystny dla mężczyzn niż dla kobiet, mężczyźni nie tracą co miesiąc krwi.

żeniec:
Cytat:Jakie konkretnie zaburzenia psychiczne? Skąd Rodica o tym wie? Niech zatem Rodica wykaże, cytując odpowiednie źródła, że faktycznie dieta roślinna powyższe schorzenia powoduje.
https://en.m.wikipedia.org/wiki/Vegetarianism
Cytat:A British study of almost 10,000 men found that those who gave up meat were almost twice as likely to suffer from depression as people on a conventional balanced diet. The study found that the 350 committed vegetarians studied had a higher average depression score compared to others

Cytat:Czyli zbliżając się do diety roślinnej. Nawet próbując nieudolnie krytykować weganizm Rodica mimowolnie przyznaje, że zbliżając się do niej ludzie są zdrowsi.

Chyba masz problemy ze zrozumieniem, czytaniem i analizowaniem.
To samo źródlo
Cytat:It further states that "This raises the possibility that a low-meat, high plant-food dietary pattern may be the true causal protective factor rather than simply elimination of meat from the diet." In a recent review of studies relating low-meat diet patterns to all-cause mortality, Singh noted that "5 out of 5 studies indicated that adults who followed a low meat, high plant-food diet pattern experienced significant or marginally significant decreases in mortality risk relative to other patterns of intake."[116]

Statistical studies, such as comparing life expectancy with regional areas and local diets in Europe also have found life expectancy considerably greater in southern France, where a low meat, high plant Mediterranean diet is common, than northern France,
Rozsadziło mi antenę.
Odpowiedz
Rodica napisał(a): https://en.m.wikipedia.org/wiki/Vegetarianism
Cytat:A British study of almost 10,000 men found that those who gave up meat were almost twice as likely to suffer from depression as people on a conventional balanced diet. The study found that the 350 committed vegetarians studied had a higher average depression score compared to others
Nic nie ma o powodowaniu. Jeśli nie poda się mechanizmu wyjaśniającego, lub nie zrobi się badania polegającego na interwencji i losowym przyporządkowaniu do różnych diet, istnieje (intuicyjnie prawdopodobna) możliwość, że osoby z zaburzeniami częściej wybierają wege. Mniej więcej to właśnie zrobiono w tym badaniu, gdzie ludziom przyporządkowanym do jedzenia wege generalnie się poprawiło.

Rodica napisał(a): Chyba masz problemy ze zrozumieniem, czytaniem i analizowaniem.
To samo źródlo
Cytat:It further states that "This raises the possibility that a low-meat, high plant-food dietary pattern may be the true causal protective factor rather than simply elimination of meat from the diet." In a recent review of studies relating low-meat diet patterns to all-cause mortality, Singh noted that "5 out of 5 studies indicated that adults who followed a low meat, high plant-food diet pattern experienced significant or marginally significant decreases in mortality risk relative to other patterns of intake."[116]

Statistical studies, such as comparing life expectancy with regional areas and local diets in Europe also have found life expectancy considerably greater in southern France, where a low meat, high plant Mediterranean diet is common, than northern France,
Trudno, żeby żeniec czytał i analizował coś, czego Rodica nie przytacza. A to co teraz przytoczyła, to spekulacje na temat możliwości, że przewaga wegetarian wynika z innych czynników, pełen cytat:
Cytat:However, the study also concluded that "Some of the variation in the survival advantage in vegetarians may have been due to marked differences between studies in adjustment for confounders, the definition of vegetarian, measurement error, age distribution, the healthy volunteer effect, and intake of specific plant foods by the vegetarians." It further states that "This raises the possibility that a low-meat, high plant-food dietary pattern may be the true causal protective factor rather than simply elimination of meat from the diet." In a recent review of studies relating low-meat diet patterns to all-cause mortality, Singh noted that "5 out of 5 studies indicated that adults who followed a low meat, high plant-food diet pattern experienced significant or marginally significant decreases in mortality risk relative to other patterns of intake."
a całość i tak zakończona jest wnioskiem, że lepiej jest mięso ograniczyć, a spożycie roślin zwiększyć. Nijak to nie dowodzi śmiałych tez Rodici, że wege powoduje choroby umysłowe, "niedotlenienia mózgów", lub że mięso w diecie jest konieczne dla optymalnego zdrowia. Być może rzeczywiście optimum nie leży w full vegan, tylko np. bliżej 95% (jak u mieszkańców blue zones - miejsc, gdzie jest bardzo wysoki odsetek ludzi długowiecznych), ale to jest do rozstrzygnięcia.

Zauważmy również, że Rodica przemilczała krytykę następujących jej stwierdzeń, których uzasadnić nie potrafi, i na które nie przytoczyła żadnych dowodów:
- Dieta wegańska jest niepełnowartościowa;
- Po dekadach takiej diety pojawiają się bliżej niesprecyzowane konsekwencje (jakie, nie potrafi wskazać);
- "wegole" częściej umierają z powodu infekcji;
- 400 gramów fasoli nie jest źródłem pełnowartościowego białka dla 80 kilogramowego mężczyzny, trzeba jeszcze zjeść 25 woreczków ryżu (sic!);
- Żaden wegetarianin nie jest w stanie zjeść 80 gramów białka.

EDIT: W tym samym artykule w Wikipedii można jeszcze przeczytać
Cytat:The American Dietetic Association discussed that vegetarian diets may be more common among adolescents with eating disorders, indicating that vegetarian diets do not cause eating disorders, but rather "vegetarian diets may be selected to camouflage an existing eating disorder"
co tylko dobitniej pokazuje dość wybiórcze umiejętności czytania Rodici Uśmiech
Odpowiedz
Rodica
Cytat:Nie ssie mnie ale czuję się głodna.
No cóż – jeśli po zjedzeniu woreczka gotowanego ryżu (100g masy suchej) i wchłonięciu tym samym ok. 350 kcal czujesz się nadal głodna, to przecież nie będę cię przekonywał, że jest inaczej. Niemniej nie mogę sobie przypomnieć, by mnie kiedykolwiek zdarzyło się odczuwać głód po takiej porcji. Wręcz przeciwnie – czuję się syty nie tylko bezpośrednio po takim posiłku, ale i przez kolejne 2-3 godziny.
Cytat:Tak na chłopski rozum , to musiałbyś żreć tyle zielska co goryl czyli jakieś 10 kg na 100 kg wagi, żeby być zdrowy.
Na zdrowy chłopski rozum 1 kilogram ryżu to już 3 500 kcal.

Ps.
Twoje 25 woreczków ryżu i 10kg zielska przypomniało mi pewien kawał:
Rozmawia rosyjski żołnierz z amerykańskim. Amerykanin chwali się jak to u nich jest dobrze w armii, że mają dobry sprzęt , że dobrze ich szkolą itp. Aż doszło do tematu "wyżywienie".
Amerykanin mówi, że oni dostają dziennie równowartość 7500 kcal. Na to Rosjanin:
- Kłamiesz! Żaden człowiek nie zje dziennie 10 kilogramów ziemniaków!
O Lord, bless this thy hand grenade, that with it thou mayest blow thy enemies to tiny bits in thy mercy.
Odpowiedz
Rodica napisał(a): Największą bzdurą jaką lansują wegenaziści jest to, że według nich jest to dieta pełnowartościowa.
Owszem, człowiek może na takiej diecie funkcjonować bardzo długo, 10, 20 nawet 30 lat. Konsekwencje jednak się pojawią.
Zdarzało się, że dzieci na diecie wegańskiej, które na wczesnym etapie życia intensywnie się rozwijają, nie rosną, mają problemy z zębami, są zmęczone bez energii.
Nie rozumiem jak można ryzykować zdrowiem swojego dziecka?
Częstym problemem osób na diecie roślinnej są zaburzenia psychiczne, depresja wynikające z braku pełnowartosciowego białka i żelaza, którego niedobór powoduje niedotlenienie mózgu.
Badania powinny obejmować osoby, które nie jedzą mięsa od urodzenia wtedy będą wiarygodne.
To, że u wegetarian śmiertelność jest podobna jak u  mięsożerców świadczy o tym, że jest to dieta mniej korzystna od pełnowartościowej.
Zakładając, że wegetarianie i weganie unikają alkoholu, papierosów, mają niskie BMI, uprawiają sport a mimo to ich życie nie wydłuża się znacząco (jedyny udowodniony związek to mniejsze ryzyko raka jelita i miażdżycy a taki rezultat można uzyskać na normalnej diecie, ograniczając spożycie mięsa i zwiększając spożycie warzyw) świadczy o tym, że cała ta filozofia oparta jest na pseudonaukowym bełkocie.
Zapewne wegole umierają na grypę albo zapalenie płuc i nikt tego nie wiąże z dietą.
Z chęcią zapoznam się z badaniami, na których bazujesz.

Stoik napisał(a):
ARHIZ napisał(a): Uważam, że potępianie "mięsożerców" jest bezcelowe i szkodliwe. W taki sposób można jedynie zniechęcić.
Powtarzacie to jak mantrę zupełnie nie zważając na istnienie populacji, która jest bardziej receptywna na potępienie niż głaskanie po główce. Jest ich trochę i sam do nich należę, największy odsetek zmienionych poglądów mam pod wpływem mało zawoalowanych twierdzeń, że były debilne (zazwyczaj słusznie). Przedstawianie suchych faktów jest nieangażujące emocjonalnie i przeciętnego omniwora obejdzie tyle co twój zbiór motyli. A te fakty, które jakąś reakcję mogą wywołać szybko sobie zneutralizuje. Warunki hodowli i uboju? Na pewno ustawka; odosobniony przypadek; zwierzęta są gupie i nie czują; "można" je traktować inaczej (mimo że pozbawiłoby to mięsa 70% konsumentów)... I tak do usranej śmierci.
Co innego mówienie wprost a co innego potępianie. Moje doświadczenia są takie, że odwoływanie się do negatywnych emocji powoduje niechęć. Swego czasu, gdy jeszcze jadłem mięso [prócz wołowiny oczywiście XD], zdarzało mi się, że byłem "atakowany" przez wegetarian. Przekonała mnie jednak dopiero rzeczowa, oparta na badaniach dyskusja.
ॐ नमः शिवाय

"Wachlarzem o aloes", czyli mój blog literacki o fantasy i science-fiction: 
http://wachlarzemoaloes.blogspot.com 
Odpowiedz
Dwa Litry Wody napisał(a): No cóż – jeśli po zjedzeniu woreczka gotowanego ryżu (100g masy suchej) i wchłonięciu tym samym ok. 350 kcal czujesz się nadal głodna, to przecież nie będę cię przekonywał, że jest inaczej. Niemniej nie mogę sobie przypomnieć, by mnie kiedykolwiek zdarzyło się odczuwać głód po takiej porcji. Wręcz przeciwnie – czuję się syty nie tylko bezpośrednio po takim posiłku, ale i przez kolejne 2-3 godziny.

Ale o jakim ryżu mowa? Biały ma wysoki indeks glikemiczny i po jego zjedzeniu rzeczywiście czuję się nasycony i pełen energii tylko przez chwilę, bezpośrednio po jedzeniu.

Lepszy jest ryż brązowy z niższym indeksem - dłuższy efekt nasycenia.

ARHIZ napisał(a): Co innego mówienie wprost a co innego potępianie. Moje doświadczenia są takie, że odwoływanie się do negatywnych emocji powoduje niechęć. Swego czasu, gdy jeszcze jadłem mięso [prócz wołowiny oczywiście XD], zdarzało mi się, że byłem "atakowany" przez wegetarian. Przekonała mnie jednak dopiero rzeczowa, oparta na badaniach dyskusja.

Mądre to. Dlatego nie powinienem zostać weganinem, bo mam naturę wytykacza. Grubasom obżartuchom potrafię powiedzieć, żeby tyle nie żarli; palaczom/palaczkom, że śmierdzą (mój ulubiony argument wywołujący oburzenie u palących dziewczyn - nie mógłby się całować z palaczką gdyż strasznie jebie jej z buzi, jak z popielniczki) etc.. Gdybym został weganinem to bym wszystkim jechał od ścierwojadów i bym więcej złego zrobił dla idei weganizmu niż dobrego. Dlatego sam muszę pozostać ścierwojadem.
---
Najpewniejszą oznaką pogodnej duszy jest zdolność śmiania się z samego siebie. Większości ludzi taki śmiech sprawia ból.

Nietzsche
---
Polska trwa i trwa mać
Odpowiedz
2h20:
Cytat:No cóż – jeśli po zjedzeniu woreczka gotowanego ryżu (100g masy suchej) i wchłonięciu tym samym ok. 350 kcal czujesz się nadal głodna, to przecież nie będę cię przekonywał, że jest inaczej. Niemniej nie mogę sobie przypomnieć, by mnie kiedykolwiek zdarzyło się odczuwać głód po takiej porcji. Wręcz przeciwnie – czuję się syty nie tylko bezpośrednio po takim posiłku, ale i przez kolejne 2-3 godziny.
No coż, potwierdzasz teorię, że roślinożercy są mało lotni, skoro nie potrafisz przeprowadzić prostej kalkulacji matematycznej. 100 gram ryżu zawiera tylko 2,7 gram białka i nie można się tym najeść. Organizm nie zamienia węgli na białko tylko na tłuszcz. Więc nawet żywiąc się tłuszczem i węglowodanami będziesz miał niedobory białka a mając wypchane bebechy będziesz się czuł głodny.  Zaklinanie rzeczywistości niczego nie zmieni.
Rozsadziło mi antenę.
Odpowiedz
Rodica napisał(a): No coż, potwierdzasz teorię, że roślinożercy są mało lotni, skoro nie potrafisz przeprowadzić prostej kalkulacji matematycznej. 100 gram ryżu zawiera tylko 2,7 gram białka i nie można się tym najeść. Organizm nie zamienia węgli na białko tylko na tłuszcz. Więc nawet żywiąc się tłuszczem i węglowodanami będziesz miał niedobory białka a mając wypchane bebechy będziesz się czuł głodny.  Zaklinanie rzeczywistości niczego nie zmieni.
Owszem, ryż ma 2,7 grama białka w 100 gramach... w masie ugotowanej. Suche 100 gramów ma 7 gramów. Nadal dupy nie urywa, ale Rodica zaniżyła zawartość 2,5-krotnie. I nawet nie może protestować, że chodziło o zawartość w 100g gotowanego, bo 2lH2O napisał o suchym Zły
Odpowiedz
To teraz policz ile byś musiał tego zjeść, żeby zaspokoić dzienne zapotrzebowanie na białko.
Można sobie wypychać bebechy oszukując głód, ale nie oszukasz organizmu.
Rozsadziło mi antenę.
Odpowiedz
Rodica napisał(a): To teraz policz ile byś musiał tego zjeść, żeby zaspokoić dzienne zapotrzebowanie na białko.
Można sobie wypychać bebechy oszukując głód, ale nie oszukasz organizmu.
Ale to jest chochoł Rodici, a nie żeńca, że wegetarianie żrą tylko ryż, by wyrobić dzienne zapotrzebowanie białka.
Swoją drogą RDA dla 2000 kcal to 50 gramów białka. 2000 kcal ryżu, to circa 40 gramów białka. Nawet chochoł Rodici nie jest aż tak tragiczny. Może Rodica przestać generować głupoty i jeszcze kazać innym weryfikować Jej (pseudo-) argumenty?
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości