Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Ciemna strona ziemniaka
#1
Dostałem taki temat i miałem napisać krótki tekst. Czy to się trzyma kupy? Proszę o krytykę.


Ciemna strona ziemniaka.

Dziadku, daj mi też popatrzeć.
- Poczekaj, zaraz dam ci lornetkę i ujrzysz go w całej okazałości.
Zobacz chłopcze, jak dobrze widoczne są szczegóły - morza, wyżyny, kratery. Księżyc jest bardzo starym i niegościnnym miejscem dla człowieka.
- Dziadku, a co jest po ciemniej stronie Księżyca?
- On nie ma ciemnej strony, to jest tylko miejsce niewidoczne z Ziemi
- Tatuś mi wczoraj czytał bajkę o księżycu i tam ciemna strona była!
- Wnuczku, tatuś ma zawsze rację, zaraz ci to wytłumaczę a najlepiej pokażę na ziemniakach. Jest tu ich wiele, popatrz . Maszyna niedokładnie wyzbierała a najmniejsze pozostawiła na polu. O, ten większy niech symbolizuje Ziemię a mniejszy, Księżyc. Latarka niech będzie Słońcem. Widzisz teraz, jak mniejszy ziemniak obiega ten większy, to światło latarki po całym obiegu oświetla go dookoła. A więc Księżyc podobnie się zachowuje i nie ma ciemnej strony.
- Dziadku, czy tatuś kłamał?
- Nie, nie kłamał, tylko nie zastanawiał się nad problemem Księżyca. Nazwijmy to umownie ciemną stroną ziemniaka.
- Kiedy urosnę, to polecę na Księżyc i sprawdzę, czy ma ciemną stronę. Jeśli będzie miał, to ziemniak też musi mieć.
- Oj wnuczku, najpierw będziesz musiał się wiele nauczyć, ukończyć szkoły, badać świat i wszystkie rzeczy, które się w nim znajdują. A i tak pozostanie ciemna strona, której nie poznasz i nie zrozumiesz. Problem ciemnej strony zawsze będzie istniał.
Zrobiło się szaro i musimy wracać, bo rodzice mogą się niepokoić.

Widział jak światełko w tunelu oddala się oddala, oddala, aż znikło. Nastała ciemność. Nie ma nic.
Nagle mała iskierka, światełko nieśmiało znów się pojawia i staje coraz większe. Rośnie jaśnieje, razi w oczy, wręcz oślepia. wszystko wypełniło się przeraźliwą jasnością. Zewsząd uderza oślepiający blask. Światło, cisza i nic więcej. Dokoła jest pustka i ta dziwna jasność , przed którą nie można się niczym osłonić. Nic nie ma? Coś chyba jednak jest, bo jest myśl. Tylko gdzie jest? A może w czym jest? Ale co to jest? - Zastanawia się. Przeszywa go strach, a następnie radość. Nigdy razem. Co to jest? Skąd te emocje? Myśli się kłębią - Tu jest smród, obrzydliwy fetor. Zbiera się na wymioty. Ale obok jednak pachnie i jest ślicznie. Jakie miłe wspomnienia, uczucie błogości. Radość.
- Chcę tu zostać. Ojciec? Ojcze, to ty?
- Synu, tak, to ja, twój ojciec.
- Ale ty przecież nie żyjesz .Skąd tu się wziąłeś?
- Zgadza się, ty też nie żyjesz.
- Nie żyję? Jak to? Ojcze, czy jesteśmy w niebie?
- Można tak powiedzieć.
- Ale ja nie wierzę w niebo
- Synu, dobrze, że nie wierzysz, bo nieba nie ma.
- A gdzie my jesteśmy?
- Jesteśmy tu, gdzie nam jest dobrze i gdzie jesteśmy szczęśliwi.
- Ale tu nic nie ma, jest tylko światło, cisza , myśli i emocje.
- A po co ci rzeczy? One do szczęścia nie są potrzebne. A jeśli masz potrzebę posiadania rzeczy, to możesz je stworzyć.
- Żartujesz! Jak stworzyć?
- Popatrz tylko, zaraz coś stworzę. Widzisz? - Jasność przemieniła się w ciemność. Widoczne są świecące punkciki galaktyk spiralnych i mgławic. Nagle w jednej z nich eksplodowało coś, co rozjaśniło całą galaktykę. To było, jak supernowa, ale znacznie, znacznie większe.
- Synu, właśnie spowodowałem wybuch gwiazdy, ale innej, niż wszystkie. To jest supernowa zbudowana z antymaterii. Drugiej takiej we wszechświecie nie ma. Czujesz , tu obok mnie straszny odór, smród nie do zniesienia? To mój sąsiad, który tworzy smutne miejsce, w którym jest zło, a ideą cierpienie. Tam wysoko, nad nami, jest wielka osoba, która zajmuje się tworzeniem nowego wszechświata. Jak widać, kolejna próba mu się nie udała, bo po wielkim wybuchu rozbiegł się za szybko i atomy nie zdążyły powstać. Nie spoglądaj zbyt wysoko, bo tam są prawdziwi mistrzowie, którzy potrafią czynić rzeczy doskonałe.
- Chciałbym zobaczyć mistrzów i ich czyny.
- Tego nie zrozumiesz.
- Ojcze, spróbuj mi wytłumaczyć, może jednak zrozumiem.
- Synu, dziejące się tu rzeczy przekraczają możliwości twojego i mojego pojmowania.
Jestem tu bardzo długo i poznałem je tylko w maleńkiej części.
- To powiedz, co wiesz.
- Dobrze, powiem: Otóż te rzeczy są transcendencją, a nawet bardziej - to jest umysł transcentendalny, który wykreował wszelką rzeczywistość. Tę, znaną tobie na Ziemi i mnie tutaj, w bycie transcentendalnym. Rzeczywistość ziemska jest niewielkim wycinkiem tej, w której ja istnieję. A rozumienie jej znów jest maleńką częścią umysłu transcentendalnego.
- Kto to jest umysł transcentendalny?
- Nie wiem, czy to osoba, zjawisko, moc. Raczej stan. To jest coś wielkiego, absolutnego.
- Ojcze, chciałbym opowiedzieć o tym najbliższym. Czy jest taka możliwość?
- Nie ma synu, stąd nikt nie wraca, ale postaram ci się pomóc.

Dziadku, nareszcie odzyskałeś przytomność. Ty żyjesz! A lekarz mówił, że...że...
- Czy żyję? Nie pytaj. Jestem tu ze swoją świadomością i przytomnością.
- My wszyscy powoli zaczęliśmy się godzić z twoim...zaśnięciem.
- Powiesz mi co się stało?
- Miałeś zawał i byłeś trzy dni w śpiączce. Dzisiaj rano dostaliśmy wiadomość, że zmarłeś Czym prędzej przyjechałem. Reszta rodziny zaraz przybędzie.
- Wnuczku drogi, mam wrażenie, że umarłem i jestem tu tylko chwilowo. Czuję, że mam mało czasu i muszę coś ważnego przekazać..
- Mów Dziadku. Ja też mam coś dla ciebie.
- Ty pierwszy.
- Dobrze. Otóż w naszym obserwatorium zaobserwowano w sąsiedniej galaktyce wybuch gwiazdy supernowej. Wszystko byłoby zrozumiałe, ale ta gwiazda nie ma prawa istnieć. Ona zachowuje się, jak by była zbudowana z...
- Z antymaterii.
- Dziadku, skąd ty to wiesz?
- Wiem, bo byłem świadkiem jej stworzenia.
- Co ty mówisz, przecież cały czas jesteś w szpitalu, nieprzytomny. O jakim stworzeniu mówisz? Przecież to są wierzenia.
- To nie są wierzenia moje dziecko, to jest nieznana rzeczywistość. Czy pamiętasz...kiedy byłeś mały, pokazałem ci na...kartoflisku...ciemną...stronę...
- Tak dziadku, pamiętam, pokazałeś mi ciemną stronę ziemniaka.
Dziadku odezwij się! Dziadku!...Dziadku... Ty tylko znowu zasnąłeś prawda?
Odpowiedz
#2
Chyba "- Oj wnuczku" i "Tę, znaną"? Tekst pisany dla kogo? Sporo od tego zależy.
Odpowiedz
#3
Tyle razy czytałem tekst i nie zauważyłem tych błędów. Ju poprawiłem.
Tekst pisałem na konkurs na pewnym forum literackim. Mnie przypadł ten dziwaczny temat. Ilość znaków była ograniczona i stąd lapidarność.
Odpowiedz
#4
Skoro gwiezne zdarzenie miało miejsce w sąsiedniej galaktyce, gdy dziadek był w śpiącze, to nikt na Ziemi by tego nie zaobserwował, bo wszystko trwało maksymalnie 3 dni.

No ale generalnie podoba mi się.
Odpowiedz
#5
Eksplozja supernowej trwa tygodnie do miesięcy. Sąsiednie galaktyki są oddalone od nas w tysiącach i miliardach lat świetlnych, więc 3 dni to za mało, by światło dotarło do wnuczka. Jednak dziadek znajdował się w rzeczywistości transcendentalnej, gdzie pojęcie czasu, przestrzeni i związku przyczynowo skutkowego tracą sens. W sf. to jest możliwe.
A tak poważnie, to nie pomyślałem o tej sprzeczności.
Dziękuję za zwrócenie uwagi i podobanie się.
Odpowiedz
#6
Czemu związki przyczynowo skutkowe tracą sens? Tak czy inaczej, tekst wydaje się jednoznacznie umieszczać akcję w naszej rzeczywistości lub rzeczywistości z nią powiązaną.
Odpowiedz
#7
Nasza rzeczywistość fizyczna jest makroskopowa w przeciwieństwie do mikroskopowej, gdzie rządzi mechanika kwantowa. Tam z naszego punktu widzenia dzieją sie rzeczy przeczące ludzkiej logice i prawom fizycznym. Na przykład stan splątany cząstek elementarnych. Obserwacja na niebie supernowej może być projekcją, którą obserwatoria astronomiczne biorą za rzeczywiste wydarzenie. Oczywiście przy przeniesieniu praw kwantowych do skali makro. W końcu od tego jest fantastyka.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości