Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Władza a otchłań. Opowiadanie fantasy o sukkubach
#1
Po prostu musiałem to napisać... Oczko

Nadmorskie miasto Diphat kwitło dzieki handlowi. Miało swój wielki targ co drugi piątek. Zjeżdzali wtedy kupcy wszelkich ras z okolic, by sprzedać swój towar. Statki zawijające przywoziły również wiele różnych dóbr, a często zdarzali się i kupcy z daleka, oferujący egzotyczne zwierzęta, czy też, z rzadka niewolników. Zamtuzy w pobliżu również notowały zwiększone obroty – wygłodzeni marynarze musieli się zabawić..

Rikkturn nie liczył na wielki zysk – za duża konkurencja – ale kiepska sytuacja i brak perspektyw na szybka sprzedaż w jakimkolwiek innym mieście zmusiła go do handlu skórami wilków, które zdołał upolować, poza tym, dzięki targowi mimo wszystko miał większą szansę ze znalezienie jakiegoś chętnego. Z ostatecznego zysku nie był zbyt zadowolony, ale przynajmniej sprzedał wszystko i mógł zakupić nowe ubranie i całkiem spore zapasy. Ba, trochę złota mu zostało, więc po zostawieniu nowych rzeczy w pokoju w karczmie postanowił się przejść jeszcze raz, by się zabawić. Po krótkiej przechadzce zobaczył nieco większy tłok ludzi, wykazujących spore zainteresowanie towarem u jednego kupca. Sam również podszedł, przeciskając się przez kilka osób. To co zobaczył trochę go zaskoczyło – handlarz oferował trzy demonicznie wyglądające kobiety o wielu odcienach skóry. Wszystkie zaś byly nieziemsko piękne. Tymczasem handlarz do niego podszedł.
-Rikkturn? Ile to lat minęło?
Rikkturn spojrzał ze zdziwieniem. Widząc to, handlarz rzekł, usmiechając się szeroko.
-Nie poznajesz mnie? To ja, Garr Leacad! Chyba piętnaście lat minęło. Tak się zmieniłem?
Wspomnienia wróciły dość szybko. Garr był jego starym kumplem. Mieszaniec człowieka i elfa, zwykł siedzieć godzinami z nosem w starych książkach, ale potrafił też trochę fechtować. Nieskłonny do bitki, chyba, że po kilku głębszych. Ot, to były zwykłe wspomnienia – parę wspólnych awantur w karczmach, parę razy zatrudnienie u tego samego mocodawcy... Właściwie, to było coś więcej. Braterstwo krwi. Garr był dobrym przyjacielem, ale lata sprawiły, że kontakt się urwał... i tak, zdecydowanie zmienił się... niewielka bródka, parę kilo za dużo... Ale pozostał mu ten sam jowialny charakter i duża bezpośredniość. Po dłuższym przywitaniu Rikkturn wskazał ręką na jego stanowisko i spytał się.
-Co ty tu robisz? Wziąłeś się za handel ludźmi?
-To nie są ludzie, to sukkuby. Ludźmi bym nie handlował, ale tutaj sprawa wygląda inaczej. Zresztą, zdziwisz się, jak ci to opiszę Czekaj, sprzedam jeszcze te, które jeszcze zostały, i będziemy mogli pogadać.

Sprzedaż Garrowi zajęła pół godziny, widocznie sukkuby stanowiły chodliwy towar. Kiedy skończył, poklepał Rikkturna po ramieniu, po czym rzekł:
- Nie będę z przyjacielem rozmawiać tak na sucho. Chodź do namiotu, mam butlę z dobrym winem.
Namiot był całkiem spory, ale dość pusty. Podzielony był na kilka komór za pomoca przegród. Pierwsza wyraźnie należała do Garra. Rikkturn rozpoznał leżące przy stoliku niektóre magiczne ingredienty, oraz kilka magicznych ksiąg. Co ciekawe, koło nich leżała niewielka maczuga.W jednym z jego kątów spała na szerokim łóżku zakuta w łańcuchy dziwna dziewczyna, z drugiej komory dochodziły zaś ciche odgłosy.
Gospodarz wyciągnął z małej szafeczki opróżnioną do połowy butelkę z winem, nalał sobie i Rikkturnowi. Garr położył się obok dziewczyny. Rikturn nie wytrzymał, i w końcu się spytał:
-Jak w ogóle to robisz?
- A widzisz, to nie takie proste. usiądź, bo to dłuuga historia.... No cóż, widzisz, przyzywanie sukkubów jest często praktykowane, ale ludzie nie wiedzą, w co się pakują. Pierwszy raz spotkałem się z tym, jak przypadkiem uratowałem zdrowie, a może i życie Czerwonemu Majchrowi, który chciał się zabawić z taką demonicą, a nieumiejętnie ją przyzwał, za pomocą nieudanego zaklęcia, które gdzieś wyczytał, a którego nawet nie umiał dobrze użyć. Już go wysysała, kiedy go odgoniłem. I wtedy też wpadłem na świetny pomysł. Teraz, to rysuję pentagram i przyzywam Sukkuna, a kiedy tylko się pojawia... to szybko należy trochę pobić, aż straci przytomność. To dość proste, sukkuby zawsze przybywają nagie i nieuzbrojone.
-hehe, to brzmi dość łatwo...
-Wtedy wyciągam ją z pentagramu, i zamykam okrąg, by nic innego przypadkiem przez niego nie przeszło. Sukkuba należy szybko zakuwać w kajdany, bo skubane są szybkie. Co najlepsze, są też czary, które zapobiegną ich powrotowi do otchłani, lub ponownym wciągnięciu, to właściwie podstawa na później. Dobrze też pilnować, by nic ostrego przy nich nie było. Zobacz to! - podwinął rękaw, na ręce miał zaś paskudną, głęboką bliznę.
-Ale paskudna rana!
-Wiem, nie uważałem raz. Wbiła sztylet, ledwo go jej wyrwałem. No, ale jak to się już uda... możesz robić wszystko co chcesz, a demonica wpada w jeszcze gorsze zło. Tak, istota wroga dla ludzkości, niebiezpieczna, w moim świecie jest sama i bezbronna.... - ironicznie się uśmiechnął. - I da się na tym zarobić.
- A nie boisz się, że któraś będzie chciała kiedyś cię potajemnie zabić?
-za szybko je sprzedaję - roześmiał się - ale nie jest tak źle. Uwierz, wiem po latach doświadczeń, że sukkuby tak naprawdę nie są złe. Tak, ludzie biorą je za zło wcielone, chyba, że chcą się zabawić na całego. Rozmawiałem z kilkoma, wiem, o czym mówię To po prostu zagubione istotki, które dostają misję, zresztą, tam skąd pochodza, traktowane są bardzo źle, boją się o to co się stanie, kiedy nie uda im się zdobyć ludzkich mocy. Tak, ja też na początku traktuję je strasznie – przyznał, ciężko wzdychając – ale to im udowania, że zawsze może czekać je gorszy los. Ale potem łagodzę swoje zachowanie, zaczynam im pokazywać dobro, a przede wszystkim, daję im nadzieję, że nigdy nie będą musiały wracać tam, skąd przyszły, i nie muszą wypełniać swojej misji. Zabawne, prawda? – Garr się roześmiał.
Jedną sobie zatrzymałem, mam ją już od kilku lat i nie mam zamiaru nigdy jej sprzedać. Spójrz, to Kaijra - wskazał na śpiącą obok niego, drobną czerwonoskórą dziewczynę z małymi różkami, która cicho pochrapywała. - Tak naprawdę wystarczyło jej okazać trochę czułości,a wtedy zrozumiała, że mimo wszystko mogę o nią dbać, a ona w głębi swego serca bardzo tego chce, choć starała się tego nie okazywać. I przywiązała się do mnie jak zwierzątko, darzy mnie wielkim zaufaniem, a i ja jej ufam. Mimo wszystko, raz uratowałem jej życie, a parę razy mogła doprowadzić do pozbycia się mnie, i nie zrobiła tego.
-To czemu trzymasz ją w łańcuchach?
-Dla podkreślenia statusu. Ale powiem ci jedno.
Jakiś czas temu, kiedy już wiedziałem, że Kaijra nie jest zła, a i miałem lekkie wyrzuty sumienia, że tak ją potraktowałem, że ją rozkułem, dałem sakiewkę z pieniędzmi i pozwoliłem iść gdzie zechce, powiedziałem jej, że jest wolna. Następnego dnia znalazłem ją koło namiotu, całą zapłakaną, zasmarkaną i błagającą mnie o to bym nie kazał jej odchodzić. Stwierdziła, że woli żyć w kajdanach u kogoś, kto jej nie nie potępia, niż sama w społeczeństwie. Teraz rozumiesz, czemu mam do niej takie zaufanie?
-Tak. To niesamowite. - Rikkturn pociągnął solidny łyk wina. Naprawdę było dobre! Sama historia jednak wydawała mu się dość nieprawdopodobna.

-Ogólnie, to...- chciał kontynuować Garr, ale w tym momencie czerwonoskóra dziewczyna lekko się przeciągnęła, po czym otworzyła oczy. Widząc Rikkturna, zasyczała, po czym poderwała się z łóżka strzeżąc małe szpiczaste zęby.
- Spokojnie – powiedział do niej uspokajająco Garr, głaszcząc ją po głowie - to mój przyjaciel, Rikkturn - Wybacz jej, boi się obcych. Któregoś dnia, kiedy wędrowałem do innego miasta, jakiś kapłan chciał ją zabić sztyletem, gdybym mu go nie wybił z ręki, pewnie by już nie żyła. Lekko ją ranił, i teraz jest gotowa atakować każdą osobę, której nie zna. Ale poza tym jest słodka. Tak swoją drogą, chcesz może kupić sukkuba? Niedawno przyzwałem kolejną, jeszcze wielu rzeczy nie umie, nie poradzi sobie w towarzystwie jako ozdoba, ale już bywa łagodna, a nie chce mi się iść potem szukać kupca... tobie, jako staremu przyjacielowi, zaproponuję połowę ceny.
-Naprzód musiałbyś pokazać towar.
-Stary, dobry Rikkturn, nic się nie zmieniłeś. Pójdę po nią, a ty możesz sobie porozmawiać z Kaijrą. Wydaje się teraz cicha, ale jak coś, to wprost usta jej się nie zamykają, taka jest gadatliwa. Czekaj chwilę, trochę mi to zajmie. - Garr ciężko wstał, po czym przeszedł do drugiej częsci namiotu. Tymczasem Kaijra wpatrywała się w Rikkturna. Widać było, że trochę się go boi, jednak nie wstydziła się swojego nagiego ciała przed nim. Obserwowała go jak wystraszone zwierzątko. Ten w końcu nie wytrzymał.
-Co się tak patrzysz?
-Nie wiem co o tobie sądzić. Pan powiedział, żebym się ciebie nie bała, ale i tak ci nie ufam – powiedziała prosto.
-Nie mam zamiaru cię skrzywdzić – odpowiedział
-Powiedzmy że ci wierzę – stwierdziła Kaijra, wyraźnie się odprężając – poza tym, chyba mój pan cię lubi, a jeśli komuś ufam, to właśnie jemu. Czym się zajmujesz? - zapytała.
-Poluję, a potem sprzedaję różne trofea. Poroża, czy skóry mają swoją wartość.
-Ale to chyba nie jest zbyt zyskowny zawód? I dość niebezpieczny? Blizny to potwierdzają. Coś taki zdziwiony? Nie jestem głupia, potrafię takie rzeczy zobaczyć.
-Fakt, tak to mniej więcej wygląda. A ty co, jesteś...
-... zabawką mojego pana – przerwała mu pytanie – I bardzo się z tego cieszę.
-Naprawdę tak go wielbisz?
-Nikt nigdy mi nie okazał tyle dobroci co on – powiedziała z wyrzutem – inni ludzie traktowali mnie wrogo, przyzywając tylko w jednym celu. Byłam dla nich tylko demoniczną dziwką. Jeśli zaś bez powodu w tym świecie się znalazłam, to wielu próbowało mnie zabić. Bez powodu, po prostu za to kim jestem. Nienawidziłam was ludzi, i kiedy tylko pojawiła się okazja, by któregoś z was pozbawić siły, to z niej korzystałam. Ale mój pan... pokazał mi że można inaczej. Wiem, o co ci chodzi – powiedziała, widząc lekko niedowierzający wzrok rozmówcy - Tak, łapie i sprzedaje moje siostry, ale każdemu z kupców daje listę zobowiązań, do tego, co mają robić i jak je traktować. Dla wielu ludzi jestem potworem. Tymczasem mój pan mnie kocha i dba o mnie. Ba, chciał mi dać wolność, ale co mi po niej? Wolę być u niego.

Rikkturn o nic już nie pytał. Po paru minutach wrócił Garr, prowadząc zwiazaną dziewczynę – ta miała lekko szarawy kolor skóry, a małe różki wystające jej z czoła w pewien sposób dodawały jej uroku. Była lekko wystraszona, ale i tak z ufnością patrzyła na dotychczasowego właściciela.
-ładna, prawda? - spytał się Garr.
-No nawet.
-Oj, nie zaprzeczaj, widzę, że ci się podoba – zaśmiał się, po czym powiedział do sukkuba - Sahmo, to może być twój nowy pan, jak chcesz, to się z nim zapoznaj. To mój stary przyjaciel, Rikkturn. I jak, bierzesz ją? Jak mówiłem, tobie dam ją za połowę ceny. Pasuje ci to?
-A co ona potrafi?
-Jestem świetną kochanką – powiedziała Sahma, chcąc zaimponować swojemu nowemu panu – znam setki opowieści z różnych wymiarów. Potrafię gotować i śpiewać. Znam wiele sposobów rozśmieszania, których nauczył mnie pan Garr. Jestem w stanie tygodniami wytrzymać bez snu, pożywienia i wody.
-Widzisz, powinienieś być zadowolony. Kupujesz?
-Dobra, przekonałeś mnie. Ile płacę?
-Powiedziałem, że spuszczę ci z ceny... zwykle sprzedaję je za tysiąc, więc połowę z tego
-To praktycznie wszystkie moje oszczędności!
-Ale będziesz zadowolony, prawda? No to teraz zobowiązanie, staraj się je zapamiętać. Teraz Sahma będzie twoją własnością – zaczął recytować Garr - możesz ją surowo karać i nagradzać jak tylko zechcesz, ale bądź sprawiedliwy i nie traktuj jej źle bez powodu, zawsze też pamiętaj, że to żywa, inteligentna istota, która też ma pewne uczucia. Obiecałem jej to, a ja wolę być słowny. Jeśli będziesz o tym pamiętał, to dzięki temu będziesz miał ufną istotkę, dla której będziesz całym światem. Rozumiesz, co płynie z posiadania takiej istoty?
-Tak.
-Więc Sahma jest twoja. No, to teraz ja i Kaijra was zostawimy samych, sprawdź czy rzeczywiście jest taka dobra.
To mówiąc chwycił swoją sukkubicę za ramiona i pomógł jej wstać, po czym wyszedł do drugiej części namiotu. Rikkturn usłyszał jeszcze, jak rzuca na kotarę czary nieprzenikalności – stary, dobry kumpel zadbał o jego prywatność. Został sam na sam ze swoją nową zabawką... tak, pomyślał, zabawką...
-No chodź – powiedział do niej. Sahma bez wahania przyszła do niego.

Była świetna. Jędrne ciało, idealne piersi... i idealnie uległa, robiła wszystko by go zadowolić... Nie miał pojęcia, że jakakolwiek istota może być zdolna do takich rzeczy! To była świetna noc, pomyślał nad ranem.

Garr też spędził przyjemną noc dzięki swojej własności. Widział jednak że Kaijra z jakiegoś powodu jest smutna, więc jeszcze przed zaśnięciem ze zmęczenia, objął ją mocno ramieniem, a ona przytuliła się do niego, tak mocno, jak pozwalały jej niewielkie łańcuchy. Wiedziała, że jest z nim bezpieczna i dzięki temu zasnęła spokojnie.Tymczasem wokół miasta rozpętała się burza.
Największy polski ateista. 110 kilo wagi.

konkluzja, po pewnej rozmowie - by pobić posąg ze Świebodzina, należy wybudować 34-metrową Sashę Grey, miażdzącą obcasem głowę biskupa.
Przerobienie wyspy Niue na raj podatkowy i BDSM-land też w planach.

"Zadbałem o o tę ponurą reputację, by odstraszyć podstępne zło, które dręczy nasz przeklęty kraj. Wiesz o czym mówię? o podatkach." Duży uśmiech

Harry Potter niesie lepsze przesłanie niż biblia.
Odpowiedz
#2
Wrzuciłem kilka uwag i poprawek (podkreślenia i nawiasy) a także zmieniłem Ci odrobinę sprawy interpunkcyjne. Uśmiech

666gonzo666 napisał(a):Nadmorskie miasto Diphat kwitło dzieki handlowi. Miało swój wielki targ co drugi piątek. Zjeżdzali wtedy kupcy wszelkich ras z okolic (raczej niepotrzebne słowo), by sprzedać swój towar. Statki zawijające (dziwne określenie) przywoziły również wiele różnych dóbr, a często zdarzali się i kupcy z daleka, oferujący egzotyczne zwierzęta, czy też, z rzadka niewolników. Zamtuzy w pobliżu również notowały zwiększone obroty – wygłodzeni marynarze musieli się zabawić..

Rikkturn nie liczył na wielki zysk – za duża konkurencja – ale kiepska sytuacja i brak perspektyw na szybka sprzedaż w jakimkolwiek innym mieście zmusiła go do handlu skórami wilków, które zdołał upolować, poza tym, dzięki targowi mimo wszystko miał większą szansę ze znalezienie jakiegoś chętnego. (podkreślone zdanie wydaje się niepotrzebnym) Z ostatecznego zysku nie był zbyt zadowolony, ale przynajmniej sprzedał wszystko i mógł zakupić nowe ubranie i (drugie "i" w jednym zdaniu) całkiem spore zapasy. Ba, trochę złota mu zostało, więc po zostawieniu nowych rzeczy w pokoju w karczmie postanowił się przejść jeszcze raz, by się zabawić. (było już "się zabawić", lepiej: "zaszaleć", czy coś) Po krótkiej przechadzce zobaczył nieco większy tłok ludzi (brzydko brzmi ten "tłok ludzi) wykazujących spore zainteresowanie towarem u jednego kupca. Sam również podszedł, przeciskając się przez kilka osób (nieładne zdanie). To co zobaczył trochę go zaskoczyło – handlarz oferował trzy demonicznie wyglądające kobiety o wielu odcienach skóry (dziwne, niewyjaśnione). Wszystkie zaś byly nieziemsko piękne. Tymczasem handlarz do niego podszedł.
-Rikkturn? Ile to lat minęło?
Rikkturn spojrzał ze zdziwieniem. Widząc to, handlarz rzekł, usmiechając się szeroko.
-Nie poznajesz mnie? To ja, Garr Leacad! Chyba piętnaście lat minęło. Tak się zmieniłem?
Wspomnienia wróciły dość szybko. Garr był jego starym kumplem.
(nieco nieprawdopodobne by dwaj stary kumpel w ogóle nie poznał drugiego) Mieszaniec człowieka i elfa, zwykł siedzieć godzinami z nosem w starych książkach, ale potrafił też trochę fechtować. Nieskłonny do bitki, chyba, że po kilku głębszych. Ot, to były zwykłe wspomnienia – parę wspólnych awantur w karczmach, parę razy zatrudnienie u tego samego mocodawcy... Właściwie, to było coś więcej. Braterstwo krwi. Garr był dobrym przyjacielem, ale lata sprawiły, że kontakt się urwał... i tak, zdecydowanie zmienił się... niewielka bródka, parę kilo za dużo... Ale pozostał mu ten sam jowialny charakter i duża bezpośredniość. Po dłuższym przywitaniu Rikkturn wskazał ręką na jego stanowisko i spytał się (chyba lepiej: zapytałUśmiech.
-Co ty tu robisz? Wziąłeś się za handel ludźmi?
-To nie są ludzie, to sukkuby. Ludźmi bym nie handlował, ale tutaj sprawa wygląda inaczej. Zresztą, zdziwisz się, jak ci to opiszę Czekaj, sprzedam jeszcze te, które jeszcze zostały, i będziemy mogli pogadać.

Sprzedaż Garrowi (niepotrzebne słowo) zajęła pół godziny, widocznie sukkuby stanowiły chodliwy towar. Kiedy skończył,(Garr) poklepał Rikkturna po ramieniu, po czym rzekł:
- Nie będę z przyjacielem rozmawiać tak na sucho. Chodź do namiotu, mam butlę z dobrym winem.
Namiot był całkiem spory, ale dość pusty. Podzielony był na kilka komór za pomocą przegród. Pierwsza wyraźnie należała do Garra. Rikkturn rozpoznał leżące przy stoliku niektóre magiczne ingredienty, oraz kilka magicznych ksiąg. Co ciekawe, koło nich leżała niewielka maczuga. W jednym z jego kątów spała na szerokim łóżku zakuta w łańcuchy dziwna(czyli jaka?) dziewczyna, z drugiej komory dochodziły zaś ciche odgłosy.
Gospodarz wyciągnął z małej szafeczki opróżnioną do połowy butelkę z winem, nalał sobie i Rikkturnowi. Garr położył się obok dziewczyny. Rikturn nie wytrzymał, i w końcu się spytał:
-Jak w ogóle to robisz?
- A widzisz, to nie takie proste. usiądź, bo to dłuuga historia.... No cóż, widzisz, przyzywanie sukkubów jest często praktykowane, ale ludzie nie wiedzą, w co się pakują. Pierwszy raz spotkałem się z tym, jak przypadkiem uratowałem zdrowie, a może i życie Czerwonemu Majchrowi, który chciał się zabawić z taką demonicą, a nieumiejętnie ją przyzwał, za pomocą nieudanego zaklęcia, które gdzieś wyczytał, a którego nawet nie umiał dobrze użyć. Już go wysysała, kiedy go odgoniłem. I wtedy też wpadłem na świetny pomysł. Teraz, to rysuję pentagram i przyzywam Sukkuna, a kiedy tylko się pojawia... to szybko należy trochę pobić, aż straci przytomność. To dość proste, sukkuby zawsze przybywają nagie i nieuzbrojone.
-Hehe, to brzmi dość łatwo...
-Wtedy wyciągam ją z pentagramu, i zamykam okrąg, by nic innego przypadkiem przez niego nie przeszło. Sukkuba należy szybko zakuwać w kajdany, bo skubane są szybkie. Co najlepsze, są też czary, które zapobiegną ich powrotowi do otchłani, lub ponownym wciągnięciu, to właściwie podstawa na później. Dobrze też pilnować, by nic ostrego przy nich nie było. Zobacz to! - podwinął rękaw, na ręce miał zaś paskudną, głęboką bliznę.
- Ale paskudna rana!
-Wiem, nie uważałem raz. Wbiła sztylet, ledwo go jej wyrwałem. No, ale jak to się już uda... możesz robić wszystko co chcesz, a demonica wpada w jeszcze gorsze zło. Tak, istota wroga dla ludzkości, niebiezpieczna, w moim świecie jest sama i bezbronna.... - ironicznie się uśmiechnął. - I da się na tym zarobić.
- A nie boisz się, że któraś będzie chciała kiedyś cię potajemnie zabić?
- Za szybko je sprzedaję - roześmiał się - ale nie jest tak źle. Uwierz, wiem po latach doświadczeń, że sukkuby tak naprawdę nie są złe. Tak, ludzie biorą je za zło wcielone, chyba, że chcą się zabawić na całego. Rozmawiałem z kilkoma, wiem, o czym mówię To po prostu zagubione istotki, które dostają misję, zresztą, tam skąd pochodza, traktowane są bardzo źle, boją się o to co się stanie, kiedy nie uda im się zdobyć ludzkich mocy. Tak, ja też na początku traktuję je strasznie – przyznał, ciężko wzdychając – ale to im udowania, że zawsze może czekać je gorszy los. Ale potem łagodzę swoje zachowanie, zaczynam im pokazywać dobro, a przede wszystkim, daję im nadzieję, że nigdy nie będą musiały wracać tam, skąd przyszły, i nie muszą wypełniać swojej misji. Zabawne, prawda? – Garr się roześmiał.
Jedną sobie zatrzymałem, mam ją już od kilku lat i nie mam zamiaru nigdy jej sprzedać. Spójrz, to Kaijra - wskazał na śpiącą obok niego, drobną czerwonoskórą dziewczynę z małymi różkami, która cicho pochrapywała (niepotrzebne, bez tego brzmi lepiej). - Tak naprawdę wystarczyło jej okazać trochę czułości, a wtedy zrozumiała, że mimo wszystko mogę o nią dbać, a ona w głębi swego serca bardzo tego chce, choć starała się tego nie okazywać. I przywiązała się do mnie jak zwierzątko, darzy mnie wielkim zaufaniem, a i ja jej ufam. Mimo wszystko, raz uratowałem jej życie, a parę razy mogła doprowadzić do pozbycia się mnie, i nie zrobiła tego.
-To czemu trzymasz ją w łańcuchach?
-Dla podkreślenia statusu. Ale powiem ci jedno.
Jakiś czas temu, kiedy już wiedziałem, że Kaijra nie jest zła, a i miałem lekkie wyrzuty sumienia, że tak ją potraktowałem, że ją rozkułem, dałem sakiewkę z pieniędzmi i pozwoliłem iść gdzie zechce, powiedziałem jej, że jest wolna. Następnego dnia znalazłem ją koło namiotu, całą zapłakaną, zasmarkaną i błagającą mnie o to bym nie kazał jej odchodzić. Stwierdziła, że woli żyć w kajdanach u kogoś, kto jej nie nie potępia, niż sama w społeczeństwie. Teraz rozumiesz, czemu mam do niej takie zaufanie?
-Tak. To niesamowite. - Rikkturn pociągnął solidny łyk wina. Naprawdę było dobre! Sama historia jednak wydawała mu się dość nieprawdopodobna.

-Ogólnie, to...- chciał kontynuować Garr, ale w tym momencie czerwonoskóra dziewczyna lekko się przeciągnęła, po czym otworzyła oczy. Widząc Rikkturna, zasyczała, po czym poderwała się z łóżka strzeżąc małe szpiczaste zęby.
- Spokojnie – powiedział do niej uspokajająco Garr, głaszcząc ją po głowie - to mój przyjaciel, Rikkturn - Wybacz jej, boi się obcych. Któregoś dnia, kiedy wędrowałem do innego miasta, jakiś kapłan chciał ją zabić sztyletem, gdybym mu go nie wybił z ręki, pewnie by już nie żyła. Lekko ją ranił, i teraz jest gotowa atakować każdą osobę, której nie zna. Ale poza tym jest słodka. Tak swoją drogą, chcesz może kupić sukkuba? Niedawno przyzwałem kolejną, jeszcze wielu rzeczy nie umie, nie poradzi sobie w towarzystwie jako ozdoba, ale już bywa łagodna, a nie chce mi się iść potem szukać kupca... tobie, jako staremu przyjacielowi, zaproponuję połowę ceny.
- Naprzód musiałbyś pokazać towar.
- Stary, dobry Rikkturn, nic się nie zmieniłeś... Pójdę po nią, a ty możesz sobie porozmawiać z Kaijrą. Wydaje się teraz cicha, ale jak coś, to wprost usta jej się nie zamykają, taka jest gadatliwa. Czekaj chwilę, trochę mi to zajmie. - Garr ciężko wstał, po czym przeszedł do drugiej częsci namiotu. Tymczasem Kaijra wpatrywała się w Rikkturna. Widać było, że trochę się go boi, jednak nie wstydziła się swojego nagiego ciała przed nim. Obserwowała go jak wystraszone zwierzątko. Ten w końcu nie wytrzymał.
- Co się tak patrzysz?
- Nie wiem co o tobie sądzić. Pan powiedział, żebym się ciebie nie bała, ale i tak ci nie ufam – powiedziała prosto.
- Nie mam zamiaru cię skrzywdzić – odpowiedział
- Powiedzmy, że ci wierzę – stwierdziła Kaijra, wyraźnie się odprężając – poza tym, chyba mój pan cię lubi, a jeśli komuś ufam, to właśnie jemu. Czym się zajmujesz? - zapytała.
- Poluję, a potem sprzedaję różne trofea. Poroża, czy skóry mają swoją wartość.
- Ale to chyba nie jest zbyt zyskowny zawód? I dość niebezpieczny? Blizny to potwierdzają. Coś taki zdziwiony? Nie jestem głupia, potrafię takie rzeczy zobaczyć.
- Fakt, tak to mniej więcej wygląda. A ty co, jesteś...
- ... zabawką mojego pana – przerwała mu pytanie – I bardzo się z tego cieszę.
- Naprawdę tak go wielbisz?
- Nikt nigdy mi nie okazał tyle dobroci co on – powiedziała z wyrzutem – inni ludzie traktowali mnie wrogo, przyzywając tylko w jednym celu. Byłam dla nich tylko demoniczną dziwką. Jeśli zaś bez powodu w tym świecie się znalazłam, to wielu próbowało mnie zabić. Bez powodu, po prostu za to kim jestem. Nienawidziłam was ludzi, i kiedy tylko pojawiła się okazja, by któregoś z was pozbawić siły, to z niej korzystałam. Ale mój pan... pokazał mi że można inaczej. Wiem, o co ci chodzi – powiedziała, widząc lekko niedowierzający wzrok rozmówcy - Tak, łapie i sprzedaje moje siostry, ale każdemu z kupców daje listę zobowiązań, do tego, co mają robić i jak je traktować. Dla wielu ludzi jestem potworem. Tymczasem mój pan mnie kocha i dba o mnie. Ba, chciał mi dać wolność, ale co mi po niej? Wolę być u niego.

Rikkturn o nic już nie pytał. Po paru minutach wrócił Garr, prowadząc zwiazaną dziewczynę – ta miała lekko szarawy kolor skóry, a małe różki wystające jej z czoła w pewien sposób dodawały jej uroku. Była lekko wystraszona, ale i tak z ufnością patrzyła na dotychczasowego właściciela.
- Ładna, prawda? - spytał się Garr.
- No nawet.
- Oj, nie zaprzeczaj, widzę, że ci się podoba – zaśmiał się, po czym powiedział do sukkuba - Sahmo, to może być twój nowy pan, jak chcesz, to się z nim zapoznaj. To mój stary przyjaciel, Rikkturn. I jak, bierzesz ją? Jak mówiłem, tobie dam ją za połowę ceny. Pasuje ci to?
- A co ona potrafi?
- Jestem świetną kochanką – powiedziała Sahma, chcąc zaimponować swojemu nowemu panu – znam setki opowieści z różnych wymiarów. Potrafię gotować i śpiewać. Znam wiele sposobów rozśmieszania, których nauczył mnie pan Garr. Jestem w stanie tygodniami wytrzymać bez snu, pożywienia i wody.
- Widzisz, powinienieś być zadowolony. Kupujesz?
- Dobra, przekonałeś mnie. Ile płacę?
- Powiedziałem, że spuszczę ci z ceny... zwykle sprzedaję je za tysiąc, więc połowę z tego
- To praktycznie wszystkie moje oszczędności!
- Ale będziesz zadowolony, prawda? No to teraz zobowiązanie, staraj się je zapamiętać. Teraz Sahma będzie twoją własnością – zaczął recytować Garr - możesz ją surowo karać i nagradzać jak tylko zechcesz, ale bądź sprawiedliwy i nie traktuj jej źle bez powodu, zawsze też pamiętaj, że to żywa, inteligentna istota, która też ma pewne uczucia. Obiecałem jej to, a ja wolę być słowny. Jeśli będziesz o tym pamiętał, to dzięki temu będziesz miał ufną istotkę, dla której będziesz całym światem. Rozumiesz, co płynie z posiadania takiej istoty?
- Tak.
- Więc Sahma jest twoja. No, to teraz ja i Kaijra was zostawimy samych, sprawdź czy rzeczywiście jest taka dobra.
To mówiąc chwycił swoją sukkubicę za ramiona i pomógł jej wstać, po czym wyszedł do drugiej części namiotu. Rikkturn usłyszał jeszcze, jak rzuca na kotarę czary nieprzenikalności – stary, dobry kumpel zadbał o jego prywatność. Został sam na sam ze swoją nową zabawką... tak, pomyślał, zabawką...
- No chodź – powiedział do niej. Sahma bez wahania przyszła do niego.

Była świetna. Jędrne ciało, idealne piersi... i idealnie uległa, robiła wszystko by go zadowolić... Nie miał pojęcia, że jakakolwiek istota może być zdolna do takich rzeczy! To była świetna noc, pomyślał nad ranem.

Garr też spędził przyjemną noc dzięki swojej własności. Widział jednak że Kaijra z jakiegoś powodu jest smutna, więc jeszcze przed zaśnięciem ze zmęczenia, objął ją mocno ramieniem, a ona przytuliła się do niego, tak mocno, jak pozwalały jej niewielkie łańcuchy. Wiedziała, że jest z nim bezpieczna i dzięki temu zasnęła spokojnie.Tymczasem wokół miasta rozpętała się burza.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości