Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Stała ilość pieniądza itd.
#1
Po za tym proponuję zlikwidowanie RPP i pożyczania przez Bank Centralny pieniędzy innym bankom. Oczywiście przy stałej ilości pieniądza i wzroście PKB będzie występowała deflacja i co o niej sądzicie i o stałej ilości pieniądza? Nikt już nie będzie poszkodowany tym że BC dodrukował pieniądza i dał tylko nielicznym a reszta musi zubożeć przez inflację. A jakie są zagrożenia stałej ilości pieniądza? Ja ich nie widzę, więc tym bardziej chciałbym wasze zdanie poznać.

I dla wolnorynkowców ważna rzecz to ta że państwo by straciło zły wpływ na walutę bo jak wiadomo najlepsze decyzje podejmuje wolny rynek.

Czy aby zabezpieczyć stałą ilość pieniądza potrzebny jest parytet złota? Wydawać by się mogło że bank mógłby wklepać kilka cyferek do komputera i mieć tyle pieniędzy ile tylko zechce, a jednak tak się nie dzieje. Czyli parytet złota niepotrzebny aby na pewno?

EDIT: o już wiem jaki jest efekt stałej ilości pieniądza czyli niepożyczania przez Bank Centralny bankom komercyjnym a mianowicie:mniejsza akcja kredytowa z racji tego że banki musiałyby pożyczyć maksymalnie tyle ile zarobiły ile im ludzie na lokaty dali itd. a każde zwiększenie ilości pieniądza byłoby zwyczajny oszustwem i karalne. Natomiast gdy BC pożycza/daje pieniądze bankom, banki pożyczyć mogą więcej tym samym przyśpieszając konsumpcję i inwestycje, ale temu towarzyszy inflacja czyli obciąża tych co oszczędzają. Zresztą sam Balcerowicz ostatio powiedział że nie można kupić rozwoju gospodarczego za inflację, więc coś w tym stwierdzeniu powinno być. No i np. co wtedy gdy rozpędzona sztucznie kredytami gospodarka bez oszczędności dostanie zadyszki, mniej ludzi będzie zaciągało kredyty? kryzys.
wolny rynek kuwa!!!
Odpowiedz
#2
Różni ekonomiści mają różne opinie w tej sprawie, mainstream (główny nurt) ekonomii uważa, że inflacja jest korzystna.

Ja uważam, że główny nurt tak uważa, bo to mu się opłaca i jest modne; podobnie jak wszelakie mutacje keynesizmu. Uśmiech

Zapoznaj się z austriacką teorią cyklu koniunkturalnego i poczytaj strony Instytutu Misesa. Za pomocą austriackiej teorii cyklu dało się przewidzieć kryzys 2008, więc mamy dowód empiryczny. Austriacka teoria cyklu ściśle się wiąże z podażą $.

Te sektory, do których pierwsze wpływają nowe pieniążki, przeżywają boom. Jednak jest to boom sztuczny, i gospodarka po pewnym czasie dąży do równowagi. Mamy wtedy Kryzys. Kryzys - tradycyjnie - charakteryzuje się tym, że socjaliści zwalają winę na wolny rynek, chociaż go nie było ^^
Zły neoliberalny/libertariański Kot (czarny & drapieżny).

-----------------------------------
Pisywałem od długiego czasu; część moich starszych wypowiedzi można traktować jako nieaktualne.
BARDZO NIEAKTUALNE.
Odpowiedz
#3
Avx napisał(a):Kryzys - tradycyjnie - charakteryzuje się tym, że socjaliści zwalają winę na wolny rynek, chociaż go nie było ^^

To jest dosyć ciekawe zjawisko, które możemy zaobserwować w debacie publicznej - socjaliści czy lewicowcy mówią, że mamy dziki kapitalizm, zwolennicy wolnego rynku mówią zaś, że mamy czysty socjalizm. Zarówno jedni jak i drudzy mają sporo racji, niestety socjaliści nie dostrzegają różnicy pomiędzy kapitalizmem kumoterskim, tym tzw. kompradorskim jak nazywa go Michalkiewicz a kapitalizmem opartym na zasadzie dobrowolnych umów.
Sama zaś krytyka wolnego rynku u socjalistów motywowana jest po prostu obawą, strachem przed samodzielnością i podejmowaniem ryzyka. Warto nadmienić, że Marks był burżujem z szlacheckiej rodziny prawniczej a Engels przedsiębiorcą, który ''wyzyskiwał'' pracowników w iście kapitalistyczny sposób.
Na pomoc! mordują więźniów Bastylii!!!
Odpowiedz
#4
Co do złota: rozwiązaniem nie musi być złoto, zaprzestanie dodruku istniejącego pieniądza to też rozwiązanie.
Są też pieniążki prywatne, Bitcoin na przykład. Nie jest oparty na złocie, nie jest wspierany przez państwo, a jednak udało mu się osiągnąć jakąś wartość.

W kwestii złota, obawiam się, że podaż wcale nie musi być taka znowu stała. Za kilkadziesiąt lat, być może, zaczniemy eksploatować surowce z Pasa Asteroid - może to spowodować dużą podaż metali szlachetnych.

Hiszpania w XVII wieku miała złoto, i miała inflację, bo złotka nagle przybyło.

Na razie to s-f, ale nie składałbym wszystkich nadziei w Świętym Złocie; to powinien rynek rozstrzygnąć, powinien być wolny rynek walut. Jeśli ludzie chcą, to niech płacą zagraniczną walutą państwową, np. euro czy dolarami.

Albo bitcoinem i złotymi monetami. Według gustu.

Podatki (tfu), jeśli już muszą być, ściągałbym w złocie. Ale poza tym, przepisy o prawnym środku płatniczym (złotym czy nie) są zbędne i szkodliwe.
Zły neoliberalny/libertariański Kot (czarny & drapieżny).

-----------------------------------
Pisywałem od długiego czasu; część moich starszych wypowiedzi można traktować jako nieaktualne.
BARDZO NIEAKTUALNE.
Odpowiedz
#5
sirflinket napisał(a):A jakie są zagrożenia stałej ilości pieniądza? Ja ich nie widzę, więc tym bardziej chciałbym wasze zdanie poznać.

Wyobraź sobie, że najpierw tysiąc ludzi ma łącznie milion złotych, a po paru latach tych ludzi jest już milion. Jeżeli zasoby ludzkie się powiększają, a ilość pieniądza nie, to owy pieniądz jest coraz bardziej pożądany. Ergo mamy deflację.

Odpowiedz
#6
Oczywiście. W przeciwieństwie do mainstreamu, nie kojarzę deflacji ze złem najwyższym.
Poza tym, nawet jeżeli deflacja jest szkodliwa dla gospodarki, to jakie to ma znaczenie przy wolnym rynku walut ? Przedsiębiorca może zacząć wypłacać pensje w dolarach, euro, funtach; czyli pieniążkach jakiegoś tam państwa. Nawet w dolarach Zimbabwe, jeśli ktoś je przyjmie Duży uśmiech Każdy może używać pieniążka inflacyjnego lub deflacyjnego według gustu.

Koncern X może sobie nawet wymyślić własny "dolar X" i w nim wypłacać pensje. Jeżeli pracownicy się zgodzą a jakiś sklep to przyjmie; of course.


Zgodnie z prawem Greshama, może rzeczywiście w codziennym obiegu byłyby pieniążki inflacyjne; a oszczędzane byłyby deflacyjne. "Gorszy pieniądz wypiera lepszy" w obiegu codziennym.
Zły neoliberalny/libertariański Kot (czarny & drapieżny).

-----------------------------------
Pisywałem od długiego czasu; część moich starszych wypowiedzi można traktować jako nieaktualne.
BARDZO NIEAKTUALNE.
Odpowiedz
#7
sirflinket napisał(a):Po za tym proponuję zlikwidowanie RPP i pożyczania przez Bank Centralny pieniędzy innym bankom. Oczywiście przy stałej ilości pieniądza i wzroście PKB będzie występowała deflacja i co o niej sądzicie i o stałej ilości pieniądza? Nikt już nie będzie poszkodowany tym że BC dodrukował pieniądza i dał tylko nielicznym a reszta musi zubożeć przez inflację. A jakie są zagrożenia stałej ilości pieniądza? Ja ich nie widzę, więc tym bardziej chciałbym wasze zdanie poznać.

I dla wolnorynkowców ważna rzecz to ta że państwo by straciło zły wpływ na walutę bo jak wiadomo najlepsze decyzje podejmuje wolny rynek.

Czy aby zabezpieczyć stałą ilość pieniądza potrzebny jest parytet złota? Wydawać by się mogło że bank mógłby wklepać kilka cyferek do komputera i mieć tyle pieniędzy ile tylko zechce, a jednak tak się nie dzieje. Czyli parytet złota niepotrzebny aby na pewno?

Na początek parytet złota, a potem rynek by to już ustalił. Nie widzę powodu dla którego przy parytecie złota nie mielibyśmy się umówić, że zapłacisz mi przykładowo bitcoinami.

sirflinket napisał(a):EDIT: o już wiem jaki jest efekt stałej ilości pieniądza czyli niepożyczania przez Bank Centralny bankom komercyjnym a mianowicie:mniejsza akcja kredytowa z racji tego że banki musiałyby pożyczyć maksymalnie tyle ile zarobiły ile im ludzie na lokaty dali itd. a każde zwiększenie ilości pieniądza byłoby zwyczajny oszustwem i karalne.

Banki (inne niż centralne) nie zwiększają ilości pieniądza - źle to rozumiesz. Nie rozpiszę Ci to na konta, bo nie umiem, ale generalnie wygląda to tak, że przychodzisz do banku i mówisz, że chcesz pożyczyć 100 j.p. Bank mówi "spoko, pożyczę Ci 100 j.p. na okres 1 roku, ale po roku oddasz mi 110 j.p." Przyjmujesz warunki. Bank nie bierze kasy z depozytów tylko na Twoim koncie zapisuje +100 jako kasę, którą Ci pożyczył a u siebie zapisuje - 100 jako kasy, która mu "brakuje". W księgach banku nie pojawia się więc dodatkowa kasa. W Twojej zresztą też nie, bo Ty też zapiszesz sobie +100 jako pożyczka, i -100 jako zobowiązanie.

Następnie mogą zaistnieć dwie sytuacje:

1. spłacasz ową pożyczkę - bank w istocie "kasuje" zapisy w swoich księgach o których mowa powyżej i zapisuje +10 jako kasę którą od Ciebie uzyskał. Czyli bank finalnie zabrał kasę z rynku, a nie wprowadził nową kasę do obrotu.

2. nie spłacasz owej pożyczki - bank uznając wierzytelność za nieściągalną musi jakoś zamknąć transakcję, bo nie może ona pozostawać otwarta dowolnie długo. W konsekwencji, owe -100 wynikające z kasy pożyczonej Tobie obciąża realne kapitały banku, co oznacza, że bank, który miał przed transakcją z Tobą kapitał (w postaci gotówki) w wysokości 1000 j.p. po zamknięciu transakcji z Tobą będzie miał tylko 900 j.p. kapitałów, czyli znowuż nie wprowadzono żadnych dodatkowych środków na rynek, bo to co nie ściągnięto od Ciebie, zmniejszyło kapitał banku.

To jest oczywiście bardzo duże uproszczenie, wynikające częściowo z mojej ignorancji w zakresie zapisów księgowych, a częściowo z zamiaru obrazowego wykazania, że kasa z banku nie tworzy nowej kasy na rynku.
"All great men should be haunted by the fear of not living up to their potential.
All loyal men should be haunted by the fear of not having done enough for their country.
All honourable men should be haunted by the fear of not having lived a life worthy of those men who came before us." Sigurd
Odpowiedz
#8
Nie jestem ekonomistą ale wydaje mi się, że stała ilość pieniądza ma jedną niezaprzeczalną zaletę. Jeżeli pieniądz traktuje się jako miarę określającą wartość towarów i usług to ta miara nie jest rozciągliwa przy stałej ilości pieniądza i przy jej pomocy każdy śmiertelnik może określić ile pieniędzy będzie mu potrzeba do końca swego biologicznego życia, chociażby patrząc na wiek swoich przodków. Każdy w prosty sposób może przeliczyć ile pieniędzy potrzebuje do funkcjonowania i pomnożyć przez ilość dni swego zakładanego życia. Łatwe jest określenie ilości pieniądza potrzebnych do końca swego życia. Koszt funkcjonowania kosztuje tyle samo teraz jak i za 50 czy 100lat. Istnieje co prawda ryzyko zmiany cen w wyniku klęsk żywiołowych i kryzysów surowcowych ale istnieje też premia wynikająca z rozwoju technologii bądź tak zwanej klęski urodzaju. Przy jakiejkolwiek inflacji takie przewidywania to wróżenie z fusów i planowanie przyszłości przy pomocy pieniądza to hazard. Bo wciągu ostatnich 20lat koszt życia zmieniły się dziesiątki razy.
Odpowiedz


Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości