Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Jeszcze wyczyn czy już komercja?
#1
Przy okazji pływackiej wyprawy pani Diany Nyad z Kuby (Hawana) do Stanów (Key West, FL) pojawia się po raz kolejny kwestia rzeczywistej wagi takich ekstremalnych wydawać by się mogło (170 km) przedsięwzięć i tego czy próby takich dokonań powinny być regulowane specjalnym regulaminem.

W tej sprawie głos zabrała polska pływacka medalistka Teresa Zarzeczańska, będąca jednocześnie pierwszą Polką (a konkretniej: pierwszą osobą pochodzenia polskiego), która przepłynęła wpław Kanał Angielski (1975 r., z Dover do Vissant). Na antenie TVN24 powiedziała, że dystans 170 km w tak niesprzyjającym regionie nie może zostać pokonany w sposób czysto sportowy. Zasugerowała, że nie jest to żaden "wyczyn", tylko osiągnięcie komercyjno-medialne.

Zarzeczańska miała pewnie na myśli wykorzystanie przez Nyad najnowocześniejszego sprzętu, w tym specjalnego aparatu znacznie ułatwiającego oddychanie lub znaczącej pomocy udzielanej przez statek "asekuracyjny".

Podobnie, acz nie w dyscyplinie dalekodystansowego pływania, rzecz widzi wybitny włoski himalaista Reihold Messner, który w wywiadzie dla jednej z telewizji niemieckich powiedział, że zdobywanie szczytów z butlami tlenowymi uważa za takie samo osiągnięcie jak przebiegnięcie maratonu z użyciem sztucznych (i bardziej wydajnych) płuc.

Chciałbym w tym temacie spytać się co sądzicie o takich dokonaniach w sportach, w pewnym sensie, ekstremalnych. Gdzie kończy się prawdziwy wyczyn, zbudowany na latach treningu i sile woli, a gdzie zaczyna komercja, zbudowana na najnowocześniejszym sprzęcie (w przypadku pływania to mogą być np. stroje zwiększające wyporność czy wspomniany ulepszony sprzęt do oddychania) i być może latach brania dopingu? Czy, aby uznać takie sportowe wyprawy za "certyfikowany" wyczyn, zakres dozwolonego sprzętu do wykorzystania przez zawodników powinien być określony w jakimś regulaminie (jak ma to miejsce w przypadku pokonywania Kanału La Manche czy wyprawy królewskiej przez jezioro Ontario)?
Vi Veri Veniversum Vivus Vici
Odpowiedz
#2
Wyczynem myślę, że jest, zdecydowana większość ludzi w tym pewnie sportowców by tego z taką pomocą (a pewnie i szerszą) nie dokonała. Jednak większe wrażenie zrobiłby wyczyn dokonany np. bez tego aparatu ułatwiającego oddychanie.
Co do zakresu wykorzystywanego sprzędu i regulaminu to wszystko zależy od tego czy mamy do czynienia z jakimś wydarzeniem, które jest organizowane i gdzie organizatorzy szukają śmiałków jednocześnie dyktując warunki, czy może z indywidualnym przedsięwzięciem samego śmiałka. W tym drugim przypadku to już do opinii publicznej należy ocena czy śmiałek wykorzystał możliwości, które nie dyskwalifikują jego wyczynu.
"Łatwo jest mówić o Polsce trudniej dla niej pracować jeszcze trudniej umierać a najtrudniej cierpieć"
NN
Odpowiedz
#3
Komercyjny wyczyn.
Wiadomo, że tego typu przedsięwzięciom towarzyszy odpowiednia oprawa medialna. Mamy sponsorów, kontrakty, zobowiązania itp. Ale nie można odmówić w takich sytuacjach odpowiedniego przygotowania. Nie jest to wykonalne przez zwykłych zjadaczy chleba.

Jakiś czas temu czytałem o facecie który przebiegł 40 maratonów w 40 dni w 40 stanach USA. łącznie biegł w kilkudziesięciu parach butów. Za założenie każdej z nich dostał odpowiednie wynagrodzenie. Komercja czy wyczyn? Oczywiście że wyczyn.
Odpowiedz
#4
Komercja i wyczyn. Życie sportowca kosztuje i sponsorzy są potrzebni.
wolny rynek kuwa!!!
Odpowiedz
#5
Myślę że w przyszłości czeka nas podział sportu na różne kategorie związane z przewagami natury naukowo-technicznej. Czekają nas w bliskiej przyszłości protezy i sztuczne organy pozwalające na osiągi fizycznie niemożliwe dla naturalnych, i w połączonych zawodach "naturalni" ludzie po prostu nie będą w stanie z nimi konkurować.
Podobnie zresztą za parę dekad jakieś Chiny mogą sobie stwierdzić że wykorzystają najnowsze osiągnięcia genetyki i wyhodują sobie sprinterów, pływaków, skoczków itp. z genami idealnie dobranymi do ich przyszłej profesji.
Prawdopodobnie pojawi się kategoria dla ludzi "zwykłych" i dla "ulepszonych", być może podzielona na różne pomniejsze.
Nations do not survive by setting examples for others. Nations survive by making examples of others.
Odpowiedz
#6
Popieram podział na różne kategorie.

Zresztą, jak wykazują badania, takie zdobywanie szczytów bez butli tlenowej jest dość niezdrowe dla mózgu. Nie podoba mi się opinia, że jak nie umiesz wejść na szczyt bez dużego ryzyka uszkodzenia sobie mózgu to nie jesteś "true".
[SIZE=1][SIZE=2][SIZE=1][SIZE=2]Burdel na forum powstaje, gdy moderatorzy forum postanawiają sprzeciwić się części działań członków Ekipy Honor.

Czat / IRC: http://pokazywarka.pl/jpqkgu/ - prosta instrukcja dołączania.[/SIZE][/SIZE][/SIZE][/SIZE]
Odpowiedz
#7
Forge napisał(a):Popieram podział na różne kategorie.

Zresztą, jak wykazują badania, takie zdobywanie szczytów bez butli tlenowej jest dość niezdrowe dla mózgu. Nie podoba mi się opinia, że jak nie umiesz wejść na szczyt bez dużego ryzyka uszkodzenia sobie mózgu to nie jesteś "true".
Reinhold Messner raczej problemów z mózgiem nie ma (jest eurodeputowanym), a na ośmiotysięczniki bez butli wchodził co najmniej 10 razy.

Z drugiej strony jak on tam oddychał to nie wiem. Ciśnienie parcjalne tlenu na K1 wynosi ok. 6,4 kPa. Ciśnienie efektywne do oddychania powinno być wyższe niż 13 kPa (na 0 n.p.m. wynosi ok. 21 kPa). Pewnie ten próg różnicy ciśnień zdolnej do zassania powietrza obniża się znacząco podczas długiej wędrówki w górę, ale żeby aż tak spadł to naprawdę zadziwiające.
Vi Veri Veniversum Vivus Vici
Odpowiedz
#8
exodim napisał(a):Reinhold Messner raczej problemów z mózgiem nie ma (jest eurodeputowanym), a na ośmiotysięczniki bez butli wchodził co najmniej 10 razy.

Przecież ryzyko od samego początku jest wpisane w sporty ekstremalne a himalaizm takim sportem jest. Poza tym nie demonizowałbym zdobywania Himalajów bez tlenu przez doświadczonych wspinaczy jako przejawu lekkomyślności czy brawury. Jest to dość powszechna praktyka w tym wąskim środowisku (nie mówię tutaj o jednorazowych turystach zdobywających Everest), również nasz Kukuczka zdobywał Koronę Himalajów bez tlenu. Z bardziej współczesnych przykładów - Kinga Baranowska. O żadnych problemach z ich mózgami nie słyszałem Uśmiech.
There is a crack in everything. That’s how the light gets in.
Odpowiedz
#9
Z tolerancją na niedobór tlenu jest tak, jak z kształtem nosa. Jest jej nieskończenie wiele rodzajów.
To jest jak dobór naturalny w miniaturze.
Ci wspinacze, którzy mają wyższą tolerancję, mają lepsze wyniki i po wielokrotnym sprawdzeniu się stanowią elitę himalaizmu.

Nie mówiąc o Szerpach, którzy po prostu żyją w wysokogórskich warunkach i mają to w genach (ostatnio czytałem o badaniach ich DNA i ciekawych obserwacjach dotyczących stężenia hemoglobiny).
A nas Łódź urzekła szara - łódzki kurz i dym.
Odpowiedz
#10
Sofeicz napisał(a):Nie mówiąc o Szerpach, którzy po prostu żyją w wysokogórskich warunkach i mają to w genach (ostatnio czytałem o badaniach ich DNA i ciekawych obserwacjach dotyczących stężenia hemoglobiny).

Nie wiem czy stężenie hemoglobiny jest tu istotne, na pewno po części, ale większe stężenie tylko opóźnia proces niedotlenienia. Być może istotna jest inna (bardziej elastyczna względem ciśnienia zewnętrznego) konformacja hemoglobiny z tlenem, bo raczej sposób wiązania jest identyczny.
Vi Veri Veniversum Vivus Vici
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości