Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Konwersacje w różnych językach
Jakiekolwiek pretensje mam obecnie do trzech języków obcych.

English – I like to believe that my English is nearly perfect. However, as far as I don't have problems with professional communication, I find myself lacking words in non-technical discussion. I would gladly improve my skills here.

Angielski – chciałbym wierzyć, że mój angielski jest prawie doskonały. Niestety, chociaż nie mam problemów z komunikacją na szczeblu profesjonalnym, to w przypadku rozmów nietechnicznych często mam problemy ze znalezieniem właściwych słów. Chętnie poprawię moje umiejętności.

Русский – мое знакомство в основном пассивное. Понимаю почти все, но когда хочу говорить, это какий-то ужасный смесь русского, полского, да цeрковно-славянсково. Если вы мне простите это, может поговорим.

Rosyjski – moja znajomość jest przede wszystkim pasywna. Rozumiem prawie wszystko, ale gdy próbuję mówić, jest to jakaś straszna mieszanina rosyjskiego, polskiego i cerkiewnosłowiańskiego. Jeśli mi wybaczycie, mogę porozmawiać.

ქართული — რთულად და ნელად ამ ენას ვსწავლობ. საქართველოში უბრალოდ ვისაუბრეთ მაღაზიაში ან რესტორანში, მაგრამ რთულ წინადადებს ვერ ვიგებ. რა თქმა უნდა, მცკრივები და მოთხრობითი დიდი პრობლემა ჩემთვის არის. ახლა ვიყიდე რამდენიმე წიგნი და მინდა კითხვა დავიწყო. თუ ვინმე გიჟია, და უნდა ისწავლოს, სიამოვნებით ვისაუბრებ.

Gruziński – ciężko i powoli uczę się tego języka. W Gruzji mogłem poprowadzić prostą rozmowę w w sklepie czy restauracji, ale nie rozumiem złożonych zdań. Oczywiście czasy i ergatyw stanowią dla mnie wielki problem. Teraz kupiłem sobie parę książek i mam zamiar zabrać się za czytanie. Jeśli ktoś jest wariatem i chce się uczyć, chętnie porozmawiam.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
Co zefciu rozumiesz przez komunikacje na szczeblu profesjonalnym?
Rozumiem ze w jezyku swojej profesji czujesz sie swobodnie.
Jest cala masa innych z ich wlasnym slownictwem, natomiast zaskoczyles mnie ze normalna rozmowa "koperkowa" ( small talk ) moze sprawiac ci trudnosci.
Odpowiedz
Podejrzewam, że Zef nie ma kłopotów z komunikacją dotyczącą jakiegoś obszaru korporacyjnego, gdzie język jest dość sformalizowany i sztywny.
Natomiast to, co ty nazywasz 'small talk', to jest właśnie esencja języka, gdzie roi się od idiomów, związków frazeologicznych i innych kotekstualiów,
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Adam M. napisał(a): No to nie malo chcesz.

Tak, ale nie. Duży uśmiech

Jedynie do angielskiego mam plan dojść do "perfekcji" na poziomie RP. I tylko ten akcent rozumiem w tym kontekście jako docelowy i "poprawny". Nawet Angole muszą się go uczyć, więc mam prawie równe szanse. Szkocki i różne slangi to bardziej hobby i zabawa niż próba nauki od A do Z.

Adam M. napisał(a): Odmiana szkocka angielskiego nie sadze zeby byla do nauczenia przez osobe dorosla, tak zreszta jak odmiany pld amerykanska, australijska i hinduska. W pewnym momencie ta czesc mozgu ( zwiazana z wymowa ) sie zamyka i akcentu i melodii jezyka zlapac sie nie da.
Dlatego moj angielski bedzie zawsze "slowianskim angielskim", mimo 30 lat uzywania, problemem bylo ze zaczalem go uzywac dopiero kolo czterdziestki.

Ale chyba nie przejmujesz się swoim akcentem? Czasem nawet lepiej mówić twardo. Ja nie uważam tego za coś niepoprawnego pod warunkiem, że jesteś w stanie porozumieć się bez problemów. I nikt nie powinien być z tego powodu zakłopotany czy wyśmiewany.

Być może tak jest z aparatem mowy, że traci elastyczność, ale tylko w angielskim celuję aby akcent był stosownie zadowalająco poprawny. W reszcie języków celuję w komunikatywność, bo nie jestem purystą, choć cenię zdolność do swobodnego formułowania przekazu, jednak pracę nad samym akcentem mam zamiar szlifować na tyle na ile to konieczne.
Ale mam luźne podejście do tego, bo lubię bawić się językiem. I np. podoba mi się wplatania do zdania wyrazów z różnych języków. Rozmawiać w kilku językach równocześnie (czy nawet w mieszać w jednym zdaniu kilka języków) tak aby inni wszystko zrozumieli, to jest fajna zabawa na kongres poliglotów. Cwaniak

Jeśli chodzi o sprawność w odbiorze treści, to powiedzmy że rozumieć na poziomie >=90% chciałbym głównie w: angielskim, niemieckim, hiszpańskim, esperanto. Najgorzej z japońskim, bo jest on niepodobny do reszty. W rosyjskim muszę nauczyć się lepiej cyrylicy i oczytać z bukwami i skończyć podstawy - to już da duży wzrost potencjału - w sumie nie zamierzam poświęcać mu dużo uwagi. Reszta, dzięki 4 bazowym językom może się rozwijać swoim tokiem. Ang. i niem. pomagają w reszcie języków germańskich. Hiszpański pomoże w nauce włoskiego i portugalskiego, a esperanto wspiera wszystkie powyższe i pochodne plus jeszcze łacinę, której nie lubię, a mimochodem można coś załapać.
Grunt to odpowiednia technika. Może mi się uda.


PS Niemiecki ma lekko podobne "R" jak francuski. Pewnie ktoś by mnie zjechał, że określam je jako podobne. Nie wiem który język się ucywilizował, ale obstawiam, że to niemiecki zatracił ten charczący dźwięk. We francuskim on pozostał. Tak samo jak w niderlandzkim i szkockim.
Dlatego warto korzystać z takich udogodnień. Jeśli nauczymy się charczeć w jednym, to opanowanie części wymowy (do pewnego stopnia, bo pewnych dźwięków pewnie nie da się nauczyć nie posługując się nimi od urodzenia) w innym języku jest prostsze. A przynajmniej zrozumienie mowy jest prostsze, a to już duża część sukcesu.
The Phillrond napisał(a):(...)W moim umyśle nadczłowiekiem jawi się ten, kogo nie gnębi strach przed nieuniknionym i kto dąży do harmonijnego rozwoju ze świadomością stanu rzeczy
.
Odpowiedz
Sofeicz napisał(a): Podejrzewam, że Zef nie ma kłopotów z komunikacją dotyczącą jakiegoś obszaru korporacyjnego, gdzie język jest dość sformalizowany i sztywny.
Właśnie o to chodzi. Jeśli pracuje się w firmie programistycznej, gdzie praktykuje się daily standup, czyli codzienne krótkie raportowanie, co się robiło w ciągu ostatniej doby, a co się będzie robić w następnej; to nie ma problemu z opowiedzeniem, że taki a taki ficzer będzie się implementować, czy takiego a takiego buga poprawiać.
Cytat:Natomiast to, co ty nazywasz 'small talk', to jest właśnie esencja języka, gdzie roi się od idiomów, związków frazeologicznych i innych kotekstualiów
Przy czym nie chodzi mi tutaj o czysto rytualistyczne gadanie o pogodzie, ale o trochę bardziej zaangażowany small talk – o zainteresowaniach, osobistych doświadczenieach etc. Nie spodziewałem się, że mi słów zabraknie, a czasami czegoś brakło.

Żarłak napisał(a): Być może tak jest z aparatem mowy, że traci elastyczność
Może ja jestem nienormalny, ale u mnie problem jest z uchem, a nie z gębą. Jako człowiek, który po 30ce zaczął się uczyć języka, w którym występuje rozróżnienie głosek aspirowanych i ejektywnych po prostu przeczytałem, na czym polega ta różnica i się nauczyłem jedne i drugie wymawiać. Ale tej różnicy nie słyszę. Więc mamy teraz dyskusję Gruzina z debilem:
Gruzin: podaje jakieś nowe słowo zawierające głoskę, którą debil słyszy jak „k”
Debil (wiedzą że zapomni to słowo za 15 minut, i chcąc sobie zanotować jako fiszkę w Anki): „კ” თუ „ქ”
Gruzin: „k”
Debil: „კ”?
Gruzin: „k”
Debil: „ქ”?
Gruzin: „k”
Wiem, że ucząc się w podstawówce angielskiego miałem problem z angielskim „th”. Teraz rozróżniam tę głoskę. Czy z gruzińskim będzie podobnie i kiedy, nie wiem. Liczę, że w końcu się ucho wyćwiczy.
„Przybądź i bądź, bez zarzutu
Tak dla Tutsi, jak dla Hutu”

– Spięty
Odpowiedz
Jak nie masz słuchu muzycznego to możesz faktycznie mieć z tym problem trudny do przeskoczenia. Ale znając życie to trzeba się osłuchać.
Sebastian Flak
Odpowiedz
Mam w planach uczenie się włoskiego - i obawiam się, że jeszcze długo będę na etapie "w planach". Blokuje mnie nie tylko lenistwo, ale i myśl, że żadnym obcym językiem nie będę tak dobrze władać, jak angielskim.

Niedawno przyszła mi myśl do głowy, że gdybym z jakiegoś powodu wróciła do Polski (czego mam zamiar nie robić), to okropnie brakowałoby mi mówienia po angielsku. Teraz nie tylko mówię w tym języku ileś godzin dziennie, ale i często myślę. I gdybym miała wrócić do Polski, to tęskniłabym za mówieniem po angielsku. Byłaby to jakaś poważna wyrwa we mnie czy w moim życiu.

Po x latach mieszkania w UK zauważyłam, że choć zasadniczo nie mam żadnych problemów z językiem polskim, to coraz częściej zaczynam zastanawiać się nad fleksją (deklinacja). Czasem muszę sobie w głowie jakiś podobny wyraz odmienić, żeby mieć pewność, czy ten trudniejszy odmieniam dobrze. No i mówiąc po polsku zdarza mi się czasem szukać w głowie polskiego odpowiednika dla angielskiego słowa, które nasuwa mi się automatycznie. Nie jakoś superczęsto, ale się zdarza.

Wyjeżdżając z Polski, znałam angielski dość dobrze - na poziomie solidnego FCE. Jakiś czas temu zrobiłam sobie testy w necie i wyszło mi, że jestem na poziomie CPE. X lat życia tutaj zrobiło swoje, ale nie chodzi tylko o lata, tylko ile i gdzie używa się języka. Znam ludzi, którzy mieszkają latami i ledwo komunikują się na podstawowym poziomie.
Jeśli zabraknie ci argumentów - nazwij mnie kłamczynią i napisz, że łżę.
Odpowiedz
Cytat:Jak nie masz słuchu muzycznego to możesz faktycznie mieć z tym problem trudny do przeskoczenia. Ale znając życie to trzeba się osłuchać.

Wymowa, to jest coś, co się najtrudniej nabywa, bo cały aparat mowy i wiele nieuświadomionych procesów mózgowych są już zafiksowane na rodzinnej mowie.
Ale cuda się zdarzają.

Jest aktorka, która nazywa się Wiktoria Gorodeckaja, która przyjechała do Polski z Litwy, ale ogólnie pochodzi z rodziny rosyjskojęzycznej.
Po polsku nie znała nawet 'dzień dobry'.
Ale obecnie mówi kompletnie bez akcentu i często ją słucham w słuchowiskach radiowych - absolutna perfekcyjna wymowa polska bez śladu wschodniego akcentu (a wiadomo, jak ten wschodni akcent jest charakterystyczny).

https://pl.wikipedia.org/wiki/Wiktoria_Gorodeckaja
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
Ale i kobiety łatwiej się uczą języków. Nie jest też przypadkiem feminizacja kierunków filologicznych.
Z angielskim największy problem jest taki, że tam mało kto nie mówi w tym języku, tylko godo, a często nawet rzyko.
Mówiąc prościej propedegnacja deglomeratywna załamuje się w punkcie adekwatnej symbiozy tejże wizji.
Odpowiedz
Żałuję, że zaniedbałem francuski, bo swego czasu po dłuższym pobycie całkiem nieźle sobie radziłem.
Nawet podczas jakichś prac remontowych uczyłem francuskie dzieci starej francuskiej piosenki "Dans le jardin de mon pere".
Ale lata nieużywania zrobiły swoje. Staram się nadrobić oglądając France24.
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
znaLezczyni napisał(a): No i mówiąc po polsku zdarza mi się czasem szukać w głowie polskiego odpowiednika dla angielskiego słowa, które nasuwa mi się automatycznie. Nie jakoś superczęsto, ale się zdarza.
Do tego to nawet nie trzeba mieszkać za granicą. Mieszkam wciąż w Polsce, ale czytam dużo zagranicznego internetu i mam to samo Oczko Po prostu jak się często styka z pewnymi wyrażeniami, to zapadają w pamięć i same się nasuwają w odpowiednich sytuacjach - niezależnie od tego, w jakim języku były wyrażone.
[Obrazek: style3,Fizyk.png]
"Tylko dwie rzeczy są nieskończone - Wszechświat i ludzka głupota. Co do Wszechświata nie jestem pewien" - Albert Einstein
Odpowiedz
Ja mam tak samo z powodu pracy w korpo. Strasznie przesiąkam korpomową, która bazuje na angielskim, ale uważam, że przyczyna tego zangielszczenia tkwi głębiej. Mianowicie, angielskie słowa są zwykle krótsze (często jednym angielskim słowem można zastąpić polską frazę), a tym samym bardziej ekonomiczne. Człowiek naturalnie w języku dąży do ekonomii.

Co więcej, jako że pracuję z norweskim klientem, widzę jak bardzo Norwegowie zangielszczają swój własny język i to nie tylko na poziomie leksykalnym, ale też w zakresie gramatyki, co z kolei wpływa mocno na mój norweski, który z każdym miesiącem ewoluuje z akademicko purystycznego na naturalnie pokaleczony. Jeśli chcę gadać mniej więcej jak Norweg to muszę również uczyć się ich błędów. Ciekawe doświadczenie.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości